DIDIX BALL
COLA SAGA
ODCINEK PIERWSZY: IMPREZKA I NOWA ZNAJOMA ATOMA
Minęło pięć lat od unicestwienia Aquamana.
- Tak, przylećcie wieczorem do Capsule Corporation. Szykuję niezłą imprezkę. - tłumaczy Bulma Didixowi - Mam nadzieję,
że Oxpold też się zjawi?
Pytanie to Bulma zadała Didixowi, gdyż Oxpold u niego ostatnio zamieszkiwał.
- Niestety, Oxpold dosyć dawno wyleciał w kosmos trenować. - mówił Didix - I od tamtego czasu
go nie widziałem - ciągnął.
- No trudno. Ale powiadom resztę i przylećcie.
Didix ubrał się w dżinsy, koszulę i ruszył po Atoma. On również ubrał się szpanersko, ale zabrał ze sobą na wszelki
wypadek ciuchy do walki (czarne spodnie i niebieski podkoszulek). Przylecieli do Bulmy o zachodzie słońca.
Wszyscy doskonale się bawili, bo DJ Krillan puszczał świetną muzę. Pogoda była idealna. Słońce zachodziło, lecz
wszyscy byli rozgrzani. Lekko pijani Saiyańscy wojownicy zaczęli się przemieniać, a reszta miała ich oceniać.
Nie było zbyt dużej konkurencji, gdyż było tylko dwóch Sayian.
- AAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!! - wykrzyczał ze śmiechem na twarzy Didix i przemienił się w SSJ.
- Och, ach, hahaha! - rozległy się głosy. Jednak Atom wszystkich powalił na kolana, przemieniając się w USSJ.
- I oto zwycięzca!!!!!!! - ogłosił DJ Krillan, wskazując palcem na Atoma.
- Wracamy do zabawy - ogłosiła Bulma.
Impreza się skończyła, a wszyscy spali w Capsule Corporation.
- O rany... - mówili wszyscy do siebie, gdy rano wstawali - ...ale mnie boli głowa.
Następne dwa dni wszyscy odpoczywali. Jednak po odpoczynku znów przyszedł czas na ciężkie treningi.
- Ooo, hehe, nieźle ci idzie. - mówił Atom USSJ, gdy Didix w SSJ z nim trenował i nie dawał rady.
- Zobaczymy. Też osiągnę ten poziom. Zobaczysz. - powtarzał zdyszany Didix.
Tak trwały kolejne tygodnie. Jednak po czasie każdy wrócił do swego domu. Gdy Atom powracał, stała się bardzo
szczęśliwa w jego życiu rzecz.
- Ratunku!!! Pomocy!!! - usłyszał krzyki Atom i zaczął szukać wołającej osoby.
Znalazł ją. Była nią piękna dziewczyna, która wpadła Atomowi w oko.
Ścigali ją jacyś dwaj goście, którzy raczej nie mieli dobrych zamiarów.
- Zaraz cię uratuję! - wykrzyczał Atom i podleciał do gości, którzy gnębili dziewczynę.
- Nie macie co robić??? - powiedział do nich Atom i dał im niezłego łupnia.
- Nie bój się już. Nie ma czego. - po tych słowach Atom wziął dziewczynę i pofrunął z nią do jego domu.
ODCINEK DRUGI: NOWY, PRZERAŻAJĄCY PRZECIWNIK
- Jak się nazywasz??? - spytał w końcu Atom, gdy wraz z towarzyszką dolatywał do jego domu.
- Jestem Mariah... - odpowiedziała nadal wstrząśnięta dziewczyna.
Nie ma się co dziwić. Ludzie nie potrafią latać. Atom to wykorzystał do własnych celów, gdyż chciał
się przypodobać Marii.
- No i jesteśmy w domu. - powiedzał Atom, gdy dolatywali do jego skromnej chatki gdzieś w górach.
