Login:
Hasło:
-|| Anime Forever ||- Dragon Ball Nao Anime & Emulation Site SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER SSJ POWER
 
 

DIDIX BALL

RETURN OF THE AQUAMAN

ODCINEK PIERWSZY: CZY TO JEST MOŻLIWE?

Minęło parę dni od wielkiej imprezki u Bulmy. Przenieśmy się do kościoła, w którym pobierają się Atom i Mariah. Atom - gość średniego wzrostu, z mięśniami i w garniturku, który wszystkich bardzo rozśmieszał. Na weselu zjawili się:
  • Gutek - młodszy brat Atoma, który jakby w zaciszu próbował coś rozwalić. Jednak nie pozwalał na to siedzący obok braciszek.
  • Jak wszystkim wiadomo, był to Didix. Chłopak, jak każdy z gości, był ubrany w czarny garniturek. Jednak on włożył zieloną muszkę, która nie pasowała do tego garnituru ani trochę.
  • Na ślubie byli również Krillan (znany również jako DJ Krillan :p),
  • KKRT,
  • Arti,
  • Bulma.
  • Zjawił się również nasz wspaniały lekarz - Dr.Bliz.
- A teraz ogłaszam was mężem i żoną - ogłosił ksiądz, który był od początku "mszy" bardzo dziwny.
Wszyscy pojechali na uroczyste wesele uradowani. Odbyło się ono w domu Bulmy, czyli w Capsule Corporation. Wielka siedziba Korporacji "Kapsułka" z wyglądu się nie zmieniła. Jeden wielki, żołty, a zarazem półkolisty domek (siedziba Dr. Briefs - ojca Bulmy) i obok niego taki sam drugi, lecz mniejszy - domek Bulmy. Wszyscy bawili się EXTRA. Nawet doktorki. Dr. Bliz jednak namówił Dr. Briefsa i obaj poszli obgadać jakąś ważną rzecz. Cały ogród, w którym było organizowane wesele, był pokryty różnymi confetti i tego typu rzeczami. A pamiętacie tego dziwnego księdza? Przechodził on właśnie obok Capsule Corporation. Oczy nagle zaświeciły mu się na czerwono i upadł na ziemię. Strasznie jęczał. Po chwili przestał. Wstał i poszedł dalej, jak gdyby nigdy nic, w stronę Capsule Corporation. Nagle przeteleportował się. Pojawił się w budynku Capsule Corporation, gdzie obgadywali jakąś sprawę Dr.Briefs i Dr.Bliz. Zauważyli oni natychmiast księdza. Zaczął on znów potwornie jęczeć.
- Zawołam szybko lekarza! - krzyknął Dr. Briefs.
Było już jednak za późno. Z księdza wyleciała nagle ciecz, która przypominała trochę wodę, lecz napewno nią nie była. Ta woda poleciała w kierunku Dr. Bliza. Teraz on padł na ziemię. Wstał jednak szybko.
- KK....Kim ty jesteś?! - to zdanie padło z ust Dr.Briefsa, który był oblany zimnym potem.
- Powinieneś mnie pamiętać. - powiedział lodowaty i szorstki głos - Jestem waszym wrogiem, z którym się już spotkaliście. Było to pięć i pół roku temu...
Dr. Briefs zaczął myśleć. Wrogiem naszych wojowników pięć lat temu był przecież...AQUAMAN!
- Czy to...możliwe??? - pytał chyba sam siebie Doktor - Czy to ty???
- Tak.To ja, AQUAMAN!!! - odpowiedziały wodne usta.
Czyli nowym przeciwnikem naszych wojowników był RESPAWN AQUAMAN!!!

ODCINEK DRUGI: AQUAMAN DIED...GUTEK DIED...OH NO!!!

(Tu powiem o nim parę słow. Respawn Aquaman (RA) może się dostać do każdego ciała i używać tej samej mocy, co ono. (Czyli jeśli teraz RA walczyłby z np. Gutkiem, to dostałby wielkie baty. RA nie będąc w żadnym z ciał nie jest groźny, gdyż jest najzwyklejszą w życiu wodą. Aquamanowi udało się przeżyć cudem. Gdy Gwiezdny Wojownik (który go pokonał) walnął w niego Kamehamehę, ten poprostu się rozpłynął i wsiąknął w ziemię. Kiedyś jednak po kryjomu Arti wybrał się do King Kaia i przypadkowo rozlał wodę na ziemi, gdzie wchłonął Aquaman...BACH. Odrodził się nasz potwór. Arti szybko uciekł wtedy na Ziemię. King Kai został wchłonięty przez RA i on również poleciał na Ziemię. Tam zaabsorwował księdza i po cichu patrzył, jak nasi wojownicy walczą z Colą...)

