Dragon Ball Ż
Moderator: Moderatorzy
- Mathew
- Silniejszy Saiya-jin
- Posty: 12
- Rejestracja: pt mar 16, 2007 4:48 pm
- Lokalizacja: Łosice
- Kontakt:
Dokładnie !BH Daimaouji pisze:Fajny odcinek Michal kun , troche za dlugi ale jakos go przeczytalem , fajnie mi sie podobala zbroja Draca (zupelnie jako 2 zbroja Vegety z Freeza sagi) choc tak , nie powinniscie tyle pic alkoholu
BTW Piotrek kun nie wiedzialem ze jestes mechanikiem tu
Acer - nie upajaj nas, bo później trzeba załatwiać "maślankę" i są niepotrzebne kłopoty xD
BTW: Gdzie ten next odcinek... czekam... czekam... czekam...
Czy Acer da następny odcinek?
Czy bedzie nadal upajał bochaterów?
Czy mathew się doczeka?
Na te i wiele innych pytań, może kiedyś poznamy odpowiedzi xD
Na błędach człowiek uczy się rozumu.
Odcinek 3
Czterech młodych chłopaków, siedziało na placu głównym. Trzech w dziwnych zbrojach i obcisłych kostiumach, ukazujących ich wyrzeźbione sylwetki, rozglądało się wokoło, oglądając ogromne białe budynki. Plac był brukowany, przypominał granit, był ciemnoszary, lśniący. Odbijały się w nim, wielkie szklane wieżowce, ogromne targi i wiele innych budowli których zastosowania przybysze nie znali. Widzieli także, jak na wschód rozciągały się ogromne hangary w których przechowywano towary. Po placu spacerowali przedstawiciele różnych ras, część wyglądała groźnie, a część po prostu śmiesznie. Ale nikt na to nie zwracał uwagi, to była zwykła rzecz na Temerii. Większość przechodniów to byli kupcy spieszący na zebranie o kursach walut, lub przechadzający się oceniając konkurencję. Czwarty w płaszczu, siedział z głową zwieszoną w dół, nudził się. Widział to centrum tyle razy, że nie chciał go znowu oglądać. Zamiast tego patrzył na swoje odbicie w wyłożonym granitem chodniku.
-Chodźmy się gdzieś przejść – zaproponował Mathew, odrywając oczy od głównego budynku posiedzeń – nudzi mi się.
-Mam pomysł – odezwał się Acer. Wstał, poprawił miecz na plecach i ruchem głowy pokazał, żeby to samo i oni uczynili. Również wstali, szli za nim, mijali różne budynki podobne do tych na placu i te w ogóle nie podobne. Droga była długa, ale nie spieszyło się im, szli spokojnie rozmawiając ze sobą. Po pewnym czasie, zauważyli, że budowle robią się coraz mniejsze i biedniejsze. Na początku nie było widocznej różnicy, ale później widzieli karłowate domy, baraki.
-Tu nie wszystko jest takie piękne – przerwał ciszę Acer – tu tylko centrum jest ładne i bogate. Większość planety to właśnie takie baraki, gdzie w jednym pomieszczeniu, żyje kilkupokoleniowa rodzina. Centrum jest zrobione na pokaz, dla przejezdnych, kupców, bogaczy i władców. Ale ci co nie mają pieniędzy, są wysyłani tutaj. Zsyłani na wymarcie, to jest jak getto. Oni nie mogą nawet pojawić się w centrum bo zostaną zastrzeleni. A nie mają szans w walce. Są zmęczeni i głodni, to miejsce to dla nich wyrok – skończył.
Jego nowi kompani, rozglądali się. Ale nie mieli takich min jak na placu. Tam patrzyli na te ogromne budynki z podziwem. Teraz mieli w oczach żal i gniew.
-Nie można z tym czegoś zrobić? – zapytał Mathew – może jakaś rewolucja?
-Myślisz, że nie próbowali? – odpowiedział chłopak w płaszczu – za każdego zabitego mundurowego ginie setka tych ludzi. Oni się boją, toczą wojnę której nie mogą wygrać – dokończył. Zobaczyli, że on także ma smutek w oczach. Zrodził się w nim gniew, bezsilny gniew, opanował się. Poszli dalej, chcieli o tym zapomnieć ale nie potrafili. Cały czas miel ten widok przed oczami. Biedę i głód. Z tych niewesołych myśli, wyrwał ich głos Acera.
-Jesteśmy – powiedział.
Stali na wzgórzu, było płaskie porośnięta trawą. Mieli dobry widok na wszystkie strony.
-Co powiecie żeby się trochę rozruszać? – zapytał ich Acer – Dae? Pojedynek na miecze? – Patrzył na bronie Daego, były o wiele krótsze od jego miecza, miały krótkie rękojeści. Jednoręczne pomyślał.
-Czemu nie? – odpowiedział długowłosy chłopak. Miecze, były przewieszone przez plecy, połączone na krzyż , wyciągnął je. Ostrza zalśniły w słońcu, były pięknie oszlifowane, a na klingach wyryte były runy. Acer także wyjął swój miecz. Chłopcy nie mieli wcześniej okazji przyjrzeć się temu ostrzu. Wcześniej nie wyjmował go przy nich. Teraz dokładnie widzieli długą rękojeść, czarną wyłożona jakąś dziwna chropowatą skórą, żeby nie ślizgała się nawet w spoconej dłoni. Ostrze było długie, srebrno czarne, odbijało promienie słońca tworząc piękne refleksje świetlne.