- Przepraszam, nie mam dokąd iść. Czy mogłabym tu zamieszkać? - zapytała zawstydzona dziewczyna.
- Oczywiście. Jeśli chcesz, to mogę nauczyć cię walczyć. - powiedział Atom i zauważył malujące się na twarzy
Marii zdziwienie.
- Pamiętasz może, gdy Ziemia została unicestwiona??? - musiał tłumaczyć Atom - Ja i moi koledzy pokonaliśmy
tamtego wroga, ale czuję, że gdzieś w kosmosie czai się jakiś wojownik, dużo silniejszy od Aquamana, który ma mnie
za wroga. Gdy on zaatakuje, twoja siła się nam przyda - a wiem, że masz jej dużo.
Tak oto Atom zaczął uczyć Marię walczyć. Uczyła się ona szybko. W pewny ciepły dzień, Atoma odwiedził Arti.
Przyleciał w góry i zobaczył trenującą dziewczynę.
- Siemasz Atom. Co to za dziewczyna??? - spytał Arti.
- Uratowałem ją niedawno przed jakimiś zboczeńcami. Ma ona w sobie dużo energii. Chcę ją nauczyć walczyć, bo
może się przydać.
- Taa, z wyglądem też trafiłeś - powiedział Arti i spojrzał na Marię.
Po chwili obaj zaczęli się śmiać. Dopiero wtedy Mariah zobaczyła przybysza.
- Arti, to jest Mariah. Mario, poznaj Artiego - Atom mówiąc pokazywał na osoby, o których mówił.
Po powitaniu całą trójkę ogarnął lęk. Otóż poczuli oni wielką, niewyobrażalną energię, która zmierzała ku Ziemi.
Mariah miała jeszcze problem z wyczuwaniem energii, lecz tej energii nie dało się nie wyczuć.
Była ona niewyobrażalnie silna i - niestety - niewyobrażalnie zła.
- Mariah, zostań tu. My polecimy sprawdzić, kto to! - krzyknął Atom i wraz z Artim ruszył w kierunku złej
energii, która wylądowała gdzieś nad morzem.
- Czujesz to Ki, które też leci w kierunku tej złej energii??? To chyba Didix - powiedział Atom.
I rzeczywiście - Didix leciał w kierunku tej energii, lecz musiał mieć jakiś plan, bo ta energia była o wiele od
niego silniejsza, nawet po przemianie Didixa w SSJ. Didix doleciał do tego złego gościa.
- Kto ty??? - spytał.
- Jestem Gutek - odpowiedział nieznany przybysz.
- Jestem tu, aby zabić Sayian.
- No, masz szczęście, gdyż ja jestem jednym z nich. - wypowiedział z dumą Didix i przemienił się w USSJ!
- Ty, co tam się dzieje? - mówi Arti, lecąc w stronę morza z Atomem. - Didix ma o wiele wyższy poziom mocy,
niż podczas walki z Aquamanem.
Ale Atom wiedział co się stało. Wiedział, iż Didix osiągnął poziom, który przedtem osiągnął tylko Atom.
- Didix osiągnął poziom USSJ - mówił Atom.
- COOOO???????!!!!! - przeląkł się Arti.
- Nic z tego...to i tak za mało. Chociaż, jeślibym się z min scalił? - z niedowierzaniem pytał sam siebie Atom.
- W tym poziomie bardzo szybko traci się energię. - ciągnął - Didix długo nie przetrzyma.
Nie było już czasu na gadaniny. Arti i Atom dolecieli na miejsce, gdzie walczyli Didix i Gutek. W momencie, gdy
Atom i Arti lądowali, Didix dostał poważną piąchę i wbił się w skałę. Stracił przytomność i odmienił się do
normalnego poziomu. Atom szybko przemienił się w USSJ. Arti też nie odpuścił. Obaj ruszyli na Gutka.
