Poprzedni temat «» Następny temat
[FanFick] Shoukyo Sanryoukyou
Autor Wiadomość
Drake 
SSJ 3


Wiek: 28
Posty: 174
Skąd: Głuchołazy
Wysłany: Pon Lip 07, 2008 6:18 pm   

Jestem za a nawet przeciw
_________________
http://www.mist-village.zobacz.com.pl/ fajna stronka anime(duży download)polecam
http://www.otwieramy.pl/?p=140130 kliknij to mi pomoże:Pp
 
 
 
Bobercik 
SSJ 5


Wiek: 26
Posty: 2216
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pon Lip 07, 2008 7:19 pm   

Przeciw.
_________________

 
 
 
Kris 
Avanger


Wiek: 26
Posty: 1432
Skąd: Poznań
Wysłany: Pon Lip 07, 2008 7:30 pm   

Bobercik napisał/a:
Przeciw.


A to zabieram sie do pisania od jutra xD .
_________________



1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1934
Wysłany: Pon Lip 07, 2008 9:52 pm   

A ja czytalem juz cos czego nikt nie czytal :P

WIELKIE ZA KUR...CZE
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
Drake 
SSJ 3


Wiek: 28
Posty: 174
Skąd: Głuchołazy
Wysłany: Pon Lip 07, 2008 10:04 pm   

Kamasutre??
_________________
http://www.mist-village.zobacz.com.pl/ fajna stronka anime(duży download)polecam
http://www.otwieramy.pl/?p=140130 kliknij to mi pomoże:Pp
 
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1934
Wysłany: Pon Lip 07, 2008 10:11 pm   

Nastepna czesc fyfa ^^
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
Drake 
SSJ 3


Wiek: 28
Posty: 174
Skąd: Głuchołazy
Wysłany: Pon Lip 07, 2008 10:30 pm   

czyli jednak Kamasutre;p
_________________
http://www.mist-village.zobacz.com.pl/ fajna stronka anime(duży download)polecam
http://www.otwieramy.pl/?p=140130 kliknij to mi pomoże:Pp
 
 
 
Barni 
SSJ 5


Wiek: 25
Posty: 1894
Skąd: Golina City
Wysłany: Wto Lip 08, 2008 9:26 am   

Absolutnie.
_________________


.
 
 
 
Kris 
Avanger


Wiek: 26
Posty: 1432
Skąd: Poznań
Wysłany: Czw Lip 31, 2008 8:49 pm   

U mnie jutro znaczy za trzy miesiące XD.


EP 4 : Zonk xd
Było już późne popołudnie, słońce zmieniając swą barwę powoli zachodziło, tak jakby właśnie układało się do snu, a jaskrawe kolory miały tylko na celu oświetlenia kończącego się dnia. W tym świetle krążyła tylko jedna postać, której uśmiech był tak wielki, że mógłby on odbić każdy promień, który padał na jego twarz. Był to mały chłopiec, o jasnych włosach i brązowych oczach które w tym świetle nabierały koloru pomarańczowego. Młody chłopak wciąż biegł przed siebie patrząc na jakieś okrągłe urządzenie, które trzymał w ręku, wreszcie stanął w miejscu i wolną ręką sięgnął do kieszeni czarnych dresowych spodni. Wyjął z nich kredę, którą narysował linie ciągłą na ziemi, kiedy przerwał, chłopak wyprostował się i swoimi oczami przebiegł po całej okolicy. Dopiero teraz widoczna była długa rzeka, która tuż obok drogi swobodnie płynęła, urozmaicając krajobraz, w którym i tak przeważała zieleń. Teraz chłopaka stanął prosto i patrzył przed siebie, bowiem na całym widocznym obszarze, poza chłopakiem nie znajdowała się ani jedna żywa dusza, która mogłaby w CZYMŚ przeszkodzić temu dziecku. Młody człowiek podniósł rękę z urządzeniem do góry tak aby, coś sprawdzić, na ekranie widniał napis „100 m”, pod napisem widniał również inny napis z dość duża liczbą i jak każdy ćwiczący człowiek, mógł się domyślić, to urządzenie było niczym innym jak krokomierz, liczącym odległość, którą przebywa osoba, a także odległość, która w tym wypadku była priorytetem. Na twarzy chłopca pojawił się jeszcze większy uśmiech (o ile to możliwe), który całkowicie ukazywał jego nastrój, w tym stanie dziecko pochyliło się i przesunąwszy jedną nogę do tyłu, a obiema rękami opierając się ziemię, odepchnęło się z całej siły od niej widok lekko unoszącego chłopca nad ziemią wydawał się ciekawy, jednak… chłopiec zniknął, nigdzie nie było jego śladu, dopóty z daleka nie rozległ się głośny rozpaczliwy płacz, który z przejawami głośnego dziecięcego krzyku, nie spowodował pojawienie się pierwszego zainteresowanego.

