Poprzedni temat «» Następny temat
Opowieści z Barni /Ace(r) Ventura w świecie Harrego Pottera
Autor Wiadomość
Drake 
SSJ 3


Wiek: 27
Posty: 174
Skąd: Głuchołazy
Wysłany: Sro Sie 13, 2008 1:23 pm   

Powtórze to co wszyscy ten Ep owni system totalnie xDDD
_________________
http://www.mist-village.zobacz.com.pl/ fajna stronka anime(duży download)polecam
http://www.otwieramy.pl/?p=140130 kliknij to mi pomoże:Pp
 
 
 
Barni 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1891
Skąd: Golina City
Wysłany: Sro Sie 13, 2008 1:33 pm   

Następny ep jakoś za tydzień - jak Ac wróci od babci ;d
_________________


.
 
 
 
Satomi 
Silniejszy Saiya-jin


Wiek: 27
Posty: 13
Wysłany: Sro Sie 20, 2008 10:43 pm   

HAHahhahaha Own3d, Barni jesteś pr0!
_________________
Niuniuś :* <3
 
 
Bobercik 
SSJ 5


Wiek: 25
Posty: 2215
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią Sie 22, 2008 6:51 pm   

Barni napisał/a:
Następny ep jakoś za tydzień - jak Ac wróci od babci ;d



No i jak? :<<<<<<<<<<<<<<<<<<<


Ep jest pro, dopiero teraz przeczytałem. Kocham swoją latarkę ;(
_________________

 
 
 
Barni 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1891
Skąd: Golina City
Wysłany: Pią Sie 22, 2008 8:33 pm   

No i Ac nie pisze ,ja już swoje napisałem : D
_________________


.
 
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1932
Wysłany: Pon Wrz 08, 2008 9:05 pm   

Wio!
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
Barni 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1891
Skąd: Golina City
Wysłany: Pon Wrz 08, 2008 9:06 pm   

<szeroki, szczerbaty uśmiech>

Ace spał smacznie śniąc to, co starsi nazwaliby pornografią, a jeszcze starsi dostaliby zawału. W momencie, gdy na jego twarzy pojawił się uśmiech wielkości banana hodowanego na koksach obudziło go chrapnięcie Pyttera.
- Nie chrap, picku – odezwał się czarnowłosy Krukon, próbując sobie przypomnieć szczegóły swojego snu.
- Czemu? – zapytał Pitti poprawiając okulary na nosie.
- Dlatemu, że jesteśmy na Zaklęciach i to, że stary Flitwick jest już trochę przygłuchy nie znaczy, że trzeba chrapać na cały zycher. – zamruczał i położył głowę na wielkiej księdze zaklęć.
Pytter zaburczał coś pod nosem i zaczął chrapać jeszcze głośniej niż przedtem.

- Ty! – Pitti szturchnął Aca pod żebro, żeby się obudził.
- Ja... – jęknął w odpowiedzi – czego ty mnie tak mocno szturchasz? Lżej nie można?
- Cicho siedź, bo jak cię szturchnę, to wylądujesz za oknem.
Ac wybuchnął śmiechem, przez co nie zdążył zareagować, kiedy przyjaciel wylewitował go za okno.
- Nie zrobisz tego – zajęczał Ac, na co Pitti uśmiechnął się szeroko.
- Chcesz się założyć?
Ac myślał gorączkowo i wpadł na świetny pomysł, wyciągnął różdżkę i wylewitował Pittiego tuż obok siebie. Jako że siedzieli w ostatniej ławce, a w klasie panował szum zaklęcia wzmacniającego głos nikt nie zwrócił na nich uwagi.
- I co? Kto pierwszy wymięknie? – zapytał czarnowłosy. Blondyn przytaknął.
I pewnie wisieliby tak długo, gdyby profesor Flitwick zaklęciem nie zamknął okna, zaś skrzydła owego okna nie uderzyły w dwójkę przyjaciół. Wpadli dokładnie w środek jeziora.

- Ostatnimi czasy stanowczo za często jestem w tym jeziorze – odezwał się Ac, szczękając zębami w pokoju wspólnym, owinięty grubym kocem siedział przy kominku. Pytter zaś, prawie wlazł do kominka i wyglądał jak świnia na rożnie.
- Patrzcie, co znalazłem w waszych plecakach! – krzyknął Bob stając koło Aca i Pyttera. Ich oczom ukazał się wielka kula ze złotym krzyżem. Dwóm starszym Krukonom źrenice zmniejszyły się do wielkości główki od szpilki z przerażenia, gdy Bob wyciągnął zawleczkę również w kształcie krzyża.
Obaj równocześnie schowali się za fotel i cicho odliczyli do trzech, gdy tylko skończyli rozległo się głośne łubudup i rozniósł się okropny smród.
- O maj gudnes – odezwał się Bobercik jeszcze z wyciągniętą ręką cały w śmierdzącej breji – co to było? – zapytał drżącym głosem.
- Holy Hand Shitbombs! – krzyknęli równocześnie Ac z Pytterem – Świetna produkcja, jeden galeon sztuka! Tylko u nas!
Rozejrzeli się po całym tłumie, który doświadczył mocy ich produktu.
- Mogliśmy z tą reklamą zaczekać – mruknął Ac do przyjaciela widząc jak zmierzają ku nim Krukoni z zaciśniętymi pięściami.

