[FanFick] Saiyan Power Forces
Moderator: Moderatorzy
Odcinek taki sobie poprzednie bardziej mi się pdobały, ale cóż..
Dopatrzyłem sie błędu
" Bobercik chciał się na niego rzucić, jednak,gdy powiedział ten ktoś," - lepiej by brzmiało "gdy ten ktoś powiedział" :p
"- Przepraszam, zachowałem się pochopnie biorąc Roksie za zakładniczke..." - skąd On wiedział jak nazywa się Roksia?
Dopatrzyłem sie błędu
" Bobercik chciał się na niego rzucić, jednak,gdy powiedział ten ktoś," - lepiej by brzmiało "gdy ten ktoś powiedział" :p
"- Przepraszam, zachowałem się pochopnie biorąc Roksie za zakładniczke..." - skąd On wiedział jak nazywa się Roksia?
To jakieś nowe Hobby: szukanie błędów w Moim FanFicku? XD XD
W poprzednim odcinku:
Adrian - tak brzmi imie Saiyana, który został poddany wielu eksperymentom, teraz wędróje wraz z naszymi bohaterami. Dyninio wciąż nie wraca, choć mianął już dzień, odkąd zniknął. Nikt nie wie co się z nim dzieje. Bart i Kris znaleźli też małe pieski...
Rozdział XXI - Stary zamek
- Cezar! - zawołał głośno Bart
Nikt nie wiedział o co chodzi, dopóki jego mały piesek, Amstaff nie obrócił główki w strone Barta. Widocznie lubiał to imie i reagował na nie
- Siad, Cezar! - powiedział Bart
Pies jednak podszedł pod Barta i zaczął szczekać. Bart próbował sam posadzić psa, ale coś mu nie wychodziło...
- Może usiadłbyć Cezarek...? - zapytał się Bart już straciwszy nadzieję
Pies usiadł i zaszczekał, po czym machał ogonem jak wiatrak jednym ze skrzydeł(w kółko XD)
- Good boy! - powiedział Bart i dał ciastko swojemu Amstaffowi
Bart usłyszał coś niedaleko, więc obrócił głowię, patrzy a tam Kris ze swoim psem. Mówi "Songo, Mój psie, siad!" - pies siedzi, mówi "Waruj!" - waruje, "leżeć" leży... Bart podszedł i patrzał an to z niedowierzaniem.
- Zupełnie jakby Mnie ten pies rozumiał... - powiedział Kris do Barta
- A u Mnie wprost odwrotnie... - powiedział Bart, po czym oboje się zaśmiali
W międzyczasie Bobercik trenował z Roksią. Z każdym dniem jego siostra stawała się coraz silniejsza. Mimo, że była kobietą, a nawet dziewczynką, to byłaby w stanie powalić nie jednego faceta - jeżeli chodzi o walke. Z każdym dniem stawała się też ładniejsza, rosła jak na drożdżach! Jej, teraz coraz częstszy uśmiech, zawsze wypełniał miejsce, w którym się znajdowała i uszczęśliwiał Bobercika.
Rayman zaś pomagał Hebrinowi przy przenoszeniu różnych rzeczy. Usłyszał też coś takiego, gdy przenosił kij Baseballowy, nóż i inne rzeczy: "Szybko! Schowaj to wszystko, zanim Kris tu przyjdzie, bo znowu będzie go chciał spowrotem!". Rayman po tych słowach padł na ziemie i tarzał się ze śmiechu, jednak schował te rzeczy, gdy się przestał śmiać.
Później każdy się martwił co się dzieje z Dyniniem. Nie było go naprawde bardzo długo! Postanowiono zbadać krok po kroku miejsce, w którym ostatnio go widziano.
Tak więc poszli gruzy opuszczonego laboratorium, które ostatniej nocy się zawaliło i zobaczyli... Gruzy laboratorium - pełno kurzy i różnego rodzaju kamieni. Zaczęli szukać wnikliwiej, jednak nic nie znaleźli. Prawie nic, bo mała Roksia znalazła jakiś kawałek papieru...
- Co to jest braciszku? - zapytała Roksia brata, podając kartke
- To? - Bobercik patrzy na kartke. Nieźle zmięta i zakurzona była, po chwili czyta na głos, od miejsca, w którym coś pisze. To był tylko kawałek większej całości - (...) zamieszkuje mroczne lasy Fegoruth. Nie warto go szukać, bo na drodze do niego jest tylko śmierć. Jednak wiele<tutaj jest kawałek zamazany> jest zaciąganych bezpowrotnie do jego kryjówki(...)
- Hmmm, ciekawe skąd to jest? - zapytał Kris
- Może to z jakiejś książki? - zapytał Bart
- W życiu nie widziałem Dyninia z książką! - powiedział Rayman
- No fakt, Ja też... - powiedział Bart
- Heh, nawet Ja czytałem pare książek - powiedział Adrian
- Hebrid, gdzie jest ten cały las "Fegoruth"? - zapytał Kris
- Zaprowadze Was - powiedział Hebrid, po czym poszli
Szli dosyć długo, strasznie długo. Mijali na początku ulice miasta, potem przeszli kilka łąk i pare lasów. Wreszcie doszli do lasu, gdize byo naprawde mroczno, a drzewa nie miały liści(to były drzewa liściaste, żeby nie było!).
Hebrid teraz poszedł do swojej rezydencji, bo nie chciało mu się czekać w takiej ochydnej okolicy na nikogo... Nie lubiał tego miejsca, podobno w nocy słychać tu okropny krzyk i widać czerony księżyc.
Więc wszyscy wszedli do lasu. Było okropnie ciemno, dla bezpieczeństwa Bobecik trzymał Roksię za ręke, by się nie zgubiła. Pomogło to, bo kilka razy się potknęła i by upadła, ale brat ją przytrzymywał i stała na swoich nużkach.
- Stać! I cicho teraz! - powiedział Bart zatrzymują się
Faktycznie, coś się działo. Słychać było daleko szelest, ryki i różne inne odgłosy, jakby tu było nie wiadomo co. Postanowiono iść dalej. Tak więc nasi bohaterowie szli długo przez mroczny las, aż doszli do jakiejś małej wieży, a właściwie małego zamczyska.
Niektórzy bali się wejść do środka, ale nie okazywali tego po sobie. Bart zobaczył, że wrota frontowe i brama są otwarte, więc można bez problemu wejść. Więc bohateowie wszedli przez wrota frontowe i szli do przodu. Każdy się rozglądał na boki, ale nic nie zauważył.
Bart poczuł się w tym momencie źle, jakby cząstka jego życia odchodziła w niepamięć, jakby coś złego się działo... Nie wiedział jednak co, przez chwilę jednak poczół okropny ból na całym ciele... Skądś go znał, ale nie wiedział skąd...
Wszyscy przyglądali się co robi Bart, a On stał w miejscu i trząsł się, nie wiadomo dlaczego. Po chwili się ocknął, ale czuł ból głowy. W ułamku sekundy zobaczył jakiś cień, nie ludzki cień daleko od niego. Po chwili zobaczył dokładniej z czym ma do czynienia.
Wydawało Mu się, że właśnie widzi Wilkołaka, takiego, jaki często występuje w opowiadaniach. Stał na swoich łapach, patrzał się na niego swoimi oczymi, a z otwartej gęby leciała mu ślinka. Głodny jest - pomyślał Bart - I właśnie podano mu do stołu. Widac było jak wilkołak się chce rzucić na Bart'a, jednak zatrzymał się, rozejrzał i zniknął. Może gdzieś się skrada? - pomyślał Bart, jednak nic na to nie wskazywało.
Bohaterowie dalej badali zamczysko. W pewnym momencie przyszedł do nich jakiś osobnik, miał na sobie czarny płaszcz.
- Witam, z kim mam przyjemność? - zapytał nieznajomy w płaszczu
- Witam, nazywam się Bart, a to Moi przyjaciele, Bobercik, Kris, Rayman, Adrian - powiedział Bart
- A ta mała dziewczynka? - zapytał nieznajomy, po czym spojrzał na Roksię. Patrzał na nią jakoś dziwnie, Roksia schowała się za Bobercika
- To jest Roksia, Moja siostra - powiedział Bobercik
- Więc, witam w Moim zamczysku! - powiedział nieznajomy - Nazywam się Caldaru i jestem właścicielem tego zamku i pobliskich lasów
- Jakieś dziwne imie... Z czymś Mi się ono kojarzy... - powiedział Adrian
- Może coś zjecie szanowni goście? Nieczęsto miewam gości - powiedział Caldaru
- Z chęcią - powiedział Bobercik - Prowadź panie Caldaru
Zostali zaprowadzeni do komnaty, gdzie był wieli stół, chyba miał 50 miejsc, jak nie więcej. bohaterowie usiedli blisko siebie, Caldaru prosił, by poczekać, zaraz zrobi coś do jedzenia.
- Jestem pewien, że gdzieś słyszałem o tym gościu... - powiedział Adrian
- Wydaje Ci się - powiedział Bobercik
W międzyczasie Bart wstał i podszedł pod ściane, gdzie znajdowały się różne obrazy. Dziwnie się czuł patrząc na nie, w ogóle, dziwnie czuł się w tym miejscu. Po chwili wrócił na miejsce i porozmawiał troche z przyjaciółmi.
Po niedługim czasie przyszedł i Caldaru, niosąc tace z jedzeniem.
- Prosze bardzo, smacznego - powiedział Caldaru
- Nie ma pan służby? - zapytał Kris
- Niestety nie mam, wyniosła się dawno temu - powiedział Caldaru
Na tacy były różne rzeczy, mięsą, warzywa, owoce. Bohaterowie jedli ze smakiem, Nie jadł tylko Bobercik i Bart. Bobercik tez całyczas karcił Roksie, gdy chciała zabrać coś do jedzenia, jakby myślał, że coś z tym jedzeniem jest nie tak. Jednak Bart, Bobercik i Roksia udawali, że jedzą.
