Poprzedni temat «» Następny temat
Ace & Barney present
Autor Wiadomość
Barni 
SSJ 5


Wiek: 25
Posty: 1894
Skąd: Golina City
Wysłany: Nie Sty 30, 2011 12:02 pm   Ace & Barney present

Znowu zaczyna się idiotyczne pisanie razem. I znowu Ace daje ciała, bo mu się nie chce. Pewnie jakieś pozytywne opinie go nie zmotywują, ale to co. Łapcie, ile powstało.

Usta wchodzącego do kuchni Andrzeja rozdarły się w potężnym ziewnięciu. Stłumił je ręką i wymamrotał do siedzącego nad płatkami brata niewyraźne powitanie. Poprawił okrągłe, grube okulary i usiadł, przysuwając do siebie talerz z kanapkami.
- Coś nie tak, braciszku? – zapytał z kiepsko udawaną troską Michał. – Program się zawieszał?
Starszy brat, jak w mordę strzelił. Cyniczny, kpiący ze wszystkich podejmowanych przez młodszego inicjatyw, uważający się za dorosłego i posiadającego wszystkie rozumy – a to wszystko przez głupie siedem lat różnicy.
- Nie– odpowiedział po chwili milczenia Andrzej, przeżuwając kęs.
- To co, może się zawieszał? – nie dawał za wygraną Michał.
- Śmigał jak marzenie.
- No to czemuś taki markotny?
Andrzej odłożył nadgryzioną kanapkę na talerz i posłał bratu przeciągłe, wypełnione po brzegi żalem i goryczą spojrzenie. Kiedy zaczął mówić, głos mu się trząsł, a dolna warga zadrżała, nie wróżąc niczego dobrego.
- Zasnąłem na backspace.
Wybiegającego z kuchni, ze łzami złości i rozpaczy w oczach, Andrzeja żegnała salwa śmiechu.

Pechowy informatyk przykucnął przy plecaku, aby upewnić się, że wszystko spakował. Kiedy uznał, że tak, wstał i ruszył do wyjścia. Nie mógł jednak powstrzymać się przed kilkoma kliknięciami w touch-pad stojącego na biurku laptopa.
Droga do szkoły mijała zwyczajnie. Identycznie, jak wszystkie poprzednie od dwóch tygodni. Odkąd został uczniem jedynego liceum w mieście. Profil, na który trafił, kompletnie mu nie odpowiadał. Miał zdecydowanie ścisły umysł, racja, ale nigdy nie uznawał mat-fizy za swoją bajkę. Kochał komputery i wiedział, że w pełni zadowolony mógłby być tylko w klasie z rozszerzoną informatyką. Niestety, nie było w okolicy szkoły z takim profilem, a rodzice nie chcieli się zgodzić na wysłanie go w świat.
Nie tylko brak informatyki na zadowalającym poziomie był dla Andrzeja problemem. To mógłby przeżyć, przeboleć jakoś do studiów. Prawdziwym utrapieniem okazali się nowi znajomi. Już po trzech dniach widać było, kto będzie wiódł w klasie prym, a kto zostanie kozłem ofiarnym. Ta ostatnia rola przypadła Andrzejowi i jeszcze jednej grubej dziewczynie. Wszyscy zgodnie orzekli, że idealne wymiary dziewczyny domorosłego informatyka to 1024 na 768 i że jej imię powinno kończyć się na .jpg. Określenie „Sweterkowiec” uczepiło się go, jak przysłowiowy rzep psiego ogona i wiele wskazywało na to, że będzie mu towarzyszyć przez trzy kolejne lata.
Banda debili, pomyślał z goryczą Andrzej, skręcając w boczną uliczkę prowadzącą bezpośrednio do liceum. Popatrzył na pokaźny budynek i przełknął ślinę. Kolejny dzień męki. Dobrze, że czekało go tylko sześć lekcji.
Przekraczając szkolny próg, ziewnął potężnie. Niepotrzebnie zarywał noc przed monitorem.

