Poprzedni temat «» Następny temat
Najlepsza Parodia DB na świecie!
Autor Wiadomość
Dragon Fist 
A True Dragon


Wiek: 27
Posty: 529
Skąd: Złotów
Wysłany: Pon Gru 26, 2005 5:20 pm   Najlepsza Parodia DB na świecie!

Uwaga!!! Oto najlepsza parodia Dragon Ball'a w historii tego świata, której autorem jest Sivy! Czytajcvie uważnie i nie posikajcie się ze śmiechu, bo o to łatwo...



Odcinek 1

Gdzieś na Mount Paozu, historia dzielnego Goku toczy się dalej!!

- Kochanie, obiad!! - krzyczy Chi-Chi.
- Nie jestem głodny!! - odpowiada jej mąż, który właśnie zabawia się w karczowanie lasu.
- No chodź bo Ci wystygnie!!
- No już, już...
Goku zasiada do zastawionego stołu i czeka aż Chi-Chi poda danie główne.
- Więc co na obiad?
- To co zawsze jełopie!! Ryż!! Mieszkamy w końcu w Japonii!! Czego się spodziewałeś?
- A pomyślałem, że tak tylko spytam... Więc gdzie jest Gohan?
- A jak myślisz? Uczy się!! Nie dam mu wyrosnąć na takiego jełopa jak jego ojciec!!
- No Chi-Chi... Nie uważasz, że 4 lata to za mało, aby non stop siedział przed książkami?
- Bez dyskusji!! Żryj swój ryż!!
Goku zapycha się powoli, po 3. misce ryżu słychać telefon. Saiya-jin odbiera.
- Halo, sex telefon!!
- Sex telefon!! Wow!! Słyszeliście to?? Dodzwoniłem się na sex linię!!
Słychać szumy i trzaski w słuchawce...
- Halo... halo... - mówi Goku pod nosem czekając aż ktoś się odezwie...
- Cześć tam maleńka!! Daj mi buzi!! Jedno małe buzi!!
- O witaj Mistrzu. Co słychać u Ciebie?
- Eeee... Chłopaki to przecież jakaś Gej linia!! Co wy mi tu dajecie??!!
Znowu przez chwilę szumy, w końcu słychać głos Krillina.
- Eeee... Goku... Z tym staruchem się już nie da wytrzymać. Zaczął lizać słuchawkę a teraz lata po wyspie i pluje. Echh... Mam nadzieję, że ja nie będę taki gdy stanę się wapnem.
- Masz jakąś sprawę?
- A właśnie... Prawie zapomniałem. Dzisiaj robimy małą bibę. Wiesz - maniurki, piwo, papieroski. Będzie świetnie. Wpadaj!!
- Echh... postaram się... tylko co powiem Chi-Chi?
- Powiedz, że jedziesz potrenować...
- Trenować!!! Jeszcze nie jestem samobójcą!! Wiesz co ona ostatnio kazała mi robić, jak złapała mnie na treningu?
- Wolę nie pytać...
- I masz całkowitą rację!! Ten horror... Mam nadzieję, że nigdy się nie powtórzy...
- No więc co jej powiesz?
- Chwilka... Niech pomyślę... ooo, to genialne!! Sam nie wierzę, że na to wpadłem.
- No inteligencją nigdy nie grzeszyłeś - to Ci muszę przyznać...
- Bardzo śmieszne. Przynajmniej nie jestem łysy.
- Przejdź do rzeczy!!
- No dobra spokojnie!! Wezmę Gohana i powiem, że jadę go Wam przedstawić. Dobry pomysł, nie?
- OSZALAŁEŚ!! Dziadka z grobu wyciągać będziesz?! Poza tym nie mam ochoty na naleśniki z mięsem...
- O czym Ty mówisz?? Gohan to mój syn!!
- Syn!!
Zbliżenie na Krillina i jego głośne myśli:
"On ma syna... a ja nadal jestem prawiczkiem..."
Jego twarz mówi sama za siebie.
- Krillin!! Jesteś tam jeszcze?!
- Tak jestem!!!!!! Zrób ten plan i przyjeżdżaj!!
Słychać trzask odrzucanej słuchawki...
- Hmm... ciekawe co mu się stało... No cóż... teraz najgorsze... - Goku bierze głęboki oddech - Chi-Chi, kochanie!! Biorę Gohana i jadę na Wyspę do Genialnego Żółwia!!
- Oszalałeś!!!! Młode dziecko będziesz rozpijał!! Jełopie jeden!!
- Ależ Chi-Chi, to tylko na kilka godzin. Chciałem go bardzo przedstawić przyjaciołom.
Chi-Chi chwyta patelnię i zaczyna biec z nią za Goku, który błyskawicznie ucieka.
- Jełopie jeden Ty!! Gohan musi się uczyć!! Ma jeszcze 100 stron do przeczytania!! Gdybyś Ty się uczył zamiast trenować te swoje "sztuki walki" to teraz chociaż stać by nas było na strzelbę, żebym mogła wybić Ci to piwsko ze łba!! A takto muszę biegać za Tobą z patelnią!!



Chi-Chi w swoim szale nagle potyka się. Goku łapie ją tuż nad ziemią. Żona rzuca mu się na szyję.
- Mój bohater!!
Zachodzi romantyczna scena...
- No dobra Goku... Możesz jechać z Gohanem!! Ale masz wrócić przed 22!! I jak poczuje piwsko to tym razem czułym słówkiem sie nie wywiniesz!!
Goku szybko wybiega z pokoiku, łapie Gohana za fraki i ucieka z domu zanim Chi-Chi się nie rozmyśli.

Tymczasem w innym miejscu na Ziemi jakaś kapsuła kosmiczna ląduje. Wysiada z niej Raditz i kaszle.
- Kur.wa!! Wleciałem w krowie szambo!! Mój pech... Ktoś za to zapłaci i to srogo... Gdzie ta krowa... CZEKAJ JESZCZE CIĘ ZNAJDĘ!!
- Ty nie wyj tak, bo popłoch w stadzie siejesz!! - jakiś farmer ze strzelbą mówi do Raditza.
- Oj, przepraszam bardzo, już nie będę...
Raditz spokojnie wzlatuje w górę. Rozgląda się, po czym coś przychodzi mu do głowy...
- Chwila moment!!
Wyjmuje z kieszeni jakiś notes.
- Wlecieć w szambo, wyjść, zakaszleć, zabić fajfusa ze strzelbą, lecieć do zielonego z kosmosu, zabrać bahora Marchewie... Echhh... czemu zawsze muszę się w takie gówno wjebać? No cóż, mus to mus...
Raditz zlatuje na dół. Farmer celuje w niego strzelbą.
- Te już mi stąd zjeżdżaj!! Nie ma Cię!! Bo będę strzelać!!
- No przepraszam pana bardzo, ale w scenariuszu pisze, że teraz muszę pana zabić. Przykro mi to robić, ale w końcu za to mi płacą.
- Hehehe. Śmieszny typek z Ciebie. Już mi wara bo strzelam!!
Raditz podchodzi 2 kroki, farmer strzela mu prosto w płuca. Raditz pada martwy...
- Cięcie!! - krzyczy reżyser. - Kur.wa wszystko musiałeś zjebać!! Miałeś mieć ślepaki!! Kur.wa co za dzień. Najpierw jogurt był zepsuty, potem żona sexu nie chciała, teraz jeszcze to. Zakładaj kapotę i grasz od teraz jego rolę.
Po chwili motaniny, farmer przebrany w Raditza szykuje się do odlotu.
- Te kur.wa. Jeszcze ogon!!
- Już, już... Więc w nieskończoność i jeszcze dalej!!
Raditz wyskakuje w górę i leci gdzieś.
- Mój skałter wykrywa zielonego ufoludka niedaleko. To musi być Marchewa. Tyle lat bez Ciebie braciszku (zaczyna płakać). To wszystko wina tatusia... Kazał Ci lecieć w tą podróż... A mnie sam dalej molestował. (jego mina nagle robi się groźna) Ale teraz zapłacisz za to... Drogo...
Zlatuje na ziemię, niedaleko Piccola.
- Witaj zielony ufoludzie!!
Odpowiada mu cisza...
- Witaj zielony ufoludzie!!
Znowu cisza.
- Powiedziałem: WITAJ ZIELONY UFOLUDZIE!!!!!!!!
Śpiący Piccolo zrywa się na równe nogi!!
- Nie mamusiu, nie będę się już w nocy bawił pysiorkiem!!
- Więc Ty jesteś Marchewka, tak? Tyle lat braciszku, aż zapomniałem jak wyglądasz.
- Co? Jaka Marchewa? Jestem Piccolo!! Może jakbyś przestał żreć te grzyby to pamiętałbyś.
- Ano tak zapomniałem. Sczaje jeszcze raz na radarku... A tak przepraszam, pomyłka... No to patrz na ptaszka...
Raditz zaczyna machać rękoma symulując ruch skrzydeł i odlatuje.
- Idiota... Będę musiał go zabić... - mówi Piccolo.

