[FanFick] Saiyan Power Forces

Jeśli stworzyłeś coś ciekawego i chcesz się tym podzielić, zamieść swoją pracę w tym dziale.

Moderator: Moderatorzy

ODPOWIEDZ

Czy podoba Ci się Mój FanFick?

Tak, cały jest fajny!
23
66%
Poszczególne odcinki(odpowiedź w poście)
1
3%
Nie, coś Mnie wogóle do niego nie ciągnie...
0
Brak głosów
Nie czytałem
8
23%
Jest beznadziejnie beznadziejny! Po co wogóle go piszesz!?!
3
9%
 
Liczba głosów: 35

Awatar użytkownika
Kris
Avanger
Posty: 2254
Rejestracja: wt lis 22, 2005 11:33 pm
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Kris »

Znakomicie jak zwykle ocena 10/10 nic dodac nic ujac Koniec i Kropka u KRoPKa xD
Obrazek

Obrazek
1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
Awatar użytkownika
Mark
SSJ 2
Posty: 101
Rejestracja: ndz lut 04, 2007 10:17 pm

Post autor: Mark »

heh nie znam aż tylu technik z naruto tylko kilka ale to pewnie są potężne

[ Dodano: Sro Mar 07, 2007 5:16 pm ]
ale mam nadzieję że w następnej części napiszesz co robię poszczególne jutsu albo KAGE BUSHIN NO JUTSU + SEXY NO JUTSU = HAREM NO JUTSU
Awatar użytkownika
AnimKing
SSJ 5
Posty: 685
Rejestracja: czw lis 23, 2006 12:07 pm
Lokalizacja: z domu

Post autor: AnimKing »

Widzicie JA Jestem Wyjątkowy I Tylko JA Walcze z Dae (Wkońcu Jestem Wyjątkowy :lol: )

Odcinek BOmba Ocena 10/10 Czekam Na Więcej
Awatar użytkownika
Mark
SSJ 2
Posty: 101
Rejestracja: ndz lut 04, 2007 10:17 pm

Post autor: Mark »

Dae mam nadzieję żę potem opiszesz co robią te techniki a co znaczy to dotton?
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Mark pisze:Dae mam nadzieję żę potem opiszesz co robią te techniki a co znaczy to dotton?
Ahhhh, opiszę, opiszę!

Doton/Daton(?) - Ziemny element/umiejętność używająca żywiołu Ziemi
Suiton/Seiton - j/w, ale że Wodny
Katon/Gaton: j/w, ale że Ognisty
Fuuton - j/w, ale że Wiatrowy
Ninpo - Umiejętność Ninja

Genjutsu - umiejętności z zakresu Iluzji
Taijutsu - sztuka walki wręcz
Ninjutsu - kontrola chakry i umiejętności z nią związane


Dokładny opis technik znajdzie się w nast odcinkach fanficka.

Jak ktoś czegoś nie rozumie w odcinku/ach, to niech napisze
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Mark
SSJ 2
Posty: 101
Rejestracja: ndz lut 04, 2007 10:17 pm

Post autor: Mark »

w sumie to taijutsu genjutsu i ninjutsu znam a hinjutsu i takie tam? Ja nie wiedziałem tylko tych innych wyrazów a oni z naruto gadali ninnpo i takie tam?

Przed większością technik w Naruto mówią żywioł, jakiego używają. Mogą też powiedzieć Taijutsu, Ninpo, Genjutsu, Ninjutsu i kto wie, co jeszcze. W każdym razie coś takiego istnieje - Dae
Ostatnio zmieniony pt mar 09, 2007 6:03 am przez Mark, łącznie zmieniany 1 raz.
Acer
SSJ 5
Posty: 700
Rejestracja: sob mar 10, 2007 7:55 pm

Post autor: Acer »

całkiem zgrabnie napisany fan fick. nie bede sie rozpisywal. chcialbys nowa postac do Twojego opowiadania? moge ci podrzucic swoja jakis czas temu wymyslana. dzisiaj przejrzalem kilka twoich odcinkow jedne z lepszych jakie czytalem. a wiec czekam na odpowiedz.
PZDR
Awatar użytkownika
Mark
SSJ 2
Posty: 101
Rejestracja: ndz lut 04, 2007 10:17 pm

Post autor: Mark »

mam nadzieję że i z moją postacią będzie ktoś walczył ja mam jeszcze jedną fajną technikę :mrgreen:
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Rozdział XXXXVIII - Inwazja?

Kula pędząca z ogromną prędkością tylko przemknęła Daegurth'owi przed oczyma, z ledwością jej uniknął, jednak udało mu się. Zanim nastąpiła eksplozja pocisk energetyczny wbił się kilka metrów w ziemię. Pędził naprawdę szybko, wszyscy którzy przyglądali się z daleka zobaczyli jedynie wybuch.
- Co to było!?! - zapytał Bobercik zasłaniając twarz ręką, przed nadlatującymi kamieniami, które wyrzucił tutaj impet wybuchu
- Nie wiem! - odpowiedział szczerze Kris
Tylko jedna osoba widziała, co się stało. Był to Sesshomaru, który jak dotąd nie odezwał się ni słowem, stał i z przyglądał się walce, będąc zdziwionym.
"Przecież on się porusza kilka razy szybciej ode mnie..." - pomyślał Sesshomaru - "Dlaczego mnie nigdy nie zabił? Przecież mógł, w tamtym wymiarze..."

W międzyczasie Daegurth zamknął oczy. "Czas zacząć prawdziwą walkę, Groly, mam nadzieję, że jesteś gotów, nikt nigdy nie miał okazji nawet widzieć tej techniki, to połączenie wielu zwykłych, mniej groźnych technik. Razem jednak... Jest przepotężne, jeżeli wytrzymasz dziesięć minut, to jesteś silniejszy od Brolyego!" - pomyślał Daegurth, zanim wyciągnął ręce przed siebię.

- Hajime! -(czyt. "Hadżime") zawołał Daegurth otwierając oczy

"Groly, uspokój się!" - powiedzial do siebie w myślach Super Saiyan - "Musisz zachować trzeźwość umysłu, nie możesz kierować się drogą swojego brata, myśląc, że jesteś nie pokonany. Użyjesz podstępu, a teraz myśl, bo wygląda na to, że wpadłeś w pułapke..."

Saiyan w płaszczu miał przed sobą ręce. Nagle wokół niego pojawiła się jego energia, jasna czarna energia otaczająca jego ciało. Upadła na ziemię, robiąc swego rodzaju plamę, która zaczęła się rozciągać jak najdalej mogła. W ciągu ułamka sekundy pokryła kilometry trawy, kamieni i korzeni, które było przez nią widać, jak przez cień.

Groly podniósł głowę słysząc coś nad sobą. Zobaczył zbliżającą się do siebie białą paszczę. Natychmiast wykonał unik w powietrzu, wtedy miał okazję przyjżeć się dokładniej co go zaatakowało. Wyglądało to jak biały smok, jakby był zrobiony z wiatru, huraganu, tornada, który znów się przygotowywał do kolejnego ataku.
"Nie tak prędko!" - pomyślał Groly wyciągając obie ręce w stronę powietrznego smoka.
Między jego rękami momentalnie pojawiła się złota kula. "Finalu Flash(czyt. "Fajnalu F(l)asz!")" - zawołał Super Saiyan i nagle ogromna fala ki wyleciała spomiędzy jego rąk kompletnie unicestwiając powietrznego smoka. Jeszcze długo ciągnął się jej szeroki ogon zanim zniknęła całkowicie, oddalając się w najdalsze krańce galaktyki.

- "Finalu Flash"? - zdziwił się Adrian - Co to za atak? Przecież był ogromny!
"Final Flash" - myślał Hebrid - "Ten atak wyglądał dla mnie jak kolejny atak ki... Mnie ciekawi co za technikę użył ten cały Daegurth... Przecież to nie miał być chyba taki smok?"
- Dalej Groly! - kibicował Dyninio swojemu byłemu rywalowi, z którym przegrał. Chciał, aby ten teraz w ramach rewanżu pokonał jego mistrza i pokazał, że jest ktoś lepszy od niego.
- Co ty gadasz!?! - zapytał Kris - Dalej Daegurth!

"Ależ oni wkurzający..." - pomyślał Saiyan patrząc na nich z daleka - "Ale cóż, czas brać się do roboty!".
- Groly - zawołał Daegurth, a jego głos brzmiał, jakby dochodził ze wszystkich stron na raz i odbijał się w głębokim, mocnym echu - Wpadłeś w pułapke, zobaczymy jak sobie poradzisz

"Co?" - zastanawiał się Super Saiyan - "Jaką pułapkę? Czyżby ten smok, to tylko przynęta? Co on planuje!?!". Groly nie zdążył pomyśleć nic więcej, nagle z ziemi wyrosły czarne, niczym cień, ręce i chwyciły go za nogi. Wtedy pojawiła się przed nim czarna sylwetka, potem druga, trzecia, czwarta... Po chwili zobaczył ich setki.
Próbował wyrwać się rękom, które trzymały go przy podłożu, jednak nie dawało to żadnego efektu. Momentami wręcz wydawało mu się, że wbijał się coraz głębiej w ziemię.
W nerwach zrobił kulę ki i rzucił w czarną, na pół przezroczystą, postać. Pocisk przeleciał przez nią, jakby jej tam nie było, wybuchł kilkaset metrów dalej.
- Co!?! - zawołał Groly ze zdziwienia
- Nie zranisz mnie - powiedziały wszystkie sylwetki głosem Daegurtha - Nie uda ci się
"Myślisz, żeś taki mądry? To zobaczymy co ty na to!" - pomyślał Super Saiyan robiąc kolejną kulę ki i wypuszczając ją w stronę stojącego nieco dalej Daegurth'a. Ten próbował odskoczyć, jednak nie zdążył. Nastąpiła eksplozja, gdy dym opadł widać było, tylko mały dół w ziemi.
Jednak coś nie grało, technika dalej działała, wszędzie był ten dziwaczny cień, a półprzezroczyste sylwetki ludzkie otaczały Grolyego. Ręce nie puściły jego nóg, a nawet odwrotnie, zacisnęły się jeszcze mocniej.
- Gdy myślisz - powiedziała jedna z sylwetek nabierając kolorów, wyglądając przez chwilę jak Daegurth - Że możesz wygrać
- To jesteś w błędzie - powiedziała inna sylwetka nabierając kolorów, inna zaś je straciła - Trenowałem długie lata
- I teraz mogę - kilka sylwetek odezwało się na raz
- Nareszcie dążyć do tego, by wykonać zadanie mojego życia - powiedziały wszystkie sylwetki na raz
- Długo jeszcze będziesz tak stał? - zapytał półgłosem Daegurth będąc tuż za Grolym
- A może ty lubisz przegrywać? - zadał pytanie inny Daegurth, w innym miejscu, zmieniając się z dziwnej, cieniowej sylwetki w Saiyan'a.
"Zamknij się..." - pomyślał Groly - "Nic nie rozumiesz, nie wiesz jak to jest..."
- Teraz dowiesz się czym jest ból na własnej skórze - powiedział Daegurth

- Czy widzicie to, co ja? - zapytał niepewien wzroku Mark
- Tak... Co to jest? - szukał informacji Bart
- Nawet ja pierwszy raz coś takiego widzę - powiedziała Terenis - Żyję już milenia, a wciąż świat mnie zaskakuje...
"Oni tego nie widzą?" - zdziwił się Sesshomaru wciąż nie doceniając tego, że ma oczy, jak i duszę Yokai - "Przecież to są zwykłe klony Daegurtha pod osłoną tego dziwnego cienia, nic więcej..."
- Patrzcie - odezwał się wreszcie odpowiednik Bobercika z innego wymiaru - Zaraz się zacznie
Wszyscy spojrzeli najpierw na jak dotąd stojącego bez słowa Sesshomaru.

Ciemna sylwetka nagle wyrosła spod ziemi i uderzyła Grolyego w brzuch. Ten się ugiął otrzymując pięść. Potem dostał w plecy z tyłu, co go zmusiło do wyprostowania się. Wtedy kolejne dwie sylwetki uderzyły go sierpowym w twarz.
Super Saiyan wyglądał jak bezbronny pies, jak lalka, był bity, kopany i nie mógł się nawet ruszyć.
"Dość!" - pomyślał Groly - "Koniec z tym!".
Super Saiyan złapał dwie nadbiegające sylwetki za ręce... Chciał, jednak jego ręce przeniknęły przez kończyny postaci, które momentalnie się rozpłynęły. Wtedy Groly wystawił obie ręce na boki.
"Cholera, jednak myśli!" - powiedział sobie w głowie Daegurth - "Czas stąd mykać!"