-POMOCY !!! – dość głośny, jednak dziecięcy głos, nawoływał pomocy z rzeki, której siła prądu się wzmocniła. Nagle pojawił się wysoki mężczyzna w cienkiej beżowej kurtce i o wściekle fioletowych włosach, które jednak miały swój mocniejszy odcień. Z wody dobiegały nie tylko wołania o pomoc, ale także były widoczne ręce, młodego dziecka, które pod wpływem nacisku prądu, próbowały je odrzucić. W końcu mężczyzna o nie typowym kolorze włosów zjawił się przy rzece, jednak z jego tempa było widać, że nie spieszy mu się do ratowania kogokolwiek. Po niecałej minucie, która prawie kosztowała chłopaka życie (jednak wciąż się utrzymywał) człowiek zdjął swoją kurtkę i buty, poczym dość wolnym krokiem wszedł do rzeki. Mężczyzna chwile po wejściu do rzeki, wyciągnął chłopca i niosąc go na ramionach postawił na ziemi. Chłopak natychmiast zaczął kaszleć i wypluwać z ust wodę, której dość dużo dostało się do płuc. Młody nic nie powiedział, ponieważ wciąż kaszlał, widział jedynie gest mężczyzny, który unosi rękę przed siebie, tak jakby celował w zbiorowisko ludzi, które zebrało się w około.

- Kenbosho – wycedził przez zęby ostry głos mężczyzny, zamykając przy tym oczy. Kilka sekund po tych słowach, wszyscy zaczęli się rozchodzić jakby zapomnieli o całym wydarzeniu. Chłopak wreszcie przestał kaszleć, a jego oddech się ustabilizował na tyle, że zdążył zadać pytanie.
- łał jak pan to zrobił ? – dziecięcy głos tym razem łagodny odezwał się w kierunku, mężczyzny, który nietaktownie się na niego spojrzał – P..p – zająknął się – Pan widział co ja robiłem? – chłopiec znów zadał pytanie, nie wiedząc czy otrzyma na nie odpowiedź.
- Chłopcze…- syknął mężczyzna, któremu głos nie może zejść z tonacji – naprawdę uważasz, że ci na to odpowiem…?
- Nie
- A , więc… - każde zdanie wypowiedziane przez mężczyznę urywało się w środku, co powodowało, że chłopiec gubił się w jego słowach – twój limit to 80 metrów.. zapomnij, abyś przy braku ćwiczeń osiągnął więcej – w tej chwili mężczyzna ubierał buty – nie wspominając o tym, że szybkość jest zależna od źródła i wiatru – chłopiec był bardzo młody wyglądał na 7-8 lat, dlatego też często przytakiwał udając, że rozumie.
- Aaa… - ciągnął młody chłopak, który jakby nie wiedział o co chce się zapytać.
- Jeżeli chcesz się poprawić przyjdź jutro.. to samo miejsce – odpowiedział mężczyzna, który zniknął w obłokach dymu, na które nikt nie zwrócił uwagi.