Po zjedzeniu wszyscy podziękowali, Caldaru odniósł tace i wrócił. Po chwili wszyscy wyglądali na śpiących i większość zasnęła. Większość, bo Bart, Bobercik i Roksia tylko zamykali oczy.
Caldaru się zaśmiał, podszedł pod Roksię i powiedział:
- Nareszcie! Świerza krew! Jak Ja dawno jej nie piłem - powiedział Caldaru - Do tego krew młodej dziewicy!
Roksia się przestraszyła słów Caldaru i schowała się za Bobercikiem.
- Co jest!?! - zakrzyczał Caldaru, gdy Bobercik i Bart otworzyli oczy
- Coś chyba nie wyszło - powiedział Bobercik - I nawet nie próbuj tknąć Roksi!
Caldaru się głośno zaśmiał.
- Czy myślisz, że będą Mnie interesować Twoje groźby, śmiertelniku? - zapytał Caldaru
- Kim... Czym Ty jesteś? - zapytał Bart
- Powiem Wam, należą Wam się wyjaśnienia! Nie nazywam się Caldaru, używam tego imienia dla zmyłki! - powiedział nieznajomy - Nazywam się Dracula i jestem praprzodkiem Hrabiego Draculi, największego i pierwszego z wampirów
Po tych słowach Dracula pokazał swoje kły w krwiożądnym uśmiechu
- I? - zapytał Bobercik - To wszystko?
- Teraz zobaczysz Moją moc! - powiedział Dracula
Bohaterowie ledwo zobaczyli jak Dracula, niczym cień, w ciągu ułamka sekundy znalazł się przy Boberciku, którego chwycił i rzucił w ścianę. rzut był naprawde mocny, ściana aż się ugięła. Była bardzo trwale zbudowana, innaczej by się zawaliła.
Teraz Dracula chciał wgryźć się w przerażoną Roksię, jednak uciekł, gdy wyczuł obok siebie kulę energii. Wypuścił ją Bart.
Po chwili Bart, jak kiedyś na treningach z Bratem, zamknął oczy i poszedł na wyczucie. I tak nic prawie nie widział w tym ciemnym, ledwo oświetlonym zamczysku. Nagle odruchowo uderzył prawą ręką za siebie - trafił w coś, a raczej kogoś. Dracula chwycił się za twarz, naprawde mocno dostał! Bart posłał jeszcze za nim kulę Ki, ale Vampir uniknął.
Bobercik w międzyczasie przypomniał sobie opowiadania o Vampirach, wziął więc krzesło, urwał z niego nużkę robiąc kołek. Później związał go z jakimś kawałkiem drewna i powstał kołek w kształcie krzyża. Potem, nie wiadomo skad, Bobercik wziął wode i polał nią kołek.
Wziął ze stołu czosnek i rzucił do Bart'a, zobaczył jak Vampir nabiera odległości od Bart'a.
- Zrzuć to z siebie! - powiedział Dracula
Bart jednak tego nie zrzucił, a nasmarował się czosnkiem.
- Ehhh, niezbyt lubie czosnek, ale niech będzie... - powiedział Dracula - Ej, Ty tam! Rzuć jeszcze sól, pieprz i katchup!
Dracula rzucił się na Bart, który ledwo uniknął przy jego prędkości. Był naprawde szybki, mknął niczym... Bez porównania!
Bobercik natomiast myślał co zrobić. Wkońcu wpadł na pomysł i wypuścił kulę ki w sufit. Zrobiła się ogromna dziura w suficie, przez którą wpadał słup światła do środka. Teraz Bart, Bobercik i przerażona Roksia mogli lepiej widzieć. Do tego Vampir dziwnie zareagował na światło... Zakrył się cały swoim płaszczem i położył na ziemi. Wtedy Bobercik szybko podbiegł pod niego i wbił mu kołek, a raczej krzyż w serce - Vampir przestał się ruszać. Bobercik i Bart odetchnęli z ulgą, a Roksia wciąż patrzała z dalek. Nagle Vampir wstał, odsłonił płaszcz, wyciągłnął krzyż, którym go przebito i rzucił w Bobercik'a. Bobercik złamał krzyż, ale nie zdążył dobiec do Roksi, przy której był już Vampir. W momencie, gdy się wgryzał w jej szyję naglę coś zaatakowało Vampira z boku, Dracula wpadł w ścianę.
- Idź stąd głupcze, albo Cię zabije! - powiedział Dracula
To, co uratowało Roksie, to był wilkołak, który w odpowiedzi na słowa Draculi tylko ryknął i rzucił się na niego.
Teraz zaczęła się dopiero naprawde ostra walka. Vampir unikał jak tylko mógł przed potężnymi szponami wilkołaka. W pewnym momencie wilkołak dostał od Vampira jego sztyletem, który wyciągnął zza płaszcza. Był to srebrny sztylet...
Wilkołak odskoczył i chwycił się za ranę. Z jego ciała sączyła się krew, dużo krwi. Vampir chciał jeszcze raz ugodzić wilkołaka sztyletem, jednak Roksia wypuściła w jego strone kulę ki, którą dostał prosto w twarz. Przez minutę Vampir leżał na ziemi krzycząc.
Roksia podbiegła do wilkołaka i zaczęła ciągnąć go w strone Bobercik'aa i Bart'a. Wilkołak stanął obok nich i zaryczał bardzo głośno w ich stronę. Machnął łapskiem w strone nie spodziewającego się niczego Bobercika i wziął zza jego pleców jakis kawałek papieru, po czym podał go Bartowi, jakby wiedział, że On go użyje.
Bart zabrał kawałek papieru i przeczytał słowa: "Bakamono to Ningen, Futatsu wa hitatsu - Oni no shine!".
Wilkołak zaczął ryczeć i powoli się zmniejszać, po chwili był swykłym człowiekiem z ogromną raną między brzuchem, a klatką piersiową, tuż pod sercem. Ten człowiek stanął z trudem na nogach i zaczął ruszać rękami. Wokół jego rąk widać było białą aurę. Po chwili nagle pojawiły się ubrania na człowieku, a rana zniknęła. Człowiek znów zaczał machać rękami i teraz mówił szybko jakieś słowa, wtedy to Vampir rzucił się na niego, ale go nie dopadł, bo Bart wypuścił kulę ki w strone Vampira.
To już był koniec Vampira, uniknął przed kulą ki Barta, ale nie zdołał przed megaszybkim strumieniem światła, wysłanym przez człowieka(wyglądało to jak laser). Po chwili było widać tylko plamę krwi na ścianie - cały Vampir.
Człowiek padł na kolana i chwycił się za brzuch, po czym mówił:
- Słuchajcie, nie zostało Mi wiele czasu! - powiedział człowiek - Zapewne przybyliście tu po tego młodzieńca i tą dziewczynę, więc słuchajcie!
- Młodzieńca? Dziewczynę? - zapytał Bobercik
- Tak! - powiedział człowiek - Ten chłopak uratował ją i uciekał wgłąb zamku, wszedł do podziemia, teraz jest tam gdzieś z nią! Jednak uważajcie, bo tam czai się potwór!
- Jaki potwór!?! - zapytał Bobercik
- Nie patrzcie mu w oczy... Nie patrzcie mu.. w... oc..z...y... - powiedział człowiek, po czym umarł, a jego ciało z ubraniem nagle zniknęło w powietrzu.
- W podziemia? - zapytał sam siebie Bobercik - Ale się wpakowaliśmy...
- Tak, teraz obudźmy wszystkich i chodźmy! - powiedział Bart
I co sądzicie o tym odcinku? ^^
W poprzednim odcinku:
Adrian - tak brzmi imie Saiyana, który został poddany wielu eksperymentom, teraz wędróje wraz z naszymi bohaterami. Dyninio wciąż nie wraca, choć mianął już dzień, odkąd zniknął. Nikt nie wie co się z nim dzieje. Bart i Kris znaleźli też małe pieski...
Rozdział XXI - Stary zamek
- Cezar! - zawołał głośno Bart
Nikt nie wiedział o co chodzi, dopóki jego mały piesek, Amstaff nie obrócił główki w strone Barta. Widocznie lubiał to imie i reagował na nie
- Siad, Cezar! - powiedział Bart
Pies jednak podszedł pod Barta i zaczął szczekać. Bart próbował sam posadzić psa, ale coś mu nie wychodziło...
- Może usiadłbyć Cezarek...? - zapytał się Bart już straciwszy nadzieję
Pies usiadł i zaszczekał, po czym machał ogonem jak wiatrak jednym ze skrzydeł(w kółko XD)
- Good boy! - powiedział Bart i dał ciastko swojemu Amstaffowi
Bart usłyszał coś niedaleko, więc obrócił głowię, patrzy a tam Kris ze swoim psem. Mówi "Songo, Mój psie, siad!" - pies siedzi, mówi "Waruj!" - waruje, "leżeć" leży... Bart podszedł i patrzał an to z niedowierzaniem.
- Zupełnie jakby Mnie ten pies rozumiał... - powiedział Kris do Barta
- A u Mnie wprost odwrotnie... - powiedział Bart, po czym oboje się zaśmiali
W międzyczasie Bobercik trenował z Roksią. Z każdym dniem jego siostra stawała się coraz silniejsza. Mimo, że była kobietą, a nawet dziewczynką, to byłaby w stanie powalić nie jednego faceta - jeżeli chodzi o walke. Z każdym dniem stawała się też ładniejsza, rosła jak na drożdżach! Jej, teraz coraz częstszy uśmiech, zawsze wypełniał miejsce, w którym się znajdowała i uszczęśliwiał Bobercika.
