[FanFick] Saiyan Power Forces
Moderator: Moderatorzy
Rozdział XXXXIX - Zamiana
"Ależ tu pięknie!" - pomyślał ubrany w dziwną zbroję mężczyzna rozglądajac się wokół, patrząc na przyrodę i ludzi, którzy go co chwila mijali przyglądając się mu jak jakiemuś clownowi. Może to przez dziwną zbroję? Może przez dość duży, jednosieczny miecz na plecach? A może przez podłużną bliznę ciągnącą się od żuchwy, przez lewy policzek, do miejsca pod okiem? Nie wiadomo, w każdym razie czuł się tutaj dziwnie. Wyczuwał strach przechodzących obok niego osób.
Ruszył się, lekki obrót ręką, poprawił miecz na plecach. Gdy tylko uniósł dłoń, to przechodząca obok kobieta natychmiast odwróciła głowę i przyspieszyła, przełykając głośno ślinę. Mężczyzna to zobaczył, a na jego twarzy pojawił się mały, ledwie widoczy uśmiech, który równie szybko znikł, jak się pokazał.
Płaszcz, a raczej swego rodzaju peleryna przypięta do zbroi powiewała na wietrze przykrywając częściowo miecz, którego sama rękojeść potrafiła zaskoczyć. Była piękna, te kolory, zmieszanie srebrnego, bieli i czerni, wzorce na głowicy... Mistrzowska robota.
Ludzie mijający stojącego w miejscu mężczyznę wciąż się mu przyglądali. Miał związane czarne włosy, choć część ich spadała mu na lewe oko przykrywając je w dość znacznym stopniu. Nikt nie zobaczył jego kompletnie czarnych, jak to na Saiyana przystało, oczu...
Dwóch mundurowych powoli zbliżało się do mężczyzny w zbroi, o niesamowitych naramiennikach. Kroki stawiali niepewnie, całyczas trzymając ręke na rękojeści pistoletu przypiętego do pasa. Spojrzeli na siebie przełykając ślinę, pokonywali strach. Podeszli pod mężczyznę i zaczęli ostro.
- Obywatelu, dlaczego to się tak ubieramy? - zapytał jeden z mundurowych
- A raczej, ma pan licensję na tą broń, to jest, miecz? - zapytał drugi mundurowy
Czarne oczy mężczyzny powoli zmierzyły wzrokiem obu umundurowanych mężczyzn. Przyglądał im się tak samo, jak oni patrzyli na niego. Jak na jakiegoś dziwaka, osobę z innej planety... Choć to drugie określenie było jak najbardziej trafne w obu przypadkach!
Ludzie mijali stojących, wpatrujących się w siebie trzech osobników. Przedstawiciele straży miejskiej nie mogli już wytrzymać.
- W imieniu straży miejskiej zostaje pan zatrzymany do wyjaśnienia sprawy - odezwał się policjant odpinając kajdanki z pasa - Zostanie pan zabrany na komendę
- Nie - odpowiedział krótko mężczyzna obracając się i patrząc wysoko w niebo
Strażnicy miejscy spojrzeli na siebie, po czym jeden z nich podszedł by skuć nieznanego im osobnika. Zobaczyli tylko błysk, a w rękach czarnowłosego mężczyzny znalazł się miecz. Po chwili od chodnika odbiły się kawałki pociętych kajdan wydając z siebie głuchy dźwięk. Ludzie widząc w ręku nieznanej im, dziwnej osoby miecz, zaczęli uciekać, myśląc, że to jakiś psychopata.
Mundurowi w pośpiechu wyciągnęli swoje bronie z pokrowców i odbezpieczyli je.
- Stać, bo strzelam! - zawołał policjan
Mężczyzna w zbroi i pelerynie, przypominającej płaszcz obrócił się i przyjrzał się trzymanym przez ludzi boniom. Od razu spostrzegł, że są dla niego zbyt prymitywne, co najwyżej spowodowałyby siniaki na jego pięknym ciele. Nie mógł na to pozwolić, poza tym zbroja kompletnie nie pozwoliłaby na to.
Kolejny błysk, nagle lufy broni ręcznych, pół-automatycznych, upadają na ziemię. Pistolety są bezuzytecznie, policjanci zaczęli uciekać w stronę swojego radiowozu, który stał nieco dalej. Biegli ile sił w nogach. Stali już przy wozie, jeden z nich podniósł urządzenie, którym mógł wezwać posiłki, gdy nagle wielka eksplozja rozsadziła radiowóz i stojących obok mundurowych. Część chodnika i ulicy zamieniła się w pył, a latarnia stojąca niedaleko wygięła się, po czym przez przeciążenia upadła na ziemię wywołując huk porównywalny do wybuchu, który spowodowała niewielka żółta kula wlatując z ogromną prędkością do wnętrza radiowozu.
"Nie pozwoliłem się dotykać i nie mam zamiaru" - pomyślał mężczyzna, po czym obrócił się robiąc zamach płaszczem, a następnie wraz z nim po prostu zniknął, jakby zakryło ich powietrze...
[center]***[/center]
-... No nareszcie! - zawołał zniecierpliwiony już Adrian, gdy Daegurth otwarł oczy
"Stan ciała... Nie ważne" - pomyślał Daegurth podnosząc się, chwycił się za tył głowy mówiąc: "Ai tatatata tai!"(czytać bardzo szybko).
- Mówiłeś jakieś dziwne rzeczy gdy spałeś - powiedział Bart - Co to miało być?
- I gdzie jest Sesshomaru? - zapytał Bobercik - Zniknął zaraz po tych twoich atakach... Właśnie, wiesz, że całyczas trzymałeś miecz!
Daegurth szybko potrząsnął głową i przeszły go ciarki po całym ciele. Zaczął się rozglądać, po czym spojrzał na zamknięte drzwi do pokoju. Stał przed nimi strażnik w srebrno-skórzanej zbroi. Dynino spojrzał na wnikliwie rozglądającego się Daegurth'a domyślając sie, że za bardzo się nie orientuje co się stało.
- On tam cały czas stoi, podziękował za pomoc, ale nie chciał nikogo wpuścić do tego pokoju - powiedział Dyninio - Jest tam ten koleś w płaszczu... Nawet się nie przedstawili!
Daegurth podniósł się, próbował wstać. Udało się, choć jego ciało jeszcze raz się zachwiało gdy myślał, iż stał juz pewnie. Postawił pierwszy krok przed siebie, potem drugi. Wyprostował się wyrzucając miecz jedną ręką do góry, a ten sam zaczepił mu się na plecach, nie wiadomo w jaki sposób. Przecież ani nie miał pochwy, w której mógłby schować ostrze, ani Saiyan nie nosił na plecach żadnych umocowań pozwalających trzymać się broni w tym miejscu. Jednak ta się trzymała, wydawałoby się, że bardzo dobrze, a może i było tak naprawdę.
Saiyan starał się stawiać kroki idąc prosto, szło mu to nieźle, o wiele lepiej niż jak przed chwilą szedł równo. "Gdzie on się nauczył tak chodzić?" - zastanawiał się Adrian widząc z jaką gracją i dumą poruszał się Daegurth. Wszak miał rację, nieznaczne ruchy wciąż podniesioną głową, wyprostowana sylwetka, kroki średniej długości, dosyć zgrabne i ten łagodny ruch ramionami robiły wrażenie, jakby to był ktoś inny.
Chłopak w płaszczu szedł tak, a będąc blisko ubranego w piękną, lśniącą zbroję strażnika wykonał lekki ruch prawą ręką, machnięcie w prawo. Wtedy strażnik stanął na baczność, przesunął się krok w lewo i schylił głowę, kładąc prawą ręke na lewym ramieniu, a lewą ręke chowając za siebie, za plecami.
- Spocznij - powiedział obojętnym głosem Daegurth mijając strażnika, po czym otwarł drzwi, wszedł do środka, a drzwi same się za nim zamknęły. Ach te przeciągi.
Pilnujący pokoju strażnik znów stanął przy drzwiach, zastawiając wejście do pokoju.
- Hej, że jak!?! - zawołał Dynino - Dlaczego go wpuściłeś!?!
- A nam mówiłeś, że nie wolno! - zawołał Adrian - Jemu niby wolno? Co to, on inny!?!
- Pan Vinid może być gdzie mu się żywnie podoba. Poza tym, ma uprawnienia medyka, a ten właśnie jest potrzebny. - odezwał się obojętnie strażnik - I proszę się nie denerwować, wszystko się za niedługo wyjaśni.
- Oby! - zawołał Adrian
Mark przyglądał się wszystkiemu z boku, po czym spojrzał na swoje ręce. "Czyżby pierwszy raz mi się udało?" - zadał sobie w myślach pytanie. Miał swego rodzaju wizję, jak już wiele razy mu się udało ją mieć, z tą różnicą, że udało mu się zmienić rzeczywistość z tej wizji. Nie wiedział co to znaczyło, chciał przy najbliższej okazji zapytać się Bart'a, Daegurth'a, czy kogoś innego o co chodzi z tymi jego wizjami...
[center]***[/center]
- Chyba już najwyższy czas - powiedział Rauko
- Najwyższy czas? - zaciekawił się Radek - Ale na co?
- Trzeba sprawdzić jaki jesteś silny - odezwał się Rauko - I tu nie będziesz walczył ze mną, poproszę Daegurth'a, aby cię sprawdził, jak tylko będzie miał czas. Pewnie on mi da pod opiekę swoich uczniów na chwilę...
Z nieznanych przyczyn po wypowiedzeniu ostatniego zdania na twarzy Rauko pojawił się szyderczy uśmiech, nie wiadomo co znaczył, jednak po chwili zniknął.
- Tylko jak ja się z nim skontaktują... - powiedział do siebie Rauko
- Może gdyby tak... - nie zdążył dokończyć Radek
- Tak! Masz rację! - odezwał się Rauko - Dzięki Radek, jak będziesz gotów to powiedz!
- Więc jestem! Ale głodny, jak zjem i odpoczne, to możemy zacząć - odezwał się Radek
- Masz rację, lepiej być gotowym - powiedział Rauko - Chodź, zamówimy Pizze...
[center]***[/center]
Drzwi od pokoju się otwarły, strażnik jak na znak odsunął się i chciał ukłonić, jednak Daegurth wychodząc jako pierwszy chwycił go za ramię. Ten zrozumiał i stał prosto.
Tuż za Saiyanem wyszła postać w biało-czerwonym płaszczu, tym razem jednak miała zsunięty kaptur, co pozwalało na przyjrzenie się jej. Pierwszym, co rzucało się w oczy - była to kobieta o długich, niebieskich włosach i pięknych niebieskich oczach. Miała bardzo łagodną skórę, iście wyglądała jak księżniczka...
- Poznajcie, oto księżniczka Ryurya Tshitsu - odezwał się Daegurth, po czym mówił dalej - Buntowniczka. Jej tron bezprawnie zajęło cesarstwo, a ona jak widzieliście musiała uciekać...
- Sama umiem mówić - odezwała się Ryurya swoim wprost anielskim, dość wysokim głosem - Jestem Ryurya Tshitsu. Miło mi was poznać
Kobieta zrobiła niezbyt ładny ukłon, najwidoczniej nie była do takich przyzwyczajona. "Prawdziwa księżnicza..." - pomyślał Bobercik zawsze chcący być "Księciem z Bajki".
Księżniczka nagle się zachwiała, upadłaby gdyby nie Daegurth, który lekko chwycił ją za ramiona i przytrzymał w pionie. Zaprowadził ją pod kanapę i posadził.
- Nie przesadzaj, uciekałaś przez trzy dni, powinnaś się przespać... - wywnioskował Daegurth
- Ale teraz moi ludzie cierpią pod rządami tych z cesarstwa... - powiedziała kobieta
- Minęło tyle czasu dla twoich ludzi, że pewnie stajesz się już legendą - odezwał się Daegurth - Musiało już minąć pół roku w twoim królestwie, zbliża się wielki powrót...
Mina Saiyana zrzedła, kompletnie opadła, pojawił się na niej niepokój. Zazwyczaj potrafił hamować emocje, jednak teraz było jakoś inaczej.
- Co się stało, Daegurth? - zapytał Bart
- Nieważne - odezwał się Saiyan bez pytania biorąc księżniczkę na ręce i niosąc do pokoju, gdzie położył ją na łóżku, a sam wyjrzał przez okno...
"Cholera, ale jak tam wrócimy..." - zastanawiał się Daegurth wiedząc, że nie jest w stanie dokładnie przejść do żądanego wymiaru, do tego dawno nie robił "przeskoków". Martwiła go też inna rzecz. "Kim był ten chłopak o długich czarnych włosach... Przecież on był z wymiaru, który... Czyżby jego Bloodline limit pozwolił mu uciec?" zastanawiał się Daegurth, gdy poczuł, że kłutnia wisi w powietrzu, zostawił zbyt wiele pytań, dał zbyt wiele odpowiedzi. Obrócił się i spojrzał na księżniczkę: "Śpij buntowniczko, masz przed sobą wielką misję, bo widzisz, nie będe za ciebie wszystkiego robić..." po czym wyszedł z pokoju.
- Cisza! - zawołał stanowczym głosem Daegurth wchodząc do salonu - Zadawać pytania po kolei, postaram się odpowiedzieć.
- No, nareszcie! - zawołał Adrian - Więc może ja zacznę. Kim ty tak właściwie jesteś? Raz zachowujesz się inaczej, raz inaczej... Niby jesteś naszym mistrzem, a z drugiej strony starasz się uczyć wszystkich wokół. Za kogo ty się masz!?!
Daegurth lekkim ruchem głowy odradził strażnikowi sięgnięcie po miecz, mówiąc do niego po cichu: "Nawet się nie waż, oni mogą mówić co im się żywnie podoba".
- Vinid Frethar, to imie które używałem w innych wymiarach - odezwał się Daegurth - Jednak była jedna różnica w wymiarze, z którego przybyła księżniczka i jej wieczny, najlepszy strażnik, Jekht. Tam jestem znany jako Panicz Vinid Frethar z rodu Rodyo
- Panicz Vinid Frethar? Z rodu Rodyo? - zaciekawił się Dyninio
- Więc jesteś kimś wysoko urodzonym w tamtym wymiarze - odezwał się milczący dotąd Bart - Domyślałem się, uchyl rąbka tajemnicy, powiedz otwarcie kim jesteś w tym wymiarze
Daegurth spojrzał wnikliwie na swojego rodzonego brata. Przyglądał mu się przez chwilę myśląc. Nie odpowiedziałby, gdyby ktokolwiek inny zadał to pytanie, jednak jak mógł nie odpowiedzieć bratu, najbliższej mu osobie?
- Więc... Jestem Książe Vinid Frethar la Deshar, jedyny prawowity władca królestwa Redreth - powiedział wyniośle z dumą książe - Ostatni, jedyny sprawiedliwy władca królestwa nieustająco walczący z Cesarstwem... Te psie syny i ich samozwańczy imperator...
- Jesteś księciem? - zapytał Bobercik - Więc Bart chyba też!
- Na to wychodzi - odezwał się Daegurth - Coś jeszcze chcecie wiedzieć?
Kris nie wytrzymał, musiał zadać to pytanie. Czekał na zadanie go już zbyt długo, teraz szybko rzucił.
- Dlaczego nie mogę używać miecza? - rzucił szybko Kris, myśląc, że znów nie dostanie odpowiedzi
- Nie możesz? - zdziwił się Daegurth
Książe ze swoją gracją podszedł pod Kris'a i spojrzał na jego miecz.
- Ściągaj go z pleców - powiedział Daegurth, a Kris odpiął miecz i dał go Daegurthowi.
Saiyan tylko lekko pociągnął miecz, a ostrze zaczęło się wysuwać z pochwy. Kris'owi opadła szczęka. Daegurth zaś spojrzał na ostrze i zbliżył do niego palec.
- Nie dotykaj! - zawołał Kris
- Jak ten miecz mnie zrani, to będzie miał przechlapane - odezwał się Daegurth - Bo widzisz, dobry miecz nigdy nie rani swojego właściciela
Vinid Frethar przeleciał lekko palcem po ostrzu, jednak nic mu się nie stało, zupełnie jakby miecz był tępy, bardzo tępy.
- Dobra, trzymaj i słuchaj - mówił Daegurth podając miecz wsadzony do pochwy Kris'owi - W tym mieczu, tak jak w moim, jest bardzo przyjazna kreaturka. Napewno ją już widziałeś. Do czego zmierzam, musiała się na ciebie obrazić. Dlaczego na mnie się nie obraziła? Chyba się mnie boi, sam nie wiem dlaczego... Mniejsza o mnie. Pamiętasz, miecz pękł. To przez to, że źle go używałeś. Musisz teraz się postarać, aby odzyskać zaufanie Suishiver'a
- Suishiver'a? - zapytał Kris - Tak się nazywa?
- Chyba tak, może kłamać, ale skoro chce być tak nazywany... To niech będzie! - powiedział Daegurth - Coś mi mówi, że do wieczora będziecie zadawać pytania...
- I dobrze ci mówi - powiedział Bobercik - Wiesz może gdzie jest Sesshomaru?
Książe rozejrzał się po salonie.
- Nie ma go tutaj? Widocznie miał coś do załatwienia, przecież ma własne życie - powiedział Daegurth
- Ale może kogoś... - nie zdążył dokończyć Bobercik
- Tylko, że już nie widzi w tym sensu. Dostaje ludzkich uczuć - powiedział Daegurth - Szybko, zadawać pytania, nie mam całego dnia!
- A co, masz coś do roboty? - zapytał Dynino
- Tak. Groly, widziałeś tego chłopaka, który tam walczył? - zapytał Saiyan
Brat Brolyego kiwnął głową na "tak", po czym skomentował.
- Był niesamowity, jakby nie z tego świata... - powiedział Groly
- Ani nie z tego wymiaru. Wiem, nie wiem tylko gdzie on poszedł! Muszę go znaleźć... Tylko, że mam za dużo na głowie - powiedział Daegurth - Groly, czy mógłbyś mi pomóc?
- W czym niby? - zapytał białowłosy, umięśniony chłopak podnosząc głowę. Był dumny, że mógł pomagać Daegurth'owi, jak się okazało, księciu
- Poszukasz go i przyprowadzisz do mnie - powiedział Daegurth - Powiedz mu dokładnie te słowa ode mnie: "Wiem skąd jesteś i może będziesz mógł wrócić, jeżeli mi pomożesz. Do tego mogę rozwinąć twoje umiejętności". Tylko się nie pomyl
- Dobrze, zapamiętam. Coś jeszcze? - zapytał Groly
- Hmmm, tak. Łap! - zawołał rzucając coś w stronę umięśnionego, białowłosego Saiyan'a
Był to czarny sztylet, dobrze wyważony. Idealny do walki wręcz, jak i do rzucania. Miał kilka cm szerokości w miejscu, gdzie ostrze było najgrubsze, a potem się zwężał. Tuż za rękojeścią była mała dziurka, która wyglądała jak przyklejony pierścionek. Oczywiście Groly złapał broń i kiwnął głową, domyślając się, że ma to dać nieznajomemu, gdyby nie dowierzał, po czym zniknął, rozpłynął się w powietrzu.
