[FanFick] Saiyan Power Forces

Jeśli stworzyłeś coś ciekawego i chcesz się tym podzielić, zamieść swoją pracę w tym dziale.

Moderator: Moderatorzy

ODPOWIEDZ

Czy podoba Ci się Mój FanFick?

Tak, cały jest fajny!
23
66%
Poszczególne odcinki(odpowiedź w poście)
1
3%
Nie, coś Mnie wogóle do niego nie ciągnie...
0
Brak głosów
Nie czytałem
8
23%
Jest beznadziejnie beznadziejny! Po co wogóle go piszesz!?!
3
9%
 
Liczba głosów: 35

Awatar użytkownika
AnimKing
SSJ 5
Posty: 685
Rejestracja: czw lis 23, 2006 12:07 pm
Lokalizacja: z domu

Post autor: AnimKing »

Kurde Dae kiedy Będzie Następny Odcinek ??
Ostatni Post BYł 4 Kwietnia A Dzisiaj Jest 23 Kwiecień Dae Pisz Dalej Ten FF Nie Może Się Tak Skończyc
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Jest wiele powodów, a raczej przyczyn, dzięki którym nie piszę, są to m. in.:

- Mało czasu na kompie(super, siedzę pierwszy raz od trzech dni ^^)
- Brak weny twórczej(oj, gromadzi się ta wena, gromadzi ^^)
- Powód: Acer - on już wie dlaczego i niech to zostanie nasza tajemnica(narazie ^^)

Dzięki temu postowi biorę się od razu za pracę. Przynajmniej widzę, że komuś zależy na FanFicku ^^
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
AnimKing
SSJ 5
Posty: 685
Rejestracja: czw lis 23, 2006 12:07 pm
Lokalizacja: z domu

Post autor: AnimKing »

Dzięki temu postowi biorę się od razu za pracę. Przynajmniej widzę, że komuś zależy na FanFicku ^^
Założę Się o 100 Zł Że Nie Tylko Mi Zależy xD

Dawać Chłopaki CHodzcie Tu U Mówcie Że Wam Też Się Podoba !! xD
Awatar użytkownika
Bobercik
SSJ 5
Posty: 2940
Rejestracja: pn lut 13, 2006 7:02 pm
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Bobercik »

AnimKing pisze:
Dzięki temu postowi biorę się od razu za pracę. Przynajmniej widzę, że komuś zależy na FanFicku ^^
Założę Się o 100 Zł Że Nie Tylko Mi Zależy xD

Dawać Chłopaki CHodzcie Tu U Mówcie Że Wam Też Się Podoba !! xD
Szczerze? Fan fick jest zdecydowanie najlepszy na forum, ale mam zaległości w postaci chyba trzech odcinków. Brak czasu i chęci na długie czytanie. Poza tym psuje mi się wzrok a nie mam ochoty na okulary. Podczas zbliżającego się wolnego postaram się przeczytać odcinki.
Obrazek
Awatar użytkownika
Mark
SSJ 2
Posty: 101
Rejestracja: ndz lut 04, 2007 10:17 pm

Post autor: Mark »

wiesz co Dae dopiero teraz chciało mi się powiedzieć jedną rzecz chodzi o moje Sexy Jutsu to Naruto chciał zamienić się w kobietę a ja nawet nie wiedziałem co ta technika robi bo wiesz że to zwyczajna transformacja
Awatar użytkownika
Dyninio
Wojownik z Kaioukenem
Posty: 34
Rejestracja: czw lut 15, 2007 2:33 pm
Lokalizacja: ZaDupia

Post autor: Dyninio »

Czekam.... Niemam co czytac ostatnio :P :wink:
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Siedze mniej na komputerze, więc mniej często mogę pisać. Dlatego w przerwach między odcinkami radzę studiować podręczniki do szkoły ^^

Working 24% następnego odcinka zrobione
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Rozdział XXXXX - Ragh nar Rogh - part II

"Koniec świata, koniec wszystkiego... Zbliża się wielkimi krokami, kiedy nastąpi? Nikt nie wie, pewne jest, że tuż przed nim nastąpi walka, ostatnia walka dobra ze złem. Ragh nar Rogh... Tak już było, w innym wymiarze" - przypominał sobie Daegurth to, co raz udało mu się przeżyć. Zupełnie fartem, tylko przez to, że przypadkowo uciekł, jak tchórz, bojąc się pomóc swoim przyjaciołom. Jednak wciąż nie było za późno. Wyciągnął zza płaszcza dziwną czarną kostkę, która była jakby ze szkła. Wewnątrz widniał prawie tylko mrok, gdzieniegdzie widać było jakieś małe, białe kuleczki. Wszystko bardzo wolno się kręciło. Mogłoby to przypominać wszechświat, gdyby tylko nie było takie małe.
- Co to jest? - nie wytrzymał Radek patrząc na dziwny przedmiot w ręku Saiyana
Ten obrócił się w jego stronę, spojrzał mu prosto w oczy. "A co tam, skoro wszystko może się powtórzyć, tym razem może mi się nie udać... Powiem" - głęboko zastanawiał się Daegurth
- Słuchaj Radek, będziesz musiał mi pomóc w treningu. W zamian za to wyjaśnie ci wszystko - powiedział Daegurth - Więc, chcesz wiedzieć co to za przedmiot?
- Yhm - kiwnął głową Radek potwierdzając
- Powiem sam koniec, powinieneś zrozumieć - zaczął opowiadać Daegurth - Kiedyś przypadkowo przeskoczyłem w inny wymiar, jednak zaczęło robić się nie miło. Bo widzisz, po kilku latach zaczęła się swego rodzaju wojna, ostatnia wojna jaką pamięta tamten świat...

Daegurth odskoczył, gdy przed nim powietrze zaczęło drgać. Było ciemno, bardzo ciemno, choć godzina wczesno południowa, to widoczność była znikoma. Nawet chmur na niebie nie sposób było zobaczyć, za to mrok, z którego co chwila wyskakiwała jakaś dziwna istota znajdował się na ich miejscu rozciągając się po całej szerokości nieba.
- Vinid! - zawołał ktoś głośno zza Saiyana, który natychmiast się obrócił. Mianowicie, był to Derith, przyjaciel Daegurth'a.
Wskazywał ręką w stronę wielkiej czarnej dziury, która zaczęła wchłaniać wszystko. Saiyan przyglądając się jej szeroko otwarł oczy ze zdumienia. Rozrywała wszystko, a następnie wciągała w swoje wnętrze. "Co.. Co to jest!?!" - zadawał sobie pytanie nie mogąc się ruszyć.
Poczuł, że ktoś szarpnął go za ramię. Natychmiast się ocknął, obrócił głowę. To Tewry, jeden z jego przyjaciół.
- Midri! - zawołał chłopak podnosząc miecz i próbując rzucić nim w czarną dziurę, przez którą oręż przeleciał jak przez okno i zniknął w jej wnętrzu.
Nie robił tego bez przyczyny. Dziewczyna, której imie wykrzyczał, była wciągana przez dziwny czarny obłok. Ledwie trzymała się drzewa, które po chwili oderwało się od ziemi. Mknęła teraz w stronę dziwnego obłoku mroku patrząc w stronę oddalających się od niej przyjaciół. Jej łzy wleciały w ciągu chwili do wnętrza czarnej dziury i zniknęły w jej bezdennym, wydawałoby się, wnętrzu.
- Vinid! - wykrzyczała imię Midri licząc, że ten chłopak ją uratuje. Zawsze w niego wierzyła, nie, nawet więcej. Nie była do niego obojętna, chciała by ją teraz uratował, nie wierzyła, że to zrobi, choć prosiła o cud, który... nastąpił.
Nagle Vinid Frethar znalazł się tuż za Midri, objął ją i zatrzymał się w powietrzu, jakby czarna dziura na niego nie działała. Wokół wiszących na niebie osób pojawiła się błękitna aura, ogromna, co najmniej trzy razy większa od samej dziury, która wisiała nieopodal na niebie. Dwie ogromne siły zaczęły się ze sobą mierzyć, nikt nie wiedział która wygra, nikt nie spodziewał się zakończenia.
- Ta chakra... Jest niesamowita! - powiedział Roth patrząc w niebo - Vinid... Ukrywałeś ją sprytnie... ale dlaczego?
Midri spojrzała na twarz trzymającego ją chłopaka. Po czole płynęła kropla potu, widać było, że szybko się męczy. Pochylił się do przodu i wraz z dziewczyną zaczęli zbliżać się do powierzchni Ziemi. Midri zamknęła oczy i przytuliła mocno Vinida, który zaczął się chwiać na lewo i prawo.
"Cholera! Nie daje rady!" - myślał zdając sobie sprawę, że nie wytrzyma długo.
- Midri... - Vinid starał się coś powiedzieć, jednak jedyne co zdołał wybełkotać później, to tylko jedno słowo - przepraszam...
Puścił dziewczynę i obiema rękami odepchnął ją od siebie. Ta wbiła się w powierzchnię ziemi, a Saiyan został wciągnięty w czarną dziurę. Prawie. Zanim to się jednak stało, zobaczył coś. Takich chmur pojawiło się więcej, kilkanaście, później następne. "Tak wygląda koniec końców..." - pomyślał wpadając w otchłań. Zamknął oczy, wypuścił powietrze z płuc, wydawałoby się, że stracił nadzieję...
- Shingan! - nagle zawołał wciągając powietrze do płuc i otwierając oczy
Nikt nie mógł spojrzeć mu prosto w oczy, dlatego nikt nie zobaczył tych kręcących się źrenic, wyglądających zupełnie jak czarna dziura, która była tuż za nim. Nagle, wszystko, dosłownie wszystko, zaczęło falować.
- Co się dzieje!?! - zapytał Derith stojący obok Tewry'ego
- Nie wiem! - odpowiedział szczerze chłopak który stracił miecz patrząc na swoją rozmazującą się dłoń
Vinid Frethar zamknął oczy i szybko je otwarł. Wszystko niespodziewanie zaczęło w niego wlatywać, zataczając wokół niego okrąg. Wszystko, prócz stojącej za nim czarnej dziury i kilku podobnych po bokach. Gdy już wszystko znikło, zostały tylko dziwne obłoki i Daegurth wiszący w powietrzu. Zakrztusił się, zakasłał dwa razy wypluwając krew.
Powoli, z ledwością, podniósł ręce. Pustka, która była wokół niego, wydawałoby się, że falowała. Nagle zniknął, rozpłynął się w powietrzu, a czarne dziury eksplodowały...

-..., przytomność odzyskałem w innym wymiarze, a raczej w miejscu, gdzie powienien być - kończył opowieść Daegurth - W rzeczywistości była tam pustka, gdzie czas się zatrzymał. Sam nie wiem ile tam byłem, ale tam właśnie stworzyłem swój miecz.
Uniósł w powietrze swoją oburęczną klingę i przyjrzał jej się głęboko. Wiedział, że już za niedługo będzie musiał jej użyć w najszerszym tego słowa znaczeniu, musiał być gotowy. Nie miał tego miecza w ręku od kilku lat, nie wiedział, czy będzie w stanie nim walczyć.
- Dlaczego się zatrzymałeś? - zapytał Radek wyciągając Daegurth'a z transu
- Przepraszam, zamyśliłem się - odparł Saiyan odkładając miecz na plecy - Chodźmy, zaraz po tym jak coś zjemy możemy iść dalej trenować.
Radek kiwnął głową.
Nie minęło dużo czasu, gdy Daegurth zaczął się rozglądać wokół. Wreszcie wykrztusił to, co myśli.
- Będziemy mieli gości - pomyślał na głos - Poznasz ich już za niedługo...

