Login:
Hasło:
-|| Anime Forever ||- Dragon Ball Nao Anime & Emulation Site SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
 
 

Xan Goran

Rasa: Człowiek
Płeć: Męska
Wiek: 48 lat
Charakter: Neutralny - zwykły człowiek

Historia: -Sejmor! Sejmor! Chodź tu szybko coś znaleźliśmy!- Doszły mnie krzyki mojego przyjaciela Tahalasa z którym wybraliśmy się na poszukiwanie skarbów.
Ociężale wstałem z łóżka i poszedłem do niego
-Co się stało?- zapytałem zaspany
-Patrz, to wygląda na stary dziennik- Tahalas podał mi dziennik, który z wyglądał na dziennik pokładowy gwiezdnej floty, która walczy z wrogą armią po całym układzie MarSara.
-Pokaż! Ciekawe jakie misje tu zapisali!- szybko wziąłem dziennik i zacząłem czytać.
-czytaj na głos, też chce coś wiedzieć- oburzył się Tahalas.
-No dobra, dobra- odpowiedziałem zrezygnowany- Znalazłeś mój życiorys, więc się przedstawię. Nazywam się Xan Goran.- zacząłem czytać zdanie po zdaniu.

Nie wiem, czy ktoś będzie mnie pamiętał, za moje czyny, które nie były chwalebne, więc na wszelki wypadek opisze wszystko w tym notatniku. Może ten kto go znajdzie po przeczytaniu powie, że Xan Goran to był naprawdę dumny wojownik. Dlatego napisze wszystko od samego początku.