- No, pięćdziesiąt pytań mniej! - powiedział z ulgą Daegurth - Kto następny?
- Może... Może ja - mówił nieśmiale Mark - Bo widzisz... To trochę głupie ale...
Vinid wiedział, że jeżeli ktoś tak mówi, to zazwyczaj jest ważne. Szybko przewertował myśli Radka. Zrozumiał, od razu zrobumiał.
- Mark, słuchaj - powiedział Daegurth - To jest dar, możliwe że twoi rodzice też go mieli. Pomogę ci nad nim panować, ale to później. Teraz jak widzisz mam wiele na głowie, muszę pomóc jeszcze księżniczce i wogóle... Trudno jest być księciem, cholera jasna!
Nagle Daegurth coś poczuł. "Energia, dość duża... Nie, dwie. To jest... Rauko i ten jego uczeń, Radek... Widocznie dają mi znać, że czegoś chcą. Mądrze, teraz otwieram kanał telepatyczny z Rauko i..."
- Coś ważnego? - zapytał Daegurth w myślach
- Zależy - powiedział Rauko - Zostawiam ci otwarty pierwszy kanał myśli, czytaj
- ... już - powiedział Daegurth - Więc chcesz sprawdzić swojego ucznia? Bardzo dobrze, to będzie i mi na ręke, bo widzisz, sprawy się trochę pokomplikowały
- Tak, też to czuję, energia wszechświata... Chwieje się! - pomyślał głośno Rauko
- Wiem i nie pozwolę, by jeszcze raz... Tym razem sobie poradzę - pomyślał Daegurth - Dlatego proponuje spotkanie, na terenie neutralnym... Moja ukochana rzeczka? Prześle ci drogę dojścia... Już
- Może być, wiesz, że mi nie zależy - pomyślał Rauko - To kiedy? Heh, od razu? Dobra, więc już tam idę, będe tam za parę godzin...
- Wiecie co? - zapytał Daegurth - Właśnie rozmawiałem z jedną osobą
- Jak to, przecież rozmawiasz z nami całyczas! - stwierdził Kris
- Telepatycznie, mistrzu ostrza - odezwał się Daegurth - I powiem wam, że nastąpi mała zamiana
- Zamiana? - zapytał Bart
- Tak, oddaje wszystkich swoich uczniów pod opiekę innej osoby, a ja wezmę jego ucznia. Pomoże to w treningu, zapewniam - oznajmił Daegurth
- Kiedy? Jak? - pytali wszyscy z kolei
- Za kilka godzin na wyznaczonym przeze mnie miejscu treningowym, wiecie gdzie, nieprawdaż? - zapytał retorycznie Daegurth
[center]***[/center]
Przed Daegurthem i stojącymi za nim jego uczniami nagle pojawiły się dwie osoby. Bobercik od razu się ruszył widząc chłopaka o białych włosach, przypomniał sobie, że pomógł wtedy Roksi. Dopiero później spojrzał na o wiele mniejszego stojącego obok chłopaka o czarnych włosach.
- Więc sądzisz, że już czas na zamianę? - zapytał Daegurth
- Tak, na jakim poziomie są twoi uczniowie? - zapytał Rauko
- Wiesz dobrze, że ciężko ćwiczyć tak dużą ilość osób, ale mogę chyba śmiało powiedzieć, że każdy skończyłby poziom 4 standardowy, a niektórzy nawet 6 standardowy. A co z twoim uczniem?
- Poziom 8 standardowy i dziesiąty standardowy, pierwszy i drugi rozszerzony - odezwał się Rauko
Daegurth otwarł oczy i spojrzał na chłopaka ze zdumieniem. "Cholera, dobry jest! W ciągu tak krótkiego czasu skończyć te poziomy... Mi ukończenie ich i wymyślanie zajęło trzy razy więcej czasu!" - pomyślał Daegurth
- A co z poziomem dziewiątym standardowym? - spostrzegł Daegurth
- Nie może przejść, nie ważne jakby się starał - powiedział Rauko - Może ty coś z tym zrobisz
Wszyscy przyglądali się dziwnej rozmowie obu osób. "Jakie poziomy? O co im chodzi?" - zadawał sobie mniej więcej takie pytania każdy niewtajemniczony.
- Dobra, więc Radek, chodź, przeszedłeś pierwszy poziom rozszerzenia, a nawet drugi. To znaczy, że będe mógł używać na ciebie mojego miecza - oznajmił Daegurth - I jeszcze jedno. Możliwe, że poproszę cie o przysługę, ale to później.
Daegurth i Radek nagle zniknęli, zostali tylko uczniowie tego pierwszego i mistrz tego drugiego, który podszedł do przyznaczonych sobie teraz uczniów i powiedział śmiało.
- Ten dzień, może być waszym ostatnim - powiedział Rauko - Daegurth to tylko lamka, stara się trenować, ale nie trenuje tak jak ja. Za dużo was wziął, gdyby miał jednego do trenowania, to już by był prawie tak silny, jak on. Ale tak nie jest. Więc, zaczynajmy!
- Co mamy robić? - wyrwał się Adrian
- Wszyscy na raz, atakujcie mnie - odezwał się Rauko - Macie godzinę czasu na uderzenie mnie, jeżeli wam się nie uda, to sam was pobije. Zgoda?
Kris i Bobercik popatrzyli na siebie wiedząc, że głupio byłoby się zgodzić. Jednak nie mieli wpływu na zachowanie innych.
- Zgoda! - zawołali jednocześnie Adrian i Dyninio
[center]***[/center]
Radek stał na przeciw Daegurth'a, który powoli sięgnął po miecz. Patrzyli sobie w oczy, czarnowłosy chłopak czekał na komendę rozpoczynającą, jednak najpierw usłyszał kilka słów Daegurth'a.
- Słuchaj Radek, oprócz tego, że cie sprawdzę, będe trenować. To znaczy nie dam z siebie wszystkiego, choć powinienem. To część mojego treningu - oznajmił Daegurth - Dlatego czasem możesz uważać, że jestem bardzo słaby, bo w porównaniu do ciebie... Będziesz znacznie szybszy, trochę silniejszy, może nawet mądrzejszy jeżeli chodzi o planowanie akcji. I pamiętaj o następujących rzeczach: Uważaj na to co robię, wszystko może mieć znaczenie. Nie daj się zwieść pozorom. Unikaj zbyt długiego kontaktu, a już najbardziej odradzam stosowania tych samych technik po raz wtóry.
- Tak, mistrzu Daegurth - powiedział Radek
- Nie mów do mnie mistrzu, ja nie Rauko, nie musisz się tak zachowywać, zostanie to między nami - powiedział Daegurth
Radek odetchnął i się rozluźnił. Musiał go ucieszyć ten fakt. Wiedział co przechodził będąc trenowanym pod banderą Rauko, teraz mógł nareszcie spróbować czegoś nowego dla odmiany.
- Podczas walki będe dawać ci rady, dlatego korzystaj z okazji, gdy ci je mówię, by zaatakować. - powiedział Daegurth - A na koniec, niedawno odzyskałem swój miecz i nie pamiętam za bardzo jak go używać. Masz przewagę, wykorzystają ją.
- Postaram się Daegurth - powiedział Radek, a na jego twarzy pokazał się uśmiech.
- To dobrze. Zaczynaj! - zawołał Daegurth
I podobał się?
W nast. odcinku:
- Czy Groly znajdzie chłopaka o niezwykłej sile?
- Jak potoczy się walka treningowa Daegurth'a i Radka?
- Co czeka Bart'a, Bobercika, Krisa i reszte bohaterów będących trenowanym przez Rauko?
- Kim jest nieznany nikomu mężczyzna, który przybył z innej planety na Ziemię? I jakie ma zamiary!?!
- O czym świadczą "zachwiania energii całego wszechświata"?
I wiele wiele więcej!
"Ależ tu pięknie!" - pomyślał ubrany w dziwną zbroję mężczyzna rozglądajac się wokół, patrząc na przyrodę i ludzi, którzy go co chwila mijali przyglądając się mu jak jakiemuś clownowi. Może to przez dziwną zbroję? Może przez dość duży, jednosieczny miecz na plecach? A może przez podłużną bliznę ciągnącą się od żuchwy, przez lewy policzek, do miejsca pod okiem? Nie wiadomo, w każdym razie czuł się tutaj dziwnie. Wyczuwał strach przechodzących obok niego osób.
Ruszył się, lekki obrót ręką, poprawił miecz na plecach. Gdy tylko uniósł dłoń, to przechodząca obok kobieta natychmiast odwróciła głowę i przyspieszyła, przełykając głośno ślinę. Mężczyzna to zobaczył, a na jego twarzy pojawił się mały, ledwie widoczy uśmiech, który równie szybko znikł, jak się pokazał.
Płaszcz, a raczej swego rodzaju peleryna przypięta do zbroi powiewała na wietrze przykrywając częściowo miecz, którego sama rękojeść potrafiła zaskoczyć. Była piękna, te kolory, zmieszanie srebrnego, bieli i czerni, wzorce na głowicy... Mistrzowska robota.
Ludzie mijający stojącego w miejscu mężczyznę wciąż się mu przyglądali. Miał związane czarne włosy, choć część ich spadała mu na lewe oko przykrywając je w dość znacznym stopniu. Nikt nie zobaczył jego kompletnie czarnych, jak to na Saiyana przystało, oczu...
Dwóch mundurowych powoli zbliżało się do mężczyzny w zbroi, o niesamowitych naramiennikach. Kroki stawiali niepewnie, całyczas trzymając ręke na rękojeści pistoletu przypiętego do pasa. Spojrzeli na siebie przełykając ślinę, pokonywali strach. Podeszli pod mężczyznę i zaczęli ostro.
- Obywatelu, dlaczego to się tak ubieramy? - zapytał jeden z mundurowych
- A raczej, ma pan licensję na tą broń, to jest, miecz? - zapytał drugi mundurowy
Czarne oczy mężczyzny powoli zmierzyły wzrokiem obu umundurowanych mężczyzn. Przyglądał im się tak samo, jak oni patrzyli na niego. Jak na jakiegoś dziwaka, osobę z innej planety... Choć to drugie określenie było jak najbardziej trafne w obu przypadkach!
Ludzie mijali stojących, wpatrujących się w siebie trzech osobników. Przedstawiciele straży miejskiej nie mogli już wytrzymać.
- W imieniu straży miejskiej zostaje pan zatrzymany do wyjaśnienia sprawy - odezwał się policjant odpinając kajdanki z pasa - Zostanie pan zabrany na komendę
- Nie - odpowiedział krótko mężczyzna obracając się i patrząc wysoko w niebo
Strażnicy miejscy spojrzeli na siebie, po czym jeden z nich podszedł by skuć nieznanego im osobnika. Zobaczyli tylko błysk, a w rękach czarnowłosego mężczyzny znalazł się miecz. Po chwili od chodnika odbiły się kawałki pociętych kajdan wydając z siebie głuchy dźwięk. Ludzie widząc w ręku nieznanej im, dziwnej osoby miecz, zaczęli uciekać, myśląc, że to jakiś psychopata.
Mundurowi w pośpiechu wyciągnęli swoje bronie z pokrowców i odbezpieczyli je.
- Stać, bo strzelam! - zawołał policjan
Mężczyzna w zbroi i pelerynie, przypominającej płaszcz obrócił się i przyjrzał się trzymanym przez ludzi boniom. Od razu spostrzegł, że są dla niego zbyt prymitywne, co najwyżej spowodowałyby siniaki na jego pięknym ciele. Nie mógł na to pozwolić, poza tym zbroja kompletnie nie pozwoliłaby na to.
Kolejny błysk, nagle lufy broni ręcznych, pół-automatycznych, upadają na ziemię. Pistolety są bezuzytecznie, policjanci zaczęli uciekać w stronę swojego radiowozu, który stał nieco dalej. Biegli ile sił w nogach. Stali już przy wozie, jeden z nich podniósł urządzenie, którym mógł wezwać posiłki, gdy nagle wielka eksplozja rozsadziła radiowóz i stojących obok mundurowych. Część chodnika i ulicy zamieniła się w pył, a latarnia stojąca niedaleko wygięła się, po czym przez przeciążenia upadła na ziemię wywołując huk porównywalny do wybuchu, który spowodowała niewielka żółta kula wlatując z ogromną prędkością do wnętrza radiowozu.
"Nie pozwoliłem się dotykać i nie mam zamiaru" - pomyślał mężczyzna, po czym obrócił się robiąc zamach płaszczem, a następnie wraz z nim po prostu zniknął, jakby zakryło ich powietrze...
[center]***[/center]
-... No nareszcie! - zawołał zniecierpliwiony już Adrian, gdy Daegurth otwarł oczy
"Stan ciała... Nie ważne" - pomyślał Daegurth podnosząc się, chwycił się za tył głowy mówiąc: "Ai tatatata tai!"(czytać bardzo szybko).
- Mówiłeś jakieś dziwne rzeczy gdy spałeś - powiedział Bart - Co to miało być?
- I gdzie jest Sesshomaru? - zapytał Bobercik - Zniknął zaraz po tych twoich atakach... Właśnie, wiesz, że całyczas trzymałeś miecz!
Daegurth szybko potrząsnął głową i przeszły go ciarki po całym ciele. Zaczął się rozglądać, po czym spojrzał na zamknięte drzwi do pokoju. Stał przed nimi strażnik w srebrno-skórzanej zbroi. Dynino spojrzał na wnikliwie rozglądającego się Daegurth'a domyślając sie, że za bardzo się nie orientuje co się stało.
- On tam cały czas stoi, podziękował za pomoc, ale nie chciał nikogo wpuścić do tego pokoju - powiedział Dyninio - Jest tam ten koleś w płaszczu... Nawet się nie przedstawili!
Daegurth podniósł się, próbował wstać. Udało się, choć jego ciało jeszcze raz się zachwiało gdy myślał, iż stał juz pewnie. Postawił pierwszy krok przed siebie, potem drugi. Wyprostował się wyrzucając miecz jedną ręką do góry, a ten sam zaczepił mu się na plecach, nie wiadomo w jaki sposób. Przecież ani nie miał pochwy, w której mógłby schować ostrze, ani Saiyan nie nosił na plecach żadnych umocowań pozwalających trzymać się broni w tym miejscu. Jednak ta się trzymała, wydawałoby się, że bardzo dobrze, a może i było tak naprawdę.
Saiyan starał się stawiać kroki idąc prosto, szło mu to nieźle, o wiele lepiej niż jak przed chwilą szedł równo. "Gdzie on się nauczył tak chodzić?" - zastanawiał się Adrian widząc z jaką gracją i dumą poruszał się Daegurth. Wszak miał rację, nieznaczne ruchy wciąż podniesioną głową, wyprostowana sylwetka, kroki średniej długości, dosyć zgrabne i ten łagodny ruch ramionami robiły wrażenie, jakby to był ktoś inny.
Chłopak w płaszczu szedł tak, a będąc blisko ubranego w piękną, lśniącą zbroję strażnika wykonał lekki ruch prawą ręką, machnięcie w prawo. Wtedy strażnik stanął na baczność, przesunął się krok w lewo i schylił głowę, kładąc prawą ręke na lewym ramieniu, a lewą ręke chowając za siebie, za plecami.
- Spocznij - powiedział obojętnym głosem Daegurth mijając strażnika, po czym otwarł drzwi, wszedł do środka, a drzwi same się za nim zamknęły. Ach te przeciągi.
Pilnujący pokoju strażnik znów stanął przy drzwiach, zastawiając wejście do pokoju.
- Hej, że jak!?! - zawołał Dynino - Dlaczego go wpuściłeś!?!
- A nam mówiłeś, że nie wolno! - zawołał Adrian - Jemu niby wolno? Co to, on inny!?!
- Pan Vinid może być gdzie mu się żywnie podoba. Poza tym, ma uprawnienia medyka, a ten właśnie jest potrzebny. - odezwał się obojętnie strażnik - I proszę się nie denerwować, wszystko się za niedługo wyjaśni.
- Oby! - zawołał Adrian
Mark przyglądał się wszystkiemu z boku, po czym spojrzał na swoje ręce. "Czyżby pierwszy raz mi się udało?" - zadał sobie w myślach pytanie. Miał swego rodzaju wizję, jak już wiele razy mu się udało ją mieć, z tą różnicą, że udało mu się zmienić rzeczywistość z tej wizji. Nie wiedział co to znaczyło, chciał przy najbliższej okazji zapytać się Bart'a, Daegurth'a, czy kogoś innego o co chodzi z tymi jego wizjami...
[center]***[/center]
- Chyba już najwyższy czas - powiedział Rauko
- Najwyższy czas? - zaciekawił się Radek - Ale na co?
- Trzeba sprawdzić jaki jesteś silny - odezwał się Rauko - I tu nie będziesz walczył ze mną, poproszę Daegurth'a, aby cię sprawdził, jak tylko będzie miał czas. Pewnie on mi da pod opiekę swoich uczniów na chwilę...
Z nieznanych przyczyn po wypowiedzeniu ostatniego zdania na twarzy Rauko pojawił się szyderczy uśmiech, nie wiadomo co znaczył, jednak po chwili zniknął.
- Tylko jak ja się z nim skontaktują... - powiedział do siebie Rauko
- Może gdyby tak... - nie zdążył dokończyć Radek
- Tak! Masz rację! - odezwał się Rauko - Dzięki Radek, jak będziesz gotów to powiedz!
- Więc jestem! Ale głodny, jak zjem i odpoczne, to możemy zacząć - odezwał się Radek
- Masz rację, lepiej być gotowym - powiedział Rauko - Chodź, zamówimy Pizze...
[center]***[/center]
Drzwi od pokoju się otwarły, strażnik jak na znak odsunął się i chciał ukłonić, jednak Daegurth wychodząc jako pierwszy chwycił go za ramię. Ten zrozumiał i stał prosto.
Tuż za Saiyanem wyszła postać w biało-czerwonym płaszczu, tym razem jednak miała zsunięty kaptur, co pozwalało na przyjrzenie się jej. Pierwszym, co rzucało się w oczy - była to kobieta o długich, niebieskich włosach i pięknych niebieskich oczach. Miała bardzo łagodną skórę, iście wyglądała jak księżniczka...
- Poznajcie, oto księżniczka Ryurya Tshitsu - odezwał się Daegurth, po czym mówił dalej - Buntowniczka. Jej tron bezprawnie zajęło cesarstwo, a ona jak widzieliście musiała uciekać...
