Dragon Ball Ż

Jeśli stworzyłeś coś ciekawego i chcesz się tym podzielić, zamieść swoją pracę w tym dziale.

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Przepraszam za Double-Post, ale umieszczam re-mix walki, na który pozwolił Acer. Miłego czytania!






Wzgórze na którym się znajdowali było płaskie, porośnięte trawą po sam horyzont. Mogli śmiało rzucać wzrokiem we wszystkie strony, widząc oddalone o setki kilometrów wieżowce z centrum, nieuczciwej stolicy handlowej, gdzie tylko bogaci i uprzywilejowani mieli wstęp.
"Gdybym tylko był dość silny..." - myślał Acer patrząc w dal, na drapacze chmur, po czym zajrzał w biedniejsze dzielnice. Nikt nie widział jak otarł płynącą mu po policzku łzę.
"To naprawde chamskie i nieuczciwe..." - myślał Draco zatrzymując się. Mathew zobaczył ręke Draco, drżała, trzęsła się będąc uformowaną w pięść. Przypominał sobie stare czasy, gdy jeszcze był młody, kiedy to poczuł na ramieniu czyjąś ręke. To Mathew.
- Już za niedługo to się skończy, postaramy się o to - powiedział
Draco przez chwilę patrzał na niego ze zdumieniem, wydawało mu się, że czytał mu w myślach. Kiwnął wreszcie głową, a na jego twarzy pojawił się nieznaczny uśmiech. Wyobraził sobie bowiem co zrobi z tymi, przez których ta planeta cierpi, a wcale nie były to zbyt miłe myśli. Jednak on, tak jak Mathew uważał, że należy się sprawcom tego czynu niezły łomot, na którym nie skończyłoby się to wszystko. Sami powinni przejść przez to, co ci ludzie, aby się nauczyli.
Dae ze smutkiem w oczach patrzał na trawę. Jak zwykle, nie wypowiedział ani słowa, choć gotowała się w nim złość, gniew. Nie znosił, gdy ktoś upokarzał innych, zabijał ich śmiercią wolną, pełną bólu. Lepsza już jest natychmiastowa śmierć, niż takie życie. Patrzał na trawę pod nogami oddychając głęboko, jak zawsze, spokojnie w ustalonym rytmie. "Gdyby tylko moje technologie mogły pomóc, jakby mój miecz był na tyle ostry, a ręce na tyle silne... Gdybym się nie bał o poświęcenie choćby jednej osoby, to ta planeta, cały wszechświat... Ale tak nie jest i nigdy nie będzie, gdyż życie jest wartością najwyższą" - myślał Dae, wszystko to przemknęło mu przez głowę w ułamku sekundy. Przyzwyczaił się do tego, jeszcze szybciej czasem musi myśleć robiąc wciąż to nowe "zabawki" - "Acer... Co ty u licha planujesz? Wydaje mi się, że nie ściągnąłeś nas tutaj bez przyczyny, więc po co?". Uniósł głowę, patrzał na postać w płaszczu, która wciąż wbijała wzrok w dal. Acer szybko się obudził, widać było, że nieco się rozluźnił, jednak tylko Dae patrzał mu teraz w oczy, gdyż to w jego stronę cię obrócił. Ten zobaczył w jego oczach gniew, ogromny gniew, który tylko czeka na to, żeby się uwolnić.
- Co powiecie na to, żeby się trochę rozruszać? - przełamał lody Acer mówiąc spokojnie, aczkolwiek doniośle, jednocześnie rozglądając się wokół
- Nie najgorszy pomysł - potwierdził Mathew
- Jak chcecie - odpowiedział Draco - Ja czytam książkę, jeżeli wam to nie przeszkadza. A nie przeszkadza, prawda?
- Jasne, że nie - powiedział Mathew rozciągając się, po czym legnął na trawę plecami.
"Dzisiaj niebo jest takie piękne..." - pomyślał Mathew, po czym się podniósł do pozycji siedzącej, a na jego twarzy pojawił się fałszywy uśmiech. Tak naprawde nie był szczęśliwy, że nie może nic zrobić, aby pomóc mieszkańcom Temerii
- Więc co proponujesz? - zapytał Mathew
Zobaczył, że Acer praktycznie nie usłyszał tego co mówi. Patrzał na Dae'go, a ten odwzajemniał spojrzenie. "Zakochał się, czy co?" - zastanawiał się Mathew
"Nie wytrzymam ani chwili!" - wrzały emocje wewnątrz Acer'a. Dae zorientował się, że Acer ma do niego jakąś sprawę. Nie domyślił się jednak o co konkretnie chodziło.
- Pojedynek na miecze - wreszcie odezwał się Acer - Tu i teraz. Co ty na to?
"Więc o to chodzi" - podsumował w myślach Dae - "Chce wyrzucić z siebie gniew, żeby nie działać pochopnie. Bardzo mądrze... Mi też to może pomóc, a przy okazji sprawdzimy któż lepiej włada bronią". Saiyan zakręcił nadgarstkiem prawej ręki, po czym się wychylił lekko do tyłu, a chyba wszystkie kręgi mu "strzeliły".
- Z przyjemnością - odpowiedział długowłosy chłopak podnosząc obie ręce do góry.
Przechylił je do tyłu, lekko złapał krótkie rękojeści przewieszonych na krzyż mieczy, które leżały na jego plecach. Przesunął ręce wyciągając miecze przed siebie. Te posłusznie się rozdzieliły, jeden leżał w prawej ręce, drugi w lewej. Saiyan trzymał dłonie w miejscu, gdzie było najmniej wymalowanych run na pięknej rękojeści. Głowice wyglądały jakby ktoś odciął ich część, jednak tak miały wyglądać.
Same miecze były raczej nie długie, krótkie też nie. Takiej średniej długości. Ich ostrza zalśniły odbijając światło wznoszącego się niedaleko horyzontu słońca, jednocześnie tworząc wrażenie jakby były nieco krótsze.
Acer dostrzegł jeden minimalny szczegół, ręce Dae ruszały się z niesamowitą gracją, do tego przy takich mieczach, musiało to być trudne. Mimo, że nie były tak ciężkie jak jego miecz, to przecież był jeden miecz na ręke, a płynność ruchów Saiyana wzrosła gdy wziął miecze w ręce. Całyczas jednak zastanawiał się dlaczego dłonie trzymające rękojeści czasem drżą...
Bez wachania złapał rękojeść swojego miecza. Nikt wcześniej nie miał okazji mu się bliżej przyjrzeć, a na pewno nie ktoś, kto znał się na mieczach na tyle dobrze, co Dae.
"Długa rękojeść pozwala na pewniejsze trzymanie oręża" - domyślał się Dae - "Pokrycie jej skórą nie było głupim posunięciem, teraz na pewno lepiej trzyma się dłoni. A to ostrze...". Fakt faktem, ostrze było niesamowite. Jego srebrno-czarny kolor odbijający częściowo światło pasował do rękojeści, a jednocześnie do właściciela. Dzięki padającemu pod dużym kątem światłu wyglądało jak jakaś bestia, tworząc wokół złotawą aurę.
Draco ziewnął. Był trochę zmęczony i chciał się oderwać od panującej tu atmosfery, dlatego wziął swoją książkę i usiadł. Otwarł, spojrzał na pierwszą stronę, po czym przerzucił kilka kartek i przybliżył dla ułatwionego czytania księge ku oczom.
Zaciekawiony tym co się wydarzy Mathew postanowił przyglądac się walce. Usiadł nieco wygodniej, tak aby jednocześnie widział dużo i nie czuł bólu, a tymbardziej nie przeziębił się przez siedzenie na zimnym gruncie.
Dae wziął teraz oddech głębszy niż zazwyczaj, powoli wypuścił powietrze. Stanął bokiem do Acer'a, lewą nogę wystawił troszkę do przodu, prawą zaś cofnął i w dużym stopniu ugiął. Trzymana w lewej dłoni broń została przesunięta tak, że była ustawiona przed Saiyanem, lekko przechylona w jego stronę. Jedynie łokieć i wzrok Dae wskazywał gdzie jest cel. Druga ręka przesunęła się do góry, zatrzymała się nad głową, będąc ugiętą. Miecz trzymał tam mocniej niż w drugiej ręce.
Przy pomocy broni w lewej ręce miał się głównie bronić i pomagać w manewrach, a tylko sporadycznie pomóc w atakowaniu broni z drugiej ręki, która miała za zadanie atakować, manewrować i sporadycznie wzmacniać defensywę. Wszystko było spowodowane tym, że Dae był głównie prawo-ręczny. Miał jeszcze jeden styl walki mieczem, ale go nie używał. Po prostu nie chciał.
Stojący na przeciwko Saiyana jego pobratymiec w płaszczu wystawił lewą ręke w stronę Dae, a drugą cofnął i uniósł wysoko do góry. Możnaby powiedzieć, że stał w takiej samej pozycji co Dae, z tą różnicą, że miał jeden, większy, miecz, którym wskazywał położenie swojego przeciwnika.
Draco jeszcze raz spojrzał znad książki w stronę stojących prawie w bezruchu postaci, po czym myśląc, że nie wydarzy się nic ciekawego znów wrócił do lektury. Mathew zaś przymykał oczy, był dosyć senny, a do tego "show", który chciał zobaczyć okazał się nudny. Dwie mające walczyć ze sobą postacie stały na przeciw i patrzały sobie w oczy, jakby się zakochały... "Bezsensu..." - pomyślał Mathew nie znając się na walkach przy użyciu broni białej za dobrze.
Otwarł szeroko oczy jednak, gdy zobaczył ruch. To Dae, pierwszy dobiegł ku Acer'wi. Wyskoczył robiąc w powietrzu mały obrót. Wymierzył, nie mógł chybić. Zbyt często stosował ten manewr na tych jego treningach, które niekiedy trwały całymi dniami. Nie chybił, gdyż atak został zablokowany.
Miecz Acera odbił jeden z krótkich mieczów Dae. Iskry spowodowane zderzeniem się ze sobą z dość dużą siłą ostrzy poleciały we wszystkie strony. Chłopak w płaszczu robił już niewielki, szybki piruet na zgietych nogach, unikając drugiego ostrza, które minęło jego głowę o włos.
"W tętnice szyjną" - domyślił się Acer - "Mogło mnie zaboleć, bardzo, jednak...". Dae szybko zrobił obrót i uderzył mieczem w prawej ręki. Ciął długo, zobaczył tylko jak wyprostowany Acer podnosi miecz i lekko odbija mierzone w niego ostrze.
"Cholera, coś jest nie tak" - pomyślał Acer - "Za ciężko jest odbijać jego ataki, jednak uczyłem się jak odbijać bardzo silne ataki!". Kolejny miecz mierzony w ramię Acera trafił w jego miecz, który ruchem w dół zsunął krótki miecz Dae'go w tymże samym kierunku.
Kolejny półobrót, Dae uderzył mieczem w prawej ręce w miecz Acer'a, który z łatwością odbił ostrze przeciwnika do góry.
"Przez ułamek sekundy..." - mówił do siebie w myślach Acer - "Co to było? Przecież to wygląda tak, jakby się ze mną bawił. Manewrował mieczem przed walką niesamowicie, a teraz? Coś jest nie tak...".