Urodziłem się na Pięknej planecie Mori Ryo. Była to piękna planeta. Od urodzenia byłem utalentowanym i niezwykle silnym dzieckiem. Jak teraz na to patrze to tuż po urodzeniu moja siła ciosu wynosiła 50 jednostek. Wtedy nie nazywałem się Xan Goran, tylko Juma. Żyłem spokojnie w raz z rodzicami w miasteczku nad jeziorem i w sumie jako dziecko 3 letnie żyłem beztrosko poznając świat. Cale moje życie uległo diametralnej zmianie w pewną noc, gdy do domu wtargnęli włamywacze. Chcieli najzwyczajniej w świecie nas okraść. Może wszystko by się potoczyło inaczej, gdyby mój ojciec im się nie przeciwstawił. Zabili bez mrugnięcia okiem jego i moją matkę. Gdy zbliżyli się do mnie i wycelowali pistoletem w moją głowę, nie byli w stanie z takim samym okrucieństwem zabić 3 letnie dziecko. Zabrali mnie. Wsadzili z rzeczami z mojego domu do bagażnika i zaczęli gdzieś jechać. Nie wiem ile jechałem, ale gdy otworzyli bagażnik było już jasno. Wyciągnęli mnie za ubranie na zewnątrz, założyli obroże i smycz jak jakiemuś psu. Zaczęli mnie ciągnąć do jakiejś chaty. W chacie nie pamiętam za wiele co się działo. Pamiętam, ze kopnołem jednego z napastników a on wyleciał przez ścianę na zewnątrz. Tuż po tym straciłem przytomność. Słyszałem później tylko głosy, które mówiły, że będe dobrym nabytkiem do walk za pieniądze na arenie. Zaczęli mnie trenować do walki nieświadomi, że cały czas pałam żądzą zemsty. Gdy osiągnąłem wiek 14 lat postanowiłem się stąd wydostać. Opracowanie planu ucieczki zajęło mi rok. w dzień moich 15 urodzin wydostałem się z klatki i wydostałem się na wolność zabijając każdego, kto staną mi na drodze. Cały we krwi dotarłem do jeziora gdzie się umyłem. W miarę jak krew moich przeciwników rozchodziła się po wodzie jeziora doszedłem do wniosku, że siła, która władam musi do czegoś służyć... Wtedy postawiłem sobie za cel zwalczanie zła, alby nikt nie doświadczał tego co ja przeżyłem. Od tamtej nocy tułałem się po świecie i zaprowadzalem moimi pięściami porządek na świecie. Ile się włóczyłem po świecie? Nie wiem. Podczas tej podróży spotkałem pewnego starca, który wyczuł we mnie drzemiąca moc i wyjaśnił na czym polega moc. nauczył technik, które wykorzystują tą moc i wychował na wojownika. Nie na zabijakę, tylko na wojownika. Wpoił mi zasady walki i kodeks honorowy jakim powinien odznaczać się każdy wojownik. Gdy ukończyłem 25 lat postanowiłem ruszać w dalsza podróż. Wtedy moja moc wynosiła 1000 jednostek. Od czasu gdy wyruszyłem minęło sporo czasu. w tym czasie poznałem wielu wojowników. Pewnego razu siedząc w barze z towarzyszami do tego baru wparował jakiś gang... Były to 4 osoby postanowiłem nauczyć ich dobrych manier, lecz nie wyszło to tak jak chciałem. Zabiłem wtedy trzy z czterech osób tego gangu. Czwarta osoba okazała się całkiem dobrą osoba, która posiadała potencjał na dobrego wojownika. Gdy zaproponowałem mu, że nauczę go tego co sam potrafię zgodził się z nami podróżować. Niedługi czas po tym znalazłem się w pałacu panów planety Mori Ryo- Shinjo i Soheja. Nie długi czas po tym Mori Ryo w niewyjaśnionych przyczynach wybuchło, wraz z planetą zgina mój uczeń. Wylądowałem na Dziwnej planecie o nazwie Barsawia. Tam przeżyłem wiele przygód... Poznałem także władce tej planety... Władce i stwórce, to lepsze określenie. Był to Hellion, potężny saiyanin, który opowiedział mi wiele interesujących rzeczy na temat świata, świata, w którym istoty o potężnej sile to rzecz normalna. W Barsawii poznałem także moja pierwszą miłość... Piękną elficką księżniczkę. Niestety mimo naszej miłości jej ród nie zaakceptował mnie i złożył w ofierze w rytuale krwi. Wtedy umarłem. Jak się okazało po śmierci wojownicy którzy zasłużyli się czynami za życia mogą zachować cielesna postać. Po przybyciu do zaświatów postanowiłem zmienić imię z Juma na Xan Goran'a. W zaświatach poznałem potężnych wojowników takich jak Icera Frieze II, Triangle'a, oraz ludzka kobietę imieniem Marin. marin była piękna i odważna. Zakochałem się w niej i się jej oświadczyłem. Ślub wzięliśmy jeszcze w zaświatach. Udzielił go na sam władca wszech rzeczy, szef wszystkich szefów i bóg najwyższy- Cuber. Niedługo po ślubie zostałem wskrzeszony. nie wróciłem na Barsawie, gdyż teraz miałem żonę. Postanowiłem wrócić na jej planetę. Z tego co pamiętam to planeta ta nazywała się Drakemore. Na tej planecie poznałem kolejnych wojowników, których siła była potężna i wykraczała ponad siłę przeciętnych ludzi. Poznałem także Hirose, który był władcą całej Drakemore. Nie wiem dlaczego, ale dane mi było poznać każdego władce planety na której się znalazłem. Nie wiem, czy gdzieś to jeszcze jest spisane, ale między Drakemore, a Barsawią wybuchła wojna. Nie była to krwawa rzeź, więc pewnie nikt o niej nie wie. Wojna ta miała formę turnieju i brali w niej udział najsilniejsi wojownicy obu planet. Po wojnie, był turniej o tytuł najlepszego. Aby się lepiej przygotować udałem się na nauki do Hirose. Nauczyłem się jak podnosić swój poziom mocy. Wtedy poznałem dwa z trzech poziomów podnoszenia mocy. Trzeci stopień był jeszcze dla mnie nie osiągalny. Turniej wygrałem w swojej grupie. Na turnieju wojowników których moc była wręcz przytłaczająca było wielu, ale także było wielu takich których moc była mniejsza niż moja. Musiałem trenować moje ciało, aby mogło przyswajać większe ilości mocy. Na drakemore nie miałem możliwości do treningu... Musiałem odlecieć na inna planetę. Zanim odleciałem Marin urodziła moje dziecko. Był to chłopiec. Zabrałem niemowlaka tuż po urodzeniu i odleciałem na planetę Lordenmore. Długo tam nie byłem gdyż planeta miała wybuchnąć. lecz zanim udałem się na inna planetę poznałem władce i tej planety. Nazywał się Graba. Graba skonsultował się z Baalamem władca planety Mystra, aby mnie wziął. Tak trafiłem na planetę, gdzie znajdował się mój rywal Giker. Długo jednak tam nie zabawiłem. Tęskniłem za żoną. Postanowiłem wrócić do żony na Drakemore. Po powrocie nie spotkałem Marin. usłyszałem, że po moim zniknięciu zaczęła szukać mnie i dziecka. Nawet nie wiem kiedy znalazłem się w układzie dwóch planet, które nazywały się Black & White. Szybko poznałem władce tych planet Mouriego, który zgodził się wychować mojego syna na wojownika. Wtedy widziałem Draco, bo tak nazwałem chłopca po raz ostatni. Od czasu opuszczenia Black & White minęło spoko czasu. Nie wiem co się ze mną działo przez ten czas.
Tyle się już tułam po wszechświecie, że nie pamiętam większości rzeczy co się ze mną później działo... Pierwsza rzecz którą pamiętam to turniej o tytuł najlepszego. Walczyłem zaciekle, lecz jako już doświadczony wojownik poddałem się, gdy uznałem wyższość mojego przeciwnika. Po tym zdarzeniu udałem się do najbliższego baru.Co tu dużo ukrywać.... zalałem się w trupa. Myślałem, że obudziłem się na izbie wytrzeźwień, ale nie... Nie widziałem pomieszczenia, tylko jasne białe światło. Nade mną stały trzy postacie. Ich dialog do teraz nie jest mi do końca jasny, ale wysłali mnie na jakąś planetę. Wylądowałem na pustyni, na lini horyzontu widziałem jakieś budynki, więc się tam udałem. Tak owe budynki okazały się ruiną czegoś co wyglądało jak świątynia. Dziwnym widokiem było to, że przy wejściu do tego budynku stał transporter wojskowy. Podszedłem do transportera. w jego wnętrzu zobaczyłem dwójkę pilotów. Postanowiłem unieruchomić transporter. W tym celu zacząłem wyzwalać z siebie niewiarygodne ilości energii.
Możecie nie wierzyć, ale przez ten cały czas moja moc z 1000 jednostek podskoczyła do 8mld jednostek.
Wracając do mojej opowieści.
Po unieruchomieniu transportera poznałem dowódce tych pilotów. Ich dowódca nazywa się Breshnev. Breshnev'a poznałem na ostatnim turnieju, więc nie miałem za wielkich obiekcji gdy zaproponował mi zwiedzanie ruin świątyni. Nie przypuszczałem, że zwiedzanie może tak pobudzić mój uśpiony już od dawna instynkt wojownika. W ruinach świątyni nie wiadomo kiedy dołączył do nas Segrig Saiyan któremu nie ufałem... jak się później okazało, to dobrze robiłem, ze mu nie ufałem. dołączył się do nas także świadomy twór energii, który kazał na siebie mówić Gargi. Od czasu gdy opuściliśmy ruiny minęło ponad 5 miesięcy. Dostaliśmy wiadomość o jakimś potworze który walczy z niedającymi mu rady kapitanami. Breshnev jako Generał ruszył im na pomoc, ja i Segrig ruszyliśmy z nim, chodź nie za bardzo mi się to uśmiechało. Gdy Bresh i Segrig walczyli z potworem ja uratowałem mała dziewczynkę i jej kota. Potem wydarzenia się potoczyły tak szybko, ze nawet nie pamiętam co się działo dokładnie. Segrig nas zdradził próbował zabić mnie podstępnie. Bresh i Segrig osiągnęli stadium super saiyana 2. Zanim jednak Segrig mnie zaatakował Nie wiem skąd pojawiła się moja żona Marin. Czas wracać na statek...