Stanęli naprzeciwko siebie, Draco położył się trochę dalej od nich wyciągnął książkę i zaczął czytać. Mathew usiadł na trawie z zamiarem oglądaniu pojedynku. Acer wystawił jedną rękę do przodu, drugą z mieczem, wycofał kierując koniec ostrza w stronę przeciwnika. Dae podniósł oba miecze, ustawił się w dogodnej pozycji. Jedną ręką trzymając miecz do bloku, a drugą do ataku. Patrzyli sobie w oczy, skupieni stali bez ruchu, wyglądali jakby nie oddychali. Stali tak jeszcze chwilę, pierwszy ruszył Dae. Acer nawet się nie poruszył czekał, Dae dobiegł wymierzył pierwsze cięcie w udo, Acer zablokował, posypały się iskry. Chłopak w płaszczu zrobił zwinny obrót unikając drugiego ostrza skierowanego w tętnicę szyjną. Wymierzył uderzenie w twarz, Dae odskoczył szybko. Odbił się od ziemi wracając do walki, lecz każdy jego cios Acer z łatwością blokował, nawet nie próbował atakować, blokował tak od niechcenia.
-Dobra Dae, nie wygłupiaj się – powiedział – zdejmij te ciężarki bo ta walka jest żałosna. Dae zrobił duże oczy, zdziwił się. Jak dotąd nikt nie zauważył u niego ciężarków.
-No zdejmuj – powtórzył – przecież widzę jak to spowalnia twoje ruchy – chłopak w płaszczu uśmiechnął się. Dae wbił miecze w ziemie, po czym zdjął rękawiczki. Mathew zauważył na jego nadgarstkach grube, metalowe bransoletki. Dae odpiął z jednej ręki bransoletę. Upadła wbijając się w ziemie, wbiła się głęboko. Musi ważyć chyba z tonę! Pomyślał Mathew. Dae odpiął drugą wbiła się podobnie jak poprzednia. Kucnął zdjął buta, tam także miał identyczne bransolety, pozdejmował je, również wbiły się ciężko w ziemię wzniecając mała chmurę pyłu. Dae wstał założył buty i rękawiczki, po czym podniósł lekko zbroję ukazując pas, był podobny do tych bransolet. Ale musiał ważyć więcej, kiedy Dae go upuścił wbił się w ziemie głębiej niż poprzednie. Rozruszał nadgarstki, zaczął machać rękami sprawdzając swoje możliwości. Mathew nigdy nie widział, żeby Dae poruszał się z taką szybkością, nawet Draco podniósł wzrok znad książki przyglądając się Daemu. Sayian w zbroi uśmiechnął się, wyciągnął miecze z ziemi i zaczął nimi manewrować z niesamowitą szybkością. Kiwnął głową na znak, że jest gotów, Acer uśmiechnął się i również kiwnął głową. Trzymał miecz jedną ręką, zaczął płynnie młynkować. Zaczęli krążyć patrząc sobie w oczy. Równocześnie odbili się od ziemi doskakując do siebie, posypały się iskry. Mathew słyszał świst ostrz i brzęk zderzających się stali. Dae przymierzył się do dźgnięcia w brzuch, Acer obrotem uniknął ciosu, siłą obrotu wyprostował rękę z mieczem. Wycelował w szyję, Dae drugą ręką zablokował śmiertelne cięcie, jednosieczne ostrze ześlizgnęło się po klindze Daego. Odskoczył w ostatniej chwili, koniec jednoręcznego miecza musnął mu płaszcz, kucnął ponownie unikając drugiego ostrza w tej pozycji nie pozostało mu nic innego jak dźgnąć w nieosłonięty brzuch przeciwnika. Dae uniknął odchylając się, Acer musiał paść na ziemie żeby uniknąć cięcia w kark, przetoczył się unikając przybicia do ziemi, Dae przeskoczył nad nim i z wyskoku zamierzał przeciąć go w pół, w ostatnim momencie Acer sprężynką wstał i odchylił trzymając miecz w dłoni. Ciął ukośnie, zamierzał przeorać mu twarz, poczuł jak klinga zatrzymuje się. Spojrzał jak Dae trzymając sztywno rękę z mieczem blokuje jego cios. Patrzyli na siebie chwile dysząc ciężko, pot płynął po ich twarzach. Dae wymierzył cios w ścięgna kolanowe, jego przeciwnik uniknął robiąc salto w tył. Dae wstał wykonał obrót z ostrzami wystawionymi na boki jak śmigła. Acer przeskoczył nad nim i wymierzył śmiertelne dźgnięcie w szyję, trafił, lecz w tym samym momencie poczuł, że koniec ostrza Daego także dotyka jego szyi. Ostrza wbiły się delikatnie w skórę nawet jej nie przecinając. Patrzyli sobie w oczy uśmiechając się i dysząc ciężko, krople potu wystąpiły im na czoło. Opuścili miecze i usiedli, a raczej padli na ziemię zmęczeni. Mathew patrzył na to z podziwem, Pierwszy raz oglądał taki pojedynek na broń białą, Draco patrzył zdziwiony nawet nie zauważając, że książka wypadła mu z ręki. Dwaj przeciwnicy podnieśli się i spojrzeli na siebie.
-Gdzie ty się tak nauczyłeś wywijać mieczem? – zapytał Dae, widać, że ten pojedynek sprawił mu radość.