Rayman zaś pomagał Hebrinowi przy przenoszeniu różnych rzeczy. Usłyszał też coś takiego, gdy przenosił kij Baseballowy, nóż i inne rzeczy: "Szybko! Schowaj to wszystko, zanim Kris tu przyjdzie, bo znowu będzie go chciał spowrotem!". Rayman po tych słowach padł na ziemie i tarzał się ze śmiechu, jednak schował te rzeczy, gdy się przestał śmiać.
Później każdy się martwił co się dzieje z Dyniniem. Nie było go naprawde bardzo długo! Postanowiono zbadać krok po kroku miejsce, w którym ostatnio go widziano.
Tak więc poszli gruzy opuszczonego laboratorium, które ostatniej nocy się zawaliło i zobaczyli... Gruzy laboratorium - pełno kurzy i różnego rodzaju kamieni. Zaczęli szukać wnikliwiej, jednak nic nie znaleźli. Prawie nic, bo mała Roksia znalazła jakiś kawałek papieru...
- Co to jest braciszku? - zapytała Roksia brata, podając kartke
- To? - Bobercik patrzy na kartke. Nieźle zmięta i zakurzona była, po chwili czyta na głos, od miejsca, w którym coś pisze. To był tylko kawałek większej całości - (...) zamieszkuje mroczne lasy Fegoruth. Nie warto go szukać, bo na drodze do niego jest tylko śmierć. Jednak wiele<tutaj jest kawałek zamazany> jest zaciąganych bezpowrotnie do jego kryjówki(...)
- Hmmm, ciekawe skąd to jest? - zapytał Kris
- Może to z jakiejś książki? - zapytał Bart
- W życiu nie widziałem Dyninia z książką! - powiedział Rayman
- No fakt, Ja też... - powiedział Bart
- Heh, nawet Ja czytałem pare książek - powiedział Adrian
- Hebrid, gdzie jest ten cały las "Fegoruth"? - zapytał Kris
- Zaprowadze Was - powiedział Hebrid, po czym poszli
Szli dosyć długo, strasznie długo. Mijali na początku ulice miasta, potem przeszli kilka łąk i pare lasów. Wreszcie doszli do lasu, gdize byo naprawde mroczno, a drzewa nie miały liści(to były drzewa liściaste, żeby nie było!).
Hebrid teraz poszedł do swojej rezydencji, bo nie chciało mu się czekać w takiej ochydnej okolicy na nikogo... Nie lubiał tego miejsca, podobno w nocy słychać tu okropny krzyk i widać czerony księżyc.
Więc wszyscy wszedli do lasu. Było okropnie ciemno, dla bezpieczeństwa Bobecik trzymał Roksię za ręke, by się nie zgubiła. Pomogło to, bo kilka razy się potknęła i by upadła, ale brat ją przytrzymywał i stała na swoich nużkach.
- Stać! I cicho teraz! - powiedział Bart zatrzymują się
Faktycznie, coś się działo. Słychać było daleko szelest, ryki i różne inne odgłosy, jakby tu było nie wiadomo co. Postanowiono iść dalej. Tak więc nasi bohaterowie szli długo przez mroczny las, aż doszli do jakiejś małej wieży, a właściwie małego zamczyska.
Niektórzy bali się wejść do środka, ale nie okazywali tego po sobie. Bart zobaczył, że wrota frontowe i brama są otwarte, więc można bez problemu wejść. Więc bohateowie wszedli przez wrota frontowe i szli do przodu. Każdy się rozglądał na boki, ale nic nie zauważył.
Bart poczuł się w tym momencie źle, jakby cząstka jego życia odchodziła w niepamięć, jakby coś złego się działo... Nie wiedział jednak co, przez chwilę jednak poczół okropny ból na całym ciele... Skądś go znał, ale nie wiedział skąd...
Wszyscy przyglądali się co robi Bart, a On stał w miejscu i trząsł się, nie wiadomo dlaczego. Po chwili się ocknął, ale czuł ból głowy. W ułamku sekundy zobaczył jakiś cień, nie ludzki cień daleko od niego. Po chwili zobaczył dokładniej z czym ma do czynienia.
Wydawało Mu się, że właśnie widzi Wilkołaka, takiego, jaki często występuje w opowiadaniach. Stał na swoich łapach, patrzał się na niego swoimi oczymi, a z otwartej gęby leciała mu ślinka. Głodny jest - pomyślał Bart - I właśnie podano mu do stołu. Widac było jak wilkołak się chce rzucić na Bart'a, jednak zatrzymał się, rozejrzał i zniknął. Może gdzieś się skrada? - pomyślał Bart, jednak nic na to nie wskazywało.
Bohaterowie dalej badali zamczysko. W pewnym momencie przyszedł do nich jakiś osobnik, miał na sobie czarny płaszcz.
- Witam, z kim mam przyjemność? - zapytał nieznajomy w płaszczu
- Witam, nazywam się Bart, a to Moi przyjaciele, Bobercik, Kris, Rayman, Adrian - powiedział Bart
- A ta mała dziewczynka? - zapytał nieznajomy, po czym spojrzał na Roksię. Patrzał na nią jakoś dziwnie, Roksia schowała się za Bobercika
- To jest Roksia, Moja siostra - powiedział Bobercik
- Więc, witam w Moim zamczysku! - powiedział nieznajomy - Nazywam się Caldaru i jestem właścicielem tego zamku i pobliskich lasów
- Jakieś dziwne imie... Z czymś Mi się ono kojarzy... - powiedział Adrian
- Może coś zjecie szanowni goście? Nieczęsto miewam gości - powiedział Caldaru
- Z chęcią - powiedział Bobercik - Prowadź panie Caldaru
Zostali zaprowadzeni do komnaty, gdzie był wieli stół, chyba miał 50 miejsc, jak nie więcej. bohaterowie usiedli blisko siebie, Caldaru prosił, by poczekać, zaraz zrobi coś do jedzenia.
- Jestem pewien, że gdzieś słyszałem o tym gościu... - powiedział Adrian
- Wydaje Ci się - powiedział Bobercik
W międzyczasie Bart wstał i podszedł pod ściane, gdzie znajdowały się różne obrazy. Dziwnie się czuł patrząc na nie, w ogóle, dziwnie czuł się w tym miejscu. Po chwili wrócił na miejsce i porozmawiał troche z przyjaciółmi.
Po niedługim czasie przyszedł i Caldaru, niosąc tace z jedzeniem.
- Prosze bardzo, smacznego - powiedział Caldaru
- Nie ma pan służby? - zapytał Kris
- Niestety nie mam, wyniosła się dawno temu - powiedział Caldaru
Na tacy były różne rzeczy, mięsą, warzywa, owoce. Bohaterowie jedli ze smakiem, Nie jadł tylko Bobercik i Bart. Bobercik tez całyczas karcił Roksie, gdy chciała zabrać coś do jedzenia, jakby myślał, że coś z tym jedzeniem jest nie tak. Jednak Bart, Bobercik i Roksia udawali, że jedzą.
Po zjedzeniu wszyscy podziękowali, Caldaru odniósł tace i wrócił. Po chwili wszyscy wyglądali na śpiących i większość zasnęła. Większość, bo Bart, Bobercik i Roksia tylko zamykali oczy.
Caldaru się zaśmiał, podszedł pod Roksię i powiedział:
- Nareszcie! Świerza krew! Jak Ja dawno jej nie piłem - powiedział Caldaru - Do tego krew młodej dziewicy!
Roksia się przestraszyła słów Caldaru i schowała się za Bobercikiem.
- Co jest!?! - zakrzyczał Caldaru, gdy Bobercik i Bart otworzyli oczy
- Coś chyba nie wyszło - powiedział Bobercik - I nawet nie próbuj tknąć Roksi!
Caldaru się głośno zaśmiał.
- Czy myślisz, że będą Mnie interesować Twoje groźby, śmiertelniku? - zapytał Caldaru
- Kim... Czym Ty jesteś? - zapytał Bart
- Powiem Wam, należą Wam się wyjaśnienia! Nie nazywam się Caldaru, używam tego imienia dla zmyłki! - powiedział nieznajomy - Nazywam się Dracula i jestem praprzodkiem Hrabiego Draculi, największego i pierwszego z wampirów
Po tych słowach Dracula pokazał swoje kły w krwiożądnym uśmiechu
- I? - zapytał Bobercik - To wszystko?
- Teraz zobaczysz Moją moc! - powiedział Dracula
Bohaterowie ledwo zobaczyli jak Dracula, niczym cień, w ciągu ułamka sekundy znalazł się przy Boberciku, którego chwycił i rzucił w ścianę. rzut był naprawde mocny, ściana aż się ugięła. Była bardzo trwale zbudowana, innaczej by się zawaliła.
Teraz Dracula chciał wgryźć się w przerażoną Roksię, jednak uciekł, gdy wyczuł obok siebie kulę energii. Wypuścił ją Bart.
Po chwili Bart, jak kiedyś na treningach z Bratem, zamknął oczy i poszedł na wyczucie. I tak nic prawie nie widział w tym ciemnym, ledwo oświetlonym zamczysku. Nagle odruchowo uderzył prawą ręką za siebie - trafił w coś, a raczej kogoś. Dracula chwycił się za twarz, naprawde mocno dostał! Bart posłał jeszcze za nim kulę Ki, ale Vampir uniknął.
Bobercik w międzyczasie przypomniał sobie opowiadania o Vampirach, wziął więc krzesło, urwał z niego nużkę robiąc kołek. Później związał go z jakimś kawałkiem drewna i powstał kołek w kształcie krzyża. Potem, nie wiadomo skad, Bobercik wziął wode i polał nią kołek.
Wziął ze stołu czosnek i rzucił do Bart'a, zobaczył jak Vampir nabiera odległości od Bart'a.
- Zrzuć to z siebie! - powiedział Dracula
Bart jednak tego nie zrzucił, a nasmarował się czosnkiem.
- Ehhh, niezbyt lubie czosnek, ale niech będzie... - powiedział Dracula - Ej, Ty tam! Rzuć jeszcze sól, pieprz i katchup!