~*~
- Dzień dobry!
- …bry
- Dzień dobry, panie dyrektorze!
- Mhm…
- Cześć, tato.
- O, cześć. Szukałem cię – powiedział wysoki mężczyzna z burzą siwych włosów. – Chodź na słowo, synku.
Synku, pomyślał Kuba, czyli się dowiedział. Nienawidzę tej szkoły. Odszedł od grupy wyrostków, z którymi okupował parapet. Wbił ręce w kieszenie dresów i ruszył parę kroków za ojcem.
- Jakubie Dębski, pobiłeś swój zeszłoroczny rekord – stwierdził Dębski senior grobowym głosem. – Dopiero drugi tydzień szkoły, a ty już zarobiłeś pałę z chemii.
Kuba zwiesił wygolony czerep oglądając czuby swoich białych butów. Kiedy ojciec już otwierał usta, by poczęstować syna słownym łomotem dopadł do niego jeden z nauczycieli.
- Karolu! – krzyknął jowialnie stary profesor od historii. Był tak stary, że w dolinach jego zmarszczek mogłyby odbywać się kursy survivalowe. Zgarnął dyrektora ramieniem i poprowadził wraz ze sobą pokazując mu zarys apelu na najbliższe kilka dni. Wniebowzięty uczniak odpowiedział ojcu uśmiechem na jego groźne spojrzenie i wrócił do kolegów.
- Co tam? Przypał z kutangensem z chemii? – zapytał jeden z nich.
Kuba zbył go machnięciem ręki i potoczył się do klasy, do której przed chwilą weszła profesor Buczyńska. Buka, postrach całego liceum i największy koszmar Jakuba Dębskiego. Jeszcze nie wiedział jaką niespodziankę naszykowała im, by zepsuć im początek tego wydawałoby się pięknego dnia.

Nie, nie, nie, nie, nie! Krzyczał w myślach Kuba, to nie może być prawda. Przed rwaniem włosów z głowy powstrzymywała go tylko ich długość. Były za krótkie, by je złapać. Z paniką w oczach rozejrzał się wokół. Każdy z nosem kilka centymetrów nad ławką skrobał już, co wiedział. Kuba już swoje napisał. Podpisał się i zapisał pytania.
- Jacuś, pomocy! – wyszeptał do kolegi z ławki.
Jacuś był sportowcem. Wraz z Kubą grali w reprezentacji szkoły w nogę. Ale Jacuś nie miał ojca dyrektora i wcale nie przejmował się trwającą kartkówką z matematyki. Z rękami za głową wpatrywał się w sufit, a na prośbę pomocy odpowiedział dzikim rechotem pokazując koledze czystą kartką. Napisał tylko swoje imię i nazwisko. I tak z błędem.
Kuba miał ambicje. A ambicje dotyczyły wychodzenia z domu, więc trzeba było napisać tą kartkówkę na więcej niż zero punktów. Buka krążyła po klasie wytrzeszczając oczy i nasłuchując szeptów. Co jakiś czas sapała ciężko. Krążyła pogłoska, że to forma echolokacji i w ten sposób jest w stanie określić, kto wyciąga z kieszeni ściągę.
- Widzicie, nieuki?! – wrzasnęła nagle, tak że Kuba prawie spadł z krzesła. – Andrzej już oddał swoją pracę i na pierwszy rzut oka widzę, że to murowana piątka!
Andrzej. Chłopak bez kolegów, bez życia i bez problemów z nauką.
- Potrzebuję cię, Andrzejku – mruknął Kuba pod nosem, zakreślając w głowie następną pałę w swojej edukacji.