- Sama umiem mówić - odezwała się Ryurya swoim wprost anielskim, dość wysokim głosem - Jestem Ryurya Tshitsu. Miło mi was poznać
Kobieta zrobiła niezbyt ładny ukłon, najwidoczniej nie była do takich przyzwyczajona. "Prawdziwa księżnicza..." - pomyślał Bobercik zawsze chcący być "Księciem z Bajki".
Księżniczka nagle się zachwiała, upadłaby gdyby nie Daegurth, który lekko chwycił ją za ramiona i przytrzymał w pionie. Zaprowadził ją pod kanapę i posadził.
- Nie przesadzaj, uciekałaś przez trzy dni, powinnaś się przespać... - wywnioskował Daegurth
- Ale teraz moi ludzie cierpią pod rządami tych z cesarstwa... - powiedziała kobieta
- Minęło tyle czasu dla twoich ludzi, że pewnie stajesz się już legendą - odezwał się Daegurth - Musiało już minąć pół roku w twoim królestwie, zbliża się wielki powrót...
Mina Saiyana zrzedła, kompletnie opadła, pojawił się na niej niepokój. Zazwyczaj potrafił hamować emocje, jednak teraz było jakoś inaczej.
- Co się stało, Daegurth? - zapytał Bart
- Nieważne - odezwał się Saiyan bez pytania biorąc księżniczkę na ręce i niosąc do pokoju, gdzie położył ją na łóżku, a sam wyjrzał przez okno...
"Cholera, ale jak tam wrócimy..." - zastanawiał się Daegurth wiedząc, że nie jest w stanie dokładnie przejść do żądanego wymiaru, do tego dawno nie robił "przeskoków". Martwiła go też inna rzecz. "Kim był ten chłopak o długich czarnych włosach... Przecież on był z wymiaru, który... Czyżby jego Bloodline limit pozwolił mu uciec?" zastanawiał się Daegurth, gdy poczuł, że kłutnia wisi w powietrzu, zostawił zbyt wiele pytań, dał zbyt wiele odpowiedzi. Obrócił się i spojrzał na księżniczkę: "Śpij buntowniczko, masz przed sobą wielką misję, bo widzisz, nie będe za ciebie wszystkiego robić..." po czym wyszedł z pokoju.
- Cisza! - zawołał stanowczym głosem Daegurth wchodząc do salonu - Zadawać pytania po kolei, postaram się odpowiedzieć.
- No, nareszcie! - zawołał Adrian - Więc może ja zacznę. Kim ty tak właściwie jesteś? Raz zachowujesz się inaczej, raz inaczej... Niby jesteś naszym mistrzem, a z drugiej strony starasz się uczyć wszystkich wokół. Za kogo ty się masz!?!
Daegurth lekkim ruchem głowy odradził strażnikowi sięgnięcie po miecz, mówiąc do niego po cichu: "Nawet się nie waż, oni mogą mówić co im się żywnie podoba".
- Vinid Frethar, to imie które używałem w innych wymiarach - odezwał się Daegurth - Jednak była jedna różnica w wymiarze, z którego przybyła księżniczka i jej wieczny, najlepszy strażnik, Jekht. Tam jestem znany jako Panicz Vinid Frethar z rodu Rodyo
- Panicz Vinid Frethar? Z rodu Rodyo? - zaciekawił się Dyninio
- Więc jesteś kimś wysoko urodzonym w tamtym wymiarze - odezwał się milczący dotąd Bart - Domyślałem się, uchyl rąbka tajemnicy, powiedz otwarcie kim jesteś w tym wymiarze
Daegurth spojrzał wnikliwie na swojego rodzonego brata. Przyglądał mu się przez chwilę myśląc. Nie odpowiedziałby, gdyby ktokolwiek inny zadał to pytanie, jednak jak mógł nie odpowiedzieć bratu, najbliższej mu osobie?
- Więc... Jestem Książe Vinid Frethar la Deshar, jedyny prawowity władca królestwa Redreth - powiedział wyniośle z dumą książe - Ostatni, jedyny sprawiedliwy władca królestwa nieustająco walczący z Cesarstwem... Te psie syny i ich samozwańczy imperator...
- Jesteś księciem? - zapytał Bobercik - Więc Bart chyba też!
- Na to wychodzi - odezwał się Daegurth - Coś jeszcze chcecie wiedzieć?
Kris nie wytrzymał, musiał zadać to pytanie. Czekał na zadanie go już zbyt długo, teraz szybko rzucił.
- Dlaczego nie mogę używać miecza? - rzucił szybko Kris, myśląc, że znów nie dostanie odpowiedzi
- Nie możesz? - zdziwił się Daegurth
Książe ze swoją gracją podszedł pod Kris'a i spojrzał na jego miecz.
- Ściągaj go z pleców - powiedział Daegurth, a Kris odpiął miecz i dał go Daegurthowi.
Saiyan tylko lekko pociągnął miecz, a ostrze zaczęło się wysuwać z pochwy. Kris'owi opadła szczęka. Daegurth zaś spojrzał na ostrze i zbliżył do niego palec.
- Nie dotykaj! - zawołał Kris
- Jak ten miecz mnie zrani, to będzie miał przechlapane - odezwał się Daegurth - Bo widzisz, dobry miecz nigdy nie rani swojego właściciela
Vinid Frethar przeleciał lekko palcem po ostrzu, jednak nic mu się nie stało, zupełnie jakby miecz był tępy, bardzo tępy.
- Dobra, trzymaj i słuchaj - mówił Daegurth podając miecz wsadzony do pochwy Kris'owi - W tym mieczu, tak jak w moim, jest bardzo przyjazna kreaturka. Napewno ją już widziałeś. Do czego zmierzam, musiała się na ciebie obrazić. Dlaczego na mnie się nie obraziła? Chyba się mnie boi, sam nie wiem dlaczego... Mniejsza o mnie. Pamiętasz, miecz pękł. To przez to, że źle go używałeś. Musisz teraz się postarać, aby odzyskać zaufanie Suishiver'a
- Suishiver'a? - zapytał Kris - Tak się nazywa?
- Chyba tak, może kłamać, ale skoro chce być tak nazywany... To niech będzie! - powiedział Daegurth - Coś mi mówi, że do wieczora będziecie zadawać pytania...
- I dobrze ci mówi - powiedział Bobercik - Wiesz może gdzie jest Sesshomaru?
Książe rozejrzał się po salonie.
- Nie ma go tutaj? Widocznie miał coś do załatwienia, przecież ma własne życie - powiedział Daegurth
- Ale może kogoś... - nie zdążył dokończyć Bobercik
- Tylko, że już nie widzi w tym sensu. Dostaje ludzkich uczuć - powiedział Daegurth - Szybko, zadawać pytania, nie mam całego dnia!
- A co, masz coś do roboty? - zapytał Dynino
- Tak. Groly, widziałeś tego chłopaka, który tam walczył? - zapytał Saiyan
Brat Brolyego kiwnął głową na "tak", po czym skomentował.
- Był niesamowity, jakby nie z tego świata... - powiedział Groly
- Ani nie z tego wymiaru. Wiem, nie wiem tylko gdzie on poszedł! Muszę go znaleźć... Tylko, że mam za dużo na głowie - powiedział Daegurth - Groly, czy mógłbyś mi pomóc?
- W czym niby? - zapytał białowłosy, umięśniony chłopak podnosząc głowę. Był dumny, że mógł pomagać Daegurth'owi, jak się okazało, księciu
- Poszukasz go i przyprowadzisz do mnie - powiedział Daegurth - Powiedz mu dokładnie te słowa ode mnie: "Wiem skąd jesteś i może będziesz mógł wrócić, jeżeli mi pomożesz. Do tego mogę rozwinąć twoje umiejętności". Tylko się nie pomyl
- Dobrze, zapamiętam. Coś jeszcze? - zapytał Groly
- Hmmm, tak. Łap! - zawołał rzucając coś w stronę umięśnionego, białowłosego Saiyan'a
Był to czarny sztylet, dobrze wyważony. Idealny do walki wręcz, jak i do rzucania. Miał kilka cm szerokości w miejscu, gdzie ostrze było najgrubsze, a potem się zwężał. Tuż za rękojeścią była mała dziurka, która wyglądała jak przyklejony pierścionek. Oczywiście Groly złapał broń i kiwnął głową, domyślając się, że ma to dać nieznajomemu, gdyby nie dowierzał, po czym zniknął, rozpłynął się w powietrzu.
- No, pięćdziesiąt pytań mniej! - powiedział z ulgą Daegurth - Kto następny?
- Może... Może ja - mówił nieśmiale Mark - Bo widzisz... To trochę głupie ale...
Vinid wiedział, że jeżeli ktoś tak mówi, to zazwyczaj jest ważne. Szybko przewertował myśli Radka. Zrozumiał, od razu zrobumiał.
- Mark, słuchaj - powiedział Daegurth - To jest dar, możliwe że twoi rodzice też go mieli. Pomogę ci nad nim panować, ale to później. Teraz jak widzisz mam wiele na głowie, muszę pomóc jeszcze księżniczce i wogóle... Trudno jest być księciem, cholera jasna!
Nagle Daegurth coś poczuł. "Energia, dość duża... Nie, dwie. To jest... Rauko i ten jego uczeń, Radek... Widocznie dają mi znać, że czegoś chcą. Mądrze, teraz otwieram kanał telepatyczny z Rauko i..."
- Coś ważnego? - zapytał Daegurth w myślach
- Zależy - powiedział Rauko - Zostawiam ci otwarty pierwszy kanał myśli, czytaj
- ... już - powiedział Daegurth - Więc chcesz sprawdzić swojego ucznia? Bardzo dobrze, to będzie i mi na ręke, bo widzisz, sprawy się trochę pokomplikowały
- Tak, też to czuję, energia wszechświata... Chwieje się! - pomyślał głośno Rauko
- Wiem i nie pozwolę, by jeszcze raz... Tym razem sobie poradzę - pomyślał Daegurth - Dlatego proponuje spotkanie, na terenie neutralnym... Moja ukochana rzeczka? Prześle ci drogę dojścia... Już
- Może być, wiesz, że mi nie zależy - pomyślał Rauko - To kiedy? Heh, od razu? Dobra, więc już tam idę, będe tam za parę godzin...
- Wiecie co? - zapytał Daegurth - Właśnie rozmawiałem z jedną osobą
- Jak to, przecież rozmawiasz z nami całyczas! - stwierdził Kris
- Telepatycznie, mistrzu ostrza - odezwał się Daegurth - I powiem wam, że nastąpi mała zamiana
- Zamiana? - zapytał Bart
- Tak, oddaje wszystkich swoich uczniów pod opiekę innej osoby, a ja wezmę jego ucznia. Pomoże to w treningu, zapewniam - oznajmił Daegurth
- Kiedy? Jak? - pytali wszyscy z kolei
- Za kilka godzin na wyznaczonym przeze mnie miejscu treningowym, wiecie gdzie, nieprawdaż? - zapytał retorycznie Daegurth
[center]***[/center]
Przed Daegurthem i stojącymi za nim jego uczniami nagle pojawiły się dwie osoby. Bobercik od razu się ruszył widząc chłopaka o białych włosach, przypomniał sobie, że pomógł wtedy Roksi. Dopiero później spojrzał na o wiele mniejszego stojącego obok chłopaka o czarnych włosach.
- Więc sądzisz, że już czas na zamianę? - zapytał Daegurth
- Tak, na jakim poziomie są twoi uczniowie? - zapytał Rauko
- Wiesz dobrze, że ciężko ćwiczyć tak dużą ilość osób, ale mogę chyba śmiało powiedzieć, że każdy skończyłby poziom 4 standardowy, a niektórzy nawet 6 standardowy. A co z twoim uczniem?
- Poziom 8 standardowy i dziesiąty standardowy, pierwszy i drugi rozszerzony - odezwał się Rauko
Daegurth otwarł oczy i spojrzał na chłopaka ze zdumieniem. "Cholera, dobry jest! W ciągu tak krótkiego czasu skończyć te poziomy... Mi ukończenie ich i wymyślanie zajęło trzy razy więcej czasu!" - pomyślał Daegurth
- A co z poziomem dziewiątym standardowym? - spostrzegł Daegurth
- Nie może przejść, nie ważne jakby się starał - powiedział Rauko - Może ty coś z tym zrobisz
Wszyscy przyglądali się dziwnej rozmowie obu osób. "Jakie poziomy? O co im chodzi?" - zadawał sobie mniej więcej takie pytania każdy niewtajemniczony.
- Dobra, więc Radek, chodź, przeszedłeś pierwszy poziom rozszerzenia, a nawet drugi. To znaczy, że będe mógł używać na ciebie mojego miecza - oznajmił Daegurth - I jeszcze jedno. Możliwe, że poproszę cie o przysługę, ale to później.
Daegurth i Radek nagle zniknęli, zostali tylko uczniowie tego pierwszego i mistrz tego drugiego, który podszedł do przyznaczonych sobie teraz uczniów i powiedział śmiało.
- Ten dzień, może być waszym ostatnim - powiedział Rauko - Daegurth to tylko lamka, stara się trenować, ale nie trenuje tak jak ja. Za dużo was wziął, gdyby miał jednego do trenowania, to już by był prawie tak silny, jak on. Ale tak nie jest. Więc, zaczynajmy!
- Co mamy robić? - wyrwał się Adrian
- Wszyscy na raz, atakujcie mnie - odezwał się Rauko - Macie godzinę czasu na uderzenie mnie, jeżeli wam się nie uda, to sam was pobije. Zgoda?
Kris i Bobercik popatrzyli na siebie wiedząc, że głupio byłoby się zgodzić. Jednak nie mieli wpływu na zachowanie innych.
- Zgoda! - zawołali jednocześnie Adrian i Dyninio
[center]***[/center]
Radek stał na przeciw Daegurth'a, który powoli sięgnął po miecz. Patrzyli sobie w oczy, czarnowłosy chłopak czekał na komendę rozpoczynającą, jednak najpierw usłyszał kilka słów Daegurth'a.
- Słuchaj Radek, oprócz tego, że cie sprawdzę, będe trenować. To znaczy nie dam z siebie wszystkiego, choć powinienem. To część mojego treningu - oznajmił Daegurth - Dlatego czasem możesz uważać, że jestem bardzo słaby, bo w porównaniu do ciebie... Będziesz znacznie szybszy, trochę silniejszy, może nawet mądrzejszy jeżeli chodzi o planowanie akcji. I pamiętaj o następujących rzeczach: Uważaj na to co robię, wszystko może mieć znaczenie. Nie daj się zwieść pozorom. Unikaj zbyt długiego kontaktu, a już najbardziej odradzam stosowania tych samych technik po raz wtóry.
- Tak, mistrzu Daegurth - powiedział Radek
- Nie mów do mnie mistrzu, ja nie Rauko, nie musisz się tak zachowywać, zostanie to między nami - powiedział Daegurth
Radek odetchnął i się rozluźnił. Musiał go ucieszyć ten fakt. Wiedział co przechodził będąc trenowanym pod banderą Rauko, teraz mógł nareszcie spróbować czegoś nowego dla odmiany.
- Podczas walki będe dawać ci rady, dlatego korzystaj z okazji, gdy ci je mówię, by zaatakować. - powiedział Daegurth - A na koniec, niedawno odzyskałem swój miecz i nie pamiętam za bardzo jak go używać. Masz przewagę, wykorzystają ją.
- Postaram się Daegurth - powiedział Radek, a na jego twarzy pokazał się uśmiech.
- To dobrze. Zaczynaj! - zawołał Daegurth
I podobał się?
W nast. odcinku:
- Czy Groly znajdzie chłopaka o niezwykłej sile?
- Jak potoczy się walka treningowa Daegurth'a i Radka?
- Co czeka Bart'a, Bobercika, Krisa i reszte bohaterów będących trenowanym przez Rauko?
- Kim jest nieznany nikomu mężczyzna, który przybył z innej planety na Ziemię? I jakie ma zamiary!?!
- O czym świadczą "zachwiania energii całego wszechświata"?
I wiele wiele więcej!
Ostatnio zmieniony pt maja 04, 2007 7:30 pm przez Dae, łącznie zmieniany 1 raz.
Teraz będzie powstawać jeden odcinek w kilku częściach. Mam nadzieję, że będą ukazywać się dość często i będą się podobać.
Rozdział XXXXX - Ragh Nar Rogh - part I
Rauko zaśmiał się w głos, wyprostowany stał i śmiał się. Dopiero po dłuższej chwili przestał, jednak uśmiech wciąż nie znikał z jego twarzy.
- Skoro tak bardzo lubicie dostawać baty, to proszę! - zawołał - Zaczynajcie!
Adrian i Dynino spojrzeli na siebie, kiwnęli głową na wznak i skoczyli w stronę Rauko. Nie byli jednak na tyle głupi, aby stosować taki prosty manewr. Odskoczyli od siebie, by móc zaatakować z dwóch stron. Bart wybiegł im z pomocą, chciał zwiększyć ich szansę na trafienie tego całego "Rauko", dlatego wystrzelił prosto w niego kulę ki i zaczął biec w jego stronę.
Kula ki była znacznie szybsza od nich wszystkich i pierwsza znalazła się przy białowłosym chłopaku, przez którego przeleciała zupełnie, jakby to był duch, złudzenie optyczne, iluzja. Wybuch kuli jednak był jak najbardziej prawdziwy, kilkanaście metrów za Rauko właśnie nastąpił. Był dość duży, odłamki kamieni i piasek poleciały we wszystkie strony. Adrian i Dyninio zdziwili się, jednak tylko potrzęśli głowami i dalej biegli w stronę Rauko.
Byli już przy samym Saiyanie, wzięli zamach i szybko uderzyli. Czuli jak ich ręce wbijają się w jego ciało. "Tak szybko?" - zdziwił się Adrian - "A chciałem się pobawić...". W międzyczasie Dynino ucieszył się, że udało mu się tak szybko trafić tego "niby mistrza", jednak zdziwiło go jedno - "Jakim cudem trafiliśmy tak szybko?". Faktycznie, ich zdziwienie nie stało się większe, gdy zobaczyli, że za ich rękami ciągnie się sam płaszcz, jednak nie było tam osoby, którą chcieli uderzyć.
Adrian miał w ręce płaszcz po wykonaniu uderzenia. Szybko rzucił go na bok i wtedy pojawił się tam Rauko łapiąc płaszcz.
- Tym się nie rzuca - powiedział Rauko - Nie twoje, łapy precz!
- Ja... Jak!?! - zdziwił się Adrian tym, że Rauko się tam zjawił
- Jesteście o wiele za... - nie zdążył dokończyć Rauko, nagle się rozpłynął w powietrzu i na jego miejscu pojawił się Rayman uderzający powietrze
- Gdzie on jest? - zapytał Bobercik podbiegając
- Za tobą... - usłyszał, jednak gdy się obrócił nic nie zobaczył, oprócz małego spadającego listka
Roksia spojrzała w lewo, potem w prawo. Widać było skupienie na jej twarzy. Szybko wyprostowała obie ręce, a z nich wyleciała prędko kula energii ki, która z dużą prędkością leciała prosto przed siebie. W pewnym momencie obok kuli pojawił się Rauko.