Acer całyczas stał wyprostowany odbijając ataki Dae z niewielkim trudem. Wciąż dziwiła go siła wsadzana w ataki, raz mniejsza, raz kilkanaście razy większa, jakby Dae nad nią nie panował.
Mathew przyglądał się z boku walce widząc nie tylko jak wspaniale Acer się broni, ale też manewry Dae'go, który robi co chwila jakiś obrót przyspieszający jego zdolność do ataku.
"Sprawdzimy na ile jesteś silny!" - pomyślał Dae biorąc zamach od góry. Ciął długo, za długo. Acer zorientował się, że mierzony cios będzie bardzo mocny, dlatego odskoczył.
Miecz Dae wbił się głęboko w ziemię, którą przeciął jak masło. Do tego Saiyan przypadkowo uderzył palcem u prawej ręki w ziemię, a w tym miejscu pojawiło się niewielkie wgłębienie.
Acer dokłądnie przyglądał się ruchom Dae widząc, że coś jest nie tak. Chłopak w płaszczu skoczył na bok, widział jak Dae szybko obraca głowę w jego stronę, szybko zakręcił w miejscu mieczem robiąc młynek, po czym zaczął biec, dość szybko, doskoczył do Acera i chciał go uderzyć ten jednak odbił nadlatujące ostrze.
"Już wiem" - powiedział do siebie w myślach Acer - "To dlatego nawet nie mógł mnie trafić. Fakt faktem, wywija mieczem niesamowicie, mógłby zabić niejedną osobę, jednak nie mnie".
Acer nie zaatakował ani razu, choć mógł już wiele, naprawde wiele razy uderzyć Saiyana, który jednak był gotów do obrony. Nikt nigdy się nie dowie, czy zdołałby się obronić w takiej sytuacji. Wreszcie chłopak w płaszczu odskoczył.
- Dobra Dae, przestań się wygłupiać - powiedział Acer opierając miecz o ramię i stając luźno
Saiyan zaciekawił się, nie wiedział o co chodziło stojącemu przed nim miecznikowi, który naprawde niesamowicie się bronił. "Nie zaatakował" - podsumowywał Dae - " A mógł, tyle razy, co najmniej tyle co ja, a tego nie zrobił. Gdzie on się uczył tak walczyć?"
- A co niby robię głupiego? - zapytał Dae
- Robisz ze mnie głupca - podsumował Acer - Ściągaj już te ciężarki
Saiyan otwarł szeroko oczy. Rozluźnił ręce, a ze zdziwienia otwarł usta i wpatrywał się w Acera. "Acer... Jedyna osoba, która zobaczyła, że używam ciężarków" - pomyślał Dae zamykając oczy.
- Jakie ciężarki? - zdziwił się Mathew przyglądający się walce. Draco był zbyt zajęty czytaniem, żeby słuchać czego mówią jego kompani. Książka wciągła go do swojego świata niemalże bezpowrotnie.
- Szybko, nie mamy całego dnia - ponaglał Acer widząc zdziwioną minę Dae
- Dobrze, ale pod jednym warunkiem - powiedział Dae - Ty ściągasz płaszcz, który ogranicza ci ruchy.
"Nieźle, on też zobaczył, że nie moge się ruszać za dobrze przez ten płaszcz. Więc będzie to uczciwa wymiana" - myślał ściągając płaszcz. Zrobił to zaledwie jednym ruchem lewej, wolnej, ręki. Pod okryciem znajdowała się okazała zbroja, najwyraźniej wiele przeszła, ale wciąż była zadbana i piękna.
"Nigdy nikt nie odkrył, że nosiłem ciężarki" - pomyślał Dae patrząc z minimalnym uśmiechem na Acer'a - "Tym razem znalazł się ktoś godny zdjęcia ich. Niech stracę, ściągnę je, zawalcze ten jeden raz tak, jak należy!". W międzyczasie Mathew zastanawiał się o co chodziło z tymi "ciężarkami", a Acer zastanawiał się ile Dae może nosić. "Szacuje, że... Około sto kilogramów, nie więcej. Wtedy sprawdzimy, czy naprawde jesteś na tyle dobry w walce na broń białą Dae, bo prędkością będziesz mi równy" - myślał Acer przyglądając się wbijającemu w ziemię miecze Saiyanowi.
Dae zaraz po wbiciu mieczy w ziemię podniósł prawą ręke do góry, a przy pomocy lewej ściągnął białą rękawiczkę pokrywającą ją trochę poza nadgarstek.
"Co to jest!?!" - zdziwił się Mathew widząc czarną opaskę na nadgarstku Dae - "To są te całe ciężarki? Po co one komu?".
Saiyan odpiął opaskę, zupełnie jak branzoletę, po czym rzucił nią w prawo. Początkowo się wznosiła, po czym nagle wbiła się w ziemię. Masa pyłu wyleciała spod opaski, zanim ta się zatrzymała kilka metrów pod ziemią. Huk był dosyć głośny, nawet sam Draco słysząc go oderwał się od książki. Nie tylko przez huk, wydawałoby się że cała planeta się zatrzęsła od wbijającego się ciężarka.
"I... Ile on tam nosił!?!" - zdziwił się Acer nie widząc nigdy, by jakikolwiek ciężarek wbił się tak w ziemię, w widział nawet trzystu-kilowe odważniki spadające na ziemię. Te ledwie się w nią wbijały, a na pewno nie wyrzucały już zmiażdżonego piasku spod spodu, tym bardziej nie trząsły w takim stopniu podłożem.
Dae ściągnął rękawiczkę z lewej dłoni i powtórzył proces. Wyrzucił ciężarek, a ten upadł robiąc to samo, co poprzedni. Draco otwarł oczy bardzo szeroko ze zdziwienia, a Mathew zastanawiał się ile on tam nosił. Poza tym po co komu takie ciężkie ubranie, nie mógł się zorientować o co chodziło. "On chyba jest jeszcze większym świrem, niż myślałem!" - zastanawiał się Mathew.
Saiyan spowrotem założył białą rękawiczkę na lewą ręke, po czym schylił się, odsunął lekko but.
"Na nogach też!?!" - zdziwił się Mathew nie dowierzając - "Jak ja i Draco możemy o nich nie wiedzieć!?!" - myślał patrząc na jeszcze bardziej zdziwionego Draco.
Dae odpiął ciężarek i rzucił na bok, a ten wbił się głęboko, głębiej niż poprzednie. Huk był teraz bardzo głośny, a powierzchnia Temerii zaczęła w miejscu jego wylądowania pękać, jednocześnie trzęsąc się, jakby ze strachu.
"Jeszcze więcej ma na nogach!?!" - zdziwił się Acer widząc wbijający się ciężarek - "Czy on na pewno jest Saiyanem? Może to potwór!?!"
Dae zmienił nogę, lewą dał do tyłu, teraz wyciągnął ciężarek znad kostki u prawej nogi, tuż spod białego buta, po czym rzucił go w prawo, a ten wbił się tuż obok ciężarka rzuconego z prawej ręki, jednak w porównaniu z nim zrobił głębszą dziurę i wystrzelił więcej pyłu.
Saiyan wyprostował się, strzelił kostakim w nadgarstku, po czym zaczął kręcić nogami rozciągając staw skokowy.
- Zobaczymy terez kto jest silniejszy - powiedział Acer ustawiając się w pozycji bojowej, zupełnie jak na początku, z tą różnicą, że miecz trzymał luźniej w ręce, a jego nogi były bardziej ugięte niż przedstem.
- Nie - odezwał się Dae, a wszystkie oczy się na niego zwróciły. Draco nawet nie zobaczył, że nie trzyma już książki, puścił ją w pewnym momencie z wrażenia, a może przez to, że tak zatrzęsło Temerią, to puścił. W każdym razie nie miał jej w rękach, a przyglądał się z otwartymi ustami Dae'mu - Jeszcze jeden ciężarek
"Jeszcze jeden!?!" - kompletnie zgłupiał Acer słysząc słowa rywala - "Przecież... To niemożliwe! Ilo on tam nosił? Tonę? Dwie? Trzy? Nie ważne, Acer, skup się. Tym razem czeka cię prawdziwa walka, jakiej nie miałeś od... Jakiej nigdy nie miałeś". W międzyczasie jak Acer myślał i przyglądał się Saiyanowi, to ten podniósł trochę do góry pas, a pod nim znajdował się kolejny, kompletnie czarny, nie odróżniający się od ubrania. Odpiął go i rzucił w prawą stronę...
Ogromna masa pyłu nagle wyleciała w powietrze zasłaniając całe pole bitwy, do tego powstał przeogromny huk, a sam ciężar uderzając w Temerię zatrząsł jej powierzchnią chyba nawet w centrum, robiąc bogaczom stracha, iż to trzęsienie ziemi.
Na rozwianie mgły, a raczej piasku porozrzucanego w powietrzu, potrzeba było kilka minut. Dopiero wtedy Acer zobaczył stojącego w opadającej wciąż mgle piasku Dae. Miał w rękach miecze, wydawałoby się, że stoi nie ruchomo. Jednak nie stał, rozciągnął się tak szybko, że nikt nawet nie zobaczył.
- Zaczynajmy! - zawołał Saiyan schylając się
Acer patrzał w oczy stojącemu na przeciw, gdy ten nagle rozpłynął się w powietrzu. Najnormalniej w świecie zniknął. Chłopak, który niedawno zrzucił płaszcz otwarł szeroko oczy. "Gdzie on jest!?!" - zdziwił się nie mogąc go nigdzie znaleźć. Jego źrenice ruszyły się w prawo, szybko badał teren nie obracając głową. Patrzący z nieco dalsza Mathew myślał, że Acer wogóle się nie rusza. Sam był pod wielkim zdziwieniem, gdy na jego oczach Dae rozpłynął się w powietrzu. Draco z wrażenia nawet wstał i szukał go patrząc na boki.
Nagle, odruchowo, Acer schylił się robiąc obrót. Miecza użył jako przeciwwagi, by nie przewrócić się, gdy wyginął się w tył jak nigdy. Mathew dopiero teraz zobaczył za Acerem Daegurth'a, który machnął mieczem, tnąc od góry, i znów zniknął.
Tym razem to Acer zaatakował. Jego oczy wyśledziły ślad ruchu, szybko ciął w prawo, zataczając półokrąg. Poczuł tylko lekki opór na swoim mieczu. "Zablokował!" - domyślił się, po czym wiedział skąd Dae wyprowadzi atak - "Obronił się, zapewne zrobił piruet, więc musi mnie zaatakować z miejsca, w którym był!". Szybko wbił miecz w ziemię i odbił się od niej. Zrobił "gwiazdę" na mieczu, czyli wybił nogi w powietrze tak, że przeskoczył nad mieczem. Lecąc widział jak Dae śledzi go wzrokiem przelatując z mieczami na przedzie w miejscu, z którego wyskoczył przed chwilą on sam.
"Teraz cie mam!" - pomyślał Daegurth znów rozpływając się w powietrzu. Oczy Acera natychmiast skierowały się na lewo, a głowa lekko obróciła. Dae wyskoczył z miejsca, w które patrzył tnąc oboma ostrzami. Zobaczył tylko jak Acer pikuje w dół trzymając rękojeść miecza. Uniknął w bardzo dobry sposób, jednak to nie było ostatnie słowo okropnie szybkiego Saiyan'a, który ponownie rozpłynął się w powietrzu.