[center]***[/center]

Groly nagle pojawił się w domu Hebrida, a obok niego chłopak o czarnych włosach. Stał i patrzył w jedno miejsce, przed siebie. Nigdzie indziej, nawet na moment nie odwrócił wzroku w inne miejsce. Zupełnie jakby nie interesowało go wszystko wokół.
- Groly... - powiedział Daegurth wstając - Dziękuję
Saiyan do którego mówił nic nie odpowiedział, tylko kiwnął głową.
- A co to jest? - zapytał Bobercik widząc bransolete na ręce chłopaka
Była naprawde piękna, wykonana z jakiegoś dosyć ciemnego metalu, pośrodu widniał dość duży kryształ. Wcześniej nikt na nią nie zwrócił uwagi.
- Nie ruszaj - powiedział Rauko wstając
Jednak to nie powstrzymało ciekawskiego Bobercika, chciał zobaczyć ją z bliska. Podszedł więc pod czarnowłosego chłopaka i sięgnął po nią. Nagle dostał ręką w okolice szyi, chwycił się natychmiast rękami za nią nie mogąc oddychać. Upadł na podłogę, po której kręcił się z boku na bok. Dopiero po paru minutach mógł znów oddychać.
- Coś ty zrobił, chciałeś go zabić!?! - zawołał momentalnie Kris podchodząc bliżej chłopaka
- Mógł poczekać aż odpowiem, a nie dotykać swoimi brudnymi rękami - odezwał się chłopak nie odwracając głowy, która wciąż była skierowana w jedno miejsce.
Bobercik powoli się podniósł, wciąż jednak trzymał się za szyję, a jego twarz nieco się zarumieniła.
- Prawie mnie zabiłeś o taką głupią rzecz - powiedział
- Wiedziałem, że to cie nie zabije - odezwał się chłopak
Daegurth podsumował w myślach to co zobaczył i teraz usłyszał - było w tym troche racji. Widział uderzenie, jakie wykonał ten czarnowłosy chłopak, było pewne i dobrze mierzone, co najwyżej Bobercik straciłby przytomność na dłuższy czas, ale przeżyłby.
- A co gdyby zabiło!?! - zapytał Adrian, który jak dotąd wydawał się spokojny - Wtedy nie byłoby tak miło, prawda!?! Następnym razem uważaj co robisz, albo dostaniesz po gębie!
- Adrian, spokojnie, on jest moim gościem - odezwał się Daegurth - A Bobercik niech uzna to za część treningu.
- Ale... - nie zdążył nic powiedzieć Adrian, gdyż Daegurth mu przerwał
- Żadnych "ale". Idź lepiej poćwicz - odezwał się Saiyan
- Właśnie tak zrobię! - zawołał Adrian patrząc na leżącego Bobercika - Wyćwiczę tego gnojka!
Adrian rzucił się na czarnowłosego chłopaka biorąc dość duży zamach. Uderzył - przynajmniej zdawało mu się, że uderzy, tak naprawde jego cel schylił się, po czym obiema rękami mocno uderzył Adriana jednocześnie go odpychając. Ten zatrzymał się dopiero po odbiciu na sufitu, gdy uderzył w podłogę. Chłopak bez źrenic stanął w lekkim rozkroku z dosyć luźno ustawionymi rękoma. Wydawało mu się, że to jeszcze nie koniec.
Adrian podniósł się natychmiast, lecz chwilę po tym upadł chwytając się za miejsce w które dostał. Leżąć i zwijając się z bólu zadawał sobie jedno jedyne pytanie: "Jak!?!".
"Dosyć tego, Adrian ma rację!" - pomyślał Dyninio, jak i Kris. Kim jest ten chłopak, że może tak nimi poniewierać? Czas dać mu nauczkę, pokazać mu ile są warci.
Dyninio doskoczył do nieznanego mu chłopaka, Kris stał tuż za nim. Jako pierwszy uderzył ten drugi, Kris, nagle wyskoczył zza Dyninia uderzając szybko, pięścią u prawej ręki. Może to było i szybkie, jednak dla chłopaka, który miał oberwać, stanowczo za wolne. Złapał ręke która się do niego zbliżała i pociągnął, po czym obrócił. Kris mimowolnie uderzył Dyninia w twarz z nogi, po czym chłopak popchnął trzymaną ręke tak, że jej właściciel upadł na leżącego Dyninia.
Daegurth wstał powoli z tapczanu, na którym, jak dotąd, siedział, po czym się odezwał:
- On się tylko broni, a tak dostajecie po tyłkach... Wybacz im, to moi jeszcze nie do końca dorozwinięci uczniowie - odezwał się Daegurth - Ani nie potrafią się zachować, ani walczyć
- Przeprosiny przyjęte - odezwał się chłopak - Jeszcze ktoś?
Radek kątem oka spojrzał na swojego mistrza, Rauko, który kiwnął minimalnie głową. Wtedy młody pół-saiyan uśmiechnął się, po czym momentalnie, w mgnieniu oka, znalazł się za chłopakiem ubranym w czerń. Pół-saiyan uderzyłby chłopaka prosto w głowę, gdyby ten nie zrobił niewielkiego pół obrotu, po którym wystawił jedną ręke w bok uderzając Radka. Fakt, uderzył go, ale w ręke gotową do obrony. Pół-saiyan schylił się robiąc kopniak z obrotem wokół własnej osi, jednak jego cel uniknął w bardzo efektowny sposób. Wyskoczył bowiem w powietrze robiąc salto z wyprostowanymi nogami(patrz: Doubleleg). Wzrok Radka powędrował za przeskakującym go chłopakiem, który będąc jeszcze w powietrzu złapał go obiema rękami i rzucił. Radek nie mógł nic zrobić, poleciał z dość dużą siłą w stronę ściany, jednak zdołał się od niej odbić. Z ogromną prędkością leciał w stronę nieruchomego chłopaka wbijającego w niego swoje dziwne oczy, jakby bez źrenic. W pewnym momencie ruszył się, wystawił obie ręce nieco na bok, nogi przybliżył do siebie.
- Kaze... - zaczął powoli i dość cicho chłopak lekko uginając palce, po czym powiedział trochę głośniej - ...shirdu!
Obrócił się, bardzo szybko, potem po raz kolejny i kolejny. Robił tak wiele tych niezwykle szybkich obrotów, że trudno było je zobaczyć, co dopiero policzyć. Powietrze wokół ledwo widzianej sylwetki wirującego w miejscu chłopaka zaczęło drgać, falować, jakby miało zaraz się rozpłynąć. Radek był już bardzo blisko, przyspieszył... Nagle poczuł, że coś, albo ktoś ciągnie go do tyłu. Obrócił się, za lewą ręke trzymał go Rauko, za prawą Daegurth. "Co jest, cholerka!?!" - zastanawiał się. Saiyan w czarnym płaszczu nie odpowiedział, ale nawet pokazał dlaczego tak zrobił. Sięgnął do kieszeni po metalowy nóż.
- Jest na tyle twardy, że nie przebiłby go promień skupionej ki - powiedział Daegurth, po czym drugą ręke wystawił i wystrzelił z koniuszków palców błękitny promień w sztylet, który ledwie troszkę się zarumienił - A patrz teraz.
Saiyan wrzucił trzymany w ręku niesamowity sztylet do wirującego kręgu powietrza. Początkowo nie było widać zupełnie nic, sztylet leciał jakby nigdy nic, gdy jednak przeleciał trzydzieści centymetrów, to nagle się rozleciał, a jego szczątki z ogromną siłą odleciały we wszystkie strony. Na szczęście nikt nimi nie dostał.
Chłopak przestał się kręcić, podłoga pod nim nawet nie wyglądała źle, gdyby nie to, że wbiło się tam kilka kawałków czarnego sztyletu. Radek miał oczy szeroko otwarte ze zdziwienia, obrócił głowę w lewo, spojrzał na swojego mistrza, Rauko, potem na Daegurtha po jego prawicy. "Ale dlaczego on mi pomógł? Ledwie go znam!" - dziwił się chłopak.
- Przepraszam za utrudnienia - przerwał wreszcie ciszę Daegurth - Jeżeli się nie obrazicie, to chciałbym porozmawiać z nim na osobności
- Eeee, Mistrzu, czy ty naprawde chcesz zostać z tym chłopakiem sam na sam? - zapytał Kris wstając
- Właśnie, on jest silny, może ci coś zrobić! - podsumował Adrian
- Sam na sam z chłopakiem? - zastanawiał się Bobercik na głos wciąż trzymając się za szyję, ale powoli jego twarz wracała do normalnej barwy - Czy jest coś o czym nie wiemy?
- Heh, Bobercik, przesadzasz - odezwał się Daegurth uśmiechając się. Nie często ktoś widział uśmiech na jego twarzy, dlatego wszyscy się zdziwili.
- Ty... Ej, Dyninio - odezwał się Adrian - Patrz, on się uśmiecha
- Daegurth, zawsze musisz to robić? - zapytał Rauko opuszczając głowę
- Tak - usłyszał za sobą Bobercik głos Daegurth'a - Hidden Taijutsu Ougi: Sennen Goroshi!
Saiyan dobiegł do stojącego przed nim ucznia i wbił mu odpowiednio ustawione ręce w odbyt... Bobercik mimo to poleciał bardzo daleko, nawet uderzył głową w sufit, potem odbił się od ściany i zatrzymał dopiero na podłodze.
- Nie jestem gejem - odezwał się Daegurth
Księżniczka Ryurya i jej strażnik cicho chichotali, po prostu nie mogli się powstrzymać. Kris uśmiechając się pomyślał "Trzy B: Bardzo Biedny Bobercik...", a Bart tylko raz się dość głośno zaśmiał.
- Ależ on dziecinny... - odezwał się Dyninio cicho do Adriana
- I głupi... - dodał Adrian
- I silny... - Dodał... Daegurth, który stał za Adrianem i Dyniniem.
Saiyan lekko uderzył ich w głowy dłońmi za karę, choć to wcale nie bolało.
- I następnym razem zastanówcie się zanim coś powiecie, a tym bardziej zrobicie - powiedział Daegurth - Bo ten chłopak nie pokonałby stąd może mnie, a i to nie jest pewne.
- A mnie by pokonał? - zdziwił się Rauko
- Ty się nie liczysz! - powiedział Daegurth pokazując język swojemu niby-bratu - Bo ty pokonujesz nawet mnie, farciarz zapowietrzony...
Rauko lekko się uśmiechnął. "No, nareszcie przyznał że jestem lepszy, tylko co do tego ma fart? Fartem to on się urodził! I to naprawde!"
- Dobra - uśmiech z twarzy Saiyana w czarnym płaszczu zniknął - Musimy porozmawiać na osobności, ja jestem Daegurth, a twoja godność to...
- Honou - odezwał się chłopak - Rokuyu Honou
- Więc, Honou z klanu Rokuyu chodź za mną - powiedział Daegurth
- Skąd... Skąd wiedziałeś, że to nazwa klanu!?! - zdziwił się Honou - Znałeś mój klan?
- Odrobinkę, raz się na niego natknąłem - odezwał się Daegurth, po czym podniósł nieco nogawkę u prawej nogi. Widać było na jego nodze bliznę ciągnącą się wzdłuż całej kości piszczelowej - Na szczęście miałem wsparcie, bo nie skończyłoby się na nodze. A teraz chodź, powiem ci dlaczego cie tutaj sprowadziłem.