RA jakąś dziwną techniką sparaliżował doktora. Ten upadł na podłogę i zemdlał. RA wyszedł na plac, na którym odbywało się przyjęcie.
- Gutek - zawołał - możesz przyjść na chwilę? Chciałbym zmierzyć twój poziom mocy - udawał Dr.Bliza.
Gutek niczego się nie spodziewając, wszedł razem z doktorem do budynku...i BACH.
Powstał Aquagutek. Wyleciał na zewnątrz.
- HAHAHA!!! - krzyknął lodowaty głos - pamiętacie mnie jeszcze?
- Ty, Didix. Ja już gdzieś słyszałem ten głos - powiedział Atom do stojącego obok Didixa.
Didix wiedział o co chodzi, a tym bardziej Arti, który już dawno zapomniał o tamtym wydarzeniu na planecie Kaio.
- Nie, to niemożliwe... - mruczał Arti i poczuł jak zimny pot spływa mu po twarzy.
- Hahaha! To ja, idioci! Aquaman jako Return Aquaman, czyli Aquagutek!!! HAHAHA - śmiał się w niebogłosy Aquagutek.
Gdy skończył , zrobił poważną minę:
- A teraz, moje kukiełki, się zabawimy - powiedział Aquagutek, lecz zapomniał, że siła Gutka nie wystarczy na pokonanie Atoma, Artiego i Didixa, walczących razem.
Aquagutek wylądował. Mariah, Bulma i reszta słabszych ludzi i wojowników zaczęli uciekać.
- Gotowy? - spytał Atom stojącego obok Didixa.
- Nie. Nie ma problemu. Ja mam poziom USSJ, ty SSJ2. - mówił Didix - On ma tylko co najwyżej SSJ, lecz nie chcę zabijać własnego brata.
- Racja. Nie pomyślałem o tym - odpowiedział Atom.
Nie było już czasu do namysłu. Aquagutek wyleciał w kierunku braci. Ci odskoczyli na bok.
- Grrrr...są za silni i za szybcy. Muszę uciec się do podstępu - obmyślał Aquagutek.
Wyleciał gdzieś w kosmos. Tam Atom i Didix nie mogli się dostać, gdyż nie mogą oddychać poza atmosferą Ziemską. Aquagutek, latając, rozwalał planety.
- No zróbcie coś! Rozwalę całą galaktykę, jak mnie nie powstrzymacie. - używając telepatii mówił Aquagutek.
- AAAAAAAA!!! - usłyszał za sobą Aquagutek. Gdy się obrócił, dostał z buta od gościa, który był w skafandrze. Aquagutek leciał (spadał) w kierunku Ziemii.
- O rany, co się stało - mówił Dr.Bliz, gdyż właśnie udało mu się odzyskać przytomność.
BACH... Znów zemdlał ,gdyż Aquagutek, wpadając z hukiem do capsule corporation, rozwalił cały budynek, w którym znajdował się Dr.Bliz. Tajemniczy przybysz też wylądował naprzeciwko Atoma i Didixa. Zdjął kask od skafandra. Przypominał raczej Saiyana.
- Nazywam się Rav. Jestem tu, by wam pomóc - wyjaśnił przybysz.
Aquagutek wyleciał z gruzu i wylądował naprzeciwko trzech wojowników.
- Ty...jak śmiałeś...- mówił - hmm...??? - zamyślił się - Czy ja cię...- dalej myślał.
- Tak, Aquamanie...Jestem Saiyanem. Nazywam się RAV. Spotkaliśmy się na planecie Tsuful. Walczyłeś tam z moim starszym bratem - Quenem, a na dodatek go zabiłeś - wyjaśnił Rav i widać było na jego twarzy zmartwienie i gorycz.
- Ach tak. Po kiego się tu przyszwędałeś. Twój braciszek był słaby jak barszcz, a ty byłeś od niego 10 razy słabszy - odpowiedział przeciwnik.
- Ej ty, kiedy zdążyliście się spotkać??? - spytał Rav'a Didix.
