Login:
Hasło:
-|| Anime Forever ||- Dragon Ball Nao Anime & Emulation Site SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
 
 

Keizo

Rasa: Saiya-jin półkrwi
Płeć: Męska
Wiek: 22 lat
Charakter: Dobry - dobrotliwy

Historia: Nagle na bezchmurnym i rozgwieżdżonym niebie pojawiły się dwie smugi białego światła które znikły chowając się za horyzontem. Wiele osób zauważyło owe zajście i wzięło je za spadające gwiazdy... Niestety mylili się bowiem nad Ziemią zawisło nowe zagrożenie i to tuż po tym jak jej ludność zaczęła stawać na nogi po katastrofie... Okazuje się bowiem że te dwie tajemnicze smugi nie ciągnęły się za gwiazdami lecz za kapsułami kosmicznymi wielkości ogromnego głazu. Tuż po wylądowaniu śluzy małych transporterów otworzyły się a postacie które się w nich znajdowały uniosły się w powietrze aby wylecieć z kraterów które zrobiły ich pojazdy. -Rozdzielmy się i zbadajmy tę planetę może się bowiem okazać że nie ma na niej nic ciekawego. -Masz rację nie ma co marnować czasu w końcu zatrzymaliśmy się tutaj tylko po to aby rozprostować kości. -A więc spotkamy się tu za godzinę. Po tej krótkiej wymianie zdań sayianie rozlecieli się w przeciwne strony aby zwiedzić zrujnowaną planetę. Nagle jednemu z przybyszy zaczął doskwierać głód który zmusił go do wylądowania i poszukania czegoś jadalnego w jednym z nielicznych lasów które przetrwały uderzenie meteoru... Po ogołoceniu kilku krzaków owoców najeźdźca ruszył w dalszą podróż co jednak okazało się złym pomysłem bowiem po przeleceniu kilku metrów obraz przed jego oczyma zaczął się rozmazywać. Nawet zmagania z zanikającym obrazem nic nie dały bowiem nie minęło pięć minut a Saiyan zemdlał w locie i runął na ziemię jak kłoda z wysokości 50 metrów...

Nagle mężczyzna przebudził się w nieznanym miejscu i zerwał się z łóżka na równe nogi. W tym samym czasie do pokoju weszła kobieta i upuściła miskę z wodą bowiem zauważyła że człowiek którego uratowała celuje w nią teraz jakąś dziwną poświatą której nigdy nie widziała. Zrozumiała jednak że stojący przed nią mężczyzna chce ją zabić. -Kim jesteś?! Odpowiedz albo Cię zabiję! -Rób co chcesz. Jestem gotowa na śmierć. Już od dawna jestem samotna i nic nie trzyma mnie w przekonaniu że warto dalej żyć ale nie mam na tyle odwagi by się zabić. Wiec jednak że gdyby nie moja pomoc już dawno byłbyś martwy bowiem zatrułeś się tutejszymi roślinami. Po tych słowach Saiyanin opuścił rękę i pochłonął zgromadzoną przed chwilą energię. Nagle obydwoje usłyszeli wybuch a tuż po nim krzyk. -Gdzie jesteś Toshiro?! Kobieta słysząc to zdanie wybiegła z chaty i zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu osobnika do którego należał słyszany przed chwilą głos. -Ej ty kim jesteś?! A zresztą nic mnie tak nie obchodzi i tak zginiesz! Kobieta znów ujrzała tajemnicze światło z tą różnicą że teraz leciało w jej stronę. Zamknęła oczy i usłyszała wybuch a gdy je otworzyła jej oczom ukazały się plecy Saiyana którego uratowała. -Toshiro jak śmiesz przeszkadzać mi w likwidacji celu który sobie obrałem! Jak śmiesz stawać na drodze swemu dowódcy! -Wiem że nie powinienem tego robić ale ta kobieta uratowała mi życie! -Hahaha... robisz się na starość zbyt miękki! Po tych słowach Isao zrobił się strasznie poważny i zniknął z pola widzenia Toshiro po czym po czół straszliwy ból w brzuchu i pał na kolana. -Nie ma sensu już dłużej się tobą zajmować! Wykrzyczał Saiyanin przestrzeliwując swemu dawnemu kompanowi płuco a kobiecie serce. -Nie zabiję Cię. Zrobię coś gorszego. Pozwolę ci żyć w przekonaniu że nie zdołałeś uratować tej kobiety. A teraz żegnaj. Po tych słowach Isao zniknął pozostawiając na wpół żywego kompana który po dziesięciu minutach duszenia się i krwawienia zauważył na niebie smugę światła i zrozumiał że jego dowódca opuścił tę planetę po czym zemdlał.

Jakieś 100 m dalej: -Widziałeś tę walkę. -Tak i nie wierzę własnym oczom. Jak ktoś może być tak szybki a do tego miotać pociskami z ręki. -Lepiej zabierzmy ciała do centrali. Po tej rozmowie dwaj żołnierze podeszli ostrożnie do miejsca w którym przed chwilą rozegrał się dramat i zabrawszy nieprzytomnego mężczyznę udali się do bazy...