[center]***[/center]

- I uważasz, że w to uwierzę? - zapytał Honou z wyrazem zdziwienia na twarzy - To wydaje się niesamowite, wręcz nierealne!
- Ale skąd znałbym twój klan? - zapytał Daegurth - Przecież nikt inny go nie zna, bo jest nie z tego wymiaru
- Może umiesz czytać w myślach? - zapytał Honou - Zdarzali się tacy w, jak to mówisz, "moim wymiarze".
- Wiem, że wydaje się to niewiarygodne, ale za niedługo stanie się to samo tutaj. Wtedy mi uwierzysz? Jak zobaczysz na własne oczy destrukcje, niszczenie wymiaru? - zapytał Daegurth
Chłopakowi głupio było odpowiedzieć. Miał prawo być niepewny, w końcu prawie nie znał Daegurth'a, ani nikogo stąd. W głębi serca wiedział, że tutaj nie pasuje, pewnego dnia po prostu obudził się tutaj, w tym świecie. Ostatnie co pamiętał, to ten sen, dziwny sen z ogromnym czarnym obłokiem...
- Tak - odpowiedział wreszcie chłopak - Wtedy uwierzę, ale będzie za późno, prawda?
- Owszem, czasu wszak cofnąć nie umiem, ani zajrzeć w przyszłość, choć niedługo, kto wie? Wracając do rzeczy: Mam propozycję - powiedział Daegurth
- Słucham - krótko zachęcił do dalszej rozmowy Honou
- Młody Rokuyu, proponuję walkę, jeden na jeden, do poddania się, na całego, jak na śmierć i życie. Jeżeli wygram to uwierzysz mi, w każdym razie pomożesz - powiedział Daegurth
- A jeżeli to ja wygram? - zapytał chłopak nie sądząc, że może go to zaciekawić
- Jeżeli ty wygrasz to będe twoim sługą do końca życia, a co więcej, oddam ci wszystko co mam - powiedział Daegurth
- Wszystko? Co mam przez to rozumieć? - nieco zaciekawił się Honou
- Mój miecz, brata, przyjaciół, uczniów pod opiekę, może nawet przekonam księżniczkę Ryurye, aby za ciebie wyszła - powiedział Daegurth
- Dlaczego ci tak na tym zależy? - zdziwił się Honou tym, że tak wiele oferuje mu ten ledwie mu znany osobnik
- Wyczułem i widziałem, widziałem i nie wierzyłem moim oczom, czułem i nie wierzyłem w to co czułem. Realia stały się dla mnie wymysłem. Innymi słowy, zaskoczyłeś mnie, dzięki tobie mogę przywrócić stary porządek, mogę odnowić wszechświat, który wciąż czeka na ocalenie - wykrztusił z siebie Daegurth
- Dzięki mnie? A skąd ta pewność? - zapytał Honou - Przecież jestem jednym ze słabszych w moim klanie
- Naucze cie takich rzeczy, jakich nigdy byś nie osiągnął używając swojego Bloodline limitu, takich o jakich ci się nie śniło. Będziesz mógł kontrolować wszystko, będziesz miał moc do zmiany rzeczywistości, twa ukryta siła wyjdzie na zewnątrz. Tak jak uczył mnie kiedyś jeden człowiek, tak teraz ja przekażę ci swoją wiedzę. - odezwał się Daegurth
- Kuszące, ale nie łaknę władzy - odezwał się Honou zdziwiając tym Saiyana
- Więc odmawiasz? - zapytał Daegurth - W takim razie nie będe cię tu trzymał, szkoda, myślałem, że mi się uda...
- Ale kto powiedział, że nie chce z tobą walczyć na tych warunkach? - zapytał Honou
"Więc, ma w sobie duszę wojownika. Uwierzył, że jestem silnym i godnym jego umiejętności wojownikiem. Czas dowieść, że tak jest i mam nadzieję, że... Mi się uda, bo jeżeli nie to... Nie, musi mi się udać, inaczej stracę wszystko!" - szybko podsumował Saiyan zaciskając zęby.
- W takim razie już za chwilę wszystko się okaże, powiadomie przyjaciół, jeżeli ci to nie przeszkadza, że walczymy - zaproponował Daegurth
- Dobrze, nie zależy mi na widowni - odezwał się Honou
- Dzięki, Honou senpai - odpowiedział Daegurth
"Senpai?" - zdziwił się Honou - "Ale to przecież określenie młodszych kolegów po fachu, czyżby uznał mnie za swojego kolege w boju? Daegurth, naprawde jesteś zaskakujący!"

[center]***[/center]

- Honou, zobaczymy czy twoje umiejętności są lepsze od poprzednika z twojego klanu - odezwał się Daegurth dość głośno, gdyż dzieliło ich ok. 15 metrów - Bo dziś nie stanowiłby dla mnie problemu, gdyby nie był silniejszy
- Zobaczymy - lakonicznie odpowiedział chłopak - Zaczynajmy
Czarnowłosy chłopak stanął w pozycji bojowej, ugiął lekko nogi stawiając je w niedużym rozkroku, a ręce luźno podniósł nieco do góry. Daegurth w tym czasie zrzucił z siebie płaszcz, miał na sobie luźne granatowe spodnie i długą czarną bluzę, oprócz tego skórzane rękawiczki i buty z ochraniaczami na kostki, jednak tych nie było widać, bo przykrywały je nogawki od luźnych spodni. Saiyan natychmiast sięgnął ręką po miecz i stanął prosto opierając lekko ostrze miecza o ziemię. "Cholera, nawet miecz wydaje się ciężki po ostatniej walce, chyba się starzeję... Zdaje mi się, to lenistwo jak jasna cholera, trzeba się tego pozbyć!" - pomyślał Daegurth lekko uginając kolana.
- Koi! - zawołał Saiyan(koi=chodź)
Honou podniósł nieco obie ręce wyżej, widać było jak zaczynają wokół nich krążyć niewielkie, białe kulki, a raczej bardziej kropki. W niedługim czasie pokryły całe ręce aż do nadgarstków, wtedy chłopak nagle uderzył w ziemię obiema rękami, aż wbił je do łokci pod jej powierzchnię wołając "Kuroryu!". Saiyan przyglądając się atakowi ruszył oczyma w trzy miejsca, na przeciwnika, nieco niżej i bardzo nisko. "Nieźle zaczyna, ale nie na mnie takie numery!" - pomyślał Daegurth zaczynając biec w stronę chłopaka. Biegł szybko, gładko stawiał krok za krokiem, odbijał się od ziemi w niewielkich skokach wciąż twardo trzymając miecz w prawej ręce, która zostawała w tyle za pędzącym do przodu ciałem. Wyskoczył wysoko w powietrze wyciągając miecz nad siebie, zbliżał się do chłopaka, chciał ciąć znad głowy. Udałoby mu się trafić Honou, gdyby nie to trzęsienie ziemi i nagły wylot białej energii spod jej powierzchni. Energia wytrysnęła niczym gejzer, przybrała formę dość długiej jaszczurki, która złapała swoimi łapami Daegurth'a i sprowadziła na ziemię. Nie mógł się ruszyć, choć próbował ze wszystkich sił.

- Ta jaszczurka, co to za atak!?! - zapytał Bobercik widząc zapierającą dech w piersiach technikę
- Jaszczurka? Bardziej smok! - poprawił swojego przyjaciela Kris

Faktycznie, ogromna jaszczurka przypominała smoka, miała nawet skrzydła, które oplotły Saiyana kompletnie pozbawiając go możliwości ruchu. Daegurth starał się chociaż przeciąć energię mieczem - nie dawało to jednak żadnych efektów. Honou powoli podszedł do unieruchomionego mężczyzny starającego się wyrwać z więzów. Nie musiał się spieszyć, wiedział, że nie ucieknie, wiedział jeszcze więcej niż to, ale nie okazywał tego po sobie.

- Widzicie? Daegurth nie ma szans! - zawołał Adrian - Ale jak do tego doszło!?!
- Stul dziub i oglądaj - powiedział beznamiętnie Rauko - Walka się jeszcze nie skończyła
- A patrząc na nich dwóch chyba szybko się nie skończy - powiedział Bart podchodząc nieco bliżej

Czarnowłosy chłopak w luźnej bluzie z długim rękawem stał przed samym smokiem trzymającym w swoich łapach Daegurtha. Podbiegł do unieruchomionego uderzając go obiema rękami w żołądek, a potem w kark z obu stron. Tuż po tym ataku momentalnie zrobił salto w tył, robiąc je widział jak spętany łapami Daegurth rozpływa się w powietrzu, a inna osoba o tym samym wyglądzie wyskakuje spod ziemi chcąc go złapać. Nie udało się, Honou zdołał uciec, a ogromna biała jaszczurka nie mając celu w objęciach zniknęła.
Daegurth stanął znów na przeciw chłopaka, spojrzał mu głęboko w oczy. Zobaczył niewielką różnice, na środku oczu widniała niewielka czerwona kulka. "Czyżby...!?!" - zastanawiał się Daegurth nie wiedząc co myśleć - "On jest jakiś inny, zaczął używać swojego bloodline limitu?". W międzyczasie Honou podziwiał swojego przeciwnika za spostrzegawczość "Widząc moją technikę sprytnie zrobiłeś klona, a sam ukryłeś się pod powierzchnią Ziemi. Nie każdy potrafi zrobić to tak szybko". Niespodziewanie czarnowłosy chłopak zaczął biec w stronę Daegurth'a, gdy znalazł się tuż przy nim nieco podskoczył. Saiyan widząc manewr przeciwnika odchylił się niesamowicie do tyłu stojąc na samych nogach, Honou przeleciał tuż nad nim. Daegurth patrząc z dołu widział starannie wymierzone ciosy, które mogłby by go obezwładnić gdyby nie uniknął. Dla równowagi ciął mieczem w powietrze i wyskoczył do góry. Honou zrobił obrót i natychmiast uderzył we wzbijającego się w powietrze Saiyana, który zdążył zablokować się mieczem. Jednak uderzenie Honou nie było zwyczajne, Daegurth od razu to poznał. Jego miecz zaczął drżeć. "Było to starannie wykonane uderzenie, na pewno musiał się go długo uczyć i nie tylko to. Gdybym po ja dostał, to straciłbym równowagę na minutę, może dłużej. Znalazłem dość mocnego przeciwnika!" - pomyślał Daegurth blokująca atak. Wszak było to bardzo silne uderzenie, więc wykorzystał jego impet do wybicia się wysoko w powietrze. Gdy jeszcze się wznosił z ogromną prędkością rzucił w dół miecz, Honou ledwie uniknął zbliżającego się ostrza. "Czemu on nie walczy na serio?" - zastanawiał się Daegurth wiedząc jak naprawde silny jest chłopak z którym ma przyjemność się pojedynkować.
Saiyan zrobił w powietrzu piruet z łatwością generując kule ki w obu dłoniach. Wystrzelił je w stronę Honou, który przebił je jednym płynnym ruchem, jakby ciął swoimi rękami. Pociski rozpłynęły się w powietrzu. "Koniec żartów, albo zaczniesz walczyć serio, ale cie pogromię!" - pomyślał Daegurth podnosząc na ułamek sekundy obie ręce nad głowę, następnie je opuścił jakby w coś chciał uderzyć. Ziemia pod Saiyanem zadrżała, cała się zakyrzyła, wgniotła dwa metry głębiej niż pozostała, Honou też oberwał atakiem telekintycznym, wbił się nogami w ziemię, czuł dość znaczny ból w obu nogach, jednak nie przeszkadzało mu to aby stanąć na ziemi. Daegurth wreszcie wylądował, poczuł się pewniej stojąc na powierzchni planety.
Honou zamknął na chwilę oczy, starał się skupić. Słyszał szepty przyglądających się walce ludzi, słyszał stawiane przez Daegurth'a kroki. Nie interesowały go jednak ani jedne, ani drugie. Nagle otworzył obie powieki wołając: "Shinkensho: Daisen!", po czym zaczął biec w stronę zbliżającego się Saiyana.
Obaj biegli bardzo szybko, byli pewni i gotowi do działań. Daegurth dostrzegł coś dziwnego, zachwiania energii w okolicach, gdzie biegł chłopak. Były dość mocne, obawiał się, nie wiedział co to znaczy. Obie postacie znalazły się obok siebie, Honou i Daegurth wykonywali jednocześnie uderzenie pięściami. Wtedy ten drugi wyczuł bardzo dziwny przepływ energii do rąk przeciwnika, tym razem wiedział co to znaczy: musiał uciekać, bo wyprowadzone przez Honou niby zwykłe uderzenie jest naprawde zabójcze, ale jak uciec z takiej pozycji? Stoi kilka centymetrów od chłopaka, który już ma zamiar go uderzyć, wydaje się to niemożliwe... A jednak, udało się. Obok Daegurtha pojawiły się dwa jego klony, jeden bardzo szybko popchnął ramię Honou spowolniając jego atak, a drugi wyrzucił w międzyczasie Daegurth'a na bok.
Czarnowłosy chłopak obiema rękami, jednym ciosem, rozciął oba klony, a te zniknęły. Stanął w pozycji bojowej i czekał, myśląc jak pokonać przeciwnika. Daegurth też wciąż zastanawiał się co zrobić, nie chciał używać za dużo mocy, zachwiania energii we wszechświecie nasilały się, z godziny na godzinę, z minuty na minutę - "zostawało niewiele czasu, a tak wiele roboty" - pomyślał Saiyan