- To moja wina - wtrącił Arti.
Aquagutek czekał, nie spiesząc się do walki, gdyż wiedział, że nie ma szans, i próbował wymyślić jakiś plan.
- Kiedyś, gdy byłem jeszcze po stronie zła, stworzyłem Aquamana. Nie mogłem nad nim zapanować. Pewnego dnia nie zdołałem go powstrzymać i poleciał gdzieś w kosmos. Wtedy najwidoczniej się spotkaliście - tłumaczył Arti, patrząc na Rav'a.
- Grrr...jak śmiałeś - wściekał się Rav.
- Gdy Aquaman wrócił, uwięziłem go w moim laboratorium w górach skalistych. Uwolniłem go dopiero przed walką z wami - skończył tłumaczyć Arti. Czuł, że Rav nie popuści mu tego.
- Dam już spokój z tym. Wytrzymałem już dość długo bez mojego brata. Nie będę się mścić - powiedział Rav.
- Już mam - mruknął po cichu Aquagutek.
Wyskoczył w kierunku Atoma, Didixa, Rav'a i Artiego. Ci byli dalej zajęci rozmową i całkiem zapomnieli o przeciwniku.
- HAHAHA!!! - nie mógł się opanować Aquagutek i zaczął się śmiać.
Wszyscy obrócili się w jego stronę.
- Patrz!!! Za tobą!!! To Quen!!! - starał się wytrącić z równowagi wojowników.
Udało się. Rav i reszta pędem obrócili się w drugą stronę.
- HAHAHA!!! Głupcy, już po was!!! - krzyknął znów Aquaman w ciele Gutka.
Teraz znów wszyscy się obrócili, ale tym razem w stronę, gdzie tylko usłyszeli głos Aquagutka, gdyż już go tam nie było. Znalazł się za Didixem.
- I już mam silniejsze ciało. Hehe - powiedział Aquagutek.
Didix nawet się nie ruszył. Był jak z kamienia. Z ciała Gutka wyleciała woda, która już wsysała się w Didixa.
Atom, Rav i Arti szybko odskoczyli na bok. Nagle w okół Didixa wszystko zaczęło fruwać, a on sam przykryty był mgłą, która powstała na skutek wydzielenia energii. Powoli zaczęła się pojawiać sylwetka Didixa. Gutek leżał na ziemi i miał zemdleć, lecz przed tym chciał zobaczyć nowego przeciwnika. Atom, Arti i Rav zamarli. Didix posiadł jeszcze większą moc. Nie osiągnął poziomu SSJ2, ale w poziomie USSJ był już bardzo, bardzo silny.
- Heh, co teraz powiecie??? - powiedział lodowaty głos.
Aquadidix wreszcie wynurzył się zza mgły. Miał czerwone oczy, jak gdyby ktoś polał je krwią. Rav miał najbardziej zesztywniałą minę. Nie chodziło o to, że Didix złączył się z Aquamanem, lecz o to, że wcześniej nie widział Super Saiyana. Myślał, że jego rasa może się przemienić tylko w Ozaru, a legenda o SSJ to tylko legenda. Didix bez wachania rozwalił mdlejącego obok Gutka. Rozniósł go w pył. Nagle padł na kolana i zaczął trzymać się za głowę.
- Nie dam się opanować. Daj...spokój...jes...teś mój - mówił Didix raz ciepłym i dobrym, swoim głosem, a raz zimnym i lodowatym.
- Dalej Didix, dasz radę - mówił, podbiegający do Didixa Atom.
- Przypomnij sobie. To ja, twój brat. Atom...właśnie zabiłeś naszego drugiego brata - Gutka - tłumaczył Atom.
Udało się! Po wielu cierpieniach niebieski stróg wody wyskoczył z Didixa. Arti szybko pobiegł do domu Bulmy, znalazł butelkę od wody i do niej "wlał" Aquamana...