- Jestem samoukiem – odpowiedział Acer – musiałem umieć czymś walczyć. Jak uciekłem od morderców mojego ojca, znalazłem stary miecz, nie był dobry, był dla mnie za ciężki. Ale to była jedyna broń jaką miałem. Nauczyłem się nią walczyć, od znajomego kupca kupowałem coraz lepsze ostrza. Aż kupiłem ten – spojrzał na swój jednosieczny, srebrno czarny miecz – i z nim w ręku umrę. A gdzie ty się tego nauczyłeś? – uśmiechnął się
-Ja także jestem samoukiem – odpowiedział – mnie także okoliczności zmusiły do nauki. Tylko moje były o wiele mniej tragiczne, później nie było mi to tak potrzebne, ale stało się to moją pasją – dokończył Dae
-Chodźcie muszę właśnie zajść do tego kupca, to zaufany człowiek – powiedział Acer. Dae wstał założył z powrotem ciężarki, włożył miecze na swoje miejsce. Mathew i Draco również wstali. Acer otrzepał płaszcz i zaczął iść w stronę z której przyszli. Kiedy mijali ponownie baraki przypomnieli sobie co mówił Acer. O tym co tu się dzieje, ogarnął ich gniew tak samo bezsilny jak mocny.
***
Doszli do centrum, Acer powiódł ich do małej uliczki, była ciasna i ciemna. Chłopak w płaszczu szedł pierwszy, kierował ich. Musiał tędy często chodzić, bo nie zatrzymał się nawet na moment żeby zastanowić się dokąd iść. Doszli do małego, obskurnego budynku, weszli do środka. Wewnątrz wisiało pełno rupieci, do wszystkiego i do niczego. Za ladą siedział jakiś stary człowiek. Był stary, ale nie był człowiekiem. Miał szarą, pomarszczoną, niezdrową cerę, był chudy i kościsty, długa siwa broda była spięta w kilka warkoczyków ozdobionych koralikami. Równie długie i siwe włosy miał zaczesane do tyłu za długimi spiczasto zakończonymi uszami, miał mocno wystające kości policzkowe, oczy jarzyły mu się na zielono, ubrany był w jakieś szmaty. Ale siedział z gracją i dumą, kiedy ujrzał kto przyszedł, usłyszeli zadowolony, skrzekliwy głos.
-Witaj wojowniku! – przywitał go, nie patrząc na jego towarzyszy. Acer kiwnął głową na powitanie – co masz dzisiaj dla mnie?
Młodzieniec sięgnął do płaszcza, wyciągnął rękę z kieszeni trzymając w dłoni jakieś duże, ostro zakończone kły.
-Niewiele – odrzekł – kły kaddevara – wskazał ręką na dziwne, zagięte zęby – i pazury heptofony – powiedział, wyciągając małe ostre szpony, z dziwną, czerwoną kreską biegnącą wzdłuż pazurów.
Starzec wziął do ręki kły, przyjrzał się im dokładnie oglądając z każdej strony. Położył je na wagę, odczytał wynik. To samo zrobił z dziwnymi szponami. Zrobił smutną minę i spojrzał na chłopaka w płaszczu.
-Niewiele ci mogę za to dać – powiedział, a Acer kiwnął głową – no ale masz wyceniłem je jako wysokiej jakości chociaż heptofona musiała już być stara – mówił, po czym wyciągnął kilka monet i zaczął odliczać.
-Jakby była młodsza to bym już nigdy więcej nic ci nie przyniósł – odpowiedział Acer patrząc jak kupiec liczy pieniądze. Starzec kiwnął głową na znak, że zrozumiał.
-No masz - powiedział po chwili – dając mu sakiewkę z odliczonymi pieniędzmi. Młodzieniec wziął sakiewkę i schował ją do płaszcza.
-Masz dla mnie coś specjalnego? – zapytał. Kupiec popatrzył na jego towarzyszy nieprzyjemnym spojrzeniem.
-Możesz im zaufać – powiedział Acer. Wyraz oczu kupca zmienił się diametralnie. Popatrzył na nich normalnym, można by powiedzieć ciepłym wzrokiem.
-A co cię interesuję? – zapytał zwracając się do chłopaka z blizną.
-Pokazuj co masz. Interesuje mnie zwłaszcza coś na różnego rodzaju zatrucia – w tym momencie starzec schylił się i postawił na blat flakonik z jakimś niebieskim płynem – i te tabletki co zawsze – kupiec znowu się pochylił, tym razem dał mu kilka czerwonych ampułek podobnych do tych które dał mu Draco – to wszystko. Ile płacę?
-Nie wygłupiaj się – powiedział dziwny sprzedawca – jak zwykle, spłacam swój dług...
-Spłaciłeś go już dawno – przerwał mu Acer – a ja odchodzę. Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze się zobaczymy. Mów ile?
Starzec popatrzył na niego swoimi zielonymi oczami. Wydawałoby się, że ma smutek w oczach.
-A więc potraktuj to jako prezent na podróż – powiedział wreszcie. Chłopak nie miał zamiaru się z nim targować, wziął flakonik i ampułki, włożył je do pojemnika przy pasie – a skoro odlatujesz – ciągnął dalej – weź to – wyjął z szuflady piękny sztylet. Był jak na sztylet długi. Światło zagrało na wyrytych na klindze runach, ostrze musiało być z jakiegoś szlachetnego metalu. Było prawie białe, odbijało się w nim wszystko. Acer wziął do ręki sztylet, obejrzał go dokładnie, zrobił nim kilka efektownych ruchów, po czym włożył go do schowka w bucie.
-Dziękuję – powiedział – żegnaj starcze.
-Żegnaj Acer – odpowiedział – uważaj na siebie – podali sobie ręce. Popatrzyli chwile w oczy, kiwnęli głowami. Acer odwrócił się do wyjścia jego kompani zrobili to samo.