- Za słabo - odezwał się białowłosy chłopak, po czym znów zniknął
- Cholera, wychodź! - zawołał zniecierpliwiony Adrian
- No właśnie, tchó... - Dynino nie zdążył dokończyć, gdyż kamień nagle uderzył go w twarz. Przewrócił się, jednak prędko się podniósł - Kto to zrobił!?!
- Nikt nie będzie nazywać mnie tchórzem, słabeuszu - powiedział Rauko niewiadomo skąd
Kris chwycił rękojeść swojego miecza i pociągnął, jednak gdy poczuł duży opór, to dał sobie spokój. "Obraziłeś się na mnie, tak?" - pomyślał Kris - "No cóż... Myśl Kris, myśl..."
Mark na chwilę przymknął oczy, po czym je otworzył. Jednak dla niego nie wyglądało to na taką chwilę, dla niego trwało to jak kilka minut. Zaczął powoli iść przed siebie.
- Bobercik, Kris, Adrian i cała reszta! - zawołał Bart - Musimy wymyślić jakiś plan, a nie atakować jak jakieś bezmózgi!
- No staram się! - zawołał Kris - Tylko za trudne rzeczy przychodzą mi do głowy...
- Tak? - zapytał Bart - Chodźcie tu, posłuchamy co Kris ma do powiedzenia!
Wszyscy natychmiast skoczyli, zebrali się w kupę i słuchali. Wszycy, prócz Mark'a, którym nikt się nie przejmował. Niedawno do nich dołączył i jeszcze nie dostrzegali jego obecności, Rauko jednak wciąż o nim pamiętał, wiedział, że musi.
- To może zadziałać! - powiedział nagle Adrian
- Kris, ty to masz łeb! - zawołał Dyninio
- No, wiecie, troszeczke... Zabrałem Daegurth'owi taką tabletkę i... - powoli przyznawał się Kris
- Jaką tabletkę? - zapytał Bobercik
- Nie wiem, ale jak ją połknąłem, to zacząłem jakby lepiej myśleć... - powiedział Kris - To jest przewaga dla nas!
- Racja! Zaczynajmy! - zawołał Adrian, a wszyscy kiwnęli głową
Grupa zwartych osób nagle się rozdzieliła, każdy odskoczył w innym kierunku. Tylko Kris został w tym miejscu, w którym był. Bart kompletnie gdzieś przepadł, Dynino stał niedaleko Adriana, Roksia wogóle o wiele dalej, a Rayman wyskoczył wysoko, akurat wskoczył na wiatr, który go bezproblemowo unosił.
- Zaczynam! - zawołała Roksia zbierając się do strzału. Wyprostowała ręce, jej oczy nagle obróciły się w prawo, potem do góry i trochę wróciły w lewo. Z rąk wyleciała kula ki.
Pocisk energetyczny leciał krótką chwilę, wcale nie pędził tak jak poprzednio. "Co to ma być?" - zastanawiał się Rauko widząc pocisk.
- Teraz! - zawołała Roksia
Kris na sygnał machnął ręką, a kula ki, którą wypuściła roksia nagle rozdzieliła się na wiele mniejsze, które pędziły z ogromną prędkością. Na chwilę, dosłownie na sekundkę, Rauko się zatrzymał, zanim uniknął pocisków. Wtedy dostrzegł kolejny nadlatujący z innej strony. To Rayman wystrzelił pocisk z góry, jednak Rauko uniknął przed wszystkimi mierzonymi w niego kulami. Takie jednak było zamierzenie...
- Łajdak i tchó... - nie zdąrzył dokończyć Dyninio, gdyż Rauko nagle zjawił się obok niego i chciał go kopnąć.
Noga białowłosego chłopaka przeleciała przez Dyninia jak przez mgłę, dopiero po chwili wszyscy dostrzegli Dyninia obok Rauko, gdy ten chciał go uderzyć. Nie trafił, dziwnym manewrem w powietrzu, wydającym się niemożliwym, Rauko uniknął mierzonego w jego stronę ciosu. "O mały włos!" - pomyślał odlatując wstecz.
Adrian tylko na to czekał. Skupił się, stanął w lekkim rozkroku, ugiął nogi w kolanach i patrzał przez przymknięte oczy. Powietrze przed nim zaczęło falować, nagle został przez nie wciągnięty i wyskoczył z niego dopiero będąc tuż za Rauko. Chciał go uderzyć od góry, z tyłu, jak nie patrzał. Rauko jednak odbił się rękami od powietrza i uniknął ataku o włos.
Adrian wciąż leciał nad Rauko, wystrzelił kulę ki prosto w niego. Ten uniknął z niesamowitą gracją, jakby zatańczył w powietrzu, kula przeszła dużo obok niego. Obracając się kątem oka zobaczył, że Dyninio wystrzeliwywuje kolejną kulę ki. Schylił się, uniknął. "Ufff" - pomyślał - "Trochę ich dużo... I są dość dobrze zgrani. Do tego obmyślili taką strategię... Nieźli są, naprawde nieźli. Co najmniej poziom 8 standardowej drużyny! C.. Co!?!"
Poczuł za sobą energię ki. To Bobercik, doskoczył do kuli wysłanej przez Adriana i złapał ją ręką, przynajmniej tak się wydawało. Tak naprawde zmienił jej kierunek przy pomocy swojej energii, zrobił obrót z wyprostowaną ręką odsyłając kulę spowrotem w stronę Rauko. Ten powoli obrócił głowę myśląc "Qrcze, mają mnie..."
- Ja sprite, wy pragnienie! - zawołał szybko Rauko wyciągając się do tyłu. Zrobił to samo co Bobercik, przy pomocy swojej energii skierował kulę przed siebie, wyrzucając ją w stronę Adriana. Kula była już przed jego twarzą, gdy Dynino zaczął się rozpływać jak mgła. Odepchnął Adriana, obok którego się znalazł, a pocisk minął ich obu o włos.
Boberci się uśmiechnął wołając: "Energy Shot!". Wszyscy spojrzeli na niego, gdy ten zrobił krótki obrót. Kula wystrzelona przez Dyninia leciała w jego stronę, gdy ten zwinnym ruchem ją kopnął. Ta zaczęła się uginać i rosnąć jednocześnie. Po chwili odbiła się od jego nogi, z której wyleciała niewielka fala dźwiękowa w każdą stronę.
Odbita w ten sposób kula pędziła z ogromną prędkością. Nie leciała już po lini prostej, zakręciła robiąc ogromny zakręt. "Nie dobrze!" - pomyślał Rauko widząc, że kula zbliża się w jego stronę po niepewnym torze lotu.
Białowłosy chłopak szybko zrobił między rękami kulę ki, a ta nagle wybuchła wyrzucając go z dala od tamtego miejsca.
"Cholera!" - pomyślał Bobercik - "Bart, teraz twoja kolej!"
Rauko wylądował na ziemi, jednak dwa metry hamował, próbując opanować tą prędkość, jaką nabył od impetu wybuchającej w jego rękach kuli energetycznej. Wyprostował się, gdy nagle odskoczył na bok.
Bart jakby wyrósł spod ziemi, wyskoczył spod nóg Rauko, jednak nie zdołał go trafić. Rauko zać odskoczył do góry i rozpłynął się w powietrzu.
- Nic z tego! - zawołał Kris - Cholera!
Wszyscy podbiegli w jedno miejsce, żeby się naradzić. Mark kompletnie gdzieś przepadł, każdy o nim zapomniał. Na nodze Bobercika można było zobaczyć niewielkie wypalenia w spodniach, dokładnie w miejscu, którym kopnął kule ki. Dyninio i Adrian byli strasznie zdyszani, stracili bardzo dużo energii, wiedzieli, że teraz są praktycznie bezużyteczni.
- Prawie się udało - pocieszał Kris'a Bart
- Prawie robi wielką różnicę... - podsumował Kris
- Hej, może spróbujemy czegoś innego? - zaproponował Bobercik
- Właśnie - powiedział Adrian - Musi być sposób, aby go chociaż uderzyć!
- Może ma jakieś wady? Słaby punkt? - pytał Dyninio licząc, że ktoś odpowie
- Może tak, może nie, prawie go nie znamy, więc... - powiedział Kris
- Spróbujmy jeszcze raz! - powiedziała Roksia
- Tylko, że Adrian i Dyninio nie mają już sił... - powiedział Kris patrząc na, starających się wyglądać na nie zmęczonych, Adriana i Dyninia
- Ale wciąż mogę się do czegoś przydać... - powiedział Adrian
- Właśnie... - potwierdził Dyninio - I nie tylko ty!
- Bez mocy, jesteście jak kwiat na pustyni, skazani na śmierć - powiedział Kris - Ale, na coś się przydać możecie...
Adrian i jego najlepszy teraz kolega Dynino uśmiechnęli się podnosząc głowę. Wiedzieli, że się przydadzą mimo, że już nie mają sił. Czuli się wyjątkowo z tą wiedzą.
- Więc co, jakiś plan? - zapytał Dyninio
- A jakże, słuchajcie, wszyscy... - odpowiedział Kris
[center]***[/center]
Radek skoczył do przodu, po czym zniknął. Niespodziewanie zjawił się tuż za Daegurth'em, którego oczy były zwrócone w kierunku chłopaka. Jednak to były tylko oczy. Radek szybko uderzył, krótko i mocno, oddając w atak dużą część siły. Trafił, Daegurth poleciał kilkanaście metrów do przodu, będąc uderzonym w plecy, do tego jeszcze pare razy odbił się od ziemi i dopiero wybił się wysoko w powietrze. Patrzał w stronę Radka, który znów skoczył w jego strone rozpływając się w powietrzu. Pojawił się troche bliżej, a po dwóch sekundach był już za Daegurthem. Wtedy ten rozpłynął się w powietrzu tuż przed Radkiem, dość zdziwionym tym faktem.
"Coś tu nie pasuje..." - pomyślał Daegurth z ukrycia - "Jego energia... Cholera, jest przeogromna! Ale jak? Czyżby... Zamienił się już w SSJ!?! Nie... To nie to... Ale, gdyby Rauko nie nauczył go blokować myśli w tym stopniu, to wiedziałbym o co chodzi... A tak... Chociaż... Wiem! On jeszcze się nie zamienił, uff... Z Super Saiyanem byłoby ciężko... A ta moc, mógł się transformować już dawno temu... C.. CO!?!"
Daegurth sprytnie ukryty między gałęziami drzew nagle odskoczył, a w miejsce na którym stał wbiła się pięść Radka. Daegurth będąc w powietrzu puścił miecz i wyrzucił go daleko.
- Nie będe używać tego miecza, on jest za silny, pozwól, że użyję innej broni - powiedział Daegurth, a Radek tylko kiwnął głową.
Saiyan będąc w powietrzu zawołał od razu "Kagebunshin no jutsu", a obok niego pojawił się jego klon. Radka oczy z ciekawością przyglądały się temu, co robi jego obecny mistrz, z którym właśnie walczy. Zawołał: "Henge!", a stojący obok niego klon zamienił się w miecz, który do złudzenia przypominał Sewtir'a, miecz który właśnie odrzucił na bok.
Daegurth chwycił ciężki oręż jedną dłonią, po czym drugą lekko poniósł do góry. Łagodnie i z gracją zaczął nią ruszać, a raczej zmieniać ustawienie palców, formując odpowiednie znaki. Robił to z dość dużą prędkością, jednak Radek przyzwyczajony do patrzenia na szybsze ruchy bez problemu widział wszystko.
- Rada numer jeden - powiedział Daegurth wisząc w powietrzu - Nigdy nie stój w jednym miejscu!
Radek zorientował się w sytuacji, jednak było za późno. Chciał odskoczyć, gdy jednak wybił się jedną nogą, to drugą złapała mu wystająca spod ziemi ręka. Po chwili też wyszła spod jej powierzchni druga dłoń, objęła ona drugą nogę Radka, który chciał się wyrwać, jednak nie udawało mu się za bardzo.
- Kazemirunai - powiedział Daegurth spokojnie przypominając sobie twarz tego, którego uczył tej techniki. Mistrza miecza, który przerósł nawet jego w sztukach walki na miecze...
Saiyan wiszący w powietrzu zrobił młynek mieczem tuż przed sobą. Gdy miecz przelatywał przed nim, to ten rozpływał się w powietrzu, a na samym końcu zniknął oręż.
Radek zdołał w dość mądry sposób wydostać się z pułapki. Schylił się i złapał ręce, które go trzymały. Zrobił obrót wyciągając klon Daegurth'a spod powierzchni ziemi, po czym rzucił go w znikającego na niebie Saiyana. Nie zdążył trafić, jednak pozbył się trzymających go "kajdan". Natychmiast zastosował się do rady, zaczął biec tak, aby się nie zmęczyć, a jednocześnie by pozostać w ukryciu.
Skupił się, rozglądał się całyczas starając się wyczuć moc osoby, z którą walczył. Jedyne co poczuł to otaczająca go zewsząd energia. Słyszał świst wiatru i świergot ptaków, które jeszce zostały na drzewach, jakby nie bały się o swoje życie. Radek złapał szybko kamień, wtedy Daegurth bardzo się zdziwił. "Co on robi?" - pomyślał Saiyan nie ujawniając swojego miejsca ukrycia. Pół-saiyan wziął zamach i rzucił kamieniem w drzewo, natychmiast wszystkie ptaki odleciały trzepiąc mocno skrzydłami. "Ładnie" - pomyślał Daegurth - "Tylko ja bym ich nie skrzywdził, więc chcesz zrobić coś nieładnego, czy bałeś się po prostu o ich zdrowie, mój przyjacielu?"
Radek wciąż rozglądał się, na lewo, na prawo. Usłeszał coś za sobą. Szybko się obrócił chcąc uderzyć, gdy zobaczył spadające na niego drzewo. Było tuż przy nim! Odskoczył do tyłu, jednak nie udało mu się wyskoczyć całkowicie spod drzewa, które rozpadło się na dwie części. Żadna z nich nawet nie dotkła Radka, obie uderzyły w ziemię obok niego z hukiem.
- Druga rada - odezwał się niesiony na wietrze głos - Nie daj się wodzić za nos w każdą pułapkę. Musisz patrzyć wgłąb, jak najgłębiej myśli przeciwnika, przewidzieć co chce zrobić.
"Łatwo powiedzieć!" - uznał w myślach czarnowłosy chłopak - "Tylko, że ja cie wogóle nie znam, to skąd mam wiedzieć co możesz zrobić? Z mistrzem Rauko miałem taki komfort, że wiedziałem co zrobi, a tutaj...". Radek nagle wypuścił kulę ki widząc nadlatującego w jego stronę Daegurth'a. Leciał wprost na niego, z przodu. "Coś tu nie tak!" - domyślił się Radek, gdy kula leciała w stronę opadającego już powoli na ziemię Daegurth'a. Pół-saiyan przyjrzał się dokładniej celowi, w który wymierzył kulę. Dopiero teraz spostrzegł te nierówności... Była to rzeźba, najzwyczajniejsza drewniana rzeźba, która została właśnie rozsadzona przez pocisk energii Radka.
- Jeżeli trafi się prawdziwa walka - powiedział głos noszony na wietrze, a po chwili Radek słyszał dalszą część zdania, tuż za uchem - Nikt nie będzie stał obok ciebie i się nudził!
Daegurth popchnął Radka, a ten zobaczył zbliżającą się mu do głowy kulę ki. "Cholera!" - pomyślał chłopak zamykając oczy. Nie minął ułamek sekundy, jak je otwarł i zrobił obrót w powietrzu. Wtedy dopiero zobaczył zdziwioną minę Daegurth'a trzymającego kulę, zablokował ją przed trafieniem w Radka.
- Po co to było? - zapytał Radek, gdy się zatrzymał - Sam sobie poradzę
- Ta kula mogła zabić - powiedział Daegurth - A nie prędko mi cie zabijać, mam cie trenować, a nie uśmiercać. Dobra, kontynuujmy!
Radek uśmiechnął się. "Teraz ty wpadłeś w pułapkę!" - pomyślał Radek, po czym zniknął i pojawił się za Saiyanem. Z obrotu uderzył nogą, a Daegurth od niechcenia przesunął lekko trzymany w ręku miecz. Radek odskoczył widząc, że jego noga mogła właśnie zostać przecięta przez miecz.
- Patrz gdzie mierzysz, chłopcze - powiedział Daegurth
"Faktycznie jest silny" - pomyślał Radek - "Dlatego czas użyć mojej najlepszej techniki, zobaczymy jak sobie z nią poradzi!". Radek stanął w lekkim rozkroku, a w obu jego rękach pojawiły się kule. Poczuł jak coś chwyta go za nogi, po chwili ręce, które wyrosły spod ziemi, wciągnęły Radka pod jej powierzchnię. Tylko głowa została na powierzchni. Daegurth podszedł powoli do wbitego w ziemię Radka, po czym przykucnął.
- Bez sensu jest używać technik, jeżeli zbyt wolno je robisz - powiedział Daegurth - Następnym razem spróbuj chociaż odciągnąć moją uwagę od siebie.
- Jak to... Nie mogę się ruszyć! - mówił po części do siebie Radek - Przecież byłem w stanie podnosić ciężary ponad pół tony, a nie mogę ruszyć się pod ziemią!?!
- Gdy podnosisz ciężar cała energia rozchodzi się, aby przeciwważyć, czyli w stara się zostać na rękach. A co jeśli całe ciało musi się ruszyć? Energia musi być wszędzie, skup się, a wyjdziesz jak z wody - oznajmił Saiyan
Radek przez chwilę patrzał na pouczającą go osobę, po czym zaczął skupiać energię w całym ciele. Ruszył lekko ręką, a ta wyszła na powierzchnię, wtedy oparł ją o ziemię i wyszedł spod skał i piasku, pokrytych częściowo trawą. Otrzepał się natychmiast, żeby choć trochę lepiej wyglądać, choć i tak był pokryty kurzem.
Saiyan podniósł ręke z mieczem do góry. Wtedy Radek coś zaobserwował. Gdy ten trzymał w górze miecz, to ręka mu się trzęsła nie na żarty. Wyglądało zupełnie, jakby miał "Parkinson'a". "Więc ten miecz jest za ciężki!" - domyślił się Radek widząc drżącą ręke. Skoczył w stronę Daegurtha, któremu ręka przestała się trząść, gdy zaczął opuszczać miecz w dół, tnąc z góry na dół. Radek wtedy odskoczył i zaatakował z boku. Daegurth domyślił się, że tak będzie, dlatego zrobił lekki ruch ręką i ciałem na bok, a miecz zaczął ciąć w poziomie, leciał właśnie prosto na Radka przebijając się przez powietrze. Chłopak obrócił głowę w stronę miecza i natychmiast odbił się od ziemi wysoko w powietrze unikając ataku.