Dracula rzucił się na Bart, który ledwo uniknął przy jego prędkości. Był naprawde szybki, mknął niczym... Bez porównania!
Bobercik natomiast myślał co zrobić. Wkońcu wpadł na pomysł i wypuścił kulę ki w sufit. Zrobiła się ogromna dziura w suficie, przez którą wpadał słup światła do środka. Teraz Bart, Bobercik i przerażona Roksia mogli lepiej widzieć. Do tego Vampir dziwnie zareagował na światło... Zakrył się cały swoim płaszczem i położył na ziemi. Wtedy Bobercik szybko podbiegł pod niego i wbił mu kołek, a raczej krzyż w serce - Vampir przestał się ruszać. Bobercik i Bart odetchnęli z ulgą, a Roksia wciąż patrzała z dalek. Nagle Vampir wstał, odsłonił płaszcz, wyciągłnął krzyż, którym go przebito i rzucił w Bobercik'a. Bobercik złamał krzyż, ale nie zdążył dobiec do Roksi, przy której był już Vampir. W momencie, gdy się wgryzał w jej szyję naglę coś zaatakowało Vampira z boku, Dracula wpadł w ścianę.
- Idź stąd głupcze, albo Cię zabije! - powiedział Dracula
To, co uratowało Roksie, to był wilkołak, który w odpowiedzi na słowa Draculi tylko ryknął i rzucił się na niego.
Teraz zaczęła się dopiero naprawde ostra walka. Vampir unikał jak tylko mógł przed potężnymi szponami wilkołaka. W pewnym momencie wilkołak dostał od Vampira jego sztyletem, który wyciągnął zza płaszcza. Był to srebrny sztylet...
Wilkołak odskoczył i chwycił się za ranę. Z jego ciała sączyła się krew, dużo krwi. Vampir chciał jeszcze raz ugodzić wilkołaka sztyletem, jednak Roksia wypuściła w jego strone kulę ki, którą dostał prosto w twarz. Przez minutę Vampir leżał na ziemi krzycząc.
Roksia podbiegła do wilkołaka i zaczęła ciągnąć go w strone Bobercik'aa i Bart'a. Wilkołak stanął obok nich i zaryczał bardzo głośno w ich stronę. Machnął łapskiem w strone nie spodziewającego się niczego Bobercika i wziął zza jego pleców jakis kawałek papieru, po czym podał go Bartowi, jakby wiedział, że On go użyje.
Bart zabrał kawałek papieru i przeczytał słowa: "Bakamono to Ningen, Futatsu wa hitatsu - Oni no shine!".
Wilkołak zaczął ryczeć i powoli się zmniejszać, po chwili był swykłym człowiekiem z ogromną raną między brzuchem, a klatką piersiową, tuż pod sercem. Ten człowiek stanął z trudem na nogach i zaczął ruszać rękami. Wokół jego rąk widać było białą aurę. Po chwili nagle pojawiły się ubrania na człowieku, a rana zniknęła. Człowiek znów zaczał machać rękami i teraz mówił szybko jakieś słowa, wtedy to Vampir rzucił się na niego, ale go nie dopadł, bo Bart wypuścił kulę ki w strone Vampira.
To już był koniec Vampira, uniknął przed kulą ki Barta, ale nie zdołał przed megaszybkim strumieniem światła, wysłanym przez człowieka(wyglądało to jak laser). Po chwili było widać tylko plamę krwi na ścianie - cały Vampir.
Człowiek padł na kolana i chwycił się za brzuch, po czym mówił:
- Słuchajcie, nie zostało Mi wiele czasu! - powiedział człowiek - Zapewne przybyliście tu po tego młodzieńca i tą dziewczynę, więc słuchajcie!
- Młodzieńca? Dziewczynę? - zapytał Bobercik
- Tak! - powiedział człowiek - Ten chłopak uratował ją i uciekał wgłąb zamku, wszedł do podziemia, teraz jest tam gdzieś z nią! Jednak uważajcie, bo tam czai się potwór!
- Jaki potwór!?! - zapytał Bobercik
- Nie patrzcie mu w oczy... Nie patrzcie mu.. w... oc..z...y... - powiedział człowiek, po czym umarł, a jego ciało z ubraniem nagle zniknęło w powietrzu.
- W podziemia? - zapytał sam siebie Bobercik - Ale się wpakowaliśmy...
- Tak, teraz obudźmy wszystkich i chodźmy! - powiedział Bart
I co sądzicie o tym odcinku? ^^
Fajne fajne
a to pieski z nami nieposzły na spacerek do lasu

ćwoki! jak ktoś żyje na tym forum, to niech pisze na mail barts10@gmail.com
- BH Daimaouji
- SSJ 5
- Posty: 6009
- Rejestracja: czw gru 02, 2004 6:04 pm
Jasne Bartuś: To bardzo proste. Chciał Kris pieska o imieniu "Songo", to ma
W poprzednim odcinku
Dziwna kartka zaprowadziła naszych bohaterów do starego zamczyska - miejsca, które było siedzibą złego vampira. Wszyscy bohaterowie by zginęli, gdyby nie pewien zaklęty w wilkołaka mag, który zniszczył vampira, a jednocześnie, przed własną śmiercią, ostrzegł przed potworem mieszkającym w podziemiach zamku...
Rozdział XXII - Zbawiciel
Wszyscy bohaterzy wstali, jednak byli jeszcze bardzo senni. Kris nawet przypadkiem potknął się i przewrócił na ziemię... Cóż, tak bywa jak się wstanie "lewą nogą". Całyczas Bart się zastanawiał, co może czekać ich w podziemiach?
Jednak nie mógł za bardzo myśleć, gdyż wciąż czuł ból... Tak jak kiedyś, ale nie pamięta gdzie... Jednak nie czuł go naprawde, to takie jakby złudzenie, magia, jakby ból czuł ktoś inny... Jak to możliwe? - pomyślał. Im bardziej się Bart uspokajał, tym bardziej bolało, więc wolał całyczas coś robić...
Kris wciąż nie mógł wziąć do siebie informacji, że został tak głupio przechytrzony... Jakiś vampir przechytrzył Mnie, wielkiego Krisa? - myślał, jednak cóż mógł zrobić...
- Bobercik? - powiedział Bart
- Tak? - zapytał się Bobercik
- Nie idź w podziemia - powiedział Bart - Nie z Roksią!
- Ale... - powiedział Bobercik - Dobrze, zostane tutaj, będe pilnować tyłów
- Dzięki - powiedział Bart
Tak więc Kris, Bart, Adrian i Rayman zeszli do podziemi. Już schodząc na dół słyszeli dziwne dźwięki, na samym dole zaś usłyszeli coś więcej - krzyk kobiety. Brzmiało to jak krzyk rozpaczy, przepełniony strachem i bólem. Bart'a ten dźwięk przeraził...
Bohaterowie zaczęli więc biec w strone, z której usłyszeli krzyk. W końcu udało Im się dobiec do pokoju, w którym pod ścianą stała kobieta, a na ziemi przed nią Dyninio... Prawie martwy Dyninio...
Gdy Dyninio zobaczył Bart'a i innych przyjaciół, to uśmiechnął się.
Dopiero teraz Bart i inni zobaczyli potwora czychającego w ciemnościach. Właśnie chciał skoczyć na Dyninia, gdy naprzeciw wyskoczył mu Adrian.
Adrian skoczył przed siebie, zatrzymał się w połowie drogi do potwora i zakrzyczał: "HAA!!", wyciągając obie ręce do przodu. Z rąk wyleciała fala ki, potwór obrócił się, otworzył swoją paskudną gębe i zakrzyczał: "GRAAA!!" Po czym z jego mordy wyleciała prawie nie widoczna fala. Obie fale się siłowały przez jakiś czas, dopóki fala potwora nie zaczęła wygrywać. Adrian myślał już, że jest po nim, jednak, gdy fala potwora była już przy nim, to Rayman wystrzelił kulę energii w jej strone, a ona zmieniła kierunek i trafiła w ścianę niedaleko. Całe podziemia zamku zadrżały!
Teraz Adrian nie mógł uwierzyć, że potwór pokonał jego falę ki. Przecież była ona potężna! - tak myślał cały czas, dopóki nie spojrzał potworowi w oczy...
Zaraz po tym jak zajrzał potworowi w oczy zamienił się w kamienny posąg i stał teraz w podziemiach jak figurka...
Rayman, gdy to zobaczył, przeraził się. Wystraszył się tak bardzo, że prawie zaczął uciekać, ale jednak, czuł jednocześnie szał...
Jego ręce zamieniły się w stalowe, a zbroja... Jak nigdy, stała się czerwona. Teraz Rayman stanął, spojrzał w mrok, gdzie znajdował się potwór i wypuścił średnią kulę energii. Potwór zaś wypuścił z ryja falę. Przy zderzeniu obie fale wybuchły pomiędzy walczącymi. Tak działo się kilka razy, Rayman nie zaprzestawał ostrzału. Wtedy do gry chciał wejść Bart, wypuścił więc kulę ki w stronę potwora, ten jednak uniknął jej i rzucił się w strone bohaterów. Rayman nawet nie zorientował się, że potwór jest obok niego. Potwór tylko ryknął tuż obok Rayman'a, a ten obrócił się... I spojrzał mu prosto w oczy. W podziemiach był już drugi posąg...
- Kim Oni są? - zapytała dziewczyna/kobieta przy Dyninio po cichu
- To przyjaciele... - powiedział z trudem Dyninio - Wyciągnom nas z tego...
Bart, gdy zobaczył, że Rayman został zamieniony w kamień zamknął oczy, to samo zrobił Kris. Teraz obaj nic nie widzieli, jednak Bart czuł coś... Słaby pisk niedaleko, kilka metrów od niego i powoli się zbliżał. Zaczął więc szybko machać rękami, z których wylatywały kula ki, za kulą ki. Potwór najwyraźniej dostał jedną kulą, gdyż głośno zawył, a następnie szybko przeskoczył w inne miejsce. Teraz Bart wystawił ręke przed siebie i krzyknął: "BIG BANG...", po czym dostał od potwora potężnie w brzuch - wylądował na ścianie, a właściwie W ścianie. Bart teraz nie mógł się ruszyć. Cała nadzieja w Krisie...