- Grand summoning - powiedziała cicho księżniczka Ryurya, a jej niesiony na wietrze szept doszedł aż do uszu Daegurth'a, który obrócił głowę w jej stronę otwierając szeroko oczy.

"To moja szansa!" - pomyślał Honou zaczynając bieg do Daegurtha. Poruszał się bezszelestnie, Daegurth nawet nie zorientował się, że ten się zbliża, a gdy się zorientował, to ten był już przy nim. Saiyan obrócił głowę, widział zbliżającą się ręke chłopaka, znów poczuł dziwny przepływ energii. "Cholera!" - pomyślał Saiyan - "Ani na moment nie mogę spuścić z niego oka!". Lekko podniósł ręce - tyle zdążył zrobić. Ręce Honou już dotykały ubranie Daegurtha, który nagle wystrzelił promień ki. Ten wbił się w ziemię i odbił Saiyana do tyłu, ledwie zdołał uniknąć ataku Honou, który nie skończył go zaskakiwać. Jednym ruchem ręki przeciął promień ki, a Daegurth upadł na plecy. "Ryurya, nawet jakbym chciał to nie umiem! Nie umiałem zwykłych technik przyzwań, co dopiero arcymistrzowskich!?!" - myślał Daegurth szukając sposobu na pokonanie Honou - "Przecież nie mogę przegrać...".
Czarnowłosy chłopak o bezdennych oczach z małą, czerwoną kulką wewnątrz niewidocznej źrenicy już był gotów do następnego ataku. Zbliżał się do Saiyana z powietrza, mógł w ten sposób wykonać dość precyzyjny i silny atak. Daegurth wiedział, że się zbliża, ale nie był pewien co robić. Stracił pewność siebie - to najgorsze co może być. Bezradnie leżał na ziemi czekając na cud...

- Wstawaj! - zawołał Bobercik i Kris
- Daegurth! Nie śpij! - zawołał Dyninio

"Nie śpij... Sen... Odpoczynek... Zmęczenie... Nogi się uginają... Odruch warunkowy?" - przez głowę Daegurth'a przechodziło wiele słów i zdań nieco ze sobą powiązanych - "Tak, już wiem! Dzięki Dyninio!".
Odruch warunkowy - niegdyś tak dopracowany przez Daegurth'a. Zupełnie zapomniał jak go używać, tyle czasu nie walczył, nie chciał walczyć, że używał go tylko w życiu codziennym, gdzie nie jest aż tak często potrzebny. Teraz wiedział jednak jak go wykorzystać. Zamknął oczy, nie ufał wzrokowi tak jak wyczuciu energii, które dopracował do wysokiego stopnia. Słyszał wiatr i zbliżającego się przeciwnika. Energia Daegurth'a zadrżała "Teraz!" - pomyślał niespodziewanie stając na rękach i robiąc salto w przód z rąk. Honou przemknął tuż obok niego, jednak natychmiast się obrócił aby zaatakować Saiyana. Uderzyłby, jednak wyskoczył wysoko w powietrze, a tuż pod nim przemknął miecz Daegurth'a, który nagle rozdzielił się na dwa. Daegurth z zamkniętymi oczyma złapał oba o wiele mniej szerokie i lżejsze miecze, nagle otwarł oczy i zaczął biec w stronę Honou, który opadał powoli na ziemię. Rzucił jeden z mieczy w jego stronę, Honou chciał go przeciąć, miecz jednak nie trafił, przeleciał obok. Nagle zamienił się w Daegurth'a, a biegnący na ziemi Daegurth z mieczem zniknął. "Klon!?!" - zdziwił się Honou widząc manewr przeciwnika.
Saiyan ułożył obie ręce w dziwny znak, jego miecz sam zaczepił mu się na plecach, aby nie przeszkadzać.
- Tajuu Kagebunshin no jutsu! - zawołał Daegurth
Nagle całe niebo zakryły klony Daegurth'a. "Nie poradzi się, trzeba dać z siebie wszystko!" - myślał przygotowując siebie i klony do ataku. On sam zniknął gdzieś między swoimi podobiznami, które zaczęły robić ataki. Wszystkie na raz podniosły ręke nieco do góry, nad ręką każdego z nich pojawiła się niewielka niebieska, kręcąca się z ogromną prędkością, kula.
- Rasengan! - zawołały wszystkie klony na raz zbliżając się razem z kulami do Honou, jakby chciały go zgnieść
- Nie doceniasz mnie! - powiedział Honou uśmiechając się lekko - Kazeshirdaisen!
Chłopak złapał powietrze obok siebie i zaczął wirować. Nie był to zwykły atak kazeshirdu, taki, jak zrobił niedawno. Ten był całkiem inny, łatwo było to poznać między innymi po kolorze kręcącego się wokół chłopaka powietrza, które było całkiem czerwone.
Kule niesione przez klony zderzały się z wirującym powietrzem i niemal natychmiast znikały, a niosące je osoby wpadały w wir tracąc równowagę, tym samym też znikając. Został tylko jeszcze jeden, ostatni Daegurth, wiszący wysoko w powietrzu, z ręką podniesionę wysoko do góry. Nagle pojawiła się nad nią kula, niczym Rasengan, jednak ponad dwieście razy większa i jej kolor był czerwony. Krzycząc zaczął zbliżać się do wirującego Honou.
- Oodama Rasengan! - zawołał Saiyan uderzając ogromną kulą w wirującego chłopaka, po czym powiedział nieco ciszej - Ka boom...
Nastąpiła potężna eksplozja, która wyrzuciła chmury daleko za horyzont, wgniotła powierzchnię ziemi i niemal zabiła przyglądających się walce. Zakrywały je jednak ogromne czarne skrzydła.

Groly pierwszy otwarł oczy, zobaczył nad sobą dziwny materiał, niby płutno, niby tkankę żywą. Po chwili zorientował się, że są to ogromne skrzydła, które wróciły do swojego właściciela. Na wzgórzu, tuż obok Radka, stał mierzący niecałe dwa metry demon, skrzydła zmniejszyły się do odpowiednich rozmiarów. Demon uśmiechnął się szyderczo i zakrył skrzydłami, gdy je odsunął, to widać było uskrzydlonego Rauko. Wkrótce i jego skrzydła znikły wbijając mu się jakby w plecy.
- Co... Co to było!?! - zdziwił się Bobercik widząc stojącego na wzgórzu Rauko
Sam Radek, uczeń Rauko, nie miał pojęcia o czymś takim. Nigdy nie wiedział, że jego mistrz potrafi zamienić się w demona, dlatego bardzo się zdziwił. Do tego stał przy swoim mistrzu, gdy ten nagle się zamienił i zakrył wszystkich swoimi skrzydłami - było to jakby nie patrzeć niesamowite.
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Honou wygrzebał się spod staerty kamieni i wstał. Z trudem utrzymywał się na nogach, jednak wiedział, że musi uważać, była możliwość, że jego przeciwnik ma się lepiej. Wtedy zobaczył go - Daegurth'a. Stał całkiem niedaleko, jego ręce zwisały w dół, był niemal cały we krwi, jego ubranie było pocięte w wielu miejscach, z których to właśnie lała się czerwona ciecz. Ciężko oddychał, było to widać wyraźnie, ale gdzie podział się jego miecz? Wcześniej wisiał na jego plecach, teraz gdzieś zniknął. Honou spojrzał szybko we wszystkie strony, ani śladu. Nagle zobaczył, że Daegurth nie ma cienia, mimo, że słońce rzuca na niego światło. Honou rzucił w jego stronę bardzo ostrym sztyletem, którego ostrze Saiyan złapał prawą ręką. Podniósł nieco głowę, w jego oczach malowała się złość, wyglądały zupełnie inaczej niż oczy, w które patrzył przedtem Honou, jakby nie należały do Daegurth'a.
Saiyan mocniej ścisnął sztylet, a ten zgiął się pod naciskiem jego rąk. Rzucił go na bok, był zupełnie zdeformowany i kompletnie mu nie potrzebny. Wystawił lewą ręke w bok, a jego miecz nagle się w niej pojawił. Wtedy Daegurth zniknął kompletnie. Nagle Honou odskoczył, dojrzał ruch, tuż obok niego. Miał farta, uniknął przed cięciem ogromnym mieczem Saiyana. Wziął nie duży zamach, wypchnął ręke chcąc pchnąć Daegurtha, wiedział, że to by wystarczyło. Ten jednak otwarł usta i zawrzeszczał uwalniając z wewnątrz siebie dużą ilość energii. Ręka Honou przecięła ją, ale nie tylko ręka oberwała - chłopak został odepchnięty do tyłu, tym samym nie trafił. Saiyan doskoczył do oddalającego się i rzucił mieczem prosto w niego. Ten chciał go przeciąć rękami, wiedział że to zrobi, jeżeli trafi, Daegurth też to wiedział, a tego jak najbardziej nie chciał. Ruszył więc obiema rękami na boki, a miecz rozdzielił się na dwa mniej szerokie, które z dwóch stron chciały przeciąć Honou. Ostrza obu lekko przecięły skórę chłopaka, a następnie wróciły do rąk Daegurtha po trasie zbliżonej do okręgu, a ten je połączył w jeden miecz.

- Hej, Bart, twój brat wygrywa! - zawołał Rayman
- Daegurth, jeszcze trochę! - zawołała Roksia
Bart uśmiechnął się, mimo iż jego brat czasem się wygłupia, to teraz był z niego dumny. Przyglądał się całej walce z ciekawością, nie na codzień takie widywał.