ODCINEK TRZECI: WIELKI BŁĄD DR. BLIZA

Przez następne parę tygodni wszystko ucichło. Wojownicy - Atom i Didix po cichu trenowali gdzieś daleko od CP (Capsule Corporstion). Rav również trenował w pocie czoła, gdyż nie mógł darować sobie, iż są tyle silniejsi od niego wojownicy. Dotychczas nie miał pojęcia, że w ogóle są jeszcze Saiyanie, a co dopiero w takich stadiach. Bulma pracowała nad klatką dla Aquamana. Wszyscy obawiali się jego powrotu. Dr. Bliz po spotkaniu z wrogiem miał poważne problemy zdrowotne. Mariah pomagała mu jednak w powrocie do zdrowia (kiedyś mieszkała w końcu daleko od cywilizacji i musiała tam sama dawać sobie radę z chorobami). Nie zawieziono Dr. Bliza do szpitala, gdyż obawiano się, iż Aquaman odrodzi się w jego wcieleniu. Pewnego słonecznego dnia:
- Idę po tabletki, Dr. Bliz - powiedziała Mariah i wyszła z pokoju.
Dr.Bliz leżał spokojnie na łóżku i czekał na kolejną porcję tabletek, aż nagle poczuł w sobie niesamowitą energię. Wstał z łóżka (czego nie mógł zrobić przez ostatnie parę tygodni) i sam sobie się zdziwił. Szybko wyskoczył przez uchylone okno z 46 piętra wieżowca CP i bez problemu wylądował na ziemi.
- To niemożliwe... - dziwił się sobie - zachowuję się jak wojownik...
- TO JA DAŁEM CI TĄ MOC - odezwał sie jakiś tajemniczy głos.
Lecz nikogo w pobliżu nie było. Ten ktoś musiał porozumiewać się telepatycznie.
- Kto mówi?! - pytał Dr. Bliz. Stróżki potu spływały mu po twarzy...
- To ja! Aquaman! Wczoraj, gdy połknąłeś tabletki, nie popiłeś zwykłą wodą, popiłeś mną!
Podarowałem ci część mojej energii. Oczywiście sama moja energia nic tu nie zrobiła, ale nie wiedzieć czemu akurat tobie chciałem podarować tą moc. Okazało się więc, że masz w sobie bardzo wiele siły, lecz trzeba było tą siłę z ciebie uwolnić. UDAŁO SIĘ!!! Wiesz co??? Przyłącz się do mnie!!!
- Co? Ty chyba oszalałeś, Aqua!!!
- Zobacz, jaką moc ci dałem. To dopiero początek!!! Razem pokonalibyśmy Atoma, Didixa, Rav'a i wszystkich, którzy stanęliby nam na drodze!!! Więc przyłączysz się do mnie???!!!!
-............y.............yyy..... - rozmyślał Dr. Bliz - Z jednej strony Atom i reszta to moi przyjaciele, ale.....
- Gdy załatwimy Saiyan, będziemy mogli podbijać planety, a wtedy bylibyśmy panami świata...Kosmosu...WSZECHŚWIATA!!!
- Dobra!!! Jestem z tobą!!! - wykrzyczał Dr. Bliz.
Ruszył szybko do laboratorium CP, tam ogłuszył Bulmę i wziął buteleczkę, w której zamknięty był Aquaman. UWOLNIŁ GO! Aquaman, jako woda, szyko wślizgnął się do ciała Dr. Bliza!!!
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!! CO TY ROBISZ?! - krzyczał głośno doktorek.
- Hahaha, ty naiwny głupku!!! Od samego początku wiedziałem, że wpadniesz w tą pułapkę!!!
Aquaman był teraz bardzo potęznym przeciwnikiem...tymczasem gdzieś na pustyni, oddalonej o kilkadziesiąt tysięcy kilometrów od CP, Atom i Didix przerywają trening, gdyż czują, że jakaś potężna nowa energia nagle się pojawiła w CP. Nie domyślali się narazie, kto to jest.
- Mam dla pana table...........AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!! - krzyczy wchodząca do pokoju Dr. Bliza Mariah (nie było tam Dr. Bliza).
Aquaman wyczuł jakąś sporą energię niedaleko od CP. Była to energia RAV'a.
- No to idziemy się zabawić, robaczki...

