Login:
Hasło:
-|| Anime Forever ||- Dragon Ball Nao Anime & Emulation Site SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
 
 

Pitti

Rasa: Saiya-jin czystej krwi
Płeć: Męska
Wiek: 28 lat
Charakter: Neutralny - egoista

Historia: Od dziecinstwa bylem wychowywany przez ojca(Verent'a) i matkę na Ziemi w małej wiosce z dala od cywilazcji. Uczył mnie on walczyć, niestety nie przykładałem sie do treningów. Pewnego dnia ojciec zniknął. Nie wiedziałem gdzie go szukać. Powiedziałem o tym matce. Opowiedziała mi o czymś co wstrząsnęło moim życiem. Dowiedziałem się tego dnia że jestem Saiya-jin'em i że ojca zabito. Okazało się że moja rodzina pochodzi z planety Vejita, a mój ojciec jest synem króla Vegety. Przed zniszczeniem planety Vejita ojciec był członkiem misji Saiya-jinów którzy wpadli we fluktuację czasową i wyszedł drugą falą. Ta podróż ich zmieniła. Stali się dobrzy. Saiya-jinowie nie wiedzieli co robić. Ojciec był zdruzgotany że planeta na której się wychował została zniszczona w 1 roku (dowiedział się od nameczan którzy przekazywali sobie wiedzię z pokolenia na pokolenie). Między innymi dzięki niemu została ona odtworzona w 1046 roku. W międzyczasie wybrał się na podróż po galaktyce, okazało się że inni saiya-jini żyją (z pierwszej fali). Bardzo zainteresowała go Ziemia. Spotkał tam piękną kobietę, która okazała się Saiyanką która pochodziła z pierwszej fali. Zakochał się. W międzyczasie urodziłem się ja, już na Ziemi. Nie wiedząc o niczym. Ojciec był zdruzgotany że planeta na której się wychował została zniszczona w 1 roku i męczyła go ta myśl. Między innymi dzięki niemu została ona odtworzona w 1046 roku (nic o tym nie wiedziałem-ojciec zawsze mówił, że wybiera się na daleką podróż). Wszyscy chcieli by został on królem planety jednak on zrezygnował, gdyż nie lubił sławy, a pozatym Saiyanie nie chcieli już podbijać planet. Polecił swojego najlepszego kompana Vestin'a, który został królem a sam przeniósł się na Ziemię, by móc bez przeszkód przygotowywać się do międzygalaktycznego turnieju, który miał się odbyć za jakiś czas. (byłem wtedy mały więc nie pamiętałem tego). Saiya-jinowie żyli w pokoju. Organizowano turnieje na planecie podobne do tych z Ziemi. Matka spędzała ze mną więcej czasu niż ojciec. Gdy nadszedł dzień międzygalaktycznego turnieju zebrało się wiele potężnych wojowników i przedstawicieli różnych planet. Guru Tauros był gospodarzem. Podczas jednej z walk na planetę przybył statek. Wypadła z niego chmara Icerów. Celem był Guru Tauros. Wojownicy bronili Guru. Jednak najpotężniejszemu z wrogów udało się dotrzeć do niego-Icerowi Senfersowi...
***
Senferis zabija Guru. W następnym momencie zostaje powalony przez mojego ojca. Używa teleportu by znaleźć się zdala od zgiełku. Ojciec dogania go. Zaczyna się walka. Ojciec przegrywa gdyż Senferis przechodzi transformacje(forma III), lecz z pomocą przylatuje Vestin. Przeciwnik widząc, że przegrywa przechodzi kolejna transformację (forma IV) i zwiększa siłę. Ojciec i Vestin dokonują fuzji, której nauczył się mój ojciec podczas podróż. Powstaje niepokonany wojownik, który druzgocze Senferisa. Senferis prosi o pomoc kompanów poprzez dziwne urzadzenie. Dowiaduje się, że jego wojownicy słabną. Decyduje się na ucieczkę. Zginęło wiele osób jednak więcej Icerów. Senferis ukrył