Tymczasem na wyspie Genialnego Żółwia...

- Krillin!! Ile razy Ci mówiłem, żebyś nie dotykał moich magazynów porno!!?? Co masz na swoje usprawiedliwienie?
- Ależ mistrzu... To naprawdę nie ja!!
- Więc kto?
- Spójrz!! Ślady płetw!!
- Płetw powiadasz... Zaraz... Gdzie ten żółw się zapodział?!
Genialny Żółw wybiega w zdenerwowany z domu.
- Kici, kici, kici... Żółwiku... Mam dla Ciebie pyszne wodorostki... Chodź nie bój się... - szepta pod nosem Genialny Żółw, chowając laskę za plecami.
- Wodorostki... Pychota... już... idę...
Następuje bardzo interesująca scena, w trakcie której Żółw przez 5 minut stara się przejść 5 metrów dzielące go od Genialnego Żółwia. Gdy zbliża się, staruch unosi laskę w górę. Żółw żre wodorosty. Genialny Żółw bierze zamach i...
- UWAGA TAM NA DOLE!!! - słychać krzyk Goku.
- Co gdzie jak??
Chmurka Kinto przelatuje niemalże po łysinie starca. Pęd powietrza nagle powoduje, że Genialny Żółw przewraca się na plecy. Po chwili na jego głowę spada laska i robi guza. Znokautowany mistrz leży nieprzytomny. Chmurka Kinto tymczasem wlatuje oknem do chatki i wylatuje z drugiej strony razem z Krillinem.
- Eeee... Goku?
- Krillin... Jak to możliwe, że stoisz na chmurce Kinto? Przecież jesteś starym zboczuchem!!
- Hej!! Nie porównuj mnie z tym starcem. Tak swoją drogą Goku - Krillin pochyla się i szepcze mu do ucha - ostatnimi czasy robi się coraz bardziej nieznośny. Rano nie da się dopchać do prysznica, gdyż już mu nie... no sam wiesz o co chodzi... I robi to ponad godzinę.
- Hehehe - Goku głośno się śmieje - Dobijasz mnie Krillin - mówi i uderza przyjaciela w plecy.
Krillin zaczyna się chwiać na krawędzi chmurki, wydając różne odgłosy symbolizujące jęk. W końcu łapie równowagę.
- Ufff... Mało brakowało - mówi, ocierając ręką pot z czoła. W tym samym czasie słychać jego pisk. Krillin spada z chmurki prosto do wody. Goku zaczyna śmiać się jeszcze bardziej. Spod jego kimona wyłania się głowa Gohana.
- Bardzo śmieszne, naprawdę - na twarzy Krillina widać wyraźne zażenowanie. - Tak swoją drogą Goku, może czas byś przedstawił mi swojego syna?
- Aaaa, szkraba? Gohan!! Czas poznać wujka Krillina.
Goku podaje Gohana w ręce Krillina. Ten nie mogąc dosięgnąć skacze wysoko. Wreszcie łapie Gohana. Dzieciak zaczyna się śmiać i bawić łysiną Krillina. Ten krzywo patrzy na Gohana przez to. Dzieciak się rozpłakuje.
- Echhh Krillin, nigdy nie umiałeś postępować z dziećmi.
W międzyczasie na wyspę zalatuje samolot, z którego wysiada Bulma. Zaczyna ona cucić Genialnego Żółwia. Niezauważona, przemyka się do chatki i przez okno podsłuchuje rozmowy Goku z Krillinem.
- Więc Goku, jak sprawy z Chi-Chi? - pyta Krillin.
- No powiem Ci, że całkiem nieźle.
- Więc jak to jest?
- Co jak jest?
- No wiesz... - Krillin gestykuluje, sugerując zboczone rzeczy. Goku patrzy na niego jak na debila. - Echhh, no wiesz... Fiziu miziu, bara-bara...
- Aaaa!! - Goku mruga jednym okiem - Chodzi Ci o SEX?!
- Nie tak głośno!! Jeszcze ten stary zboczeniec usłyszy!! Więc jak to jest?
- Człowieku... - gest Goku sugeruje, że jest super.
- Naprawdę? Opowiedz mi co nieco!!
- Może przy piwku...
- A właśnie. Genialny Żółw zapędził co nieco bimbru w piwnicy... Szykuje się biba jakich mało.
- Więc jak za starych dobrych lat młodzieńczych?
Krillin macha twierdząco głową.
- Wy mali popaprańcy!! - Bulma wyskakuje z rykiem przez okno - Po Tobie Krillin mogłam się tego spodziewać!! Ale Ty Goku... Czekaj aż Chi-Chi się o tym dowie!!
- Nie... Nie zrobisz mi tego... - na twarzy Goku rysuje się przerażenie.
- Wstydź się!! Wam mężczyznom tylko wódka w głowie!!
Między rozmawiającymi przyjaciółmi pojawia się jakiś cień.
- No Bulma... Tyle razem przeszliśmy... Chyba teraz mi tego nie zrobisz? - Goku wykonuje błagalne gesty.
- Ani kropelki Goku!! Jeden kieliszek i będziesz uziemiony do końca życia!!
- No dobra, dobra!! Tylko nic nie mów!!
Obok Goku zlatuje Raditz i kładzie mu rękę na tyłku. Zaczyna go po nim gładzić...
- Krillin, rozumiem, że brak sexu źle na Ciebie wpływa, ale chyba nie jest z Tobą aż tak źle?
- Z kim ze mną? - Krillin pyta z oburzeniem, pokazując obie swoje ręce...
- No z Tobą!! Zabieraj te łapska!!
- Ale ja mam je tutaj!!
- Więc co robią na moim tyłku?
- To nie ja!! To jakiś punk!!
- Jakiś punk? - Goku odwraca powoli głowę... Zerka na twarz Raditza i skacze do przodu, chowając się za Bulmę. - Aaaaa!! Bierz tę rękę brudasie!!
- Braciszku!! Tyle lat Cię szukałem!! Nie rób mi tego!!
- Braciszku??!! - Bulma, Krillin i Goku krzyczą na raz.
- No jesteśmy braćmi!! Debilu, nie pamiętasz??
Goku przez 5 minut stoi zamyślony i drapie się po głowie.
- Nie.
- Marchewa!! Debilu Ty... Zawsze miałeś sklerozę od dnia narodzin!!
- Marchewa?? O czym Ty do mnie rozmawiasz??
- No jakto o czym?! Tak masz na imię?! Tego też zapomniałeś?
- Marchewa... - Krillin szepta sobie pod nosem i zaczyna się tarzać ze śmiechu po podłodze.
- Z czego się tak śmiejesz idioto?!
- Ja? Z niczego... - Krillin puszcza zaśmiały...
Twarz Raditza robi się posępna i groźna.
- Marchewa!! Czy ktoś Cię za młodu bił po głowie?!
- No dziadek czasem był ostry... Parę razy miałem guzy wielkości... nie chcę tutaj obrażać nikogo... Ale były nawet większe niż pewna część ciała Krillina...
- Hej!! Co to miało znaczyć? - pyta zdenerwowany Ziemianin - To miało pozostać między nami...
- Ups... wymsknęło mi się... Znaczy miałem na myśli ze były wielkie!! Tak, tak... Ogromne. 5 centymetrów wysokości. Tyle, że strasznie chude!!
Krillin zaciska mocno zęby...
- No ale mniejsza o to... Więc po co Ci była ta informacja??
- Debilu zapomniałeś!! Miałeś wybić mieszkańców tej planety!! Mieliśmy założyć na niej plantację koperku!! Czym teraz będziemy posypywać ziemniaczki??
- Hmmm... Rośnie tutaj dużo trawy... Mój pies często ją jadał, jak był mały...
- Trawy?? Przecież to niezdrowe.
- Tak? A ja się dziwiłem czemu zdechł po roku.
- Dobra koniec tych bredni!! Marchewa!! Jako Twój brat rozkazuję Ci iść ze mną do toalety!! Nauczę Cię tam subordynacji!!
- Hej!! Czy Ty jesteś inny??
- Inny?? Jestem taki sam jak tatuś!! On się nas wstydził!! Wiesz, przez co musiał przejść, żeby nas narodzić?!
- No wiem... Sam mam syna...
- Co?! Uprawiałeś sex z kobietą!! - Raditz wygląda, jakby zaraz miał wybuchnąć.
- No tak... musisz kiedyś spróbować. Jest SUPER!
- Idioto!! Ślubowałeś czystość i posłuszeństwo wobec ojca!! Powinienem teraz Cię skarcić klapsem!! Ale dam Ci ostatnią szansę!!
- Tzn. co mam niby zrobić?
- Dołącz do mnie. Razem podbijemy estradę w Gay Clubie na statku Friezy!! Pomyśl bracie!! Cały świat u naszych stóp!!
- NIGDY!! Mam wszystko czego potrzebuję!! Dom, 5 obiadów dziennie i sex 3 po każdym posiłku!!
Wszyscy zerkają na Goku. Bulma patrzy ponętnie, jakby miała sama ochotę spróbować.
- Teraz to po prostu przesadziłeś. Jestem zły!! - mówi Raditz. Zauważa Gohana... - To Twój brzdąc?
- Tak, to moje dziecko...
- Dzisiaj spalę je na stosie!! Jak mogłeś bracie... Ja dla Ciebie tak się poświeciłem... Nie pozwalałem ojcu Cię tknąć, abyś nadal był prawiczkiem, gdy wreszcie wyjdziemy na scenę. A Ty wszystko popsułeś!!
- Rozumiem, że miałeś trudne dzieciństwo, ale zostaw mojego syna w spokoju!!
- Nie bracie... To Ty mnie posłuchaj... - Raditz robi krok w stronę Gohana. - Biorę tego brzdąca na małą przejażdżkę. Lepiej mnie nie goń. Jak spalę go, to sam zrozumiesz, że Twoje miejsce jest przy mnie.
Goku zastawia mu drogę.
- Po moim trupie... Nie dam Ci...
Goku przerywa wypowiedź w połowie, a na jego twarzy rysuje się grymas bólu. Okazuje się, że Raditz zaczął mu kręcić wory.
- Miej troszkę rozkoszy z tego bracie...
Krillin i Bulma patrzą jak osłupiali, nie wiedząc co zrobić. Goku po chwili pada na ziemię i trzyma się za przyrodzenie. Raditz łapie Gohana za fraki.
- Wpadnij na kolację, bracie. Dzisiaj specjalność kuchni Raditza: Młode Marchewki w sosie własnym...
Saiya-jin unosi się w górę i odlatuje z Gohanem...