- KA...ME...HA...ME... -wypowiadał te słowa Arti, trzymając złożone ręce u boku tłowia. Gutek stał na przeciwko
niego - HA!!!!!!!! - wykrzyczał Arti i skierował ręce na Gutka.
Z rąk Artiego wyszła kula energii, która poleciała w stronę Gutka. Ten nią dostał.
- Już po tobie, ziemianinie. - powiedział Gutek - Kienzan!!! - krzyknął, a gilotyna z energii, którą wycelował
w Artiego wyleciała.
Był tylko odgłos: <ŚWIST>.
- AAAAAA!!!! - Arti właśnie stracił rękę. - O BOŻE!!! Wracam do Capsule Corporation - wystękał Arti.
- Czekaj, lecę z tobą! - krzyknął Atom.
Wziął Artiego pod rękę i poleciał z nim w stronę Capsule Corporation.
- HAHAHA, czy wy myślicie, że dam wam uciec??? - krzyczał Gutek.
- Tak, dasz. - odezwał się głos ze skały, w którą został wbity Didix.
I oto on wyszedł z niej i w normalnym poziomie zaczął walczyć z Gutkiem. Atom i Arti byli już daleko.
Didix zadał mocnego kopniaka Gutkowi. Ten wpadł do morza. Didix postanowił uciekać, gdyż wiedział, iż
przeciwnik jest zbyt potężny. Wykorzystał moment, w którym Gutek leżał w wodzie i uciekł...
ODCINEK TRZECI: NIESAMOWITA HISTORIA SAIYAN
W Capsule Corporation wszyscy czekali cierpliwie, gdyż najlepszy doktor i zarazem największy geniusz z
Capsule Corporation, czyli niejaki Dr. Bliz miał amputować rękę Artiemu.
- Przepraszam, panie Bliz. - mówił Arti - Czy ma pan próbki krwi Atoma i Didixa??? - ciągnął.
- Oczywiście, że mam. W końcu ktoś musi sprawdzać, czy nic im nie grozi - odpowiedział bez wahania Dr.Bliz.
- A czy dałoby się ze mnie zrobić Saiyana??? - spytał Arti.
- Hmm... - zastanawiał się Dr. Bliz - Gdyby wszczepić ci te próbki, to byłbyś w jednej czwartej Saiyanem. - mówił
Dr. Bliz - Ale może skończyć się to tragedią. Możesz nawet umrzeć, a co gorsze, zarazić innych jakimś wirusem,
który powstanie na wskutek połączenia się DNA twojego i twoich kumpli - uprzedzał Dr. Bliz.
Jednak Arti zgodził się na pobranie próbek Atoma i Didixa. Dr.Bliz poprosił też, aby, jeśli to możliwe,
dostarczyć mu do analizy próbkę krwi Gutka. Arti odzyskał po wielu cierpieniach i rehabilitacjach rękę,
lecz nie miał siły, aby toczyć teraz walkę. Musiał czekać i powoli trenowa. Gdy był już gotowy:
- Czy na pewno chcesz, abym wszczepił ci te próbki??? - upewniał się Dr. Bliz.
- Niech pan już nie pyta. Proszę to wszczepić. - odpowiedział bez wahania Arti. W ten sposób został on w jednej
czwartej Sayianem. Atom musiał po paru dniach polecieć po Marię, gdyż się o nią martwił. Poleciał po nią,
lecz w trakcie drogi spotkał Gutka.
- Tym razem spotykamy się sam na sam... - mówił Gutek swoim twardym i lodowatym głosem. Atom stał jak wmurowany.
Nogi miał z waty.
- Hahaha, drżysz ze strachu, co??? - mówił dalej Gutek. Podleciał do Atoma. Ten nawet się nie ruszył, gdyż całe
ciało odmówiło mu posłuszeństwa.
- To za to, że Arti walnął we mnie Kamehamehą - powiedział z uśmiechem na twarzy Gutek i walnął Atomowi tak
mocnego kopniaka, że ten wbił się w ziemię, na głębokość 20 metrów. Gdy bardzo obolały z niej wyszedł, Gutek
obok niego wylądował.