się i nikt nie wiedział gdzie jest. Jakiś mięsiąc temu ojciec dowiaduje się, że Vestin zostaje zabity podstępem przez sługę Senferisa, który udawał kupca. Zabito napastnika. Saiya-jinowie budują swoją planetę by była pilnie strzeżona. Ojciec w ostatnie dni nie pokazywał się w domu. Przygotowywał się do walki z Senferisem. Matka wiedziała, że ojciec może zginąć. Pomiędzy planetą Vejita i Icerami odbyła się walka. Icerzy nauczyli się zmienić forme na III i zrobili to (oprócz Senferisa który był w IV). Saiy-anie byli bliski porażki. Jednak mieli tajną broń-fuzje. Mój ojciec był ich nauczycielem. Po dokonaniu masowych fuzji saiy-anie zaczęli wygrywać. Wtedy część Icerów zmieniła formę na IV. Senferis zamienił się jako jedyny w V formę. Wszyscy Saiy-anie (którzy byli w stanie fuzji) będąc blisko porażki zamieniają się w SSJ. Pomimo tego, że nie potrafili utrzymać tego stanu długo saiyajinowie wygrywają, niszcząc planetę na której znajdowali się Icerowie. Po tym nikomu nie udaje się osiągnąć stanu SSJ nawet w fuzji. Senferis jakimś cudem przetrwał w kosmosie(jako jedyny z Icerów poległych wtedy). Otóż przetrwały jedynie jego szczątki. Saiyanie nie wiedzieli, że Senferis miał naukowców, którzy byli poza planetą. Odnaleźli oni (naukowcy) go. Został przebudowany i był teraz w Metal Form'ie. Dowiedział się gdzie żyje ojciec, który był przewodnikiem bitwy. Gdy przybył na Ziemię chciał ją zniszczyć. Jednak ojciec wyzwał go na pojedynek na innej planecie. Ojciec wiedział, że Senferis stał się, aż tak potężny. Miał plan-był w fuzji z bratem, który był podobny do niego gdyż byli bliźniakami. Mieli jednak sprzeczne charaktery. Brat (Vegen) ledwo się zgodził na fuzję. Walka była wyrównana na początku. Lecz ojciec (w fuzji z bratem) zaczął obrywać. Wtedy spokojnie przechodzą w stan SSJ (jako jedyni osiągają go po raz drugi, jednak nie byli drugi raz z kimś w fuzji). Senferis mówi, że będzie walczyć na 100% mocy-jego mięśnie zwiększają się. Saiyan przegrywa. Był ogromnie wściekły, że zawiedzie swój lud-w rozpaczy udaje mu się przejść w stan USSJ. Gdy ma zadać ostateczny cios fuzja się rozpada... Verent i Vegen sa na poziomach SSJ jednak nie moga utrzymać tego stanu ponieważ są zbyt zmęczeni i od razu z niego schodzą. Wtedy przy Senferisie pojawia się android-sługa Senferisa, który został wysłany by pomóc Senferisowi, gdyby nie rozpadnięcie się fuzji to by nie zdążył. Walczy z ojcem i jego bratem. Ojciec ginie, gdyż Senferis zadał mu śmiertelny cios od tyłu, którego nie mógł się nikt spodziewać. Vegen w jednej chwili jest SSJ2 i zabija androida jednym ciosem. Walczy z Senferisem ledwo utrzymując poziom. Gdy widzi, że nie ma szans używa Suicude(samobójstwa z ogromnym wybuchem). Senferis podobno został cudem ożywiony dopiero pare dni potem gdyż ten wybuch prawie zrównał go z ziemią. Podobno jest słabszy, gdyż nie udało się naukowcom przywrócić idealnego stanu, ponieważ było to już nie możliwe. Ja w tym czasie już trenowałem. Czułem w głebi duszy, że jeszcze go spotkam, że moim życiowym celem jest nie pozostawienie po nim śladu. Moja moc wynosi w tym momencie 1000 BP, zwiększyłem ją 10 krotnie przez jakiś czas. Od tego momentu zaczynam przygodę. Chcę zemścic się na Senferisie. Zaczynam poważny trening by być najlepszy i zemścić się na Senferisie..

