Chcę jeszcze podziękować Acerowi, który był łaskaw przejrzeć sporą część tego rozdziału i poprawić ;]
Miłej lektury xD
[center]Reiatsu Rozdział 2[/center]
Walka. Czymże jest pojedynek bez celu? Zaledwie pustką wypełnianą przez bolesne emocje. Każda bitwa powinna mieć wartości, dla których podnosimy broń. Namiętność jest prawdziwą esencją walki.
Klęczący Iwate był zszokowany tym, czego doświadczył przed chwilą. Jego ciało drżało, a dłonie z trudnością trzymały miecz. Czuł strach, jeszcze moment temu sama śmierć zatrwożyła jego serce. Te niebieskie oczy, nie widać w nich było niczego poza rządzą krwi. Spojrzał w górę, na wysoką postać stojącą przed nim. Złapał młodzieńca za koniuszek dolnej szaty.
- Co ty do cholery robisz?! – powiedział oschle wyraźnie wściekły.
- Chcesz sole trzeźwiące? Ratuje ci tyłek, idioto. – odparł spokojnie Tsuchiro.
- Wynoś się, to nie twoja walka! – wydarł się Shun.
- Twoja też nie, kończymy zabawę na dzisiaj. – Rai rzekł stanowczo chowając miecz. Odwrócił się do przyjaciela i położył mu dłoń na ramieniu. Iwate otworzył usta by coś powiedzieć, lecz przerwano mu. – Zastanów się, czy w tym pojedynku widzisz jakikolwiek sens?
Po osłupiałej twarzy Shuna widać było, iż te słowa wywarły na nim wrażenie. Tsuchiro uśmiechnął się lekko, po czym szybkim ruchem złapał go za kołnierz i postawił na nogi.
- Jeśli klękniesz dzisiaj jeszcze raz, to Cię oskalpuje. – przysiągł ze śmiechem.
- Jesteś okrutny człowieku. – odparł Iwate, po raz pierwszy wyglądał na rozbawionego.
- Ej ptaszki, skończyliście miłosne ćwierkanie? – dobiegło ich wołanie. Mina niecierpliwego Lexina doskonale wyrażała niezadowolenie… Nie, on był wściekły. – Ty wysoki, przerwałeś mój pojedynek. Chyba nie sądzisz, że Ci to odpuszczę?
- Spadaj. Powiedziałem, że na dziś wystarczy. – odpowiedział Rai.
- Wystarczy? O czym ty do cholery mówisz? Zabawa dopiero się rozkręca, a ty będziesz żałował pierwszy.
Jennir nie miał zamiaru kontynuować rozmowy. Bez ostrzeżenia rzucił się w stronę młodych uczniów. Ostrze jego miecza wystrzeliło naprzód w śmiercionośnym pchnięciu. Tsuchiro odepchnął Shuna z linii ataku i w mgnieniu oka dobył broni. Rozległ się głośny szczęk stali, gdy klingi skrzyżowały się w potężnym starciu. Spojrzenia obu przeciwników napotkały się pomiędzy zaciekłymi Zanpakuto. Rai dopiero teraz zrozumiał reakcję Shuna. Błękitne oczy wręcz emanowały szaleńczą uciechą, dla kogoś takiego słowa nie miały żadnego znaczenia.
Lexin odsunął lewą nogę do tyłu rozluźniając napór. Podniósł rękojeść wysoko i pchnął nad ramieniem przeciwnika. W ostatniej chwili Tsuchiro uchylił się odbijając miecz i wyprowadził cięcie z góry. Wtedy Jennir odskoczył w prawo. Rai zatrzymał ostrze na poziomie klatki piersiowej i ciął w bok. Cios ledwo musnął Lexina żłobiąc mu na policzku cienką rysę. Obaj ponownie zatrzymali się w iskrzącym starciu.
- Do cholery, odpuść! – krzyknął ostro Rai. – Nie chcę z tobą walczyć.
- Powaliło Cię? Nie odpuszczę w środku tak cudownej walki. – na podkreślenie słów, zlizał z policzka kilka kropel krwi.
Pokonany w tej kwestii Tsuchiro, położył na klindze dłoń zwiększając tym samym napór. W odpowiedzi otrzymał cios w twarz. Siła uderzenia odrzuciła go do tyłu. Zachwiał się w próbie utrzymania równowagi. W ostatniej chwili ujrzał nadciągające ostrze, dosłownie o włos uniknął ataku. Ignorując ból pochylił się bliżej przeciwnika i złapał go za szatę. Potężnym pchnięciem cisnął nim w ścianę. Tynk posypał się wokoło, gdy plecy Lexina wbiły się w kamień. Rai odsunął się na parę kroków, by dojść do siebie. Jennir klęknął przed płytką dziurą w murze podziwiając nadzwyczajną siłę przeciwnika. Po raz pierwszy zdarzyło mu się widzieć taki pokaz energii.
Wykorzystując chwilową przewagę zaatakował. Zbliżywszy się do Raia rozpoczął śmiercionośny taniec ostrza. Zdawało się, że jego miecz był w kilku miejscach naraz. Śmigał to z jednego boku to z drugiego, a lekko zdezorientowany Tsuchiro nie był w stanie zablokować każdego ciosu. Po kilku dłużących się seriach, jego szata adepta była miejscami postrzępiona. Gdzieniegdzie wąskim strumyczkiem spływała krew. Rai musiał przyznać przed sobą, że gorzej włada bronią. Postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Gdy Lexin ciął przed siebie, Tsuchiro odbił miecz. W tym samym momencie umiejscowił swoją klingę pomiędzy Zanpakuto Jennira i jego ramieniem. Mając otwarty atak, wystawił prosto rękę.
- Hadou no Sanjuuichi: Shakkahou!* - wypowiedział inkantację.