ODCINEK CZWARTY: ROZPOCZYNA SIĘ OSTRA WALKA

Aquaman leci na spotkanie z Rav'em. Ten wyczuł energię wroga, ale była to tak wielka energia, że nie wiedział, co o tym myśleć. Przypuszczał jedynie, że to energia Aquamana, lecz była to jednak nie do końca zła energia. Aczkolwiek to Aquaman przyleciał na miejsce treningu Rav'a.
- Heh...teraz to już ci nie odpuszczę - powiedział Aquaman.
Zaczął powoli skupiać energię KI. Rav stał wmurowany. Energia Aquamana wciąż rosła, a on czuł, jakby jego malała.
- Ten twój brat, heh...słabiak, nie brat - Quen - dostał wtedy takie baty...darowałem ci życie. Ty jednak mało nie pozbawiłeś mnie mojego. Drugi raz nie popełnię tego błędu - wypowiedział Aquaman z zaciśniętymi zębami.
Rav'owi zaczęły lecieć łzy. Nagle jego energia gwałtownie wzrosła. Chociaż przeciwnik skumulował całą swoją energię KI, on miał ok.30 razy większą!!!
- Ja...ja...JA CIĘ POKONAM!!! - Wrzasnął Rav i z wielką wściekłością ruszył na przeciwnika.
Ten był mocno zaskoczony. Nawet nie zdążył się obronić. Rav z wielką siłą przywalił w Aquamana. Ten dostał taką bombę, że aż zrobiła w nim dziurę (Aquaman, chociaż był wodą, teraz miał ciało "ze stali"). Rav wiedział, że pewnie zaraz Aquaman wróci do porządku. Energia obu wojowników gwałtownie spadła. Aquamana na skutek uderzenia, a Rav'a...poprostu zmalała.
(Jego energia była jak energia małego Gohana. Nie mógł jej kontrolować, lecz w przeciągu ułamka sekundy mógł wyzwolić z siebię niesamowitą moc). Rav postanowił uciekać. Tak też zrobił, chociaż wiedział, że to niczego nie zmieni i że to może tylko pogorszyć sprawę. Leciał w kierunku Atoma i Didixa, a oni w jego kierunku. Spotkali się po drodze.
- Szybko! Aquaman jest ranny, ale i tak będzie ciężko go pokonać. Szybko! - Wykrzyczał jednym tchem Rav i cała trójka ruszyła w kierunku miejsca walki Aquamana z Rav'em.
Tym czasem gdzieś 1.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000 km od Ziemi, na planecie Chominidia, jeden z silniejszych szeregowych tamtej planet - Big Hamster - obserwuje całe to zdarzenie (taką miał dziś robotę). Jak na tutejszą rasę był dobrym wojownikiem. Na Ziemi byłby on przeciwnikem godnym Aquamana. Jednak największą wadą BH było nieopanowanie. Chciałby cały czas walczyć. I obserwując to zdarzenie postanowił jak najszybciej wyruszyć na Ziemię i rozwalić ją, a wraz z nią resztę naszych wojowników. Więc po kryjomu bierze statek i wyrusza na Ziemię. Tam toczy się już bitwa...no może jeszcze nie. Jak narazie NASI WOJOWNICY GRAJĄ W PAPIER, NOŻYCE, KAMIEŃ, KTO MA WALCZYĆ Z AQUAMANEM!!!...yhym, przepraszam, ale mnie lekko poniosło. No więc wypadło na to, że pierwszym przeciwnikiem Aquamana będzie Didix. Ten od razu zamienia się w USSJ. Aquamanowi nie jest do śmiechu, gdyż wiele energii utracił na odleczeniu rany pozostawionej przez Rav'a. Didix bez zawachania rusza na Aquamana....
Czy nasi wojownicy dadzą radę z Aquamanem? Co się stanie, gdy BH trafi na Ziemię? Gdzie w ogóle podziewa się Arti?! To wszystko w kolejnych odcinkach Didix Ball...

