Login:
Hasło:
-|| Anime Forever ||- Dragon Ball Nao Anime & Emulation Site SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
 
 

Breshnev

Rasa: Saiya-jin czystej krwi
Płeć: Męska
Wiek: 42 lat
Charakter: Neutralny - zwykły człowiek

Historia: Moje wszystkie karty historii są splamione sayiańską krwią...

Sayiańską naturą jest ciagła walka i dojście do wojowniczej perfekcji. Nie jest to łatwe wiedząc, że na swej drodze spotka się nie jednego nie dwóch przeciwników,z którymi trzeba będzie stoczyć bitwę na życie i śmierć...no właśnie - śmierć. Jak już zacząłem ten temat to muszę przyznać,że gdy poległem w walce trafiłem do miejsca zwanego zaświatami. Wieczne miejsce,które jest bardzo dziwne, ja miałem możliwość spędzenia tam sporego czasu ( niestety ).
Z każdą walką stawałem się co raz silniejszy,pewny siebie,do czasu...

Wielka potyczka z Senfersem doprowadziła mnie do własnej zguby poprzez pychę,egoizm oraz odrzucenie przyjaźni wobec swoich kompanów. Doprowadziło to do stanu,że zostałem zabity przez własnych ludzi...

Moja "pobudka" rozpoczęła się o dziwo na planecie zwanej Marsarą. Widząc po poziomie wojowników tej planety widzę, że jestem im bardzo potrzebny, dlatego chcę zaprowadzić tam porządek i spokój.Spotkałem jak dotąd kolejnych sayianów...młodego Kyrę i Kubiscyta,co z naszych relacji wyniknie nie wiadomo. Wiem jednak,że nie pozwolę tej planecie zginąć...

Benorn, bo tak miał na imię guru Marsary powierzył mi ze względu na ogromne doświadczenie dowództwo nad oddziałami w trakcie wojny z siłami obcej rasy. Po wielu stoczonych bitwach zaatakowali nas któryś raz z powietrza lecz w tak licznej przewadze aż musiałem samemu zasiąść za sterami myśliwca. Jednak "moja zabawka" stanęła a mnie "przejął" krążownik wojenny. Jak się później okazało była na nim moja rodzina,ku uciesze wszystkich na statku był również jeden z generałów przeciwnej rasy i dowiedziałem się,że moja rodzina i ja stoimy po dwóch przeciwnych stronach...żeby tego było mało,to przechwycenie mnie na ten statek okazało się być tylko i wyłącznie złudzeniem ! Wróg wyjawił mi całą prawdę,moją rodzinę zabił zaś Ci,którzy stali byli to zwykli sayibameni !! W przypływie złości rozprawiłem się z uzurpatorem i jego poplecznikami.Teraz muszę jak najszybciej wrócić do swoich żołnierzy,potrzebują swego dowódzcę...