Mija kilka chwil milczenia...
- Goku, Goku!! Nic Ci nie jest?? Powiedz, że żyjesz!!
- Chi-Chi?? Nie mogę teraz uprawiać sexu...
- Debilu... - Bulma wali go po mordzie - To ja Bulma!!
- Bulma?? Gdzie ja jestem??
- Na wyspie Genialnego Żółwia, idioto!!
- Aha... Gdzie Krillin?? Jego też porwali??
- Nie wiem... Coś mu się stało i poszedł na drugi koniec wyspy...
Podjazd kamery na Krillina, słychać jego głośne myśli... Widać, że jest zdruzgotany...
"Dlaczego nigdy nie ja?? Zawsze Goku ma całą przyjemność... Mnie omija..."
- Krillin!! Słyszysz coś??
- Słyszę, słyszę...
- Krillin, lecę po Gohana!!
- Goku, lecę z Tobą!! (myśli: "Hurra!! Być może jeszcze nie jest za późno!!")
- Ale Krillin, nie możesz!!
- Nie mogę?? Dlaczego?? ("A mogło być tak pięknie...")
- No Krillin!! Nie darowałbym sobie tego, gdyby ten zboczeniec zaczął się do Ciebie dobierać!!
- Aha... ("Nici z sexu...")
Krillin zaczyna szlochać... Goku podnosi swój kijek i myśli głośno nad strategią walki...
- Polecę tam do niego... I co dalej?? Spróbuje go podejść od tyłu. Jak złapię jego ogon, będzie po walce...
Nagle słychać głos z góry...
- Oferma... Nie możesz wygrać!! Tylko ja mogę!!
- Piccolo??!! Świetnie... Nie czas teraz na głupie zabawy... Mój syn jest w niebezpieczeństwie!!
- Wiesz przecież dobrze, że tylko ja mogę go pokonać!!
- Ty?? A niby czemu??
- Nie mam słabego punktu...
- Słabego punktu?? - Goku zaczyna się drapać po głowie. Wygląda jakby myślał. Nagle rzuca okiem na krocze Piccolo... - Aha... chyba rozumiem co sugerujesz. Dobrze, zróbmy to!!
- Ok... Byleby szybko... Nie mam zamiaru tracić na to całego dnia. Mam lepsze rzeczy do roboty. Np. szydełkowanie. Robię sobie nową kapotę.
- No dobra... Więc lećmy!!
- Chwila!! Musimy sobie wymyśleć jakąś fajną nazwę. Przecież nie wlecimy tam ot tak. Będziemy musieli się przedstawić!!
- No to krzykniemy Goku i Piccolo przybywają!!
- No właśnie. I to będzie głupio brzmieć. I jak już coś, to będzie Piccolo i Goku, rozumiesz?
- Eee... A co to za różnica!?
- Ano taka, że jestem wyższy stopniem, ot co!! Nie można wymieniać ksywy totalnego jełopa jak Ty jako wizytówki!!
- Ok... Niech będzie tak jak Ty chcesz. Więc może "Drużyna A".
- Za dużo kreskówek oglądasz. Proponuję "Drużyna Szatana". Jak to brzmi??
- Hej!! A kto uczynił Cię szefem tego wypadu??
- Nie czas na takie dyskusje!! Wchodzisz w to czy mam iść dalej czytać Harlequina??
- Hmmmm... - Goku patrzy na Piccolo drapiąc się po głowie...
- Potrzebujesz Viagry na przyspieszenie pracy mózgu?
- Nie dzięki. Z moją głową jest jeszcze dobrze... Ok... Stoi. Przybij pionę, partnerze!!
- Nie będę macał Twoich brudnych łap...
- No Piccolo, nie bądź taki sztywny. Wyluzuj troszkę!!
- Zaraz wyluzuje Ci jelita w otrzewnej jak się nie zamkniesz... A teraz chodźmy... Przebywanie w Twoim towarzystwie przyprawia mnie o dreszcze.
- Drużyna Szatana!! Odlot!!
Goku wskakuje na chmurkę i razem z Piccolo lecą na spotkanie z Raditzem.
- Zaraz... a jak ich znajdziemy?? - Goku zatrzymuje się.
- Debilu, użyj głowy. Dzieciak miał Twoją grzechotkę, nie?
- Znaczy smoczą kulę?
- Nazywaj to jak chcesz...
- No dobra i co z tego?
- Ty naprawdę jesteś idiotą!! Wyjmij ten radar z majtek i zobacz, czy jakaś kula się nie rusza!!
- Hmmm... ok... - Goku grzebie w spodniach. Po chwili wyciąga radar. - O jest... - sprawdza coś na nim - jedna z kul rusza się... Chwila, staje. Jest całkiem niedaleko. Lećmy tam!!
- W którym kierunku??
- Eeee... Nigdy nie umiałem odczytywać kompasu...
Piccolo zatrzymuje się...
- Idioto!! Daj mi to!! - wyrywa Goku radar z ręki...
- Dobra, już dobra... Nie trzeba od razu się złościć!! Porobią Ci się zmarszczki i będziesz wyglądać jak Kami!!
- Nie mów przy mnie tego imienia!! Ten starzec!! Nienawidzę go!! Oby ta ospa ropna wypaliła mu tyłek, żeby nie śmiał siąść na moim przyszłym tronie!! Dobra koniec tego gadania. Lecimy na północ!! Powiesz jedno słowo, a Cię zabiję!!
- Ok... Nie musisz od razu demonstrować swojej siły... Niektóre rzeczy można załatwić po prostu rozmawiając!!
- Porozmawiaj z moją pięścią!! - Piccolo bierze zamach, jednak chybia. Jego spokojny lot zostaje zakłócony...
- Nie denerwuj się tak!! Sam zobacz do czego to prowadzi...
- Jak zaraz się nie zamkniesz to zrobię z mojej ręki knebel!!
- Ok... Już jestem cicho...
- Nareszcie... spokój...
Mija 30 sekund...
- Eeee... Piccolo...
- Co?? Miałeś być CICHO...
- Ale Piccolo...
- CO??!!
- Nic... tylko że... ja... jestem głodny...
- Teraz to naprawdę się doprosiłeś!! Danie główne - moja pięść!!
Goku wyraźnie przyspiesza, Piccolo leci za nim wymachując pięściami...