"Acer, koniec zabawy!" - powiedział do siebie cicho saiyan - "Czas dać z siebie wszystko!". Dae pojawił się tuż za nim, ciął krótko. Prawym mieczem z prawej strony, lewym zaś po ukosie, nie patrząc na obronę. Przy jego szybkości nie było to potrzebne. Nagle poleciały iskry, gdyż Acer obronił się robiąc szybko młynek mieczem, odbił oba ostrza Dae na raz, po czym pochylił się do tyłu kopiąc Dae w krocze. Saiyan z ledwością odskoczył, nie był przygotowany na taki atak, jednak nie tracił zimnej krwi, jak zawsze starał się być gotów na wszystko. Rozpłynął się w powietrzu.
Nie dla Acer'a, który widział jego ruch. Ledwie, ale widział, co chwilę Dae jednak zwalniał nie przyzwyczajony do tej niesamowitej prędkości jaką teraz dysponował. Wyskoczył, atakował z góry. Najpierw obrócił się tak, że był prostopadle do Temerii, głową do jej powierzchni, a nogami do góry. Nastąpnie wyciągnął miecze przed siebie i zaczął się kręcić. Acer to zobaczył i zrobił salto w tył. Usłyszał świst tuż obok ucha, po czym ujrzał jak używający dwóch mieczów Saiyan wbija się w powierzchnię planety. Szybko odbił się od niej, jednak nie dość szybko. Acer już do niego doskoczył, ciął od góry, oburącz. "Cholera!!!" - pomyślał Dae widząc zbliżający się miecz. Zaryzykował, a raczej starał się przypomnieć swoje treningi, podczas których uczył się szybkich manewrów do perfekcji. Ale wiedział, że kiedyś mu się może nie udać uniknąć, z tego powodu uczył się też defensywy.
Dae złapał nadlatujący z góry miecz obiema nogami, Acer był w szoku. "Zablokować atak, który nazwałbym pewnym... Niesamowite!" - podsumowal w myśach Acer, po czym pociągnął miecz.
Jednak oprócz miecza pociągnął i trzymającego nogami oręż Dae, który antychmiast odbił się od niego i stanął twardo na ziemi. Znów rozpłynął się w powietrzu...
Mathew nie wiedział gdzie się patrzeć, walka przenosiła się co sekundę w inne miejsce. Nigdy nie widział tak niesamowitej wymiany ciosów, nigdy nie doceniał Dae myśląc, że dobry jest tylko w elektronice. Draco domyślał się, że ten coś ukrywa, ale nigdy nie pomyślałby, że mowa o takiej mocy...
Acer wyskoczył do góry, zawisł wysoko na niebie i zrobił młynek w powietrzu. Zaczął spadać, ciął mieczem powietrze, od prawej do lewej, trzymając broń w jednej ręce. Zaraz po tym zmienił kierunek lotu miecza, ciął powietrze po ukosie. Ten moment Dae wybrał na atak. Pojawił się za plecami Acera, który spodziewał się jego obecności. Chciał wbić ostrze w jego ciało, pchnął miecz w prawej ręce, a zaraz po tym ten z lewej. Acer całyczas trzymał źrenice z prawej strony, teraz obrócił głowę, drugą ręką pomógł sobie popchnąć rękojeść miecza. Dae poczuł, że coś lekko drasło mu twarz, zobaczył jak spadają mu włosy. Poczuł, że krwiawi, jednak nawet nie wiedział, że Acer uciął mu kawałek ucha, może minimetr skóry. Sam acer zaś został draśnięty w ręke, w której trzymał miecz, a zaraz potem dostałby w głowę, jednak obrócił się w powietrzu i odbił nogą miecz Dae kopiąc go w ręke.
Obaj spadli na ziemię, wylądowali dość gładko, kilka metrów od siebie, gdyż odepchnęli się w powietrzu przed upadkiem. Acer podniósł ręke, spojrzał na niewielką ranę kłutą, Dae zaś dotknął ucha - wiedział, że to nic groźnego, zaledwie draśnięcie.
Obaj dyszali ciężko, żaden myślał się poddawać. Zaczęli krążyć wokół, biegali zataczając okrąg. Całyczas patrzyli sobie w oczy.
Mieli stosunkowo podobny styl walki, z tą różnicą, że Dae używał dwóch mieczy i skupiał się na zadawaniu dużej ilości ciosów, szybkości, a Acer starał się atakować celnie i zabójczo. Teraz zaś, przynajmniej dla Mathew i Draca, wyglądali jak sobowtóry. Biegli zataczając okrąg. Prawa ręka z mieczem unosiła się nieco nad głową, lewa stała wolno, niżej. Byli pochyleni do przodu, mieli ugięte kolana. Zatrzymali się.
Skoczyli ku sobie, stanęli tuż przy sobie. Dzieliła ich zaledwie odległość może półtora metra, nawet mniej. Cięli się szybko, w miejscu. Zarówno Dae, jak i Acer bardzo szybko ruszali rękami tnąc prawie bez przerwy.
Miliardy małych iskier, niczym robaki, rozchodziły się wokół Dae i Acera wciąż uderzających klingą o klingę, nie zwalniających nawet na moment.
Na ich twarzach malowało się zmęczenie, pot spływał po ich czołach, ręce zaczynały boleć. Opadali z sił, jednak wiedzieli, że to jeszcze nie koniec.
"To troche głupie" - myślał Dae wciąż uderzając, to się blokując - "Walczymy jakby to był pojedynek na śmierć i życie, a przecież się tylko sprawdzamy... To chyba przez to, że jesteśmy Saiyanami...". Popełnił błąd, nie zdążył się zablokować mieczem. Błysk, ruch ramion Acera, Dae leży na ziemi. Nagle staje na rękach i wybija się do tyłu.
"Prawie dostał!" - powiedział w myślach Acer - "W ostatnim momencie uniknął. Cholera, gdzie on się nauczył takich manewrów? Najpierw przechylił prawe ramię, potem odbił nogi od ziemi, na sam koniec podniósł nieco wyżej miecze, by upaść na ziemię. Dobry jest, muszę przyznać, może najmocniejszy z jakim walczyłem...". Skoczył do Dae, który rzucił w jego stronę krótkim mieczem, a następnie patrzał na to co zrobi Acer. Ten machnął ręką, odbił swoją klingą miecz Dae, który poleciał wysoko. Ale stracił na chwilę z oczu samego Dae, który pojawił się w miejscu, gdzie leciał jego miecz.
"Uffff, na szczęście matematyka i fizyka się sprawdzają. Wystarczyło obliczyć kąt odbicia od poziomu, a następnie wybić się w odpowiednim kierunku. Łatwizna! Prawie jak rzut ukośny!" - podsumowywał Dae zbliżając się powoli do ziemi.
Obaj miecznicy stanęli naprzeciw siebie, patrzyli sobie prosto w oczy. Trzymali miecze pewnie, jednak już nie w pozycji bojowej. Nie mieli za dużo siły, musieli jej jak najmniej tracić, a samo ustawienie się w odpowiedniej pozie jest męczące, co dopiero utrzymanie jej.
Dae niby był przystosowany do noszenia ciężarów, ale zmęczył się szybkimi manewrami, przecież prawie nigdy ich nie wykonywał, a nagle przyszło mu poruszać się używając całej prędkości. Zmęczył się, okropnie się zmęczył, ale wiedział, że jego przeciwnik też nie ma się za dobrze.
Doskoczyli do siebie po raz kolejny. Dae wymierzył cios w ścięgna kolanowe, ciął ryzykownie, z dwóch stron na raz, obiema rękami. Acer jednak odskoczył robiąc salto w tył. Saiyan trzymając dwa miecze wystawił je na boki i schylił się. Zaczął się kręcić, bardzo szybko, wyglądał jak śmigło helikoptera, jednocześnie prędkość jaką osiągnął wytworzyła niewielki wiater. Acer przeskoczył nad zmierzającym w jego stronę Dae, wymierzył śmiertelne dźgnięcie w szyję.
Trafił, lekko wbił ostrze w szyję Dae, jednak w tym samym momencie poczuł coś na swojej szyi. To ostrze jego przeciwnika, które lekko mu nadcięło skórę.
Obaj patrzyli sobie w oczy, uśmiechy na ich twarzach mówiły same za siebie. Byli szczęśliwi, uwolnili towarzyszące im złe emocje, a jednocześnie stoczyli świetną walkę. Nie zwracali uwagi na spływające po swoich ciałach krople potu. Opóścili powoli miecze i zaczęli się głośno śmiać, po chwili obaj zaczęli pochylać się do tyłu, cichnąc. Twardo uderzyli o ziemię puszczając bronie. Byli zbyt zmęczeni, by je utrzymać w takiej sytuacji. Nie mieli wogóle sił, jednak, czuli, że i tak mogą się ruszać. Mathew patrzył na to z podziwem, Pierwszy raz oglądał taki pojedynek na broń białą, Draco patrzył zdziwiony nawet nie zauważając, że książka wypadła mu z ręki.
Z wielkim trudem obaj leżący Saiyanie podnieśli się, usiedli.
- Gdzie ty się tak nauczyłeś wywijać mieczem? - zapytał Dae. Widać było, że pojedynek sprawił mu ogromną przyjemność.
- Jestem samoukiem – odpowiedział Acer – musiałem umieć czymś walczyć. Sytuacja tego wymagała. Dawno temu, jak uciekłem od morderców mojego ojca, znalazłem stary miecz. Był o wiele za ciężki, ale lepsze to, niż śmierć. Nauczyłem się nim walczyć, od znajomego kupca kupowałem coraz lepsze ostrza. Aż kupiłem ten – Acer spojrzał na swój jednosieczny, srebrno czarny miecz z jakże pięknymi runami na rękojeści – i z nim w ręku umrę. A gdzie ty się tego nauczyłeś? – uśmiechnął się
-Ja także jestem samoukiem – odpowiedział, ciesząc się, że nie on sam jest samoukiem – mnie także okoliczności zmusiły do nauki. Tylko moje były o wiele mniej tragiczne, później nie było mi to tak potrzebne, ale stało się to moją pasją. Tylko jak widziałeś, nie mam za dużego talentu we władaniu mieczem – dokończył Dae
- Oj masz - powiedział Acer - Zapewniam, masz
- Talent mam w unikach i defensywie, niezależnie od broni - przyznał się Dae - Ale dość, czas nagli, nie mamy całego dnia, nawet słońce już zachodzi
- Racja - Acer poniósł miecz, zawiesił go na plecach i wziął głęboki oddech. "Dae, kim on wogóle jest?" - zastanawiał się
Saiyan podniósł dwa swoje miecze i zawiesił je na plecach, po czym poszedł po swoje ciężarki. Minęło troche czasu, zanim się dokopał do nich i założył, jednak tylko odpoczywał to robiąc. W porównaniu z manewrami, jakie wykonywał, nie było to nic męczącego, a nawet było rozkoszne.
"Cholera, cały się upieprzyłem!" - pomyślał Dae patrząc na ubranie pełne piesku, gdy Acer zakładał płaszcz.
-Chodźcie muszę właśnie zajść do tego kupca, to zaufany człowiek – powiedział Acer. Dae wstał założył z powrotem ciężarki, włożył miecze na swoje miejsce. Mathew i Draco również wstali. Acer otrzepał płaszcz i zaczął iść w stronę z której przyszli. Kiedy mijali ponownie baraki przypomnieli sobie co mówił Acer. O tym co tu się dzieje, ogarnął ich gniew tak samo bezsilny jak mocny.
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Acer
SSJ 5
Posty: 700
Rejestracja: sob mar 10, 2007 7:55 pm

