Login:
Hasło:
-|| Anime Forever ||- Dragon Ball Nao Anime & Emulation Site SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
 
 

Astarot

Rasa: Saiya-jin czystej krwi
Płeć: Męska
Wiek: 31 lat
Charakter: Neutralny - egoista

Historia: Moje imię to Astarot. Wywodzę się z rodu Saiyan. Przyszedłem na świat na planecie o nazwie "Vegeta"...Tam się wychowałem. Moja matka zmarła w skutek nieuleczalnej choroby, gdy byłem jeszcze dzieckiem. Mój ojciec natomiast był naukowcem. Od najmłodszych lat się tym interesował. W wieku 14 lat skonstruował statek do podróży w czasie. Przez resztę swojego życia, wciąż go udoskonalał.
Mój ród słynął z tego, że podbijał najbogatsze pod względem surowców planety. Planety podbite przez nas, zostawały sprzedawane za ogromne sumy. Dowiedziałem się o tym, o wiele za późno...
Wszystkim ludziom zamieszkującym Vegete, zabronione było wychodzenie z domów, tuż po zmroku. Będąc jeszcze młodym chłopcem, ojciec nie chciał mnie uświadomić, o tym kim naprawdę są Saiyanie i dlaczego istnieje zakaz opuszczania domów, po zmroku. Tłumaczył mi, że Saiyanie tracą wtedy panowanie nad sobą i robią rzeczy, których później żałują.
Pewnego wieczoru, postanowiłem to sprawdzić na własnej skórze. Wyczekałem moment, gdy mój ojciec spał i po cichu wyszedłem przed dom. Stałem tam kilka sekund, jednak nic się nie działo. Nie mogłem pojąć dlaczego istniał zakaz, skoro nic się nie działo. Na dworze panowała niezwykła cisza. Zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu żywego ducha. Nie było nikogo...Moją uwagę przykuł księżyc. Pierwszy raz w życiu widziałem pełnie. Nagle poczułem silny skurcz mięśni. Moja moc podniosła się znacznie..Czułem to. Nie mogłem jednak oderwać wzroku od księżyca. Poczułem silne szarpnięcie za ramię, po którym odrzucilo mnie do tyłu. Poczulem, że moj lot zakończył się na uderzeniu w cos twardego...Lekko oszołomiony podniosłem się z ziemi. Poczulem jak po mojej twarzy, zaczyna spływać jakas ciepła ciecz. Bylem na tyle oszolomiony, że nieświadomie przetarłem czoło. Zamroczenie trwalo chwile. Pierwszą rzeczą jaka zrobilem to obejrzałem się za siebie, żeby sie dowiedzieć w co uderzyłem. Okazało się, że była to jedna z kolumn, podtrzymująca balkon mojego domu. Obejrzałem się w stronę osoby, która mnie szarpnęła, nadal lekko oszołomiony..Był to mój ojciec. Nagle znów poczólem jak przez twarz zcieka mi jakas ciecz. Podniosłem rekę by znów przetrzeć czoło i dostrzegłem, że jest ona zakrwawiona. Poczułem niesamowity gniew. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem. Nie mogłem się opanować. Znów spojrzałem na ojca z nienawiscia w oczach. Zawsze szanowałem ojca i nie śmiał bym podnieść na niego rekę, jednak tego dnia moim umysłem kierował demon. Demon, który siedział we mnie przez całe życie o czym później mialem się dowiedzieć. Zacząłem biec w kierunku ojca. Byłem niesamowicie szybki, jak nigdy. Biegnąc w jego stronę, spojrzałem na księżyc, który znów przykuł mój wzrok. Nagle cos we mnie pękło. Poczółem wybuch niesamowitej energii w moim ciele. Nastepnie oślepił mnie silny błysk. I od tego momentu nic nie pamiętam.
Następnego dnia obudziłem się w moim pokoju z zabandarzowanom głową i sporym guzem odznaczającym się z pomiędzy warstw bandarzu. Nagle uslyszałem skrzypot otwierajacych sie drzwi od mojego pokoju, w ich progu ujrzalem mojego ojca. Stał on niewzruszenie i z powaga wpatrywal mi sie prosto w oczy. Mialem wrażenie, że czyta mi w myślach. Myślałem, że przyszedł mnie skarcić jednak usiadł na łóżku koło mnie, uśmiechnął się i zapytał jak moja głowa. Zawsze był dla mnie surowy. Często po przeskrobaniu czegoś, dostawałem od niego porządne lanie. Jednak tym razem było inaczej. Spokojnie zaczął wyjaśniać mi kim są Saiyanie i jaką posiadają moc. Powiedział także, dla kogo pracują i podbijają planety. Był to niejaki Freeza. Podobno żaden z Saiyan nie dorównywał mu nigdy mocą. A Ci, ktorzy śmiali się mu przeciwstawić kończyli martwi.
Słuchałem ojca w milczeniu. Nie mogłem w to wszystko uwierzyć. Nie podobało mi się to bardzo. Jednak nie powiedziałem mu tego. Od następnego dnia zapisałem się na treningi do szkoły, w której mistrzem był były kapitan sił specjalnych. Były, ponieważ na jednej z wypraw, został poważnie zraniony, przez co stał się kaleką. Tsuro, bo tak miał na imię, mimo uszkodzenia kręgosłupa i częściowego paraliżu, był trenerem sztuk walki. Postanowiłem trenować codziennie, aż uznam, ze zdołam pokonać Freeze. Trenowałem tam około 4 lata. Przez ten czas konkurowalem z najlepszymi z jego uczniów i stałem się jednym z nich. Nigdy jednak nie usłyszałem od niego słowa pochwały. Moja siła uderzenia, wahała się wtedy od 940 do 986 BP.