Raditz tymczasem pałaszuje sobie arbuza.
- Hmmm... Jaki pyszny i soczysty... Zaraz... gdzie poszedł ten brzdąc...
- Mój tata znajdzie Cię i zabije!!
- Tak, tak...
- Mówię prawdę!!
- Oczywiście!! Wierzę Ci...
- Zobaczysz jeszcze!!
- Teraz siedź cicho!!
- Nie!! Chcę do mamusi!! - Gohan zaczyna ryczeć...
- Dlatego właśnie nigdy nie chciałem mieć dzieci...
Raditz bierze Gohana na ręce.
- Już dobrze, dobrze... - przytula go. - Teraz PRZESTAŃ SIĘ MAZGAIĆ!!
Gohan wybucha płaczem.
- Ja chcę do taty!!
- Zaraz do niego trafisz!! Jak zjem Cię, planuje polecieć po kubełek jego krwi na popitę.
- Łeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Echh...
Raditz schodzi do swojej kapsuły. Daje Gohanowi klapsa i wrzuca go do środka...
- Teraz możesz płakać!! Siostrzeńcu...
Słowa Gohana są zagłuszone...
- Tak, tak... Też Cię kocham. Teraz idę po coś na rozpałkę. Zaraz... Co to za hałas?
- Nie Piccolo, już nie jestem głodny!! Naprawdę!!
- Chodź tu Ty!! Zabiję Cię!!
Goku i Piccolo lądują obok Raditza... Goku cofa się przed wściekłym nameczaninem i wchodzi na Raditza... Odwraca się i krzyczy:
- Aaa!! Wystraszyłeś mnie!! Eeee... Drużyna Banana!! Gdzie nasza noga stanie, zło się nie ostanie!!
Raditz spogląda na niego ze zdziwieniem.
- Chwilka... To chyba nie miało być tak...
- Oczywiście, że nie, idioto!! - Piccolo zakrywa ręką twarz. Widać na niej zdenerwowanie.
- Zaraz... Chwilka... O właśnie!! Oddawaj Gohana!!!
- Marchewko!! Widzę, że przyleciałeś z koperkiem. Jak miło z Twojej strony. Jesteście w samą porę na obiad...
- Marchewka!! Hahahaha - Piccolo zaczyna się pokładać ze śmiechu.
- Obiad??!! Powiedziałeś obiad?! Jestem głodny...
- Tak... Jako przystawkę podamy pieczonego smarka. A daniem głównym będzie zupa koperkowa.
- Mhm... Brzmi obiecująco!! Więc kiedy zaczynamy??
- Idioto!! On planuje zjeść Twojego syna i MNIE!! - krzyczy Piccolo.
- Co??
- Widzę, że chociaż jeden z Was jest w miarę inteligentny. - stwierdza Raditz.
- Tak, wiem. Marchewa to idiota!!
- Hej!! Licz się ze słowami!!
- Tak, tak... szukałeś chyba syna?
- O tak!! Teraz, gdy mi o tym powiedziałeś, uświadomiłem sobie, że właśnie po to tutaj przybyliśmy.
- Więc szukaj tego smarka a ja się nim zajmę...
Goku zaczyna chodzić i wołać "Cip, cip".
- Więc zielony ufoludek myśli, że sam pokona wielkiego Raditza?
- Wielkiego?? To, że masz coś, czego ja nie mam, nie znaczy, że jesteś od razu wielki...
- Dobra przejdźmy do sedna. Przyszedłeś się bić czy udawać błazna jak Marchewa?
- Przyleciałem tutaj na obiad... - uśmiecha się Piccolo, zdejmując delikatnie swój świeżo zrobiony na drutach strój.
- Więc wreszcie ktoś z jajami... Dalej!! Pokaż Raditzowi na co Cię stać!!
Piccolo znika. Pojawia się za Raditzem i pociera kroczem o jego tyłek.
- I co Ty na to?
- Moja być pod wrażeniem...
Raditz znika.
- Te gdzie poszedłeś?
- Jestem tutaj!! - słychać głos zza Piccolo.
Widać jak nameczanin nagle sztywnieje. Pada na Ziemię. Raditz poprawia swoje przyrodzenie, po czym szykuje się do uczty. Wyrywa jedną, potem drugą rękę nameczanina...
- No to na obiad są dzisiaj żabie udka.
- Hej Piccolo!! Znalazłem go!! Jest tam na dole w kapsule!! - słychać głos Goku.
- Twój przyjaciel Cię chyba nie słyszy...
- Ejjj, co mu zrobiłeś?
- Ja? Nic... Chyba za bardzo się podniecił tym wszystkim. Tak się chłopak przejął, że mu ręce odpadły.
- Aaa!! To jego ręce?
- Tak są bardzo smaczne. Chcesz gryza??
- Czekaj... Czas!!
- Jak chcesz braciszku. Ostatni posiłek jednak jest polecany. Potem przez jakiś czas będziesz mógł przyjmować tylko płyny z powodu braku uzębienia.
Goku podchodzi do Piccolo i cuci go.
- Nic Ci nie jest??
- Silny. Powalił mnie jednym ciosem odtylcowym. Nawet nie użył rąk!!
- To jak to zrobił??
- Heh... Mówiłem Ci, że nie mam słabego punktu - kłamałem...
- Nie rozumiem...
- To nawet lepiej.
- Więc jak go pokonamy?
- Hmmm... Mam pewien atak, który trenowałem, aby użyć go na Tobie. Lecz widzę, że niestety będę musiał zademonstrować.
- Eeee, Piccolo... Takie jedno pytanie... Jak masz zamiar użyć go bez rąk?
- Nie martw się o to... Zajmij go na minutę. Powinno starczyć.
- Ok... postaram się!!
- Więc ruszaj!!
Goku zaczyna biec w stronę Raditza.
- Już się stęskniłeś, braciszku?
- No pewnie... Tyle lat rozdzielenia. Zaczynałem wprost tęsknić.
Piccolo pochyla się tymczasem. Zaczyna napinać wszystkie mięśnie. Powoli staje się coraz większy. Bierze głęboki oddech.
Goku dobiega do Raditza i wymachuje przed nim pięściami.
- Coś cienko u Ciebie z celem braciszku... Było tyle nie pić.
- Ano było... a i te papieroski swoje robią.
- Więc teraz czas na mnie!!
Raditz wali pięścią w twarz Goku. Saiya-jin łapie się za nos.
- Ała!!!!!!!!!! Zobacz co zrobiłeś!!
Krew ścieka mu po rękach. Raditz się oblizuje.
- Grrrr... Zapłacisz mi za to!! KA-ME-HA-ME...
Goku wykonuje ruchy i koncentruje energię w ciele. Piccolo w tym czasie jest prawie gotowy do ataku.
- HAAAAAAaaaaaaa!!!!!
Fala energii leci na Raditza. Saiya-jin dmucha i odbija ją prosto na Goku. Ten zaczyna przed nią uciekać w popłochu.
- Hahaha. Ale show. Opłacało się lecieć taki kawał, żeby to zobaczyć!!
- Hej, Raditz!! Mam coś dla Ciebie!!
Raditz patrzy w stronę krzyczącego Piccolo. Ten z wypiętym tyłkiem stoi. Wszystkie jego mięśnie są napięte.
- Poczuj furię Nameczan!! Super działo, ognia!!