- To za wrzucenie mnie do wody - mówił dalej Gutek, a uśmiech nie schodził z jego twarzy.
Tym razem dał Atomowi sierpowego w twarz. Była ona cała we krwi. Atom, który nie mógł się podnieść, leżał
brzuchem do góry. Gutek długi czas stał nad nim. Nagle się pochylił.
- Powiem ci ciekawą rzecz - mówił Gutek - nie jestem tu, aby zabić was bez celu. Sam z resztą jestem Saiyanem.
Półprzytomny Atom, gdy to usłyszał, lekko drgnął.
- Lecz nie jest to jedyna niespodzianka - ciągnął Gutek - jestem tu, gdyż ty i Didix jesteście moimi braćmi.
Teraz Atom całkiem stracił kontrolę nad ciałem. Nawet nic go nie bolało. Taka informacja mogłaby zabić niejednego
histeryka.
- Jestem od was o 2 lata młodszy. Wy urodziliście się razem - mówił i rozmyślał Gutek - Gdy wy mieliście 2 lata,
planeta Vegeta została unicestwiona. Na szczęście wy, tata i mama, która była w ciąży, byliście na sąsiedniej
planecie, gdzie odbierano poród. Wtedy urodziłem się ja. Często rozrabialiśmy. Gdy wy mieliście po 6 lat,
umieliście już latać. Obaj fruwaliście po kosmosie, a ja nie umiałem, gdyż miałem tylko 4 lata.
Często się przechwalaliście. Byliście o wiele ode mnie lepsi i byliście bardzo złymi Saiyanami.
Ja też byłem zły, ale wy byliście chlubą Saiyan. Po paru latach wnerwiłem się do czerwoności i postanowiłem was
unicestwić. Jednak wy gdzieś sobie polecieliście. Zgubiliście się w przestrzeni i wylądowaliście tutaj.
Najwidoczniej musieliście stracić pamięć, gdyż nie jesteście już tacy źli. Ja wytrwale trenowałem i czekałem,
aż ktoś dowie się, gdzie jesteście. No i wreszcie się dowiedziałem. Przez te lata czekałem i wreszcie mogę was
zabić. Dam wam jednak szansę. Jak na pewno wiesz, planeta Vegeta została rozwalona przez Frezera. Zniszczono go i
jego rodzinę, lecz jednak okazało się, że jest jeszcze jeden brat Frezera - Cola. Sam nie dałem mu rady, ale z
wami może by się udało. Co ty na to, braciszku? - wreszcie skończył Gutek.
Atom zgodził się kiwając głową, gdyż z bólu nie mógł nic powiedzieć.
- Wiedziałem, że się zgodzisz. Teraz lecę, a wy trenujcie. Za 2 miesiące tu przylecę i zabiorę was na
walkę - po tych słowach Gutek odleciał.
Poleciał do swojego statku kosmicznego i wyleciał gdzieś w kosmos. Teraz Atom poczuł się trochę lepiej.
Gdy próbował wstać, przylecieli Didix i Arti.
- Co tu się działo???!!!! - pytali równocześnie i Arti i Didix.
- Troszkę... się... spóźni...liście... - wystękał Atom - Lećcie po Marię. Ja tu poczekam. Jak będziecie wracać,
to po mnie przylećcie.
I tak oto Didix i Art, którzy jeszcze nic nie wiedzieli, polecieli w stronę gór, gdzie w domu Atoma była Mariah...
ODCINEK CZWARTY: WRESZCIE SIĘ ZACZYNA
Teraz nadal trzeba było siedzieć w domu Bulmy, czyli w Capsule Corporation. Atom się wykurował dzięki faslokom Sensu.
Mariah również była u Bulmy. Obydwie szybko się polubiły. Atom jednak zastanawiał się, czy powiedzieć Didixowi i
Artiemu prawdę.