Post autor: Acer »

no no
ładnie, ładnie
ale mam kilka uwag:
1.Kilka błędów ortograficznych (np. wiater, wogóle)
2.Przesadziłeś trochę z tymi ciężarkami. Jakby one tyle ważyły to jakby nasz statek w ogóle wystartował? xD
3.Ja nie noszę zbroi.
4.Nigdy w życiu nie płakałem (nie liczę dzieciństwa do lat 6). Ale rozumiem, że chciałeś podkreślić sytuację.
5.Mam jeszcze kilka uwag, ale już zapomniałem xD

A tak to wszystko ładnie xD
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Acer pisze:no no
ładnie, ładnie
ale mam kilka uwag:
1.Kilka błędów ortograficznych (np. wiater, wogóle)
2.Przesadziłeś trochę z tymi ciężarkami. Jakby one tyle ważyły to jakby nasz statek w ogóle wystartował? xD
3.Ja nie noszę zbroi.
4.Nigdy w życiu nie płakałem (nie liczę dzieciństwa do lat 6). Ale rozumiem, że chciałeś podkreślić sytuację.
5.Mam jeszcze kilka uwag, ale już zapomniałem xD

A tak to wszystko ładnie xD
1. Tak to jest, jak niekiedy się zamknie oczy i pisze...
2. Nasze postacie, chyba umią latać, no nie? A Dae stara się tak rozkładać ciężar i unosić w takim stopniu, że nawet jakby wszedł na wagę, to ważyłby, bo ja wiem, może 80 kg. Poza tym statek, którym latamy na pewno nie jest taki lekki, waży kilkadziesiąt ton, a Dae nosi tylko kilka. To jest tak, jakby latał z ładunkiem w postaci tej postaci. Gdyby to ci aż tak przeszkadzało, to powiedzmy, że ten Saiyan nosi magiczne ciężarki, dzięki którym czuje ciężar to, co się z nimi bezpośrednio styka.
3. Taki mały szczegół, mam nadzieję, że się nie obrazisz?
4. Tylko chodziło mi o podkreślenie sytuacji. Poza tym, nie płakałeś, a rozpaczałeś.
5. A szkoda, a szkoda... ^^

W końcu to bardziej twój odcinek, a nie mój! To jest po prostu moja interpretacja walki
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Acer
SSJ 5
Posty: 700
Rejestracja: sob mar 10, 2007 7:55 pm

Post autor: Acer »

Dae pisze:
Acer pisze:no no
ładnie, ładnie
ale mam kilka uwag:
1.Kilka błędów ortograficznych (np. wiater, wogóle)
2.Przesadziłeś trochę z tymi ciężarkami. Jakby one tyle ważyły to jakby nasz statek w ogóle wystartował? xD
3.Ja nie noszę zbroi.
4.Nigdy w życiu nie płakałem (nie liczę dzieciństwa do lat 6). Ale rozumiem, że chciałeś podkreślić sytuację.
5.Mam jeszcze kilka uwag, ale już zapomniałem xD

A tak to wszystko ładnie xD
1. Tak to jest, jak niekiedy się zamknie oczy i pisze...
2. Nasze postacie, chyba umią latać, no nie? A Dae stara się tak rozkładać ciężar i unosić w takim stopniu, że nawet jakby wszedł na wagę, to ważyłby, bo ja wiem, może 80 kg. Poza tym statek, którym latamy na pewno nie jest taki lekki, waży kilkadziesiąt ton, a Dae nosi tylko kilka. To jest tak, jakby latał z ładunkiem w postaci tej postaci. Gdyby to ci aż tak przeszkadzało, to powiedzmy, że ten Saiyan nosi magiczne ciężarki, dzięki którym czuje ciężar to, co się z nimi bezpośrednio styka.
3. Taki mały szczegół, mam nadzieję, że się nie obrazisz?
4. Tylko chodziło mi o podkreślenie sytuacji. Poza tym, nie płakałeś, a rozpaczałeś.
5. A szkoda, a szkoda... ^^

W końcu to bardziej twój odcinek, a nie mój! To jest po prostu moja interpretacja walki
1.Tak, wiem coś o tym xD Bartuś mi często przypomina xD
2.No niby tak. Ja to nazywam fikcją literacką xD (a tak w ogóle to nie umią tylko umieją xD)
3.Wybaczam xD
4.Powiedzmy
5.Przypomniała mi się jedna. Ta walka jest strasznie zawiła. Może dlatego, że nie czytałem mocno uważnie. A może dlatego, że tylko ktoś kto te walki pisze może się połapać o co chodzi xD