Z tyłka Piccolo wyłania się brązowe coś! Leci na Raditza z ogromną prędkością. Saiya-jin, jakby wystraszony, szybko schyla się.
- Ufff blisko było.
Kupa ląduje troszkę za nim.
- Ale smród... - mówi Raditz, zatykając nos. Dookoła niego zlatują się muchy.
- U... uniknął tego... - z przerażeniem w oczach stwierdza Piccolo. - Świetnie, co teraz?
- Więc czas żebym pokazał Ci pewną moją sztuczkę.
Raditz zdejmuje spodnie, wypina tyłek na Piccolo i skupia się. Między nogami widać mu "coś".
- A teraz patrz na ptaszka!!
Dyndający przedmiot działa hipnotyzująco.
- Ptaszek... Po tylu latach... wreszcie zobaczyłem ptaszka...
Najazd na głowę Piccolo, widok retrospekcji z przeszłości...
"Dwaj nameczanie siedzą sobie. Wyglądają jak ojciec z synem...
- Piccolo, muszę Ci coś powiedzieć...
- Tak tato!!
- Piccolo, jak każdy nameczanin, jesteś obojnakiem!!
- Tak tato!! Ale co to znaczy być obojnakiem??
- Widzisz synu... Wyjaśnię Ci to na przykładzie zwierząt.
- Tak tato!! Słucham!!
- Więc synu. Jest sarenka i jeleń. Wiesz czym się różnią??
- Tak tato!! Jeleń ma rogi!!
- Echhh... Jak Ty mało wiesz o życiu... Czymś jeszcze??
- No tak... Jeleń ma takie coś, czym sika.
- O widzisz synu... To właśnie jest ptaszek. I obojnaki tego nie mają.
- To źle czy dobrze??
- Źle synu... Opowiem Ci jak to było... Dawniej Nameczanie mieli płcie. Były kobiety i dla nich się żyło. Niestety, życie płynęło nam na rozpuście. Pewien Bóg się wkurzył i rzekł: <<Od dziś po wieczność nie dane Wam będzie rozkoszować się płcią przeciwną. Będziecie złączeni na zawsze i nigdy nie odczujecie przyjemności.>> I tak się stało. Z tego braku laku aż pozielenieliśmy. Noi teraz składamy jajka...
- Tato... A do czego służy ptaszek??
..."
Retrospekcja się urywa...
- Wreszcie zobaczyłem ptaszka!! To niesamowite!!
- Patrz na ptaszka... już prawie!! Już!! Leci!!
Słychać pierdnięcie!!
- Piccolo uważaj!! - krzyczy Goku i rzuca się na nameczanina. Upadają obaj na Ziemi. Coś przelatuje ze świstem nad nimi i trafia w górę. Po chwili cały szczyt rozpada się.
- Dzięki, uratowałeś mi życie...
- Tak, ale to jeszcze nie koniec...
- Wy!!! Mój piękny cios, on nie trafił!! Ktoś za to zapłaci!!
Nagle słychać wielkie bum!! To Gohan wcisnął jakiś przycisk i kapsuła kosmiczna Raditza zamieniła się w kapsułkę. Gohan zaczął biec w stronę taty. Raditz wszedł mu w drogę.
- Tato, tato!!
Widząc Raditza na swojej drodze, Gohan przygotował się do ugryzienia przeciwnika. Raditz instynktownie odsunął rękę. Gohan ugryzł go więc w przyrodzenie. Krzyk bólu przeszył okolicę. Gohan biegł jednak dalej, potknął się i przewrócił. Raditz zaczął skakać z bólu...
- Ty mały wypierdku!!
- Goku, teraz nasza szansa - zaczął Piccolo...
- Na co??
- Złap go od tyłu i trzymaj. Ja wypalę drugi pocisk. Akurat mi się zebrało!! Nie zwlekaj!!
Goku natychmiast pobiegł i złapał Raditza w Nelsona.
- Bracie, jak miło... Wreszcie dopełniasz tradycji rodzinnej.
- O czym Ty do mnie rozmawiasz??!!
- Teraz, zrób to teraz!! Jeszcze nie jest za późno!!
- Goku!!! Trzymaj go mocno!! Już prawie... - krzyknął Piccolo, przygotowując się do odpalenia rakiety numer 2.
- Bracie, chyba nie dasz mu nasrać mi na łeb?
- Czemu nie?? W końcu twoje życie zawsze było przesrane...
- Teraz Goku!! Już czas!! Super działo, ognia!!
Wielki wodnisty pocisk zaczął lecieć wprost na Raditza...
- Nieeee!! Nieeeee!!
- Eat Shit Mother Fucker!!
I trafiło!! Prosto w usta. Rozbryzgało się jeszcze. Raditz stracił równowagę. Goku nadal go trzymał. Raditz potknął się i upadł prosto na brata. Niefortunnie, przewrócili się prosto na wielki wystający z ziemi korzeń, który przebił ich klatki piersiowe...
- Bracie... Marchewa... Co zrobiłeś??
- Bleeee... ja krwawie!!! Ratunku!! Mam żonę i dziecko!!
- Przestańcie się mazgaić!! Dobrze wiesz Goku, że za miesiąc wrócisz, bo Twoi przyjaciele ożywią Cie smoczymi kulami.
- Ano tak... racja...
- Jakto?? Co to smocze kule??
- To takie kule. Jest ich siedem. Kto zbierze wszystkie, może coś sobie zażyczyć. Przyjaciele Goku zbiorą je i przywrócą Marchewą do życia.
- Chyba jednak nie... Przykro mi... Widzisz... To urządzenie... Transmituje... dźwięk... jest ich dwóch... wierni kochankowie... przylecą tu... wskrzeszą mnie... wiem, że tak będzie...
- Zamkniesz się w końcu?? Mam Cię dość!!
- Kiedy... kiedy to... nastąpi??
- Za rok... bracie... za rok...
Piccolo podniósł buta. Z wielkim impetem wdepnął we własne odchody na twarzy Raditza, miażdżąc ją doszczętnie. Krew chlapnęła mu na twarz.
- Kur... gdybym miał ręce, to bym sobie chociaż to wytarł...
- Hej Piccolo... zaopiekuj się Gohanem... proszę...
Głowa Goku opadła na bok. Jego ciało po chwili znikło...
- Jeszcze czego. Nie będę tracił czasu na tego rozpieszczonego gnoja. Echh... Muszę się przygotować do tych 2 co mają przylecieć. Czas najpierw jednak na nowy komplet rączek.
Piccolo zaczął się skupiać. Po chwili z barków wyrosły mu 2 nowe ramiona.
- Prosto ze sklepu... No cóż... Podrzucę gnoja do mamusi... A potem idę trenować.
Piccolo podniósł Gohana za fraki. Ten uderzył go z impetem w twarz w samoobronie. Piccolo odrzuciło na 10 metrów.
- Ja chcę do taty...
- Głupi cenzura!! Twój tata nie żyje!! Zdechł!!
Gohan wybuchnął płaczem...
"Jak ja się dałem wciągnąć w ten syf??" - pomyślał Piccolo, kiwając głową na boki.