***[sesje]*** "POKONAĆ TYRANA" ***
Nawet nie wiedzialem kiedy, jedna chwila i znalazlem sie w jak sie pozniej dowiedzialem Barsawi... Pojawilem sie na planecie gdzie powietrze bylo czerwone, wraz ze mna przenioslo tu trzech Saiyan oraz jednego Nameczanina, ktorych z czasem nawet polubilem, szczegolnie jednego z Saiyan-Astarota. Nameczanin nazywal sie Nealhon, pozostala dwojka Saiyan - Barni i Kayl. Uslyszelismy jakis wybuch, szybko tam polecielismy. Znalezlismy sie przy jakims potworze probujacym zniszczyc miasto, probujac go powstrzymac omal nie przyplacilismy tego zyciem.

Nastepnego dnia obudzilem sie w pomieszczeniu przypominajacym pokoj szpitalny taki jak na Ziemi... Po niedlugim czasie spotkalem moich towarzyszy, okazalo sie, ze zostalismy uratowani przez ?????. Suzanna poprosila nas o uratowanie krainy Barsawi. Rzadni przygod zgodzilismy sie. Naszym zadaniem bylo odnalezienie smoczych kul, ktore znajduja sie w roznych wymiarach. Bodajze Xan Goran otworzyl nam portal do pierwszego wymiaru. Otwieranie portalu wygladalo bardzo efektownie, Xan Goran przeszedl przez kilka poziomow Hyper, jego miesnie znacznie sie powiekszyly, widac bylo iz otwieranie portali miedzywiarowych wymaga wykorzystania wiele energi. W pewnych momentach sila odrzucala nas w tyl, bylo widac iz Xan Goran jest bardzo potezny. Kazal nam szybko wskakiwac do portalu. Przed wejsciem uslyszalem jeszcze z jego ust "oni juz wiedza, sa juz blisko spieszcie sie". Weszlismy w portal...

<<<"Pokonać tyrana">>>
Bohaterowie zostali zwerbowani przez Suzanne, córke Helliona. Dała im za zadanie odnalezienia 10 kryształowych kul, które stworzył Hellcold. Potężna istota, która powstała na skutek połączenia dwóch władców: Helliona i Coldusa. Ich celem jest odnalezienie tych kul, aby ich rozdzielić, by w zaświatach i Barsawi ponownie zapanował pokój. czeka na nich wiele niebezpiecznych przygód. Zebranie tych kul nie jest jednak takie łatwe, gdyż kule rozlatują się po dziesięciu róznych wymiarach i w każdym wymiarze czeka na nich wiele niebezpieczeństw i przeszkód.
***
<<"Pierwsza kula">>
Bohaterowie trafiają do świata al'a "Naruto". Nikt jednak z tego swiata nie wie co to jest kryształowa kula i gdzie jej można szukać. Czy naszym bohaterą uda się znaleźć kule? Czy kiedyś wrócą do domu? Nie wiadomo. Jak narazie nie mając lepszego pomysłu postanawiają trenować i zdać sie na łaske losu, który mógłby ich nakierować na miejsce gdzie moze sie znajdować kula.

Wyrzucilo mnie i moich kompanow w jakims lesie... krotko mowiac bylismy w dupie. Po chwili zostalismy zaatakowani. Nie pamietam jak, ale doszlismy do porozumienia z shinobi (ninja), ktorzy nas zaatakowali. Jak sie okazalo wyladowalismy w swiecie shinobi. Gdy znalezlismy sie w wiosce Hokage (zarzadzajacy wioska) przyjal nas bardzo goscinnie, po krotkiej rozmowie z nim, w ktorej powiedzielismy mu, ze szukamy kuli zjedlismy smacznie i poszlismy spac...