-To już koniec.- Powiedziałem do Tahalasa.
-Ale ktos ma wyobraźnie.- Tahalas zaczął się śmiać, lecz ja nie bylem tego taki pewien, gdyż jako student historii i eksploracji wszechświata, to o niektórych tych zdarzeniach słyszałem. O generale Breshnev'ie także było głośno. A miejsce w jakim znaleźliśmy ten notes wygląda jakby było świeżo po walce... Walce osobników o potężnym potencjale mocy. Mocy, za pomocą której można było by zniszczyć wszystkie planety w tym układzie.

Postanowiłem szukać więcej pamiętników Xan Gorana.
------------------------------------------------------------------------------
Jak postanowiłem tak też zrobiłem. Poszukiwania kolejnego dziennika pochłonęły masę pieniędzy, wysiłku i masę czasu. Przez 10 lat zbierałem liczne informacje o Xan Goranie. Już traciłem nadzieję, że on nadal żyję. Po 10 latach znalazłem w końcu w ruinach starego pałacu zagrzebany w gruzach skórzany brązowy notes. kartki były już pożółkłe, ale notes był w stanie nie naruszonym. Jak tylko wróciłem do domu usiadłem w biurze i zamierzałem zabrać się za czytanie notesu, gdy nagle weszła mój 5'letni syn.
-Dlaczego nie śpisz szkrabie- zapytałem cicho
-Mam koszmary- odpowiedział, po czym usiadł mi na kolanach- co to?- zapytał pokazując na notes.
-To jest notes pewnego potężnego człowieka, mam nadzieję, że opisał tu coś ciekawego.
-Przeczytasz mi?- zapytał synek
Chwile wahałem się, czy rzeczy opisane tutaj mogą być dla jego uszu, lecz postanowiłem mu przeczytać fragment...

