Login:
Hasło:
-|| Anime Forever ||- Dragon Ball Nao Anime & Emulation Site SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
 
 

Kris Shivente

Rasa: Demon
Płeć: Męska
Wiek: 26 lat
Charakter: Neutralny - egoista

Historia: Urodziłem się na planecie Ozumatsu, planecie bogatej w surowce mineralne jak i zarówno w tradycje. Ojczysty ród należał do rodzin szlacheckich, także moje dzieciństwo przebiegało, a raczej miało przebiegać w idealnych warunkach dla dziecka, każda zabawka oraz każda zachcianka miały być spełnione, co prawda jedna rzecz jest pominięta oczywiście jest to -prawidłowy rozwój zdolności dziecka- nie te które nabywa sie z czasem, a te które narzucają rodzice... do 9 roku życia nadzór nade mną był sprawowany dosłownie perfekcyjnie, a moje życie według mnie przypominało piekło z którego nie da się uciec bo los jest nie zmienny zawsze pragnąłem robić rzeczy których szlachta nie powinna robić jak mawiał do mnie ojciec -Synu nie myśl o rzeczach dla plebsu, gdyż to Cie zgubi.- Niestety, a może i na szczęście mój charakter zaczął się zmieniać z posłusznego dziecka na osobę, arogancką, bezczelną, niechwiejąca pomocy oraz niesłuchająca się rozkazów..(chociaż to tak naprawdę ujawniło się później). Nadszedł czas moich dziesiątych urodzin, wtedy po raz pierwszy pomyślałem o ucieczce z tego, jak to mawiali mieszkańcy miasta -dobre domu-, nad planem myślałem kilka miesięcy i wciąż mi się on nie podobał, patrząc z perspektywy czasu był on amatorski, chociaż czego można oczekiwać od 10 latka. Nadeszła zima godzina 5:00 rozległo się pukanie do mych drzwi, a po chwili dwie osoby wkroczyły do mojego pokoju był to mój trener wraz z jego zastępcą -Proszę pana niech pan wstaje- (Na rozkaz ojca każdy miał mi mówić królewiczu… jednak ten jedyny rozkaz zmieniłem…) To co zobaczyli zbudziło cały dom.. otwarte okno, pusta szafka, napisany liścik ze słowami -uciekam stąd pa- i nie pościelone, co ku dziwota było pierwszą rzeczą jaką naprawili… W końcu rozległ się gwar i nawet mieszkańcy po 10 minutach wiedzieli że młody Shivente uciekł -JAK TO MOŻLIWE MAŁE DZIECKO?!- tak krzyczano i tak mówiono, całe siły zbrojne z mojego domu wyruszyły w poszukiwaniu mnie, na moje szczęście znaleźli mnie po godzinie ucieczki. Doprowadzili mnie do domu tam już było gorzej. Zaczął się pewien rodzaj rygoru, zakaz na zadawanie się nawet z dziećmi rodzin szlacheckich jedyne życie trening na wojownika, który tak naprawdę nie wiadomo co miał robić.. jedyna zaleta jest taka, że dużą wiedzę zdobyłem o broniach białych. Od mojej ucieczki minęły trzy lata. Nastał czerwiec, wtedy już zrozumiałem, że wcześniej miałem niebo, a nie piekło, kary cielesne jakie doznawałem przekraczały nawet normy, które otrzymywał zwyczajny bandyta. Niedostawałem tych kar z powodu że kogoś pobiłem czy coś ukradłem bo o czymś takim nie miał pojęcia mój dom, nawet o krótkich ucieczkach, w czasie których miałem być z opiekunką, ona zawsze mnie puszczała na -wolność- a ja zawsze mówiłem, że uczyłem się z nią. Jednak te kary dostawałem ze pyskowanie, zły ton, a także złą odpowiedź. Skutek był taki że przez kilka godzin nie mogłem chodzić, dobrze by było gdybym mógł leżeć po trzech godzinach strażnicy już mnie ciągnęli do ojca i on robił mi kazania, żeby się to więcej nie powtórzyło i jak to powiedział -mnie to bardziej boli niż Ciebie uwierz- jedna moja odpowiedź brzmiała -z pewnością kur**- za co dostałem kolejną karę i wylądowałem szpitalu, były to wtedy moje 14 urodziny, dzień 20.09. Krzyki na mieście wyglądały tak -JAK TO MOŻLIWE MŁODY SHIV W SZPITALU POBITY!!