"Ehhh... Zagrałbym w Blitzball'a...." - myślał Daegurth widząc jak Radek wyskakuje w powietrze kręcąc się. Przypomniał sobie jednego z zawodników tej wspaniałej gry drużynowej, który zaczął się kręcić, po czym bezbłędnie podał piłkę z jednej strony boiska, na drugą, pod samą bramkę przeciwnika, gdzie napastnik tylko dobił ją z Volleya.
Daegurth nawet nie spostrzegł, że Radek w powietrzu zaczął robić technikę. W obu rękach miał kule energietyczne, które wyrzucił w stronę Daegurth'a, wołając: "Perteguki!".
- Shimatta!(jap. cholera) - zawołał Daegurth myślami wracając na pole walki
Saiyan odskoczył w ostatnim momencie, kule minęły go o włos. Zdziwił się, gdy zobaczył, że te zakręcają i lecą w jego kierunku. Skoczył na bok, a te znów skręciły.
Uciekający przed kulami spojrzał na Radka, chciał zorientować się w sytuacji. Chłopak zeskoczył na ziemię i przyglądał się jak kule goniły Daegurth'a. Poruszały się bardzo szybko, Saiyan wiedział, że musi szybko coś wymyślić. "Jestem za wolny!" - pomyślał patrząc na obie ręce, a potem na trzymany miecz. Pociski zbliżyły się do niego w ułamku sekundy. Wtedy ten przymknął oczy.
- Taniec... - powiedział Daegurth powoli
Radek nie wiedział o co chodzi, gdy goniony przez kule Saiyan zamknął oczy na chwile, potem ledwie je otwarł. Zrobił pieruet, jedna kula go minęła. Potem ruszył się robiąc skłon do przodu. Druga kula przeleciałą tuż nad nim, jednak obie już wracały.
To nie był jednak koniec, Daegurth wygiął się do tyłu robiąc mostek, następnie odbił się od ziemi nogami. Obie kule go minęły, zawróciły i leciały teraz z dwóch różnych stron. Saiyan lekko się przechylił w swoją lewą stronę, stanął na jednej ręce, a nogi rozchylił na boki. Ustawieniem ciała przypominał zupełnie literę "Y". Jedna z kul go minęła przelatując mu tuż obok twarzy, druga zbliżała mu się do krocza. "NIEEEE!!!!" - pomyślał Daegurth wiedząc gdzie leci kula. Szybko opuścił rękę, dalej przypominał ustawieniem literę "Y", jednak stał teraz na łokciu. Ta mała różnica, ten ruch uratował jego genitalia. Kule jednak znów wracały! Saiyan zaczął kręcić się na łokciu, lekko się przechylił i odbił się od ziemi, znów stanął na nogach. Zrobił gwiazdę do tyłu, a kule minęły go o włos. Miecz tylko mu pomagał trzymać równowagę, całyczas ruszał nim na boki, kręcił i mimo, że był ciężki, to jemu to nie przeszkadzało, nie tak bardzo.
Daegurth wyskoczył nagle robiąc szpagat w powietrzu, kula przeleciała pod jego kroczem. "Ufff, o mały włos..." - pomyślał Daegurth - "Muszę coś wymyślić i to szybko!". Druga kula sprytnie leciała trochę wyżej niż pierwsza. Wydawałoby się, że Saiyan właśnie dostanie tą kulą, jednak ten ruszył mieczem, wbił go w ziemię i stanął na wblitym mieczu. Kula przeleciała tuż obok miecza. Wtedy Daegurth zauważył, że kule przelatując obok niego już zaczynają powoli skręcać. "Więc to tak..." - analizował sytuacje Saiyan - "Te kule nie wracają tak, dlatego, że Radek kieruje je wolą, czy inaczej. On po prostu je wypuścił, a dalej to same spełniają zadanie. Przelatując obok mnie zakręcają, jest jedno wyjaśnienie: kierują się energią. Dość dobra technika, normalnie, gdybym nie umiał tańczyć, to już bym dostał. Teraz jednak wiem co zrobić, aby się dorobić i się nie narobić!". Daegurth wyskoczył w powietrze i zrobił jednego klona wołając "Kagebunshin no jutsu!". Obaj zaczęli biec w jednym kierunku. Kula będąc bliżej klona poleciała w jego stronę, jednak zaczęła zwalniać. "Hmmm... Więc ta technika jest jeszcze lepsza" - domyślił się Daegurth uciekając przed goniącą go kulą - "Zapamiętuje moją energię, klon ma rzecz jasna o wiele mniej energii, a moja bardziej przyciąga te niesamowite pociski. Ta technika jest niesamowita! I raczej nie chce wiedzieć, czy bardzo boli kontakt z taką kulką...". Daegurth podskoczył robiąc w powietrzu kilka gwiazd. Kula go minęła przelatując mu między rękoma, gdy robił gwiazdy. "Moge dać sobie większe szanse, o ile Radek nie będzie nic robił... Właśnie, gdzie on jest!?!" - myślał Daegurth. Kompletnie zapomniał o chłopaku, który wyrzucił z siebie te niesamowite kule. Widział jak teraz skacze z góry chcąc uderzyć Daegurth'a. Z drugiej strony nadlatywała kula z ogromną prędkością. "Shimatta!" - pomyślał Daegurth wyczuwając obie zbliżające się energie.
Nagle powietrze obok Saiyana zaczęło drgać, wyglądało jakby światło zaczęło się przez nie załamywać. Tworzyło swego rodzaju tunel, w który Daegurth wskoczył. W mgnieniu oka znalazł się kilka metrów dalej. "Żebym musiał używać tej techniki... Cholera żre energi jak nic!" - pomyślał Daegurth - "Nawet moja kontrola w dziedzinach energii jest nie wystarczająca... Jeżeli Radek dalej będzie atakować, a te kule też, to nie będzie dla mnie zbyt miło. Muszę używać coraz lepszych technik... W końcu zabraknie mi mocy! A co tam, spróbujmy tego, co wymyśliłem!"
Daegurth złożył obie ręce w dziwny znak, dokładniej tak, że jego palec wskazujący i środkowy lewej ręki krzyżowały się z tymi samymi u prawej ręki. Powiedział dość głośno i wyraźnie: "Kegebunshin no jutsu!".
Radek szeroko otwarł oczy ze zdumienia widząc otaczające go setki klonów Daegurth'a, które biegły, wszystkie, w jedną stronę. Daegurth stanął z drugiej. "Tak jak myślałem!" - Daegurth dobrze przewidział to co się stanie.
Kule które wypuścił Radek utrzymywały się w powietrzu obok siebie, nie ruszały się w płaszczyźnie poziomej, tylko w pionowej. Leciały trochę do góry, trochę na dół. Daegurth miał dość dużą energię, zrobił jednak na tyle klonów, by mogły zrównoważyć jego energię. Kule zatrzymały się w miejscu będąc ciągniętymi przez obie energie. Radek się uśmiechnął widząc geniusz osoby z którą miał zaszczyt się mierzyć.
- Rada numer dwa - powiedział Radek śmiało - Nie daj się wodzić za nos w każdą pułapkę. Musisz patrzyć wgłąb, jak najgłębiej myśli przeciwnika, przewidzieć co chce zrobić!
Daegurth otwarł oczy ze zdziwienia słysząc, ze Radek powtarza jego słowa. Wiedział, że to nie było bez znaczenia. Coś musiało się dziać. Obrócił szybko głowę... "Nic?" - zastanawiał się Daegurth - "Cholera jasna! Blefował!"
W międzyczasie, gdy Saiyan obrócił głowę, Radek wypuścił w stronę jego klonów i samego Daegurth'a kilka kul ki. Daegurth zaczął poważnie myśleć...
"Jeżeli unikne, to kule samonaprowadzające zaczną mnie gonić. Jeżeli moje klony dostaną kulą, to zaczną mnie gonić. Jeżeli klony unikną, to też kule zaczną mnie gonić... Czyli mam przesrane..." - domyślił się Daegurth
[center]***[/center]
Adrian i Dyninio stanęli obok siebie uśmiechając się.
- Teraz zobaczysz naszą wspólną technikę! - zawołał Adrian
- Nie uciekniesz przed nią, nikt nie ucieknie! - powiedział Dyninio
Obaj stojący obok siebie chłopcy stanęli w lekkim rozkroku, schylili się i podnieśli ręce nieco do góry. Zaczęli skupiać energię, ładowali ją na nowo, jej ilość stale rosła. Duża część energii była widoczna na zewnątrz, aury Adriana i Dyninia złączyły się w jedną, znacznie większą. Wyprostowali się wrzeszcząc.
"C... Co!?!" - zdziwił się Rauko - "Zamieniają się w SSJ!?!". Jednak nie mógł wiedzieć, że jest to najzwyczajniejszy blef. Rauko z wrażenia zwolnił, zatrzymał się na niebie. Wtedy Kris, Bobercik, Roksia, Bart i Rayman zaczęli strzelać do niego kulami ki. Pocisk za pociskiem wylatywał z ich rąk tworząc niezłą nawałnicę kul, które jednak Rauko bezproblemowo mijał. Wreszcie znudził się mijaniem tych kul, więc wystawił obie ręce na boki, po czym wysłał z całego ciała falę energii, która odbiła kule.
- Hehehe! - zaśmiał się Rauko - Prawie się udało, ale prawie robi wielką różnicę! A to co?
Saiyan wiszący na niebie spojrzał na dół, na Adriana i Dyninia. Włosy obu Saiyanów unosiły się do góry, były złote, tak samo jak brwi. Na ich twarzach widniał uśmiech.
- I co teraz!?! - zapytał z pełną saiyańską duma Adrian - Teraz masz problem!
- No właśnie! - zawołał Dyninio
- Kamehame! - usłyszał wielogłos Rauko daleko za sobą
To Bart, Bobercik, Roksia, Kris i Rayman byli w powietrzu trzymając ręce tuż obok tułowia. Między ich rękami były kule ki. Rauko nie zdążył nic zrobić, nie mógł. Był w zbyt wielkim zdziwieniu, gdy wszyscy zawołali: "HAAA!!!!", a z ich wyprostowanych w jego stronę rąk wyleciały dość duże fale ki. Tylko z rąk Raymana wyleciała fala inna od pozostałych, była koloru jasno-żółtego, a nie tak jak inne jasno-niebieskiego. Wszystkie razem zbliżały się do Rauko, który nie mógł odbić ich tym sposobem, co ostatnio kule. Wiedział, że mimo iż te fale są niezbyt silne, to mimo wszystko było ich pięć. Do tego połączyły się właśnie w jedną ogromną falę, jakby dostał, to mógby nawet zginąć.
- Zobaczymy jak sobie z tym poradzicie! - zawołał Rauko po czym zaczął bardzo szybko machać przed sobą rękami. Na sam koniec je wyprostował krzycząc - Burning attack!(czyt. "Barningo-atak" na jeden wdech, szybko)
Z jego wyprostowanych, ustawionych obok siebie rąk wydostała się na początku tylko jasna aura. Po chwili złota fala pomknęła na przeciw zmierzającej w jego kierunku o wiele większej fali energii.
Obie fale się zderzyły ze sobą wydając bardzo głośny huk. Każda z nich chciała wygrać, zarówno ta złota, jak i ta niebieskawa, o wiele większa. Początkowo złota fala się o wiele zmniejszyła, ta niebieska pomknęła do przodu, jednak obie się zatrzymały w jednym miejscu.
Wysyłające po jednej fali osoby były dość zmęczone, całyczas musiały wyrzucać z siebie energię, nie byli do tego przyzwyczajeni. Oni nie, ale Rauko tak. Ten zawołał tylko "Ha!" cicho, a z jego rąk wyleciała szersza wiązka fali, która zaczęła wygrywać z niebieskawą falą zrobioną z pięciu mniejszych.
Promienie przy przepychaniu się wydawały głośny zgrzyt, całe niebo się zajarzyło od ich kolorów, przeplatający się kolor złoty w niebieskim można by dostrzec nawet z daleka, gdyby nie góry i wzgórza zasłaniające to miejsce. Przez to, że było ono zasłonięte nikt nie zobaczył dwóch potężnych promieni, wokół których ciągnęły się długie wiązki prądu wywołane wyrzutem ki, te wyładowania elektryczne najbardziej były nasilone w miejscu, gdzie zderzały się dwa promienie.
Promień Rauko był już dwa razy dłuższy od promienia Bart'a, Roksi, Bobercika, Raymana i Kris'a. Dwa razy dłuższy i wciąż posuwał się na przód. W pewnym momencie zniknął, Rauko machnął rękami i odskoczył. Nie chciał przecież zabić ich swoją falą uderzeniową, to byłoby zbyt prostackie i chamskie.
Bart, Kris, Bobercik, Roksia i Rayman upadli na ziemię ciężko dysząc. Kris zemdlał natychmiast po wylądowaniu, mocno uderzył w ziemię. Zanim stracił przytomność chwycił się za bolący go brzuch i zawrzeszczał.
Nikt nie wiedział co mu się stało, Bobercik podbiegł pod niego i zaczął nim trząść. Nie mógł go jednak dobudzić.
"Cholera, szkoda, że Hebrid i Terenis zostali w domu!" - pomyślał Bobercik - "Oni by coś zdziałali...". Bobercik szybko się podniósł i wyprostował wraz z Bart'em jedną ręke w stronę Rauko. Patrzyli na siebie, Bart wyprostował lewą ręke, Bobercik prawą. Razem zawołali: "Big Bang Attack!(czyt. Bikku-bang atak!, "bang" jest przedłużone[końcówka ng jest długo] i jest krótka przerwa przed "atak[drugie "a" jest długo wymawiane]". Z ich wyprostowanych w stronę Rauko rąk wyleciały niebieskie kule ki, które pomknęły w jego stronę z dość dużą prędkością.
- Za słabo, a wasz czas kończy się za kilka sekund... - powiedział Rauko odskakując na bok
- Co...? - zdziwił się Adrian i Dyninio. Podbiegli do Bart'a i reszty
- Tak szybko? zapytał Dyninio
- To już koniec - powiedział Rauko wciąż leciał - Sześćdziesiąt minut mija właśnie... ter...
Nie dokończył. Poczuł coś na plecach. To była pięść Marka, bardzo lekko uderzył Rauko, który wogóle nawet się go nie spodziewał. Wszyscy byli zdziwieni, okropnie zdziwieni tym, że Mark'owi się udało. Bart, Dyninio, Adrian, Bobercik, Kris, Rayman, Roksia... Dali z siebie wszystko, a nie trafili Rauko ani razu. Mark zaś raz atakował i trafił.
- Ma.. Mark! - zawołał Adrian - Brawo!
- Yeah! - zawołał Dyninio - Wiedziałem, że się uda!
[center]***[/center]
- Coś do jedzenia - powiedział mężczyzna w płaszczu do barmana - I coś dobrego do picia
- Do picia mogę zaproponować wino półwytrawne, bardzo dobre - mówił barman czyszcząc szklankę, którą położył na półce po chwili - Do jedzenia coś konkretnego?
- Nie - odpowiedział krótko mężczyzna w płaszczu, patrząc na barmana jednym okiem, gdyż drugie przysłaniały mu włosy - Ma być smaczne
- Się robi! - szybko powiedział barman, po czym poszedł do kuchni z zamówieniem.
Mężczyzna o czarnych włosach sięgnął powoli ręką do kieszeni. Wyciągnął z niej coś. Kształtem była to jakby gwiazdka cztero ramienna, po środku której coś było wyryte. Czarnooki przeczytał napis, po czym obrócił tabliczkę między palcami i schował ją do kieszeni.
Barman wrócił, a zaraz po nim przyszedł kelner niosący jedzenie i wino. Położył talerz przed mężczyzną, który natychmiast zaczął jeść. Był głodny, bardzo głodny, nie jadł prawie cały dzień. Na szczęście, dla barmana, posiłek był dość smaczny.
Gdy wreszcie mężczyzna zjadł i wypił wino barman poprosił o pieniądze. Mężczyzna sięgnął pod płaszcz, było tam widać tylko dość ciemne ubranie mężczyzny, jednak z jakiejś ukrytej kieszeni wyciągnął pliczek banknotów i położył na blacie. Barman otwarł oczy ze zdziwienia. Podszedł, zabrał jeden banknot i reszte oddał mężczyźnie, który schował pliczek do kieszeni.
Niebezpiecznie jest pokazywać taką sumę pieniędzy, było tam co najmniej kilka tysięcy, dlatego zaraz po tym jak wyszedł z baru kilka mężczyzn zaczęło go gonić. Zatrzymali go w ciemnej alejce, którą przechodził. Wyciągnęli noże, a niektórzy mieli nawet metalowe pręty.
Jeden z nich, trzymający pewnie nóż w dłoni, podszedł bliżej mężczyzny w płaszczu nie zwracając uwagi na miecz, który trzyma nieznajomy na plecach.
- Dawaj kase - powiedział podnosząc nóż nieco wyżej, chcąc wyglądać na poważnego i zdolnego do działania bandyte - Albo zabijemy cie i sami ją weźmiemy
Mężczyzna nawet się nie zatrzymał, całyczas szedł dalej nawet nie spoglądając na otaczających go zbirów. Powiedział głośno i wyraźnie, był w dobrym humorze.
- Bawcie się gdzie indziej dzieci - pewnie odezwał się mężczyzna nie zwalniając ani na chwilę
- O ty...! - zawołał jeden ze zbirów podbiegając do mężczyzny - Pożałujesz!
Zbir ze sztyletem zamachnął ręką, ciął krótko, za krótko. Nie dosięgnął mężczyzny w płaszczu, który wyciągnął miecz. On nie miał takiego problemu, dosięgnął chcącego go pociąć chłopaka, który miał może szesnaście lat i przeciął go na dwie części. Ten jeszcze zawrzeszczał, zanim wyzionął ducha.
Wszystkie zbiry natychmiast zaczęły uciekać. Mężczyzna wyciągnął z kieszeni plik banknotów i rzucił obok leżącego chłopaka, który tak bardzo pragnął tych pieniędzy...
[center]***[/center]
"Co zrobić!?!" - zastanawiał się szybko Daegurth - "Szybkie wysyłanie energii jest zbyt męczące, strace całą moc nie mając pewności, czy to coś da. Zrobienie większej ilości klonów zabierze dużo mocy, aa Radek pewnie coś wymyśli... Troche przesadziłem, silny jest, powinienem walczyć z nim na 100% mocy, albo chociaż z Sewtir'em, a nie jego atrapą... Właśnie! Jest sposób!"