- Aaaaa! - zakrzyczał Groly, a z jego ciała momentalnie wyleciała we wszystkie strony fala ki, która zniszczyła wszystkie klony Daegurth'a.
Super Saiyan otrzepał sobie ubranie i spojrzał w stronę zatrzymującego się Daegurtha, który jeszcze przed chwilą odskoczył, aby nie zostać zaatakowanym przez wyładowanie Grolyego.
Brat Brolyego nie był już przybity do ziemi przy pomocy kajdan, w postaci rąk jakby z cienia. Mógł swobodnie manewrować. Pochylił się do przodu i skoczył, znalazł się przy Daegurthu w ułamku sekundy. Wtedy zobaczył tylko, jak ten wpada w ziemię, w cień, jakby to była woda i znika pod jego powierzchnią.
Zdążył wyprowadzić atak, ale tylko machnął w powietrze wiodąc oczy pod nogi, w kierunku miejsca zniknięcia Daegurth'a.

- Ciekawe kto wygra - powiedział Kris patrząc to na Grolyego, to na Daegurth'a
- Może obstawiamy? - zapytał Bart patrząc na towarzyszy
- Czemu nie - odpowiedział Kris patrząc Saiyanowi w oczy - Ja stawiam na mistrza Daegurth'a
- A ja nie - powiedział Adrian - Widziałem obu w akcji i zapowniam, Groly jest silniejszy, a Daegurth to jeden wielki tricker. Wygra Groly.
- Ja też tak uważam - podszedł do Adriana Dyninio - Miałem nawet okazję dostać od Grolyego... Nie miłe uczucie, ale wiem jedno: jest naprawdę silny!
- Trudno to przyznać, ale wydaje mi się, że Mistrz Daegurth przegra tą walkę - powiedział Bobercik - Jest silny, jednak widzieliśmy go wiele razy w walce i nigdy nie pobił nikogo tak, jak Groly pobił Dyninia... I gdyby nie Adrian...
- Ja widziałem co zrobił w Terenis... Daegurth - powiedział Hebrid
- Za to ja nie mam głosu - powiedziała wampirzyca pokazując kły w nie złowrogim uśmiechu. Roksia aż się przestraszyła
- Daegurth musi wygrać - powiedziała Roksia otrząsając się ze strachu
- Też tak uważam - powiedział Rayman
- Ja tam ich nie znam - powiedział Mark - I nie mam pojęcia kto może wygrać
- A ty Bart? Sam nie powiedziałeś, kto wygra - oznajmił Kris
- A czy to nie oczywiste? - zapytał Bart uśmiechając się - Jasne, że mój brat, a kto inny.
Bobercik obrócił głowę w lewo, patrzał na Sesshomaru, którego widział na tle drzew.
- Sesshomaru, jak myślisz, kto wygra? - zapytał Bobercik
- On nie przegra - odpowiedział Yokai
- On? Znaczy kto, Groly? - zapytał zaciekawiony Dyninio
- Nie. Daegurth - powiedział chłodno, bez emocji Sesshomaru
- A moge wiedzieć dlaczego tak myślisz? - zapytał Bobercik
Yokai spojrzał na Saiyana i powiedział mu beznamiętnie "Nie!".

- No, co się chowasz, strusiu wredny!?! - zapytał Groly licząc na to, że jego przeciwnik słucha - Wyjdź i walcz jak mężczyzna!
- Nie wolno mi obmyślać planu? - zapytał Daegurth
"Więc to tak" - pomyślał Super Saiyan - "On całyczas się chowa, żeby obmyślić plan, a później atakuje."
- Wymyśliłem wiele zasad walk - odezwał się Daegurth, jednak nie sposób było powiedzieć skąd donosi się głos - Zasada nr 1: Pozostań w ukryciu i obmyśl plan, jeśli tylko możesz
- A co jeśli nie mogę się ukryć? - zapytał Groly, nie liczył na to, że Saiyan mu odpowie
- Zasada nr 2: Każdy ma jakieś wady, trzeba to wykorzystać - odezwał się głos.
Groly zlokalizował miejsce pobytu Saiyana, udawał, że wciąż nie wie skąd dobiegał głos. Powiósł wzrokiem w tamto miejsce nie odwracając głowy. Teraz był pewien, więc działał. Szybko obrócił się i wystawił ręke w tamtą stronę, a z niej z ogromną prędkością wyleciał pocisk ki.
- Shimatta!(jap. "Cholera") - zawołął Daegurth odskakując na bok
Udało się mu uniknąć, lecz Super Saiyan wystrzelił kolejny pocisk i kolejny. Potem zamiast wypuszczać bezmyślnie kul ki skoczył w stronę Daegurtha. Zbliżył się dosyć blisko niego, ten był w powietrzu tuż po tym jak uniknął trafienia kulą.
Przyjrzał mu się uważnie, zobaczył, że ten stara się dotknąć ziemi. Natychmiast znalazł się pod Daegurthem i wykopał go wyżej, w powietrze.
- Mam cie! - zawołał Groly wyskakując w powietrze

- Chyba jednak faktycznie wygra Groly - powiedział Hebrid
- Ciężko przyznać, ale na to wygląda... - powiedział Kris patrząc na rękojeść swojego miecza kątem oka. "Kiedy będe mógł cie użyć?" - pomyślał.

Super Saiyan uderzył jeszcze raz Daegurth'a, z całych sił, a ten zaledwie o kilka metrów wzniósł się wzwyż od impetu. "Przecież uderzyłem go z całych sił, jak to?" - zdziwił się Groly uderzając po raz kolejny.
Daegurth starał się uniknąć lub zablokować przed atakiem Grolyego, jednak nie nadążał z jego prędkością.

- Jak on to robi!?! - zapytał Hebrid, który nie miał przystosowanych oczu do widzenia większych prędkości - Przecież Groly pojawia się i znika uderzając Daegurth'a!!!
- Hebrid, on wcale nie pojawia się i znika, ale porusza się bardzo, bardzo szybko - powiedziałą Terenis - Tylko nie jesteś do tego przyzwyczajony
Mężczyzna spojrzał na vampirzycę, jakby nie dowierzając, po chwili znów obrócił głowę w stronę walczących w powietrzu
- Ale to prawda, Groly jest naprawde bardzo szybki - powiedział Bart
- Nigdy nie widziałem, żeby ktokolwiek ruszał się tak szybko - powiedział Kris
- Gdzie on się podział!?! Teraz naprawdę zniknął! - zawołał Bobercik

Miał rację. Groly po prostu rozpłynął się w powietrzu.
Sesshomaru przyglądał się Daegurth'owi swoimi demonimi oczyma, widział jego twarz, na której wcale nie malował się niepokój. Była spokojna, wtedy spojrzał na jego oczy, które latały, to w lewo, to w prawo, w górę i dół. "On... Go widzi?" - zadał sobie w myślach pytanie Sesshomaru starając się dojrzeć Grolyego, którego nie mógł ujrzeć ani przez chwilę.

Super Saiyan nagle pojawił się obok Daegurth'a chcąc udzerzyć go pięścią, ten jednak fartem, a może i specjalnie, lekko ugiął się do tyłu, przez co Groly go nie trafił i znów zniknął. Pojawił się nad Daegurthem, trochę na prawo od jego strony. Szybko wziął zamach i uderzył rękoma w Saiyana noszącego ciemny, niemalże mroczno czarny, płaszcz. Daegurth zaczął zbliżać się do ziemi z ogromą prędkością, wreszcie zderzył się z jej powierzchnią i wbił się kilka metrów wgłąb, robiąc przy tym swoisty krater. Masa pyłu, piasku i ziemi uniosła się w powietrze. Ruszał ją tylko lekki, zachodni wiatr, wiejący od strony patrzących na walkę osób.

"Szybki" - pomyślał Bart - "Bardzo szybki..."
- O cholera! - zawołał Kris patrząc na bardzo mocne uderzenie, po czym zawołał - Daegurth! Trzymaj się!
- Chyba nie wygra tej walki - powiedział Bobercik - Wygląda na to, że jest o wiele słabszy od tego niesamowitego Saiyana...

Daegurth powoli wyczołgał się spod gruzów kamieni. "Może on jest silniejszy od Brolyego?" - przez chwilę zastanawiał się nad tym pytaniem, jednak wiedział, że na pewien sposób jest silniejszy od Legendarnego Super Saiyana. Nie opiera walki tylko na sile, ale potrafi też niesamowicie myśleć, a nawet przepraszać, było to naprawde wiele w porównaniu do jego brata.
Zakapturzony Saiyan stanął w lekkim rozkroku z trudem oddychając. Miał opuszczoną głowę, zresztą jak i ręce, które wisiały swobodnie w dół. "Moje techniki wydawały się być bezużyteczne... Ale moja przewaga polega na tym, że znam ich tysiące" - pomyślał Daegurth

- Hej, co jest!?! - zapytał Groly lekko zdenerwowany - Zamieńże się w SSJ, chyba każdy Saiyan może to zrobić! Nie bądź taki!
Daegurth dalej trzymał opuszczoną głowę i zaczął się lekko trząść.
- Groly... - powiedział w lekkich nerwach - To, że nie potrafię się zamienić w SSJ nie znaczy, że możesz mnie w taki sposób obrażać!
- Jak...? Jak to nie potrafisz!?! - zdziwił się Super Saiyan. Przecież to Daegurth powiedział mu jak się zamienić w to niesamowite stadium, a sam... Nie umiał się zamienić? Dziwne...
- Nie każdemu przychodzi to z taką łatwością jak tobie - powiedział wciąż z opuszczoną głową - Ale nie potrzebuję zamieniać się w Super Saiyana, jestem na tyle silny, by pokonać cie teraz!

- Tak, widać... - skomentował Adrian

- Możecie wierzyć lub nie, teraz pokaże na co mnie stać! - zawołał Saiyan podnosząc głowę w stronę Grolyego. Jego oczy były nieco inne. Jak dotąd były zielono-brązowe, a teraz nabrały dziwnego granatowego koloru po brzegach.
Daegurth nagle ruszył przed siebie. Poruszał się bardzo szybko, wszyscy ledwie go widzieli. Ręce podczas biegu same leciały mu do tyłu, nie machał nimi jak zwykli to biegać zwyczajnie ludzie. Do manewru, nawet największego skrętu wystarczał mu nawet minimalny skręt tułowia.
Wyskoczył w powietrze lecąc w stronę Grolyego, który bez problemu uniknął przed jego atakiem. Dokładnie mu o to chodziło.
- Kagebunshin no jutsu! - zawołał Daegurth składając dziwnie ręce

Kilka klonów cienia pojawiło się w powietrzu. Jeden przed Daegurthem, inne za Grolym, otaczając go.
Daegurth odbił się od stojącego przed nim klona z całych sił i pędził w stronę Grolyego. Ten się tego nie spodziewał, jednak udało mu się uniknąć tego ataku.
Nagle klony które znajdowały się za nim chwyciły go za ręce i nogi. Prawdziwy Daegurth wisiał jedyny w powietrzu, a może to też był klon? Ciężko było powiedzieć. Zaczął szybko machać obiema rękami złączając je i rozłączając.
- Kagekatsu! - zawołał po chwili, a klony trzymające Grolyego eksplodowały
Super Saiyan zdążył jednak okryć się niewidoczną osłoną z energii ki, której musiał stracić naprawde wiele, by uchronić się przed atakiem. "Nie spodziewałem się tego" - pomyślał Groly, po czym zniknął.
Daegurth powiódł oczyma w lewy górny róg, potem zjechał na dół i nagle odskoczył w powietrzu widząc, że Groly chce go zaatakować, po czym zrobił w ręce niebieską kulę ki i trzymał ją przez chwilę w ręce, którą podniósł. Zaczął drugą, prawą, ręką uderzać w kulę koniuszkami palców. Ta zaczęła się kręcić, z ogromną prędkością. Jej promienie światła, które zwyczajnie leciały prosto, zaginały się podczas wylotu zza ruszającej się warstwy.

- Co to jest? - zapytał Rayman
- Nie wiem - odpowiedział Bobercik - Ale to pewnie jakiś atak...

Kula wyglądała jak kręcące się okręgi, fale. Była piękna na swój sposób. Daegurth przestał uderzać ręką w kulę, która wciąż się kręciła. Lekko ruszył lewą ręką, w której trzymał kulę, a ta natychmiast przyspieszyła prędkość z jaką się obracała.
"Co to jest!?!" - zdziwił się Groly wiedząc, że to nie jest zwyczajna kula ki
Super Saiyan wystawił ręce na boki, a następnie szybko przesunął je przed siebie - w stronę Daegurth'a, wołając "Finalu Flash!". Ogromna fala jarząca się jasno kolorem złotym i żółtym leciała z ogromną prędkością w stronę postaci trzymającej w ręku kulę ki wirującą z ogromną prędkością.
"Cholera, będzie ciężko!" - pomyślał Daegurth wystawiając ręke z kulą do przodu
- Rasenkigan! - zawołał głośno gdy wystawił przed się ręke
Nie musiał długo czekać aż fala uderzeniowa zderzy się z kulą, którą trzymał. Złota fala przykryła całego Daegurth'a.
- AAaaaaaaaaaa - zakrzyczał Daegurth z całych sił

- O nie, on go zabije! - zawołał Bart widząc co się dzieje
- Daegurth! - zawołali równo Kris i Bobercik
"Więc Groly okazał się silniejszy" - pomyślał Sesshomaru - "Dziwne... A to co?"