[ Dodano: Wto Mar 20, 2007 9:08 pm ]
Odcinek 4

Acer unosił się w powietrzu, patrząc na to się działo na jego oczach. Tysiące ubranych w czarne, obcisłe stroje istoty plądrowały centrum. Patrzył jak mordują tych wszystkich bogaczy, słyszał ich krzyki, krzyki przerażenia, bólu i rozpaczy. Tak krzyczeli ci, których tak nienawidził, patrzył na to swoimi oczami bez wyrazu. Lecz nagle zaczął pikować w sam środek tej armii, nie mógł pozwolić na tą rzeź. Zaraz za nim ruszył Draco, saiyan poczuł, że w jego ręce coś się szarpie. Zobaczył jak Mathew budzi się i odlatuje. Blondyn patrzył chwilę na to co się dzieje i zrozumiał, że trzeba walczyć. Acer dalej leciał w dół, tłum rozstąpił się przed nim, spokojnie stanął na ziemi, jego oczy biegały wokoło. Chciał znaleźć jakiś szczegół, błąd który pozwoli mu znaleźć przewagę. Nie znalazł. Obok niego stanął Draco. Chłopak w płaszczu zaczął gorączkowo myśleć. Niepokoił się, wreszcie się odezwał.
-Zabierz Daego w bezpieczne miejsce... – zaczął powoli. Draco spojrzał na niego i krzyknął.
-Nie! Pomogę ci! – krzyczał, on także wyraźnie się niepokoił.
-Nie przerywaj mi. Nie mamy czasu na kłótnie. Leć. Musisz go stąd zabrać – mówił szybko, krąg wokół nich zaczął się niebezpiecznie zacieśniać. Wyciągnął miecz, chwycił go mocno oboma rękami.
-Ale... – powiedział niepewnie.
-Leć! – krzyknął. Draco wziął jeszcze nieprzytomnego Daego. Wiedział, że nie było czasu na dyskusje. Acer widział jak jego kompan unosi się. Uśmiechnął się sam do siebie.
-A więc tańczmy – szepnął, te dziwne istoty były już tak blisko, że niemal czuł ich oddech. Widział ich dziwne białe oczy. Nie dał im pierwszym zaatakować. Machnął potężnie mieczem, zwalając z nóg kilku osobników, kucnął aby uniknąć rozwścieczonych uderzeń, ciął ostrzem po nogach. Usłyszał przeraźliwy krzyk tych którzy dostali, leżeli patrząc jak krew wypływa z ich odciętych kończyn. Wstał krojąc następnych kilku, krew trysnęła daleko. To nie byli przeciwnicy dla niego. Ale było ich za dużo. O wiele za dużo. Słychać było świst jego miecza i krzyki rannych, upadających na ziemię, całą we krwi. Acer tracił siły, nacierali na niego cały czas w tym samym tempie. Kiedy zabił kilku, pojawiali się następni. Machał mieczem jak najszybciej potrafił, krew tryskała na niego po każdym cięciu. Co chwila kilku jego przeciwników padało z okrzykiem agonii. Chłopak w płaszczu dyszał ciężko, miał słabą widoczność, nadbiegali z każdej strony. Nie miał chwili na zastanowienie, musiał zabijać. Teraz było już za późno, stracił mnóstwo sił, nie mógł już nawet się przemienić. Nie zdążyłby wykonać ataku ki, a odlecieć też by się nie udało, złapaliby go zanim by wyskoczył. Nie miał wyboru, zabijał jak najlepiej potrafił, wokół niego wszędzie leżały trupy. Jego ruchy straciły na sile i szybkości. Bał się, że już długo nie wytrzyma. Tańcz! Powtarzał sobie w duchu, nie tego cię życie uczyło. Pociągnął mocno mieczem pionowo, z dołu w górę. Ciało wyleciało w górę sikając posoką. Poczuł przypływ sił, ale to było chwilowe. Kiedy myślał, że to już jego koniec, poczuł szarpniecie. Po chwili znajdował się w powietrzu razem z Draco który trzymał go za płaszcz. Usłyszeli potężną eksplozję, spojrzeli na miejsce wybuchu. Tam gdzie jeszcze przed chwilą on stał, nie było nic. Było tylko ogromny krater i trupy, spojrzeli tylko kto to zrobił. Dae unosił się w powietrzu z jedną ręką wystawioną przed siebie. Usłyszeli krzyk Mathewa, zwrócili głowy w tamtym kierunku i zobaczyli jak młody wojownik co chwila wyrzuca z siebie ogromne ilości energii. Dae odleciał w innym kierunku, wyciągnął miecze i wbił się gdzieś w środek tej dziwnej armii. Acer połknął tabletkę którą kupił wcześniej, od razu poczuł się lepiej. Razem z Draco wylądowali na ziemi, zwrócili się do siebie plecami tak, żeby mogli się bronić. Nie czekali aż ich przeciwnicy podejdą, wystawili ręce przed siebie i wystrzeliwali potężne pociski ki. Po chwili dyszeli ciężko z wystawionymi przed siebie rękoma. Wokół nich były tylko martwe ciała, lecz nagle, te ciała wstały i oprócz podartych ubrań nie było widać na nich różnicy. Otworzyli szeroko oczy w zdumieniu. Znowu zaczęły iść w ich kierunku, Acer i Draco nie mieli wyjścia. Stracili zbyt wiele energii aby dalej walczyć. Wzbili się w powietrze, zauważyli, że te dziwne stworzenia nie potrafią latać.
Nagle odwrócili się, coś ich zaniepokoiło. Po chwili już wiedzieli co. Usłyszeli dziwny głos, przypominający trzask ognia i syk płomieni.
-Mówiłem ci Shivente! Wszędzie cię znajdę! – zwrócili głowy skąd dobiegał się ten głos. Draco najwyraźniej zdziwiło to nazwisko. Zobaczyli dużą postać, była od nich o wiele wyższa. Acer najwyższy z nich dosięgał jej może do mostka. Miała płomienną czerwoną barwę skóry, była potężnie zbudowana i miała długie, czarne włosy. Dziwny osobnik był w jakimś podartym ubraniu, z bliska widać było jego trójkątną twarz i paskudny uśmiech, ukazujący duże, ostro zakończone zęby. Jego oczy przywodziły na myśl ogień, były jasno pomarańczowej barwy i błyszczały złowrogo. Dziwili się do kogo on tak krzyczał i teraz zobaczyli. Niedaleko demona pojawił chłopak, nie mógł być starszy od nich, miał średniej długości, czarne włosy, stojące we wszystkie strony. Na jego młodej twarzy malował się grymas wściekłości. Miał dziwne oczy, podobne do oczu tego demona. Tylko jego przywodziły na myśl krew, krew i zemstę. Ubrany był w pomarańczową, rozpiętą bluzkę i tego samego koloru spodnie. Rzucili się na siebie, widać było, że młodzieniec o demonicznych oczach nie ma szans w walce z tą ogromną postacią. Walczyli bardzo zacięcie, oderwali się od siebie, dopiero teraz zwrócili uwagę na naszych bohaterów. Chłopak zrobił duże oczy patrząc na nich i wyszeptał dziwne słowa. „ignis morte”. Nikt nie zrozumiał o co mu chodziło ale ta chwila nieuwagi kosztowała go wiele. Przez ten czas demon wypowiedział coś pod nosem i wysłał w jego kierunku olbrzymi język ognia. Dopiero później zdał sobie sprawę co powiedział jego przeciwnik.
-Ignis? Ignis Morte? Gdzie? – pytał się demon swoim dziwnym głosem. Spojrzał wreszcie na sayian – A! Tutaj! – rzekł uradowany, po czym wyciągnął rękę w ich stronę. Nagle dobiegł ich głos, był niski i miał złowrogi odcień.
-Łapy przy sobie Shirre! – odezwał się – masz swojego dzieciaka
Wydawał się dobiegać zewsząd. Między nimi pojawił się mały płomyczek. Zaczął robić się coraz większy aż wreszcie zaczął się w nim materializować jakiś mężczyzna. Był normalnego wzrostu ale był też w dziwnej samurajskiej zbroi. Była dziurawa i zardzewiała ale jemu widać to nie przeszkadzało. Przy pasie miał przypiętą katanę. Miał długie czarne włosy związane z tyłu w kucyk. On również miał dziwną barwę skóry, też była płomienno czerwona. Ale jego oczy były normalne, czarne, tylko takie puste, które zupełnie nie wyrażają nic. Na dźwięk tego głosu na demonicznej twarzy Shirre pojawił się grymas wściekłości.
-Nie denerwuj się tak Shirre – powiedział spokojnie – Płomień jest mój, ty bierz sobie tego młodego Shivente – powiedział z łagodnym uśmiechem. Gdyby nie ta skóra wyglądałby jak normalny człowiek. Nie miał ostro zakończonych zębów, spiczastych uszu ani innych tego typu dodatków.
Sayianie spojrzeli po sobie. Jaki Płomieniem? O co im chodzi? Takie i podobne pytania przemykały im przez głowę Acer zdał sobie sprawę, że te demony na grzeczną odpowiedź „nie”, nie pójdą sobie. Wyciągnął miecz, ustawił się w dobrej pozycji. Demon samuraja spojrzał na niego i uśmiechnął się.
-Ignis, - powiedział łagodnie – odłóż to, bo będę musiał zrobić ci krzywdę – zaśmiał się cicho.
-Nie rozśmieszaj mnie demonie – powiedział Acer, patrząc na samuraja. Ścisnął miecz mocniej. Demon spojrzał na niego, uśmiechnął z litością. Wyciągnął swój miecz. Był długi, jednosieczny i niesamowicie ostry. To była słynna samurajska katana. Słońce zagrało na pięknym cienkim ostrzu. Nie przyjął żadnej pozycji, po prostu stał z mieczem zwieszonym przy nodze.
Draco patrzył oszołomiony co się dzieje, nagle koło nich pojawił się ten dziwny chłopak. Złapał wszystkich i szepnął
-Chodźcie – obraz przed ich oczami zniknął, pojawił się inny. Zupełnie inny. Stali w jakiejś jaskini niewiadomo gdzie na jakimś pustkowiu.
-Kris, – powiedział Draco – co to ma znaczyć? Kris mów! – złapał chłopaka za ramiona i zaczął gwałtownie szarpać. Chłopak nazwany Krisem nie opierał się. Głowa latała mu to w jedną to w drugą stronę. Minę miał dziwna, smutną. Draco przestał nim szarpać i spojrzał mu w oczy. Tak dawno ich nie widział, tak dawno, że już tego nie pamiętał kiedy to było. Ale tych oczu nie zapomniał. Tych oczu nie potrafił zapomnieć, kiedyś patrzył na nie ze strachem, ale teraz był zbyt zdesperowany, żeby się bać. Dae i Mathew patrzyli oszołomieni, co się dzieję? Skąd on go zna? Kto to jest? Znowu same pytania, pomyślał Dae. Trzeba ich posłuchać, może się czegoś dowiemy.
-Draco... – zaczął bardzo powoli i niepewnie Kris, unikał patrzenia w czarne oczy sayiana. Teraz on nie chciał na nie patrzeć. Patrzył się chwile tępo w ziemię pod nimi. Podniósł głowę i powiedział – musiałem was teleportować. Nie mogłem pozwolić, żebyście zginęli - Draco nie wiedział co powiedzieć. Miał tyle pytań, od którego zacząć? Które pierwsze zadać? Tyle odpowiedzi, usiadł i złapał się za głowę. Dae i Mathew jeszcze nigdy nie widzieli go w takim stanie. Draco podniósł wzrok, teraz wiedział o co trzeba zapytać.
-Gdzie Acer? – zapytał, głos mu drżał, miał inne pytania. Inne rzeczy go tak naprawdę ciekawiły. Ale przełamał się, na te odpowiedzi będzie czas, powtarzał w duchu. Są rzeczy ważniejsze, zdążysz nie pozwolisz mu teraz odejść.
-Ignis? – zapytał Kris. Draco spojrzał na niego.
-Czemu ty go tak nazywasz? – powiedział zdziwiony – nieważne, leć po niego! – krzyknął. Teraz to Kris spojrzał na niego zdziwiony.
-Czy Ignis jest dla was kimś ważnym? – zapytał. Chwila wahania, kim on dla nich właściwie był? Nikim, prawie go nie znali, czy mieli do niego zaufanie? Ja mam, powiedział sam do siebie w myślach Draco, kiwnął głową. Jego przyjaciele zrobili to samo. Kris spojrzał na nich swoimi demonicznymi oczami. Kiwnął głową i zniknął. Nie zdążyli usiąść, a pojawił się z powrotem. Stał z mieczem Acera w ręce, ostrze było brudne od krwi, na ziemi klęczał chłopak w płaszczu, podpierał się rękami, kaszlał, pluł krwią. Cały dygotał, cały był poobijany i we krwi. Mathew podbiegł do niego i pomógł mu wstać. To nic nie dało, Acer zwalił się ciężko na ziemię w konwulsjach.