***

Twarz całkowicie przysłaniała spływająca krew, której na macie było i tak wystarczająco dużo. Kroki chłopaka były chwiejne, jednak wciąż podnosił ręce, aby blokować nadlatujące ciosy, nie słyszał niczego, a jego oczy mimowolnie się zamykały. Jednak pomimo tego, że jego świadomość nie była w miejscu walki to Tristan ani razu nie upadł. Po chwili było słychać dzwonienie komórki wszyscy stanęli wyprostowani oprócz Tristana. Acer, Pitti, Visier, Ares oraz Drake spojrzeli na siebie mówiąc w jednym momencie
-To nie mój – nikt się jednak nie roześmiał, ale spojrzeli za to w kierunku komórki.
- To Tristana leży na stole przecież – odezwał się po chwili Visier, który podchodził do telefonu. W tym momencie wszyscy odwrócili wzrok, a pieść chłopaka znalazła się na twarzy Acera, który pomimo dobrego refleksu nie zdążył zablokować ciosu. Po uderzeniu Acer cofnął się kilka kroków do tyłu.

- Jak on to robi… - pomyślał chłopak o śniadej cerze, który bez względu na wszystko ruszył na chwiejącego się przeciwnika – za każdym razem, gdy mnie trafia ból rozchodzi się, aż do wnętrza – w tym momencie drugoklasista złapał nadlatująca pięść przeciwnika i pociągnął ją w swoim kierunku. Dzięki temu zagraniu Tristan zachwiał się i powoli zaczął upadać, jednak czekało go coś gorszego, kiedy czekał na upadek zauważył nadlatującą rękę przeciwnika, która po chwili wylądowała na jego twarzy, cios był tak mocny, że kierunek lotu chłopaka zaczął się zmieniać.

- Dzięki na to czekałem – szepnął wycieńczonym głosem chłopak, który ostatkami sił wyciągnął lewą rękę przed siebie. Ku zdumieniu wszystkich Tristan stał w pionie, jednak nie na nogach a na ręce, a jego noga lekko się odchylała, po czym szybko kierowała się w stronę przeciwnika. Acer był na tyle zaskoczony, że nie zdążył zablokować ciosu, w jednym momencie upadł Tristan i Acer, który na twarzy miał czerwony ślad nogi, która kilka sekund temu go uderzyła. Z nosa spływała mu krew. –Hah, już nie jesteś taki mądry – rzucił szybko chłopak, który pomimo starań nie mógł się podnieść.

- Podobno tylko Drake to umie.. więc jak on to robi – te słowa od pięciu minut przepływały przez głowę Acera – chociaż to się różni.. może nie, aż tak.. ale to nie niszczy – w tym momencie chłopak się uśmiechnął – poddajesz się? Czy wreszcie wstaniesz – słowa miały dawkę ironii, dlatego jego przeciwnik również się uśmiechnął. W końcu po niecałej minucie wstał Acer, bez problemu po prostu chciał trochę odpocząć, niestety jego przeciwnik miał większe problemy wycieńczenie i cisza która go otaczała była bardzo irytująca dla niego. Po pewnym czasie wstał, ale to jednak nie było nic dobrego.

-Tristan…- rozebrzmiał się załamany głos – t..ten policjant Sethor nie żyje- wszyscy obrócili się w stronę Visiera ponieważ te słowa wypowiadał on. Również większość była zdziwiona nie wiedzieli dlaczego to ma akurat Tristana obchodzić.
- Pha.. kogo obchodzi jakiś pies – powiedział Acer, który nie zdawał sobie sprawy, z tego co właśnie zrobił. Nie czekając na reakcję Tristana, chłopak ruszył na niego z całym impetem tak jakby miał zamiar go staranować, jednak podczas biegu pochylił do tyłu swoją lewą rękę, a gdy był przy swoim przeciwniku uderzył go z całej siły w twarz. Tristan nie odsunął się na krok, jedynie jego głowa zmieniła miejsce. W tym momencie na twarzy Acera pojawiło się zakłopotanie, jednakże rękę wciąż miał na twarzy przeciwnika. W tle rozległ się głos