Odcinek 2

Gdzieś w zaświatach nasz bohater pojawia się obok wielkiego zielonego obleśnego typka:

- Gdzie ja jestem? - pyta Goku.
- To zaświaty! - odpowiada Kami-Sama.
Obok ich dwójki przechodzą 3 sexi diabliczki. Goku zaczyna się ślinić i im machać.
- Goku!! Nie czas na to!
- Okej, okej!! - mówi odwracając na chwilkę oczy na Nameczanina, po czym powraca do poprzedniej czynności. Diablice puszczają mu buziaczki.
- Więc Goku. Umarłeś, ale masz nadal swoje ciało. To znaczy, że możesz tutaj trenować Kamsutrę, aby lepiej dogodzić tym dwóm kochankom Raditza i być może powstrzymać ich przed rozjebaniem całej Ziemi i zabzykaniem Twoich przyjaciół na śmierć. Rozumiesz?
Goku w tym czasie demonstruje swoje bicepsy diablicom. Kami podchodzi i ciągnie go za ucho.
- Goku! Bądź chociaż raz poważny!
- No już dobrze... - mówi zawiedziony.
- Więc jak już mówiłem... Umarłeś, ale masz nadal swoje ciało. To znaczy, że możesz tutaj trenować...
Wywód Kami-Samy przerywa chrapanie. Nameczanin łapie się za głowę. Dochodzą do chatki Yamy. Słychać z niej głośne jęki. Po wejściu zastają Yamę w dwuznacznej sytuacji.
- O Ty fe zboczeńcu!! Nauczę Cię, żeby nie próbować swoich sił z wielkim Królem Yamą!
- cenzura! Mój odbyt! - słychać zgiętego w pół na stole Raditza. Po jego twarzy widać wielki grymas bólu.
Goku i Kami pocą się z zażenowania. Yama zauważa ich i szybko łapie Raditza i rzuca nim o ścianę. Saiya-jin przebija się przez nią i trafia nad przepaść. Słychać jego pisk jak spada do piekła. Yama chowa interes.
- Więc w czym mogę pomóc?
Odpowiada mu głupia cisza... Przerywa ją po kilku minutach powiew wiatru...
- Nie mogę uwierzyć w to co widziałem. I pomyśleć, że jesteś jednym z Bogów! - odzywa się wreszcie Kami-Sama.
- Eeee... To nic naprawdę... Chyba miałeś jakieś halucynacje... Ja naprawdę nie tego... No... - Yama styka swoje palce wskazujące i robi głupią minę.
- Tylko poczekaj, aż Twoi przełożeni się o tym dowiedzą!
- Nie! Proszę! Tylko nie to! Stracę pracę i dupy nie będą już na mnie lecieć! Wiesz, bez kasy jestem zerem!
- Hmm... Może jakoś będzie się to dało załatwić...
Podchodzi i szepta Yamie na ucho:
- Gdy ten mały buraczek pójdzie spotkamy się w Twoim gabinecie.
Yama z uśmiechem na ustach pyta:
- Więc w czym mogę Wam pomóc?
- Ten oto tutaj młodzieniec chce spotkać się z Kaio i prosić go o trening w zakresie Kamasutry!
- Że co? Czy on oszalał?
- Nie, to jedyny sposób, aby uratować jego planetę!
- Aha... rozumiem teraz. - Yama przez chwilkę myśli - Czy wiesz, jakie czekają Cię wyzwania, chłopcze?
- Tak szczerze mówiąc, to nie... - odpowiada Goku.
- Więc najpierw będziesz musiał przebyć Drogę Węża. To około 9 miesięcy wędrówki bez bzykania. Twój cenzura niemal uschnie w międzyczasie!
- Co?! Jakoś może to przeżyje... Zawsze mogę walić gruszkę po drodze...
- Lecz to dopiero początek!
- A co dalej?
- Później dotrzesz na planetę. O ile dotrzesz! Dotychczas tylko jeden zdołał to zrobić. To byłem ja!
- A czemu nikomu się to nie udało?
- Pod Drogą... Są straszne widoki... Takie cipki... że szkoda gadać! A gdy zeskoczysz do nich... znajdziesz się w piekle. Nie daj się im więc zwieść!
- Wow!! Chyba zajrzę tam do piekła! Musi być super!
- Lepiej nie... Stamtąd nie ma wyjścia!
- Wow!! Uwięziony na wieki z masą cenzura cipek! To piekło to raj!! Królu Yama, a czemu Ty się nie skusiłeś...
- Ja? Eee... Nieważne!!
- Tylko mi nie cenzura, że naprawdę jesteś pedałem!!
- Nie! To nie tak... - na twarzy Króla Yamy widać zażenowanie - Po prostu... gdy byłem młody byłem mały, gruby, brzydki i szczerbaty... I wszystkie przede mną uciekały...
Goku i Kami próbują zahamować śmiech, lecz nie mogą. Yama widząc to odwraca się i idzie do swojego biura.
- Idź już stąd!! A Ty Kami do biura i to raz!!
Trzaska drzwiami.
- Więc Goku... powodzenia...
- Dzięki Kami... Tobie też...
Twarz Kami-Samy lekko buraczeje. Czeka aż Goku wybiegnie z pomieszczenia i zasuwa do biura. Po chwili słychać sentymentalne "Oh, Yama!" i "Oh, Kami!" zza drzwi. Akcja przenosi się na Drogę Węża. Goku wybiega na nią.
- O ja cenzura! Jakie cipki! - mówi patrząc w dół. - Już mnie tu nie ma!
Goku skacze na dół. Ląduje w kiślu. Jeszcze pod wodą zaczyna macać laski po cycach.
"Zaraz... coś tu jest nie tak..." - myśli.
Wypływa z niego. Rozgląda się. Kisiel jest pełen grubych, starych bab z zagrzybiałymi cenzura!! Wszystkie dochodzą do niego i ponętnie masują wszystkie części jego ciała.
- Aaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Głośny ryk poprzedza wybiegnięcie Goku z kiślu. Zaczyna uciekać na oślep. Tratuje dwa diabły, wbiega w pewne drzwi, nawet ich nie otwierając Po chwili wychodzi gdzieś po schodach w chacie Yamy i wbiega do jego biura.
- Oh, Yama!
- Oh, Kami!
- Oh, My God! - krzyczy Goku.
Dwaj pozostali zdają się go nie zauważyć. Goku szybko zasuwa z powrotem na Drogę Węża i pruje po niej z zamkniętymi oczyma...
Tymczasem na Ziemi:
Na stadionie baseballowym rozlega się głośny ryk komentatora:
- Proszę państwa, oto największa gwiazda naszego zespołu, Richard Lewis!
Zawodnik z kijem wybiega na boisko. Na ławce rezerwowych znajduje się jednak znajoma twarz:
- Ech... Znowu ten burak... - mówi Yamcha.
- Richard Lewis to mój idol - odpowiada mu jego latający przyjaciel.
- Co? Ten debil nawet piłki nie potrafi odbić!
- Jesteś po prostu zazdrosny! Jako jedyny gracz w zespole ani chwili nie grałeś w tym sezonie! Żadna laska nawet na Ciebie nie spojrzy. Pozostaje Ci tylko trzepanie kapucyna!
- Zamknij się Ty wredna mamejo!
Kłótnię przerywa jednak jakiś gość w czapeczce:
- Siema Yamcha, kupa lat!
- Ooo Krillin! Co tam u Ciebie słychać?
- Ech, stare dzieje... Nadal trzepie kapucyna na gazetkach Genialnego Żółwia. A Ty?
- No wiesz... Jak na prawdziwego bejzbolistę przystało, praktycznie codziennie mam inną.
Puar w tej chwili wybucha śmiechem i tarza się po ziemi. Zostaje jednak szybko wykopnięty daleko w przestworza przez wściekłego Yamchę.
- Więc Krillin, co Cię tutaj sprowadza?
- Echh... Jakiś gej przyleciał z kosmosu i normalnie Goku nie żyje, i no wiesz... Znowu musimy ratować Ziemię. I jakiś zagrzybiały burak wzywa nas na trening do jakiegoś swojego burdelu.
- Goku nie żyje? Chociaż zabzykał sobie przed śmiercią?
- Ta... ma żonę i dziecko... - Krillin mówi to z dającą się odczuć zazdrością.
- No dobra. Więc ruszajmy do tego burdelu!
- To nie całkiem burdel... No chyba, że lubisz murzynów.
- Chyba murzynki?
- Nie, nie... Zresztą zobaczysz na miejscu...
W innym zakątku, Piccolo z Gohanem zaczęli swój trening:
- Dzieciak, dzisiaj nauczę Cię do czego służy cenzura.
- Ale jak chcesz to zrobić? Przecież sam go nie masz!
- Nie pyskuj! Bo i Ty możesz zaraz nie mieć!
Gohan natychmiast w strachu staje na baczność.
- Więc pokaż co tam masz...
Gohan zdejmuje majty. Cenzura zasłania widok.
- Tak jak myślałem. Mały pyrtek. Będziemy musieli go wzmocnić. Najlepiej poprzez ostry trening. Zaczniemy już od dzisiaj!
- To co mam robić?
Piccolo uśmiecha się, odwraca tyłem i wypina tyłek.
- Pakuj... Czeka nas długi rok mały...
Tymczasem w pałacu Kami-Samy, gdzie właśnie przybyli najsilniejsi wojownicy Ziemi:
- Zgromadziliście się tutaj, aby wreszcie po tylu latach obijania się nauczyć się czegoś pożytecznego. W każdym z Was znajduje się potencjał. Zrobie z Was prawdziwych specjalistów - zaczął Kami.
W otoczeniu zdaje się słychać głośny śmiech.
- Co tak Was śmieszy?
Jedynym, który zdołał powstrzymać śmiech wystarczająco długo, by coś powiedzieć, był Krillin:
- Trenowani przez obojnaka...
Po czym zaczął się znowu pokładać ze śmiechu. Kami.