Daegurth założył miecz na plecy, po czym zaczął robić bardzo szybko dziwne znaki przy pomocy obu rąk, po chwili nabrał powietrza w usta mówiąc "Katon: Goukakyu no jutsu!" i wypuścił powietrze ustami wystrzeliwując ogromną kulę ognia. Honou skoczył w jej stronę i przeciął ją jednym ruchem ręki, dopiero gdy przez nią przeleciał zobaczył zbliżającego się z prawej strony Daegurth'a, zdążył się obrócić i zaatakować. Saiyan wyciągnął odruchowo miecz chcąc się nim zablokować. "Cholera jasna! Nieee!" - pomyślał wiedząc co zrobił, drugą, prawą, ręką popchnął ostrze miecza, które go nie zraniło, jednak ręka Honou tak - przebiła mu kość łokciową tuż przy nadgarstku, po chwili Honou wbił drugą ręke tuż pod klatką piersiową Daegurth'a. Saiyan upadł na ziemię, twardo, Honou odskoczył. Ziemia się zatrzęsła, gdy Daegurth w nią uderzył, w niektórych miejscach wystrzeliła masę pyłu i piasku w powietrze. Saiyan leżał teraz na ziemi krwawiąc w dużym stopniu.

Bart otwarł oczy ze zdziwienia, wszystko stało się tak nagle, nawet nie wiedział do końca jak. Jedyne co wiedział, to to, że ten cały Honou dostanie za swoje. Bart nagle rozpłynął się w powietrzu, pojawił się tuż obok czarnowłosego chłopaka, ktory spojrzał mu prosto w oczy. Zdziwił się - nie były niebiesko-zielone, a stały się prawie czysto zielone, zaś jego krótkie włosy bląd wydłużyły się i stały kompletnie srebrne. Honou ledwie dojrzał zbliżającą się w jego kierunku pięść, nie mógł się przed nią obronić, był zbyt zmęczony po walce z Daegurthem. Tak naprawde nie musiał się przed nią bronić, gdyż została już przez kogoś zatrzymana - przez Saiyana, z którym jeszcze przed chwilą walczył. Daegurth podniósł się i złapał pięść Bart'a, po czym wykręcił mu ręke i rzucił na widownię. Bart w locie spowrotem odzyskał bląd włosy i niebiesko-zielone oczy. "Dlaczego?" - zastanawiał się lecąc.

Daegurth z ledwością stał, przez dziurę pod jego klatką piersiową wypływała masa krwi. Wiedział, że jeżeli tak dalej pójdzie, to się wykrwawi. Mimo to stał i nie poddawał się. Jego przeciwnik był zdumiony jego postawą. "Muszę mieć chwilę czasu..." - myślał Daegurth - "Kilka minut wystarczy, dlatego spróbuję...".
Saiyan wziął obie ręce, którymi tamował wypływ krwi, po czym zaczął robić różne znaki. Jego dłonie były wymazane krwią, było to dla niego w tym momencie ułatwienie. W pewnym momencie wyprostował obie ręce do przodu wołając: "Kochiyose no jutsu: Akaryu!". Z rąk Daegurtha wyleciała masa pyłu, która zakryła dość duży obszar. Szybko jednak została rozwiana przez skrzydła bestii skrytej pod dymem - był tam bowiem czerwony smok. Natychmiast rzucił się w stronę Honou, który był szczerze zdziwiony widząc przed sobą ogromną bestię co najmniej trzydzieści razy wyższą od niego. Daegurth w międzyczasie musiał się spieszyć, wiedział, że smok może sobie mimo wszystko nie poradzić z niesamowitymi właściwościami Honou. "Uważaj" - powiedział telepatycznie Daegurth - "Nie daj się zaatakować za wszelką cenę!". Tuż po tych słowach Saiyan upadł na ziemię, a ta znów zatrzęsła się gdy uderzył o jej powierzchnię, jakby ważył nie wiadomo ile. Leżał teraz i wykrwawiał się powoli.

Czerwony smok zionął ogniem w stronę Honou, który zrozumiał, że ta walka wcale nie wygląda na przeciętny pojedynek dwóch osób, faktycznie przypomina walkę na śmierć i życie. "Ale dlaczego on się tak stara? Nie może się poddać?" - zastanawiał się Honou widząc nadlatujący w jego stronę słup ognia. Natychmiast odskoczył, udało mu się uniknąć kontaktu z żywym płomieniem, chciał doskoczyć do smoka, ale ten natychmiast po zionięciu ogniem wzbił się wyżej w powietrze. Słuchał się rady, której dał mu Daegurth, nie dla tego, bo to był rozkaz, ale wiedział, że to naprawde ważne, inaczej by mu nie zawracał głowy i dał walczyć po swojemu.
Honou nie był pewien co robić, nie znał zbyt wiele ataków na odległość, a te które znał były zbyt niebezpieczne, nawet dla niego samego. Pomyślał jednak o bardzo trudnym, a jednocześnie inteligentnym, wyjściu. "Sprawdzimy, czy mój trening nie zdał się na marne" - pomyślał stojąc i czekając na kolejny ruch wiszącej w powietrzu uskrzydlonej jaszczurki.

"Drake" - mówił w myślach Daegurth - "Wyłaź z tej swojej nory... i daj mi trochę mocy, rozumiesz!?!"
"Ciekawe dlaczego zawsze prosisz mnie o przysługę, a nigdy ja ciebie" - odpowiedział mu w myślach Drake
"Jeżeli zaraz jej nie dostanę, to umrę, musisz mi ją dać kretynie!" - powiedział Daegurth nieco zdenerwowany na uwięzionego w nim smoka, bo tak naprawde nigdy nie był pewien co on zrobi, jaki on jest i teraz się to okazywało. Drake faktycznie wydaje się myśleć tylko o sobie, zrozumiał to dopiero teraz.
"Mi to nie przeszkadza, że umrzesz. Zbyt długo masz mnie w sobie, powinienem wreszcie się wydostać, potrzebowałem cie tylko, żeby przeżyć..." - powiedział smok śmiejąc się z Daegurth'a - "Ale jestem ciekawy co zrobisz, gdybyś dostał tą moc, dlatego..."
"Ty podła jaszczurko!" - wykrzyczał w myślach Saiyan - "Jak śmiesz, po tym wszystkim co dla ciebie zrobiłem! Pamiętasz kiedy umierałeś wewnątrz mnie!?! Specjalnie dla ciebie wybrałem się do maga, aby cie ocalił, sam przez to niemal umarłem!"
"Głupi śmiertelnik... Masz ogromne szczęście, naprawde ogromne, że dzieli nas ta pieczęć, jednak nie długo. Dobrze wiesz, że ona słabnie, za niedługo nie będzie ci tak miło" - powiedział Drake - "A teraz masz i chociaż daj mi się rozerwać!"

Czerwony smok w locie wystrzelił siedem ognistych kul, jednak jego przeciwnik przeszedł przez nie przecinając je rękoma. Wtedy smok nabrał powietrza w płuca i wypuścił je w postaci słupa ognia w stronę Honou, który tylko na to czekał. Wyskoczył w powietrze i zaczął biec po ogniu. Smok był nie lada zdziwiony, nie tak tym, że biegnie po ogniu, ale szybkością czarnowłosego chłopaka, który w ułamku sekundy znalazł się tuż przy nim. Honou czuł jak parzą go stopy, przecież biegł po ogniu. Mimo to był gotów do wykonania ostatniego ataku na tego smoka. Odbił się od słupa ognia zrzucając go w dół mocnym wybiciem. Gdy był w powietrzu zrobił kilka znaków obiema rękami, nie złączając ich jednak. Pod sam koniec obie ręce wyprostował przed siebię, w stronę smoka, a z nich wystrzeliły czerwone obłoki energii, które przebiły smoka w dwóch miejscach. Ogromna bestia zaczęła spadać w dół, po chwili zderzyła się z ziemią i zniknęła, została po niej tylko chmura pyłu.

"Więc teraz czas się zająć...?" - myślał Honou obracając głowę w stronę, jak mniemał, leżącego Daegurtha
Nagle we wszystkie strony poleciała ogromna fala energii, która zrzuciła z nóg Honou, chłopak przypadkowo dotknął sobie ręki robiąc małe zadrapanie, gdyż wciąż używał techniki Daisen, po czym upadł na ziemię i kilka razy się obrócił nie mogąc się zatrzymać.

W międzyczasie Rauko znów zakrył wszystkich ogromnymi skrzydłami, które zaczęły uginać się pod wysyłaną od strony Daegurth'a energią, nagle zdecydował się na niezbyt bezpieczny krok. Rauko machnął skrzydłami odpychając energię, było to jedyne wyjście, udało się, energia rozproszyła się po chwili nie czyniąc więcej szkód.

Honou powoli się podniósł i spojrzał w stronę stojącej niedaleko postaci. Daegurth wyglądał inaczej niż zwykle. Jego skóra nabrała nieco bardziej czerwonego koloru, wogóle pokrywała ją czerwona poświata, jakby chmura. Z tyłu wystawały dwa dość duże skrzydła storzone z tej samej poświaty, co pokrywała ciało. Paznokcie u rąk zamieniły się w szpony, Saiyan przybrał nieco skuloną postawę. Ogon Saiyana też pokryła poświata tworząc o wiele większy i bardziej masywny ogon. Daegurth stał, a wokół niego powietrze samo latało we wszystkie strony, pewnie to przez tą energię która nieustannie była w ruchu. Ziemia sama pękała pod jego stopami mimo, że się nie ruszał. Podniósł tylko nieco prawą ręke i przyglądał się jej dziwnym, nieswoim wzrokiem.

Wszyscy przyglądający się walce już od dłuższego czasu byli tak zdziwienie, że nie wiedzieli co powiedzieć. Wreszcie jednak ktoś się odezwał, ktoś musiał.
- Co... Co to jest!?! - zdziwił się Groly widząc pierwszy raz taką walkę
- Nie wiesz? - zapytał nieco zawiedziony Rauko - To moc, którą zazwyczaj Daegurth ukrywa, moc czerwonego smoka, który został w nim kiedyś zamknięty.
- Ale dlaczego? - zapytał Groly - Przecież ona jest... Niesamowita!
- Tak, to prawda, ale on dobrze wie, że pożera jego samego - odpowiedział Rauko zamykając oczy
- Jak to!?! - zdziwili się wszyscy
- Za każdym razem kiedy używa mocy Drake'a traci swoją osobowość, zmienia się z sekundy na sekunde, czerwony smok odzyskuje siły, kiedyś wydostanie się na wolność - powiedział Rauko
- Co? Wydostanie się na wolność? - zdziwił się Bobercik - Ale swego czasu widziałem jak on bronił Daegurth'a
- Broni, bo musi, dopóki jest w jego ciele tak naprawde musi robić to, co Daegurth mu każe - odpowiedział Rauko - Ciekawe, jak skończy się ta walka...
- Daegurth... Czemu nigdy nie powiedziałeś? - zapytał sam siebie Bart nieco smucąc się tym, że jego brat zawsze przeżywał ten ból w samotności.

Honou patrzył nie dowierzając na stającego w oddali Daegurth'a, przybrał natychmiast pozycję bojową i zaczął biec w jego stronę. Nagle Saiyan zniknął, czarnowłosy chłopak poczuł okropny ból na plecach i poleciał do przodu, nawet nie zauważył kolejnego uderzenia, gdy wyleciał wysoko w powietrze będąc kopniętym z niesamowitą siłą przez Daegurth'a. Wtedy Saiyan się zatrzymał, spojrzał jeszcze raz na swoje obie ręce, zamknął oczy...
- Goshou Fuuin! - zawołał Daegurth złączając ręce
Ogromna fala energii okrążyła Saiyana i zaczęła krążyć wokół niego z ogromną prędkością. Nawet Honou używając swojego Bloodline limitu nie był w stanie dokładnie widzieć co się dzieje w środku, Rauko też miał problemy, choć był przystosowany do o wiele większych prędkości, zupełnie jakby nie miała na to wpływu szybkość energii.