W jego dłoni pojawiła się czerwona kula energii, imitująca ogień. W mgnieniu oka pocisk wystrzelił, po czym nastąpił wybuch. Cała uliczka zapełniła się kurzem i smrodem spalenizny. Z wielkiego obłoku na środku drogi wypadły dwie postacie. Rai potoczył się po kamiennej posadzce bryzgając na kafelki krwią. Jego ciało zatrzymało się przy uderzeniu o mur. Ledwo mógł uwierzyć w to, co się stało. Dolna część ramienia wraz z dłonią były lekko osmalone. Ponadto od uderzenia jego ręka krwawiła w kilku miejscach.
- Kidou? – dobiegł go głos. – Nie jesteś w stanie mnie pokonać magią demonów na takim poziomie. – szyderczy uśmiech spełzł z twarzy Lexina, mimo bariery odczuł ból po wybuchu.
Rai podniósł się na kolana. Rozejrzał się wokoło, by sprawdzić czy Shun jest cały. Nie było go w pobliżu. Tsuchiro utkwił spojrzenie w przeciwniku. Był niemal pewien, że jeżeli teraz odpuści, to ten człowiek nie cofnie się. Przeklął w duchu moment, gdy skrzyżował miecze z Lexinem. Nie miał innego wyjścia, jak ostatkiem sił wydostać się z opresji. Ciągle dysząc stanął w rozkroku. Odsunął miecz w tył i położył dłoń na klindze. Jego reiatsu zaczęło wyzwalać się w niezwykłym tempie. Powietrze stało się ciężkie, wypełnione ciśnieniem duchowej energii.
- Wiesz, że to zaszło za daleko? – powiedział Rai z uśmiechem.
- Jakby mnie to obchodziło. Nie powiesz mi, że nadal chcesz wygrać z takimi obrażeniami? – odparł Jennir.
- Zacznijmy od tego, że w cale nie chciałem walczyć, lecz teraz nie dam ci tej satysfakcji.
Krzyknął przeciągle na podkreślenie wyzwolenia. Jego dłoń gładko przejechała po ostrzu, aż do samego czubka. Zanpakuto błysnął bladym płomieniem. Źrenice Lexina rozszerzyły się w niedowierzaniu, gdy patrzył na to zjawisko. Tsuchiro wyprostował się dając przeciwnikowi chwilę na przyjrzenie się płonącej broni. Jego postać rozpłynęła się w powietrzu.
- Shunpo?! – Lexin wychrypiał ze zdumienia. - To niemo...
Dalsze słowa ugrzęzły mu w gardle, gdy poczuł oddech Raia na swoich barkach. W ostatniej chwili udało mu się zablokować nadciągający atak, mocniejszy niż wszystkie inne wcześniej. Tsuchiro zniknął ponownie, by pojawić się nad przeciwnikiem. Zanpakuto błysnął w potężnym cięciu. Jennir kolejny raz cudem uniknął ścięcia, uchylił się skokiem bok. Rękaw jego białej koszuli opadł w strzępach, zbroczony kilkoma kroplami krwi. Lexin, przy lądowaniu odbił się w górę. Rai już na niego czekał, wykorzystując Shunpo zaatakował znowu. Błękitnooki chłopak zdążył jedynie ustawić miecz do bloku, lecz nawet to nie powstrzymało siły ciosu. Energia uderzyła w niego z całą swą wściekłością wystrzeliwując przeciwnika, niczym z procy, w dół.
W powietrze wzbiły się tumany kurzu oraz spore odłamki kamiennych kafelków, gdy ciało Lexina zetknęło się z ziemią. Tsuchiro opadł na posadzkę dysząc ciężko. Seria potężnych ataków wycisnęła z niego sporo reiatsu, przez co jego Zanpakuto począł tracić na blasku.
- Ty cenzura… - usłyszał głos Lexina spomiędzy mgły kurzu. – Zabiję Cię!
Niebieskie włosy wyłoniły się z szarego obłoku. Część jego stroju zbryzgana była krwią cieknącą strumieniem z ramienia, a twarz wyrażała czystą nienawiść. Nie czekając ani chwili Jennir zaczął wyzwalać energię, która rozwiała kompletnie matową zasłonę. Rai nie został w tyle. Mimo zmęczenia przelał ostatki reiatsu w miecz, który na powrót rozbłysł białym płomieniem. Obaj rzucili się do ataku w tym samym momencie. Ich kroki zdawały się dłużyć, gdy przemierzali ostatnie metry. Jednak zanim klingi się starły, przed nimi pojawiły się dwie postacie. Bez większego problemu, ostateczna szarża została zatrzymana.
- Co wy do cholery robicie? – spytał z krzywym uśmiechem czerwono-włosy mężczyzna stojący przed Raiem. – Tego typu walki są zabronione, ponadto nie jesteście jeszcze pełnoprawnymi shinigami.
- Oficer Abarai… - wychrypiał Tsuchiro. Znał tego człowieka, gdyż Renji przychodził kilka razy na inspekcję do akademii. Pospiesznie odsunął Zanpakuto i pochylił głowę. – Proszę o wybaczenie.
- To nie mnie masz prosić o wybaczenie. Tłumaczyć się będziesz przed Dyrektorem Akademii. Jednak… sądząc po waszym wyglądzie, niewiele wam to pomoże.
P.S Chciałem napisać ciut więcej, lecz skończyłem to dosyć późno i nie miałem już siły na dalsze scenki xD Obiecuję, że part 4 będzie dłuższy.
A tak Barni, dzięki zapomniało mi się xD
*Droga destrukcji nr 31 - (według tłumaczenia na angielski) Red Flame Cannon, czyli można przetłumaczyć na Wyrzutnię Czerwonego Płomienia xD