-Trzymajcie się – powiedział kupiec. Acer nawet się nie odwrócił. Draco i Mathew kiwnęli głowami, Dae coś odpowiedział. Nagle usłyszeli wybuch. Pobiegli szybko na miejsce gdzie wystąpiła eksplozja. To było centrum. Zobaczyli jak mundurowi strzelają do walczących ludzi. To byli ci biedacy o których mówił Acer. Chłopak z blizną już chwytał za miecz gdy poczuł dotyk na szyi. Przed oczami miał tylko ciemność.
***
Acer otworzył oczy, poczuł, że siedzi. Kiedy podniósł głowę zobaczył siedzących naprzeciwko mundurowych. Celowali do niego pistoletów laserowych, chciał złapać się za kark, w miejsce gdzie dotknął go paralizator. Poczuł, że ma skrępowane ręce, miał na rękach kajdanki. Rozejrzał się, zobaczył, że Draco również już się ocknął i mu się przygląda. Byli w jakimś pojeździe do przewożenia więźniów. Acer popatrzył na kajdanki, rozchylił lekko ręce, a łańcuch między jego nadgarstkami pękł. Pomacał kark, nie poczuł twardej skóry po poparzeniu. Nowy model, pomyślał. Wstał.
-Zatrzymajcie się i wypuśćcie nas albo rozpieprzę wam ten wózek – powiedział ochrypłym głosem Acer. Draco również wstał, bez wysiłku rozerwał łańcuch od kajdanek.
-Spróbuj! – krzyknął któryś z mundurowych – ten pojazd ma pancerne ściany!
-Nie rozśmieszajcie mnie – odpowiedział chłopak w płaszczu. Spojrzał na zamknięte drzwi, wyglądały solidnie. Coś w jego oczach błysnęło. W drzwiach pojawiło się małe wgniecenie, a po chwili drzwi z grzmotem wyrwały się z zawiasów i odleciały lądując z hałasem na ulicy. Mundurowi patrzyli przestraszeni na Acera. Ten odezwał się do innego mundurowego trzymającego jego miecz.
-Oddawaj – powiedział. Przestraszony przedstawiciel służb prawa, najpierw go upuścił, ale zaraz podniósł i szybko oddał chłopakowi w płaszczu. Ten kiwnął głową na Draco, Acer złapał Daego i wziął jego miecze. Pierwszy wyleciał z samochodu, po chwili leciał za nim również Draco trzymając Mathewa. Zobaczył jak Acer zatrzymuje się przestraszony. On także spojrzał w tamtym kierunku. Zobaczył uciekających stamtąd mieszkańców Temerii, za nimi szła jak plaga, kilkutysięczna armia. Szła bez żadnego ładu niszcząc wszystko po drodze i zabijając wszystko co się rusza. Wszyscy jej żołnierze byli tacy sami, wysocy, chudzi w czarnych obcisłych strojach zasłaniających nawet twarz. Widać było tylko jarzące się na biało oczy...
CDN
P.S
może sie niektórym wydawać, że zżynam bezczelnie od Daego. Ale! To nie jest inwazja czy coś w tym stylu! Ale o tym przekonacie się w następnym odcinku. xD
P.S.2 Proszę, nacieszcię oczy nowym odcinkiem. xD
wszelkie uwagi i opinie mile widziane! xD
Czterech młodych chłopaków, siedziało na placu głównym. Trzech w dziwnych zbrojach i obcisłych kostiumach, ukazujących ich wyrzeźbione sylwetki, rozglądało się wokoło, oglądając ogromne białe budynki. Plac był brukowany, przypominał granit, był ciemnoszary, lśniący. Odbijały się w nim, wielkie szklane wieżowce, ogromne targi i wiele innych budowli których zastosowania przybysze nie znali. Widzieli także, jak na wschód rozciągały się ogromne hangary w których przechowywano towary. Po placu spacerowali przedstawiciele różnych ras, część wyglądała groźnie, a część po prostu śmiesznie. Ale nikt na to nie zwracał uwagi, to była zwykła rzecz na Temerii. Większość przechodniów to byli kupcy spieszący na zebranie o kursach walut, lub przechadzający się oceniając konkurencję. Czwarty w płaszczu, siedział z głową zwieszoną w dół, nudził się. Widział to centrum tyle razy, że nie chciał go znowu oglądać. Zamiast tego patrzył na swoje odbicie w wyłożonym granitem chodniku.
-Chodźmy się gdzieś przejść – zaproponował Mathew, odrywając oczy od głównego budynku posiedzeń – nudzi mi się.
-Mam pomysł – odezwał się Acer. Wstał, poprawił miecz na plecach i ruchem głowy pokazał, żeby to samo i oni uczynili. Również wstali, szli za nim, mijali różne budynki podobne do tych na placu i te w ogóle nie podobne. Droga była długa, ale nie spieszyło się im, szli spokojnie rozmawiając ze sobą. Po pewnym czasie, zauważyli, że budowle robią się coraz mniejsze i biedniejsze. Na początku nie było widocznej różnicy, ale później widzieli karłowate domy, baraki.
-Tu nie wszystko jest takie piękne – przerwał ciszę Acer – tu tylko centrum jest ładne i bogate. Większość planety to właśnie takie baraki, gdzie w jednym pomieszczeniu, żyje kilkupokoleniowa rodzina. Centrum jest zrobione na pokaz, dla przejezdnych, kupców, bogaczy i władców. Ale ci co nie mają pieniędzy, są wysyłani tutaj. Zsyłani na wymarcie, to jest jak getto. Oni nie mogą nawet pojawić się w centrum bo zostaną zastrzeleni. A nie mają szans w walce. Są zmęczeni i głodni, to miejsce to dla nich wyrok – skończył.
Jego nowi kompani, rozglądali się. Ale nie mieli takich min jak na placu. Tam patrzyli na te ogromne budynki z podziwem. Teraz mieli w oczach żal i gniew.