Nagle fala uderzeniowa Super Saiyana rozdzieliła się na dwie, a w miejscu jej podziału widać było sylwetkę postaci. Był to Daegurth, mający w ręku dziwną, kręcącą się kulę.
Fala uderzeniowa zderzając się z kulą rozbijała się na dwie mniejsze. Daegurth zaś zaczął prostować ręke przed siebię, aż wreszcie popchnął z całych sił kulę do wnętrza fali. Popchnął ją tak mocno, że jego odrzuciło kilkanaście metrów w tył. Co zaś z kręcącą się kulą? Wbijała się coraz głębiej w falę uderzeniową, aż wreszcie zderzyła się z rękami Grolyego, który czując że się zbliża zdążył się odsunąć. Kula jedynie musnęła jego dłonie. Widział jak poleciała daleko w powietrze, zbierając za sobą chmury, ciągnąc za sobą powietrze, a następnie nastąpiła eksplozja.

Twórca dziwnej kuli wisiał teraz w powietrzu ciężko oddychając, patrząc tylko na jedno oko. Wiedział, że mimo wszystko dostał dość obrażeń od Final Flash'a Grolyego, zanim udało mu się rozdzielić falę na dwie.
Super Saiyan zniknął i pojawił się nieco bliżej, następnie zniknął jeszcze raz i pojawił się za Daegurth'em. Uderzył go w plecy z całych sił. A ten zaczął zbliżać się z ogromną prędkością do ziemi...
"To już koniec!" - pomyślał Groly, jednak się mylił.
Lecący w stronę ziemi Daegurth nagle zniknął, a jego miejsce przez chwilę zajmowała jasna chmura pyłu. "Co!?!" - zawołał Super Saiyan.
Prawdziwy Daegurth wisiał nieco dalej w powietrzu, ręką poprawił sobie włosy pod kapturem, które nieco zasłaniały mu widok, a następnie stanął w dziwnej pozycji, a raczej w niezwyczajnej pozycji zawisł w powietrzu.

Prawą ręke podniósł do góry i rozluźnił nadgarstek, zaś lewą nieco na lewo i podniósł ją tylko odrobinkę nad pas. Lewą dolną kończynę wysniósł lekko do góry, prawą miał prawie wyprostowaną.
- Fuuton: Fuuken! - powiedział spokojnie Daeugurth
Powietrze wokół Grolyego zaczęło dziwnie drgać, wiedział o tym, czuł się niepewnie. Daegurth uderzył pięścią przed siebie, w powietrze, a nagle Groly poczuł jakby to on dostał tym uderzeniem. Potem Saiyan w płaszczu zaatakował kolejny raz i kolejny. Zaczął też kopać, a kopniaki jakby mocniej uderzały Super Saiyana, który nie wiedział jak uciec z tej dziwacznej techniki.
"Chol... er... ka..." - myślał Groly latając z jednej strony na drugą - "Skąd on zna tyle technik...?"

- Doton: Doryudan no jutsu! - zawołał Daegurth, nikt nawet nie wiedział kiedy zrobił znaki, jednak trwało to krótką chwilę.
Z ziemi pod Grolym zaczęły unosić się kamienie, które momentalnie poleciały w stronę Super Saiyana formując się na kształt smoka i pożarły go. Dziwaczny smok z ogromną prędkością uderzył w ziemię, która zatrzęsła się pod jego masą.

Nagle blok skał, którym był przykryty Groly, ekspodował, a Super Saiyan wyleciał z niego zmierzając z ogromną prędkością w stronę Daegurth'a, który go ledwie widział.

- Fuu... - nie zdążył powiedzieć Daegurth, nagle wypluł krew z ust. Dostał w plecy i w twarz, bardzo szybko, ledwie zobaczył teraz Grolyego przed sobą.
Super Saiyan uderzył Daegurth'a kilkanaście razy szybko w brzuch, po czym wykopał go nieco wyżej w powietrze. Pojawił się za nim i chciał go uderzyć tak, aby wbić go w ziemię, ale ten uniknął - co więcej, złapał ręce Grolyego i rzucił go nieco dalej.
"Cholera, faktycznie jest bardzo dobry..." - pomyślał Daegurth - "Czas użyć mojej ulubionej techniki, po raz wtóry, z lepszym efektem..."
- Tajuu Kagebunshin no jutsu! - zawołał Daegurth
Nagle całe niebo pokryły klony Daegurth'a, które rzuciły się w stronę Grolyego.

- AAAA - zawołał ze zdziwienia Dyninio - Ile ich jest!?!
- Jasna cholera! - zdziwił się też Adrian, zresztą jak wszyscy, których popularnie mówiąc "zatkało"

Super Saiyan rozejżał się wokół i otworzył oczy ze zdumienia. W jego stronę zmierzało co najmniej tysiąc klonów, było to dosyć dużo!

- Heh, nie doceniasz mnie! - zawołal Groly uśmiechając się
Super Saiyan zrobił w obu rękach kulę. "Final Flash" - pomyślał Daegurth, jednak się mylił. Groly zaczął się kręcić wokół własnej osi, z ogromną prędkością. Wypuszczał powoli coraz to więcej energii do wytworzonych w rękach kul, które pod wpływem spinu i obrotu w płaszczyźnie po okręgu zaczęły się rozciągać, wyrzucając energię na zewnątrz. Powstało w ten sposób swoiste ostrze, dwa ostrza z ki, które krążyły wokół Grolyego, rozcinając każdego klona Daegurth'a, którego napotkały, z łatwością.

"Faktycznie, czasem zapominam o tym jaki jesteś silny" - pomyślał Daegurth - "Ale czy ty myślisz, że tu chodzi o te klony?"
- Tajuu henge no jutsu! - zawołał Daegurth, a wszystkie zmierzające w stronę Grolyego klony nagle zamieniły się w niewielkie igły, które bez problemu mogły przelecieć obok ostrzy zrobionych z ki. Tak i zrobiły, wkrótce wbiły się po trochu w bardzo twardą skórę Grolyego, który natychmiast pozbył się ich robiąc niewielkie wyładowanie ki.

Teraz i Groly wisząc w powietrzu ciężko dyszał, zupełnie tak jak Daegurth, który starał się opanować oddech. "Mądra technika" - pomyślał Daegurth - "Ale nie dopracowana... Czas to kończyć!". Pochylił się lekko do przodu, obniżył głowę, po czym złączył ręce koniuszkami palców, tworząc na swój sposób symetrię ułożenia obu rąk.
- Nimpo: Kirou - powiedział spokojnie, po czym wypchnął ręce do przodu, a z nich wyleciały cieniutkie nitki ki, które oplątały Grolyego. Następnie Daegurth znów złączył koniuszki palców u rąk ze sobą. Trzymał je tak, czekał aż linki ki zabiorą całą energię Super Saiyanowi, jednak do tego nie doszło. Groly z łatwością wyrwał linki i chwycił kilka znich, po czym pociągnął mocno. Daegurth z ogromną prędkością zbliżał się do Grolyego, który już przygotowywał pięść do potężnego uderzenia. Zakapturzona postać jednak szybko wyprostowała ręce i wysłała falę, dzięki której była w stanie odepchnąć się nawet od niczego, po prostu wyrzuciła energię, co pozwoliło jej na zmianę kierunku lotu. "Tu cie mam!" - pomyślał Groly wciąż trzymając linki w ręce. Ruszył ręką, a dziwne nici owinęły się wokół Daegurth'a.
"Huh!?!" - zdziwił się chłopak w płaszczu - "Cholera jasna! Chyba właśnie ta walka się skończyła... Chociaż?"
Daegurth ledwie ruszył palcem, jednak dotknął nim linki, która zaczęła drgać bardzo często, z dużą częstotliwością i okresem drgań. Groly puścił cieniutkie linki ki, które pokaleczyły go latając we wszystkie strony. Jego ciało było pełne małych ran ciętych, z których wolno sączyła się krew.
Powoli linki rozluźniły więzy jakimi trzymały Daegurth'a, a ten zrzucił je z siebie. Nici natychmiast znikły, wszak były stworzone z ki, którą pobierały na swoje utrzymanie. Nie miały z czego, więc nie zostało im nic innego jak się rozpaść.

"Gdyby Groly walczył z bratem, to byłaby ciekawa walka" - pomyślał Daegurth - "Mega moc Brolyego zmierzyłaby się z mniejszą mocą Grolyego, ale jego ogromną inteligencją... Byłoby to niesamowite! Ale teraz nie pora na to, muszę to jakoś skończyć, a prawie nie mam energii... Co robić?"
"Cholera jasna, on pociął moje piękne ciało! Ciekawe, ile to będzie schodzić? O ile zejdzie wogóle..." - pomyślał Super Saiyan - "Zresztą, jak on się uwolnił z tych nici? Ja musiałem wysłać tak dużą dawkę energii przez całe ciało, że ledwie utrzymuję poziom Super Saiyana... A jak on to zrobił?"
"Gdybym wcześniej nie wymyślił tego niby głupiego sposobu na atak, to nie tylko przegrałbym teraz, ale linki rozcięłyby mnie..." - pomyślał Daegurth - "Bardzo dobrze, że użyłem Omoken'u, który atakuje fazowo, na całą powierzchnie przedmiotu który się dotknie... Ale zabiera za to tyle energii, ledwie utrzymuję się w powietrzu, jeszcze ten głupi płaszcz... I nie tylko to... Przecież ja jestem oryginalnie mistrzem walk wręcz, czemu więc używam tych technik? Qrcze, chyba niestety będe musiał kiedyś zacząć się popisywać i pokazać ile jestem wart naprawde, a nie ukrywać prawdziwą siłę... A Groly, mimo, że był tylko w jednym wymiarze... Jest naprawde potężny!" - zastanawiał się Daegurth zbierając myśli. Nagle coś poczuł, wiedział co to jest.
- Stój! - zawołał Daegurth do nadlatującego w jego stronę Grolyego, który się zatrzymał - I cicho...
Saiyan zamknął oczy i lekko schylił głowę. Zaczął oddychać spokojniej, o wiele wolniej, przez co bardzo się męczył, ale pozwalało mu to na lepsze skupienie się. Wiedział, że poczuł sygnał i nadal czuł. Był ciągły, ktoś otwarł przejście i jeszcze go nie zamknął... Podniósł ręke i na odległość zamknął przejście między wymiarami jednym jej ruchem. Otwarło się dużo dalej, chyba w mieście. Nie był pewien, musiał to sprawdzić...
- Groly, koniec walki - powiedział Daegurth otwierająć oczy - Coś tu jest nie tak! Ktoś otworzył wrota, dokończymy później, nie mam czasu!

- Co się dzieje!?! - zawołał z dołu Kris
- Właśnie! - Bobercik też był ciekaw
- Ktoś z innego wymiaru się tu dostał! I to dużo osób - zawołał Daegurth, po czym obrócił się w kierunku wschodnim i zaczął lecieć resztkami sił. Teraz było mu o wiele łatwiej, nie musiał się obawiać, że Groly go zaatakuje, mógł odpoczywać lecąc, nie tracił energii na myślenie i namierzanie wszystkiego, jak to robił wcześniej.
Obok niego leciał Super Saiyan, który w locie odmienił się z formy.
- Czy to coś poważnego? - zapytał Groly
- Inaczej nie przerywałbym tej pięknej walki... - powiedział Daegurth - Ktoś tu wkroczył i nie wiadomo jak zareagują na to ludzie, bo widzisz, pojawił się w mieście
- W mieście? Chyba będzie panika - oznajmił Groly
- Nie rozumiesz, to były tysiące osób, zupełnie jakby inwazja... - powiedział Daegurth lekko marszcząc brwi, obawiając się najgorszego - Może ktoś chce przejąć ten wymiar!
- W takim razie będziesz potrzebował pomocy - powiedział Groly - I nie ma żadnych "ale", jak to zwykłeś mówić. Wiem, bo brat mi opowiadał czasem o tobie, choć ledwie to pamiętam.
Daegurth popatrzał w oczy Grolymu nie zaprzestając lotu, ani nawet nie zwalniając.
- Nie pogardze twoim towarzystwem - powiedział Daegurth wreszcie - Bo widzisz, lubie takie ambitne osoby jak ty, nie to co Broly...

"Naprawde?" - pomyślał Groly - "Z tego co mi opowiadał, to nigdy go nie pochwaliłeś, za nic... Czyżby to miał być komplement? Co to znaczy?"