Kris też czuł, że potwór jest niedaleko. Postanowił nie robić gwałtownych ruchów, powoli zaczął sięgać po miecz. Gdy już dotykał rękojeści Kła Żywiołów, zawołał głośno: "Ha! Mam cię teraz!", po czym szybko machnął mieczem... Za wolno. Potwór był już wtedy przy nim i uderzył go tak, że miecz wypadł mu z rąk. Do tego teraz Kris był przygnieżdżony do ściany ręką potwora. Miecz leżał za daleko by go podnieść...
Jednak Kris się nie poddawał i myślał: "Skoncentruj się, skoncentruj się, skoncentruj!". Spojrzał na miecz, który teraz zaczął powoli drgać, po chwili uniósł się na pół metra wysokości i... spadł spowrotem na ziemie, bo potwór mocniej docisnął Krisa do ściany.
Kris nie mógł już wytrzymać i krzyknął z całych sił, potwór wtedy uderzył Krisa drugą ręką, Kris krzyknął jeszcze głośniej.
Bart bezradnie leżał w ścianie przysłuchując się, jak potwór zabija Krisa, nie mogąc nic zrobić...
W tym momencie miecz Krisa, w odmienienej formie, leciał w stronę potwora, wkrótce wbił się w ręke potwora, która trzymała Krisa przy ścianie, ten jednak nie puścił. Kris z ogromnym trudem złapał za rękojeść miecza, który natychmiast zamienił się w Kieł Żywiołów, jednocześnie prawie kompletnie niszcząc ramię potwora. Potwór teraz puścił Krisa i głośno ryknął, Kris zaś padł na ziemię i teraz tylko leżał z mieczem w dłoni...
Bart myślał, że Kris już nie żyje, że upadł wraz z mieczem i nieźle się wkurzył, ale... Nie mógł się ruszyć. Wtedy usłyszał: "Big Bang Attack!", po czym usłyszał i poczuł wielki wybuch. Po chwili ktoś wyciągał Bart'a ze ściany, Bart nieprzytomnie spojrzał przed siebie i powiedział: "Daegurth?", po czym zasnął...
Bart obudził się dopiero dzień później, w rezydencji Hebrida. Obudził się i usłyszał dziwną rozmowę.
- WoW, to było ekstra! - powiedział Rayman - Użyłeś tego ataku!
- No, nie przesadzajmy... - powiedział Bobercik
- Ale przecież to Ty wszystkich ocaliłeś, takie są fakty - powiedział Kris
- No i dzięki niemu nie jestem już z Raymanem kamieniem... - powiedział Adrian
- Dyninio, a może przedstawiłbyś nas tej uroczej dziewczynie
- powiedział Kris
- To jest Małgosia, Małgosiu to są Moi przyjaciele Kris, Bobercik, Rayman, Roksia, Hebrid, Adrian i... - powiedział Dyninio po czym zrobił sobie małą przerwę
- I kto? - zapytała Małgorzata
- I Bart - powiedział Dynino widząc wchodzącego do środka Bart'a
- Hej, skąd wiedziałeś, że Bart tu idzie? - zapytał Rayman
- Tajemnica zawodowa - powiedział Dyninio
Każdy myślał, że Bart przyjdzie się przywitać, jednak się mylili. podszedł pod drzwi wyjściowe, otworzył je i gwizdnął głośno, po czym jego piesek, Cezar, przybiegł merdając ogonkiem. Bart pogłaskał go i dał mu trochę jedzenia(karmy dla psów).
- No, no - powiedział Kris - Ja też się musze zająć pieskiem. Songo, chodź tu proszę!
Songo, mały wilczurek wbiegł do domu i rzucił się na Krisa liżąc go po twarzy
- No, przestań już, przestań! - powiedział Kris, po czym piesek przestał go lizać
Tuż po tym Kris nakarmił Songa, a Bart przywitał się z Małgosią i porozmawiał z Dyniniem.
Rozwiały się wątpliwości, co się działo z Dyniniem. Dyninio miał kartkę z biblioteki, na której pisało, że w lesie żyje pewien vampir. Nie wierzył jednak w legendy, więc postanowił to sprawdzić. Wyrwał kawałek kartki - specjalnie, by zostawić ślad dla przyjaciół, po czym poszedł. Poszedł do środka, zobaczył, jak vampir próbował wgryźć się w Małgorzate, po czym wystrzelił kulę ki, by go odstraszyć. Vampir uciekł, jednocześnie wpadając na wilkołaka, z którym zaczął walkę. Dyninio wiedział, że musi uciekać stamtąd, jednak uciekając vampir nie wiadomo jak zepchnął go i Małgorzatę do podziemia. Leżeli dłuższą chwilę na ziemi, po czym Małgorzata obudziła Dyninia.
- Boję sie - powiedziała Małgorzata
- Nie ma czego, obronię Cię - powiedział Dyninio
Tak więc Dyninio poszedł z Małgorzatą w stronę wyjścia z podziemia(tam gdzie zostali wrzuceni), jednak drzwi były zaryglowane, więc się cofnęli. Jednak kilka pokojów dalej leżał ów potwór... Na początku ani drgnął, Dyninio spokojnie obok niego przeszedł, później jednak, wracając z końca korytarzy potwór już stał na nogach i ryczał z całych sił, lipiąc się na Dyninia. Dyninio jakoś intuicyjnie zakrył oczy Małgorzacie, a sam patrzał tylko na nogi potwora, które zaczęły się bardzo szybko przybliżać. Wkrótce potwór zadał serię obrażeń Dyninio-wi, po której był w nie najlepszym stanie. Wstał jednak, zaczął szybko machać rękami, po czym wystawił je do przodu i krzyknął: "Burning Attack!". Z jego rąk wyleciała fala. Potwór wystrzelił potężną falę z mordy i całyczas strzelał następne, by doładować tą pierwszą. Dyninio wiedział, że przegra, wiedział, że te fale w zetknięciu z nim wybuchnom, więc przestał puszczać swoją falę i w ostatniej chwili odepchnął Małgorzatę poza zasięg wybuchu. Dyninio dostał ok. 10 falami naraz i znalazł się na ścianie, mimo wszystko wstał jeszcze i podszedł pod Małgorzate, która teraz leżała, bo została naprawde mocno popchnięta przez Dyninia. Potwór wypuścił jeszcze dwie fale, a Dyninio odbił je gołymi rękoma, jednak trzecia, którą potwór wypuścił trafiła Dyninia, który się położył, bo nie miał już sił. Wtedy Małgorzata krzyknęła głośno, a potwór ryknął cicho i zaczął podchodzić powoli do Dyninia i Małgorzaty. Dyninio jeszcze coś powiedział:
- Wiem, że tu jesteście! - powiedział cicho Dyninio - Prosze, pospieszcie się i ocalcie chociaż ją
To była cała historia, jaka przytrafiła się Dyninowi. Jednak było coś, co Bartowi wciąż nie dawało spokoju. Ten ból, który czuł na całym ciele...
Co sądzicie o odcinku?
W poprzednim odcinku
Dziwna kartka zaprowadziła naszych bohaterów do starego zamczyska - miejsca, które było siedzibą złego vampira. Wszyscy bohaterowie by zginęli, gdyby nie pewien zaklęty w wilkołaka mag, który zniszczył vampira, a jednocześnie, przed własną śmiercią, ostrzegł przed potworem mieszkającym w podziemiach zamku...
Rozdział XXII - Zbawiciel
Wszyscy bohaterzy wstali, jednak byli jeszcze bardzo senni. Kris nawet przypadkiem potknął się i przewrócił na ziemię... Cóż, tak bywa jak się wstanie "lewą nogą". Całyczas Bart się zastanawiał, co może czekać ich w podziemiach?
Jednak nie mógł za bardzo myśleć, gdyż wciąż czuł ból... Tak jak kiedyś, ale nie pamięta gdzie... Jednak nie czuł go naprawde, to takie jakby złudzenie, magia, jakby ból czuł ktoś inny... Jak to możliwe? - pomyślał. Im bardziej się Bart uspokajał, tym bardziej bolało, więc wolał całyczas coś robić...
Kris wciąż nie mógł wziąć do siebie informacji, że został tak głupio przechytrzony... Jakiś vampir przechytrzył Mnie, wielkiego Krisa? - myślał, jednak cóż mógł zrobić...
- Bobercik? - powiedział Bart
- Tak? - zapytał się Bobercik
- Nie idź w podziemia - powiedział Bart - Nie z Roksią!
- Ale... - powiedział Bobercik - Dobrze, zostane tutaj, będe pilnować tyłów
- Dzięki - powiedział Bart
Tak więc Kris, Bart, Adrian i Rayman zeszli do podziemi. Już schodząc na dół słyszeli dziwne dźwięki, na samym dole zaś usłyszeli coś więcej - krzyk kobiety. Brzmiało to jak krzyk rozpaczy, przepełniony strachem i bólem. Bart'a ten dźwięk przeraził...
Bohaterowie zaczęli więc biec w strone, z której usłyszeli krzyk. W końcu udało Im się dobiec do pokoju, w którym pod ścianą stała kobieta, a na ziemi przed nią Dyninio... Prawie martwy Dyninio...
Gdy Dyninio zobaczył Bart'a i innych przyjaciół, to uśmiechnął się.
Dopiero teraz Bart i inni zobaczyli potwora czychającego w ciemnościach. Właśnie chciał skoczyć na Dyninia, gdy naprzeciw wyskoczył mu Adrian.