-Vini – rzucił Ares, który w normalnej walce jako jedyny przegrał. Wiedział, że Pittiego się powinno liczyć inaczej.
- Vidi – powiedział Drake, krótko po słowie Aresa, widać, byli pewni, że to już koniec. W tym momencie Acer się uśmiechnął i chciał coś powiedzieć, jednak ktoś mu przerwał
- Weź tą rękę… – mocno odmieniony głos Tristana rozebrzmiał po sali, tym razem nie był to głos wycieńczony . Teraz wydawał się niby spokojny, a jednak było w nim dużo agresji, tak jakby zupełnie nowe pokłady siły znalazły się w jego ciele.
-Bo..? – spytał Acer z drwiną w głosie
- Bo już jej nie użyjesz – po tych słowach Tristan złapał prawą rękę Acera i ściskając nadgarstek zmusił chłopaka do odwrócenia się, gdy ten to zrobił Tris momentalnie chwycił drugą rękę i obalił na kolana swojego kolegę.
- Aaa!! Kur.wa co ty robisz!! – krzyknął Acer, którego twarz ukazywała że on sam odczuwa mocny ból. Tristian nie odpowiadając położył nogę na plecach Risusa. A jego ręce przybliżał w swoja stronę.
-Teraz zobaczysz swój błąd – mruknął Tristan po czym oderwał nogę od pleców Acera, po kilku sekunda rozległ się głośny krzyk.
***
- Czy aby to nie przesada ? – odezwał się donośny męski głos, który słychać było nawet u podnóża góry. Trzech mężczyzn ubranych bardzo dostojnie i elegancko stało przed wielkim i starym średniowiecznym zamkiem z którego wydobywały się jakieś dźwięki.
- Przesada powiadasz Habecie ? – odpowiedział mężczyzna stojący po środku – czyżbyś chciał mi powiedzieć, że robię błąd ?
-N… Nie – odpowiedział z trudem Habet, który poczuł się zmieszany – Nie śmiałbym tego powiedzieć w końcu jestem tu tylko dzięki pańskiej dobroduszności, proszę pana… - Po tych słowach rozległa się cisza tak pusta, że można by pomyśleć, iż czas w tym miejscu się zatrzymał. W końcu ten zastój minął.
- Ako-sama – odezwał się trzeci mężczyzna, który trzymając rękę przyciśniętą do piersi kłaniał się przed mężczyzną w środku.
- A tak, dziękuję Nikarze – odpowiedział na dźwięk swojego imienia Ako.

-Nicko nie Nikar – mruknął pochylający się mężczyzna. Jednakże Ako niedosłyszał jego słów i począł zbliżać się do bramy zamku, która automatycznie otworzyła się przed nim, jednak pierwsi weszli Habet oraz Nicko, dopiero po chwili Ako przeszedł przez próg zamku, a w komnacie rozległy się oklaski. Kiedy podniósł ręce one ustały. Rozglądając się po komnacie widział wielki stół, czerwony dywan, lampy i jedzenie i oczywiście ludzi. Jego błękitne oczy szybko przepenetrowały komnatę i naliczyły ludzi.

-Wszyscy ważniejsi ludzie są, jestem wzruszony, że pojawiliście się na spotkaniu – po tym krótkim przemówieniu wszyscy oprócz Ako zasiedli do stołu, ten wznosząc rękę powiedział swoim obojętnym tonem – Najpierw zaspokójmy nasz głód, a później porozmawiajmy o interesach – po tych słowach mężczyzna o czarnych krótkich włosach opuścił ręce. Stał jeszcze chwilę myśląc, że komuś pomysł może się nie spodobać i zaprotestuje, jednak nic takiego się nie stało, może ze strachu, a może dlatego, że każdemu to odpowiadało. Wszyscy wbili sztućce w swoje jedzenie i zaczęli jeść. Tak mijały minuty i kwadranse w końcu, ktoś rozpoczął konwersację, która w miarę z czasem nabrała takiego tempa, że aż żal byłoby ją przerywać. Tak więc kiedy odpowiednia chwila nastała Ako wstał, zastukał w swój pusty kieliszek po winie i ponownie rozłożył ręce zupełnie tak jak kościelny klecha.