Galaktyka...ile żyje na niej Życia...Tak wiele można się dowiedzieć...Znów jakieś problemy...kiedy wkońcu z nimi skończę ?
Myśląc cały czas o rodzinie postanowiłem udać się na misję. Chciałem zbadać jedno z kilku ciekawych miejsc na specyficznej planecie. Wyruszyłem z grupką żołnierzy w celu zpenetrowania tegoż miejsca. Jak się okazało, były to pewnego rodzaju statożytne ruiny jakiejś świątyni, czy temu podobnego. Styl budowy przypominał architekturę z planety zwaną Ziemią. Udając się do środka czekałą mnie niespodzianka - 2 posągi wielkich kotów zaatakowały nas z zaskoczenia raniąc jednego z moich żołnierzy w skutek śmiertelny...znowu ofiary...
Jakimś cudem spotkałem człowieka - Xan Goran, bo tak miał na imię,spotkaliśmy się wcześniej na jednym z turnieji. Jak się okazało w podobnych okolicznościach dostaliśmy się w układ Marsary,no, ale to już inna sprawa. Udając się z nim głębiej światyni doszliśmy do sali, gdzie była wielka arena. Jak to mówił Xan - Koloseum,miejsce, na którym były toczone walki na śmierć i życie. Czekała nas niespodzianka, żeby pójść dalej musieliśmy stoczyć walkę...z 6 wojownikami, i to nie byle jakimi. Pewna dziwna maszyna w postaci kuli,powiedziała,że jeśli chcemy przejść dalej musimy to wygrać. Żeby nie było łatwo, były to hologramy postaci, a żeby stały się materialne musieliśmy trafić małą piłką przez obręcz. Wydawało nam się to nieosiągalne, chcieliśmy uciekać, ale instynkt kazał mi walczyć do końca. Tiger,Onier,Senfers,Hellion,Sinju,Freeza II - tak przedstawiali się nasi przeciwnicy. Niestety większość uczepiła się na mnie. Potężny Tiger jak zwykle zadumany wojownik chciał zmierzyć się ze mną w pojedynkę. Poszliśmy w kontrę. Nasze ataki był na początku równe, lecz moje zasoby energii były zbyt potężne jak dla niego ! Tiger przegrał...zostało jeszcze 5...o dziwo hologram Sinju stawiał się , nie chciał walczyć. Bystry umysł Xana spowodował,że walka zakończyła się bez wielkich strat. Spojrzawszy na arenę i ujrzawszy ostatni posąg wojownika, który został i mojej podpowiedzi by zniszczył i kulę, bez zastanowienia człowiek "wyrzucił" dziesiątki kule energetycznych, które zniszczyły odpowiednio kulę i posąg, sprawiło, że hologramy zostały zdetonowane. Następne wrota stały przed nami otworem... Cokolwiek w nich będzie wiem,że damy rade !
Następnym naszym celem był labirynt. O dziwo spotkaliśmy tam jakiś mechaniczny ( chyba) twór - zwaliśmy go z Xanem -Gargim. Po pokonaniu paru przeciwników i wyjściu z labiryntu weszliśmy na mój transportowiec i ruszyliśmy " do domu" jeśli tak to w sumie można nazwać.
Gdy przybyłem na miejsce okazało się,że Kubiscyt i reszta są w tarapatach. Jako, że nie chciałem sprawiać Benornowi przykrości - ruszyłem od razu.Xan Goran i Segrig ruszyli za mną.
Na miejscu okazało się,że mamy do czynienia z niebywałym stworzeniem zwanym Arghat. Potężny kolos mierzący chyba dobre 5 metrów chciał koniecznie posmakować sayiańskiej krwi. Wynikneły komplikacje....
W czasie walki dołączyła do nas dziwnym zbiegiem okoliczności Marin,jeszcze nie wiem kim dokładnie jest.Nie miałem okazji dobrze jej poznać, ale wiem,że jest bardzo piękna... Xan wspominał coś,że ma z nią dziecko.
Segrig-chyba najbardziej podła osoba z mego narodu, nie sądziłem,że żądza władzy może tak sprowadzić istotę na tak złą drogę. Zdradził mnie,Xana,Marin...nie wiedziałem kiedy a jego potężne ostrze było już zanurzone w ciele mojego przyjaciela-Xana. Zabolało mnie to, patrząc przy tym jak zbiera nowe moce zdegustowało mnie to. Nigdy nie czułem przypływu takiej złości.Jeszcze nie byłem w takim letargu co wtedy,emocje brały nade mną górę.Moja ukryta moc znów dała o sobie znać...tak niebywała energia we mnie naprawdę drzemie? Chciałem ją! Ale nie po to by móc się nią szczycić. Potrzebowałem jej do aktu zemsty na Segrigu.Chyba właśnie to pozwoliło mi utrzymać poziom super wojownika drugiego stopnia.Gdy zorientowałem się w jakiej jestem sytuacji skontrowałem pocisk,który miał być smiertelny dla Xana i Marin, jednak Segrig uciekł niczym tchórz. Obiecałem sobie,że go odszukam i zabiję. Wiem,że chyba jest jeszcze gdzieś w układzie Marsary a nasze drogi z pewnością jeszcze się skrzyżują. Wtedy nastąpi walka na śmierć i życie...
Kane:"Panie ! Pilnie wołają Cię na mostek..."
Breshnev:<budzi sie> Co ?!...dobrze,zaraz tam będę"
Breshnev:* Dopadnę Cię zdrajco...*<wstał i wyszedł z pokoju>
Przez napływ powietrza,który wdarł się przez otwieranie drzwi z biurka Bresh'a spadła kartka...
"Nie ma nic do stracenia,
mam już wszystko, co chciałem znaleźć.
Nie ma na świecie nic,
co mogłoby zmienić moje zdanie.
Nie ma już nic ..."
Po ciężkiej walce ( z resztą przegranej ) z Arghatem postanowiłem odbyć mały trening. Dalem się zamknąć w jakiejś grocie z jakimś sensej zwanym Jako. Niezbyt silny mężczyzna miał za zadanie nas trenować,ale czy jakies skutki tego poczułem? chyba nie...
Minął rok. Nasz trening wydawał się być żmudny...Któregoś dnia Wirexa i Kyrę zaatakowali jacyś ryboludzie. Zrobili multum zamieszania i trzeba było im ruszyć na pomoc. Ziemianka zwana Marin - ta kobieta mnie bardzo ostatnio intryguje...zabójczo piękna,te- zabójcze nie jest tu na próżno - umie sie bić,to prawda. Jej poziom mocy jednak mnie nie zadziwia. Lecz tego dnia bardzo mnie zraziła przez zbytnio jej nie ufam. Urażając mnie i moją dume postanowiłem zaprzestać dalszych poszukiwań i dałem sobie spokój teleportując sie do legowiska. Co będzie dalej,zobaczymy...
Minęły jakoś 4 lata zanim zacząłem znów tu pisać...Trochę się pozmieniało. Popadłem w alkoholizm,lecz powoli zaczynam z niego na szczęście wychodzić. Poznałem również kobietę,z którą chciałbym żyć już do końca w ciszy i spokoju. Lecz jak się okazało nie jest mi pisane to o czym mówię... Pomocnicy Benorna szybko odnaleźli mnie w górach i powiedzieli,że Segrig formuje armię,która zniszczy ten układ. Jestem zbyt silny by takie rzeczy mnie omijały. Muszę walczyć,lecz pierw muszę odszukać Xana i znów walczyć ze złem z nim ramie w ramie. Potrzebuje jednak solidnego treningu. Co powie na to moja Iliana...Nie Wiem...

Osiągnięcia: Wygrał Turniej Półtoraroczny w 1 grupie, stracił ogon, osiągnął transformację SSJ, USSJ, SSJ2
 
Online: 02