Pewnego poranka gdy szedłem właśnie na trening, zobaczyłem ledwo stojącego dorosłego Saiyana. Mimo ciężkich ran jego siła była ogromna. Stałem i przyglądałem się uważnie co robi. Na jego twarzy można było zauważyć napływającą wściekłość. Jego moc stale rosła. Momentalnie wystrzelił w powietrze. Szybko znikł mi z pola widzenia. Chwilę później, zauważyłem mojego ojca. Biegł w moją stronę coś wykrzykując. Jednak nie zwracałem na niego zbytnio uwagi. Stałem zamyślony wpatrując się w niebo. Nagle poczułem dosyć dużą moc. Wyjąłem z kieszeni licznik siły uderzenia, który dostałem w prezencie od mistrza Tsuro. Natychmiast założyłem go w celu zbadania nieznanej mi mocy. Licznik wskazał moc 20.000 jednostek. Podejrzewam, że należała ona do tajemniczego gościa, który przed chwilą wzbił się w powietrze. Nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Stałem jak wmurowany. Po chwili jednak poczułem jeszcze większą moc, która wciąż rosła. Natychmiast włączyłem ponownie licznik w celu określenia jej poziomu. Licznik wskazywał około 70.000 jednostek. Moc jednak rosła w niewiarygodnie szybkim tępie. Tak szybko, że nie byłem w stanie odczytywać zmieniających się cyfr. Nagle licznik wybuchł...Nie mogłem uwierzyć w to co się dzieje. Było to dla mnie wtedy czymś niewiarygodnym. Chwilę później niebo, przybrało kolor pomarańczowy. Widząc to dostałem zawrotów głowy. Chwile później straciłem świadomość. Upadałem w pół przytomny na ziemię. Podejrzewam, że spowodowane to było przez tą moc. Po chwili podbiegł do mnie mój ojciec i szarpnął mnie za rękę. Niczego więcej nie pamiętam. Obudził mnie wstrząs. Okazało się, że znajduję się w lecącej kapsule skonstruowanej przez mojego ojca, do podróży w czasie. Jednak nigdy nie została ona przetestowana.
Wstrząsy nie ustępowały. Odwróciłem się starając się czegoś złapać. Zobaczyłem wtedy coś strasznego. Był to wybuch mojej ojczystej planety. Wstrząsy ustały. Nie mogłem w to uwierzyć. Z Vegety został tylko pył. Stałem jak wryty patrząc na wybuch. Po chwili nastąpił kolejny wstrząs. Dużo silniejszy od wcześniejszych. Turbulencje były tak silne, że nie zdołałem się utrzymać na nogach. Upadając uderzyłem głową w jeden z paneli, na którym było mnóstwo guzików. Straciłem przytomność.
Gdy się obudziłem, okazało się, że wylądowałem na planecie o nazwie Ziemia. Nie wyczuwałem już mocy tyrana, który zniszczył Vegete.
Wyszedłem z kapsuły. Może to się wydawać dziwne, ale poczułem brak bliskiej mi osoby. Po chwili zrozumiałem. Mój ojciec, został na Vegecie. Strasznie się poczułem. Nie mogłem powstrzymać łez. Stałem tak płacząc, sam nie wiem ile. Wtedy czas dla mnie nie miał znaczenia.

Ciężko mi było cokolwiek zrobić, jednak postanowiłem pójść do najbliższego miasta. Przechodząc jedną z uliczek zauważyłem leżącą na ziemi gazetę. Podniosłem ją. Od razu mój wzrok przykuła data umieszczona na okładce. Data różniła się znacznie od tej, która była na Vegecie. Nagle zrozumiałem... Gdy leciałem kapsułą i uderzyłem głową o panel, uruchomiłem jakiś mechanizm i przeniosłem się w czasie.
Tyran pewnie już nie żyje, nie wyczuwam już jego mocy...Jestem pewny, że zabił go jeden z moich rodaków. Kilka tygodni później wyruszyłem moim statkiem w poszukiwaniu Smoczych Kol, o których dowiedziałem się od ziemian.
Moim celem życiowym stało się znalezienie, kol i wskrzeszenie moich bliskich. Tylko to się teraz dla mnie liczy
CDN.........

Osiągnięcia: Stracił ogon przez Nealhona. osiągnął transformacje SSJ, USSJ
 
Online: 02