Daegurth pewny siebie stał. Radek przyglądał się, zobaczył jak kamienie nagle unoszą się do góry i wbijają się w samonaprowadzające kule, które eksplodowały natychmiast. Radek sam odleciał od ich dość potężnego wybuchu. Następnie wybuchły wszystkie kule, które wypuścił. Żadna jednak nie trafiła celu, Daegurth był bezpieczny.
Radek leżał teraz na ziemi. Z trudem podniósł się, sam wiedział jakie robione przez niego kule są mocne, dlatego nigdy nie zbliżał się do nich. Teraz był troszkę za blisko przy eksplozji, dlatego oberwał znacznie. Daegurth podszedł pod niego pytając, czy nic mu nie jest.
- W porządku, muszę odpocząć... - powiedział Radek chcąc ukryć, że krwawi. Gdyby ktoś inny miał w to uwierzyć, to zapewne Radek by go przekonał, że nic mu nie jest. Ale Daegurth miał taką właściwość, że patrząc w oczy osoby którą widzi jednocześnie czuje jej ból
- Kłamać to możesz mame, tate, albo Rauko, ale nie mnie - powiedział Daegurth podchodząc do Radka - Połóż się na ziemi i nie gadaj
Chłopak usłuchał. Daegurth podszedł do leżącego, krwawiącego Radka i klęknął przy nim.
- Rozluźnij się, zamknij oczy i pomyśl o czymś miłym - powiedział Daegurth
- A co chcesz zrobić? - zapytał Radek
- Może cie wylecze, tylko potrzebuje dobrych warunków - odpowiedział Saiyan
Radek kiwnął głową i zamknął oczy. Wyobraził sobie... Nie będe przytaczał co sobie wyobraził, ale rozluźnił się nieziemsko. Daegurth zaś uniósł ręce tuż nad klatkę piersiową Radka i ruszył palcami. Po chwili z jego rąk wyleciała zielonkawa aura, która przeszywała ciało Radka. Ten nie czuł nic, prócz kojącego chłodu przeszywającego jego skórę, dostającego się głębiej, przechodzącego przez narządy...
- Już, otwórz oczy - powiedział Daegurth
Radek wciągnął głęboko powietrze i otwarł oczy. Spojrzał na klatkę piersiową, po czym się podniósł. Wogóle nie czuł bólu. Sprawdził dziurę w ubraniu, jednak za nią nie było nawet śladu krwi, jakby nigdy się nie zranił
- Jak...? - zdziwił się chłopak powoli wstając
- Nie ważne, może mi się przydasz - powiedział Daegurth - Jesteś na o wiele wyższym poziomie niż moi uczniowie, więc możesz mi pomóc
- A w czym? - zapytał Radek
- W treningu, musisz pomóc mi trenować, tylko następnym razem użyję mojego miecza, Sewtir'a - Daegurth podniósł ręke, a miecz jak na komendę w nią wleciał. Saiyan zaczepił go na plecach znów nie wiadomo o co
- Ale najpierw musimy coś zjeść - powiedział Daegurth - Jestem głodny
- Ja już jadłem - przyznał się Radek - Ale z chęcią coś przekąsze po tej wyczerpującej walce
[center]***[/center]
- Pa... Pani! - zawołał Jehkt padając na jedno kolano i opuszczając głowę, gdy księżniczka wyszła z pokoju
- Wstań - powiedziała spokojnie czekając, aż jej strażnik się podniesie - Gdzie książe Vinid?
- Wyszedł gdzieś, mówił coś o treningu, pani - mówił powoli i zrozumiale strażnik
- Zostaliśmy sami w tym domu? - zapytała Ryurya rozglądając się wokół
- Nie, są tutaj jeszcze dwie osoby, kobieta i mężczyzna. Zawołać ich? - zapytał Jehkt
- Dziękuję, ale nie trzeba Jehkt. Powinniśmy poczekać na panicza Vinid'a - odpowiedziała kobieta o niebieskich włosach
Chwilę po tych słowach dostrzegła dym, ciągnął się z innego pokoju. Natychmiast tam poszła, nie bacząc na prośby jej strażnika, który odradzał, mówiąc, że pójdzie sam. Nic z tego, Ryurya pierwsza weszła do kuchni, w której paliła się część urządzeń, a stojący obok nich mężczyzna natychmiast pobiegł po wodę, która jednak nic nie dała.
- Cholera! - zawołał Hebrid biegając w kółko, po czym podbiegł do księżniczki - Może mi pomożesz... Może Pani mi pomoże!?!
- Proszę się odsunąć - powiedziała niebieskowłosa, po czym stanęła w miejscu, gdzie przed chwilą był Hebrid.
Patrzała na ogień, uniosła prawą ręke nieco wyżej, a ten natychmiast zaczął do niej zlatywać tworząc niewielką płonącą kulę. Gospodarz domu patrzał na to ze zdumieniem, nawet Terenis nigdy nie widziała czegoś takiego, wchodząc do kuchni "opadła jej szczęka" z wrażenia.
Gdy nic już się nie paliło, a jedynie płonęła kula w powietrzu, Ryurya ruszyła ręką, a ta się rozpadła i kompletnie znikła.
Jehkt zobaczył ogromne zdziwienie na twarzy Hebrida, obok którego stał, dlatego wyjaśnił mu co się stało.
- Księżniczka Ryurya jest czarodziejką, uczyła się w wielu miejscach magii i jest uważana za jedną z najlepszych magiczek - powiedział dość szybko, aczkolwiek zrozumiale, strażnik tejże księżniczki
[center]***[/center]
- ...to wszystko po prostu zobaczyłeś? - zapytał Rauko
Mark kiwnął głową, by potwierdzić piąty już raz z rzędu. Troszeczke go to już nużyło, nikt za bardzo nie chciał mu wierzyć. W sumie mieli powody, kto by uwierzył, że widzi przyszłość?
- Ten, Kris, nie wstał jeszcze? - zapytał Rauko
- Nie - odpowiedział Bobercik - Śpi
- Lepiej idźmy do jakiegoś ciepłego miejsca - zaproponował Rauko - Mieszkacie w pobliżu?
- My nie, ale Hebrid, kolega Kris'a, tak - poinformował Bart - Chodźmy
Roksia i Rayman westchnęli, po czym zaczęli zbierać się do drogi.
[center]***[/center]
Daegurth nagle się zatrzymał i podnosząc ręke nakazał zrobić to samo Radkowi, który zaczął natychmiast się rozglądać. Nic jednak nie widział, nigdy nie uczył się widzieć tak mało szczególnej rzeczy.
Saiyan trzymając ręke z boku i miecz na plecach zamknął oczy. Zobaczył, wyczuł, nie ważne - falowało wszystko wokół niego, nawet energia Radka rozchodziła się w prawo i lewo. "Cholera!" - pomyślał zaciskając zęby - "Za wcześnie, stanowczo za wcześnie..."
- Który mamy rok? - zapytał Daegurth
- Jak to? - zdziwił się Radek, że stojący przed nim chłopak nie ma pojęcia - Przecież jest 28 sierpień 2347 rok
- Koniec świata nastąpi trzydziestego, najpóźniej, może jutro... - powiedział cicho Daegurth
- Co!?! - zdziwił się Radek - Jak? Jak to!?! Skąd wiesz?
- Raz już udało mi się uciec przed "końcem", wszystko wokół mnie umarło - powiedział Saiyan opuszczając głowę - Do jutra muszę wymyslić sposób na ocalenie tego wymiaru. Chodźmy!
Radek poszedł za idącym przed nim chłopakiem, jednak wciąż zadawał sobie pytania - "Koniec świata... Koniec wszystkiego, nie ma żadnego wyjścia?".
Rozdział XXXXX - Ragh Nar Rogh - part I
Rauko zaśmiał się w głos, wyprostowany stał i śmiał się. Dopiero po dłuższej chwili przestał, jednak uśmiech wciąż nie znikał z jego twarzy.
- Skoro tak bardzo lubicie dostawać baty, to proszę! - zawołał - Zaczynajcie!
Adrian i Dynino spojrzeli na siebie, kiwnęli głową na wznak i skoczyli w stronę Rauko. Nie byli jednak na tyle głupi, aby stosować taki prosty manewr. Odskoczyli od siebie, by móc zaatakować z dwóch stron. Bart wybiegł im z pomocą, chciał zwiększyć ich szansę na trafienie tego całego "Rauko", dlatego wystrzelił prosto w niego kulę ki i zaczął biec w jego stronę.
Kula ki była znacznie szybsza od nich wszystkich i pierwsza znalazła się przy białowłosym chłopaku, przez którego przeleciała zupełnie, jakby to był duch, złudzenie optyczne, iluzja. Wybuch kuli jednak był jak najbardziej prawdziwy, kilkanaście metrów za Rauko właśnie nastąpił. Był dość duży, odłamki kamieni i piasek poleciały we wszystkie strony. Adrian i Dyninio zdziwili się, jednak tylko potrzęśli głowami i dalej biegli w stronę Rauko.
Byli już przy samym Saiyanie, wzięli zamach i szybko uderzyli. Czuli jak ich ręce wbijają się w jego ciało. "Tak szybko?" - zdziwił się Adrian - "A chciałem się pobawić...". W międzyczasie Dynino ucieszył się, że udało mu się tak szybko trafić tego "niby mistrza", jednak zdziwiło go jedno - "Jakim cudem trafiliśmy tak szybko?". Faktycznie, ich zdziwienie nie stało się większe, gdy zobaczyli, że za ich rękami ciągnie się sam płaszcz, jednak nie było tam osoby, którą chcieli uderzyć.
Adrian miał w ręce płaszcz po wykonaniu uderzenia. Szybko rzucił go na bok i wtedy pojawił się tam Rauko łapiąc płaszcz.
- Tym się nie rzuca - powiedział Rauko - Nie twoje, łapy precz!
- Ja... Jak!?! - zdziwił się Adrian tym, że Rauko się tam zjawił
- Jesteście o wiele za... - nie zdążył dokończyć Rauko, nagle się rozpłynął w powietrzu i na jego miejscu pojawił się Rayman uderzający powietrze
- Gdzie on jest? - zapytał Bobercik podbiegając
- Za tobą... - usłyszał, jednak gdy się obrócił nic nie zobaczył, oprócz małego spadającego listka
Roksia spojrzała w lewo, potem w prawo. Widać było skupienie na jej twarzy. Szybko wyprostowała obie ręce, a z nich wyleciała prędko kula energii ki, która z dużą prędkością leciała prosto przed siebie. W pewnym momencie obok kuli pojawił się Rauko.
- Za słabo - odezwał się białowłosy chłopak, po czym znów zniknął
- Cholera, wychodź! - zawołał zniecierpliwiony Adrian
- No właśnie, tchó... - Dynino nie zdążył dokończyć, gdyż kamień nagle uderzył go w twarz. Przewrócił się, jednak prędko się podniósł - Kto to zrobił!?!
- Nikt nie będzie nazywać mnie tchórzem, słabeuszu - powiedział Rauko niewiadomo skąd
Kris chwycił rękojeść swojego miecza i pociągnął, jednak gdy poczuł duży opór, to dał sobie spokój. "Obraziłeś się na mnie, tak?" - pomyślał Kris - "No cóż... Myśl Kris, myśl..."
Mark na chwilę przymknął oczy, po czym je otworzył. Jednak dla niego nie wyglądało to na taką chwilę, dla niego trwało to jak kilka minut. Zaczął powoli iść przed siebie.
- Bobercik, Kris, Adrian i cała reszta! - zawołał Bart - Musimy wymyślić jakiś plan, a nie atakować jak jakieś bezmózgi!
- No staram się! - zawołał Kris - Tylko za trudne rzeczy przychodzą mi do głowy...
- Tak? - zapytał Bart - Chodźcie tu, posłuchamy co Kris ma do powiedzenia!
Wszyscy natychmiast skoczyli, zebrali się w kupę i słuchali. Wszycy, prócz Mark'a, którym nikt się nie przejmował. Niedawno do nich dołączył i jeszcze nie dostrzegali jego obecności, Rauko jednak wciąż o nim pamiętał, wiedział, że musi.
- To może zadziałać! - powiedział nagle Adrian
- Kris, ty to masz łeb! - zawołał Dyninio
- No, wiecie, troszeczke... Zabrałem Daegurth'owi taką tabletkę i... - powoli przyznawał się Kris
- Jaką tabletkę? - zapytał Bobercik
- Nie wiem, ale jak ją połknąłem, to zacząłem jakby lepiej myśleć... - powiedział Kris - To jest przewaga dla nas!
- Racja! Zaczynajmy! - zawołał Adrian, a wszyscy kiwnęli głową
Grupa zwartych osób nagle się rozdzieliła, każdy odskoczył w innym kierunku. Tylko Kris został w tym miejscu, w którym był. Bart kompletnie gdzieś przepadł, Dynino stał niedaleko Adriana, Roksia wogóle o wiele dalej, a Rayman wyskoczył wysoko, akurat wskoczył na wiatr, który go bezproblemowo unosił.
- Zaczynam! - zawołała Roksia zbierając się do strzału. Wyprostowała ręce, jej oczy nagle obróciły się w prawo, potem do góry i trochę wróciły w lewo. Z rąk wyleciała kula ki.
Pocisk energetyczny leciał krótką chwilę, wcale nie pędził tak jak poprzednio. "Co to ma być?" - zastanawiał się Rauko widząc pocisk.
- Teraz! - zawołała Roksia
Kris na sygnał machnął ręką, a kula ki, którą wypuściła roksia nagle rozdzieliła się na wiele mniejsze, które pędziły z ogromną prędkością. Na chwilę, dosłownie na sekundkę, Rauko się zatrzymał, zanim uniknął pocisków. Wtedy dostrzegł kolejny nadlatujący z innej strony. To Rayman wystrzelił pocisk z góry, jednak Rauko uniknął przed wszystkimi mierzonymi w niego kulami. Takie jednak było zamierzenie...
- Łajdak i tchó... - nie zdąrzył dokończyć Dyninio, gdyż Rauko nagle zjawił się obok niego i chciał go kopnąć.
Noga białowłosego chłopaka przeleciała przez Dyninia jak przez mgłę, dopiero po chwili wszyscy dostrzegli Dyninia obok Rauko, gdy ten chciał go uderzyć. Nie trafił, dziwnym manewrem w powietrzu, wydającym się niemożliwym, Rauko uniknął mierzonego w jego stronę ciosu. "O mały włos!" - pomyślał odlatując wstecz.
Adrian tylko na to czekał. Skupił się, stanął w lekkim rozkroku, ugiął nogi w kolanach i patrzał przez przymknięte oczy. Powietrze przed nim zaczęło falować, nagle został przez nie wciągnięty i wyskoczył z niego dopiero będąc tuż za Rauko. Chciał go uderzyć od góry, z tyłu, jak nie patrzał. Rauko jednak odbił się rękami od powietrza i uniknął ataku o włos.
Adrian wciąż leciał nad Rauko, wystrzelił kulę ki prosto w niego. Ten uniknął z niesamowitą gracją, jakby zatańczył w powietrzu, kula przeszła dużo obok niego. Obracając się kątem oka zobaczył, że Dyninio wystrzeliwywuje kolejną kulę ki. Schylił się, uniknął. "Ufff" - pomyślał - "Trochę ich dużo... I są dość dobrze zgrani. Do tego obmyślili taką strategię... Nieźli są, naprawde nieźli. Co najmniej poziom 8 standardowej drużyny! C.. Co!?!"
Poczuł za sobą energię ki. To Bobercik, doskoczył do kuli wysłanej przez Adriana i złapał ją ręką, przynajmniej tak się wydawało. Tak naprawde zmienił jej kierunek przy pomocy swojej energii, zrobił obrót z wyprostowaną ręką odsyłając kulę spowrotem w stronę Rauko. Ten powoli obrócił głowę myśląc "Qrcze, mają mnie..."
- Ja sprite, wy pragnienie! - zawołał szybko Rauko wyciągając się do tyłu. Zrobił to samo co Bobercik, przy pomocy swojej energii skierował kulę przed siebie, wyrzucając ją w stronę Adriana. Kula była już przed jego twarzą, gdy Dynino zaczął się rozpływać jak mgła. Odepchnął Adriana, obok którego się znalazł, a pocisk minął ich obu o włos.
Boberci się uśmiechnął wołając: "Energy Shot!". Wszyscy spojrzeli na niego, gdy ten zrobił krótki obrót. Kula wystrzelona przez Dyninia leciała w jego stronę, gdy ten zwinnym ruchem ją kopnął. Ta zaczęła się uginać i rosnąć jednocześnie. Po chwili odbiła się od jego nogi, z której wyleciała niewielka fala dźwiękowa w każdą stronę.
Odbita w ten sposób kula pędziła z ogromną prędkością. Nie leciała już po lini prostej, zakręciła robiąc ogromny zakręt. "Nie dobrze!" - pomyślał Rauko widząc, że kula zbliża się w jego stronę po niepewnym torze lotu.
Białowłosy chłopak szybko zrobił między rękami kulę ki, a ta nagle wybuchła wyrzucając go z dala od tamtego miejsca.
"Cholera!" - pomyślał Bobercik - "Bart, teraz twoja kolej!"
Rauko wylądował na ziemi, jednak dwa metry hamował, próbując opanować tą prędkość, jaką nabył od impetu wybuchającej w jego rękach kuli energetycznej. Wyprostował się, gdy nagle odskoczył na bok.
Bart jakby wyrósł spod ziemi, wyskoczył spod nóg Rauko, jednak nie zdołał go trafić. Rauko zać odskoczył do góry i rozpłynął się w powietrzu.
- Nic z tego! - zawołał Kris - Cholera!
Wszyscy podbiegli w jedno miejsce, żeby się naradzić. Mark kompletnie gdzieś przepadł, każdy o nim zapomniał. Na nodze Bobercika można było zobaczyć niewielkie wypalenia w spodniach, dokładnie w miejscu, którym kopnął kule ki. Dyninio i Adrian byli strasznie zdyszani, stracili bardzo dużo energii, wiedzieli, że teraz są praktycznie bezużyteczni.
- Prawie się udało - pocieszał Kris'a Bart
- Prawie robi wielką różnicę... - podsumował Kris
- Hej, może spróbujemy czegoś innego? - zaproponował Bobercik
- Właśnie - powiedział Adrian - Musi być sposób, aby go chociaż uderzyć!
- Może ma jakieś wady? Słaby punkt? - pytał Dyninio licząc, że ktoś odpowie
- Może tak, może nie, prawie go nie znamy, więc... - powiedział Kris
- Spróbujmy jeszcze raz! - powiedziała Roksia
- Tylko, że Adrian i Dyninio nie mają już sił... - powiedział Kris patrząc na, starających się wyglądać na nie zmęczonych, Adriana i Dyninia
- Ale wciąż mogę się do czegoś przydać... - powiedział Adrian
- Właśnie... - potwierdził Dyninio - I nie tylko ty!