-Nie można z tym czegoś zrobić? – zapytał Mathew – może jakaś rewolucja?
-Myślisz, że nie próbowali? – odpowiedział chłopak w płaszczu – za każdego zabitego mundurowego ginie setka tych ludzi. Oni się boją, toczą wojnę której nie mogą wygrać – dokończył. Zobaczyli, że on także ma smutek w oczach. Zrodził się w nim gniew, bezsilny gniew, opanował się. Poszli dalej, chcieli o tym zapomnieć ale nie potrafili. Cały czas miel ten widok przed oczami. Biedę i głód. Z tych niewesołych myśli, wyrwał ich głos Acera.
-Jesteśmy – powiedział.
Stali na wzgórzu, było płaskie porośnięta trawą. Mieli dobry widok na wszystkie strony.
-Co powiecie żeby się trochę rozruszać? – zapytał ich Acer – Dae? Pojedynek na miecze? – Patrzył na bronie Daego, były o wiele krótsze od jego miecza, miały krótkie rękojeści. Jednoręczne pomyślał.
-Czemu nie? – odpowiedział długowłosy chłopak. Miecze, były przewieszone przez plecy, połączone na krzyż , wyciągnął je. Ostrza zalśniły w słońcu, były pięknie oszlifowane, a na klingach wyryte były runy. Acer także wyjął swój miecz. Chłopcy nie mieli wcześniej okazji przyjrzeć się temu ostrzu. Wcześniej nie wyjmował go przy nich. Teraz dokładnie widzieli długą rękojeść, czarną wyłożona jakąś dziwna chropowatą skórą, żeby nie ślizgała się nawet w spoconej dłoni. Ostrze było długie, srebrno czarne, odbijało promienie słońca tworząc piękne refleksje świetlne.
Stanęli naprzeciwko siebie, Draco położył się trochę dalej od nich wyciągnął książkę i zaczął czytać. Mathew usiadł na trawie z zamiarem oglądaniu pojedynku. Acer wystawił jedną rękę do przodu, drugą z mieczem, wycofał kierując koniec ostrza w stronę przeciwnika. Dae podniósł oba miecze, ustawił się w dogodnej pozycji. Jedną ręką trzymając miecz do bloku, a drugą do ataku. Patrzyli sobie w oczy, skupieni stali bez ruchu, wyglądali jakby nie oddychali. Stali tak jeszcze chwilę, pierwszy ruszył Dae. Acer nawet się nie poruszył czekał, Dae dobiegł wymierzył pierwsze cięcie w udo, Acer zablokował, posypały się iskry. Chłopak w płaszczu zrobił zwinny obrót unikając drugiego ostrza skierowanego w tętnicę szyjną. Wymierzył uderzenie w twarz, Dae odskoczył szybko. Odbił się od ziemi wracając do walki, lecz każdy jego cios Acer z łatwością blokował, nawet nie próbował atakować, blokował tak od niechcenia.
-Dobra Dae, nie wygłupiaj się – powiedział – zdejmij te ciężarki bo ta walka jest żałosna. Dae zrobił duże oczy, zdziwił się. Jak dotąd nikt nie zauważył u niego ciężarków.
-No zdejmuj – powtórzył – przecież widzę jak to spowalnia twoje ruchy – chłopak w płaszczu uśmiechnął się. Dae wbił miecze w ziemie, po czym zdjął rękawiczki. Mathew zauważył na jego nadgarstkach grube, metalowe bransoletki. Dae odpiął z jednej ręki bransoletę. Upadła wbijając się w ziemie, wbiła się głęboko. Musi ważyć chyba z tonę! Pomyślał Mathew. Dae odpiął drugą wbiła się podobnie jak poprzednia. Kucnął zdjął buta, tam także miał identyczne bransolety, pozdejmował je, również wbiły się ciężko w ziemię wzniecając mała chmurę pyłu. Dae wstał założył buty i rękawiczki, po czym podniósł lekko zbroję ukazując pas, był podobny do tych bransolet. Ale musiał ważyć więcej, kiedy Dae go upuścił wbił się w ziemie głębiej niż poprzednie. Rozruszał nadgarstki, zaczął machać rękami sprawdzając swoje możliwości. Mathew nigdy nie widział, żeby Dae poruszał się z taką szybkością, nawet Draco podniósł wzrok znad książki przyglądając się Daemu. Sayian w zbroi uśmiechnął się, wyciągnął miecze z ziemi i zaczął nimi manewrować z niesamowitą szybkością. Kiwnął głową na znak, że jest gotów, Acer uśmiechnął się i również kiwnął głową. Trzymał miecz jedną ręką, zaczął płynnie młynkować. Zaczęli krążyć patrząc sobie w oczy. Równocześnie odbili się od ziemi doskakując do siebie, posypały się iskry. Mathew słyszał świst ostrz i brzęk zderzających się stali. Dae przymierzył się do dźgnięcia w brzuch, Acer obrotem uniknął ciosu, siłą obrotu wyprostował rękę z mieczem. Wycelował w szyję, Dae drugą ręką zablokował śmiertelne cięcie, jednosieczne ostrze ześlizgnęło się po klindze Daego. Odskoczył w ostatniej chwili, koniec jednoręcznego miecza musnął mu płaszcz, kucnął ponownie unikając drugiego ostrza w tej pozycji nie pozostało mu nic innego jak dźgnąć w nieosłonięty brzuch przeciwnika. Dae uniknął odchylając się, Acer musiał paść na ziemie żeby uniknąć cięcia w kark, przetoczył się unikając przybicia do ziemi, Dae przeskoczył nad nim i z wyskoku zamierzał przeciąć go w pół, w ostatnim momencie Acer sprężynką wstał i odchylił trzymając miecz w dłoni. Ciął ukośnie, zamierzał przeorać mu twarz, poczuł jak klinga zatrzymuje się. Spojrzał jak Dae trzymając sztywno rękę z mieczem blokuje jego cios. Patrzyli na siebie chwile dysząc ciężko, pot płynął po ich twarzach. Dae wymierzył cios w ścięgna kolanowe, jego przeciwnik uniknął robiąc salto w tył. Dae wstał wykonał obrót z ostrzami wystawionymi na boki jak śmigła. Acer przeskoczył nad nim i wymierzył śmiertelne dźgnięcie w szyję, trafił, lecz w tym samym momencie poczuł, że koniec ostrza Daego także dotyka jego szyi. Ostrza wbiły się delikatnie w skórę nawet jej nie przecinając. Patrzyli sobie w oczy uśmiechając się i dysząc ciężko, krople potu wystąpiły im na czoło. Opuścili miecze i usiedli, a raczej padli na ziemię zmęczeni. Mathew patrzył na to z podziwem, Pierwszy raz oglądał taki pojedynek na broń białą, Draco patrzył zdziwiony nawet nie zauważając, że książka wypadła mu z ręki. Dwaj przeciwnicy podnieśli się i spojrzeli na siebie.