"Dlaczego?" - zapytał Drake Daegurth'a - "Dlaczego, przecież mogłeś z moją pomocą mieć wszystko, a teraz sam umrzesz..."
- I tu się mylisz mój smoczy przyjacielu - powiedział cicho, jednak na głos Daegurth - Ta technika jest wyłącznie moja, to ulepszenie techniki Mistrza, nie umrę, a co do ciebie: będe miał długo spokój, podwójnej pieczęci nie złamiesz nawet ty!
"Zobaczymy, zobaczymy..." - odpowiedział Drake śmiejąc się bardzo głośno

Nikt nie spodziewałby się, że energia krążąca wokół Saiyana wyrysuje znaki w powietrzu, a zaraz potem wbije się w jego ciało. Daegurth zakrzyczał ze wszystkich sił, skrzydła momentalnie zniknęły, energia już nie pokrywała jego ciała, oczy stały się normalne. Dziura w jego ciele już dawno się zrosła, jego życie nie było zagrożone, przynajmniej mu się tak wydawało. Wkrótce wszystkie znaki wbiły się w jego ciało, upadł na ziemię, z trudem oddychał. Wstał, z ledwością, ale wstał, czuł się dziwnie, gdyż nie mógł zbyt dobrze kontrolować swojej mocy, wcześniej Drake miał wpływ na jego moc, a on na Drake, teraz nie mieli tego przywileju ani jeden, ani drugi.

- Co... Co to było!?! Czemu on leży!?! - zdziwił się Adrian
- Jeszcze przed chwilą wygrywał, a teraz...!?! - nie mniej zdziwiony był Dyninio
Nikt nie odpowiedział na ich pytania, nie dlatego, że nie chciał, ale kto mógł znać odpowiedź? Nikt stąd nie wiedział, co zrobił Saiyan, dlatego czekali na dalszy przebieg wydarzeń.

Honou wstał, czuł okropny ból całego ciała. "Tylko dwa ciosy... Dwa ciosy i ja prawie umarłem..." - myślał zdziwiony chłopak nie wierząc w to, co się stało - "Kim ty jesteś, potworem!?!". Honou musiał znów włączyć swój Bloodline Limit, sam się wyłączył pod wpływem obrażeń, zaraz po tym jak to zrobił zaczął biec do Daegurth'a, był szybszy niż wcześniej, o wiele szybszy. Jakby przez całą walkę odkładał siły na ten moment, biegł ile sił w nogach, w ciągu chwili znalazł się przy Saiyanie, który ledwie wodził wzrokiem za jego ruchami. "Coś jest nie tak, czemu on tak stoi?" - zastanawiał się Honou nie zwalniając biegu.
Spod ziemi nagle wyleciały dwa miecze i ustawiły się przed Daegurthem w powietrzu, po czym poleciały w stronę Honou, który z łatwością je wyminął. Był tuż przy Saiyanie, wziął zamach, miał już uderzyć, wtedy Daegurth ustawił obie ręce w znak wołając: "Kagebunshin no jutsu!". Tuż nad nim pojawił się jego klon, który wyrzucił go do góry, a sam wpadł w atak chłopaka i zniknął. Honou podniósł prawą ręke nieco wyżej, pojawiła się na niej niewielka kula ognia, wokół której krążyły niewielkie piorunki. Wyprostował ręke w stronę Daegurth'a wołając "Kaiju(czyt. Kajdżu)!". Kula wyleciała w powietrze, Honou chwycił się za ręke, która z pewnością go bolała.
"Uniknę, ta kula nie jest wcale szybka" - pomyślał Saiyan, jednak zaskoczył go jeden fakt. Krążące wokół kuli piorunki nagle przyspieszyły i wbiły się w jego ciało, został sparaliżowany - "Cholera...". Kula wybuchła tuż przed Saiyanem, ogromna eksplozja zmusiła wszystkich do zamknięcia oczu i zasłonienia twarzy. Minęła chwila czasu zanim opadł dym i pył, wtedy dopiero można było zobaczyć spadające powoli ciało Daegurth'a. Miał zamknięte oczy, nie oddychał, wiatr szargał jego ubraniem. Obok niego spadały dwa jego miecze, skąd one się tam wzięły? Nie wie nikt, ale kogo to obchodzi? Z pewnością Rauko i Honou, tylko oni zauważyli, że ich tam nie powinno być.
Daegurth spadał szybciej niż jego miecze, nagle złapał oba, otworzył oczy i rzucił je w stronę czarnowłosego chłopaka, który odskoczył. Miecze jednak skręciły za nim.

"Pokażę mu naszą prawdziwą siłę" - usłyszał Daegurth głos w głowie
"Shetar?" - zdziwił się Saiyan - "Ty..."
"Shetar, Shetar" - odpowiedział dziwny głos
"Dlaczego dopiero teraz cie słyszę?" - zapytał Daegurth
"Smok nie pozwalał mi z tobą rozmawiać, teraz nie ma wyboru" - odpowiedział Shetar - "Ale nie mam wiele mocy, zbyt dużo straciłem niedawno"
"Tak wiem, wtedy, gdy ta kula... To było niesamowite" - podsumował Daegurth - "Te miecze, ruszałeś nimi z taką prędkością, że ochroniły mnie przed całym wybuchem, a potem wciągnąłeś troche ognia do miecza... Dzięki"
"To nie czas na gadanie, staraj się ustać, a może wygramy" - powiedział Shetar

Daegurth ułożył znak rękami, jeszcze takie nie układał, po czym powiedział: "Sunabunshin no jutsu", zaraz potem ułożył inny znak "Mizubunshin no jutsu", kolejny znak "Kagebunshin no jutsu". Wszystkie trzy różne od siebie w składzie, a jednakowe w wyglądzie, klony pojawiły się pod Daegurthem. Daegurth wiedział, że nie może wylądować na ziemi normalnie, dlatego je zrobił. Najpierw wpadł w klona cienia, zwolnił upadek i zniknął, potem w wodnego, tuż po tym jak na niego wpadł zamienił się w wodę, która złagodziła upadek. Na samym końcu był klon piasku, upadek na niego pozwolił mu na wbicie się w miękki piasek. Nie bolało prawie wogóle, wiedział, że nie będzie boleć. Znów ułożył znak, "Kagebunshin no jutsu" powiedział spokojnie, po czym klon pomógł mu wstać.
Klony Saiyana ruszały się bezproblemowo, bo zawierały potrzebną do ruchu energię - chakrę, zaś sam Daegurth nie mógł już się zbyt dobrze ruszać, dlatego potrzebował ich pomocy. Wiedział, że przez używanie tak wielu klonów po zrobieniu "pieczęci pięciu sezonów" jest niemal niemożliwe, ale udało mu się. Nie wiedział jak długo się utrzyma, jednak wiedział, że jeszcze ma chwilkę...

Honou zawołał "Daisen!" i zaczął biec w stronę zbliżających się mieczy. Uderzył, wiedział jak miecz się rozpada. "Uff, jeszcze jeden" - pomyślał obracając głowę. Nagle odskoczył, bowiem usłyszał łagodny świst. Miecz, który przed chwilą przeciął okazał się fałszywy, prawdziwy leciał w jego cieniu. Udało się mu uniknąć przed cięciem, gdy drugi miecz był już gotów do ataku. Honou wiedział, że nie może uniknąć przed drugim, przynajmniej nie tak jak dotąd, musiał natychmiast coś wymyślić.
"Daisen... Wiem!" - nagle dostał olśnienia, schylił się, wbił ręce w ziemię i zapadł się pod jej powierzchnię, dwa miecze uderzyły w kamienie. Honou wyskoczył kilka metrów dalej i zaczął biec w stronę Daegurth'a, którego podpierał klon cienia.
"Dobry jest, widać że już nie ma siły, a chakra jest na wyczerpaniu, jednak walczy dalej" - pomyślał Honou - "I nie przestaje mnie zaskakiwać... A to co!?!". Chłopak zobaczył jak tuż za nim biegnie Daegurth, natychmiast się obrócił i uderzył, jednak Saiyan uniknął. "Jak!?!" - zdziwił się czarnowłosy chłopak. Niespodziewanie Daegurth zamienił się w miecz i ciął Honou, uciął mu kawałek ubrania, po czym odleciał nieco dalej.
"Jak on kontroluje te miecze?" - zastanawiał się Honou - "I jakim sposobem nadał mu swoją postać!?!".
Dwa miecze Daegurth'a nagle się złączyły, w jeden wielki i potężny miecz, jakim zwykł władać Saiyan. Wbił się w ziemię, rzucał niedługi cień. Nagle cień zaczął się wydłużać, lecieć w stronę Honou, który odskakując uciekał od niego, nie wiedząc co mógłby mu zrobić. Z cienia wyleciały nagle gwiazdki, przed którymi ledwie uniknął, jedna przeleciała mu obok jego tnącej wszystko ręki i mu ją poparzyła. Był nielada zdziwiony, nie wiedział jakim sposobem to się mogło stać. Z cienia nagle uformowała się jakaś sylwetka, która wyrosła z ziemi, tuż za Honou. W ręku miała miecz, który przyłożyła chłopakowi do gardła, już miała ciąć, gdy nagle wleciała do miecza z ogromną prędkością.

Honou nie wiedział co się stało, otwarł oczy szeroko ze zdziwienia, gdy omal nie zginął, obejrzał się do tyłu - jego przeciwnik, Daegurth, leżał na ziemi i się nie ruszał. "Wygrałem" - pomyślał Honou - "Wygrałem...". Honou podszedł do Saiyana, po czym nagle z nieznanych powodów zemdlał.

[center]***[/center]

"Więc to tak" - pomyślał Sesshomaru stojąc w samym środku lasu - "Tutaj zachwiania są największe, zupełnie takie, jak wtedy, gdy przeskakuje do innego wymiaru... Ciekawe, czy ten cały Daegurth o tym wie, bo to chyba nie koniec świata, to coś całkiem innego..."
Yokai jeszcze raz rozejrzał się wokół, po czym zaczął biec w tylko sobie znanym kierunku.

[center]***[/center]

"Co, co to było!?!" - zdziwił się mężczyzna przechodzący ulicę. Zatrzymał się na samym jej środku, nie interesowało go to, że jeżdżą tędy samochody. Był teraz zajęty, przez moment poczuł strasznie dużą energię, zaniepokoiło go to, każdy Saiyan byłby zaniepokojony czując aż tak ogromną ki.
Samochód zatrąbił na niego, on nagle wzniósł się w powietrze kompletnie dezorientując kierowcę, który wbił się w słup. Zaczął lecieć w stronę z której wyczuł ogromną, wprost niesamowitą energię. "Kto to może być? Lub co to mogło być?" - zastanawiał się lecąc z dość dużą prędkością.