***

Acer leżał, uspokoił się trochę. Spał, był w bardzo ciężkim stanie, co chwila budził się aby plunąć krwią. Czterech chłopaków siedziało przy nim, w ciemnej jaskini z dala od jakiegokolwiek życia. Ciszę przerwał Draco.
-Powiedz Kris, o co w tym chodzi? – zapytał i spojrzał na niego. Kris również na niego spojrzał i zaczął opowiadać.

***

Syn zamożnego władcy ziemskiego, młody Kris Dante Shivente, siedział w odległej części posesji swojego ojca. Patrzył na mały wodospad, który lśnił w oddali. Był już wieczór gdy na jego dom napadli najeźdźcy. Usłyszał ich, ale był zbyt przestraszony, żeby zrobić cokolwiek. Wszyscy ogromni w czarnym płaszczach, tylko jeden, jeden o czerwonej skórze i długich czarnych włosach. Był w dziwnym poszarpanym stroju, jego paskudny uśmiech ukazywał duże, ostre zęby. Chodził po ogromnej posesji Dantego Shivente, niszczył wszystko. Płomienie wystrzeliwały z jego rąk zmieniając wszystko w pył. W korytarzu zobaczył jakiś ruch, przeciw niemu wyszedł jakiś człowiek. Dante Shivente. Trzymał katanę mocno, patrząc na demona. Ten tylko zaniósł się śmiechem. Wystawił rękę, a Dante tylko otworzył szeroko oczy, nie zdążył powiedzieć nic. Padł martwy. Demon z jeszcze większym śmiechem przeszedł nad jego trupem. Młody Kris, to wszystko widział, miał łzy w oczach, gotowała się w nim wściekłość jakiej nie czuł nigdy. Jego oczy błysnęły, stały się jeszcze bardzie krwiste niż zawsze, nagle poczuł, że ktoś go szturcha. Przestraszył się ale zauważył, że to Visue, przyjaciel ojca. Był cały we krwi, ledwo szedł, wziął Krisa na plecy i zaczął biec, biegł ile sił. Jak najdalej od morderców jego ojca, przysiągł mu. Nie mógł złamać przysięgi, usłyszał za sobą pościg, a on już nie miał sił. Biegł coraz wolniej, aż się zatrzymał. Przysiągł, że zrobi wszystko, żeby uratować jego syna. Wiedział, że nie ma wyboru. Klęknął, Kris zszedł z niego patrząc przestraszony co robi samuraj. Visue wyciągnął miecz, ostrze przyłożył sobie do brzucha. Pościg był coraz bliżej.
-Paniczu Kris – powiedział, patrzył na Krisa przytomnie. Ale bał się – paniczu Kris, wybacz mi –mówił, po czym wbił miecz w brzuch. Pociągnął ostrze w górę, krew lała się na trawę i nogi samuraja. Z jego ust wypłynęła strużka krwi.
-Wybacz mi – powtórzył i padł nieruchomo na ziemię. Kris nic z tego nie rozumiał, dlaczego jego opiekun zabił się zamiast go chronić? Nagle zobaczył, że powietrze wokół niego zaczyna drgać. Chciał być gdzieś indziej, gdzieś gdzie jest bezpiecznie. Otworzył oczy. Był gdzieś zupełnie indziej, nic nie rozumiał.

***

-Zrozumiałem, że nauczyłem się teleportować. To mnie uratowało. – dokończył Kris Dante Shivente. Czterech chłopców siedziało w jaskini słuchając opowieści chłopca o dziwnych oczach. Jeden leżał, dygocząc i plując krwią, patrzyli na niego zaniepokojeni. Bali się czy uda mu się przeżyć

CDN

oceniajcie
Ostatnio zmieniony pt mar 23, 2007 6:33 pm przez Acer, łącznie zmieniany 1 raz.
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
Awatar użytkownika
Mathew
Silniejszy Saiya-jin
Posty: 12
Rejestracja: pt mar 16, 2007 4:48 pm
Lokalizacja: Łosice
Kontakt:

Post autor: Mathew »

Bardzo fajny odcinek :D Podziwiam Cię za to xD Niby taki niepozorny jesteś a takie texty wymyślasz :D To mi się podobało, była akcja, było ciekawie, niebezpiecznie, skończone w najgorszym momencie ( w pozytywnym znaczeniu, bo już się nie mogę doczekać next :D ) i jest git ;)

9+/10
Oby tak dalej, nie zmarnuj tego ;)
Na błędach człowiek uczy się rozumu.
Awatar użytkownika
Kris
Avanger
Posty: 2254
Rejestracja: wt lis 22, 2005 11:33 pm
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Kris »

Super dopiero teraz to zobaczyłem xD. Przeczytałęm i fajny odcinek dużo mnie :D i za to masz 10+/10 :D xD
Obrazek

Obrazek
1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
Awatar użytkownika
adrian
SSJ 5
Posty: 539
Rejestracja: pt gru 16, 2005 7:30 pm
Lokalizacja: warszawa
Kontakt:

Post autor: adrian »

Bardzo dobry i długi odcinek

MOJA OCENA

9/10
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Dosyć ciekawe, lodowy Kris Shivente, Ignis Acer, wszystko pięknie ^^ Czekam na kolejny odcinek

Ocena: 87/100
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Acer
SSJ 5
Posty: 700
Rejestracja: sob mar 10, 2007 7:55 pm

Post autor: Acer »

Odcinek 5

Dae nie spał tej nocy, za wiele spraw musiał przemyśleć. Siedział na zimnej skale w ciemnej jaskini, opierał się o ścianę skalna i myślał. Myślał o Krisie, o tym co się zdarzyło niedawno, o Acerze. Zastanawiał się co się stało kiedy Kris ich teleportował. Kto lub co, tak mocno pobiło Acera. Co raz spoglądał na chłopaka z blizna na policzku który leżał i trząsł się w konwulsjach. Pluł krwią, cały dygotał, Dae patrzył na niego z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Myślał, sen nie morzył go tak jak innych. Siedział rozmyślając.