... Segrig nas zdradził. Teraz cały mój czas poświęcam nad planem zemsty na nim. Lecz nie było mi to dane, ponieważ jak już pisałem w poprzednim notatniku pojawiła się pewna osoba z mojej przeszłości... Była nią moja żona- Marin. Nadal młoda i piękna, lecz niestety potwornie zła na mnie za moje czyny. Po walce z Aghatem doszliśmy do wniosku, że nie damy rady go pokonać w obecnym stanie i musimy trenować. Dobrze się złożyło, ponieważ władca układu MarSara bóg Benorn także doszedł do tego wniosku i wysłał po mnie i moich towarzyszy posłańca, aby ten nas trenował. Trening miał trwać 4 lata. Jak stałem przed wejściem do jaskini w której miałem spędzić najbliższe 4 lata z Breshnev'em, Marin, WireX'em, Kyrą i Kubiscytem, aż przeszła mnie gęsia skórka. najbardziej obawiałem się Marin, gdyż jak to sama powiedziała jest tutaj aby mnie zabić, ale nie jest teraz w stanie tego zrobić, więc też musi trenować. Weszliśmy do jaskini i zaczęliśmy trening. Nie miałem tam nic do pisania. Treningi nie były męczące, lecz raczej nudne. Po około roku siedzieliśmy przy ognisku, gdy nagle jakiś jaszczurkowy stworek ugryzł Marin. Byłem już dostatecznie sfrustrowany tymi treningami, które nic nie dawały, aby robić cokolwiek w tej sprawie, więc postanowiłem zagrać w bierki z Breshnev'em, który jako jedyny podzielał moją nie chęć do tych treningów. WireX z Kubiscytem zaczęli iść za tym stworem, nie wiem co się tam działo, ale mało mnie to interesowało, wolałem grać w bierki. Lecz nagle w sam środek partii bierek, kiedy była moja kolej wpadł WireX rozsypując wszystko dookoła. Breshnev długo nie myśląc cisną nim o ścianę. gdy się ockną poszedł w głąb jaskini, bo jakieś ryboludki porwały Kubiscyta. Nie wiem, co mnie wtedy opętało, ale naszła mnie niesamowita chęć mordu... Może traciłem zmysły, przez te wszystkie lata nieustannej walki... Tak czy inaczej to co się stało zmieniło mnie na zawsze... Poszedłem za WireXem i Marin. Dotarliśmy do jeziora i Marin wskoczyła do wody, ja zadziałałem wtedy jak w amoku... rzuciłem się z mieczem na wirexa chcąc go zabić, lecz w walce mieczem nigdy nie byłem dobry, co było widać, ponieważ dwa razy atakowałem i ani razu nie trafiłem. Jeszcze bardziej sfrustrowany postanowiłem użyć ataku energetycznego- Kienzan, czyli bardzo ostrego dysku czystej energii. Głowa WireX'a potoczyła się w ułamku sekundy po podłodze jaskini. Ocknąłem się gdy zobaczyłem rozczarowaną i przerażoną twarz Marin, która widziała całe to zajście. Wyszedłem stamtąd i postanowiłem jakoś się z rehabilitować. Opuściłem układ MarSara i poleciałem na jakąś planetę, której lud był tyranizowany przez najeźdźców. Po pokonaniu przeciwnika lud tej planety był mi tak wdzięczny, że ogłosili mnie władcą i obrońcą planety. Przyjąłem tą zaszczytną funkcje i w ten sam sposób pomogłem jeszcze dwóm pobliskim planetą, gdzie także chcieli abym ich chronił. Tak więc teraz żyje i władam trzema planetami, lecz może nie tyle co władam, co ochraniam. Mieszkam w pałacu, który wybudował mi lud jednej z planet. Tak leciały lata po latach, nie miałem żadnego kontaktu z byłymi towarzyszami do czasu, aż Segrig nie porozumiał się z armią demonów i nie zaczął terroryzować układu MarSara...

W tym momencie przestałem czytać, ponieważ uważałem, że mój syn i tak już za dużo usłyszał. Pogoniłem go więc spać, a sam wróciłem do lektury.

Osiągnięcia: Osiągnął transformację Hyper 1, Hyper 2 i Hyper 3, wygrał Turniej Półtoraroczny w grupie 3, ma dziecko z Marin.
 
Online: 03