Adrian skoczył przed siebie, zatrzymał się w połowie drogi do potwora i zakrzyczał: "HAA!!", wyciągając obie ręce do przodu. Z rąk wyleciała fala ki, potwór obrócił się, otworzył swoją paskudną gębe i zakrzyczał: "GRAAA!!" Po czym z jego mordy wyleciała prawie nie widoczna fala. Obie fale się siłowały przez jakiś czas, dopóki fala potwora nie zaczęła wygrywać. Adrian myślał już, że jest po nim, jednak, gdy fala potwora była już przy nim, to Rayman wystrzelił kulę energii w jej strone, a ona zmieniła kierunek i trafiła w ścianę niedaleko. Całe podziemia zamku zadrżały!
Teraz Adrian nie mógł uwierzyć, że potwór pokonał jego falę ki. Przecież była ona potężna! - tak myślał cały czas, dopóki nie spojrzał potworowi w oczy...
Zaraz po tym jak zajrzał potworowi w oczy zamienił się w kamienny posąg i stał teraz w podziemiach jak figurka...
Rayman, gdy to zobaczył, przeraził się. Wystraszył się tak bardzo, że prawie zaczął uciekać, ale jednak, czuł jednocześnie szał...
Jego ręce zamieniły się w stalowe, a zbroja... Jak nigdy, stała się czerwona. Teraz Rayman stanął, spojrzał w mrok, gdzie znajdował się potwór i wypuścił średnią kulę energii. Potwór zaś wypuścił z ryja falę. Przy zderzeniu obie fale wybuchły pomiędzy walczącymi. Tak działo się kilka razy, Rayman nie zaprzestawał ostrzału. Wtedy do gry chciał wejść Bart, wypuścił więc kulę ki w stronę potwora, ten jednak uniknął jej i rzucił się w strone bohaterów. Rayman nawet nie zorientował się, że potwór jest obok niego. Potwór tylko ryknął tuż obok Rayman'a, a ten obrócił się... I spojrzał mu prosto w oczy. W podziemiach był już drugi posąg...
- Kim Oni są? - zapytała dziewczyna/kobieta przy Dyninio po cichu
- To przyjaciele... - powiedział z trudem Dyninio - Wyciągnom nas z tego...
Bart, gdy zobaczył, że Rayman został zamieniony w kamień zamknął oczy, to samo zrobił Kris. Teraz obaj nic nie widzieli, jednak Bart czuł coś... Słaby pisk niedaleko, kilka metrów od niego i powoli się zbliżał. Zaczął więc szybko machać rękami, z których wylatywały kula ki, za kulą ki. Potwór najwyraźniej dostał jedną kulą, gdyż głośno zawył, a następnie szybko przeskoczył w inne miejsce. Teraz Bart wystawił ręke przed siebie i krzyknął: "BIG BANG...", po czym dostał od potwora potężnie w brzuch - wylądował na ścianie, a właściwie W ścianie. Bart teraz nie mógł się ruszyć. Cała nadzieja w Krisie...
Kris też czuł, że potwór jest niedaleko. Postanowił nie robić gwałtownych ruchów, powoli zaczął sięgać po miecz. Gdy już dotykał rękojeści Kła Żywiołów, zawołał głośno: "Ha! Mam cię teraz!", po czym szybko machnął mieczem... Za wolno. Potwór był już wtedy przy nim i uderzył go tak, że miecz wypadł mu z rąk. Do tego teraz Kris był przygnieżdżony do ściany ręką potwora. Miecz leżał za daleko by go podnieść...
Jednak Kris się nie poddawał i myślał: "Skoncentruj się, skoncentruj się, skoncentruj!". Spojrzał na miecz, który teraz zaczął powoli drgać, po chwili uniósł się na pół metra wysokości i... spadł spowrotem na ziemie, bo potwór mocniej docisnął Krisa do ściany.
Kris nie mógł już wytrzymać i krzyknął z całych sił, potwór wtedy uderzył Krisa drugą ręką, Kris krzyknął jeszcze głośniej.
Bart bezradnie leżał w ścianie przysłuchując się, jak potwór zabija Krisa, nie mogąc nic zrobić...
W tym momencie miecz Krisa, w odmienienej formie, leciał w stronę potwora, wkrótce wbił się w ręke potwora, która trzymała Krisa przy ścianie, ten jednak nie puścił. Kris z ogromnym trudem złapał za rękojeść miecza, który natychmiast zamienił się w Kieł Żywiołów, jednocześnie prawie kompletnie niszcząc ramię potwora. Potwór teraz puścił Krisa i głośno ryknął, Kris zaś padł na ziemię i teraz tylko leżał z mieczem w dłoni...
Bart myślał, że Kris już nie żyje, że upadł wraz z mieczem i nieźle się wkurzył, ale... Nie mógł się ruszyć. Wtedy usłyszał: "Big Bang Attack!", po czym usłyszał i poczuł wielki wybuch. Po chwili ktoś wyciągał Bart'a ze ściany, Bart nieprzytomnie spojrzał przed siebie i powiedział: "Daegurth?", po czym zasnął...
Bart obudził się dopiero dzień później, w rezydencji Hebrida. Obudził się i usłyszał dziwną rozmowę.
- WoW, to było ekstra! - powiedział Rayman - Użyłeś tego ataku!
- No, nie przesadzajmy... - powiedział Bobercik
- Ale przecież to Ty wszystkich ocaliłeś, takie są fakty - powiedział Kris
- No i dzięki niemu nie jestem już z Raymanem kamieniem... - powiedział Adrian
- Dyninio, a może przedstawiłbyś nas tej uroczej dziewczynie
- To jest Małgosia, Małgosiu to są Moi przyjaciele Kris, Bobercik, Rayman, Roksia, Hebrid, Adrian i... - powiedział Dyninio po czym zrobił sobie małą przerwę
- I kto? - zapytała Małgorzata
- I Bart - powiedział Dynino widząc wchodzącego do środka Bart'a
- Hej, skąd wiedziałeś, że Bart tu idzie? - zapytał Rayman
- Tajemnica zawodowa - powiedział Dyninio
Każdy myślał, że Bart przyjdzie się przywitać, jednak się mylili. podszedł pod drzwi wyjściowe, otworzył je i gwizdnął głośno, po czym jego piesek, Cezar, przybiegł merdając ogonkiem. Bart pogłaskał go i dał mu trochę jedzenia(karmy dla psów).
- No, no - powiedział Kris - Ja też się musze zająć pieskiem. Songo, chodź tu proszę!
Songo, mały wilczurek wbiegł do domu i rzucił się na Krisa liżąc go po twarzy
- No, przestań już, przestań! - powiedział Kris, po czym piesek przestał go lizać
Tuż po tym Kris nakarmił Songa, a Bart przywitał się z Małgosią i porozmawiał z Dyniniem.
Rozwiały się wątpliwości, co się działo z Dyniniem. Dyninio miał kartkę z biblioteki, na której pisało, że w lesie żyje pewien vampir. Nie wierzył jednak w legendy, więc postanowił to sprawdzić. Wyrwał kawałek kartki - specjalnie, by zostawić ślad dla przyjaciół, po czym poszedł. Poszedł do środka, zobaczył, jak vampir próbował wgryźć się w Małgorzate, po czym wystrzelił kulę ki, by go odstraszyć. Vampir uciekł, jednocześnie wpadając na wilkołaka, z którym zaczął walkę. Dyninio wiedział, że musi uciekać stamtąd, jednak uciekając vampir nie wiadomo jak zepchnął go i Małgorzatę do podziemia. Leżeli dłuższą chwilę na ziemi, po czym Małgorzata obudziła Dyninia.
- Boję sie - powiedziała Małgorzata
- Nie ma czego, obronię Cię - powiedział Dyninio
Tak więc Dyninio poszedł z Małgorzatą w stronę wyjścia z podziemia(tam gdzie zostali wrzuceni), jednak drzwi były zaryglowane, więc się cofnęli. Jednak kilka pokojów dalej leżał ów potwór... Na początku ani drgnął, Dyninio spokojnie obok niego przeszedł, później jednak, wracając z końca korytarzy potwór już stał na nogach i ryczał z całych sił, lipiąc się na Dyninia. Dyninio jakoś intuicyjnie zakrył oczy Małgorzacie, a sam patrzał tylko na nogi potwora, które zaczęły się bardzo szybko przybliżać. Wkrótce potwór zadał serię obrażeń Dyninio-wi, po której był w nie najlepszym stanie. Wstał jednak, zaczął szybko machać rękami, po czym wystawił je do przodu i krzyknął: "Burning Attack!". Z jego rąk wyleciała fala. Potwór wystrzelił potężną falę z mordy i całyczas strzelał następne, by doładować tą pierwszą. Dyninio wiedział, że przegra, wiedział, że te fale w zetknięciu z nim wybuchnom, więc przestał puszczać swoją falę i w ostatniej chwili odepchnął Małgorzatę poza zasięg wybuchu. Dyninio dostał ok. 10 falami naraz i znalazł się na ścianie, mimo wszystko wstał jeszcze i podszedł pod Małgorzate, która teraz leżała, bo została naprawde mocno popchnięta przez Dyninia. Potwór wypuścił jeszcze dwie fale, a Dyninio odbił je gołymi rękoma, jednak trzecia, którą potwór wypuścił trafiła Dyninia, który się położył, bo nie miał już sił. Wtedy Małgorzata krzyknęła głośno, a potwór ryknął cicho i zaczął podchodzić powoli do Dyninia i Małgorzaty. Dyninio jeszcze coś powiedział:
- Wiem, że tu jesteście! - powiedział cicho Dyninio - Prosze, pospieszcie się i ocalcie chociaż ją
To była cała historia, jaka przytrafiła się Dyninowi. Jednak było coś, co Bartowi wciąż nie dawało spokoju. Ten ból, który czuł na całym ciele...
Co sądzicie o odcinku?