***

Acer ocknął się, patrzył na dziwną, czerwoną ziemię, podniósł wzrok i rozejrzał się. Był na pustyni o czerwonym piachu, wiatr wzmagał się. Płaszcz załopotał, młody chłopak rozglądał się dookoła. Jego niespokojne oczy biegały we wszystkie strony. Widział ogromną przestrzeń, ale końca nie widział. Piach, wszędzie piach. Nawet niebo miało barwę krwi, a słońce było koloru płomieni. Jedno pytanie, oczekiwało odpowiedzi bardziej niż inne. Co to ma znaczyć? Myślał gorączkowo ale nie potrafił zrozumieć, nie wiedział co ma zrobić. Czy iść czy zostać, z tych dziwnych myśli wyrwał go głos. Głos który go przerażał, miał dziwny złowrogi odcień.
-Mówiłem, Płomieniu, że ja cię wszędzie znajdę – usłyszał zewsząd. Acer zatrząsł się mimowolnie. Chwycił za miecz ale nie wyciągnął go, bał się. Ale nie dawał tego po sobie poznać. Kątem oka zobaczył mały płomyczek, wiedział co, a raczej kto, z niego wyjdzie. Dlatego się bał. Płomyczek rósł aż zmaterializowała się w nim postać. Miała długie czarne włosy spięte w kucyk, czarne, puste oczy, czerwoną barwę skóry i tą dziwna zniszczoną zbroję. Szedł ku niemu spokojnym krokiem, uśmiechał się. Założył ręce plecach i podchodził coraz bliżej. Uśmiech nie schodził z z jego twarzy.
-I co ty na to Ignis? – zapytał kłaniając się lekko. Acer nie odpowiedział. Nie miał zamiaru, złość trochę wykrzywiła mu twarz ale nie potrafił tego opanować. Wyciągnął miecz. Demon zaśmiał się głośno.
-Czy ty naprawdę myślisz, że ja się ciebie przestraszę? – zapytał, Visue który nie ukrywał ironii. Acer tym razem także nie odpowiedział.
-Okaleczyłem twoje ciało – powiedział demon, zmieniając ton głosu – teraz okaleczę duszę – dokończył i wyciągnął katanę – nie zastanawiało cię dlaczego mówimy na ciebie Ignis, a nie twoim imieniem? Bo twoje prawdziwe imię to Ignis Morte, młodzieńcze – powiedział nie czekając na odpowiedź. Acer drgnął lekko – Acer to imię które otrzymałeś przy narodzeniu, Płomień otrzymałeś przed stworzeniem świata, jeszcze przed Wymianą – mówił powoli i poważnie. Acer i tak nic z tego nie rozumiał, miał w głowie jedno. Jak uciec od tego demona, przecież wiedział, że w walce nie ma z nim szans.
-No cóż Płomieniu – powiedział nagle demon – czas aby twoja dusza zniknęła z tego i innych światów. Żegnaj – powiedział. Podniósł katanę, Acer nie zdążył zareagować. Zamknął ze strachu oczy, usłyszał świst ostrza, ale nie poczuł bólu. Otworzył oczy, przez chwilę nie docierało do niego to co widzi. Między nim a demonem stał młody chłopiec, nie mógł mieć więcej niż dwanaście, trzynaście lat. Przynajmniej na tyle wyglądał. Acer widział wyraz jego twarzy, lekko przekrzywiona głowa i jego niebieskie, groźne oczy, budziły szacunek. Nie uśmiechał się, stał w milczeniu i patrzył na demona. Visue szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w chłopca, Acer widział w jego oczach strach. Ale nie potrafił jak demon samuraj może bać się takiego chłopca. Dopiero teraz zauważył wzniesioną rękę młodego chłopca który jednym palcem trzymał katanę. Na jego twarzy nie widać było wysiłku. Robił to jakby od niechcenia. Po chwili chłopiec odezwał się, miał normalny głos, nie budził strachu tak jak głosy tych demonów. Ale jego ton, ton który mógł wyrażać tylko rozkaz.
-Visue – powiedział, patrząc na demona – odejdź stąd i zostaw Płomienia, póki masz szansę – powiedział swoim władczym tonem. Demon cofnął się o krok, chwycił miecz mocniej i wybił się z całej siły. Doskoczył do chłopca i ciął ukośnie, Acer pomyślał, że to koniec. Ale ostrze zatrzymało się w palcach chłopca. Trzymał je dwoma palcami, uśmiechał się przy tym drwiąco. Demon próbował wyszarpnąć miecz z jego palców. Nie mógł, katana nawet nie drgnęła, choć chłopiec wyglądał jakby trzymał ten miecz lekko. Patrzyli sobie chwilę w oczy, demon miał w nich strach ale i wściekłość. Szarpnął jeszcze raz z całej siły bez skutku. Chłopiec uśmiechnął się szerzej. Acer zobaczył jak ostrze katany pęka w palcach chłopca, złamał je jak zapałkę. Odrzucił kawałek klingi od siebie. Demon cofał się przerażony, zatrzymał się i wyrzucił kikut jego wspaniałej katany. Przełamał strach, iskry nienawiści tańczyły mu w oczach, wybił się z całych sił i doskoczył do chłopca. Tym razem Acer nie bał się o swojego obrońcę. Miał rację. Visue odbił się jakby od niewidzialnej ściany, odleciał daleko, wzniecając chmurę pyłu. Wstał ciężko, jedna ręka wisiała mu bezwładnie.
-Książę – zwrócił się do chłopca, mówił z trudnością. Ledwo trzymał się na nogach – pożałujesz tego, Kervish ci tego nie daruje – wycedził przez zęby. Chłopiec popatrzył na niego z litością, uśmiechnął się lekko.
-Kervish boi się mnie tak samo jak i ty – powiedział uśmiechając się – przekaż mu, że jeśli przeszkodzi dla Płomienia w jego misji. To ja nie będę stał bezczynnie, Płomień ma zrobić co do niego należy. A teraz... – Książę wyciągnął rękę i wycelował ją w Visue - ...odejdź – powiedział. Demon spalił się i już go nie było. Acer dopiero teraz zauważył, że stoi z otwartymi ustami. Zamknął je szybko, chłopiec nazwany Księciem odwrócił się powoli. Acer spojrzał w jego niebieskie oczy i nie widział już nic. Tylko ciemność.

***

Mathew siedział obok leżącego Acera, słyszał powolne oddechy Draco i Daego, wiedział, że Dae nie śpi. Ale nie chciał przerywać mu rozmyślań, znał go zbyt dobrze, żeby tego nie zauważyć. Zastanawiał się gdzie podział się Kris, kto to jest? Skąd Draco go zna? Te i podobne pytania wierciły mu czaszkę. Nie potrafił odpowiedzieć więc tylko siedział i myślał nad tym. Wspominał walkę na Temerii, ich czterech na tysiące dziwnych istot. Wspominał jak pojawił się Kris i te dwa demony. Dziwny to był dzień, pomyślał. Z zadumy wyrwał go Acer, zaczął rzucać się niespokojnie i znowu pluć krwią. Mathew zaniepokoił się, wydawało się, że stan chłopaka w płaszczu już się ustabilizował. Wstał, chciał coś zrobić, ale nie wiedział co. Nagle usłyszał znajomy głos.
-Na razie mu nie pomożesz – powiedział Kris, pojawiając się w środku jaskini – na razie nikt mu nie pomoże – Mathew nie zrozumiał o co mu chodziło. Patrzył na Acera który zaczął oddychać spokojniej. Kris, otworzył usta , żeby coś powiedzieć ale uprzedził go hałas. Usłyszeli grzmot niedaleko jaskini. Pierwszy zjawił się tam Kris dzięki teleportacji. Zaraz po nim pobiegli Mathew, Dae i Draco. Zobaczyli spory krater, nie widzieli kto zrobił. Kris rozglądał się dookoła. W jego demonicznych oczach widać było niepokój. Stanęli obok niego również się rozglądając. Usłyszeli dziwny syk, dobiegał z każdego krańca doliny w której stali. Po drugiej stronie krateru pojawił się jakiś mężczyzna. Był bardzo wysoki, w postrzępionym ubraniu. Stał, a za nim świeciło słońce, rzucając ogromny cień. Uśmiechał się ukazując krzywe, ostre zęby. Pierwszy otrząsnął się Kris.
-Shirre – odezwał się, głos drgał mu lekko. Oczy błysnęły w gniewie. Demon uśmiechnął się jeszcze szerzej ukazując więcej ostrych żebów.
-Godna powdziwu spostrzegawczość – powiedział. Jego głos przypominał syk i trzask ognia. Nie było to miłe dla kogoś kto to słyszał.

***

Acer ocknał się aby splunąć krwią. Wszystko go bolało, ledwo oddychał. Skrzywił się z bólu, próbując przekręcić się na bok. Udało się, podniósł się na drżących rękach. Znowu ból wykrzywił mu twarz.
-K**wa mać – szepnął pod nosem. Poczuł ból w płucach, zaczął kaszleć. Pluł krwią, po chwili uspokoił się. Otarł usta rękawem płaszcza, oczy otworzyły się w zdziwieniu. W małej kałuży krwi ujrzał twarz małego chłopca. Znał tę twarz, widział ją w swoim śnie, te niebieskie oczy i krótkie jasne włosy. Kiedy tak patrzył na obraz we własnej krwi, chłopiec skierował na niego swoje młode oczy. Kiedy otworzył usta, głos zdawał się dobiegać ze środka Acera. Słyszał je jakby dobiegały z jego mózgu.
-Idź – powiedział chłopiec, jego władczy ton wyrażał rozkaz. Acer zrobił tak jak powiedział dziwny chłopiec. Spróbował wstać, ale nie dał rady, upadł ciężko. Znowu grymaś bólu wykrzywił mu twarz. Spojrzał znowu na chłopca. W jego niebieskich oczach coś błysnęło. Acer poczuł przypływ sił, obolałe ciało zdawało się na nowo narodzić. Czuł jak rany zrastają się, siniaki goją. Wstał bez problemu, rozejrzał się. Stał w jakiejś jaskini, widział wyjście z niej, zaczął zginać palce, jakby sprawdzał czy są sprawne jak kiedyś. Uśmiechnął się, usłyszał znajomy głos, głos Mathewa. Chwycił miecz, przewiesił go sobie przez plecy. Pobiegł do wyjścia z jaskini. Do jedynego źródła światła które widział.