ODCINEK PIĄTY: AQUAMAN BLISKI ŚMIERCI

Zaczyna się walka pomiędzy Didixem a Auamanem. Didix od razu, bez wahania idzie na całość. Wie, iż przeciwnik jest osłabiony i że drugiej takiej szansy może nie być. Didix porusza się bardzo zwinnie. Szybko znalazł się za plecami Aquaman'a, lecz ten zdążył się obrócić i sprzedać przeciwnikowi kopa. Didix wbija się w skałę. Po chwili z niej wylatuje i staje naprzeciw Aquaman'a. Ten lekko zdyszany mówi:
- Heh, widzisz, że nie masz szans, załatwię cię!!!HAHAHA!
- Przykro mi Aquamanie. Po tym jednym ataku stwierdzam, że nie masz najmniejszych szans na wygraną - odpowiedział Didix.
- Co??!! - Spytał Aquaman - Ty mi będziesz takie słowa gadał??!! Już ja cię rozwalę! - wykrzyczał Aquaman i ruszył z wściekłością na Didixa. Zaczęła się wymiana ciosów.
- Ty, co ten Didix mówi? Po jednym ataku stwierdza, że wygra walkę z Aquamanem??? Przecież jak narazie idą łeb w łeb - mówił do Atoma Rav. Atom wiedział, że Didix wygra tę walkę. Było to widać po pierwszym ataku Aquamana, lecz przez cały czas trapiła go jakaś rzecz. Jak narazie sam nie wiedział, co to takiego. Czuł jakąś złowrogą energię, zmierzającą do Ziemi, ale nie był do końca pewien, co to takiego. Atom został wybity z transu, gdyż właśnie leciał w jego kierunku Aquaman, który dostał pożądną bombkę od Didixa. Atom w ostatnim momencie uchylił się, a Aquaman walnął w drzewo. Didix nawet jeszcze nie dostał zadyszki, a Aquaman już był mocno zsapany.
- Heh - wystękał Aquaman - nie wiedziałem, że do tego dojdzie, ale będę musiał zastosować moją najpotężniejszą technikę.
- Co? - spytał Didix.
- Hahaha, już po was!!! AQUABALL!!! - krzyknął Aquaman. Jego energia zaczęła kumulować się w czubku jednego palca.
- Szybko, uciekamy!!! - krzyknął Atom i spojrzał na Didixa.
- Uciekajcie, ja przyjmę ten atak... - powiedział Didix.
- Co? Jak chcesz, ale ja cię ostrzegałem - mówił Atom - dobra Rav, spadamy!!! - Krzyknął jeszcze raz i spojrzał na Didixa. Ten wyglądał na dość zmartwionego.
- Wiem, że ci się uda - powiedział Atom do Didixa, używając telepatii.
Ten pokazał jedynie ręką, że będzie dobrze i niepewnie się uśmiechnął. Atom i Rav uciekli. Polecieli do Capsule Corporation, zabrali wszystkich i przeteleportowali się na Namek. W tym czasie gdzieś w kosmosie:
- Heh, muszę się pospieszyć. Jak ten gościu wszystko rozwali, to nie będę miał z kim sobie powalczyć - powiedział BH i przyspieszył swój statek kosmiczny.
Kula Aquamana była już bardzo duża (wielkości gdzieś hmm.....4 bloków). Widać było po nim, że skupia w niej dużo energii. Gdyby porządnie trafił tą kulą w Ziemię, mógłby ją rozwalić. Aquaman jednak wiedział, co robi. Nie chciał rozwalić Ziemi, teraz postanowił stać się jej władcą.
- Hehehehe...jest już gotowa. No to teraz się zabawimy. AQUABALL!!! - krzyknął Aquaman.
W tym momencie w kierunku Didixa skierował tę ogromną kulę. Ona uderzyła w niego. Na chwilę zrobiło się ciemno. Nic nie było widać. Słychać tylko było odgłosy, jakby cały czas coś pękało. Po chwili zaczęło się przejaśniać. Okazało się, że te dźwięki, to Ziemia, która rozstąpywała się. Na polu bitwy widać było tylko Aquamana.
- He..hehe...hehehehe.....HAHAHAHAHAHA!!! To już koniec!!! Rozwaliłem Didixa!!!! Reszta tych robali została pewnie też osłabiona!!! - krzyczał w niebogłosy. - Teraz lepiej szybko uciekać z tej planetki. Możliwe, że zaraz wybuchnie, ech. Tak chciałem nią zawładnąć, ale jeśli Ziemia wybuchnie, to reszta też zginie, a wtedy będę najsilniejszy we wszechświecie...HAHAHAHA!!!
Aquaman zaczął uciekać. Był porządnie osłabiony i dlatego nie mógł się teleportować. Musiał odlecieć normalnie, czego też zbyt szybko nie był w stanie zrobić. Udało mu się jednak uciec na planetę Tsuful.
- Heh, ta przeklęta planeta, to na niej rozwaliłem brata tego cieniaka Rav'a. Hehe, Ziemia właśnie robi BUM!!! - w chwili, gdy Aquaman powiedział bum, Ziemia wybuchła, a wraz z nią Atom, Rav, Mariah i reszta.
Aquaman padł ze zmęczenia. Leżał tak przez okrągłe 3 godziny. Obudził go porządny kop w brzuch. Na początku nie wiedział, co się dzieje, przed oczami miał rozmazany obraz. Po chwili odzyskał dobry wzrok. Koło niego stał Arti!!!
- Ty...ty...jak mogłeś...Rozwaliłeś ją...ROZWALIŁEŚ ZIEMIĘ!!! - krzyczał Arti ze łzami w oczach.
Aquaman wciąż leżał przed nim, łapiąc się za brzuch.
- Skąd...skąd się tu wziąłeś...myślałem, że wybuchłeś wraz z Ziemią... - jęczał Aquaman.
- Gdy tylko zamknęliśmy cię w butelce, poleciałem trenować na pobliskie planety. Próbowałem przylecieć na czas, żeby zapobiec tej katastrofie, ale się spóźniłem. To ja cię stworzyłem...TO JA CIĘ STWORZYŁEM!!! - wykrzykiwał Arti - i ja cię zniszczę... - powiedział Arti i skierował ręce w stronę leżącego Aquamana. Chciał on użyć KAMEHAMEHY.
- KA...
- Nie, nie rób tego, już nigdy nie zrobię nikomu krzywdy - stękał Aquaman.
- ME...
- Nie!
- HA...
- Nie, nie!!!
- ME...
- Zostaw go!!!
- Hmm???

ODCINEK SZÓSTY: OPOWIEŚĆ...