- Głupcy! Jestem ekspertem w tej dziedzinie. To właśnie dzięki mojemu treningowi Goku zdobył kobietę. Nie to co wy prawiczki!
- Ja sobie wypraszam! - wyszedł z szeregu TenShin.
- Właśnie! - zaraz za nim stanął Chaozu.
Wszyscy rzucili na nich podejrzane spojrzenie. Obaj spaleni jak buraki wrócili szybko ze skulonymi głowami.
- Więc zaczniemy trening już dzisiaj. Zebrałem właśnie Was, gdyż każdy z Was ma jakąś istotną zdolność: Krillin - masz łysy łeb, jesteś dość mały. W razie czego możesz zadowolić kogoś głową!
Z Krillina zaczęła lecieć para z nerwów, jego głowa stała się czerwona. Yamcha rozbił mu na łbie jajko.
- No to będzie zara omlet. Ktoś głodny?
Krillin szybko strząsnął z siebie jajko i obrażony na cały świat zeskoczył z wieży.
- Sam się potrenuje wy buraki!
- No cóż, jednego mniej. Yamcha - Twoja mała kuśka jest idealna do penetracji odbytu. Dzięki swojej smukłości mieści się tam bez żadnego problemu. Dodatkowo na większe otwory masz doświadczenie w używaniu kija bejzbolowego. Będziesz naszą tajną bronia.
- Hej! Ja chociaż mam kuśkę! Idę stąd! Nie dam się obrażać bezkarnie. Puar, pakuj manele.
Kami troszkę się zbulwersował, lecz nadal kontynuował wywód:
- TenShin, Chaozu. Wasze doświadczenie w stosunkach pedalskich będzie bardzo użyteczne w tym starciu. Szczególnie Ty TenShin. Lunch ugania się za Tobą od kilku już lat! A Ty i tak nie zdradziłeś swojego przyjaciela.
TenShin nie wytrzymał:
- NIE JESTEM GEJEM! Chaozu, idziemy stąd.
- Ale TenShin, gdzie?
- Do naszej chatki, gdzie w ciszy i spokoju będziemy mogli robić to co zawsze...
Obaj zeskoczyli z wieży.
- Esz, wszyscy się zmyli...
- Jakto? A ja?
Kami podniósł głowę z załamanych rąk.
- Yajirobe?
- W rzeczy samej. Słyszałem, że ten Twój czarny knypek nieźle gotuje. Jeżeli to prawda, mogę nawet trenować Kamasutrę. Mimo że nie interesują mnie ani kobitki, ani faceci.
"Beznadziejny przypadek, lecz cóż począć..." - pomyślał Kami, po czym podszedł do Yajirobe'a i zaczął objaśniać mu, jak ma trenować.
Tymczasem na Wyspę Genialnego Żółwia doleciał Krillin:
- Mistrzu! Mistrzu! Jesteś?
- Hihihi...
Odgłoś śmiechu zdaje się nadchodzić spod parasola. Krillin ostrożnie podszedł, gdy zajrzał za niego, został odrzucony przez jakąś maź, która wpadła mu w oko.
- Hihihihi...
Po ostrożnym jej usunięciu, Krillin podszedł po raz drugi. Zobaczył Genialnego Żółwia trzepiącego se kapucyna w najlepsze nad gazetką porno. Po chwili kolejny kropla wpadła mu do oka.
- Mistrzu, nie trzep kapucyna całymi dniami! Trenuj mnie...
Genialny Żółw na chwilkę przestał, spojrzał na Krillina, po czym powrócił do swoich czynności. Krillin zaczął skakać i obiegać go z okrzykami:
- No trenuj mnie!! Proszę!! Obciągnę Ci laskę!! Nie tylko nie znowu w oko!! No trenuj mnie!! Błagam... cenzura znowu!! ...
Minęło prawie 5 miesięcy. Goku biegnie gdzieś na Drodze Węża:
- Moje przyrodzenie... Jak zaraz czegoś nie zarucham, cenzura mi odpadnie... hmmm... ciekawe co to jest? - mruczy pod nosem Goku, zatrzymując się przed jakimś dziwnym domem - Strasznie zakurzone, ale tu coś pisze... B... U... R... D... E... L... Burdel?! Dokładnie to czego mi trzeba!
Goku błyskawicznie zboczył z Drogi i pobiegł w dal, do burdelu. W chwili, gdy zaczął biec, kurz opadł z tabliczki. Napis: "Burdel transseksualistów".
Goku zapukał delikatnie. Otworzyła wypaśna maniura. Goku od razu oczy z orbit wyskoczyły. Maniurze natomiast stanął... Goku od razu spostrzegł to.
- Witaj, jestem Księżniczką Drogi Węża, wejdź i pobaw się ze mną. - powiedziała głosem pełnym podniecenia, wyjmując swoją jedną pierś i oblizując sutka, po czym puściła do Goku oczko.
- Nie dzięki, nie gustuje w babochłopach... Macie tu może coś normalnego?
"Kurde, raz na 100 lat trafia się tu coś do zruchania... nie mogę go ot tak puścić..."
- Pewnie, maniury przyjeżdżają za jakieś pół godziny. Wejdź i poczekaj!
- O ja! Naprawdę mogę?
- Pewnie.
"Wejdź chłopcze, uśpię Cię moimi super ziółkami i zrucham w pupcie, a jedno ukłucie mojego wała zmieni Cię magicznie w geja... Zostaniesz tutaj na zawsze!" - złowrogi uśmiech pojawił się na twarzy "Księżniczki".
- Usiądź sobie na sofie i zdejmij te ciuszki, zaraz tu będą!
Goku rozebrał się do naga.
"Nie mogę się już doczekać! Maniury, kupa maniur, wszystkie moje!" - Goku zaczął się ślinić. Po chwili do pokoju wróciła "Księżniczka".
- Masz tu herbatkę, napij się, dodałam do niej specjalne zioła na erekcję, będziesz mógł dłużej!
W oczach Goku pojawił się błysk. Chwycił kubek z herbatą i jednym łykiem wydoił.
"Pij, pij królewiczu, zaraz się pobawimy..."
Oczy Goku powoli zaczęły się kleić. Po chwili spadł z sofy z wypiętą dupą.
- Haha!! Wreszcie, po tylu latach! Gdy Yama odszedł ode mnie, wszystko stało się tak nudne... Teraz wreszcie się pobawimy! Wacuś...
Księżniczka zdjęła portki i wyciągnęła interes. Stanęła za Goku i zaczęła oglądać jego ponętną, włochatą dupę. Już miała przystąpić do zabawy gdy...
- Zaraz a to co? Jakiś ślad po ogonku?
Pewien pomysł zrodził się w jej głowie. Pochyliła się delikatnie wzięła kikucika do ust, po czym ugryzła lekko. Oczy Goku otworzyły się szeroko. "Księżniczka" w strachu się podniosła. Goku czując łaskotanie jej wałka o własną dupę odwrócił się. Po chwili odzyskał świadomość.
- AAAAAAAAA!!!!!!!
Z przerażeniem w oczach zaczął cenzura dalej do Kaito...
"cenzura..." - pomyślała "Księżniczka" i zaczęła trzepać kapucyna...
9 miesięcy po śmieci Goku. Spokój na planecie Kaito ma właśnie zostać zakłócony...
- Grzesiu, koniec zabawy z Bubbles! Starczy na dzisiaj tego zbereźnictwa!
Małpka u stóp Kaito przestaje wibrować i turlikać się. Troszkę upaćkany w gównie świerszczyk otrzepuje się i wskakuje na ramię Kaito. Bubbles skacze radośnie wokół stóp swojego pana. Ten spokój i harmonię przerywa jednak głośne:
- AAAAAAAAA!!!!!!!
Pod stopami Kaito robi się nagle wielka dziura w glebie. Po chwili wyskakuje z niej Goku i chowa się za Kaito.
- Ratujcie! Jakaś baba z cenzura goni mnie już 4 miesiące!
- Goku, nic Cię nie goni! To tylko Twoja wyobraźnia...
- Zaraz, skąd znasz moje imię?
- Nie tylko Ty oglądasz japońskie kreskówki...
- Zaraz... Gdzie ja jestem? Kim Ty jesteś?
Kaito zrobił minę jakby się zesrał. Po chwili taką, jakby tylko czekał na to pytanie.
- Jestem wielki i potężny mistrz Kamasutry! Kaito!
Goku w mig znalazł się na glebie całując jego stopy:
- Trenuj mnie...
- Hmmm... No ok. Ale najpierw musisz przejść 3 testy... Pierwszy to sprawić, aby Bubbles zaczął skakać z podniecenia.
- Nie mów nic więcej mistrzu! Zrobię to tym oto palcem!
Goku z pewną miną wyprostował palec wskazujący, chwycił Bubbles na ręce i wsadził mu go do dupy.
"Łe obleśne..." - pomyślał - "ale czego się nie robi dla treningu.
Nagle małpa wypadła mu z rąk i zaczęła turlikać się po Ziemi. Po chwili zaczęła rosnąć do rozmiarów Goku.
- A teraz czas na drugi test... Bubbles czuje się podniecony, za chwilę zacznie Cię gonić, gdyż bardzo chce Ci się odwdzięczyć, hihi. Radzę uciekać... Ale nie martw się, jego transformacja trwa góra 3 tygodnie!
- Co? 3 tygodnie? - Goku zwrócił wzrok na małpę, która właśnie zbliżyła się do jego odbytu. - AAAAAAAA!!!!!!!! - krzyknął, po czym zaczął uciekać przed goniącym go Bubbles.
"Ten test pozwoli mu z pewnością podnieść swoją szybkość. Lecz to nic w porównaniu do trzeciego <<testu>>" - myśląc, Kaito spojrzał na Grzesia - "Kto wie, może ma talent chłopak... Być może to właśnie jemu uda mi się przekazać tajemnicę Kaitosutry - specjalnego stylu, którego sam nie jestem w stanie opanować!"
_________________