***

Kris stał w bezruchu. Mięśnie szczęki drgały mu lekko, oczy błyskały co chwila. Patrzył na demona którego tak nienawidził. To jest moja szansa, pomyślał, jest nas czterech, z łatwością go pokonamy. Uśmiechnął się pod nosem. Znowu otworzył usta aby coś powiedzieć i znowu coś mu przerwało. Poczuli olbrzymią energię dobiegającą z jaskini. Zbliżała się do nich powoli. Czterech młodych chłopców odwróciło się równocześnie. Wypatrywali czyja energia się do nich zbliża. Z wejścia do jaskini wyszła postać w długim płaszczu, z mieczem przewieszonym przez plecy.
-Acer?! – krzyknął Draco. Acer szedł powoli, uśmiechał się widocznie. Jego oczy nabrały życia. Promieniował nową mocą, złowrogi uśmiech dodawał mu dziwnej powagi. Przeszedł między kompanami i zatrzymał się na skraju krateru.
-Shirre, tak? – zapytał. Okazywał pewność siebie. Demon kiwnął głową, zupełnie wytrącony z równowagi. Odezwał się po chwili głosem pełnym niedowierzania.
-Walczyłeś z Visue! Z walk z nim nie wychodzi się żywym! – prawie krzyczał. Acer uśmiechnął się jeszcze szerzej. O co tu chodzi? Zastanawiali się chłopcy patrząc na chłopaka w płaszczu. Przecież on jeszcze przed chwilą był w ledwo żywy, myślał Kris, myślałem, że tego nie przeżyje. A on tu stoi potężniejszy niż kiedykolwiek. Jego demoniczne oczy były szeroko otwarte.
-Jak widzisz, jestem w pełni sił – odezwał się Acer. Demon opanował się, stanął znów pewnie, a jego drwiący uśmiech powrócił na twarz. Acer wyciągnął rękę, ogromna kula energii wystrzeliła z otwartej dłoni Acera. Mknęła w stronę demona, ten nie zdążył zareagować. Kiedy dym rozwiał się jego już go tam nie było. Stał za Acerem, chłopak z blizną nie zdążył się nawet odwrócić kiedy Shirre dotknął jednym palcem tyłu jego głowy. Przez jego ciało przebiegł dreszcz, którego nie potrafił opanować. Kris wiedział co się stało, ale nie chciał mówić tego głośno. Widział jak Acer prostuje się sztywno. Patrzył jak odwraca się. Acer zwrócił ku nim swoją twarz, teraz widzieli jak z jego twarzy zniknął uśmiech, a pojawił się wyraz całkowitego zobojętnienia. Jego czarne oczy nabrały teraz barwy jasnoszarej. Były tak samo obojętne jak wyraz jego twarzy.
-Co się stało? – zapytał Draco, Kris zastanawiał się jak im to powiedzieć. Po chwili odezwał się. Głos drgał mu lekko.
-On nie jest teraz po naszej stronie – zaczął powoli – Shiree, opanował go. Ignis jest całkowicie pod jego kontrolą – skończył z niepewnym wyrazem twarzy. Trójka saiyan otworzyła szeroko oczy. Nie mogli zrozumieć co się stało. Pierwszy z nich zareagował Draco. Wyszedł między nich. Stał pewnie i z błyskiem w oczach przemienił się. Chmury pyłu zakryły całą widoczność. Kiedy opadły zobaczyli, że włosy Draco są teraz bladozłote, a oczy niebieskie. Acer przemienił się tak samo, ale jego energia była większa. Draco wiedział o tym, ale nie miał zamiaru się cofać. Ale to nie oni pierwsi ruszyli do ataku. Usłyszeli krzyk Krisa który rzucił się do ataku na demona. Demon nie spodziewał się zupełnie więc oberwał potężnie w twarz. Kris złapał go i zniknęli. Acer uśmiechnął się lekko i odbił się od ziemi. Ominął Draco który nie zdążył go uderzyć i dwoma silnymi uderzeniami zwalił z nóg Daego. Odbił się mocno od ziemi i potężnym kopniakiem powalił Mathewa, nowa moc dawała mu nad nimi ogromną przewagę. Draco ruszył za nim. Wymierzył silny kopniak w twarz Acera, nawet nie zauważył jak jego przeciwnik mija cios i kolanem miażdży mu twarz. Draco złapał się za usta, spojrzał na rękawiczki całe w krwi. Wypluł krew i ruszył do ataku, chłopak w płaszczu zniknął, pojawił się nad nim i silnym uderzeniem posłał swojego przeciwnika na ziemię. Uśmiechnął się lekko. Usłyszał krzyk Draco.
-Masenko! – z chmury piachu wystrzelił ku niemu szeroki promień energii. Acer odsunął się lekko, a promień przeleciał obok niego. Nie zauważył Draco, który wyskoczył za niego i kopnął z całej siły w kręgosłup. Acer zatrzymał się przy ziemi, rozmasował obolałe plecy i uśmiechnął się znowu. Draco zaczął oswajać się z myślą, że to może być jego ostatnia walka. Z tą myślą w głowie ruszył do ataku, w cios włożył całą siłę. Krzykiem dodawał sobie odwagi. Acer złapał pięść Draco bez problemu, saiyan w zbroi nie mógł jej uwolnić. Chłopak w płaszczu wolną ręką uderzył mocno Draco w brzuch. Powtórzył to kilka razy, aż Draco przemienił się z powrotem. Puścił go, Draco upadł na ziemię dysząc ciężko. Ledwo wstał, Acer spojrzał na niego i wyciągnął miecz. Ciął ukośnie przez klatkę piersiową, chlusnęła krew. Draco upadł trzymając się za ranę, próbując zatamować krwawienie. Potok krwi lał się między jego palcami, krzyczał z bólu. Acer kopniakiem przewrócił swojego przeciwnika na plecy. Przyłożył koniec ostrza do mostka, już miał pchnąć skrócić cierpienie Draco, gdy usłyszał krzyk. Spojrzał w tamtą stronę i zobaczył jak ziemia pod nogami Mathewa pęka. Mathew krzyczał ile sił w płucach, powietrze wokół niego drgało. Energia wywołała małą burzę piaskową. Kiedy przestał krzyczeć, pył zaczął opadać. Acer szeroko otwartymi oczami widział złotą aurę otaczającą ciało Mathewa. Widział jak młody saiyan patrzy na niego niebieskimi oczami.

CDN

Oceniajcie xD
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
Awatar użytkownika
Kris
Avanger
Posty: 2254
Rejestracja: wt lis 22, 2005 11:33 pm
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Kris »

Ciekawy odcinek, mój drogi towarzyszu, lecz jednak jestem nie pocieszony, że przeszedłeś na inną stronę xD:D.Ale tak czy tak jestem zaciekawiony tym odcinkiem 9+/10 :D
Obrazek

Obrazek
1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Odcinek jest bardzo ciekawy, jednak brakowało mi czasem paru rzeczy, które zazwyczaj umieszczasz w swoich opowieściach. Kilka razy zdarzyło się wiele powtórzeń, opóściłeś opis kilku akcji, jedynie okrojowo je opisałeś. Mimo wszystko, ciekawa historia rekompensuje wszystko

74/100
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
BH Daimaouji
SSJ 5
Posty: 6009
Rejestracja: czw gru 02, 2004 6:04 pm

Post autor: BH Daimaouji »

Fajnie , no jestes pierwsza osoba ktora poprawnie dala moja postac do swojego fanfika bez zadnych bledow , nie czytalem fanfika calego jeszcze , ale wg ciebie ponoc uwolnilem twoja dusze

Oby tak dalej!
Piszcie do mnie BH , nie BH Daimaouji

"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli

Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
Acer
SSJ 5
Posty: 700
Rejestracja: sob mar 10, 2007 7:55 pm

Post autor: Acer »

BH Daimaouji pisze:Fajnie , no jestes pierwsza osoba ktora poprawnie dala moja postac do swojego fanfika bez zadnych bledow , nie czytalem fanfika calego jeszcze , ale wg ciebie ponoc uwolnilem twoja dusze

Oby tak dalej!
nie tyle co uwolniłeś, a uratowałeś, tak dobre słowo
ale każdy kto czytał ten wie o co biega
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
Awatar użytkownika
Mathew
Silniejszy Saiya-jin
Posty: 12
Rejestracja: pt mar 16, 2007 4:48 pm
Lokalizacja: Łosice
Kontakt:

Post autor: Mathew »

Heh, bardzo ciekawy odcinek ;) i znów skonczony w takim momencie ;) Oczywiście czekam na następny ;) Ocena 8+/10 ;)
Na błędach człowiek uczy się rozumu.
Awatar użytkownika
Rocky18
USSJ
Posty: 75
Rejestracja: czw kwie 05, 2007 9:56 pm
Lokalizacja: Dąbrowa Tarnowska

Post autor: Rocky18 »

Acer zaskoczyłeś mnie wszystkimi Epkami..nieźle je wykonałeś bardozm i sie podobaja. Czekam na kolejne Epki :D Pozdro aha no i ocena to 9+/ 10
Obrazek
Obrazek
Obrazek
ODPOWIEDZ