[center]***[/center]

- Hej, wie ktoś co się dzieje!?! - zapytał Mark - Gdzie oni się podziali?
- Nie mam pojęcia - powiedział Bart zaczynając biec w stronę, w którą polecieli - Ale się przekonam
- Hej! - zawołali Adrian i Dynino dołączając do Bart'a, po czym Adrian powiedział - Możemy się przydać
- To chyba coś poważnego - powiedział Kris, który nie wiadomo kiedy znalazł się obok Adriana - Widzieliście, w pewnym momencie zamróżył oczyma i bum, nagle rozmawiał o czymś z Grolym, po czym polecieli
- Może ktoś słyszał o czym rozmawiali? - zapytał Bart, który sam nie miał tej przyjemności
- Mówili coś o inwazji - odezwał się Sesshomaru biegnąc wraz z Bobercikiem tuż obok biegnących Bart'a, Adriana i Dyninia - Inwazji z innego wymiaru, ale nawet Daegurth nie był pewien
- Inwazja? - zastanawiał się Bobercik, który nie usłyszał prawie nic. Był lekko rozkojarzony
- Dlaczego nas tutaj zostawił!?! - oburzył się Adrian
- Lepiej walczyć bez zbędnego balastu - słychać było głos Kris'a, który poruszał się skokami wyżej niż inne postacie, wyglądając tym samym za znikającymi w oddali Daegurthem i Grolym
- Panowie, spieszmy się, coś mi mówi, że zaraz zrobi się nieciekawie! - zawołał Dyninio

- Hej, poczekajcie na nas! - zawołał Rayman starający się dogonić pędzące osoby
- Bobercik! - Zawołała Roksia, jednak ten nie usłyszał jej głosu - Poczekaj!
- Nie macie co ich gonić - stwierdził Mark - Nie wiem jak, ale stali się strasznie szybcy... Jak oni to robią?
Rayman spojrzał na Marka, wejrzał weń głęboko w oczy.
- Mogę ich dokonić, Roksia też, ale to by oznaczało zostawienie cie tutaj - odezwał się Rayman
- Przecież zostałby z nami - powiedział Hebrid stojący obok Terenis
- Czy ty też być nie pobiegł? - zapytał Rayman patrząc Hebridowi w oczy - Jesteś silny, nie wiem kiedy trenowałeś, ale jesteś bardzo silny
- Skąd...? Skąd to wiesz!?! - zapytał oszołomiony Hebrid
- Rayman i ja trenujemy bardzo często - powiedziała Roksia - Daegurth, nawet gdy go z nami nie ma, kazuje nam trenować i to są rezultaty. Narazie chyba tylko my trzej wiemy o tym
- Ja też wiem - powiedziała wampirzyca patrząc swoim chłodnym, jednocześnie pełnym człowieczeństwa wzrokiem na małą dziewczynkę - Przekonałam się, wtedy...
- Ja nie zostałbym w tyle - odezwał się Mark - Czy wy myślicie, że jestem człowiekiem? Skądże, bo widzicie, ja też jestem Saiyanem!
Wszyscy byli zaskoczeni, nie mieli pojęcia, że Mark jest kolejnym z Saiyanów.
- Pochodzę z planety Vegeta, zostałem przypadkiem wysłany na misję i zrobiłem wiele złego, zanim stałem się taki, jaki jestem - odezwał się - A teraz chodźmy, może zdążymy!

Mark skoczył do przodu, Roksia i Rayman zobaczyli z jaką prędkością się porusza, robiąc niewielkie, ale częste, skoki. Hebrid zaczął biec, ruszał nogami bardzo szybko, a ręce trzymał w pozycji bojowej, uniesione do góry, trochę przed sobą, w gotowości do ataku. Wampirzyca leciała bez skrzydeł z wielką szybkością, nie wyprzedzała, chociaż mogła. Leciała obok pędzących nowych znajomych. Rayman tylko zaczął biec, podskoczył i ujerzdżał wiatr, który nie zwykł poruszać się w tym kierunku, w tym czasie.
Roksia, choć mogła wyprzedzić nawet Terenis, nie pokazywała swojej mocy. Zrównała się z pozostałymi, chociaż mogła nawet w ciągu kilku chwil dogonić Bobercika i resztę, nie chciała jednak tego. Wiedziała, że musi się usamodzielnić, a nie wciąż to prosić brata o pomoc.

[center]***[/center]

Radek ledwie trzymał się na nogach, sapał, z trudnością oddychał. Bolało go chyba wszystko, co mogło. Całę ciało i do tego duma. Rauko był naprawde okrutnym, ale skutecznym nauczycielem. Nagle zmaterializował się przed nim i wziął zamach. Chłopak bezskutecznie zasłonił się rękami, próbując obronić się przed szybkim i mocnym uderzeniem, jednak nic to nie dało. Uderzony przewrócił się, wpierw robiąc kilka piruetów w powietrzu.
- Wstawaj - powiedział Rauko - Nie ma czasu na spanie
- Spadaj! - zawołał Radek - Nie mam najmniejszego zamiaru cie słuchać!
- Yhm... Męczący jesteś - odezwał się Rauko - Daje ci pół minuty na pozbieranie się do kupy
Chłopak o białych włosach odsunął się kilka kroków w tył i usiadł na, mokrej jeszcze po deszczu, trawie. Spojrzał wysoko do góry, na niebo. Zobaczył piękne chmury kłębiaste i pierzaste.
"Cholera... Co robić!?!" - zastanawiał się Radek - "On mnie zabije... A ja... Nie mam najmniejszego zamiaru umierać!". Zaczął powoli się podnosić, trząsł się cały, nie tylko z bólu, drugą przyczyną było nadwyrężenie wszystkich mięśni.
- Pół minuty minęło - odezwał się Rauko wstając - Atakuj!
Radek spojrzał na swojego "mistrza" spode łba myśląc "Skoro tego tak bardzo chcesz, to będziesz to miał!".

Chłopak zamknął oczy i lekko się pochylił do przodu. Ręce miał ustawione wzdłóż ciałą, na dłoniach zaczęło się coś dziać. Początkowo powietrze wibrowało, po chwili jednak pojawiły się tam dwie kule ki. Radek otwarł oczy i rzucił obie kule wołając: "Perteguki!".
Dwie kule ki z ogromną prędkością zbliżały się do swojego celu, do Rauko. Ten się jednak tylko uśmiechnął. "Za słabo" - powiedział uchylając się przed obiema kulami. Stał teraz patrząc z uśmiechem na twarzy w stronę Radka, który odwzajemnił uśmiech.
- Sam jesteś słaby! - odezwał się Radek
Nagle Rauko odwrócił głowę w tył i szybko podskoczył. Ledwie uniknął przed obiema kulami, które zaczęły skręcać i znów leciały w jego stronę.
Białowłosy nastolatek odskakiwał non-stop przed pędzącymi kulami ki, które ani myślały zaniechać pościgu.
Rauko wyskakiwał w powietrze, to spadał na ziemię, to znów szybko odskakiwał na boki. Radek nie przejmując się zaczęł stamtąd uciekać, biegł ile sił w nogach. Dość długo biegł. Wreszcie, po biegnięciu już kilkunastu minut zatrzymał się, by nabrać powietrza.

"Udało się..." - pomyślał - "Teraz tylko wrócić do domu..."
- Gdzie się wybierasz? - usłyszał głos Radek
Gdy podniósł głowę do góry zobaczył Rauko wbijającego w niego swój wzrok. "Cholera! Czego on ode mnie chce!?!" - zastanawiał się Radek
- Masz rację, trochę przesadziłem z treningiem - odezwał się Rauko - Od kiedy znasz tą technikę?
- A co cie to interesuje? - zapytał Radek - Poza tym nie mam zamiaru tutaj zostać
- Od kiedy? - powtórzył pytanie Rauko
- Od dzisiaj i co!?! Zadowolony!?! - zapytał Radek
- Ty tego nie rozumiesz - odezwał się Rauko - Trening ma efekty!
Chłopak o białych włosach podniósł wyżej obie ręce. Były całe pokaleczone, spływała po nich krew. Drżały gdy starał się je utrzymać w powietrzu.
- Chciałem zablokować te kule - odezwał się Rauko - Robisz się naprawde silny, może nawet będziesz silniejszy ode mnie
- Że niby ja to zrobiłem? - zdziwił się Radek patrząc na zakrwawione ręce Rauko, który tylko kiwnął głową...
- Następnym razem uważaj, bo jeżeli będziesz chciał mnie zabić, to dam z siebie wszystko, aby cie powstrzymać, nie to co teraz - odezwał się spokojnie Rauko
"To on nawet się nie wysilał?" - zastanawiał się Radek patrząc na swojego "mistrza"

[center]***[/center]
Ostatnio zmieniony czw mar 15, 2007 6:28 pm przez Dae, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

- Jeszcze ich nie widać - powiedział Rayman serfując na wietrze - Czy na pewno idziemy w dobrym kierunku?
- Nie wiem - odezwał się Hebrid
- Ale ja wiem - powiedziała Terenis lecąca w powietrzu
- Tak, a skąd? - zapytał Hebrid
- Ich krew tak słodko pachnie... - odezwała się oblizując wargi
"Muszę wiedzieć" - powiedział sobie w myślach Mark - "Muszę wiedzieć co się stanie, możę będe w stanie... Ten jeden raz...". Chłopak zamknął oczy i... Nagle pokazał mu się w myślach obraz, z którego początkowo nic nie rozumiał.

Jednak po chwili czuł, jakby był w innym miejscu. Biegł przed siebie, zobaczył ogromną armię, wiele setek ludzi oblegających miasto. Wszyscy byli ubrani w czerń, która stanowczo przeważała w ich ubiorze. Zobaczył, że Bobercik i Kris starają się z nimi walczyć, widział też Bart'a, który wołał głośno imie swojego brata próbując się przedrzeć przez oddziały mrocznych wojowników, jednak byli zbyt silni, by mógł co kolwiek zrobić. Wtedy obrócił głowę, zobaczył jak daleko, tuż za szeregiem ludzi się coś dzieję. Krew bryzga we wszystkie strony. Skoczył w wir walki, uderzał jak najmocniej potrafił, gdy nagle upadł na ziemię. Widział jak krew wypływała mu w ust przeradzając się w kałuże...

Nagle Mark otwarł oczy zatrzymując się i łapiąc łapczywie powietrze.
- Co się stało!?! - zapytał Hebrid zatrzymując się
- ... Ni... Nic, chodźcie - odezwał się Mark odzyskując przytomność.
"Ja... Mam umrzeć? Niedoczekanie!" - pomyślał Mark skacząc znów przed siebie.

[center]***[/center]

- Groly - odezwał się Daegurth wciąż lecąc
- Hmmm? - zaciekawił się Saiyan
- Tam nie będzie tak łatwo, chyba wiem co i kto tam jest - powiedział Daegurth, a jego brwi na chwilę drgnęły - Potrzebujemy solidnego planu
- A niby z czym sobie nie poradzimy? - zapytał Groly
- Oddziały specjalne Imperium Kanath, najlepsi zabójcy, każdy z nich potrafi zabić kilka tysięcy ludzi własnoręcznie - odezwał się - A jest ich kilka tysięcy w miejscu, w które lecimy.
- Imperium Kanath? - zapytał Groly patrząc na Degurth'a kątem oka
- Najpotężniejsza część Cesarstwa, które wciąż chce przejąć kontrolę nad Deshar... Dlatego potrzebny jest plan - powiedział Daegurth
- W takim razie zamieniam się w słuch - oznajmił Groly wytężając słuch
- Aha, jeszcze jedno. Ktoś tam jest, nie znam go - powiedział Daegurth - Ale wydaje się tak silny, jak ty, czy ja... Nie mam pojęcia po czyjej jest stronie, bądźmy gotowi
- Masz racje, więc co z tym planem? - zapytał Groly niecierpiwiąc się
- Więc tak...

[center]***[/center]

- Cholera, ciekawe ile jeszcze będe musiał biec...? - myślał na głos Kris
- Przecież ty skaczesz - spostrzegł Bobercik
- A tam, czepiasz się - odezwał się Kris do przyjaciela - Bart, jak myślisz, co nas tam czeka?
- To co ciebie, jeżeli się nie zamkniesz - odezwał się Bart
- Oooo, to brzmiało jak groźba... - powiedział Kris
- Właśnie, nie możesz się zamknąć choć na chwilę? - zapytał Bobercik
- Za dobrze by wam było, łajdaki wredne! - odepowiedział Kris uśmiechając się

- Bart - odezwał się cicho i spokojnie Sesshomaru podbiegając do Saiyana - Przygotuj się na walkę
- Czy wiesz coś, o czym nie wiemy? - zapytał Bart
- Mam nosa do tych spraw - odezwał się Yokai - lepiej żebyśmy wszyscy teraz... Współpracowali
- Tak, masz rację - powiedział Bart - Dobrze, że to ty zapronowałeś ten pomysł, a teraz kończmy gadać, musimy się pospieszyć!