Nastepnego dnia poznalismy ciekawe osoby takie jak Naruto, Sasuke i Kakashi. Nealhon walczyl z Sasuske, ale Kakashi przerwal walke. Podczas niej wszyscy wtedy obecni widzieli technike Kaiouken. Naruto okazal sie najwiekszym rywalem Sasuke, dlatego chcialem mu pomoc, gdyz znienawidzilem Sasuke za jego sposob bycia i wtedy nastapila wewnatrz mnie mala zmiana, zauwazylem, ze kiedys bylem taki jak on... Troszeczke sie zmienilem nie bylem juz takim calkowitym egoista od tamtej pory, dla moich kompanow moglem zaryzykowac swoje wlasne zycie...

W pewnym momencie dostalismy wiadomosc, ze shinobi z tej wioski zostali zaatakowani, ruszylismy im na pomoc i zdruzgotalismy przeciwnikow naszymi technikami. Hokage dal nam misje, mielismy dostarczyc jakis pakunek do innego kraju. Naruto wyruszyl z nami, podroz miala nam zajac dwa dni. Pierwszego dnia wieczorem dotarlismy do granicy, rozdzielilismy sie na dwie grupy, jedna szukala drewna druga jedzenia. Bylem w tej drugiej, wraz z Naruto usmazylismy wielkiego dzika, bylo co jesc :].

Nastepnego dnia zostalismy zaatakowani przez shinobi probujacych przechwycic pakunek, niestety byli tak wyszkoleni iz dalismy zlapac sie w ich pulapke, bylismy troche w niezrecznej sytuacji po chwili walki okazalo sie, ze byl to tylko test Hokage czy jestesmy tymi za kogo sie podajemy. Poproszono nas o otworzenie pakunku, okazlo sie iz byla tam smocza kula! Po podziekowaniu i pozegnaniu sie dotknelismy kuli i zostalismy przeniesieni do kolejnego wymiaru w poszukiwaniu kuli...
***
W drugim wymiarze wszystko toczylo sie bardzo szybko... i dziwnie...

Pierwszego dnia odnalezlismy dziwny klasztor, w ktorym przeprowadzano na nas jakies eksperymnty lecz jednoczesnie starano sie nam pomoc przeszlismy maly trening/szkolenie. W nasze cialo zostaly wbite igly w taki sposob, ze nie moglismy sie ruszac, w kilka dni udalo nam sie pozbyc wszystkich igiel. Uwolnilismy sie, przypadkowo zrobilem male zamieszanie i ucieklismy...

Kilka dni pozniej dotarlismy do miejsca gdzie ciagle byla wielka burza, znalezlismy jakas grote, w ktorej byli na pozor wygladajacy normalnie zebrani ludzie oraz dwoch wygladajacych bardzo dziwnie ludzi jeden mial 6 rak, a drugi byl dziwnie ubrany i pomazany. Przywitali nas dosc normalnie. Ktos powiedzial, ze w niedalekiej wiosce zostaly dwie kobiety, ale sztorm jest zbyt duzy by tam isc. Bez slowa wylecialem z groty, bodajze Astarot za mna. W grocie do Nealhona przyczepila sie mala dziewczynka, ktora denerwowala Nealhona caly czas. Po doleceniu do wioski ja i Ast znalezlismy dwie przestraszone kobiety. Zabralismy je i wrocilismy do groty... Ta ktora uratowalem nazywala sie Catherine i spedzilem z nia upojna noc ^^

Nastepnego dnia znow spedzalem upojne chwile z Catherine, ale nie bylo to jedynym wydarzeniem w calym dniu. Rozpetala sie wielka burza dowiedzielismy sie, ze dzis ma sie objawic "coś" sadzac, ze to kula wyszlismy. Ujrzelismy ksiezyc-wszyscy Sajanie zmienili sie w Oozaru. Pioruny trafialy w nas na poczatku nic nam nie robiac, w koncu padlismy na glebe. Nealhon wyrwal nam ogony i odnalazl kule. Jak sie okazalo przy przemianie w Oozaru zgubilismy wczesniejsza kule, ktora pozniej odnalezlismy po monotonnych poszukiwaniach. Po spedzeniu kolejnych milych chwil z Catherine. Otworzylismy portal, gdy jeden z nas zlapal obdywie kule. Weszlismy w portal...