[center]***[/center]

- Jeszcze śpi? - zapytał Dyninio
Bart kiwnął głową na tak zamykając drzwi do pokoju, z którego właśnie wyszedł. Odkąd wrócili z pola walki czekali, czekali i już nie mogli wytrzymać, chcieli, by choć jeden się obudził, Honou lub Daegurth i powiedzieli im o co w tym wszystkim chodzi - walczyli na śmierć i życie, a to miał być zwykły pojedynek.
- Ide do Daegurth'a - oznajmił Bobercik mijając Bart'a
- Rób jak chcesz - odpowiedział mu brat Saiyana, o którym mowa
- Pani, nic ci nie jest? - zapytał Jekht spostrzegając, że księżniczka stoi i całyczas patrzy w jedno miejsce nic nie mówiąc
- Nic, dziękuję. Ale martwi mnie jedno - powiedziała Ryurya
- Tak pani? - czekał na polecenia strażnik Ryuryi
- Co to było? Co tam się działo z księciem Vinidem? Dlaczego ja o tym nic nie wiedziałam, dlaczego on to ukrywał? - zapytała Ryurya wcale nie spodziewając się odpowiedzi
Jekht wzruszył ramionami, nie miał pojęcia. Sam był nielada zdziwiony widząc walkę osoby, której dażył tak wielkim szacunkiem - książe Vinid bowiem nie tylko był dobrym wojownikiem i strategiem, ale księciem też był niczego sobie. Pamięta wciąż te czasy, gdy to tylko Vinid, władając słabym jeszcze królestwem, pomógł Ryuryi, jako jedyny, gdy wszyscy ją chcieli zabić i nie żądał nic w zamian, powtarzając wciąż słowa: "Pomogłem wam, może kiedyś wy pomożecie mnie". A teraz? Leży w łóżku, nie wiadomo do końca dla czego, w jakim celu walczył. Nic nikomu nie powiedział.
- On chyba nad tym nie panuje - powiedział Groly podchodząc bliżej księżniczki i jej strażnika
- Skąd to pan wie? - zapytała Ryurya
- Nigdy nie widziałem go w takim stanie, nie znam też tego języka którego używa do robienia technik - powiedział Groly
- Ale ja nieco znam - zaskoczył wszystkich Mark - On mówił coś o pieczęci... Pieczęci pięciu sezonów, czy jakoś tak
- A skąd to wiesz? - zdziwił się Groly
- Nie wiem, po prostu zaczynam rozumieć te wszystkie zwroty, jakbym je zawsze znał, jakby mi się przyśniły... - odpowiedział Mark
- A więc potrafisz powiedzieć co znaczą jakieś techniki? - zapytał niedowierzając Rayman
- Tak, chyba tak - odpowiedział Radek
- Nawet ja nie znam wszystkich, spróbujemy cie - powiedział Rauko uśmiechając się lekko
- To ty znasz i nawet się nie odzywasz!?! - zdziwił się Kris
- Jak ty się odzywasz do mistrza!?! - zapytał Radek bojąc się, że zaraz Rauko zrobi tutaj "porządek"
- Kris, siedź cicho. Niech ktoś go zapyta o jakąś technike stosowaną przez Daegurth'a - zaproponował Rauko
- Hmmm, ja mam! - zawołała Roksia, dziewczynka o pamięci o niebo lepszej niż inne dzieci w jej wieku - Co znaczy "Kochiyose no jutsu: Akaryu"?
- O ile się nie mylę... - powiedział Mark, po czym zaczął mruczeć do siebie - Przyzwanie: Smok. Nie, Technika przyzywająca: Czerwony smok, o dokładnie tak
- Nieźle - przyznał Rauko - Faktycznie, można to tak tłumaczyć
- A "Sunabunshin no jutsu"? - zapytał Adrian
- I "Mizubunshin no jutsu"? - dodał Dyninio
- Klon piasku i wodny klon - odpowiedział Mark po chwili zastanowienia
- A "Shingan"? - rzucił szybko Radek
- "Shingan"? Ale on tego nie mówił... - stwierdził Mark
- Co znaczy "Shingan"? - zapytał Radek
- Jest to jakieś oko o ile się nie mylę, ale jakie? - zastanawiał się Mark - Oko mroku... Nie, Oko krwi... Też nie, blisko, blisko... Już wiem! "Shingan" to "Wzrok śmierci"
- Aha, dzięki - podziękował Radek odsuwając się do tyłu. "Wzrok śmierci" - pomyślał - "Ta technika nie została przez niego tak nazwana bez powodu, pewnie jest naprawde groźna, dlaczego więc jej nie użył teraz?"
- A co znaczy...

- Jeszcze śpisz? - zapytał retorycznie Bobercik wchodząc do pokoju, w którym był Daegurth. Leżał na łóżku, odkryty, nie lubił zbytnio, żeby było mu zbyt gorąco, a dzień sam w sobie był pełen słońca i mało obfity w ziąb. - Ehhh, głupie pytanie. Mistrzu, a może mnie słyszysz?
Bobercik nie usłyszał odpowiedzi, bo prawda była taka, że Daegurth go nie słyszał. Spał, chciał się wyspać choć ten jeden raz, skąd mógł wiedzieć, że Bobercik mu nie pozwoli zbyt długo leżeć w łóżku i odpoczywać? Nikt.
- Ehhh, więc ten Drake jest aż tak silny? Nie wiedziałem - powiedział Bobercik - Wiesz, to dziwne, dlaczego nie wygrałeś tej walki? Nagle przestałeś walczyć, dlaczego? A zresztą, co ja robie, gadam ze ścianą... Miłych snów... Może lepiej pójdę.
"Rób jak chcesz" - usłyszał Bobercik głos Daegurth'a w swojej głowie
- Ty, mówiłeś coś!?! - momentalnie Bobercik się obrócił w stronę Saiyana i zobaczył, że ten leży jak leżał. Dopiero po chwili usłyszał znów głos w głowie "Nic nie mówiłem" - Dlaczego cie słysze!?!
"Używasz telepatii, przyjacielu" - odezwał się znów głos Daegurth'a w głowie Bobercik'a
- W takim razie - powiedział Bobercik, po czym dokończył w myślach "Mogę mówić bez słów?"
"Telepatia pozwala na przekazywanie myśli, słów, obrazów, rozkazów, emocji i innych bezpośrednio do mózgu osoby z którą się połączyło myślowo" - odpowiedział Daegurth
"Więc połączyłem się z tobą myślowo? I rozmawiam z tobą?" - zapytał Bobercik
"Połączyłeś się myślowo, ale nie rozmawiasz ze mną. Wyczytujesz bezpośrednio potrzebne ci informacje, tak jak to zdanie, które właśnie słyszysz w swojej głowie" - przekazał Daegurth
"Gdzie się tego nauczyłem!?!" - zapytał Bobercik
"Nie jestem pewien, ale chyba to było wrodzone. Kris nauczył się telekinezy, a ty, mój przyjacielu, uczysz się telepatii" - odpowiedział Daegurth
"Dlaczego zwracasz się do mnie ciągle "Przyjacielu"?" - zapytał Bobercik telepatycznie
"Osoby które się lubi i darzy szacunkiem, którym się ufa, można liczyć na ich pomoc i jednocześnie chce się im pomagać zwykło nazywać się właśnie przyjaciółmi, a ja za takiego cię właśnie uważam" - powiedział Daegurth
"Ooo, faktycznie szczere" - stwierdził Bobercik - "Teraz mniej formalne pytania, czy palisz papierosy? A może pijesz alkohol!?! Albo bierzesz narkotyki!?!"
"Narkotyków nie biorę, może kiedyś spróbuję, ale wątpię. Alkohol okazyjnie i tylko aromatyzowany, nie lubię dymu tytoniowego" - odpowiedział Daegurth
"A spałeś kiedyś z dziewczyną!?!" - zapytał Bobercik
"Tak" - odpowiedział Daegurth
- I jak było!?! - zapytał podniecony Bobercik na głos
"Przykryłem ją moim płaszczem, było zimno, po czym poszliśmy spać" - przekazał telepatycznie Daegurth
- Że co!?! Jak to? To wy nic!?! - zdziwił się Bobercik
"Spałem z dziewczyną, ale nie pytałeś o coś innego" - odpowiedział Daegurth
"W takim razie, czy całowałeś się kiedyś z dziewczyną?" - zapytał chytrze Bobercik
"Tak, ale czy ja dziewczynę, czy dziewczyna mnie?" - odpowiedział Daegurth i czekał na sprecyzowanie pytania
"Podwójnie, ty ją i ona ciebie" - dodał Bobercik
"Niestety nie, choć była nie jedna okazja" - odpowiedział Daegurth
"A dlaczego nie!?!" - zdziwił się Bobercik
"Wstydzę się w stosunku do kobiet i uważam by nie popełnić głupstw, których bym żałował" - odpowiedział Daegurth
"W takiem razie inaczej: Czy myślałeś kiedyś o jakiejś dziewczynie będącej z tobą w łóżku i waszych wzajemnych figlach!?!" - bardzo perfidnie zadał pytanie Bobercik
"Tak..." - odpowiedział Daegurth po czym jego głos nagle zanikł
"Opowiedz dokładniej, opowiedz!" - powiedział Bobercik
"A może jeszcze pokazać?" - zapytał Daegurth
"O, najlepiej! Pokaż jak możesz!" - przekazał myśli Bobercik
Nagle do głowy Bobercika przeszedł ciąg obrazów, widział na nich jak dostaje ciągle piąchy na twarz od Daegurth'a, potem jest cięty jego mieczem, kopany po tyłku i różne inne. Aż się przeraził, gdy usłyszał jeszcze ten diaboliczny śmiech i słowa: "Ty zboczona mendo społeczna, jeszcze raz wykorzystaj to, że jestem słaby, a wszystko co tu widziałeś stanie się naprawde! I odwal się od mojego mózgu, bo jestem zmęczony!"
Bobercik aż odskoczył do tyłu. "Cholera, on odzyskał przytomność, lepiej sobie pójde, bo... Strach pomyśleć co on zrobi!" - pomyślał, po czym obrócił się i wyszedł. "Ale jest jeden plus - umiem telepatię, tak? Może ją trochę podszkolę i kto wie?"