- Odpowiedź mojego ojca -bandyta który napadł mojego syna niedługo zginie- tak .. pragnąłem tego.. tylko że zginęła niewinna osoba, a wtedy nienawiść na dobre zagościła w moim sercu. Nie tak to nie powinno wyglądać myślałem nie raz. Teraz czas spędzany z opiekunką wykorzystałem na obmyślenie planu idealnego, w pięć minut miałem plan… taki który będzie podstawą teraz wystarczyło idealnie dopracować go w każdym szczególe… Wszystko szło w miarę dobrze moje zachowanie do wszystkich uległo zmianie, nagle stałem się taki jak przed wiekiem 9 lat.. Miły, grzeczny ułożony chłopiec, który już nie dostawał kar ale i tak był nadzorowany, na szczęście nauczyłem się panować nad sobą było nawet tak, że ojciec mówił -jestem z Ciebie dumny- ja myślałem wtedy -Ah..nawet nie wiesz co ja chce z tobą zrobić- wtedy to mnie trzymało na duchu. Nareszcie nadszedł ten dzień 20.09 … moje 15 urodziny, plan perfekcyjny tylko przeżyć ten dzień wszystko jest zrobione i jutro 4:58 się zacznie.
Wybiła godzina 4:58 do mojego pokoju weszli (bez pukania) 2 strażników którzy mieli mnie zaprowadzić na trening, obydwoje mieli przy sobie bronie białe. Jedno ich zaszokowało przy drzwiach stałem ja z ręką ustawioną przy czole, tak salutowałem im, nawet odezwałem się -Cieszę się panowie że zawsze jesteście punktualnie to jest idealne..- Obydwoje się uśmiechnęli a ja ze spokojem i lekko ironicznym uśmiechem przekroczyłem próg mojego pokoju, szliśmy do głównego wyjścia zobaczyłem strażnika… wiedziałem że już plan mi się sypie, a przecież wszystko dopracowałem.. to niemożliwe !! tak myślałem.. -Kris kris- (od 12 roku życia często mówię do siebie w 3 osobie) „myśl” 3 uzbrojonych strażników którzy mnie otaczali wyszli razem ze mną… szliśmy na polane, w końcu coś mnie tknęło -Przepraszam but..-, wszyscy się uśmiechnęli i odpowiedzieli -nie ma sprawy- schyliłem się i nagle upadłem jeden strażnik do mnie podbiegł i podał mi rękę, chwytając jego rękę podniosłem prawą nogę i uderzyłem go w brzuch po czym przerzuciłem za siebie, natychmiast podskoczyłem na nogi, a jeden strażnik wyciągnął miecz. Podbiegłem do tego, który miał miecz w pochwie, obaliłem go z nóg, podkładając nogę za niego i popychając go poczym wyrwałem katane.
-Dzięki.. za tyle lat znęcania, za ćwiczenie musimy się pożegnać- powiedziałem
-Młody nie świruj ! nie chcesz chyba żebym cie zabił- krzyknął strażnik z mieczem
-Chce- odpowiedziałem, i szybko pobiegłem w jego kierunku i odbijając nadlatujące ostrze zrobiłem piruet poczym wbiłem katane w pierś strażnika. -A teraz zamknij oczy- kilka słów wypowiedzianych przez strażnika niestety nie utkwiły mi w pamięci , pamiętam ze kopnąłem go tak aby katana wyszła z jego ciała. Po tym strażnik Iron i Mac (ten bez katany) Wstali.
-Ty skurwi*** !!!-krzyknął Mac, poczym pobiegł na mnie, po tym Iron wyciągnął swój miecz i bez zawahania czy też słowa kierował się na mnie. Jednym cięciem odciąłem rękę Mac’owi, który zemdlał po chwili, teraz zostałem sam na sam z najgroźniejszym przeciwnikiem.
-Myślisz że mnie pokonasz szczeniaku!?- wycedził przez żeby Iron który w tej chwili uderzył mieczem o mój miecz, po tym ciosie lekko się ugiąłem.
-Nie myślę ja to wiem!- odkrzyknąłem poczym z całym impetem odparowałem cios i zadałem kontr atak który przeszył krtań Iron’a, kilka sekund po tym osunął się on z katany i padł martwy na ziemi. Teraz już nie mogłem nic cofnąć nic nie chciałem cofnać… dobiłem i Mac’a poczym poszedłem w głąb lasu. Minęły dwa miesiące, wszyscy wiedzieli już o tym że 3 wyszkolonych strażników rodziny Shivente nie żyją, a młody Shivente? Nikt by nie pomyślał, że to ja mogłem ich zabić, raczej wszystko było kierowane w „fakt” porwania.. A ja.. wiedziałem co robie, bez wyrzutów sumienia, które mieć powinienem, znalazłem interesującą grupę którą pomoże mi dokończyć to co zacząłem.
02.12 Las
-Kris dyskretnie to robimy- powiedział wysoki mężczyzna w czarnej masce
Minęło niecałe dwadzieścia minut a ja stałem przed drzwiami do mojego domu „dyskretnie co..” w tej chwili moja noga zderzyła się z drzwiami.. dalej opisywać nie będę, gdyż ta część nie musi wychodzić na jaw.. a to co się stało raczej by was nie zachwyciło w każdym razie wsiadłem na prom kosmiczny i poleciałem..

Osiągnięcia: Osiągną transformacje Większego Demona i Lorda Demonów,
 
Online: 02