~*~
Andrzej uderzał gorączkowo w klawiaturę. Spędzał w pracowni informatycznej wszystkie długie przerwy, a i tym razem nie było inaczej. Wyprostował się akurat na krześle i podwinął rękawy sweterka, kiedy ktoś powiedział mu nad uchem:
- Bu!
Chłopak podskoczył na tyłku, uderzając kolanami o biurko. Odwrócił się i zobaczył jednego z tych, którzy zawsze uważali się za fajnych. Chociaż sam Andrzej za takich ich nie uważał. Kuba, leser ze sportowego gimnazjum. Od początku roku młody informatyk zastanawiał się, jak ten tuman dostał się do takiej szkoły i do tej pory nie znalazł odpowiedzi.
- Nie uważam, żeby takie straszenie było na miejscu – oburzył się, spoglądając na chłopaka znad okularów.
- No i spoko – skwitował Kuba. – Słuchaj, Andrzej, sprawa życia i śmierci, jak nic. – Uderzył prosto z mostu, nic sobie nie robiąc z niezrozumienia na twarzy klasowego kujona. A należy podkreślić, że gościło ono tam niezwykle rzadko.– Nie usiadłbyś ze mną na matmie? I tak siedzisz sam, więc wiesz… Najfajniejszy chłopak w klasie ci to proponuje, a wystarczy tylko, żebyś dawał mi ściągać na sprawdzianach. Zgadzasz się?
Andrzej milczał przez kilka chwil, a jego i tak powiększane przez okulary oczy stały się jeszcze większe. Kiedy się w końcu odezwał, miał dziwny, nieswój głos:
- Nie. Obawiam się, że może się to okazać zgubne dla moich koncentracji i wydajności.
- Bez paniki! – Kuba wyciągnął przed siebie ręce w uspokajającym geście. – I tak nie będziemy mieli o czym gadać, chodzi tylko o pomoc na sprawdzianach.
Andrzej zastanowił się. Już chciał podtrzymać sprzeciw, kiedy nagle coś przyszło mu do głowy.
- W porządku, ale też mam warunki. Klasa uważa cię za guru, chociaż ja absolutnie nie wiem, dlaczego. Wykorzystaj to, żeby dali mi spokój. Nie wymagam przyjaźni, niech się po prostu odczepią. I jeszcze jedno, ale to trochę głupie…
- Nie głupsze niż ja, mów – ponaglił Kuba, nie dając po sobie poznać, jak bardzo zbiło go z tropu pierwsze żądanie. Przez chwilę pomyślał nawet, że został postawiony przed niemożliwym.
- Ale nie będziesz się śmiał?
- O ile nie poprosisz, żebym nauczył cię sikać na stojąco, to nie.
- Chciałbym, żebyś przekonał do mnie Kingę. Obojętność całej klasy i przychylne spojrzenie Kingi. To moje warunki. Chyba niezbyt wygórowane, biorąc pod uwagę, że w zamian zdasz do następnej klasy? – Andrzej uśmiechnął się lekko, ukazując równy szereg drobnych zębów. Widział twarz skołowanego, przejętego Kuby i już wiedział, że wygrał.
- No , spróbuję – syn dyrektora dobił targu niepewnym głosem.
A potem wyszedł, pozostawiając Andrzeja sam na sam ze skryptem i kilkoma minutami przerwy.
_________________


.
 
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1934
Wysłany: Pon Sty 31, 2011 4:07 pm   

napisz co to jest, bo widze, ze niezbyt wasz cenzura harry potter tylko jakies luzne cos o nieznanych andżejach :o
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
krova 
SSJ 5


Posty: 1188
Skąd: szczytno
Wysłany: Wto Lut 01, 2011 8:27 am   

Nie chce mi sie czytac, ale na pewno ujowe.
_________________


-Jest jakaś miara szczęścia?
-Tak, promile.

 
 
 
Barni 
SSJ 5


Wiek: 25
Posty: 1894
Skąd: Golina City
Wysłany: Wto Lut 01, 2011 10:33 am   

No, to jest jakieś coś o nieznanych Andrzejach. :P
_________________


.
 
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1934
Wysłany: Śro Lut 02, 2011 9:39 pm   

lipa nie czytam xD
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by razz & Saski