Zostaw go! - krzyknął stojący z tyłu BH.
Arti dość się zdziwił, bo nie miał pojęcia, co to za ziomek się do niego odzywa.
- A ty co za jeden? - spytał.
BH miał uśmiech na twarzy. Zazwyczaj była ona z wyglądu zła.
- Jestem twoim najgorszym koszmarem! HAHAHA!!! - krzyczał BH.
Artiego oblał zimny pot. Nic dziwnego, gdyż BH był przeciwnikiem godnym Aquamana, który skorzystał z całej tej sytuacji i powoli, czołgając się, skrył się za pobliską skałą, a tam zemdlał (dzięki temu jego energia spadła do energii zwykłej wody). Planeta Tsuful wyglądała okropnie. Niebo było czerwono-fioletowe, a planeta wyglądała jak jedna wielka skała. Nie było na niej żadnego życia.
- Ale skąd ty...?! - pytał Arti.
- Jestem BH. Pochodzę z planety Chominidia, ale tak naprawdę jestem ziemianinem.
- Co?!
- Tak! Gdy byłem jeszcze mały, mój ojciec strasznie mnie wkurzał. Zacząłem z nim walczyć. Rozwaliłem go w pył! HAHAHA!!! - Nagle jego (BH) mina zrobiła się poważna - ale to już przeszłość. Wyleciałem na planetę Chominidia, a tam ciężko było o przetrwanie. Trenowałem dniami i nocami, walczyłem prawie codziennie, ale jestem tylko ziemianinem i nie miałem tam szans na dobre miejsce w szeregu. Ale to się zmieni, gdy zawładnę najpierw Ziemią, a wraz z nią podbiję cały świat!!! HAHA!!! Ale najpierw musimy pokonać Aquamana, a potem odtworzyć Ziemię...

ODCINEK SIÓDMY: WIELKA WYPRAWA W PRZESZŁOŚĆ

BH podchodzi do skały, za którą leży Auqaman. Rozwala ją napięciem mięśni. Aquaman zdążył tylko na niego spojrzeć. BH jednym zamachem ręki rozwala Aquamana i wszystko, co znajdowało się za jego plecami w promieniu 50 metrów. Atoma oblał zimny pot, a serce podskoczyło mu w okolice jabłka Adama. BH podchodził do niego spokojnie, a ten nawet nie drgnął. BH był już na wyciągnięcie ręki. Wtedy zatrzymał się i powiedział:
- Wiesz, na planecie Chominidia nauczono mnie bardzo fajnej techniki. Tylko ci, którzy w swoim życiu ujrzeli na własne oczy czyjąś śmierć, mogą ją wykonać. Technika ta zwie się Ki-dan. Polega na cofaniu się w czasie. Można się cofnać aż o 30 dni. Więc teraz spokojnie możemy cofnąć się w czasie, a tam rozwalić Aquamana, żeby Ziemia mogła stać dalej w nienaruszonym stanie. Atom nagle się uspokoił i zapytał BH, co ma robić.
- Nic wielkiego. Po prostu połóż rękę na mym ramieniu - odpowiedział BH.
Atom zrobił, jak powiedział BH i nagle poczuł jak jego nogi oderwały się od podłoża. Przed oczami stanęło mu całe życie. Wylądowali. Byli na Ziemi. Znajdowali się dokładnie w polu walki Atoma i Aquamana z przeszłości. Ci nagle zesztywnieli i otworzyli gęby. BH już wyciągał rękę by użyć tej samej techniki, którą użył, by rozwalić Aquamana na planecie Tsuful.
- NIE RÓB TEGO!!! - usłyszeli jakiś głos za plecami.
Był to młody osobnik, wyglądający na Saiyana - Jeśli go zabijesz, zniknie z tej planety cała woda, jaka na niej jest!
- Bzdura! Na planecie Tsuful rozwaliłem go i nic nie było. - Parsknął BH.
- Zauważ, że na tamtej planecie nigdy nie było wody!
- Niby dlaczego mam ci wierzyć! Przyleciał sobie jakiś ziomek i szpanuje...
- Jestem Dragon Fist - Saiyan. I pragnę ci powiedzieć, że planetę Vegeta nie rozwalił Freeza. To była cząstka Aquamana, którą rozwaliłem w pył. Na planecie momentalnie wszystko wyschło, w ułamku sekundy. Nie było ani grama wody i dlatego planeta wybuchła. Wszyscy, prócz Dragon Fista i Didixa stali osłupieni...