[center]***[/center]

Miasto było oblężane przez tysiące wojowników w czarnych tunikach, noszących dziwny proporzec na plecach. Początkowo rozglądali się wokół nie wiedząc gdzie są, ich oczom ukazało się dziwne miasto. Czuli się zagrożeni, chociaż nie wiedzieli, że nie mieli ku temu podstaw. Natychmiast zabili wszystkich zamieszkujących tu ludzi, przetrwały tylko trzy osoby: Nieznana nikomu osoba w białym płaszczu z kapturem, o bujnej szacie czerwonych wzorców, strażnik o pięknej srebrno-skórzanej zbroi oraz jeszcze jeden chłopak, nastolatek. Miał dość długie, czarne, proste włosy, które sięgały mu niemalże do pasa. Jego dziwne szaro-białe oczy odpychały wzrok, gdyż nie posiadały źrenic, zupełnie jakby był wynikiem jakiegoś eksperymentu naukowego. Był dość wysoki, jego czarne ubranie rzucało cień, a biała pręga przepasająca rękaw wabiła w niekończącej się pięknej czarni jego ubrań.
Rozejrzał się wokół, niedaleko niego stały dwie osoby, których kompletnie nie znał, a ze wszystkąd nadbiegali nie znani mu napastnicy. Musiał zaatakować, wiedział o tym. Ruszył się szybko z miejsca unikając nadlatującego z prawej strony ostrza noża, który złapał i udrzucił godząc miotacza w sam środek krtani. Zginął w męczarniach, dławiąc się własną krwią. Następnie chłopak skoczył i uderzył mocno pięścią w jednego z nadbiegających w jego stronę wojowników, przynajmniej chciał. Ten odskoczył widząc, co przed chwilą zrobił dość wysoki nastolatek. Wyciągnął zza pasa bardzo krótki nóż, powiedział jakieś dziwne słowo, a ten zamienił się w długi miecz jednoręczny. Właściciel oręża machnął nim, ciął krótko, szybko, zabójczo. Chybił, czarnowłosy chłopak schylił się natychmiastowo unikając ataku mieczem. Podniósł się szybko i uderzył postać w czerni obiema rękami, a kolejną kopnął, odbijając się od niej, by zrobić dystans od przeciwników.
"Jest ich odrobinkę za dużo..." - pomyślał rozglądając się, spojrzał też na zażarcie walczącego wojownika w srebrno-skórzanej zbroi - "Kim oni są?"

Rycerz, jak to w opowiadaniach, w lśniącej zbroi uniósł miecz wysoko i uderzył nim w chcącego uniknąć ataku przeciwnika, miecz rozciął mu głowę na ukos, a z mózgu wyleciał mu strumień krwi, który oblał wszystko wokół.
- Nie utrzymamy się długo - odezwał się rycerz machając mieczem za siebie, rozcinając tym samym na dwie części kolejnego przeciwnika - Ledwie się bronimy przed brońmi miotanymi!

Chłopak w czarnych włosach myślał jeszcze przez chwilę nie odwracając swojego bezgranicznie pustego wzroku od dwóch person stojących opodal, uderzał w atakujących go przeciwników nie patrząc, a ci nie mogli zrobić nic, by choć zwrócić jego uwagę na siebie. W pewnym momencie i wojownik w pięknej zbroi spojrzał na niego, prosto w oczy. Charnowłosy nastolatek zobaczył w jego oczach jak się boi, a jednak walczy, nie dla siebie, a dla drugiej osoby, która stała obok. "Postawa godna pochwały" - pomyślał lekko ruszając ustami tak, że jego konciki ust ukazywały prawie niewidoczny uśmiech.

Osoba w płaszczu obróciła głowę i zobaczyła jak ostrze noża zbliża się do niej, było praktycznie kilka centymetrów przed nią. Jednak nagle zniknęło, znalazło się w ręce długowłosego chłopaka, który zrobił zamach i rzucił bronią w nadbiegającego zabójcę. On uniknął, ale dostał jego kompan, który biegł tuż za nim. Ostrze przebiło mu prawe płuco, nie przeżył długo.
- No dalej - powiedział czarnowłosy wciąż to odpierając ataki, częściowo wyręczał go miecz, który sam odbijał wszelkiego rodzaju bronie miotane i rozcinał zbliżających się wrogów - Walczcie, sam sobie raczej nie poradze!
Osoba w płaszczu jeszcze przez moment patrzała na chłopaka, któremu wielkiej trudności nie sprawiało zabijanie coraz to większej ilości przeciwników, jednak wkrótce okazało się, że tak nie jest. Przy próbie uniknięcia został skaleczony, lekko rozcięto mu część skóry przy prawym biodrze. Następnie ktoś chciał mu odciąć głowę, udałoby się to, gdyby nie osoba w płaszczu, która raz machnęła ręką, a z niej wyleciał piorun, który natychmiast uderzył asasyna, który o mało co nie zabił chłopaka. Ten tylko powiedział sobie na duchu "Nareszcie..." i walczył dalej. Od tego momentu osoba w płaszczu non-stop rzucała we wszystkie strony pioruny, które w większości przypadków trafiały w przeciwników i zmieniały ich w kupkę popiołu.
Przez kilka minut wyglądało na to, że uda im się obronić, jednak wtedy osoba w płaszczu upadła na ziemię. Chłopak w czarnych włosach tylko się obejrzał i dalej walczył, zaś mężczyzna w zbroi wiedział, że nie jest w stanie nic zrobić. Osoba w płaszczu nie miała już siły na rzucanie zaklęć, mimo wszystko były to dość mocne zaklęcia, które od razu zwęgały przeciwnika, a nie paraliżowały jak zwykłe czary magów-nowicjuszy.
"Cholera" - pomyślał chłopak w czarnych włosach - "Wytrzymamy najwyżej kilka minut...

Nagle usłyszeli głośny krzyk i zobaczyli jak fala krwi rozlewa się z szeregu czarnych wojowników, którzy obejrzeli się, żeby wiedzieć co się dzieje. Nie mieli pojęcia, dopóki nie zobaczyli. Dwie osoby przebiły się przez szereg biegnących zabójców. Wszyscy obrócili głowę, gdy dwie sylwetki dostały się do samego środka piekła, jedna z nich miała na sobie czarny płaszcz w ciemno-granatowe wzory, a druga miała bujne białe, długie włosy do pasa.
Groly, osoba o białych włosach, rzuciła się w wir walki i walczyła z przeciwnikami. Od razu w locie zamienił się w SSJ, co zdziwiło kompletnie wszystkich, gdyż jego włosy stały się złote. Następnie atakował przeciwników pięściami, a ci byli tak oszołomieni siłą przeciwnika, że nie mogli nic zrobić.
Daegurth zaś stanął przy osobie w białym płaszczu, bokiem do niej i się rozglądał powoli we wszystkie strony. Ujrzał chłopaka o długich czarnych włosach i pojawił się na jego twarzy niewieki uśmiech, którego nikt nie zobaczył przez to, że miał kaptur założony na głowę, a ten zakrywał jego twarz całkowicie.
- Vi... Vi... Vinid! - zawołał mężczyzna w zbroi zdziwiony przybyciem Daegurtha, ten się tylko obrócił w jego stronę i kiwnął głową, aby potwierdzić jego przekonania. Wtedy mężczyzna wiedział, że ma chwilę na odpoczynek. Zemdlał, upadł na ziemię i oddychał spokojnie. Nie miał siły już walczyć od pewnego czasu.
"Odpoczywaj" - pomyślał Daegurth - "Należy ci się odpoczynek...". Jednak bez tego jednego wojownika siły przeciwnika stały się o wiele trudniejsze do odparcia. W jednym momencie rzuciły się na postać w białym płaszczu dziesiątki osób, Daegurth wiedział, że nie może zabić ich wszystkich. Przynajmniej nie po walce z Grolym, był zbyt słaby. Mógł jednak zrobić jedno...
- Devotion! - zawołał Daegurth i w ciągu ułamka sekundy pokryła go zielona aura, a pod nim pojawił się okrąg z którego unosiło się w górę jesne światło. Po chwili z okręgu wystrzeliły cztery złote promienie, jeden trafił w Grolyego, drugi w czarnowłosego chłopaka, trzeci w klęczącą, zmęczoną osobę w płaszczu, a ostatni, czwarty w leżącego mężczyznę noszącego piękną zbroję. Wokół nich wszystkich pojawiła się taka sama aura, jaka pokrywała Daegurth'a i identyczny okrąg.
Kilkanaście noszących czerń wojwoników zaatakowało noszącą biały płaszcz osobę, reszta która próbowała została rozcięta przez latający nad jej głową miecz. Jednak dużo osób przedarło się przez ochronę, jaką robił miecz i zaatakowało bezsilną ofiarę, która nawet nie poczuła bólu. Daegurth skulił się natychmiast, a jego twarz wygięła się w grymasie bólu. Groly obejrzał się i natychmiast skoczył w stronę atakujących, wiedział, że Daegurth przejął obrażenia, musiał go zwolnić od kolejnych takich wypadków, dlatego natychmiast wypuścił kulę ki w ich stronę. Ci odskoczyli i rzucili się na niego miotając nożami, które jednak Groly rozbił jedną ręką.

[center]***[/center]

- Jasna cholera! - zawołał ze zdziwienia Kris widząc całe miasto zapełnione ubranymi w czerń osobami - Co tu się dzieje!?!
- Inwazja? - zdziwił się Bart i zobaczył będąc na wzgórzu małe kropki po środku miasta, musieli to być Daegurth i Groly, ale kto był tam jeszcze?
- Panowie, musimy im pomóc! - zawołał Bobercik
"Pomóc? Dlaczego?" - zastanawiał się Sesshomaru patrząc na miasto - "Przecież to nie ma sensu, nie mamy szans..."
Kris chwycił rękojeść swojego miecza. "Błagam, jesteś mi teraz potrzebny! Kieł żywiołów!" - myślał chcąc wyciągnąć miecz z pochwy. Spróbował, jednak ten nawet nie drgnął - "Cóż, muszę sobie poradzić sam..."
- Pokażmy Daegurth'owi, że nasz trening nie był na marne - odezwał się Adrian
- Tak, skopmy kilka tyłków! - zawołał Dyninio
Wszyscy ruszyli przed siebie i zaczęli ostrzeliwać teren kulami ki biegnąc. Co jednak ich zdziwiło dziwni wojownicy w czerni strzelali strzałami w kule ki, jakby wiedzieli, że wtedy wybuchnom.
Adrian ułożył obie ręce blisko siebie przy głowie. Pojawiła się tam złota kula, która szybko urosła do nieco większych rozmiarów. Wyprostował ręce przed siebie krzycząc: "Masenko!". Złota fala uderzeniowa leciała do przodu, przeciwnicy jednak ją ujrzeli. Jeden z nich zaczął machać ręką i pokryła ich ledwie widoczna bariera koloru ciemno-fioletowego. Gdy fala uderzyła w nią, to złota fala rozeszła się we wszystkie strony i zniknęła. "Cholera!" - pomyślał Adrian i rzucił się chcąc walczyć wręcz. Zbliżając się musiał manewrować w powietrzu, aby uniknąć wystrzeliwywanych w jego stronę strzał i rzucanych noży. Kilka razy nawet go drasnęły, a jeden prawie się wbił mu w ramię, ale Dyninio złapał nóż ręką i starał się nim odbijać zbliżające się pociski.
Kris złapał jeden z lecących w jego stronę sztyletów. Wiedział, że będzie umiał się nim posługiwać, w końcu używał miecza. Zaczął więc bronić się przed pociskami, ani jeden nawet nie śmiał go drasnąć. Posuwał się powoli do przodu, jednak się posuwał do przodu i wogóle nie był trafiany!
Bobercik biegnął tuż obok Sesshomaru, który wyciągnął swój miecz i oczom wszystkich ukazał się ogromny smok, który był jakby zrobiony z prądu. Chciał ich zaatakować, ale odbił się od fioletowej bariery, jednak nie znaczy to, że stał teraz bezczynnie. Bronił Sesshomaru i Bobercika przed każdym pociskiem, który chciał ich zranić. Bobercik przyspieszył bieg, wtedy i Sesshomaru zrobił to samo. Przebili się obaj przez fioletową barierę, a raczej przez nią przeszli. Najwidoczniej blokowała tylko energię, a nie ludzi(i nieludzi).
Wkrótce wszyscy znaleźli się za barierą, a Bart starał się dostać jak najdalej, wiedział, że coś jest nie tak. Zobaczył wtedy, że jego brat robi technikę, którą już raz widział, "Devotion". Wiedział co ona robi, dlatego starał się przebić, żeby mu pomóc.