- GokuSSJ = Dyninio
- SSJ 2
- Posty: 109
- Rejestracja: sob maja 28, 2005 5:28 pm
- Lokalizacja: Olsztynek
- Kontakt:
No Supeeer odcinek
10/10 i wreszcie moja Malgosia sie pojawila
;]
Zapraszam wszystkich fanow anime[a jest ich tutaj chyba duzo
] Na moje najnowsze forum o tematyce anime
www.ssjanime.fora.pl
www.ssjanime.fora.pl
W poprzednim odcinku:
Bohaterowie wciąż szukali Dyninia i w tym celu zeszli do podziemia zamku vampira, gdzie prawie umarli w walce z jakąś potężną, zamieniającą w kamień, bestią. Jednak Bobercik nie chciał czekać bezczynnie z Roksią i w ostatniej chwili to On uratował bohaterów!
Wszyscy wrócili do domu i byli już spokojni... Właściwie prawie wszyscy, Bart'a wciąż dręczył dziwny ból...
Rozdział XXIII - Red Dragon Renowed!
Bart stał przy oknie i patrzał daleko w chmury. Nie wiedział co może być powodem tego dziwnego bólu, który właśnie czuje. Obok niego siedział piesek, Cezar, który właśnie po sichutku piszczał, bo wiedział, że jego pan, Bart, czymś jest zaniepokojony.
Co ważniejsze - ten ból czuł tylko Bart, więc nie wiedział o co chodzi. Nie znał się na medycynie, żeby powiedzieć, czy może to na pogode, czy z innego powodu. Przestał się tym martwić - narazie - nie chciał, by jego zmartwienia przeszły na innych.
Bart poszedł do salonu, gdzie jego przyjaciele właśnie zaczynali jeść śniadanie. Nagle Bart, Kris i Dyninio zaczęli się rozglądać wokół siebie.
- Też to czujecie? - zapytał Dyninio
- Co? - zapytał Rayman
- Ja chyba tak! - powiedział Adrian
- Bart, Kris, Bobercik? - zapytał Dyninio
- Ja czuje tylko zapach Moich pysznych kanapek ^^ - Bobercik
- Ja to czuje, gdzieś na północ... - powiedział Kris
- Trzy kilometry, dwieście pięćdziesiąt cztery metry na północ, trzysta dwadzieścia siedem metrów na wschód stąd - powiedział Bart
- WoW, skąd wiesz? - zapytał Dyninio
- Ja już takie piski słysze od dawna, moge już powoli zaczynać je lokalizować - powiedział Bart
- Czekajcie... Ja też coś słysze! - powiedział Bobercik - Taki cichutki, nie zmienny pisk...
- To coś podejrzanego... - powiedział Kris
- Nie coś... To ktoś... - powiedział Bart
Bohaterowie szybko zjedli(nie mogli przecież iść na głodnego!) i poszli w tamtą strone. Oczywiście pieski musiały zostać, Małgorzata też... Ale nie chciała zostać sama, więc Dyninio uprosił Raymana, żeby z nią został. Oczywiście Hebrid jak zwykle gdzieś wybył... Ehhh, "Kto z Krisem się zadaje, taki się staje!" - pomyślał Dyninio...
Nasi bohaterowie znajdowali się coraz bliżej miejsca, które wskazał Bart. Wkrótce nawet Roksia słyszała dziwny dźwięk, choć bardzo cicho. Bart wciąż nie mógł uwierzyć, że istnieje coś takiego... Przecież moc Brolyego, przez którą prawie umarł była o wiele mniejsza! Jednak teraz, tak jakby ta energia nie chciała go rozsadzić, jakby ją znał... Była przyjazna?
W końcu doszli - sam środek miasta. Najgłośniej było słychać ten pisk przy pewnej uliczce, między dwoma budynkami. Jednak dźwięk nie wydobywał się z muru, ani nikogo tam nie było... Była tylko malutka, dosłownie miniaturowiej wielkości dziurka w powietrzu, jakby wentylacja!
- Co to jest? - zapytał Kris
- Nie wiem... - powiedział Bobercik
Kris chciał to "coś" dotknąć, jednak Bobercik nieźle mu przyłożył w ręke!
- Ała! Hej, co robisz? - zapytał Kris
- Patrz - powiedział Bobercik, po czym rzucił kosz w strone dziurki
Kosz, gdy zbliżył się do dziurki nagle w nią wpadł i już nie wyleciał...
- ... Dzięki... - powiedział Kris
- Nie ma sprawy - odpowiedział Bobercik
- Hmmm, ciekawe! Co to jest? - zapytał Dyninio
- Odsuńcie się... - powiedział Bart - Chyba wiem...
Kris tak popatrzał na Barta, uliczke w której właśnie są i kiwnął głową.
- Tak, Ja chyba też - powiedział Kris
Po tych słowach Bart spojrzał na Kris'a, wiedział, że to nie był sen. Że jego brat tkwi tam w środku i że nie jest mu w stanie pomóc...
W tym momencie Bart wyczuł jeszcze jedną ki, tym razem za sobą. Zmierzała w tym kierunku bardzo szybko. Bart obrócił się i przybrał postawę bojową. Wkrótce inni też wyczuli tą moc i stanęli w gotowości do walki.
Bart jednak czując tą ki stanął spokojnie i obrócił się do "czarnej dziurki".
- Hej, Bart, co robisz!?! - zapytał Kris
- No właśnie! - powiedział Dyninio
- Ta Ki tu zaraz dotrze! - powiedział Bobercik
Bart popatrzał na swoich przyjaciół, jak na niedorozwojów...
- On już tu jest... - powiedział Bart
- Co!?! - Zapytali równo Kris, Dyninio, Adrian, Bobercik i Roksia
- Broly, może byś już wyszedł zza tego budynku? - zapytał Bart
- Myślałem już, że nie wiesz o Mnie... - powiedział Broly Darkness
- To jest Broly!?! - zapytał Bobercik
Wszyscy zobaczyli potężnie zbudowaną, wysoką postać. Do tego widać było jak promieniuje z niego energia... Każdy się przestraszył, każdy oprócz Bart'a...
- Mógłbyś Mi powiedzieć, co się dzieje? - zapytał Bart
- Nie wiesz? - zapytał Broly Darkness - Myślałem, że jesteś tu, bo wiesz...
- Więc? - zapytał Bart
- Dobra - powiedział Broly Darkness - Ta dziura, to tak naprawde przejście między wymiarami. Wcześniej jednak go nie było, ktoś je otworzył i wiem dobrze kto... Tylko jedna osoba uczyła się otwierania wymiarów, ale to znaczy, że teraz strasznie cierpi...
- Chodzi o Mojego brata? - zapytał Bart
- Tak... - powiedział Broly Darkness - Jego zbroja musiała pęknąć, a wtedy poczuł okropny ból...
Bart przypomina sobie moment na zamku, gdy nagle poczuł ból - to wtedy musiała pęknąć zbroja!
- On potrafi stamtąd wyjść!?! - Zapytał się Bart
- Nie... - powiedział Broly - Nigdy nie otworzył przejścia z miejsca "między wymiarami", tak zwanej pustce, bo nigdy tego nie potrafił... Coś musiało otworzyć to za niego, to chyba to, czego się tak obawiał...
Bart nie rozumiał o co chodzi, ale zaraz się zorientował. Zbroja, którą Daegurth nosił pękła, a jego brat zawsze ją nosił "by już więcej nie zrobić zniszczeń". Czyżby nie miał kontroli nad swoją energią?
Nagle Bart usłyszał telepatycznie: "U... Uciekaj! Nie moge... On.. Mnie opanowuje!".
- Słyszeliście to!?! - zapytał Bart
Każdy obejrzał się nie rozumiejąc o co chodzi. Broly zrozumiał po chwili, że Daegurth coś powiedział telepatycznie
- Co mówił? - zapytał Broly
- Żeby uciekać... Że nie może już wytrzymać, coś go opanowuje? - odpowiedział Bart
Broly nagle zrobił gigantyczne oczy, po czym zabrał wszystkich z tamtego miejsca najszybciej jak mógł. Nagle w miejsce w którym była czarna dziura powiększyło się i wypadł z niego Daegurth, leżał na ziemi, podniusł się powoli. Naokoło jego ciała unosiła się aura, potężna czerwona aura. Po chwili dopiero się zaczęło...
Czarna dziura się zamknęła, już nic nie mogła nikomu zrobił. Moc Daegurtha jednak okazała się potężniejsza. Całyczas czerwona energia otaczająca brata Bart'a rosła i rosła, jednocześnie niszcząc w ciągu sekundy wszystko, co spotkała na drodze. Daegurth spojrzał na Bart'a, po czym zaczął się przemieniać...
Włosy Daegurtha, dotychczas opuszczone na dół, podniosły się. Jakby "stanęły dęba". Po chwili stały się krwisto-czerwone, zupełnie jak oczy. Mięśnie Daegurth'a urosły, skóra zrobiła się bardziej czerwona, a na rękach pojawiły się potężne szpony. Na plecach też wyrosły maleńkie skrzydła, jak u nietoperza, tylko że czerwone.
Na sam koniec to, co było kiedyś Daegurthem uśmiechnęło się i można było zobaczyć jego zakrwawione zębiska, w tym powiększone kły. Po chwili to "coś" spojrzało w niebo i ryknęło wyciągając ręce do góry.
- Nareszcie! - powiedział przekształcony Daegurth dziwnym głosem - Ja, Drake, jestem wolny!
- Drake? - zaciekawił się Bart - Kto to jest?
Drake spojrzał na budynek, po czym uśmiechnął się szyderczo. Otworzył usta i wyleciał z nich potężnej wielkości słup ognia, który w ciągu kilkunastu sekund zamienił zały budynek w popiół.
- Zemsta będzie słodka! - powiedział Drake - Zabije wszystkich, zginom tak, jak zginęła Moja rodzina! Hahahaha!