***
W międzyczasie byłem chwilę sam w innym wymiarze, gdzie poznałem Krisa Shivente oraz Sinju, który wyrwał mu ręke. Pamiętam to wszystko jak zza mgły...
***

Nagle wyrzucilo mnie w jakims lesie koszac przy okazji kilka drzew. Rozgladajac sie odnalazlem wzrokiem Nealhona i nieprzytomnego Astarota. Co bardzo mnie zdziwilo nie bylo z nami Barniego i Kayla-dwoch znajomych mi Sajan. Gdy uderzylem w drzewo z zlosci myslac o tym, ze stracilismy jedna z kul, ktora mial przy sobie Barni z drzewa cos spadlo, cos co nie bylo czlowiekiem... Zaczelo uciekac jednak szybko pojawilem sie przed nim. Byl to icer. Zlapalem go za szyje i przycisnelem do drzewa. Przysunal palca do mojego czola i uzyl ataku, bardzo sie zdziwil, gdy nic mi on nie zrobil. Przerzucilem go przez drzewo i probowalem zmiesc fala uderzeniowa, jednak cudem jej uniknal i uciekl. Po krotkiej rozmowie z Nealhonem i ocenieniu sytuacji. Wzielem Astarota na plecy i ruszlismy z Nealhonem do najblizszego miasta. Tam rozdzielilismy sie. Zanioslem Astarota do wynajetego pokoju i polozylem go w lozku, aby sobie pospal. Chodzac po miescie natknalem sie na "walczacych" Nealhona i nieznanego icera. Nealhon przerzucil go przez jakis mur i icer uciekl. Gdy tak stalem i obserwowalem sobie podszedl do mnie jakis czlowiek, ktorego ignorowalem. Gdy podszedl Nealhon zaproponowal mi smazony ogon icera, bylem dosc glodny, wiec z usmiechem przystalem na jego propozycje. Dolaczyl do nas czlowiek, ktory wczesniej do mnie cos mowil, bylo mi to obojetne, widac bylo, ze bardzo chcial, Nealhon zadecydowal, iz moze isc z nami. Hmmm nawet nie wiem jak on sie nazywal...

Nagle Nealhon odlecial w nieznanym nam kierunku, zostalem tylko ja i Barni... Gdy dowiedzialem, jak sie nazywa przypomnial mi sie znany mi Saiyan, ale poza imieniem nie mieli ze soba nic wspolnego. Wstapilismy do baru, bylem tak glodny, ze oproznilem cala spizarnie no i mielismy malutki problemik z rachunkiem. Tymczasem Ast dalej spal w wynajetym przeze mnie pokoju (cfaniaczek ;p). Szef baru zaprosil nas do swojego gabinetu i zlozyl propozycje, jesli zabijmey Kenjiego mistrza tutejszej szkoly walki to rachunek ujdzie nam plazem. Dal mi koperte, ktora miala mnie przekonac, w kopercie bylo zdjecie smoczej kuli, ale coz mialo to oznaczac? Czy ma ja Kenji czy Janujin (chory rzeznik z tasakiem, ktory dal mi koperte), czy dostane jak jak go zabije, czy musze sam ja znalezc... W drodze do szkoly opowiedzialem Barniemu o najwazniejszych aspektach naszej misji czyli o zdobyciu 10 kul w roznych wymiarach), postanowil dolaczyc do naszej druzyny. Po dojsciu do szkoly Kenjiego, gdy sprawdzilem jego moc lekko sie przerazilem, gdyz przerastal on znacznie moj. Przewyzszal on nawet pozion Astarota, ktory jest ponad 2 razy silniejszy ode mnie. Powiedzial, ze kula, ktorej szukam to kula oswiecenia oraz, ze legenda glosi iz tylko wybraniec moze uzyc jej mistycznej sily po czym wlaczyl jakas dziwna bariere by nie uszkodzic miasta i rozpoczela sie walka, mam tylko nadzieje, ze po jej zakonczeniu dowiem sie cos wiecej o polozeniu kuli. Walka bedzie ciezka, ale przy odrobinie szczescia i sprytu moze udac mi sie wygrac.