-Gdzie ty się tak nauczyłeś wywijać mieczem? – zapytał Dae, widać, że ten pojedynek sprawił mu radość.
- Jestem samoukiem – odpowiedział Acer – musiałem umieć czymś walczyć. Jak uciekłem od morderców mojego ojca, znalazłem stary miecz, nie był dobry, był dla mnie za ciężki. Ale to była jedyna broń jaką miałem. Nauczyłem się nią walczyć, od znajomego kupca kupowałem coraz lepsze ostrza. Aż kupiłem ten – spojrzał na swój jednosieczny, srebrno czarny miecz – i z nim w ręku umrę. A gdzie ty się tego nauczyłeś? – uśmiechnął się
-Ja także jestem samoukiem – odpowiedział – mnie także okoliczności zmusiły do nauki. Tylko moje były o wiele mniej tragiczne, później nie było mi to tak potrzebne, ale stało się to moją pasją – dokończył Dae
-Chodźcie muszę właśnie zajść do tego kupca, to zaufany człowiek – powiedział Acer. Dae wstał założył z powrotem ciężarki, włożył miecze na swoje miejsce. Mathew i Draco również wstali. Acer otrzepał płaszcz i zaczął iść w stronę z której przyszli. Kiedy mijali ponownie baraki przypomnieli sobie co mówił Acer. O tym co tu się dzieje, ogarnął ich gniew tak samo bezsilny jak mocny.
***
Doszli do centrum, Acer powiódł ich do małej uliczki, była ciasna i ciemna. Chłopak w płaszczu szedł pierwszy, kierował ich. Musiał tędy często chodzić, bo nie zatrzymał się nawet na moment żeby zastanowić się dokąd iść. Doszli do małego, obskurnego budynku, weszli do środka. Wewnątrz wisiało pełno rupieci, do wszystkiego i do niczego. Za ladą siedział jakiś stary człowiek. Był stary, ale nie był człowiekiem. Miał szarą, pomarszczoną, niezdrową cerę, był chudy i kościsty, długa siwa broda była spięta w kilka warkoczyków ozdobionych koralikami. Równie długie i siwe włosy miał zaczesane do tyłu za długimi spiczasto zakończonymi uszami, miał mocno wystające kości policzkowe, oczy jarzyły mu się na zielono, ubrany był w jakieś szmaty. Ale siedział z gracją i dumą, kiedy ujrzał kto przyszedł, usłyszeli zadowolony, skrzekliwy głos.
-Witaj wojowniku! – przywitał go, nie patrząc na jego towarzyszy. Acer kiwnął głową na powitanie – co masz dzisiaj dla mnie?
Młodzieniec sięgnął do płaszcza, wyciągnął rękę z kieszeni trzymając w dłoni jakieś duże, ostro zakończone kły.
-Niewiele – odrzekł – kły kaddevara – wskazał ręką na dziwne, zagięte zęby – i pazury heptofony – powiedział, wyciągając małe ostre szpony, z dziwną, czerwoną kreską biegnącą wzdłuż pazurów.
Starzec wziął do ręki kły, przyjrzał się im dokładnie oglądając z każdej strony. Położył je na wagę, odczytał wynik. To samo zrobił z dziwnymi szponami. Zrobił smutną minę i spojrzał na chłopaka w płaszczu.
-Niewiele ci mogę za to dać – powiedział, a Acer kiwnął głową – no ale masz wyceniłem je jako wysokiej jakości chociaż heptofona musiała już być stara – mówił, po czym wyciągnął kilka monet i zaczął odliczać.
-Jakby była młodsza to bym już nigdy więcej nic ci nie przyniósł – odpowiedział Acer patrząc jak kupiec liczy pieniądze. Starzec kiwnął głową na znak, że zrozumiał.
-No masz - powiedział po chwili – dając mu sakiewkę z odliczonymi pieniędzmi. Młodzieniec wziął sakiewkę i schował ją do płaszcza.
-Masz dla mnie coś specjalnego? – zapytał. Kupiec popatrzył na jego towarzyszy nieprzyjemnym spojrzeniem.
-Możesz im zaufać – powiedział Acer. Wyraz oczu kupca zmienił się diametralnie. Popatrzył na nich normalnym, można by powiedzieć ciepłym wzrokiem.
-A co cię interesuję? – zapytał zwracając się do chłopaka z blizną.