- Słuchacie mnie - zaczął.
Opowiedział wszystko i w ten sposób reszta dowiedziała się o przeszłości Sayian i o tym, co ma się stać.
Następne półtora miesiąca wszyscy trenowali do oporu. Arti szybko przyswajał sobie zdolności Saiyan.
Po miesiącu osiągnął poziom SSJ. Teraz było już 4 Saiyan. Mariah również trenowała i wkońcu udało jej się
pokonać Atoma podczas treningu. Pół miesiąca przed przylotem Gutka nikt już nie trenował. Wszyscy czekali tylko
na dzień walki. I w końcu Gutek przyleciał. Dr. Bliz skonstruował maszynę, dzięki której można było się
przemieszczać baaaaaardzo daleko poza atmosferę Ziemską. Gutek i reszta wojowników polecieli walczyć na planetę
Frieza, która do tej pory tu stała. Do walki również stanęła Mariah.
- Czego tu chcecie? - zapytał Cola, gdy tylko nasi wojownicy wylądowali. Cola był bardzo podobny do Coolera, lecz
miał przedziwny strój. Wyglądał w nim jak Coca Cola:P.
- Tym razem ci nie odpuszczę - zawołał Gutek - mam tu pomocników - skończył. Atom przemienił się w USSJ.
Didix również przeszedł do tego poziomu. Arti osiągnął poziom SSJ. Inni nic nie wiedzieli, lecz Gutek również
przemienił się w SSJ, a przecież w normalnym poziomie był silniejszy od naszych wojowników.
- Teraz możemy walczyć - powiedział Gutek.
- Phi...myślicie, że się was przestraszę???? - powiedział Cola.
W tym momencie wypuścił malutką kulkę, która nie stanowiła nawet jednej pięćdziesiątej jego energii.
Ta mała kulka trafiła w Didixa i rozniosła go w pył.
- Tyyyy......TYYYYYYYYY - krzyczał Atom - JA CI POKAŻĘ - dalej krzyczał, lecz po tych słowach rzucił się na Colę.
- Ty też chcesz umrzeć??? - spokojnie powiedział Cola i tym razem puścił kulkę w kierunku Atoma.
Temu udało się przed nią uniknąć, lecz zaraz po tym dostał z buta w twarz. Zaczął szorować po ziemi. Gdy wychamował, nie miał już
siły. Teraz to Cola rzucił się na niego. Atom nie miał już siły na ucieczkę...
ODCINEK PIĄTY: ŚMIERĆ WISI W POWIETRZU
Cola był zbyt silny. Już podleciał do Atoma i miał mu zadać ostateczny cios, lecz w momencie, gdy Cola podniósł
rękę, aby wziąć nią zamach, Arti odmienił się do normalnego poziomu i upadł na kolana.
Atom nie miał siły mówić, lecz Arti wiedział jakie pytanie chce zadać Atom.
- Dr. Bliz mnie przed tym uprzedzał - mówił Arti- gdy pobierałem próbki waszych krwi, Dr. Bliz powiedział
"Gdyby wszczepić w ciebie te próbki, to byłbyś w jednej czwartej Saiyanem, lecz może skończyć się to tragedią.
Możesz nawet umrzeć, a co gorsze zarazić innych jakimś wirusem ,który powstanie na wskutek połączenia się DNA
twojego i twoich kumpli" - opowiadał Arti - musze szybko wrócić do Capsule Corporation. Może jeszcze Dr. Bliz
coś pomoże.
- Le...cę... z... to...bą - niewyraźnie mówił Atom.
- Nie!!! - wtrącił Gutek - Ja go zabiorę. Ty i Mariah musicie wytrzymać - powiedział Gutek i rzucił w kierunku
Atoma coś, co przypominało czekoladę.