Tydzień później: -Testy przebiegają wspaniale panie Generale. Mamy już tyle próbek że starczy aby stworzyć armię stu nadludzi. -Obyś miał rację. Dzięki twej pomocy stworze najwspanialszą armię we wszechświecie i w końcu wyrwę się z tego padołu. -Generale musisz jednak znaleźć ochotników którzy zechcą poddać się mutacji. -Oto się nie martw. Tym się już zająłem. Po tym krótkim dialogu w laboratorium zabłysło czerwone światło bowiem Saiyan wróciwszy do zdrowia zdemolował ścianę i uciekł z bazy bowiem miał już dość tego wszystkiego co zdarzyło się w ostatnich dniach i postanowił wyruszyć podróż po wszechświecie.

W tym samym czasie: Witajcie mam 17 lat i jestem sierotą mieszkającą w leśnej chatce. Moi rodzice zginęli gdy miałem 15 lat i w przeciwieństwie do mojego rodzeństwa które zamieszkało w rodzinach zastępczych postanowiłem żyć na własną rękę. Ostatnio jednak nie wiodło mi się zbyt dobrze więc postanowiłem udać się w podróż i poszukać sobie jakiegoś ciekawego zajęcia.

Po dwóch dniach podróży natchnąłem się na wojskową ciężarówkę i żołnierze który ogłaszał jakieś wieści. Wepchnąłem się więc między tłum i zacząłem go słuchać.

-Armia Nowego świata ogłasza nabór żołnierzy do nowo powstałego projektu który ma na celu stworzenie Uniwersalnych Żołnierzy....

Pomyślałem sobie że to dobry pomysł aby zaciągnąć się do wojska. Nie zwlekając więc dłużej postanowiłem spróbować i wszedłem do ciężarówki tak jak kazał pomocnik mówcy. Po kilku godzinnej podróży okazało się że przewieziono mnie do bazy wojskowej która ukryta została pod Ziemią. Wtedy zrozumiałem że trening na żołnierza nie będzie lekki bowiem od pierwszych chwil zaczęto nam dawać niezły wycisk.

Minął miesiąc a zakończyłem szklenia i dziś nadszedł dzień ostatecznej inicjacji (tak to nazwał Generał). Zabierano każdego z osobna do jakiegoś tajemniczego pomieszczenia którego nigdy nikt z nas nie widział... Nadeszło południe i kolej na mnie. Kiedy wkroczyłem do pomieszczenia znajdującego się za tajemniczymi drzwiami okazało się że przyprowadzono mnie do laboratorium. Tam zrozumiałem co się dzieje bowiem moi kompani z treningów którzy niezbyt przykładali się do musztry i byli bardzo leniwi teraz stali na baczności i z dziwnym wyrazem twarzy obok stołu operacyjnego. -Płużcie go tu. I zamknijcie zatrzaski na ręce i nogi. Czas aby wszczepić mu gen Saiyana i posłuszeństwa. Zacząłem się wyrywać ale to nic nie dało siłą położono mnie na stole i zaczęto wstrzykiwać różne substancje. Nie trwało to jednak długo bowiem rozległ się alarm. -Mamy awarię głównego komputera, jeżeli nic nie zrobimy stracimy wszystkie dane! Wykrzyczał jeden z żołnierzy a wszyscy znajdujący się na sali zaczęli biegać i zupełni o mnie zapomnieli... Nagle moje więzy się zwolniły i nie wiem czy zawdzięczam to jakiemuś człowiekowi czy też awarii ale dzięki temu mogłem uciec. Zauważyłem jednak że reszta stoi w miejscu i nagle mnie olśniło. -Czy to właśnie powoduje gen posłuszeństwa? No nic nie ma co się przejmować. Muszę stąd uciekać bo skończę jak oni. Z tą myślą zacząłem uciekać. Nie wiedziałem do końca co się stało ale zrozumiałem że dzięki zabiegowi stałem się szybszy, wytrzymalszy i silniejszy. Właśnie to umożliwiło mi bezpieczną ucieczkę...

Na wolności: Minęło kilka dni odkąd uciekłem z bazy. Tułałem się po Ziemi i rozmyślałem nad swoim dalszym życiem. W końcu zrozumiałem że teraz nie jestem już człowiekiem lecz zupełnie inną istotą. Wiedziałem jednak że w mym ciele prócz człowieczych genów znajdują się także nieznane mi Sayiańskie którym jak się nie mylę zawdzięczam nowe zdolności. Postanowiłem je rozwijać i stawać się coraz silniejszym, a w między czasie pomagać innym, a gdy już stanę się wystarczająco silny odnaleźć ludzi którzy stoją za zniewoleniem ludzi poddanych mutacji i się ich pozbyć raz na zawsze aby już nikomu nie zaszkodzili, a moich pobratymców (chodzi o ten sam gen mutacji) uwolnić od niewoli.

Osiągnięcia: Żadnych.
 
Online: 03