[center]***[/center]

- Hej, co się dzieje!?! - zapytał Rayman widząc jak osoby ubrane na czarno oblegają miasto
- Nie wiem, ale musimy się dowiedzieć! - powiedział Hebrid - I to lepiej szybko
- Czekaj! - zawołał Mark, a Hebrid się zatrzymał i spojrzał na niego - Nie, nie idź tam! To nie dla nas!
- Dlaczego? Przecież wszyscy tam walczą i potrzebują naszej pomocy! - zawołał Hebrid
- Nie rozumiesz... Czeka nas tam tylko śmierć, nic więcej, nas wszystkich... - powiedział chłopak opuszczając głowę w dół i zaciskając zęby
- Przecież nic nam się nie stało, nie gadaj głupst! - odezwał się Rayman
Terenis dokładnie się przyglądała chłopakowi. jakby coś na nim widziała, a raczej szukała czegoś. Po chwili się odezwała.
- Skąd to wiesz? - zapytała wampierzyca zbliżając się do chłopaka
- Ja to widziałem, bo... Nie wiem jak, ale mogę gdy chcę zobaczyć moment w niedalekiej przyszłości. Akurat jak tutaj biegliśmy spróbowałem... - powiedział Mark - Pierwszy umrę ja, potem rozszarpią na strzępy Raymana, Terenis nie umrze, jednak przybiją ją do ziemi. Hebrid zostanie zabity na jej oczach, a ta się rozpłacze. Roksi prawie się uda przeżyć, jednak gdy zaatakują ją z wszystkich stron, to umrze... Widziałem to, uwierzcie mi!
- Co ty gadasz!?! Nie wygłupiaj się i powiedz, że się po prostu boisz! - powiedział Rayman, a gdy Mark spojrzał na niego i wbił w niego swój wzrok, to ten zrozumiał iż chłopak nie kłamie.
- Więc czeka nas tam śmierć, tak? - zapytał Hebrid
- A mnie przybiją do ziemi... Sprytnie, muszą wiedzieć o Vampirach, jednak teraz wiem jak z nimi walczyć - odezwała się Terenis - Bo widzisz, na świecie żyją też niezwykłe Vampiry, ja byłam uczona przez Celesto Osthen'a, jednego z najpotężniejszych legend-wampirów z moich czasów. Nie zrobią mi nic teraz, gdy wiem co się szykuję. Wszystko dzięki tobie mój mały przyjacielu
- Skoro mam umrzeć, to umrę - odezwał się Hebrid, a na jego nieco zestarzałej już twarzy można było zobaczyć uśmiech - W takim razie ja też dam z siebie wszystko, choćbym miał umrzeć...
- Nie, Hebrid, nie umrzesz - odezwała się Terenis - Ty nie możesz umrzeć, ja będe...
- Cicho, staram się skupić! - odezwała się Roksia, po czym zamknęła oczy i stała w bezruchu. Wszyscy przyglądali się jej ze zdziwieniem, po czym wreszcie otwarła oczy - Nie musimy walczyć, w samym środku jest Daegurth i Groly, a oprócz tego ktoś jeszcze... Wygląda na to, że nie zginom, skoro jest tam Daegurth...
- Roksia, zapomniałaś o jednym - powiedział Hebrid - On jest po walce z Grolym
- A ty nie wiesz o jednym - powiedziała Roksia - On nie pozwoli zginąć nikomu, woli sam umrzeć niż pozwolić zginąć komuś ze znajomych, dlatego nawet gdybym tam wbiegła i miała umrzeć, nie umarłabym, a on by wziął mój los, dlatego lepiej stojmy tutaj!
- Roksia... - odezwał się Mark patrząc na zaciskającą pięści dziewczynkę
- Oni nie zginom... - mówiła, a po jej twarzy płynęły łzy - Nie mogą, Bobercik, Daegurth, Bart, Kris, Adrian... Dyninio, Groly... Nie mogą...
- W jednym się możemy zgodzić, nic tam nie zdziałamy - odezwała się Terenis - Liczmy na to, że wszystko będzie dobrze
- Wiecie co? Widziałem tam jeszcze jedną rzecz, o właśnie! - zawołał Mark
Daleko we wnętrzu walki zaczęła lać się masa krwi, która niczym deszcz opadała na ziemię, niczym krwawy deszcz...

[center]***[/center]

Daegurth praktycznie leżał już na ziemi, bolało go całe ciało, nie miał jednak najmniejszego zamiaru anulować techniki, którą zrobił. Nie mógł, gdyż inni mogliby wtedy zginąć...
Chłopak o długich czarnych włosach zorientował się co robi technika zakapturzonego nieznajomego, dlatego starał się unikać jak mógł ataków przeciwników. Udawało mu się, ale zmniejszyło to skuteczność jego ataków.
- To już koniec! - zawołał. Nie chciał, by tylko jedna osoba poświęcałą się tak bardzo w tej walce, ten który już prawie nie żył, a jego płaszcz nabrał czerwono-bordowego od krwi koloru. - Senshinken!
W pustych oczach chłopaka, na samym środku oka, w miejscu, gdzie powinny być źrenice, pojawiła się mała czerwona kulka. "Widze" - pomyślał sobie, gdy zobaczył dokładnie ruch jednego z zabójców, natychmiast się ruszył i uderzył go, potem następnego który chciał zaatakować go od tyłu kopnął, następnie schylił się i oburącz uderzył w klatkę piersiową osobę, która nadlatywała z góry. "To wciąż za mało!" - pomyślał, wiedział, że to za mało, zdecydowanie za mało, żeby sobie poradzić - "Miałem tą technike zostawić na ostateczność... I to właśnie taka okazja!"
- Shinkensho: Daisen! - zawołal głośno chłopak
Ręce chłopaka zrobiły się czerwone, Groly przyglądał się im dokładnie. Wokół całego czarnowłosego pojawiła się czerwona aura, która jednak nie oddalała się zbytnio od właściciela.
Chłopak szybko się ruszył i zaatakował biegnącego w jego stronę asasyna, który zablokował się mieczem przed jego atakiem ręką.
- Nie doceniasz mnie! - zawołał chłopak, a ręka złamała miecz!
I leciała dalej, przebiła się przez zabójce, potem przez biegnącego za nim. Chłopak widział jak w jego stronę zbliża się sztylet, pociął go na kawałki swoimi czerwonymi rękami, wokół których była dziwna aura.
Skoczył w miejsce gdzie było najwięcej ubranych w czerń osób i zaczął się kręcić mając ręce wystawione na boki. Co chwila wpadał w ich zasięg jakiś przeciwnik i został rozszarpywany na kawałeczki, zupełnie jak jakiś produkt wsadzony do miksera. Chłopak nagle się schylił, a nad jego głową przeleciał'a kula ognia.

- Rentilian! Użyj magii! - zawołał ktoś z biegnących osób - A ja postaram się zatrzymać tego bachora!
Dziwny osobnik, który miał na głowie maskę pomalowaną w różnych kolorach, praktycznie wszystkich, jakie mogły być, rzucił się w stronę czarnowłosego chłopaka, który miał czerowną kropkę po środku "źrenic". Po drodze wyciągnął swój miecz, bardzo ostry miecz i zamachnął nim.
Czarnowłosy zobaczył nadlatujące ostrze i zablokował się ręką. Miecz został przecięty wzdłóż ostrza! Następnie chłopak odskoczył i odbił się nogami od biegnących za nim zabójców, dając nura wgłąb szeregu, dokładnie w miejsce gdzie jakiś mag odprawiał jakieś zaklęcie. Ci z szeregu chcieli go zatrzymać, jednak wszystko czym go chcieli dotknąć rozcinał rękami. W pewnym momencie ktoś sprytnie rzucił w niego z góry nożem. On się przed nim obronił, jednak był teraz plecami do maga i wszystkich innych stojących blisko niego. Ci rzucili się, cięli długo, chcąc rozciąć nieznajomego na dwie, niemalże symetryczne części. Wtedy w tą grupkę trafiła kula ki Grolyego. "Dzięki!" - pomyślał chłopak obracając się i wbijając ręke w maga.
- Rentilian! - zawołał ktoś z szeregu - Nieee!!!
Chłopak ciął jeszcze raz maga, nie dlatego, bo znęcał się nad zwłokami, ale przebijając go mógł obronić się przed chcącym go zabić osobniku.
- Rentilian... - słychać było słabnący głos z szeregu
- Goske, chyba nie chcesz podzielić jego losu! Walcz! - zawołał ktoś przebiegając obok zabójcy, który przed chwilą stracił przyjaciela
- Zapłacisz mi za to! - zawołał Goske biegnąc w stronę czarnowłosego chłopaka

Goske zawołał biegnąc: "Seudyo!" i nagle pojawił się za czarnowłosym chłopakiem. Chciał ciąć go sztyletem, który wyciągnął z rękawa, jednak ten już blokował się rękami. Wtedy Goske zniknął i pojawił się obok niego, z innej strony. Tym razem ciął sztyletem z góry, widział, że chłopak się nie zablokuje. Nie mógł. Oberwał, trochę mu ulżyło... "Ale co to!?!" - zdziwił się, gdyż ostrze się nie wbiło, a zatrzymało się na zielonkawej barierze.
Daegurth się przekręcił z bólu i wypluł krew z ust. "Ja... Nie moge już..." - pomyślał, wiedząc, że nie wytrzyma już za długo.
"Jak on się tak porusza!?!" - zastanawiał się czarnowłosy chłopak, gdy obracał się, żeby zabić nieznanego mu przeciwnika, który okazał się dość silny, jednak ten znów pojawił się za nim. Czarnowłosy natychmiast się schylił i chciał złapać ręce przeciwnika, wtedy bliżył do siebie obie ręce... "Nie!" - pomyślał i natychmiast je oddalił, zrobił obrót, aby nie zostać trafionym szytletem, wtedy Daegurth, którego nie znał, mógłby umrzeć. "Nie możesz się trafić, Daisen, ta technika... Te ostrza są obustronne, za nic nie możesz trafić się!" - wmawiał sobie chłopak chcąc znów trafić Goske, który zniknął. "Rozumiem!" - pomyślał bardzo silny czarnowłosy nastolatek po tym, jak zobaczył tym razem ruch nieznajomego.
- Nie używaj tej techniki za długo - odezwał się nastolatek zgadując jak działa.
Zaczął ciąć przed siebie, potem do góry, w lewo, w prawo, w dół, do tyłu. Goske wciąż znikał i pojawiał się, latał we wszystkie strony. Nagle odskoczył, wiedział, że nastolatek odkrył zasadę działanie jego techniki. Atakując chłopak rozdzielał wiatr, ktorym wędrował Goske, teraz rozdzielał go non-stop, więc wreszcie by trafił i na niego.
- Zabiję cie za to, co zrobiłeś Rentilianowi! - zawołał Goske. To były jego ostatnie słowa, zanim trafiła go kula ki od Grolyego, która wystrzeliła jego wnętrzności we wszystkie strony. "Cholera, dobry jest!" - pomyślał czarnowłosy chłopak

Osoba w białym płaszczu zaczęła powoli odzyskiwać siły, podniosła się lekko. "Co się działo...?" - zastanawiała się. Nie wiedziała, gdyż w pewnym momencie straciła przytomność. Obróciła głowę i zobaczyła Daegurth'a leżącego na ziemi. Natychmiast wstała i do niego podbiegła, obróciła go tak, żeby ją widział.
- Miło cie, khee.., znów widzieć... - powiedział Daegurth kasłając krwią
Saiyan po cichu jęknął z bólu i uchylił się, jakby ktoś przebił mu czymś prawe ramię. Osoba w kapturze zaś patrzyła się na niego w bezruchu, jakby nie wiedziała kim jest, a może nie wierzyła, że go spotkała.
- Bardzo mi miło... - kontynuował starając się nie pokazywać, że ledwo żyje, Daegurth - Że mogłem cię poznać, jak wrócisz, tam, do Deshar... Powiedz Tevionowi, że mu dziękuję...
Chłopak w czarnym płaszczu nie zdążył dokończyć, gdyż dostał w twarz od klęczącej przy nim osoby. Obrócił głowę i patrzał teraz jak asasyni wciąż chcą zabić jego i towarzyszące mu teraz osoby...
"Ma racje" - pomyślał Daegurth - "To ja zawsze pouczałem, że nie wolno się poddawać, nigdy, nawet na łożu śmierci... A teraz łamię własne zasady! W imię czego? Wyższych racji? Z pewnością nie... Samolub się ze mnie zrobił, egoista, egocentryk... Myślę tylko o sobie, ale przecież nikt za mnie nie umrze, nieprawdaż? Ale co mi szkodzi przecież, umrzeć umrę i tak, prędzej, czy później... Powinienem się nie poddawać, jeszcze nie...". Chciał się podnieść, usiąść jednak opasana białym jak śnieg płaszczem osoba przeszkodziła mu, usiadła obok i uniosła ręce nad niego. Ten wiedział co się dzieje, dlatego cierpliwie czekał, bardzo cierpliwie, mając nadzieję, że wszystko się uda...
Znajoma Daegurthowi osoba zaczęła ruszać rękami nad leżącym Saiyanem, te zostawiały za sobą niewielką smugę jasnego światła. Ręce tajemniczej istoty ruszały się z gracją, iście jak w tańcu, raz przyspieszały, raz zwalniały, jednocześnie czuć było dziwną, emanującą z tego miejsca energię, która nie była jednak widoczna dla oczu. "Jeszcze chwilkę Vinid" - pomyślała osoba klęcząca nad Saiyanem - "I może coś poradzisz, jak zawsze..."