- Zjedz to. To coś zregeneruje ci siły - powiedział Gutek i wraz z Artim poleciał swoim statkiem na Ziemię.
Na polu bitwy zostali tylko Cola, Atom i Mariah, która się za bardzo do tej walki nie spieszyła.
- Zostaliśmy sami...HAHAHAHA!!! Czy myślisz, że masz jakieś szanse??? - pytał Cola.
- Zaraz się przekonasz! - krzyczał Atom. - *niby tak mu grożę, lecz nie wiem co robić* -pomyślał jednak.
-*Gdyby był tu Gutek, z pewnością razem byśmy wygrali, lecz teraz są marne szanse* - myślał dalej.
Jednak teraz nie było już czasu na myślenie. Przemienił się w SSJ, gdyż miał nadzieję, że Gutek zaraz się zjawi,
a w USSJ za szybko straciłby energię. Zaczęło się... obaj ruszyli na siebie. Cola skręcił w bok, a Atom nawet nie
zauważył, jak przeciwnik był już z boku. Atom dostał z piąchy. Znów poszorował po ziemi, lecz tym razem szybko
wyhamował i nie stracił tyle energii, co przedtem, gdyż dobrze wiemy, że moc Sayian rośnie po każdym
spotkaniu ze śmiercią.
- Rany, jaki szybki - powiedział Atom i znów ruszył na Colę. Tym razem mu się udało. Użył fantomizacji
(Zanzokenów - dop. Rav) i dzięki niej najpierw wywrócił przeciwnika, wyleciał wysoko w górę, a potem zaczął
rzucać w niego dużymi ilościami KAMEHAMEH. Gdy miał walnąć ostatnią, najważniejszą KAMAMEHĘ , usłyszał głos.
Był to głos Bulmy.
- Hej Atom - mówiła - Wybacz ,że akurat teraz ci przerywam, ale to ważne.
- Gdzie jesteś??? Dlaczego cię słyszę??? - pytał Atom. - A może ja mam jakieś przesłyszenia???? - po tych słowach
Atom miał mały problem. Nie mógł rozmawiać z Bulmą, gdyż właśnie w tym momencie wstał i pozbierał się Cola.
- Musisz szybko się gdzieś na chwilę schować - mówiła Bulma - wtedy wszystko ci wytłumaczę.
- TAIYOKEN!!! - krzynął Atom, a nagle cały zaczął świecić słonecznym blaskiem, które oślepiło Colę.
Atom wykorzystał ten moment i schował się w pobliskich skałach.
- *Oby tylko on nie potrafił wyczuwać energii za pomocą umysłu* - błagał Atom. Cola nie potrafił. Gdy odzyskał
wzrok, nie wiedział o co biega.
- Dobra, ale mów szybko, bo może się skapnąć - tłumaczył Atom.
- Oki, będę się streszczać. Gadam z tobą dzięki telepatii. Arti i Gutek dolecieli tu.
Jednak Gutek się czymś od Artiego zaraził. Gutek leży teraz i wypoczywa w śpiączce, lecz jest gorsza wiadomość.
Arti nie przeżył tej choroby. Gdy tylko wylądowali, jego serce przestało bić - wytłumaczyła Bulma.
- HAHAHAHA - darł się Cola. - WYCHODŹ SAIYANIE. MAM TU TWOJĄ DZIEWCZYNĘ. JEŚLI NIE WYJDZIESZ, TO PO NIEJ.
- Wybacz, Bulma. Muszę dalej walczyć - powiedział Atom, ale nie powiedział nic o niebezpieczeństwie Marii.
- *Hmm...może skoro Bulmie udało się użyć telepatii, to mi również to wyjdzie* - pomyślał Atom.
I udało się. Dzięki temu tylko Cola słyszał, co Atom mówi, lecz nie wiedział, z jakiego miejsca on mówi.
- PUŚĆ DZIEWCZYNĘ, A WYJDĘ... - usłyszał Cola w swojej głowie.