C. D. N.
Bohaterowie wciąż szukali Dyninia i w tym celu zeszli do podziemia zamku vampira, gdzie prawie umarli w walce z jakąś potężną, zamieniającą w kamień, bestią. Jednak Bobercik nie chciał czekać bezczynnie z Roksią i w ostatniej chwili to On uratował bohaterów!
Wszyscy wrócili do domu i byli już spokojni... Właściwie prawie wszyscy, Bart'a wciąż dręczył dziwny ból...
Rozdział XXIII - Red Dragon Renowed!
Bart stał przy oknie i patrzał daleko w chmury. Nie wiedział co może być powodem tego dziwnego bólu, który właśnie czuje. Obok niego siedział piesek, Cezar, który właśnie po sichutku piszczał, bo wiedział, że jego pan, Bart, czymś jest zaniepokojony.
Co ważniejsze - ten ból czuł tylko Bart, więc nie wiedział o co chodzi. Nie znał się na medycynie, żeby powiedzieć, czy może to na pogode, czy z innego powodu. Przestał się tym martwić - narazie - nie chciał, by jego zmartwienia przeszły na innych.
Bart poszedł do salonu, gdzie jego przyjaciele właśnie zaczynali jeść śniadanie. Nagle Bart, Kris i Dyninio zaczęli się rozglądać wokół siebie.
- Też to czujecie? - zapytał Dyninio
- Co? - zapytał Rayman
- Ja chyba tak! - powiedział Adrian
- Bart, Kris, Bobercik? - zapytał Dyninio
- Ja czuje tylko zapach Moich pysznych kanapek ^^ - Bobercik
- Ja to czuje, gdzieś na północ... - powiedział Kris
- Trzy kilometry, dwieście pięćdziesiąt cztery metry na północ, trzysta dwadzieścia siedem metrów na wschód stąd - powiedział Bart
- WoW, skąd wiesz? - zapytał Dyninio
- Ja już takie piski słysze od dawna, moge już powoli zaczynać je lokalizować - powiedział Bart
- Czekajcie... Ja też coś słysze! - powiedział Bobercik - Taki cichutki, nie zmienny pisk...
- To coś podejrzanego... - powiedział Kris
- Nie coś... To ktoś... - powiedział Bart
Bohaterowie szybko zjedli(nie mogli przecież iść na głodnego!) i poszli w tamtą strone. Oczywiście pieski musiały zostać, Małgorzata też... Ale nie chciała zostać sama, więc Dyninio uprosił Raymana, żeby z nią został. Oczywiście Hebrid jak zwykle gdzieś wybył... Ehhh, "Kto z Krisem się zadaje, taki się staje!" - pomyślał Dyninio...
Nasi bohaterowie znajdowali się coraz bliżej miejsca, które wskazał Bart. Wkrótce nawet Roksia słyszała dziwny dźwięk, choć bardzo cicho. Bart wciąż nie mógł uwierzyć, że istnieje coś takiego... Przecież moc Brolyego, przez którą prawie umarł była o wiele mniejsza! Jednak teraz, tak jakby ta energia nie chciała go rozsadzić, jakby ją znał... Była przyjazna?
W końcu doszli - sam środek miasta. Najgłośniej było słychać ten pisk przy pewnej uliczce, między dwoma budynkami. Jednak dźwięk nie wydobywał się z muru, ani nikogo tam nie było... Była tylko malutka, dosłownie miniaturowiej wielkości dziurka w powietrzu, jakby wentylacja!
- Co to jest? - zapytał Kris
- Nie wiem... - powiedział Bobercik
Kris chciał to "coś" dotknąć, jednak Bobercik nieźle mu przyłożył w ręke!
- Ała! Hej, co robisz? - zapytał Kris
- Patrz - powiedział Bobercik, po czym rzucił kosz w strone dziurki
Kosz, gdy zbliżył się do dziurki nagle w nią wpadł i już nie wyleciał...
- ... Dzięki... - powiedział Kris
- Nie ma sprawy - odpowiedział Bobercik
- Hmmm, ciekawe! Co to jest? - zapytał Dyninio
- Odsuńcie się... - powiedział Bart - Chyba wiem...
Kris tak popatrzał na Barta, uliczke w której właśnie są i kiwnął głową.
- Tak, Ja chyba też - powiedział Kris
Po tych słowach Bart spojrzał na Kris'a, wiedział, że to nie był sen. Że jego brat tkwi tam w środku i że nie jest mu w stanie pomóc...
W tym momencie Bart wyczuł jeszcze jedną ki, tym razem za sobą. Zmierzała w tym kierunku bardzo szybko. Bart obrócił się i przybrał postawę bojową. Wkrótce inni też wyczuli tą moc i stanęli w gotowości do walki.
Bart jednak czując tą ki stanął spokojnie i obrócił się do "czarnej dziurki".
- Hej, Bart, co robisz!?! - zapytał Kris
- No właśnie! - powiedział Dyninio
- Ta Ki tu zaraz dotrze! - powiedział Bobercik
Bart popatrzał na swoich przyjaciół, jak na niedorozwojów...
- On już tu jest... - powiedział Bart
- Co!?! - Zapytali równo Kris, Dyninio, Adrian, Bobercik i Roksia
- Broly, może byś już wyszedł zza tego budynku? - zapytał Bart
- Myślałem już, że nie wiesz o Mnie... - powiedział Broly Darkness
- To jest Broly!?! - zapytał Bobercik
Wszyscy zobaczyli potężnie zbudowaną, wysoką postać. Do tego widać było jak promieniuje z niego energia... Każdy się przestraszył, każdy oprócz Bart'a...
- Mógłbyś Mi powiedzieć, co się dzieje? - zapytał Bart
- Nie wiesz? - zapytał Broly Darkness - Myślałem, że jesteś tu, bo wiesz...
- Więc? - zapytał Bart
- Dobra - powiedział Broly Darkness - Ta dziura, to tak naprawde przejście między wymiarami. Wcześniej jednak go nie było, ktoś je otworzył i wiem dobrze kto... Tylko jedna osoba uczyła się otwierania wymiarów, ale to znaczy, że teraz strasznie cierpi...
- Chodzi o Mojego brata? - zapytał Bart
- Tak... - powiedział Broly Darkness - Jego zbroja musiała pęknąć, a wtedy poczuł okropny ból...
Bart przypomina sobie moment na zamku, gdy nagle poczuł ból - to wtedy musiała pęknąć zbroja!
- On potrafi stamtąd wyjść!?! - Zapytał się Bart
- Nie... - powiedział Broly - Nigdy nie otworzył przejścia z miejsca "między wymiarami", tak zwanej pustce, bo nigdy tego nie potrafił... Coś musiało otworzyć to za niego, to chyba to, czego się tak obawiał...
Bart nie rozumiał o co chodzi, ale zaraz się zorientował. Zbroja, którą Daegurth nosił pękła, a jego brat zawsze ją nosił "by już więcej nie zrobić zniszczeń". Czyżby nie miał kontroli nad swoją energią?
Nagle Bart usłyszał telepatycznie: "U... Uciekaj! Nie moge... On.. Mnie opanowuje!".
- Słyszeliście to!?! - zapytał Bart
Każdy obejrzał się nie rozumiejąc o co chodzi. Broly zrozumiał po chwili, że Daegurth coś powiedział telepatycznie
- Co mówił? - zapytał Broly
- Żeby uciekać... Że nie może już wytrzymać, coś go opanowuje? - odpowiedział Bart
Broly nagle zrobił gigantyczne oczy, po czym zabrał wszystkich z tamtego miejsca najszybciej jak mógł. Nagle w miejsce w którym była czarna dziura powiększyło się i wypadł z niego Daegurth, leżał na ziemi, podniusł się powoli. Naokoło jego ciała unosiła się aura, potężna czerwona aura. Po chwili dopiero się zaczęło...
Czarna dziura się zamknęła, już nic nie mogła nikomu zrobił. Moc Daegurtha jednak okazała się potężniejsza. Całyczas czerwona energia otaczająca brata Bart'a rosła i rosła, jednocześnie niszcząc w ciągu sekundy wszystko, co spotkała na drodze. Daegurth spojrzał na Bart'a, po czym zaczął się przemieniać...
Włosy Daegurtha, dotychczas opuszczone na dół, podniosły się. Jakby "stanęły dęba". Po chwili stały się krwisto-czerwone, zupełnie jak oczy. Mięśnie Daegurth'a urosły, skóra zrobiła się bardziej czerwona, a na rękach pojawiły się potężne szpony. Na plecach też wyrosły maleńkie skrzydła, jak u nietoperza, tylko że czerwone.
Na sam koniec to, co było kiedyś Daegurthem uśmiechnęło się i można było zobaczyć jego zakrwawione zębiska, w tym powiększone kły. Po chwili to "coś" spojrzało w niebo i ryknęło wyciągając ręce do góry.
- Nareszcie! - powiedział przekształcony Daegurth dziwnym głosem - Ja, Drake, jestem wolny!
- Drake? - zaciekawił się Bart - Kto to jest?
Drake spojrzał na budynek, po czym uśmiechnął się szyderczo. Otworzył usta i wyleciał z nich potężnej wielkości słup ognia, który w ciągu kilkunastu sekund zamienił zały budynek w popiół.
- Zemsta będzie słodka! - powiedział Drake - Zabije wszystkich, zginom tak, jak zginęła Moja rodzina! Hahahaha!
C. D. N.
- GokuSSJ = Dyninio
- SSJ 2
- Posty: 109
- Rejestracja: sob maja 28, 2005 5:28 pm
- Lokalizacja: Olsztynek
- Kontakt:
Oooo zapowiada sie niezla jadka
Czekam...
Zapraszam wszystkich fanow anime[a jest ich tutaj chyba duzo
] Na moje najnowsze forum o tematyce anime
www.ssjanime.fora.pl
www.ssjanime.fora.pl






