Login:
Hasło:
-|| Anime Forever ||- Dragon Ball Nao Anime & Emulation Site SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
 
 

Shigon

Rasa: Saiya-jin czystej krwi
Płeć: Męska
Wiek: 34 lat
Charakter: Dobry - Dobrotliwy

Historia: Przeżyłem wiele...zaczęło się to tak...

Wiodłem sobie spokojne życie na planecie zwanej Vegeta. Mieszkałem w małej wiosce, gdzie mimo mego młodego wieku, byłem jednym z silniejszych Saiya-jinów. Pewnego dnia zjawił się tam jakiś wojownik. Był za silny dla mnie i innych mieszkańców. Widziałem jak z zimną krwią zabijał mych przyjaciół i krewnych. Nie oszczędził mi też rodziców. Ogarnęła mnie ogromna wściekłość. Byłem przepełniony nienawiścią! Zaatakowałem go z całych sił, ale to nic nie dało. Stałem jak sparaliżowany, gdy on przymierzał się do zadania zabójczego ciosu...
Nagle zupełnie niespodziewanie pojawił się błysk i...
Otworzyłem oczy. Leżałem na gałęzi drzewa. Od razu poznałem, że to inna planeta. Było to Lordenmore. Miałem zamęt w głowie, więc udałem się do najbliższego miasta, żeby wszystko sobie przemyśleć. Po drodze spotkałem Icera o imieniu Sarigan i razem dotarliśmy do celu. Postanowiłem sobie, że zapomnę o tym, co się działo wcześniej i zamieszkam tu. Liczyłem na to, że wszystko się jakoś ułoży. Wraz z moim towarzyszem znalazłem szkołę sztuk walki, w której postanowiłem trenować. Pomyślnie przeszliśmy wszystkie próby i zostaliśmy przyjęci. Rozpocząłem ciężki trening i stawałem się coraz silniejszy...
W końcu byłem na tyle silny, że mój mistrz powiedział mi o wielkim turnieju Cuberoichi Buddokai. Wziąłem w nim udział. Zostałem przydzielony do grupy dla początkujących. W jednej z walk, dzięki temu, że dałem z siebie wszystko, pokonałem nawet silniejszego ode mnie przeciwnika. W finale zmierzyłem się z Breshnevem. Każdy z nas starał się z całych sił, jednak wygrał on.
I tak zająłem drugie miejsce.
Gdy wróciłem na moją planetę, zastałem szkołę zniszczoną, z powodu trzęsienia ziemi. Jeszcze dużo się działo na tej planecie i było mi na niej dobrze. Niestety - Źli bracia Guru, aby się nas pozbyć, wysłali nas w różne strony kosmosu...
W miarę szybko dotarłem na nową planetę - Wyspę Mroku (zwaną również Mirai). Wyczułem najbliższą energię i udałem się w jej stronę. Spotkałem tam Vogitę, którego widziałem wcześniej na turnieju. Po chwili zjawił się niejaki Drago.
Nie miał dobrych zamiarów. Był w drugim stopniu Icera i miał zamiar osiągnąć wyższy poziom. Czułem, że nie mogę do tego dopuścić. Oślepiłem go techniką Tayoken i krzyknąłem do Vogity, żeby go zaatakował. Jego Cho Kamehameha załatwiło sprawę. Oślepiony Drago został przebity na wylot. Pokonaliśmy go!
Po odpoczynku udałem się do miasta Zeloichi. Nauczyłem się tam przydatnej techniki - Kaiouken. Wziąłem udział w turnieju, który się tam odbywał. Wtedy znów spotkałem Breshneva. Udało mi się dojść jedynie do półfinału. Na tej planecie miałem bardzo dużo przygód. Napotykałem wielu wrogów i zdobywałem doświadczenie. Wiele razy o mało nie zginąłem. Dowiedziałem się o kolejnym Cuberoichi Buddokai, który miał się odbyć za 3 lata. Chciałem się przygotować
jak najlepiej. Przez ten czas bardzo ciężko i intensywnie trenowałem. W końcu 3 lata minęły...
Walki odbywały się w parach. Wylosowałem Oniera - bardzo mocnego wojownika. Walczył on jednak w przebraniu, więc o tym nie wiedziałem. Został zdemaskowany dopiero po pierwszej walce. W następnej "zmierzyliśmy się" (tzn. mój udział w niej wiele nie zmieniał) z Trianglem. Bardzo mocno mnie zaatakował, lecz dzięki maksymalnemu stopniowi Kaiouken i blokowi dopalonemu za całe KI udało mi się obronić. Planowałem oślepić przeciwnika, aby ułatwić zadanie Onierowi - Niestety nie udało się to, gdyż Triangle wyrzucił go za matę...
Jak było do przewidzienia - Triangle wygrał. Od tej pory wiedziałem, jak wysoką siłę można osiąnąć. Moim celem, którego nigdy nikomu nie wyjawiłem i nie zamierzam wyjawić, było odtąd stanie się najsilniejszym wojownikiem. Wiedziałem, że to niemożliwe, ale przynajmniej miałem do czego dążyć. Miałem jakiś określony cel w życiu. Po turnieju powróciłem na moją planetę, Wyspę Mroku, gdzie jeszcze nieraz przyszło mi zmierzyć się z silniejszymi ode mnie wrogami...