- Ok, puszczam - powiedział Cola i wypuścił Marię.
Ona pobiegła i schowała się gdzieś w krzakach. Atom wyleciał, aby dalej walczyć z Colą. Teraz nie musiał się
zastanawiać nad przylotem Gutka. Musiał sam walczyć.
- Hmm...skoro w poziomie SSJ udało mi się go przetrzymać, to w USSJ mam duże szanse na zwycięstwo... - powiedział
sam do siebie Atom i błyskawicznie przemienił się w Ultra Super Saiyana. Dopiero teraz Cola go zauważył.
Obaj wylecieli naprzeciwko siebie...
ODCINEK SZÓSTY: PUNKT KULMINACYJNY
Atom leciał o wiele szybciej niż Cola. Zderzyli się...po chwili w powietrzu unosił się już tylko Atom.
Cola zebrał taką bombę, że szybciutko zleciał jak grzeczny piesek w dół.
- Rany. Co się stało...przecież przed chwilą był o wiele słabszy... - nie dowierzał Cola.
- Już po tobie - powiedział luźno Atom. Wystawił dwie ręcę przed siebie.
- KA... - krzyczał - ...ME... - ciągnął dalej - ...HA...
- Nie, czekaj!!! - błagał Cola.
- To za to, że zabiłeś Didixa, draniu!!! ...ME...HA!!!!!!!!!!! - i wielka kula energii wyleciała z rąk Atoma.
Gdy Kamehameha walnęła w ziemię, unicestwiła całą planetę. Jednak wcześniej Atom wziął Marię i razem uciekli z
tego miejsca na pobliską planetę. Mieszkali tam dziwni goście, którzy dali naszym bohaterom maski z tlenem.
Teraz Atom i Maria spokojnie polecieli na Ziemię...
Jednak Coli udało się przeżyć i w miejsce utraconego od wybuchu ogona, kazał wszczepić sobie nowy, którym mógł
absorwować inne istoty (jak u Cella). Niestety Cola również wylądował na Ziemi. Jednak stała się rzecz jeszcze
gorsza. Podczas wybuchu planety Frieza, wszystkie metalowe części tej planety skleiły się z Colą.
Tak powstał Super Cola, który był dwa razy silniejszy niż wcześniej. Atom i Mariah polecieli do Capsule
Corporation. Jednak Super Cola teraz umiał wyczuwać wroga.
- Co z nim jest?! - spytał Atom, gdy tylko wbiegli do sali, gdzie leżał Gutek.
- Będzie jeszcze przynajmniej przez tydzień w śpiączce - odpowiedział Dr. Bliz. Teraz Atoma oblał zimny pot.
Dopiero w tym momencie wyczuł energię Super Coli. Była przepotężna. Atom szybko rozwalił sufit i wyleciał w górę.
Nie zdążył zabrać reszty. Za późno. Cała zachodnia stolica poszła z dymem, w tym Capsule Corporation.
Jedyny z całego miasta ocalał Atom, gdyż wzbił się wysoko w chmury. Wylądował na równej glebie, zamiast na
twardym asfalcie.
- Ty...ty... - mówił ze łzami w oczach Atom.
- Ha ha ha, ale masz silnych koleżków. Żaden się nawet nie skapnął, że podleciałem - mówił z uśmiechem Super Cola.
- Skąd ty masz tyle energii? - pytał z nie dowierzeniem Atom.
- Dzięki tobie - mówił Cola - Gdy zniszczyłeś planetę Frieza, wszystkie metalowe części złączyły się ze mną.
- A niech to...zabiłeś Gutka. Zabiłeś Didixa. Zabiłeś Marię...ZABIŁEŚ MARIĘ!!!!!!!!! - wykrzyczał Atom. -
Nigdy ci nie wybaczę - powiedział już całkiem spokojny.
Nagle, nawet nie chcąc, Atom przemienił się w USSJ. Nagle jego mięśnie zaczęły się kurczyć.