-Wybaczcie mi, iż przerywam nasze pogawędki jednak – tak zaczynało się kolejne „niekończące” się przemówienie z których Ako był bardzo znany – jednak … Jak już mówiłem wcześniej, sprawy naszego, że tak się wyrażę biznesu, są rzeczą zdecydowanie pierwszorzędną, zaraz po obfitym posiłku rzecz jasna – w tej chwili przystanął ze swoją wypowiedzią i odsunął krzesło, wszystko to po to, aby się przejść – Kontynuując … jak wszyscy wiemy członkowie firmy Aoihoshi pomagają nam znaleźć specjalne dzieci oraz spadkobiercę kryształowej laski Agnusa Guttelshinera, dlatego też cieszę się, że jesteście tu z nami – W tym momencie Ako zauważył rękę w powietrzu. Podniósł ją mężczyzna, a może raczej chłopak dość cherlawy.
- Tak ? – Spytał zdziwiony Ako.
- Czy … czy nie łatwiej poszukać spadkobiercy po nazwisku ? – dziecinny głos wydobył się z człowiek, który dość niepewnie zadał to pytanie.
- Yun’o tak ? – spytał Ako.
- Tak – odpowiedział chłopak.
- Chłopcze miło, że wczuwasz się w ten temat, ale – w tym momencie na twarzy chłopaka pojawiła się lekka objawa strachu przed dalszymi słowami- Ale … Czy gdyby było to takie proste, to myślisz, że teraz byśmy o tym rozmawiali ? – Niestety chłopak był już na tyle zmieszany, że bał się odezwać.
- Tak więc – począł kontynuować Ako – jeżeli będziecie zainteresowani tą młodzieżą dokumentacje dostarczy wam Pan Senrai. Tak więc czekam na wasze nowiny na temat pieczęci, za 10 minut – W tym czasie wszyscy wstali od stołu i zaczęli rozmawiać ze sobą, a w tłumie zniknęli gdzieś Ako, Habet i Nicko. Yun’o podchodząc do jednego z mężczyzn, począł szeptać drżącymi wargami.
- Jack, to prawda … że nie mamy nic?! …
- Ciszej głupcze, jak ci życie miłe – powiedziała osoba imieniem Jack. On zaś nie przestał i mówił dalej.
- Ale co mi po ciszy jeżeli wieści są bolesne ?
Lecz w tej chwili odezwał się głos Senraia, który spoczął swą dłoń na ramieniu Yun’a.
- Kazuya patrzy na was.
Jack’a porwało nagłe uczucie strachu oraz duszności, przez chwilę sądził, iż Senrai chce ich tylko nastraszyć, gdyż przez cały czas nie widział Kazuyi w zamku.
- Jeżeli chcesz kogoś straszyć to rób to proszę delikatniej – powiedział Jack. On natomiast odpowiedział ze smutkiem w głosie.
-Chciałbym żeby był to żart, ale tych oczu nie da się nie zauważyć.
Jack począł nieznacznie spoglądać w stronę Kazuyi poczym poczuł się dziwnie. Senrai mówił prawdę Kazuya ukryty w cieniu pod ścianą patrzył swoimi oczyma w ich stronę. Na chwilę wzrok jego spotkał się z oczyma Yun’a który oddał kilka kroków do tyłu i upadł na ziemię, serce chłopaka ścisnęło się z przerażenia. Teraz oczy Kazuyi zaczęły dziwnie się świecić. Widać było dzikie i straszne czerwone źrenic, ktoś mógłby powiedzieć, że te oczy nie mogą należeć do człowieka a jednak. Cisza jaka ogarnęła salę nie trwałą długo, gdyż drzwi za Yun’em się otworzyły, a wszedł przez nie Ako, w końcu wychuł potężny i groźny głos należący do Kazuyi.
-Ako … ty sobie żartujesz, smarkacze nam potrzebne do pieczęci ?! – Na Sali ponownie nastąpiła cisza, która trwałą krócej niż ostatnio – Sam zrobię ze wszystkim porządek … - powiedział już spokojnym tonem – banda nieudaczników … - Kazuya wyszedł z cienia, a ku oczom wszystkich ukazał się mężczyzna o śnieżnobiałych postrzępionych włosach i niebieskim skurzanym płaszczu. Podchodząc do drzwi uderzył w nie nogą, a te otworzyły się przed nim. Biegnąc rzucił się w przepaść stromej góry.
- Możemy przejść dalej ? – spytał Ako.