Rozpoczela sie walka, uzywjac Tayokenu oslepilem Kenjiego oraz niestety Barniego. Moj Galick Ho dopalony 4 razy zostal odbity przez oslepionego Kenjiego, fala uderzeniowa poleciala w Barniego, ktorego omal nie zabila. Probowalem jeszcze zaatakowac Kenjiego wykonujac kilka zanzokenow, a nastepnie udezajac go z calej sily noga. Niestety moj atak zostal zablokowany jednym palcem. Ponioslem druzgoczaca porazke, bylem niczym dla mojego przeciwnika. Kenji zakonczyl walke i powiedzial nam o lokalizacji kuli. Wyszedlem z budynku czekajac na Barniego i myslac o mojej porazce, uznalem to za dobry trening. Krotka wymiana zdan i juz lecielismy w strone gor. Gdy dolecielismy z przerazeniem stwierdzilismy, iz gor jest troche za duzo... Po wypatrzeniu jakiejs chatki ruszylismy w jej strone. Wygladala jakby miala sie zaraz zawalic. Nagle uslyszelismy glos "tu jej nie znajdziecie..." obrocilismy sie i zobaczylismy starca, ktory wygladal prawie gorzej niz mowil, a mowil tragicznie... Okazalo sie, ze jest straznikiem kuli, sprobowalismy go zaatakowac, gdy on przywolywal fantomy - mistyczne istoty z innych wymiarow. Nasze ciosy zostaly zablokowane przez fantomy. Fantom, ktory mnie zlapal za noge byl najpiekniejsza kobieta jaka w zyciu widzilem. Szybko wyrwalem sie z uscisku. Fantomy popatrzyly na nas po czym rzucily cos jakby "sa warci" i zaczely znikac. Zrobilo mi sie troche smutno, iz znikla najpiekniejsza kobieta jaka widzialem. Starzec zaprowadzil nas na najwieksza gore, ktora okazala sie wulkanem i powiedzial, ze to jest wejscie po czym zniknal...