ODCINEK ÓSMY: PUNKT KULMINACYJNY

Powstała lekka zadyma. BH zastanawiał się, jak pozbyć się Aquamana, żeby nie uszkodzić Ziemi. W końcu gdzie będzie rządził, jak ją rozwali.
- Mam pewnien pomysł - odezwał się głos w jego głowie. Był to głos Dragon Fista - Kiedyś słyszałem o pewnej technice, która na Ziemi nazywa się "Mafuba". Polega ona na wessaniu osobnika do środka np.buteleczki.
- No to co za problem. Użyj jej i to szybko! - krzyknął BH.
Wszyscy wryli w niego wzrok. Jaki normalny gość krzyczy na głos od tak se.
- Jest jednak mały problem. Wykonujący Mafubę, od razu po użyciu jej, umiera.
- A co mnie to obchodzi?! Masz zrobić tę technike, bo jak nie, to rozwalę wszystko wraz z Aquamanem i będzie po ptakach! - krzyknął BH.
I nagle zwaliło go z nóg. Aquaman go walnął, a od razu po tym rzucił się na Didixa. Ten szybko przemienił się w SSJ i zaczął walczyć z wrogiem. W tym czasie Rav i Atom stali osłupieni. Nagle obaj się ocknęli i ruszyli na pomoc Didixowi. Walka trwała dość długo, a BH najwidoczniej czuł się obrażony tym, co zrobił Aquaman. Na jego czole zaczęła pulsować żyła.
- Ja ci dam, ty skur***** - powiedział - KA... - krzyknął, a walka Rava, Atoma i Didixa z Aquamanem nagle ustała.
Wszyscy patrzeli na BH.
- ...ME... - krzyknął.
- Stój, nie rób tego! - krzyknął Dragon Fist, a zaraz po nim zrobił to samo Rav.
- ...HA...
- Nie!!!
- ME!
- Już za późno - powiedział po cichu Didix.
- HAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - krzyknął BH.
Z jego rąk wystrzelił potężny strumień KI. Był on tak wielki, że mógł bez problemu rozwalić Ziemię wraz z pobliskimi planetami, gdyby tylko w nią trafiła. Strumień leciał w kierunku Aquamana z wielką prędkością. Wszyscy - prócz Aquamana - rzucili się na ziemię. Nagle błysnęło światło. Potem wielki wybuch poruszył Ziemię. W końcu nastała cisza, a po chwili zasypani w piachu wojownicy zaczęli się wyłaniać.
- Ziemia jest cała, czyli Aquaman wciąż żyje - powiedział Atom z przeszłości do Didixa z przeszłości.
Zaczęli się rozglądać, co się stało. Na środku pola bitwy stała tylko jakaś mała buteleczka, a nieopodal leżał Dragon Fist. BH uginał się na kolanach, lecz cały czas stał, najwyraźniej bardzo zmęczony tym atakiem.
- Co się stało? - krzyknął Didix, podbiegając do niego razem z Rav'em.
Atom pobiegł w kierunku Dragon Fist'a.
- CO SIĘ TU STAŁO?! - powtórzył Didix.
- Słuchaj - powiedział powoli BH - jestem BH. Jestem ziemianinem, ale nie przyznaję się do tego...ekhem - zakrztusił się, a krew wyleciała mu z ust - przybyłem tu, by podbić Ziemię, ale Aquaman rozwalił ją i tylko Arti przeżył - nagle Didix'a ogarnął lęk.
- GDZIE JEST ARTI?! - krzyknął - OSTATNI RAZ WIDZIAŁEM GO TUŻ PO WASZYM PRZYBYCIU, ZANIM PRZYBYŁ TAMTEN ZIOM!
- On ukrył się za drzewem...ale słuchaj. Tylko Arti ocalał i przeniósł się na planetę Tsuful. Tam się z nim spotkałem i przenieśliśmy się w przeszłość, by ją zmienić. Gdy użyłem Kamehamehy, w ostatnim momencie Arti wybiegł zza drzewa i kopnął mnie w plecy. Odruchowo rzuciłem w niego tę Kamehamehę, a Dragon Fist użył Mafuby. To jest taka technika... - tłumaczył BH, ale przerwał mu Didix - wiemy, co to za technika.
- Używając jej się umiera - powiedział resztkami sił BH.
- Umarł - powiedział podchodzący do trójki Atom.
Nagle leżące nieopodal ciało Dragon Fista zniknęło.
- A gdzie jest teraz Arti? - zapytał Didix.
- Arti po moim kopnięciu szybko został przeteleportowacny w przyszłość przez Wszechmogącego. Nie zdążyłem w niego trafić Kameha.... - mówił BH, ale nagle jego ciało zniknęło.
- Czy on umarł? - spytał Rav.
- Nie, został przeniesiony w przyszłość - odpowiedział Arti.
W przyszłości na planecie Tsuful...
BH ląduje całkiem zdrowy. Koło niego stoi Arti.
- Teraz cię zniszczę - powiedział BH.
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobić? Patrz - odpowiedział Arti i palcem wskazał Ziemię - Wszystko już w porządku. Atom i reszta żyją. Tylko Dragon Fist jest martwy.
- No dobra. Dziś ci daruję, ale wiedz, że kiedyś się jeszcze spotkamy - odpowiedział BH.
Wszystko wróciło do normy. Wywołano Shenlonga, by ożywić DF, ale ten się nie zgodził. Powiedział, że pewnego dnia wróci, gdy będzie potrzebny. BH żył sobie daleko w górach, z dala od ludności, ćwicząc ostro, by pewnego dnia zawładnoć Ziemią. A co z Aquamanem? Został zatopiony w wodzie w swojej buteleczce.

By Didix

 
Online: 01