-Pokazuj co masz. Interesuje mnie zwłaszcza coś na różnego rodzaju zatrucia – w tym momencie starzec schylił się i postawił na blat flakonik z jakimś niebieskim płynem – i te tabletki co zawsze – kupiec znowu się pochylił, tym razem dał mu kilka czerwonych ampułek podobnych do tych które dał mu Draco – to wszystko. Ile płacę?
-Nie wygłupiaj się – powiedział dziwny sprzedawca – jak zwykle, spłacam swój dług...
-Spłaciłeś go już dawno – przerwał mu Acer – a ja odchodzę. Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze się zobaczymy. Mów ile?
Starzec popatrzył na niego swoimi zielonymi oczami. Wydawałoby się, że ma smutek w oczach.
-A więc potraktuj to jako prezent na podróż – powiedział wreszcie. Chłopak nie miał zamiaru się z nim targować, wziął flakonik i ampułki, włożył je do pojemnika przy pasie – a skoro odlatujesz – ciągnął dalej – weź to – wyjął z szuflady piękny sztylet. Był jak na sztylet długi. Światło zagrało na wyrytych na klindze runach, ostrze musiało być z jakiegoś szlachetnego metalu. Było prawie białe, odbijało się w nim wszystko. Acer wziął do ręki sztylet, obejrzał go dokładnie, zrobił nim kilka efektownych ruchów, po czym włożył go do schowka w bucie.
-Dziękuję – powiedział – żegnaj starcze.
-Żegnaj Acer – odpowiedział – uważaj na siebie – podali sobie ręce. Popatrzyli chwile w oczy, kiwnęli głowami. Acer odwrócił się do wyjścia jego kompani zrobili to samo.
-Trzymajcie się – powiedział kupiec. Acer nawet się nie odwrócił. Draco i Mathew kiwnęli głowami, Dae coś odpowiedział. Nagle usłyszeli wybuch. Pobiegli szybko na miejsce gdzie wystąpiła eksplozja. To było centrum. Zobaczyli jak mundurowi strzelają do walczących ludzi. To byli ci biedacy o których mówił Acer. Chłopak z blizną już chwytał za miecz gdy poczuł dotyk na szyi. Przed oczami miał tylko ciemność.
***
Acer otworzył oczy, poczuł, że siedzi. Kiedy podniósł głowę zobaczył siedzących naprzeciwko mundurowych. Celowali do niego pistoletów laserowych, chciał złapać się za kark, w miejsce gdzie dotknął go paralizator. Poczuł, że ma skrępowane ręce, miał na rękach kajdanki. Rozejrzał się, zobaczył, że Draco również już się ocknął i mu się przygląda. Byli w jakimś pojeździe do przewożenia więźniów. Acer popatrzył na kajdanki, rozchylił lekko ręce, a łańcuch między jego nadgarstkami pękł. Pomacał kark, nie poczuł twardej skóry po poparzeniu. Nowy model, pomyślał. Wstał.
-Zatrzymajcie się i wypuśćcie nas albo rozpieprzę wam ten wózek – powiedział ochrypłym głosem Acer. Draco również wstał, bez wysiłku rozerwał łańcuch od kajdanek.
-Spróbuj! – krzyknął któryś z mundurowych – ten pojazd ma pancerne ściany!
-Nie rozśmieszajcie mnie – odpowiedział chłopak w płaszczu. Spojrzał na zamknięte drzwi, wyglądały solidnie. Coś w jego oczach błysnęło. W drzwiach pojawiło się małe wgniecenie, a po chwili drzwi z grzmotem wyrwały się z zawiasów i odleciały lądując z hałasem na ulicy. Mundurowi patrzyli przestraszeni na Acera. Ten odezwał się do innego mundurowego trzymającego jego miecz.
-Oddawaj – powiedział. Przestraszony przedstawiciel służb prawa, najpierw go upuścił, ale zaraz podniósł i szybko oddał chłopakowi w płaszczu. Ten kiwnął głową na Draco, Acer złapał Daego i wziął jego miecze. Pierwszy wyleciał z samochodu, po chwili leciał za nim również Draco trzymając Mathewa. Zobaczył jak Acer zatrzymuje się przestraszony. On także spojrzał w tamtym kierunku. Zobaczył uciekających stamtąd mieszkańców Temerii, za nimi szła jak plaga, kilkutysięczna armia. Szła bez żadnego ładu niszcząc wszystko po drodze i zabijając wszystko co się rusza. Wszyscy jej żołnierze byli tacy sami, wysocy, chudzi w czarnych obcisłych strojach zasłaniających nawet twarz. Widać było tylko jarzące się na biało oczy...
CDN
P.S
może sie niektórym wydawać, że zżynam bezczelnie od Daego. Ale! To nie jest inwazja czy coś w tym stylu! Ale o tym przekonacie się w następnym odcinku. xD
P.S.2 Proszę, nacieszcię oczy nowym odcinkiem. xD
wszelkie uwagi i opinie mile widziane! xD
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
- BH Daimaouji
- SSJ 5
- Posty: 6009
- Rejestracja: czw gru 02, 2004 6:04 pm
E nie zupelnieMathew pisze:Czy Acer da następny odcinek?
Czy bedzie nadal upajał bochaterów?
Czy mathew się doczeka?
Na te i wiele innych pytań, może kiedyś poznamy odpowiedzi
BTW dobry pomysl Mateusz (?) , Michal musisz dac Dragon Ball Ż FAQ tezNa te i wiele innych pytań , dowiemy sie w następnym odcinku Dragon Ball Ż/Acer Ball Z
Piszcie do mnie BH , nie BH Daimaouji
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
- BH Daimaouji
- SSJ 5
- Posty: 6009
- Rejestracja: czw gru 02, 2004 6:04 pm
Dobra wiec na poczatku latwe
1.Kim sa twoi rodzice
2.Co myslisz o Freezy
3.Scalisz sie kiedys z Drakiem za pomoca tancu fuzyjnego?