- Bez mocy, jesteście jak kwiat na pustyni, skazani na śmierć - powiedział Kris - Ale, na coś się przydać możecie...
Adrian i jego najlepszy teraz kolega Dynino uśmiechnęli się podnosząc głowę. Wiedzieli, że się przydadzą mimo, że już nie mają sił. Czuli się wyjątkowo z tą wiedzą.
- Więc co, jakiś plan? - zapytał Dyninio
- A jakże, słuchajcie, wszyscy... - odpowiedział Kris
[center]***[/center]
Radek skoczył do przodu, po czym zniknął. Niespodziewanie zjawił się tuż za Daegurth'em, którego oczy były zwrócone w kierunku chłopaka. Jednak to były tylko oczy. Radek szybko uderzył, krótko i mocno, oddając w atak dużą część siły. Trafił, Daegurth poleciał kilkanaście metrów do przodu, będąc uderzonym w plecy, do tego jeszcze pare razy odbił się od ziemi i dopiero wybił się wysoko w powietrze. Patrzał w stronę Radka, który znów skoczył w jego strone rozpływając się w powietrzu. Pojawił się troche bliżej, a po dwóch sekundach był już za Daegurthem. Wtedy ten rozpłynął się w powietrzu tuż przed Radkiem, dość zdziwionym tym faktem.
"Coś tu nie pasuje..." - pomyślał Daegurth z ukrycia - "Jego energia... Cholera, jest przeogromna! Ale jak? Czyżby... Zamienił się już w SSJ!?! Nie... To nie to... Ale, gdyby Rauko nie nauczył go blokować myśli w tym stopniu, to wiedziałbym o co chodzi... A tak... Chociaż... Wiem! On jeszcze się nie zamienił, uff... Z Super Saiyanem byłoby ciężko... A ta moc, mógł się transformować już dawno temu... C.. CO!?!"
Daegurth sprytnie ukryty między gałęziami drzew nagle odskoczył, a w miejsce na którym stał wbiła się pięść Radka. Daegurth będąc w powietrzu puścił miecz i wyrzucił go daleko.
- Nie będe używać tego miecza, on jest za silny, pozwól, że użyję innej broni - powiedział Daegurth, a Radek tylko kiwnął głową.
Saiyan będąc w powietrzu zawołał od razu "Kagebunshin no jutsu", a obok niego pojawił się jego klon. Radka oczy z ciekawością przyglądały się temu, co robi jego obecny mistrz, z którym właśnie walczy. Zawołał: "Henge!", a stojący obok niego klon zamienił się w miecz, który do złudzenia przypominał Sewtir'a, miecz który właśnie odrzucił na bok.
Daegurth chwycił ciężki oręż jedną dłonią, po czym drugą lekko poniósł do góry. Łagodnie i z gracją zaczął nią ruszać, a raczej zmieniać ustawienie palców, formując odpowiednie znaki. Robił to z dość dużą prędkością, jednak Radek przyzwyczajony do patrzenia na szybsze ruchy bez problemu widział wszystko.
- Rada numer jeden - powiedział Daegurth wisząc w powietrzu - Nigdy nie stój w jednym miejscu!
Radek zorientował się w sytuacji, jednak było za późno. Chciał odskoczyć, gdy jednak wybił się jedną nogą, to drugą złapała mu wystająca spod ziemi ręka. Po chwili też wyszła spod jej powierzchni druga dłoń, objęła ona drugą nogę Radka, który chciał się wyrwać, jednak nie udawało mu się za bardzo.
- Kazemirunai - powiedział Daegurth spokojnie przypominając sobie twarz tego, którego uczył tej techniki. Mistrza miecza, który przerósł nawet jego w sztukach walki na miecze...
Saiyan wiszący w powietrzu zrobił młynek mieczem tuż przed sobą. Gdy miecz przelatywał przed nim, to ten rozpływał się w powietrzu, a na samym końcu zniknął oręż.
Radek zdołał w dość mądry sposób wydostać się z pułapki. Schylił się i złapał ręce, które go trzymały. Zrobił obrót wyciągając klon Daegurth'a spod powierzchni ziemi, po czym rzucił go w znikającego na niebie Saiyana. Nie zdążył trafić, jednak pozbył się trzymających go "kajdan". Natychmiast zastosował się do rady, zaczął biec tak, aby się nie zmęczyć, a jednocześnie by pozostać w ukryciu.
Skupił się, rozglądał się całyczas starając się wyczuć moc osoby, z którą walczył. Jedyne co poczuł to otaczająca go zewsząd energia. Słyszał świst wiatru i świergot ptaków, które jeszce zostały na drzewach, jakby nie bały się o swoje życie. Radek złapał szybko kamień, wtedy Daegurth bardzo się zdziwił. "Co on robi?" - pomyślał Saiyan nie ujawniając swojego miejsca ukrycia. Pół-saiyan wziął zamach i rzucił kamieniem w drzewo, natychmiast wszystkie ptaki odleciały trzepiąc mocno skrzydłami. "Ładnie" - pomyślał Daegurth - "Tylko ja bym ich nie skrzywdził, więc chcesz zrobić coś nieładnego, czy bałeś się po prostu o ich zdrowie, mój przyjacielu?"
Radek wciąż rozglądał się, na lewo, na prawo. Usłeszał coś za sobą. Szybko się obrócił chcąc uderzyć, gdy zobaczył spadające na niego drzewo. Było tuż przy nim! Odskoczył do tyłu, jednak nie udało mu się wyskoczyć całkowicie spod drzewa, które rozpadło się na dwie części. Żadna z nich nawet nie dotkła Radka, obie uderzyły w ziemię obok niego z hukiem.
- Druga rada - odezwał się niesiony na wietrze głos - Nie daj się wodzić za nos w każdą pułapkę. Musisz patrzyć wgłąb, jak najgłębiej myśli przeciwnika, przewidzieć co chce zrobić.
"Łatwo powiedzieć!" - uznał w myślach czarnowłosy chłopak - "Tylko, że ja cie wogóle nie znam, to skąd mam wiedzieć co możesz zrobić? Z mistrzem Rauko miałem taki komfort, że wiedziałem co zrobi, a tutaj...". Radek nagle wypuścił kulę ki widząc nadlatującego w jego stronę Daegurth'a. Leciał wprost na niego, z przodu. "Coś tu nie tak!" - domyślił się Radek, gdy kula leciała w stronę opadającego już powoli na ziemię Daegurth'a. Pół-saiyan przyjrzał się dokładniej celowi, w który wymierzył kulę. Dopiero teraz spostrzegł te nierówności... Była to rzeźba, najzwyczajniejsza drewniana rzeźba, która została właśnie rozsadzona przez pocisk energii Radka.
- Jeżeli trafi się prawdziwa walka - powiedział głos noszony na wietrze, a po chwili Radek słyszał dalszą część zdania, tuż za uchem - Nikt nie będzie stał obok ciebie i się nudził!
Daegurth popchnął Radka, a ten zobaczył zbliżającą się mu do głowy kulę ki. "Cholera!" - pomyślał chłopak zamykając oczy. Nie minął ułamek sekundy, jak je otwarł i zrobił obrót w powietrzu. Wtedy dopiero zobaczył zdziwioną minę Daegurth'a trzymającego kulę, zablokował ją przed trafieniem w Radka.
- Po co to było? - zapytał Radek, gdy się zatrzymał - Sam sobie poradzę
- Ta kula mogła zabić - powiedział Daegurth - A nie prędko mi cie zabijać, mam cie trenować, a nie uśmiercać. Dobra, kontynuujmy!
Radek uśmiechnął się. "Teraz ty wpadłeś w pułapkę!" - pomyślał Radek, po czym zniknął i pojawił się za Saiyanem. Z obrotu uderzył nogą, a Daegurth od niechcenia przesunął lekko trzymany w ręku miecz. Radek odskoczył widząc, że jego noga mogła właśnie zostać przecięta przez miecz.
- Patrz gdzie mierzysz, chłopcze - powiedział Daegurth
"Faktycznie jest silny" - pomyślał Radek - "Dlatego czas użyć mojej najlepszej techniki, zobaczymy jak sobie z nią poradzi!". Radek stanął w lekkim rozkroku, a w obu jego rękach pojawiły się kule. Poczuł jak coś chwyta go za nogi, po chwili ręce, które wyrosły spod ziemi, wciągnęły Radka pod jej powierzchnię. Tylko głowa została na powierzchni. Daegurth podszedł powoli do wbitego w ziemię Radka, po czym przykucnął.
- Bez sensu jest używać technik, jeżeli zbyt wolno je robisz - powiedział Daegurth - Następnym razem spróbuj chociaż odciągnąć moją uwagę od siebie.
- Jak to... Nie mogę się ruszyć! - mówił po części do siebie Radek - Przecież byłem w stanie podnosić ciężary ponad pół tony, a nie mogę ruszyć się pod ziemią!?!
- Gdy podnosisz ciężar cała energia rozchodzi się, aby przeciwważyć, czyli w stara się zostać na rękach. A co jeśli całe ciało musi się ruszyć? Energia musi być wszędzie, skup się, a wyjdziesz jak z wody - oznajmił Saiyan
Radek przez chwilę patrzał na pouczającą go osobę, po czym zaczął skupiać energię w całym ciele. Ruszył lekko ręką, a ta wyszła na powierzchnię, wtedy oparł ją o ziemię i wyszedł spod skał i piasku, pokrytych częściowo trawą. Otrzepał się natychmiast, żeby choć trochę lepiej wyglądać, choć i tak był pokryty kurzem.
Saiyan podniósł ręke z mieczem do góry. Wtedy Radek coś zaobserwował. Gdy ten trzymał w górze miecz, to ręka mu się trzęsła nie na żarty. Wyglądało zupełnie, jakby miał "Parkinson'a". "Więc ten miecz jest za ciężki!" - domyślił się Radek widząc drżącą ręke. Skoczył w stronę Daegurtha, któremu ręka przestała się trząść, gdy zaczął opuszczać miecz w dół, tnąc z góry na dół. Radek wtedy odskoczył i zaatakował z boku. Daegurth domyślił się, że tak będzie, dlatego zrobił lekki ruch ręką i ciałem na bok, a miecz zaczął ciąć w poziomie, leciał właśnie prosto na Radka przebijając się przez powietrze. Chłopak obrócił głowę w stronę miecza i natychmiast odbił się od ziemi wysoko w powietrze unikając ataku.
"Ehhh... Zagrałbym w Blitzball'a...." - myślał Daegurth widząc jak Radek wyskakuje w powietrze kręcąc się. Przypomniał sobie jednego z zawodników tej wspaniałej gry drużynowej, który zaczął się kręcić, po czym bezbłędnie podał piłkę z jednej strony boiska, na drugą, pod samą bramkę przeciwnika, gdzie napastnik tylko dobił ją z Volleya.
Daegurth nawet nie spostrzegł, że Radek w powietrzu zaczął robić technikę. W obu rękach miał kule energietyczne, które wyrzucił w stronę Daegurth'a, wołając: "Perteguki!".
- Shimatta!(jap. cholera) - zawołał Daegurth myślami wracając na pole walki
Saiyan odskoczył w ostatnim momencie, kule minęły go o włos. Zdziwił się, gdy zobaczył, że te zakręcają i lecą w jego kierunku. Skoczył na bok, a te znów skręciły.
Uciekający przed kulami spojrzał na Radka, chciał zorientować się w sytuacji. Chłopak zeskoczył na ziemię i przyglądał się jak kule goniły Daegurth'a. Poruszały się bardzo szybko, Saiyan wiedział, że musi szybko coś wymyślić. "Jestem za wolny!" - pomyślał patrząc na obie ręce, a potem na trzymany miecz. Pociski zbliżyły się do niego w ułamku sekundy. Wtedy ten przymknął oczy.
- Taniec... - powiedział Daegurth powoli
Radek nie wiedział o co chodzi, gdy goniony przez kule Saiyan zamknął oczy na chwile, potem ledwie je otwarł. Zrobił pieruet, jedna kula go minęła. Potem ruszył się robiąc skłon do przodu. Druga kula przeleciałą tuż nad nim, jednak obie już wracały.
To nie był jednak koniec, Daegurth wygiął się do tyłu robiąc mostek, następnie odbił się od ziemi nogami. Obie kule go minęły, zawróciły i leciały teraz z dwóch różnych stron. Saiyan lekko się przechylił w swoją lewą stronę, stanął na jednej ręce, a nogi rozchylił na boki. Ustawieniem ciała przypominał zupełnie literę "Y". Jedna z kul go minęła przelatując mu tuż obok twarzy, druga zbliżała mu się do krocza. "NIEEEE!!!!" - pomyślał Daegurth wiedząc gdzie leci kula. Szybko opuścił rękę, dalej przypominał ustawieniem literę "Y", jednak stał teraz na łokciu. Ta mała różnica, ten ruch uratował jego genitalia. Kule jednak znów wracały! Saiyan zaczął kręcić się na łokciu, lekko się przechylił i odbił się od ziemi, znów stanął na nogach. Zrobił gwiazdę do tyłu, a kule minęły go o włos. Miecz tylko mu pomagał trzymać równowagę, całyczas ruszał nim na boki, kręcił i mimo, że był ciężki, to jemu to nie przeszkadzało, nie tak bardzo.
Daegurth wyskoczył nagle robiąc szpagat w powietrzu, kula przeleciała pod jego kroczem. "Ufff, o mały włos..." - pomyślał Daegurth - "Muszę coś wymyślić i to szybko!". Druga kula sprytnie leciała trochę wyżej niż pierwsza. Wydawałoby się, że Saiyan właśnie dostanie tą kulą, jednak ten ruszył mieczem, wbił go w ziemię i stanął na wblitym mieczu. Kula przeleciała tuż obok miecza. Wtedy Daegurth zauważył, że kule przelatując obok niego już zaczynają powoli skręcać. "Więc to tak..." - analizował sytuacje Saiyan - "Te kule nie wracają tak, dlatego, że Radek kieruje je wolą, czy inaczej. On po prostu je wypuścił, a dalej to same spełniają zadanie. Przelatując obok mnie zakręcają, jest jedno wyjaśnienie: kierują się energią. Dość dobra technika, normalnie, gdybym nie umiał tańczyć, to już bym dostał. Teraz jednak wiem co zrobić, aby się dorobić i się nie narobić!". Daegurth wyskoczył w powietrze i zrobił jednego klona wołając "Kagebunshin no jutsu!". Obaj zaczęli biec w jednym kierunku. Kula będąc bliżej klona poleciała w jego stronę, jednak zaczęła zwalniać. "Hmmm... Więc ta technika jest jeszcze lepsza" - domyślił się Daegurth uciekając przed goniącą go kulą - "Zapamiętuje moją energię, klon ma rzecz jasna o wiele mniej energii, a moja bardziej przyciąga te niesamowite pociski. Ta technika jest niesamowita! I raczej nie chce wiedzieć, czy bardzo boli kontakt z taką kulką...". Daegurth podskoczył robiąc w powietrzu kilka gwiazd. Kula go minęła przelatując mu między rękoma, gdy robił gwiazdy. "Moge dać sobie większe szanse, o ile Radek nie będzie nic robił... Właśnie, gdzie on jest!?!" - myślał Daegurth. Kompletnie zapomniał o chłopaku, który wyrzucił z siebie te niesamowite kule. Widział jak teraz skacze z góry chcąc uderzyć Daegurth'a. Z drugiej strony nadlatywała kula z ogromną prędkością. "Shimatta!" - pomyślał Daegurth wyczuwając obie zbliżające się energie.
Nagle powietrze obok Saiyana zaczęło drgać, wyglądało jakby światło zaczęło się przez nie załamywać. Tworzyło swego rodzaju tunel, w który Daegurth wskoczył. W mgnieniu oka znalazł się kilka metrów dalej. "Żebym musiał używać tej techniki... Cholera żre energi jak nic!" - pomyślał Daegurth - "Nawet moja kontrola w dziedzinach energii jest nie wystarczająca... Jeżeli Radek dalej będzie atakować, a te kule też, to nie będzie dla mnie zbyt miło. Muszę używać coraz lepszych technik... W końcu zabraknie mi mocy! A co tam, spróbujmy tego, co wymyśliłem!"
Daegurth złożył obie ręce w dziwny znak, dokładniej tak, że jego palec wskazujący i środkowy lewej ręki krzyżowały się z tymi samymi u prawej ręki. Powiedział dość głośno i wyraźnie: "Kegebunshin no jutsu!".
Radek szeroko otwarł oczy ze zdumienia widząc otaczające go setki klonów Daegurth'a, które biegły, wszystkie, w jedną stronę. Daegurth stanął z drugiej. "Tak jak myślałem!" - Daegurth dobrze przewidział to co się stanie.
Kule które wypuścił Radek utrzymywały się w powietrzu obok siebie, nie ruszały się w płaszczyźnie poziomej, tylko w pionowej. Leciały trochę do góry, trochę na dół. Daegurth miał dość dużą energię, zrobił jednak na tyle klonów, by mogły zrównoważyć jego energię. Kule zatrzymały się w miejscu będąc ciągniętymi przez obie energie. Radek się uśmiechnął widząc geniusz osoby z którą miał zaszczyt się mierzyć.
- Rada numer dwa - powiedział Radek śmiało - Nie daj się wodzić za nos w każdą pułapkę. Musisz patrzyć wgłąb, jak najgłębiej myśli przeciwnika, przewidzieć co chce zrobić!
Daegurth otwarł oczy ze zdziwienia słysząc, ze Radek powtarza jego słowa. Wiedział, że to nie było bez znaczenia. Coś musiało się dziać. Obrócił szybko głowę... "Nic?" - zastanawiał się Daegurth - "Cholera jasna! Blefował!"
W międzyczasie, gdy Saiyan obrócił głowę, Radek wypuścił w stronę jego klonów i samego Daegurth'a kilka kul ki. Daegurth zaczął poważnie myśleć...
"Jeżeli unikne, to kule samonaprowadzające zaczną mnie gonić. Jeżeli moje klony dostaną kulą, to zaczną mnie gonić. Jeżeli klony unikną, to też kule zaczną mnie gonić... Czyli mam przesrane..." - domyślił się Daegurth
[center]***[/center]
Adrian i Dyninio stanęli obok siebie uśmiechając się.
- Teraz zobaczysz naszą wspólną technikę! - zawołał Adrian
- Nie uciekniesz przed nią, nikt nie ucieknie! - powiedział Dyninio
Obaj stojący obok siebie chłopcy stanęli w lekkim rozkroku, schylili się i podnieśli ręce nieco do góry. Zaczęli skupiać energię, ładowali ją na nowo, jej ilość stale rosła. Duża część energii była widoczna na zewnątrz, aury Adriana i Dyninia złączyły się w jedną, znacznie większą. Wyprostowali się wrzeszcząc.