Nie walczyłem w imę dobra, czy niesienia pomocy innym. Nie ukrywam, że wyrządzane zło nie było dla mnie całkiem obojętne. Jednak najbardziej zależało mi na wzmocnieniu się, zyskaniu nowego doświadczenia i większych sił.
Przyłączałem się do grupy innych wojowników, bo miałem przeczucie, że będę miał dzięki temu niejedną okazję do walki. Tak spędziłem na Wyspie Mroku większość czasu i nabierałem sił. Pewnego dnia to wszystko skończyło się. Zjawił się zły demon, Solden. Zabił moich przyjaciół - wszystkich oprócz Vogity i Ronina! Nie wiem, co by się stało, gdyby to się wydarzyło na moich oczach. Jednak nie było mnie wtedy z nimi. Vogita zbierał Smocze Kule, aby ich wskrzesić, ja i Ronin zaś wykonywaliśmy zadania, które zlecał nam Guru. W głębi pragnąłem śmierci Soldena, lecz wiedziałem, że próba zabicia go byłaby bez sensu - Nie mieliśmy żadnych szans. Podtrzymywałem się na duchu myślą, że Vogita zbierze kule i wskrzesi pozostałych. Niestety Roninowi to nie wystarczyło - bez przemyślenia poprosił Guru, aby sprowadził do nas Soldena. Ten o mały włos nas nie pozabijał, lecz udało nam się uciec.
Tego dnia nasze kapsuły opuściły Wyspę Mroku - Jednak jakiś wybuch dosięgł je i każda z nich udała się w innym kierunku. Nie wiem, co się stało z Vogitą...
W końcu wylądowałem w Dorandii. Od razu po wyjściu z pojazdu napotkałem dwóch innych Saiya-jinów - Bliza i Blake'a. Po chwili zjawił się jakiś Nameczanin,
który zaprowadził nas do Ercona - Guru tej krainy. On kazał nam zebrać Smocze Kule. Jedną kulę zdobyliśmy bez większych problemów. Z drugą już nie było tak łatwo. Trafiliśmy do wioski Icerów, aby uwolnić syna pewnej kobiety w zamian za kulę. Icerzy byli bardzo silni, więc zaplanowaliśmy, że odbijemy więźnia i szybko uciekniemy.
Nie udało się to. Blake został ogłuszony przez jednego z nich. Bliz, który rzucił mu się na pomoc, został zatrzymany przez innego. Nasza sytuacja była beznadziejna. Wykorzystałem moment nieuwagi Icerów i oślepiłem ich. Razem z Blizem uciekliśmy im. Niedaleko dostrzegliśmy prom. Bez namysłu wsiedliśmy do niego...
Dotarliśmy na Smoczy Księżyc - chociaż nie tam lecieliśmy. Spotkaliśmy pewną kobietę - Elianę, która namówiła nas do pomocy pewnym wojownikom w jakiejś wyprawie. Udaliśmy się do jaskini, gdzie napotkaliśmy upiory, które chciały nas opętać. Jednak wszystko dobrze się skończyło. Ja i Bliz dostaliśmy bilet na lot promem i tym razem trafiliśmy tam, dokąd lecieliśmy...
Długo tam nie pobyłem. Nie pamiętam nawet nazwy tamtej planety. "Gińcie marni podludzie!" - usłyszałem głos z góry. Nie widziałem twarzy, ponieważ oślepiało mnie światło. "Co się dzie..." - nie dokończyłem zdania, gdyż cios, którym zostałem ogłuszony był potężny...
Obudziłem się. Znajdowałem się na planecie zwanej White. Bliz też tu był. Zostaliśmy ocaleni przed jakimś demonem. Udałem się do stolicy, aby zapisać się do szkoły sztuk walki. Spotkałem tam moich starych znajomych! - Breshneva i Blake'a. Wydawało mi się, że nareszcie znalazłem planetę, na której zostanę na dłużej. Myliłem się. Armia Lorda Demonów z planety Black zniszczyła doszczętnie całe White.

Dalasza historia mojego życia wyglądała podobnie...i dopiero niedawno wszystko się zmieniło. Jestem teraz zupełnie inną osobą. W niczym nie przypominam większości Sajan. Już nie szukam za wszelką cenę okazji do walki. Już nie jestem egoistą ani nieobliczalnym szaleńcem.
Tak - odnalazłem w końcu w sobie harmonię i spokój. Wszedłem na drogę dobra i już nigdy więcej nie powtórzę swych dawnych błędów. Najważniejze, by żyć uczciwie, według zasad, zgodnie ze swoim sumieniem. Nie ważne są konsekwencje.
Odkryłem w sobie moc dobra...Wkrótce moja przemiana się dopełni...

Osiągnięcia: Osiągnął transformacje SSJ i SSJ 2, wygrał Toyishi'khen Buddokai, poprawnie sfuzjował się z Blizem, stracił ogon, wygrał 7. Międzykrainowy Turniej Sztuk Walki w 2. grupie.
 
Online: 01