1.Kim sa twoi rodzice
2.Co myslisz o Freezy
3.Scalisz sie kiedys z Drakiem za pomoca tancu fuzyjnego?
Piszcie do mnie BH , nie BH Daimaouji
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
1.Ojciec był wojownikiem drugiej (?) klasy. Matka zmarła przy porodzie i jej nie pamietam, a ojciec nie chcial o tym rozmawiac. Widać uważał ją za zły wybór.
2.To słabeusz i ma pedalski głos w dubbingu USA
3.Nie jestem pewien, ale warte przemyślenia. Ba! Teraz nawet możliwe! xD
2.To słabeusz i ma pedalski głos w dubbingu USA
3.Nie jestem pewien, ale warte przemyślenia. Ba! Teraz nawet możliwe! xD
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
- BH Daimaouji
- SSJ 5
- Posty: 6009
- Rejestracja: czw gru 02, 2004 6:04 pm
1.To jaki miales poziom mocy ze taka silna mama umarla? Musial byc (glos Vegety w dubbingu USA) PONAD 9000!!!Acer pisze:1.Matka zmarła przy porodzie i jej nie pamietam
2.To słabeusz i ma pedalski głos w dubbingu USA
3.Nie jestem pewien, ale warte przemyślenia. Ba! Teraz nawet możliwe! xD
2.E chodzi mi o ten twoj swiat ale jak chcesz
3.Wiesz ze to bylo gagowe pytanie? 100% sajanowie by nie lubili robic z siebie glupkow
Dalej
4.Co myslisz o Kakarottcie?
5.Jak wyglada twoj tata
Piszcie do mnie BH , nie BH Daimaouji
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
1.Tego nie wiem
2.Freezy u mnie nie będzie
3.Jeśli konieczność zmusi może będę musiał to zrobić. A wiedz, że z o wiele większa niechęcią niż Vegata
4.Pajac
5.Podobny do Raditza tylko z krótszymi włosami. I nie był taki skoksowany.
2.Freezy u mnie nie będzie
3.Jeśli konieczność zmusi może będę musiał to zrobić. A wiedz, że z o wiele większa niechęcią niż Vegata
4.Pajac
5.Podobny do Raditza tylko z krótszymi włosami. I nie był taki skoksowany.
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
- BH Daimaouji
- SSJ 5
- Posty: 6009
- Rejestracja: czw gru 02, 2004 6:04 pm
6.Co myslisz o Bardocku?
7.Kiedy uzyjes ataku ktorego uzyl Piccolo jr na #17 jeszcze?
8.Czy planujesz dac na poklad jakams dziewczyne?
9.W jakie poziomy SSJ mozesz sie stac?
Co do nazwania Kakarotta od ciebie , to mam tylko jedno do napisania
ROTFL
7.Kiedy uzyjes ataku ktorego uzyl Piccolo jr na #17 jeszcze?
8.Czy planujesz dac na poklad jakams dziewczyne?
9.W jakie poziomy SSJ mozesz sie stac?
Co do nazwania Kakarotta od ciebie , to mam tylko jedno do napisania
ROTFL
Piszcie do mnie BH , nie BH Daimaouji
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
6.Bardzo fajna postac, tylko spłodził tego frajera xD
7.Jeszcze dokładnie nie wiem. Mam nadzieję, że niedługo
8.Na razie takich planów nie mam. Ale jeśli jakaś dziewczyna z forum sie zgłosi to mogę przyjąć
9.Na razie tylko ssj, a co później, czas pokaże
7.Jeszcze dokładnie nie wiem. Mam nadzieję, że niedługo
8.Na razie takich planów nie mam. Ale jeśli jakaś dziewczyna z forum sie zgłosi to mogę przyjąć
9.Na razie tylko ssj, a co później, czas pokaże
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
chciałem powiedzieć, że jeśli ktoś chciałby występować w moim fanficku, to niech wypełni formularz na pierwszej stronie.
mam kilka miejsc wolnych, więc jeśli są chętni to zapraszam
mam kilka miejsc wolnych, więc jeśli są chętni to zapraszam
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
1. Fajny odcinek, coraz mniej błędów ^^
2. Wcale nie zżynasz ode mnie, przecież widzę ^^
3. Fajna walka Acer vs Dae, tylko że lepiej były opisane emocje bohaterów, niż walka(Czytając to, co przeżywał Draco możnaby domyślić się, że walka była naprawde świetna)
Ocena za odcinek: 84/100
BTW. Ta walka treningowa Acer'a z Dae bardzo mi się podoba, a raczej nie ona, jak sam motyw. Nie miałbyś nic przeciwko, jeżeli napisałbym dłuższą wersję tej walki z dokładniejszym opisem wszystkiego co się dzieje? Proszę ^^
2. Wcale nie zżynasz ode mnie, przecież widzę ^^
3. Fajna walka Acer vs Dae, tylko że lepiej były opisane emocje bohaterów, niż walka(Czytając to, co przeżywał Draco możnaby domyślić się, że walka była naprawde świetna)
Ocena za odcinek: 84/100
BTW. Ta walka treningowa Acer'a z Dae bardzo mi się podoba, a raczej nie ona, jak sam motyw. Nie miałbyś nic przeciwko, jeżeli napisałbym dłuższą wersję tej walki z dokładniejszym opisem wszystkiego co się dzieje? Proszę ^^