Powoli zlecielismy na sam dol wulkanu. Ujrzelismy tam cos bardzo dziwnego... jakby planete pod planeta. Za morzem lawy widac bylo jakies miasto. Wzbilismy sie w powietrze po czym ruszylismy z Barnim w jego kierunku. Wyladowalismy i przemieszczalismy sie na piechote by nie wzbudzac podejrzen. Wmieszalismy sie w tlum bedacy na festynie. Nagle zrobilo sie zamieszanie, zostalismy otoczeni przez Gwardie Helliona po chwili wyszedl do nas Bog Hellion, wygladal jak Saiyan po jakiejs nieznanej super przemianie - mial dlugie biale wlosy oraz cialo pokryte fioletowym futrem. Nigdy nie czulem tak poteznej mocy, mialem wrazenie, iz mogl mnie zabic patrzac na mnie. Poprosilem o rozmowe w mniejszym gronie. Po chwili juz lecielismy za nim. Barni wysunal sugestie, ze moze cos jest pod lawa.... i niespodziewanie mial racje nagle lawa zaczela rozstepowac sie przed Hellionem, a my ujrzelismy jego piekny palac. W srodku bylismy tylko we trzech. Opowiedzialem Hellionowi o wszystkim, w miedzyczasie okazalo sie, iz jestesmy w przeszlosci, ujrzelismy Suzanne corke Helliona mlodsza o 10 lat... A wiec jakims cudem bylismy 10 lat przed calym zdarzeniem. Nagle pojawil sie Coldus - Icer, ktory wygladal jakby przeszedl calkiem nieznane potezne przemiany, byl on z kula ktora szukamy, jednak mial on przyjazne stosunki z Hellionem. Przez caly czas zastanawialem sie jak to mozliwe, iz doszlo do ich polaczenia. Coldus zniknal. Hellion dal naszyjnik Barniemu i powiedzial bysmy oddali go Hellionowi po rozdzieleniu w naszym wymiarze. Barni zemdlal. Hellion pwoiedzial, iz obudzi sie za godzine wczesniej wspominajac, iz kazdy kto ubierze ten naszyjnik oprocz Barniego lub Helliona umrze. Hellion opowiedzial mi o mit o legendarnym oraz mistycznym Saiyanie...
"...legendarny Saiyan jest tak potezny, ze niemalze kazda przemiane moze przejsc od razu.... bez treningow. Lecz jest jeszcze mistyczny Saiyan... moc mistycznzego Saiyana jest niewyobrazalnie wieksza od mocy legendarnego... mistyczny Saiyan chwile po urodzeniu przybiera taka postac, gdyz moc jaka posiada jest tak wielka, ze nie jest w stanie jej pomiescic bez przemiany...'
Trafnie zgadlem, ze Hellion jest jednym z nich...
"jego moc i zdolnosci sa tak wielkie, ze bogowie oglosili, iz ci osobnicy sa, czyli mistyczni Saiyanie sa rasa boska... w calym wszechswiecie jest jeszcze dwoch takich jak ja, mistycznych Saiyan"
Dowiedzialem sie takze iz w kazdej rasie wystepuja takie osobniki i Coldus jest jednym z takich osobnikow po czym Hellion wreczyl mi kule i otworzyl sie portal. Powiedzialem, ze nie moge zostawic tutaj dwoch innych moich towarzyszy, ale on zapewnil mnie, ze sa jzu w portalu, wzielem Barniego i ruszylem do portalu rzucajac na pozegnanie slowa "Dziekuje za wszystko... uwazaj na siebie Hellionie" doslyszalem jeszcze slowa "tylko przez przypadek dostal sie tam ktos nieproszony..." po czym zostalem wciagniety przez portal.

******

W miedzyczasie odbyl sie Turniej Sztuk Walki, ktory wygralem. Moim pierwszym przeciwnikiem byl tajemniczy Allen, ktorego pokonalem jednym ciosem. Nastepnie odbyly sie polfinaly, walczac z Barnim przypadkowo go zabilem... Doszedlem do finalu i jednym ciosem wyrzucilem przeciwnika za mate zdobywajac Miecz Mistrzowski, 5 000 000 Zeni oraz Dom w Kapsulce z pelnym wyposarzeniem. Celem mojej wedrowki jest teraz wskrzeszenie Barniego. Wskrzesze go uzywjac kul, badz jesli bede mogl zrobic to jakos inaczej...

******

Po znalezieniu sie w kolejnym wymiarze nie wiedzialem gdzie jestem, nie byl onic widac. Wyczuwalem tylko Asarote, po wyjasnieniu mu co sie stalo zostalismy "zaatakowani", jednak okazalo sie ze to nasz stary znajomy Naruto. Czyzbysmy znow wyladowali w tym samym wymiarze?

Okazało się, że jesteśmy w piekle, zawarlismy pakt z szatanem, po pokonaniu jeg o6 sług musiał zwrócić życie Barniemu. Tak też się stało. Zaraz po wskrzeszeniu Barniego wyszliśmy szukać Sasuke. Szliśmy przed siebie nie mając żadnego inneg opomysłu. Robiło się coraz zimniej. Kule zaczely pulsowac. Myslalem, ze Sasuke sie zbliza. Zamiast tego okazalo sie, ze sledzi nas ktos podobny do niego. Zaatakowalem go i przeszukalem nie mial kuli. Nie ufam mu, nie chcial powiedziec czego szuka i nie chce sie odczepic, zamierzam jak najszybciej go zabic... Zobaczylismy gory, snieg i burze. Polecielismy tam, bylo cholernie zimno. Wpadlismy nagle jakby do jakiegos cyklonu, zrobilo sie cieplo zobaczylismy wejscie do jaskini. Po wejsciu dotarlismy na pole. Nieznajomy zaczal wchodzic do jeziora. Chcialem go zaatakowac kopnieciem w plecy, jednak nei zdazylem. Wraz z Astem udezylismy falami energetycznymi w jezioor. Jednak nieznajomy wpadl juz do otworzonego przez niego portalu..., Wszyscy ruszylismy za nim.