***

Wybiła godzina 20 na ulicach zapadł zmierzch, a jedyne co oświecało drogę było tak wysoko, że nikt nie mógłby tego dotknąć. Gwiazdy i księżyc pokazywały dziś swe prawdziwe piękno z którym nikt ani nic nie mogłoby konkurować. Z oddala jednak nadchodziły kroki, a także rysowała się sylwetka dość szczupła z długimi włosami mogła być to kobieta. Jednak gdy światło księżyca padło na twarz postaci ukazał się chłopak o rudych włosach, był to Taryen. Księżyc wciąż oświetlał jego twarz tak jakby wzrok będący światłem przyglądał się mu. Wszystko to trwało długo, nawet ten spokój na ulicy.
- Dlaczego – spytał się sam siebie Taryen – dlaczego nic się nie stało, nikt się nie skontaktował – chłopak wpatrywał się w ziemie – jestem głupi, wierze w coś czego mnie ma.. ktoś zrobił sobie żart … - Dae skręcił w najbliższą uliczkę – no ale, gdyby nie ta moja wyobraźnia byłoby nudno – tak krocząc, mineła godzina i następna wreszcie Taryen zaszedł przed budynek swojej szkoły i usłyszał jakiś hałas. Biegnąc za budynek szkoły zauważył coś niespotykanego, były to potwory o 4 nogach i strasznymi pyskami. Po mimo tego chłopak stał spokojnie i przyglądał się im uważnie. Na jego nieszczęście zauważył kogoś jeszcze, człowieka z lanca, który zabijał potwory. Oglądając to chłopak zrobił kilka kroków w tył i … potknął się co skutkiem był głośny upadek co zwróciło uwagę mężczyzny, który zniknął z oczu Taryena. Ten natomiast pośpiesznie wstał i zaczął uciekać – CO TO BYŁO ! – powiedział w myślach i centralnie wbiegł na ściane odbijając się od niej złapał prawą ręką rusztowanie i wciągnął się do góry – Co teraz …- zapytał głośno, poczym zobaczył otwarte okno 10 metrów przed sobą. Szybko ruszył przed siebie i wskoczył do budynku przez okno. W końcu był wewnątrz i usiadł na korytarzu pod ścianą – tu mnie nie znajdzie – powiedział z ulgą.
- Jesteś pewien?- przed rudo włosym chłopakiem pojawił się mężczyzna o zielnych włosach z lancą, którą po chwili machnął do przodu. Taryen wystawił ręce, aby się chronić. Jednak ostrze lancy przebiło ręce i wbiło się w oko. Nagle rozległ się głośny krzyk – Nie trafiłem… starzeje się – mruknął człowiek z lancą, poczym wyrwał ją i wbił ponownie jednak teraz prosto w serce, ściana pokryła się krwią – No.. tak już lepiej.
_________________



1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
 
 
krova 
SSJ 5


Posty: 1188
Skąd: szczytno
Wysłany: Sob Sie 02, 2008 10:01 am   

Cytat:
EP 4 : Zonk xd


To dedykacja do mnie, czy cos takiego? :d

w rzeczy samej
_________________


-Jest jakaś miara szczęścia?
-Tak, promile.

Ostatnio zmieniony przez Kris Sob Sie 02, 2008 11:05 am, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1934
Wysłany: Sob Sie 02, 2008 9:54 pm   

Pro ep :D . Czekam na nastepne. Fajnie mi sie czyta.
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by razz & Saski