- No powiedz coś o sobie! - kolejny raz powtórzył ten sam zwrot Dyninio, jednak nie usłyszał odpowiedzi
Bobercik wszedł do pokoju, w dali, obok okna zobaczył Honou, chłopaka, którego niedawno poznał, a okazał sie tak silny, że aż szok.
- O, Bobercik, może coś zaradzisz, on tutaj stoi od paru minut i nic nie chce powiedzieć! - zawołał nieco zdenerwowany Adrian
- A co to ja jestem? Jak będzie miał jakiś interes, to zapyta - wywnioskował Bobercik. Szczerze mówiąc chciał sprowokować Honou, by zadał im pytanie lub cokolwiek powiedział
- Hej Honou, no, powiedz, na co czekasz! - powiedział Kris podchodząc do chłopaka
"Jeszcze jeden krok i po tobie!" - pomyślał Honou tak głośno, w takich nerwach, że nawet Bobercik to usłyszał.
- Kris, chodź tutaj! Bo jak zaraz ci pier... To będziesz miał! - zawołał Bobercik
- No co!?! Ja tylko chce... - nie zdążył dokończyć Kris
- A może, inteligencie, on czeka, aż wstanie Daegurth? Nie pomyślałeś o tym!?! Wheez, jaki kretyn... - podsumował Krisa Bobercik
- Sam jesteś kretyn! I skąd wiesz!?! - zapytał Kris
- Nie musze mu nawet czytać w myślach, żeby wiedzie... Uups... - powiedział Bobercik
- Jak to, "czytać w myślach"? - zdziwił się Dyninio
- Czy jest coś o czym nie wiem? - zapytał Kris
- A, nic, nic, właśnie nauczyłem się trochę czytać w myślach... - powiedział Bobercik powoli cofając się przed Krisem, który wyglądał na dosyć wkurzonego
"Ja ci zaraz poczytam w myślach... Będziesz prosić o litość Bobek!" - w nerwach pomyślał Kris
-Ja ci zaraz poczytam w myślach, będziesz prosić o litość Bobek - powiedział szybko Bobercik, zanim Kris do niego podszedł
"Że co? On naprawde!?!" - zaczął się zastanawiać Kris
- Ty naprawde potrafisz... Super! - zawołał Kris, po czym obiął ręką szyję Bobercika i zrobił mu "czochrańca", czyli zaczął pięścią trzeć mu włosy
Nagle drzwi do domu otwarły się, to Sesshomaru.
- Hej, puka się! - zawołał Dyninio
Adrian natychmiast rzucił się w jego stronę, obawiając się, że chce zrobić coś złego. Wtedy Sesshomaru jedyn uderzeniem odepchnął Adriana i zadał pytanie:
- Gdzie jest Daegurth? - zapytał
- A co? - chamsko zapytał Adrian podnosząc się z podłogi - Nie wiesz, że po pierwsze się puka do drzwi, a po drugie...
- Nie mam czasu, gdzie on jest? - zapytał Sesshomaru
- Drugie drzwi od prawej - odpowiedział Bobercik w pełni przekonany w dobre intencje Sesshomaru
- Pfff, przynajmniej jeden - powiedział Sesshomaru
"Dziękuję" - usłyszał w myślach Bobercik to, czego Sesshomaru po prostu nie powiedział na głos i się uśmiechnął.
- Dlaczego mówisz mu wszystko nie upewniwszy się co chce!?! - zapytał Adrian
- Daj spokój, jakby chciał rozwaliłby ci tą twoją piękną twarzyczkę - odpowiedział Dyninio - Widać, że nie chce nic złego
Adrian chciał coś powiedzieć, ale się opanował. "Faktycznie, może i nie zapukał, ale mógł ze mnie w tym czasie zrobić już ścierke..." - podsumował w myślach.
- Poczekaj - powiedział Bart - Nie będzie mógł z tobą rozmawiać
- A to niby dlaczego? - zdziwił się Sesshomaru
- Właśnie leży i odpoczywa, przegrał walkę z Honou, tym chłopakiem co jest przy oknie - powiedział Groly
Sesshomaru bez słowa stanął przy drzwiach od pokoju Daegurth'a. Wiedział, że nie zostało mu nic innego, jak czekać.

[center]***[/center]

"To tutaj!" - pomyślał mężczyzna dolatując do miejsca, gdzie z pewnością jeszcze przed chwilą toczyła się walka. Wylądował, wziął do ręki trochę ziemi - "Ciepła, dziwne". Wiedział, że tuż przed chwilą toczyła się tutaj walka, rozejrzał się wokół, dokładnie. Nie zwykł się spieszyć - znalazł ślady, szedł nimi przez chwilę, ale po niedługim czasie znikały w środku lasu. "Ktoś zacierał ślady, ale źle trafił". Mężczyzna obrócił głowę w stronę gruzów. Podszedł bliżej, zobaczył niewielki ślad krwi, dotknął go palcem, powąchał, potem wytarł ręke w chusteczkę, którą wyrzucił. Wiedział już gdzie ma iść, obrócił głowę, widział co jakiś czas kropelkę krwi. "Ktoś się nie postarał i teraz pożałuje".

[center]***[/center]

- Midri - powiedział Vinid - Jak dobrze, że tu jesteś. Miałem taki dziwny sen, wszystko zniknęło, świat czekała zagłada, musiałem uciekać
Dziewczyna uśmiechnęła się do Vinida i podeszła bliżej.
- O czym ty mówisz głuptasie! Chociaż... Faktycznie, zaraz czeka cie zagłada, jeżeli nie zgłosisz się do mistrza Sedio! - powiedziała Midri uśmiechając się
- Faktycznie, coś ze mną jest nie tak, a było to takie realne... - powiedział Vinid - A gdzie Derith?
- Mówił, coś, tylko nie pamiętam dokładnie co - odpowiedziała Midri - Kto by go słuchał?
- Heh, jak zwykle... - podsumował Vinid - Ale coś mi nie pasuje... Midri, stój!
Dziewczyna stanęła w momencie, jak na zawołanie.
- Kai! - zawołał vinid - Coś mi nie pasuje
- Czemu kazałeś mi się zatrzymać? - zapytała Midri
- Skacz na jednej nodze - powiedział Vinid
- Może jeszcze mam się rozebrać!?! - oburzyła się Midri
- Właściwie: tak - powiedział Vinid - Uderz mnie najmocniej jak potrafisz
- Załatwione! - zawołała dziewczyna podbiegając pod chłopaka i uderzając go ze wszystkich sił w twarz, ten odleciał daleko do tyłu. Powoli się podniósł, miał widocznie podbite oko, było całe sine. - Należało ci się, ty zboczeńcu! Nie podejrzewałabym cie o to!
- To wszystko to nie prawda, natychmiast zostaw moje ciało! - zawołał Vinid
Na twarzy Midri pojawił się wyraz oburzenia.
- Skąd wiedziałeś, że to iluzja? - zapytała Midri. Po chwili jej twarz zmieniła się na twarz Deritha
- Chciałbym wiedzieć, zanim cie zabije - powiedział
- Midri nie uderzyłaby mnie nawet, jakbym jej kazał. Raz prosiłem ją cały dzień o walkę ze mną, zgodziła się, ale do walki nie doszło - odpowiedział Vinid - Poza tym jesteś słaby w iluzjach
- Śmiesz mówić, że jestem słaby!?! - powiedział Derith przemieniając się w półzdania w Tewrego
- I to jak, Midri lepiej zna się od ciebie na technikach! - powiedział Vinid
- Ale czekaj, coś teraz mi nie pasuje. Przez sam ten fakt wiedziałeś, że to iluzja? Czy jest coś jeszcze? - zapytał Tewry, po czym zamienił się w Roth'a
- Jeden z moich mistrzów uczył mnie iluzji na poziomie o wiele wyższym od twojego, jak myślisz, jak długo jeszcze będe w niej tkwić? - zapytał Vinid
- Do końca życia! - zawołał Roth i zaczął się śmiać
- Do końca życia, tak? - zapytał Vinid - Za chwilę się zakrztuszę śliną i obudzę, nie tak łatwo jest mnie zabić przy pomocy iluzji, oj nie - Roth przestał się śmiać i zmienił postać. Był teraz w czarnym płaszczu przyozdobionym czerwonymi chmurkami, miał czarne długie włosy i czerwone oczy, wewnątrz których kręciły się trzy czarne kulki.
- W takim razie skończmy to tu i tera... AAAAAAAAAAAAAa - nie zdążył skończyć mężczyzna, gdyż zaczął krzyczeć chwytając się za szyję jedną ręką, a za głowę drugą
- Nie jesteś nawet w połowie tak silny, jak żaden z moich mistrzów, nie masz prawa nosić ich szat - powiedział Vinid
- A... Ale jak... Przecież to... moja techni... ka... - powiedział dusząc się mężczyzna, zaczął zmieniać postać, ale nie przybrał żadnej twarzy, żadnego ubrania, wciąż się zmieniał, bez końca
- Gdybym nie był szkolony przez moich Mistrzów, nie mógłbym cie pokonać, ale dzięki nim, dzięki temu, że potrzebowali planu awaryjnego i wytrenowali mnie, jestem w stanie teraz zniszczyć takie śmiecie jak ty - powiedział Vinid - I powiedz swojemu szefowi, tej zasranej gnidzie, Orenowi, że jak jeszcze raz spróbuje jakiegoś marnego podstępu, to zginie
- Ty... Wiesz...? - zapytał mężczyzna
- Tak, pozwolę ci żyć i powiem jeszcze jedno: Nie pozwól mu nad sobą władać, mogę dać ci wolność, uwolnić cię od niego, ale to już twój wybór. Oren wcale nie jest taki silny, przy użyciu tej iluzji możesz go pokonać nawet ty - powiedział Vinid - A teraz kończe, nie chce cie zabić, tak jak powiedziałem
Mężczyzna przybrał własną postać i puścił szyję i głowę. Klęczał na kolanach, miał na sobie długą fioletową bluzę z białymi znakami co kilka centymetrów i czarne spodnie też z białymi znakami. Miał niedługie zielone włosy i fiołkowe oczy.
- Dziękuję, nie zapomnę tego - odezwał się mężczyzna
- A teraz żegnaj Perio, pamiętaj, że on nie ma prawa ci rozkazywać - powiedział Vinid po czym obudził się, bowiem zaczął się ksztusić własną śliną



Przepraszam za opóźnienie i proszę o oceny

BTW. Znów przekroczyłem limit znaków ^^ 65500 o ile się nie mylę ^^

Jeżeli się nie spodoba to... trudno! Będą lepsze odcinki ^^
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Kris
Avanger
Posty: 2254
Rejestracja: wt lis 22, 2005 11:33 pm
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Kris »

WoW Dae, nigdy się jednak na twój temat nie pomyliłem :D. Jesteś osobą godną miana Jednego z najlepszych pisarzy Fantasy w Polsce ... :D, wszystko co piszesz, ma swoją odpowiedź, wszystko jest przemyślane, oraz ma w sobię odrobinę humoru i nie tylko, o by tak dalej :D

91/100
Obrazek

Obrazek
1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
Awatar użytkownika
Dyninio
Wojownik z Kaioukenem
Posty: 34
Rejestracja: czw lut 15, 2007 2:33 pm
Lokalizacja: ZaDupia

Post autor: Dyninio »

Dae pisze:
Przepraszam za opóźnienie i proszę o oceny

BTW. Znów przekroczyłem limit znaków ^^ 65500 o ile się nie mylę ^^

Jeżeli się nie spodoba to... trudno! Będą lepsze odcinki ^^

No jak to sie niemoze podobac :P Dae nie przesadzaj super odcinek ,super akcja teraz moze czas trenowac uczniow bo tacy sobie są :] A jak dojdzie do walki to bedzie kicha <lol> ;]


Czekam na kolejny..... Ale sobie odpocznij jak chcesz :mrgreen: :mrgreen: :wink: :razz:

Jeszcze raz super :D Graty!!!
Awatar użytkownika
AnimKing
SSJ 5
Posty: 685
Rejestracja: czw lis 23, 2006 12:07 pm
Lokalizacja: z domu

Post autor: AnimKing »

Dae Super Odcinek I Jestem za Tym BY FAnfick Poszedł na Stronę ( o Ile już nie jest xD )
Moja Ocena 99/100
Awatar użytkownika
Mark
SSJ 2
Posty: 101
Rejestracja: ndz lut 04, 2007 10:17 pm

Post autor: Mark »

99/100 dałeś mi dobre zadanie niezły odcinek mam nadzieję że niedługo będzie drugi oj Bobercik podpadłeś Daemu jak mogłeś mu zadawać takie pytania Daegurth dobrze zrobił że pokazał ci tamte obrazy i tak cię nazwał przecież tylko ja mogę zaglądać do myśli Daegurtha i pytać go o takie rzeczy :twisted: tylko muszę jakoś zdobyć Telepatię
Awatar użytkownika
Dyninio
Wojownik z Kaioukenem
Posty: 34
Rejestracja: czw lut 15, 2007 2:33 pm
Lokalizacja: ZaDupia

Post autor: Dyninio »

No Dae kiedy kolejny juz jest dluga przerwa :D , zbierasz wene ?? ;] :lol:
Awatar użytkownika
Mark
SSJ 2
Posty: 101
Rejestracja: ndz lut 04, 2007 10:17 pm

Post autor: Mark »

a no właśnie ile % odcinka skończyłeś Dae?
ODPOWIEDZ