- Bart! - zawołał głośno Bobercik, jednak szum i krzyki wszystkich osób wokół zagłuszyły jego krzyk - Za tobą!
Saiyan nie słyszał, nawet się nie obrócił. Mocno uderzył pięścią w nos stojącego przed sobą człowieka, który nie zdołał uniknąć. Widocznie nie przywykł do takich walk, Bart miał szczęście, że nie trafił narazie na nikogo, kto mógłby go skrzywdzić, a było takich wielu. Niektórzy potrafiliby zabić go bez problemu, ot tak, pstrykając palcami, jednak tym razem mu się udało. Jednak jego fart zaczął go opuszczać, tuż za nim, w powietrzu, wisiał jeden z zabójców trzymając dwa krótkie noże, po jednym w ręce. Był gotów do zadania śmiercionośnego ciosu, ruszył lekko rękami w powietrzu przesuwając się. "Jeden cios" - pomyślał - "To za dużo, jednak trzeba zawsze przewidzieć każdą okoliczność". Machnął rękami, ostrza błysnęły w powietrzu. Bart zamarł w bezruchu.
- Bart! - zakrzyczał jeszcze raz, tym razem jeszcze głośniej, Bobercik
Saiyan upadł na jedno kolano. Stojący za nim zabójca dziwił się, nikt jeszcze nie trzymał się tak na nogach po jego ciosie. Zawsze wystarczył raz, jedno uderzenie i jego ofiara była martwa. Tym razem było inaczej, jednak był na to gotów. Uderzył kolejny raz, ciął krótko, potem wbił ostrze Bartowi tuż obok kręgosłupa i je wyciągnął. Ten upadł na Ziemię.
Bobercik mimo, że chciał, to nie mógł zbliżyć się do leżącego na ziemi przyjaciela. Całyczas musiał sam się bronić, by nie podzielić losu jego towarzysza, który leżał teraz bezradnie na ziemi, a po jego ciele spływała gęsta krew.

Bart leżał na ziemi. Z jego ust, jak i innych części ciała, wypływała krew, która powoli robiła czerwoną kałużę. Zakasłał częstowo ksztusząc się krwią, która wpływała mu do płuc. Poczuł, jak jego ciało pokrywa ciepło, dziwne ciepło...

Daegurth unosił prawą ręke do góry. Osoba, która próbowała go leczyć magią, chciała zrzucić ją na ziemię, prosiła, żeby przestał. Ten jednak zawołał: "Nie!" i wciąż na odległość starał się leczyć swojego brata, Bart'a, choć to było okropnie trudne. Był od niego dość daleko, do tego sam był ranny, jednak starał się skupić jak tylko mógł. "Drake..." - pomyślał - "Drake... Pomóż". Smok otwarł swe oczy, przestał spać jak zwykł to robić. Oczy Daegurth'a uległy zmianie. Duża wiązka energii wypłynęła nagle z niego i przeszła w mgnieniu oka do jego brata. Bart'a rzuciło jakby kopnął go prąd o wysokiej mocy.

Nie czuł już bólu, raczej był podekscytowany, uradowany, choć nie wiedział dlaczego. Rozpłynął się w powietrzu, tak jak był na ziemi, to nagle zniknął. "Bart!?!" - myślał Bobercik wciąż wodząc oczyma po polu bitwy, gdzie jeszcze przed chwilą widział przyjaciela
Ten nagle pojawił się za osobą, która próbowała go zabić i jednym potężnym uderzeniem tuż pod łopatkami, oburącz, spowodował iż wszystkie wnętrzności wystrzeliły z stojącego przed nim człowieka, jego klatka piersiowa dosłownie otwarła się, jak drzwi, a przez nią wyleciały wszystkie znajdujące się tam organy, jakby ktoś wypchnął je stamtąd.
Saiyan nie wierzył w swoją siłę. "Skąd... Jak... Kto... Gdzie!?!" - zastanawiał się i nagle odruchowo zrobił pół obrót, kopnął skaczącego na niego przeciwnika, a jego głowa oderwała się od reszty tułowia. Następnie wyskoczył w powietrze i zrobił kulę ki w ręce, którą wrzucił pod siebie wysadzając kilka osób.

"Bart... Jak!?!" - zastanawiał się Bobercik widząc co przed chwilą się z nim stało. Nagle, nie wiedział jak, ale wyczuł, że ktoś chce go uderzyć. Podskoczył, a pod jego nogami tylko śmignęło ostrze. Bobercik uderzył z całych sił łokciem w tył. Ktoś oberwał, odleciał dwa metry do tyłu i wpadł nieszczęście na ostrze noża towarzysza. Następnie Bobercik zrobił niewielki obrót i złapał oburącz miecz tak, że nawet go nie skaleczył. Pociągnął go w swoją stronę wraz z właścicielem, szybko puścił oręż i wbił ręke w brzuch osoby trzymającej broń. Zrobił w dłoni kulę ki, która wybuchła wysadzając zabójcę, który nie miał najmniejszych szans.

"Ciekawe jak idzie innym..." - zastanawiał się Kris, który praktycznie nic nie robił, oprócz dziwnego unikania przed atakami. Unikał w taki sposób, że atakująca go osoba uderzała w swojego towarzysza. Nie zawsze się udawało, ale w większości. Bardzo sprytne posunięcie.
Obrócił głowę w stronę Bobercika i się zdziwił. Walczył jak nigdy, zabijał, nie... Gromił przeciwników jak chciał! Nawet nie mogli go tknąć! Sam Kris miał na ciele już wiele ran, nie udawało mu się zawsze unikać, nie był na tyle przebiegły, na tyle szybki, mimo to się starał. "Gdybym mógł tylko skorzystać z kła żywiołów...". Spróbował wyciągnąć miecz z pochwy... Bez rezultatu. Sądził, że ten miecz jest już na straty, jednak ciężko było mu się z nim rozstać.
Mimo to nie poddawał się. Zobaczył zbliżających się do niego zabójców w czarnych ubraniach, trochę się wystraszył, ale zachował trzeźwość umysłu. Spojrzał w górę, nad nimi, w jego stronę, leciały noże i strzały. "Cholera, zrobią we mnie dziurki!" - pomyślał Kris - "Ale zaraz...". Jeszcze raz szybko przyjrzał się sytuacji, po czym na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech. Podniósł do góry prawą rękę i pociągnął ją na dół. Sztylety i strzały, bełty oraz różne inne miotane bronie zmieniły swój kurs. Zamiast wpaść w niego wbiły się w biegnących w jego stronę "czarnych wojowników".
Jeden jednak zdołał się przedrzeć, odbił noże, które z pewnością by go zabiły, swoim nunchaku. Podbiegł do Krisa i zamachnął się bronią. Ten instynktownie złapał nunchaku, które było wysłane w jego stronę z dość dużą siłą. Nie zdając sobie sprawy ze swojej siły zacisnął broń, a metalowe nunchaku się zgięło. Kris pociągnął je mocno, a to się urwało. Kawałkiem, który trzymał w ręku, rzucił właściciela broni wołając: "Oddaje!". Ten dostał w głowę i upadł na ziemię.

Adrian pojawił się w samym środku walki, dokładnie tego chciał.
- Tutaj panowie! - zawołał, a dziesiątki par oczu zwróciły się w jego stronę. Po chwili wszyscy się na niego rzucili - Oj, wasz błąd!
Dynino wyskoczył wysoko w górę i zaczął strzelać kulami ki naokoło Adriana, a ten natychmiast wyniósł się z miejsca, w którym był. Zaczął walczyć w ręcz z niedobitkami, a z jego twarzy nie znikał uśmiech nawet na chwilę. "Czas na coś większego!" - pomyślał i uderzył z całych sił jednego z zabójców, który przeleciał kilka metrów, po czym zderzył się z następnym, a ten następny z pięcioma innymi, z kolei ci z dziesięcioma!
- ŁAŁ! - zawołał Dyninio patrząc na to co zrobił Adrian. Chciał być oryginalny, dlatego próbował wymyślić własny super-cios, jednak mimo, że się starał, to nie udało mu się nic szczególnego wymyślić. Najnormalniej w świecie walczył, jednak tu pokazał wprost olimpijską klasę: nie został ani razu trafiony, a do tego prawie wogóle się nie męczył wciąż nie zwalniając swojego tempa ruchu.

Terenis podleciała pod niewielką grupkę ludzi, którzy chcieli ją zabić. Nie wiedzieli, że była wampirem, miała przewagę. Nabrała powietrze w usta i wypuściła je. Widać było w nim malutkie, czerwone cząsteczki, niczym krew, a może coś innego. Ludzie, na których te kropki spadły, zaczęli się zwijać z bólu, a po chwili umarli z odniesionych ran układu nerwowego i nie tylko, nikt nie był w stanie sprawdzić z jakich przyczyn umarli, nikt prócz Terenis nie wiedział, że właśnie ich własny organizm zaczynał z nimi walczyć. Czuli ból, jak nigdy, a jednak, nawet nie zdążyli krzyknąć z bólu...

Hebrid złapał nadlatujący w jego stronę sztylet i wyskoczył wysoko. Nikt nie widział, żeby tak wysoko wyskoczył kiedykolwiek. Szybko wypuścił sztylet z rąk robiąc półobrót, a ten wbił się w ramię jednego z biegnących ubranych w czerń osób.

Ręka Daegurth'a już dawno upadła na ziemię. Jego głośne bicie serca ustało odbijać się echem, jego tentno znikło wraz z zieloną barierą, która otaczała kilka osób, chroniąc je przed wszelkimi obrażeniami. Reanimująca go osoba wciąż próbowała magii, aby przywrócić mu siły, jednak nic to nie dawało. Leżał, jego włosy wystające spod kaptura ciągnął wiatr, dość porwisty, po chwili i zsunął kaptur z jego głowy tak, że można było zobaczyć zamknięte oczy na jego twarzy. Gdyby nie to, że nie ma tentna i nie bije jego serce, to nikt chyba nie zorientowałby się, że już nie żyje...

Mark biegł obok Raymana, był na tyle mądry, że wiedział jak się zachować podczas takiej sytuacji. Były szance na to, iż nie będzie w stanie pokonać nawet jednego członka tej dziwnej armii, dlatego wolał mieć wsparcie, a jednocześnie być w sparciem. Chciał walczyć drużynowo, z maksymalną siłą ataku.
Biegnący obok chłopaka Rayman zobaczył jak trzęsą mu się ręce.
- Jeżeli się boisz, to zostań w tyle, nie walcz - powiedział Rayman - To wcale nie wstyd
Mark opóścił wzrok na nieco niższego od siebie kolegę odpowiadając chwiejnym głosem:
- Ja... To... Nie jest strach - powiedział Mark - To podniecenie, pierwszy raz prawdziwa walka od takiego czasu... Bo widzisz, Saiyanie to typowi wojownicy... Nie czas na gadkę!
Chłopak szybko skoczył w stronę Raymana i odepchnął go, między nimi przeleciało ostrze. "Może faktycznie się myliłem" - pomyślał Rayman - "Dajmy z siebie wszystko!".
Roksia szybko przebiegła obok obydwu chłopców i wyskoczyła w górę, w powietrze, gdzie ułożyła w locie ręce przy sobie tuż obok pleców. Pojawiła się między nimi mała niebieska kulka. "Kamehameha!" - zakrzyczała dziewczynka prostując ręce w dół, a z nich wyleciała dość duża fala energetyczna, która przebiła się przez nadlatujące bronie miotane, a następnie uderzyła w grupkę biegających w różne strony osób. Wiele z nich schyliło się i podniosło prawą ręke do góry, wtedy technika nawet ich nie tknęła, choć nikt prócz nich o tym nie wiedział.
"WoW!" - pomyślał Mark - "Roksia wymiata! Skąd ona zna taką technikę!?! Ja też taką zrobię!!!". Chłopak obrócił się trochę, po czym zbliżył do siebie ręce i schował je za sobą, przy plecach. Nie pojawiła się między nimi żadna kula ki, jednak Mark wyprostował ręce przed siebię krzycząc: "Hamehameha!". Mogłoby się wydawać, że nic się nie stanie, jednak po krótkiej chwili z jego rąk wyleciała bardzo niewielka fala uderzeniowa, która przebiła jedną osobę, robiąc w niej i jej pancerzu dziurę. "Trafiony!" - pomyślał Mark ciesząc się, że zrobił tą technikę, przynajmniej on uważał, że ją zrobił...