"C... Co!?!" - zdziwił się Rauko - "Zamieniają się w SSJ!?!". Jednak nie mógł wiedzieć, że jest to najzwyczajniejszy blef. Rauko z wrażenia zwolnił, zatrzymał się na niebie. Wtedy Kris, Bobercik, Roksia, Bart i Rayman zaczęli strzelać do niego kulami ki. Pocisk za pociskiem wylatywał z ich rąk tworząc niezłą nawałnicę kul, które jednak Rauko bezproblemowo mijał. Wreszcie znudził się mijaniem tych kul, więc wystawił obie ręce na boki, po czym wysłał z całego ciała falę energii, która odbiła kule.
- Hehehe! - zaśmiał się Rauko - Prawie się udało, ale prawie robi wielką różnicę! A to co?
Saiyan wiszący na niebie spojrzał na dół, na Adriana i Dyninia. Włosy obu Saiyanów unosiły się do góry, były złote, tak samo jak brwi. Na ich twarzach widniał uśmiech.
- I co teraz!?! - zapytał z pełną saiyańską duma Adrian - Teraz masz problem!
- No właśnie! - zawołał Dyninio
- Kamehame! - usłyszał wielogłos Rauko daleko za sobą
To Bart, Bobercik, Roksia, Kris i Rayman byli w powietrzu trzymając ręce tuż obok tułowia. Między ich rękami były kule ki. Rauko nie zdążył nic zrobić, nie mógł. Był w zbyt wielkim zdziwieniu, gdy wszyscy zawołali: "HAAA!!!!", a z ich wyprostowanych w jego stronę rąk wyleciały dość duże fale ki. Tylko z rąk Raymana wyleciała fala inna od pozostałych, była koloru jasno-żółtego, a nie tak jak inne jasno-niebieskiego. Wszystkie razem zbliżały się do Rauko, który nie mógł odbić ich tym sposobem, co ostatnio kule. Wiedział, że mimo iż te fale są niezbyt silne, to mimo wszystko było ich pięć. Do tego połączyły się właśnie w jedną ogromną falę, jakby dostał, to mógby nawet zginąć.
- Zobaczymy jak sobie z tym poradzicie! - zawołał Rauko po czym zaczął bardzo szybko machać przed sobą rękami. Na sam koniec je wyprostował krzycząc - Burning attack!(czyt. "Barningo-atak" na jeden wdech, szybko)
Z jego wyprostowanych, ustawionych obok siebie rąk wydostała się na początku tylko jasna aura. Po chwili złota fala pomknęła na przeciw zmierzającej w jego kierunku o wiele większej fali energii.
Obie fale się zderzyły ze sobą wydając bardzo głośny huk. Każda z nich chciała wygrać, zarówno ta złota, jak i ta niebieskawa, o wiele większa. Początkowo złota fala się o wiele zmniejszyła, ta niebieska pomknęła do przodu, jednak obie się zatrzymały w jednym miejscu.
Wysyłające po jednej fali osoby były dość zmęczone, całyczas musiały wyrzucać z siebie energię, nie byli do tego przyzwyczajeni. Oni nie, ale Rauko tak. Ten zawołał tylko "Ha!" cicho, a z jego rąk wyleciała szersza wiązka fali, która zaczęła wygrywać z niebieskawą falą zrobioną z pięciu mniejszych.
Promienie przy przepychaniu się wydawały głośny zgrzyt, całe niebo się zajarzyło od ich kolorów, przeplatający się kolor złoty w niebieskim można by dostrzec nawet z daleka, gdyby nie góry i wzgórza zasłaniające to miejsce. Przez to, że było ono zasłonięte nikt nie zobaczył dwóch potężnych promieni, wokół których ciągnęły się długie wiązki prądu wywołane wyrzutem ki, te wyładowania elektryczne najbardziej były nasilone w miejscu, gdzie zderzały się dwa promienie.
Promień Rauko był już dwa razy dłuższy od promienia Bart'a, Roksi, Bobercika, Raymana i Kris'a. Dwa razy dłuższy i wciąż posuwał się na przód. W pewnym momencie zniknął, Rauko machnął rękami i odskoczył. Nie chciał przecież zabić ich swoją falą uderzeniową, to byłoby zbyt prostackie i chamskie.
Bart, Kris, Bobercik, Roksia i Rayman upadli na ziemię ciężko dysząc. Kris zemdlał natychmiast po wylądowaniu, mocno uderzył w ziemię. Zanim stracił przytomność chwycił się za bolący go brzuch i zawrzeszczał.
Nikt nie wiedział co mu się stało, Bobercik podbiegł pod niego i zaczął nim trząść. Nie mógł go jednak dobudzić.
"Cholera, szkoda, że Hebrid i Terenis zostali w domu!" - pomyślał Bobercik - "Oni by coś zdziałali...". Bobercik szybko się podniósł i wyprostował wraz z Bart'em jedną ręke w stronę Rauko. Patrzyli na siebie, Bart wyprostował lewą ręke, Bobercik prawą. Razem zawołali: "Big Bang Attack!(czyt. Bikku-bang atak!, "bang" jest przedłużone[końcówka ng jest długo] i jest krótka przerwa przed "atak[drugie "a" jest długo wymawiane]". Z ich wyprostowanych w stronę Rauko rąk wyleciały niebieskie kule ki, które pomknęły w jego stronę z dość dużą prędkością.
- Za słabo, a wasz czas kończy się za kilka sekund... - powiedział Rauko odskakując na bok
- Co...? - zdziwił się Adrian i Dyninio. Podbiegli do Bart'a i reszty
- Tak szybko? zapytał Dyninio
- To już koniec - powiedział Rauko wciąż leciał - Sześćdziesiąt minut mija właśnie... ter...
Nie dokończył. Poczuł coś na plecach. To była pięść Marka, bardzo lekko uderzył Rauko, który wogóle nawet się go nie spodziewał. Wszyscy byli zdziwieni, okropnie zdziwieni tym, że Mark'owi się udało. Bart, Dyninio, Adrian, Bobercik, Kris, Rayman, Roksia... Dali z siebie wszystko, a nie trafili Rauko ani razu. Mark zaś raz atakował i trafił.
- Ma.. Mark! - zawołał Adrian - Brawo!
- Yeah! - zawołał Dyninio - Wiedziałem, że się uda!
[center]***[/center]
- Coś do jedzenia - powiedział mężczyzna w płaszczu do barmana - I coś dobrego do picia
- Do picia mogę zaproponować wino półwytrawne, bardzo dobre - mówił barman czyszcząc szklankę, którą położył na półce po chwili - Do jedzenia coś konkretnego?
- Nie - odpowiedział krótko mężczyzna w płaszczu, patrząc na barmana jednym okiem, gdyż drugie przysłaniały mu włosy - Ma być smaczne
- Się robi! - szybko powiedział barman, po czym poszedł do kuchni z zamówieniem.
Mężczyzna o czarnych włosach sięgnął powoli ręką do kieszeni. Wyciągnął z niej coś. Kształtem była to jakby gwiazdka cztero ramienna, po środku której coś było wyryte. Czarnooki przeczytał napis, po czym obrócił tabliczkę między palcami i schował ją do kieszeni.
Barman wrócił, a zaraz po nim przyszedł kelner niosący jedzenie i wino. Położył talerz przed mężczyzną, który natychmiast zaczął jeść. Był głodny, bardzo głodny, nie jadł prawie cały dzień. Na szczęście, dla barmana, posiłek był dość smaczny.
Gdy wreszcie mężczyzna zjadł i wypił wino barman poprosił o pieniądze. Mężczyzna sięgnął pod płaszcz, było tam widać tylko dość ciemne ubranie mężczyzny, jednak z jakiejś ukrytej kieszeni wyciągnął pliczek banknotów i położył na blacie. Barman otwarł oczy ze zdziwienia. Podszedł, zabrał jeden banknot i reszte oddał mężczyźnie, który schował pliczek do kieszeni.
Niebezpiecznie jest pokazywać taką sumę pieniędzy, było tam co najmniej kilka tysięcy, dlatego zaraz po tym jak wyszedł z baru kilka mężczyzn zaczęło go gonić. Zatrzymali go w ciemnej alejce, którą przechodził. Wyciągnęli noże, a niektórzy mieli nawet metalowe pręty.
Jeden z nich, trzymający pewnie nóż w dłoni, podszedł bliżej mężczyzny w płaszczu nie zwracając uwagi na miecz, który trzyma nieznajomy na plecach.
- Dawaj kase - powiedział podnosząc nóż nieco wyżej, chcąc wyglądać na poważnego i zdolnego do działania bandyte - Albo zabijemy cie i sami ją weźmiemy
Mężczyzna nawet się nie zatrzymał, całyczas szedł dalej nawet nie spoglądając na otaczających go zbirów. Powiedział głośno i wyraźnie, był w dobrym humorze.
- Bawcie się gdzie indziej dzieci - pewnie odezwał się mężczyzna nie zwalniając ani na chwilę
- O ty...! - zawołał jeden ze zbirów podbiegając do mężczyzny - Pożałujesz!
Zbir ze sztyletem zamachnął ręką, ciął krótko, za krótko. Nie dosięgnął mężczyzny w płaszczu, który wyciągnął miecz. On nie miał takiego problemu, dosięgnął chcącego go pociąć chłopaka, który miał może szesnaście lat i przeciął go na dwie części. Ten jeszcze zawrzeszczał, zanim wyzionął ducha.
Wszystkie zbiry natychmiast zaczęły uciekać. Mężczyzna wyciągnął z kieszeni plik banknotów i rzucił obok leżącego chłopaka, który tak bardzo pragnął tych pieniędzy...
[center]***[/center]
"Co zrobić!?!" - zastanawiał się szybko Daegurth - "Szybkie wysyłanie energii jest zbyt męczące, strace całą moc nie mając pewności, czy to coś da. Zrobienie większej ilości klonów zabierze dużo mocy, aa Radek pewnie coś wymyśli... Troche przesadziłem, silny jest, powinienem walczyć z nim na 100% mocy, albo chociaż z Sewtir'em, a nie jego atrapą... Właśnie! Jest sposób!"
Daegurth pewny siebie stał. Radek przyglądał się, zobaczył jak kamienie nagle unoszą się do góry i wbijają się w samonaprowadzające kule, które eksplodowały natychmiast. Radek sam odleciał od ich dość potężnego wybuchu. Następnie wybuchły wszystkie kule, które wypuścił. Żadna jednak nie trafiła celu, Daegurth był bezpieczny.
Radek leżał teraz na ziemi. Z trudem podniósł się, sam wiedział jakie robione przez niego kule są mocne, dlatego nigdy nie zbliżał się do nich. Teraz był troszkę za blisko przy eksplozji, dlatego oberwał znacznie. Daegurth podszedł pod niego pytając, czy nic mu nie jest.
- W porządku, muszę odpocząć... - powiedział Radek chcąc ukryć, że krwawi. Gdyby ktoś inny miał w to uwierzyć, to zapewne Radek by go przekonał, że nic mu nie jest. Ale Daegurth miał taką właściwość, że patrząc w oczy osoby którą widzi jednocześnie czuje jej ból
- Kłamać to możesz mame, tate, albo Rauko, ale nie mnie - powiedział Daegurth podchodząc do Radka - Połóż się na ziemi i nie gadaj
Chłopak usłuchał. Daegurth podszedł do leżącego, krwawiącego Radka i klęknął przy nim.
- Rozluźnij się, zamknij oczy i pomyśl o czymś miłym - powiedział Daegurth
- A co chcesz zrobić? - zapytał Radek
- Może cie wylecze, tylko potrzebuje dobrych warunków - odpowiedział Saiyan
Radek kiwnął głową i zamknął oczy. Wyobraził sobie... Nie będe przytaczał co sobie wyobraził, ale rozluźnił się nieziemsko. Daegurth zaś uniósł ręce tuż nad klatkę piersiową Radka i ruszył palcami. Po chwili z jego rąk wyleciała zielonkawa aura, która przeszywała ciało Radka. Ten nie czuł nic, prócz kojącego chłodu przeszywającego jego skórę, dostającego się głębiej, przechodzącego przez narządy...
- Już, otwórz oczy - powiedział Daegurth
Radek wciągnął głęboko powietrze i otwarł oczy. Spojrzał na klatkę piersiową, po czym się podniósł. Wogóle nie czuł bólu. Sprawdził dziurę w ubraniu, jednak za nią nie było nawet śladu krwi, jakby nigdy się nie zranił
- Jak...? - zdziwił się chłopak powoli wstając
- Nie ważne, może mi się przydasz - powiedział Daegurth - Jesteś na o wiele wyższym poziomie niż moi uczniowie, więc możesz mi pomóc
- A w czym? - zapytał Radek
- W treningu, musisz pomóc mi trenować, tylko następnym razem użyję mojego miecza, Sewtir'a - Daegurth podniósł ręke, a miecz jak na komendę w nią wleciał. Saiyan zaczepił go na plecach znów nie wiadomo o co
- Ale najpierw musimy coś zjeść - powiedział Daegurth - Jestem głodny
- Ja już jadłem - przyznał się Radek - Ale z chęcią coś przekąsze po tej wyczerpującej walce
[center]***[/center]
- Pa... Pani! - zawołał Jehkt padając na jedno kolano i opuszczając głowę, gdy księżniczka wyszła z pokoju
- Wstań - powiedziała spokojnie czekając, aż jej strażnik się podniesie - Gdzie książe Vinid?
- Wyszedł gdzieś, mówił coś o treningu, pani - mówił powoli i zrozumiale strażnik
- Zostaliśmy sami w tym domu? - zapytała Ryurya rozglądając się wokół
- Nie, są tutaj jeszcze dwie osoby, kobieta i mężczyzna. Zawołać ich? - zapytał Jehkt
- Dziękuję, ale nie trzeba Jehkt. Powinniśmy poczekać na panicza Vinid'a - odpowiedziała kobieta o niebieskich włosach
Chwilę po tych słowach dostrzegła dym, ciągnął się z innego pokoju. Natychmiast tam poszła, nie bacząc na prośby jej strażnika, który odradzał, mówiąc, że pójdzie sam. Nic z tego, Ryurya pierwsza weszła do kuchni, w której paliła się część urządzeń, a stojący obok nich mężczyzna natychmiast pobiegł po wodę, która jednak nic nie dała.
- Cholera! - zawołał Hebrid biegając w kółko, po czym podbiegł do księżniczki - Może mi pomożesz... Może Pani mi pomoże!?!
- Proszę się odsunąć - powiedziała niebieskowłosa, po czym stanęła w miejscu, gdzie przed chwilą był Hebrid.
Patrzała na ogień, uniosła prawą ręke nieco wyżej, a ten natychmiast zaczął do niej zlatywać tworząc niewielką płonącą kulę. Gospodarz domu patrzał na to ze zdumieniem, nawet Terenis nigdy nie widziała czegoś takiego, wchodząc do kuchni "opadła jej szczęka" z wrażenia.
Gdy nic już się nie paliło, a jedynie płonęła kula w powietrzu, Ryurya ruszyła ręką, a ta się rozpadła i kompletnie znikła.
Jehkt zobaczył ogromne zdziwienie na twarzy Hebrida, obok którego stał, dlatego wyjaśnił mu co się stało.
- Księżniczka Ryurya jest czarodziejką, uczyła się w wielu miejscach magii i jest uważana za jedną z najlepszych magiczek - powiedział dość szybko, aczkolwiek zrozumiale, strażnik tejże księżniczki
[center]***[/center]
- ...to wszystko po prostu zobaczyłeś? - zapytał Rauko
Mark kiwnął głową, by potwierdzić piąty już raz z rzędu. Troszeczke go to już nużyło, nikt za bardzo nie chciał mu wierzyć. W sumie mieli powody, kto by uwierzył, że widzi przyszłość?
- Ten, Kris, nie wstał jeszcze? - zapytał Rauko
- Nie - odpowiedział Bobercik - Śpi
- Lepiej idźmy do jakiegoś ciepłego miejsca - zaproponował Rauko - Mieszkacie w pobliżu?
- My nie, ale Hebrid, kolega Kris'a, tak - poinformował Bart - Chodźmy
Roksia i Rayman westchnęli, po czym zaczęli zbierać się do drogi.
[center]***[/center]
Daegurth nagle się zatrzymał i podnosząc ręke nakazał zrobić to samo Radkowi, który zaczął natychmiast się rozglądać. Nic jednak nie widział, nigdy nie uczył się widzieć tak mało szczególnej rzeczy.
Saiyan trzymając ręke z boku i miecz na plecach zamknął oczy. Zobaczył, wyczuł, nie ważne - falowało wszystko wokół niego, nawet energia Radka rozchodziła się w prawo i lewo. "Cholera!" - pomyślał zaciskając zęby - "Za wcześnie, stanowczo za wcześnie..."
- Który mamy rok? - zapytał Daegurth
- Jak to? - zdziwił się Radek, że stojący przed nim chłopak nie ma pojęcia - Przecież jest 28 sierpień 2347 rok
- Koniec świata nastąpi trzydziestego, najpóźniej, może jutro... - powiedział cicho Daegurth
- Co!?! - zdziwił się Radek - Jak? Jak to!?! Skąd wiesz?
- Raz już udało mi się uciec przed "końcem", wszystko wokół mnie umarło - powiedział Saiyan opuszczając głowę - Do jutra muszę wymyslić sposób na ocalenie tego wymiaru. Chodźmy!
Radek poszedł za idącym przed nim chłopakiem, jednak wciąż zadawał sobie pytania - "Koniec świata... Koniec wszystkiego, nie ma żadnego wyjścia?".
hmm... jakby to powiedzieć
odcinek był wyk*** zaj*** itp itd
no qrde nawet ocenić się nie da, bo skali nie ma
ogólnie odcinek był genialny
btw
jak będziesz na gg to mi napisz, bo trzeba wreszcie się dogadać i zacząć robotę xD
odcinek był wyk*** zaj*** itp itd
no qrde nawet ocenić się nie da, bo skali nie ma
ogólnie odcinek był genialny
btw
jak będziesz na gg to mi napisz, bo trzeba wreszcie się dogadać i zacząć robotę xD
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
Nieskończoność/10 jesteś mistrzem Dae ale technika klona cienia zwielokrotnionego to Taju KageBushin no Jutsu nie KegeBushin no Jutsu
Tylko, że moja postać nie chce tyle mówić. Szczerze mówiąc umie nawet robić cienie bez żadnych słów i znaków, tylko że bierze to dużo chakry. Dlatego to powiedział tak - Dae
Tylko, że moja postać nie chce tyle mówić. Szczerze mówiąc umie nawet robić cienie bez żadnych słów i znaków, tylko że bierze to dużo chakry. Dlatego to powiedział tak - Dae
Ostatnio zmieniony śr mar 28, 2007 6:59 pm przez Mark, łącznie zmieniany 1 raz.