Pojawiły się w okół niego wyładowania elektryczne. Atom osiągnął SSJ 2!!!!!!!!
- Już po tobie, Cola. Możesz być nawet Super Cola - powiedział Atom i błyskawicznie znalazł się za nim - To twój
koniec - po tych słowach Atom zadał naprawdę silnego kopa w plecy Coli. Ten wyleciał w powietrze.
- To za to, że zniszczyłeś miasto. Dostaniesz za każdego z osobna - powiedział Atom i zaczął walić Coli w brzuch
piąchy.
Gdy walnął już tyle razy, ilu było ludzi w mieście, powiedział:
- To za to, że kiedykolwiek próbowałeś walczyć z Gutkiem - tym razem Cola dostał z łokcia w swoją piękną, blaszaną
mordkę. Poleciała mu z nosa farba.
- To za to, że zabiłeś Didixa - powiedział Atom i tym razem Cola dostał KI BLASTEM.
- To za ludzi z Capsule Corporation, a w szczególności za Dr. Bliza i Bulmę - dalej mówił Atom.
Tym razem puścił w kierunku Coli malutkiego Final Flasha. Coli udało się go ominąć, lecz zaraz po tym zebrał butem.
- A to za Marię - powiedział z zaciśniętymi zębami Atom. Tym razem Cola dostał potężną Kamehamehą. Dzięki niej
Gutek padł na Ziemię i nic już nie mógł zrobić.
- Teraz dostaniesz za wszystko - tym razem Atom powiedział takie zdanie i walnął Coli z nogi, a ten wyleciał w
powietrze.
- Final Kamehameha!!!!!!!!! - krzyknął Atom...
ODCINEK SIÓDMY: KONIEC! NOWA PARA
Teraz dostaniesz za wszystko - tym razem Atom powiedział takie zdanie i walnął Coli z nogi, a ten wyleciał w
powietrze.
- Final Kamehameha!!!!!!!!! - krzyknął Atom, a ogomna kula energii poleciała w kierunku Coli.
Zmiotła go...świat nie miał już się czego obawiać, gdyż Atom pokonał Colę. Atom zebrał Smocze Kule i ożywił
wszystkich zabitych przez Colę. Był problem tylko z jedną osobą, gdyż Arti umarł śmiercią naturalną.
- Czyli nie da się ożywić osoby, która umarła śmiercią naturalną??? - pytał Atom Shenlonga.
- Nie, niestety nie mogę ożywić takiej osoby - odpowiedział Shenlong.
- A jeśli coś przyczyniło się do śmierci takiej osoby, np.jakaś trucizna??? - pytał dalej Atom.
- Hmm...nie wiem...nie było takiego przypadku...,ale raczej tak - odpowiedział nasz smoczek.
Koniec końców...Arti odzyskał życie.
- Słuchajcie. Gdy tylko Gutek wyjdzie ze śpiączki, robimy następną imprezkę - ogłosiła wszystkim Bulma.
Ten tydzień wszyscy spędzili w Capsule Corporation. Gutek się obudził, a wszyscy powitali go bardzo hucznie.
Gutek nie był już od tego czasu takim złym gościem, lecz nigdy nie upodabniał się do reszty Sayian.
- No to zaczynamy imrezkę!!!!!! - ogłosił DJ Krillan. Wszyscy bawili się świetnie, lecz nagle Atom wszedł na
scenę i ogłosił coś do mikrofonu.
- Uwaga!!!! Uwaga!!!!!!!!! - ogłaszał - Ja i Mariah podjęliśmy bardzo ważną decyzję.
Mianowicie POBIERAMY SIĘ!!!!!!!!!!!!
- Och, ach. BRAVOOOO!!!!!!!!! - rozległy się głosy.
Tak oto powstała nowa para...czy teraz na Ziemi czycha jakieś zło????? Z pewnością!!!!!
By Didix
|