******* [Trening z Guru, wątek na Ziemi, okolice Freeza sagi]

Wylądowaliśmy na jakimś pustkowiu. Byli wszyscy, Ast, Barni, Naruto i złodziej, który wypierał się, że nie ma kuli. Od razu go zaatakowałem, a Barni i Astarot mi pomogli. Po uniknieciu moich ciosów mieczem, złodziej poczuł na sobie dwie fale uderzeniowe Barniego i Astarota. Spadl na ziemie nie przytomny, po przeszukaniu odzyskałem kule. Naruto się rozzłościł jego bp wzrosło z 20 tys do prawie miliona i ciagle rosło. Wyciagneliśmy pomocną dłoń do obitego, nowego członka drużyny. Poznaliśmy Krisa Shivente.
W międzyczasie poczuliśmy niedaleko potężny wybuch. Po doleceniu na miejsce znaleźliśmy tylko ogon i ślady walki. Można było z tego wywnioskować, że dwóch potężnych Saiyan walczyło ze sobą, jak gdyby dobro ze złem, lub Saiyan i inna potężna istota...
Po chwili... na dywanie przyleciał do nas Alladyn, gdy usłyszałem słowo jedzenie, zapmniałem o wszystkim i od razu wyraziłem chęć lecenia z nim. Powiedział, że będzie lecieć wolno, jednak leciał niebywalne szybko. Nazywał się Mr. PoPo. Po chwili najszybszego lotu w moim życiu znalazłem sie w miejscu, które było pałacem "Pana". Popo zaprowadzając nas do sali z jedzeniem napomknął coś o tym, że musimy mu pomóc uratować Wszechmogącego aka Pana, zbierając kule. Postanowiliśmy zostać zawodowymi zbieraczami kul...
Podczas konsumpcji jedzenia przypomniało mi się, że znam siedzącego niedaleko i uznanego przeze mnie za zdrajce. Był to Kris Shivente, którego poznałem w innym wymiarze. Po chwili uścisków i cieszenia ryja i zjedzeniu niewyobrażalnej ilości jedzenia i nabraniu go jeszcze trochę w ręce ruszyłem wraz z innymi do miejsca, gdzie mieliśmy rozpocząć trening.
Okazało się, że po dwie osoby będziemy wchodzić do specjalnej sali. Będziemy tam jeden dzień czasu rzeczywistego, jednak w tej sali jeden dzień trwa rok.
Z Barnim wyrwaliśmy się do przodu, chcąc iść jako pierwsi. Otwierając drzwi wpadłem do sali wraz z Barnim...

*** [Room of The Spirit and Time]

Podczas rocznego treningu udało mi się opanować technikę Kaiouken, która widziałem wcześniej w wymiarze Naruto, podczas walki Nealhona z Sasuke.

***

Mr. Popo wysłał nas na Namek. Po przybicu pokonaliśmy z łatwością Ginyu Force.

***

Vegeta mnie prawie zabił... Pojawił się Kakarotto. Vegeta znikł. Dendi mnie uleczył. Zacząłem sobie przypominać wszystko o Saiyanach o czym opowiadała mi matka...

******

Cały czas przeżywam różne przygody z Astarotem, człowiekiem Barnim i innymi przygłupami.

Osiągnięcia: Ogon został wyrwany przez Nealhona, Wygrał 7. Międzykrainowy Turniej Sztuk Walki w 1. grupie. osiągnął transformacje SSJ, USSJ
 
Online: 02