Chcecie się dowiedzieć jak Bóg stworzył wszechświat? Obejrzyjcie to video! ;]

Garstka ciekawostek!
 
 
 
BH Daimaouji 
SSJ 5


Wiek: 34
Posty: 4581
Wysłany: Pon Gru 26, 2005 8:47 pm   

OMG nie moge ale smieszny txt :lol: ale autor popelnil blad , Gohan jest BRATANKIEM (gdyz jest on synem jego brata) a nie SIOSTRZENCEM (Bardock , nie waidomo czy mial corke) Radima.

Najbardziej mi sie podoba ten txt z tym jak Radim chce ich zjesc i Piccolo jr smieje sie z imienia Kakarotta :lol:

A oto moja edycja

Vegeta : Dobra Hujrotto ty smieciu cenzura! Sluchaj bo nie bede powtarzal , gdy sajanowie sie rodza sprawdza sie ich moc , bachory z niska zalosna moca czyli twoja sa uznawani jako smieci , wiec trafiaja na nalezne im miejsce , innymi slowy , to wasze typowe Ziemskie "wyrzucanie smieci do smietnika" , gdzie ty jestes smieciem a ta niebieska kula ktora wy nedzni wiesniacy nazywacie "Ziemia" to smietnik
_________________
ozzy.4.pl <- chyba została zmieniona, szkoda

Piszcie do mnie BH , nie BH Daimaouji

"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma byc obraza , to chyba miales SIEBIE na mysli

Angela Buga 2008-2014
 
 
Dragon Fist 
A True Dragon


Wiek: 27
Posty: 529
Skąd: Złotów
Wysłany: Pon Gru 26, 2005 8:55 pm   

Autor nie popełnił błędu, to on napisał celowo, żeby czytelnicy mogli się pośmiać :]
_________________

Chcecie się dowiedzieć jak Bóg stworzył wszechświat? Obejrzyjcie to video! ;]

Garstka ciekawostek!
 
 
 
Wolak 
SSJ 5


Wiek: 33
Posty: 569
Skąd: Elbląg
Wysłany: Wto Gru 27, 2005 1:19 pm   

BH Daimaouji napisał/a:
OMG nie moge ale smieszny txt :lol: ale autor popelnil blad , Gohan jest BRATANKIEM (gdyz jest on synem jego brata) a nie SIOSTRZENCEM (Bardock , nie waidomo czy mial corke) Radima.

Najbardziej mi sie podoba ten txt z tym jak Radim chce ich zjesc i Piccolo jr smieje sie z imienia Kakarotta :lol:

A oto moja edycja

Vegeta : Dobra Hujrotto ty smieciu A JA UMIEM BLUZGAĆ!!!! Sluchaj bo nie bede powtarzal , gdy sajanowie sie rodza sprawdza sie ich moc , bachory z niska zalosna moca czyli twoja sa uznawani jako smieci , wiec trafiaja na nalezne im miejsce , innymi slowy , to wasze typowe Ziemskie "wyrzucanie smieci do smietnika" , gdzie ty jestes smieciem a ta niebieska kula ktora wy nedzni wiesniacy nazywacie "Ziemia" to smietnik


BH jak zwykle w świetnym humorze .''A JA UMIEM BLUZAC !!! '' to osławiony tekst .
_________________
Uwertura...

 
 
 
BH Daimaouji 
SSJ 5


Wiek: 34
Posty: 4581
Wysłany: Wto Gru 27, 2005 1:22 pm   

Hmmmmmmm? Co napisales zamiast tego @#$% a ja umiem bluzgac? Bo nie wiem :?
_________________
ozzy.4.pl <- chyba została zmieniona, szkoda

Piszcie do mnie BH , nie BH Daimaouji

"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma byc obraza , to chyba miales SIEBIE na mysli

Angela Buga 2008-2014
 
 
Dragon Fist 
A True Dragon


Wiek: 27
Posty: 529
Skąd: Złotów
Wysłany: Czw Gru 29, 2005 7:42 pm   

Dopiero się ziomki uśmiejecie przy następnej części, kiedy będzie drużyna kapucyna(wiecie co to jest kapucyn:]) =D
Zazwyczaj pod "a ja umiem bluzgać" kryje się słowo c.h.u.j. (za przeproszeniem)
_________________

Chcecie się dowiedzieć jak Bóg stworzył wszechświat? Obejrzyjcie to video! ;]

Garstka ciekawostek!
 
 
 
BH Daimaouji 
SSJ 5


Wiek: 34
Posty: 4581
Wysłany: Czw Gru 29, 2005 7:57 pm   

Dragon Fist napisał/a:
Zazwyczaj pod "a ja umiem bluzgać" kryje się słowo c.h.u.j. (za przeproszeniem)


1.My to wiemy :|
2.Nie pisze sie przypadkiem tego h.u.j? bo napewno pisze sie c.h.a.m
_________________
ozzy.4.pl <- chyba została zmieniona, szkoda

Piszcie do mnie BH , nie BH Daimaouji

"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma byc obraza , to chyba miales SIEBIE na mysli

Angela Buga 2008-2014
 
 
Wolak 
SSJ 5


Wiek: 33
Posty: 569
Skąd: Elbląg
Wysłany: Sob Gru 31, 2005 1:05 pm   

BH Daimaouji napisał/a:
Dragon Fist napisał/a:
Zazwyczaj pod "a ja umiem bluzgać" kryje się słowo c.h.u.j. (za przeproszeniem)


1.My to wiemy :|
2.Nie pisze sie przypadkiem tego h.u.j? bo napewno pisze sie c.h.a.m


BH jeśli chodzi o poprawnie ort. wypowiedź to pisze się :

c.h.u.j - h.u.j to błędna nazwa

ham -cham niby co miał oznaczać ,bo przez ch to nic .

A ty napisałeś na odrwót.

Przez tą cenzurę muszę kropki dawać (heh).
_________________
Uwertura...

 
 
 
Dae 
Zasłużony


Wiek: 29
Posty: 947
Skąd: Bukowno
Wysłany: Sob Gru 31, 2005 1:30 pm   

Fajne, tylko jak na mój gust za dużo bluźnierstw. To miało być chyba bardziej śmieszne, niż zboczone,, ale co tam...

A te słowa "A JA UMIEM BLUZGAĆ!!!" zastępują: Pier.dolić, h.uj, ch.uj, kur.wa i kilka innych(zależy od momentu), sam Rav wie najlepiej
_________________



Dołącz do gry! Naruto-Arena.com



http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
 
 
 
Dragon Fist 
A True Dragon


Wiek: 27
Posty: 529
Skąd: Złotów
Wysłany: Pią Sty 06, 2006 6:34 pm   

Hehe. Ogłaszam, że sam napisałem już 3 część opowiadania, tylko muszę mieć wystarczająco dużo czasu, aby ją przepisać....
_________________

Chcecie się dowiedzieć jak Bóg stworzył wszechświat? Obejrzyjcie to video! ;]

Garstka ciekawostek!
 
 
 
Maciej
SSJ 5


Wiek: 26
Posty: 564
Skąd: oni to mają :P
Wysłany: Pią Sty 06, 2006 6:37 pm   

Dragon Fist napisał/a:
Hehe. Ogłaszam, że sam napisałem już 3 część opowiadania, tylko muszę mieć wystarczająco dużo czasu, aby ją przepisać....

Wszyscy czekamy z niecierpliwością...
 
 
 
Rav 
;)


Wiek: 29
Posty: 660
Skąd: Szczecin
Wysłany: Pią Sty 06, 2006 7:14 pm   

Wolak napisał/a:
BH Daimaouji napisał/a:
Dragon Fist napisał/a:
Zazwyczaj pod "a ja umiem bluzgać" kryje się słowo c.h.u.j. (za przeproszeniem)


1.My to wiemy :|
2.Nie pisze sie przypadkiem tego h.u.j? bo napewno pisze sie c.h.a.m


BH jeśli chodzi o poprawnie ort. wypowiedź to pisze się :

c.h.u.j - h.u.j to błędna nazwa

ham -cham niby co miał oznaczać ,bo przez ch to nic .

A ty napisałeś na odrwót.

Przez tą cenzurę muszę kropki dawać (heh).


http://sjp.pwn.pl
_________________
...::: Keep Calm & Follow your Joy :::...
 
 
pp3088 
SSJ 5


Wiek: 28
Posty: 829
Skąd: Szczecin
Wysłany: Czw Lut 02, 2006 10:05 pm   

Czekam choć z deka zoboczone i miało błedy np.
Picollo mowił, że nie bedzie trzepal kapucyna, a potem, że go nie ma :?

Pozdro
_________________
Kris (18-07-2008 22:04)
Ja marzę, aby zobaczyć Pepsona bez koszuli *_*

Kocham Cię Patrycjo :*
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by razz & Saski