Bart nareszcie dostał się do samego środka miejsca oblężenia i od razu rzucił mu się w oczy leżący na ziemi osobnik w czarnym płaszczu. Zwyczajnie nie odróżniał się od reszty leżących na ziemi, zakrwawionych osób, jednak jego rudo-czerwone włosy łatwo przyciągnęły wzrok jego brata. Saiyan podbiegł do niego szybko, dopiero wtedy spostrzegł obok niego jakąś postać w biało-czerwonym płaszczu. Nie przejmował się nią, wbił swój wzrok w brata i...
- On żyje - powiedział Bart - Tak jak już to robił kiedyś, oddycha raz na pół godziny, łatwiej mu się wtedy leczyć. Musimy sobie poradzić z tym motłochem wokół
Zakapturzona postać podniosła się. Nie widziała skąd stojący przed nią chłopak mógł znać Daegurth'a, ani skąd wiedział, czy on jeszcze żyje, czy nie. Kiwnęła jednak głową, po czym obróciła się i zaczęła machać obiema rękami znów wywołując jakieś zaklęcia. Bart odskoczył z tamtego miejsca i zaczął bronić dostępu do dwóch niezbyt od siebie oddalonych osób, Daegurth'a i leżącego nieopodal mężczyzny w srebrno-skórzanej zbroi.

Miecz który wciąż odbijał pociski nad głowami bohaterów przestał się ruszać, zawisł w powietrzu. Masa pocisków zaczęła przelatywać obok niego. "Co jest!?!" - zastanawiali się wszyscy, których ten miecz niedawno bronił, jednak nikt nie mógł sobie odpowiedzieć na to pytanie. Miejsce miecza zastąpił Groly, który zawisł w powietrzu i starał się niszczyć wszystkie pociski zanim doleciały. "Pamiętaj, broń osoby które tam są przede wszystkim" - przypominał sobie słowa Daegurth'a - "Nie ważne jest moje zycie, broń ich, nie mnie, rozumiesz?".
Nagle wiszący w powietrzu oręż, miecz o długości ok. 1,5m oraz szerokości ostrza ok. 15 cm wbił się w ziemię - prosto w żołądek Daegurth'a. Ten nawet nie drgnął, nie ruszył się wogóle. "Cholera! Co się dzieje!?!" - zastanawiał się Bart widząc jak miecz się podnosi znów w powietrze.
Oręż zaczął się ruszać, jakby chciał przeciąć ciało Daegurth'a, jednak tylko przez nie przenikał, nie zadawał mu najmniejszej rany, zaś na leżącej pod nim ziemi pojawiały się ślady cięcia. Wszyscy, którzy to widzieli byli kompletnie zdezorientowani.

Z oddali, nie przerywając parowania uderzeń, chłopak o długich czarnych włosach do pasa spojrzał na latający miecz, chcący pociąć leżącą na ziemi osobę. Czerwona kulka po środku jego oka zwężyła się. Zobaczył, ledwie, ale jednak zobaczył energię postaci leżącej na ziemi, nie miał zaś problemu z ujrzeniem energii wylatującej z miecza. Niesamowitej energii, było jej tak dużo, nigdy nie widział nikogo, kto by posiadał choć połowę tej ilości, a teraz ta energia opuszczała miecz i wlatywała bezpośrednio do leżącego na ziemi Saiyana...

Miecz nagle wyleciał w powietrze i wbił się trochę dalej w ziemię. Podbiegł do niego osobnik w czarnej zbroi, chcąc ukraść broń. Przecież widział jaka była niesamowita, sama broniła używającej go osoby przed gradem pocisków. Gdy ręka postaci dotknęła rękojeści, to osoba zamieniła się w popiół, spłonęła w niesamowicie ciepłym ogniu.
Daegurth nieoczekiwanie nabrał powietrza w płuca, po czym głośno się zakrztusił. Pochylił się lekko do przodu, podniósł się. Klęczał na jednym kolanie, dyszał głośno i bredził coś do siebie.
- Moc przejęta 25%, stan ciała 10%, kontrola 96%, możliwość zachwiania układu 86%... - bredził pod nosem Daegurth - Stan mocy całkowitej 8%. dzięki tobie Shetar może coś zdziałam...
- Sewtir! - zakrzyczał Daegurth wystawiając prawą ręke w bok
Wbity w ziemię miecz natychmiast na komendę wleciał w ręke wywołującej go osoby, która opóściła ją nieco niżej. Saiyan nie miał za bardzo siły, żeby używać tej nieco ciężkiej broni. Mimo to wstał, miał wtedy więcej możliwości. Zamknął oczy, pomagało mu się to skupić i nie tylko.
"Drake, Drake..." - mówił do siebie w myślach Daegurth - "Jeszcze potrzebuję..."
"A co to ja jestem, Daegurth, a może raczej winien jam rzec Vinid?" - zapytał Drake właściciela ciała, w którym się znajdował - "Nie będe dawać ci własnej energii, ona jest moja i tylko moja, to jedyna rzecz jaką mam na własność"
"Jak wolisz tchórzu... " - pomyślał Daegurth po czym otwarł oczy.
Były krwisto czerwone, iście smocze. Widocznie ostatnia myśl Daegurth'a wywarła wpływ na uwięzionego w nim czerwonego smoka.

Nagle Saiyan rozpłynął się w powietrzu. Pojawił się dużo wyżej, wisiał na niebie. Zakręcił mieczem robiąc młynek, rozkoszował się tym, że używał broni którą miał w ręce. Ten pozornie lekki miecz wciąż trzymał w jednej ręce, tylko raz po raz pomagając sobie drugą. "Więc zaczynamy!" - zdecydował, po czym machnął mieczem.
Biała niczym światło fala poleciała wzdłóż miejca, które ciął Daegurth, do przodu. Przebijała powietrze, po czym przebiła i pancerze ubranych w czerń osób tnąc je na kawałki. Daegurth znów machnął mieczem, efekt się powtórzył. Machał nim jak szalony, po czym przestał. Całą armia, na raz, upadła na ziemię, martwa. Daegurth zdążył się uśmiechnąć zanim wyczerpał całą energię i upadł na ziemię myśląc: "Stan ciała 8%, stan mocy całkowitej poniżej 1%, zachwianie układu 98%, zaraz..." i zemdlał...



W następnym odcinku!!!
- Kris dowie się dlaczego nie może używać swojego miecza!
- Bohaterowie poznają dwie nowe im persony, które przybyły z innego wymiaru!
- Daegurth wstanie i zacznie szukać chłopaka o długich, czarnych włosach - wie, że nie jest stąd!
- Bart dowie się dlaczego był w stanie tak niesamowicie walczyć, zresztą dlaczego tak dobrze walczyli Kris, Bobercik, Adrian i Dyninio też!
- Wszyscy będą kontynuować trening! Wszyscy, Daegurth też, gdyż przeczuwa że...
- Coś wielkiego nadchodzi, Daegurth, Rauko, a nawet Bart, Kris i Bobercik poczują to, nie będą wiedzieć jak, ale poczują, że coś się wydarzy!
- Pojawi się nowa postać, która może zapobiec rozprzestrzenianiu się zła!

A to i wiele, wiele więcej w następnym odcinku!


BTW. Odcinek był za długi na jeden post! XD Wyskoczyła mi wiadomość, że przekracza 65500 znaków i nie może zostać wysłany, dlatego zrobiłem double-post!
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Dyninio
Wojownik z Kaioukenem
Posty: 34
Rejestracja: czw lut 15, 2007 2:33 pm
Lokalizacja: ZaDupia

Post autor: Dyninio »

No No Dae to byla cisza przed burza :D Myslalem ze lepszego odcinka od ostatnich kilku (swietnych) niewymyslisz .

To byl niesamowity odcinek pod kazdym wzgledem Gratulacje 15/10 ;] , teraz czekam na kolejny z niecirpliwoscia; ]

I jeszcze jedno niewiedzialem ze potrafisz byc taki drastyczne tyle krwi co tutaj bylo to chyba w zyciu sobie niewyobrazielem ;]

Noi toche wiecej mogles sprawozdania z walki mojej ,adriana i reszty moglibysmy albo chociarz( Ja-Dyninio )jakies nowe super ataki walnac :] bo dawno nic nowego niepokazalem ;]



PS: Niepamietam juz zebym tak dlugo cos czytal ( dzięki :P) , czytalem to ponad 1h juz na koniec literki mi zmalały i sie zlewały .

Wielkie dzieki :P
Awatar użytkownika
Kris
Avanger
Posty: 2254
Rejestracja: wt lis 22, 2005 11:33 pm
Lokalizacja: Poznań

Post autor: Kris »

Dae dzień w dzień mnie zaskakujesz a to co zrobiłeś teraz przekroczyło wszelkie granice nigdy bym nie przypuszczał , że jesteś w stanie napisać tak zaje.... odcinek to było lepsze niż Hobbit i ect . co czytałem nawet lepsze nież Wiedźmin Gratki .
Obrazek

Obrazek
1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
Awatar użytkownika
Dae
Zasłużony
Posty: 1200
Rejestracja: śr gru 22, 2004 1:26 pm
Lokalizacja: Bukowno

Post autor: Dae »

Dyninio pisze:No No Dae to byla cisza przed burza :D Myslalem ze lepszego odcinka od ostatnich kilku (swietnych) niewymyslisz .

To byl niesamowity odcinek pod kazdym wzgledem Gratulacje 15/10 ;] , teraz czekam na kolejny z niecirpliwoscia; ]

I jeszcze jedno niewiedzialem ze potrafisz byc taki drastyczne tyle krwi co tutaj bylo to chyba w zyciu sobie niewyobrazielem ;]

Noi toche wiecej mogles sprawozdania z walki mojej ,adriana i reszty moglibysmy albo chociarz( Ja-Dyninio )jakies nowe super ataki walnac :] bo dawno nic nowego niepokazalem ;]



PS: Niepamietam juz zebym tak dlugo cos czytal ( dzięki :P) , czytalem to ponad 1h juz na koniec literki mi zmalały i sie zlewały .

Wielkie dzieki :P
Dyninio, to że były niedopowiedzenia pozwala na retrospekcje. A poza tym Adrian i Twoja postać nie lubią używać swoich super ataków na przeciwnikach tego nie wartych :P

BTW. Czasem trzeba dać trochę krwi, aby pokazać prawdziwy obraz tej walki, w której "przez ulice, niczym w deszczu, ciągła się smuga niby wody, jednak jej kolor, gęstość, same wskazywały na to, iż to woda nie jest. Była to krew, deszcz krwi spadał na miasto, tysiące osób zginęło, zostało sadystycznie zamordowanych... Oby mogli teraz zaznać spokoju w zaświatach, a ich krew nie została przelana na marne, niech to będzie nauczka dla innych i kara dla nich samych...". Czy coś w tym stylu :P
Kris pisze:Dae dzień w dzień mnie zaskakujesz a to co zrobiłeś teraz przekroczyło wszelkie granice nigdy bym nie przypuszczał , że jesteś w stanie napisać tak zaje.... odcinek to było lepsze niż Hobbit i ect . co czytałem nawet lepsze nież Wiedźmin Gratki .
:oops:
Żeby od Wiedźmina, mojej ulubionej książki jak dotąd(nie licząc "C i C++ dla licealistów i nowicjuszy z przykładami" XD), to mała przesada ^^ Ale motywujące!

Dziękuję ^^


Na koniec: Postaram się was zaskakiwać częściej ^^
Obrazek

Obrazek
Dołącz do gry! Naruto-Arena.com

Obrazek

http://www.daegurth.blog.onet.pl

Słowo "siła" ma wiele znaczeń.
Awatar użytkownika
Dyninio
Wojownik z Kaioukenem
Posty: 34
Rejestracja: czw lut 15, 2007 2:33 pm
Lokalizacja: ZaDupia

Post autor: Dyninio »

Dae pisze: Dyninio, to że były niedopowiedzenia pozwala na retrospekcje. A poza tym Adrian i Twoja postać nie lubią używać swoich super ataków na przeciwnikach tego nie wartych :P
A noto czekam na kogos kto bedzie tego warty :P

Kod: Zaznacz cały

Ale jakie ataki ja wogole znam  :D:D 
Awatar użytkownika
SonGohan
Golden Oozaru
Posty: 205
Rejestracja: wt sty 02, 2007 9:41 pm
Lokalizacja: Stalowa Wola/Madrid

Post autor: SonGohan »

No nareszcie weszłem na forum, bardzo dobry odcinek.
Dae pisze:"Porteguki!".
Miało być Perteguki!! Prosze o naprawe tego błędu!

Poprawione, ale teraz chce wiedzieć co znaczy "perteguki", bo domyślam się, że to coś znaczy! - Dae
Ostatnio zmieniony czw mar 15, 2007 6:29 pm przez SonGohan, łącznie zmieniany 1 raz.
Zumo de uva a base de concentrado esta enriquecido con vitamina C.
ODPOWIEDZ