- Dzisiaj będziecie sprawiać, że przedmioty o dużych rozmiarach staną się niewidzialne - oznajmił profesor Terry, kiedy nieco spóźniony wszedł na lekcję do czwartej klasy Ślizgonów - Ćwiczyliście to już na pudełku zapałek.. teraz pora na coś większego - mówiąc to, położył na każdej z ławek kartony o dość sporych gabarytach. Barney uśmiechnął się lekko, przyklejając na swój karton reklamę Świętych Łajnobomb Ręcznych - nowego produktu wypuszczonego na rynek. Producentami Holy Hand Shitbombs była dwójka - jak sami się określili - geniuszy. Profesor zauważył ten uśmieszek, potem zerknął na karton. Machnął krótko różdżką i reklama znikła.
- Nic nie powinno cię rozpraszać, Ollivander - mruknął, oddalając się do kolejnej ławki.
- Oczywiście, panie profesorze.. - bąknął Ślizgon, niezadowolony, że chyba nikt z klasy nie zdołał zobaczyć reklamy.
Anim, który siedział ławkę za nim, trzepnął go w ramię.
- Na prawdę wybuchają po trzech sekundach?
- Nie mniej, nie więcej - odparł Barney tonem znawcy. Więc jednak kogoś to zainteresowało, pomyślał wyciągając różdżkę i podwijając rękawy.
Zaklęcie, które mieli opanować, okazało się o wiele trudniejsze, niż przypuszczali. Na ławkach zostawały spore części kartonów. Profesor Terry tłumaczył, że aby znikł cały obiekt, muszą się mocno skupić. Jak tu się skupić, kiedy na dworze taka fajna pogoda.. aż chce się latać, zapytał w duchu Barney, podnosząc głowę i wyglądając przez okno.
W klasie rozległ się odgłos, towarzyszący na ogół głośnemu wybuchowi. Łubududubududbudbudubdu! - bo tak właśnie brzmiał ów dźwięk - wypłoszyło z ławek uczniów, którzy siedzieli najbliżej. Jeden z kartonów zamiast zniknąć, po prostu eksplodował, w klasie pojawił się kurz i dym.
- Zabieramy cię stąd, panie żywa reklamo - zza ramienia Barneya wyłoniła się głowa Pittiego. Po chwili blondyn oraz towarzyszący mu Acer, wynosili Barneya z klasy, trzymając go za ramiona. Ślizgoni byli zbyt zajęci panikowaniem, aby zwrócić na to uwagę.

- Barneyu Ollivanderze, zacny Ślizgonie, który mierzy niemal dwa metry, ma zielone oczy, jest idiotą nad idiotami...
- Ej, a ja? - przerwał Acerowi Pitti, wymierzając mu uderzenie w żebra.
- No tak. Od nowa. Barneyu Ollivanderze, zacny Ślizgonie, który mierzy niemal dwa metry, ma zielone oczy, jest niemal tak wielkim idiotą jak Pitti.. Co znowu?
- Nie chodziło mi o to, że on jest tak wielkim idiota jak ja, tylko, że ja też chcę trochę powiedzieć, a nie, że całą kwestię dla siebie bierzesz! - Krukoni mierzyli się przez chwilę morderczymi spojrzeniami.
- Dobra, mów - wycedził Acer, splatając ręce za głową. Zaczął z zainteresowaniem przyglądać się sufitowi.
- Barneyu Ollivanderze, zacny Ślizgonie, który mierzy niemal dwa metry, ma zielone oczy.. Nie no, cholera. Nie mogę tego mówić, kiedy on tak patrzy. Nie patrz! - Acer zbył tą uwagę wzruszeniem ramion - No nie gap się tak przychlaście!
- Chyba widziałem kotka - na te słowa Pitti również zaczął przyglądać się sufitowi. Barneya zaczynało to nudzić.
- Jeśli chcieliście mi coś powiedzieć, to myślę, że to jest odpowiedni moment - warknął w końcu Ślizgon, widząc, że Krukoni nie przestaną przyglądać się sufitowi jeśli nie zareaguje.
- Ty, on dobrze gada! - zauważył Pitti, patrząc na Barneya jak na proroka. Jego oczy były teraz pełne podziwu i uznania - Ac, ja nie jestem godzien, żeby mu to powiedzieć, ty to zrób.
- Przed chwilą się wkur.wiałeś, bo ci nic do mówienia nie zostawiłem - zauważył Ace.
- Ale przed chwilą Barney nie był taki wielki. Znaczy był.. ale po tej jego błyskotliwej uwadze jeszcze bardziej urósł w moich oczach - na twarzy Pittiego pojawił się wypieki.
- Jesteś pewny, że ja mam to zrobić? Nie będziesz potem marudził, że ci nie pozwoliłem? - upewniał się Ac.
- Skądże, przecież...
- Stop, cholera - Ślizgon przerwał tę bezsensowną wymianę zdań - Co wy mi w końcu macie do powiedzenia?
- Nic, ale dzięki nam spóźnisz się na trening- obaj Krukoni ryknęli idiotycznym śmiechem. Ollivander obrócił się na pięcie, zasypując ich przy okazji gradem obelg. Po chwili biegł już ile sił w nogach do swojego dormitorium po miotłę, oraz strój do Quiditcha.

- Ee... - Inteligentne rozpoczęcie mowy przez kapitana ślizgonów było podstawą treningu - Cześć - Montague w końcu wymyślił jak zacząć. Przez szatnię przetoczyło się jeszcze pięć krótkich powitań - Powiedziałem "Cześć" - Bill podszedł do Barneya, który jako jedyny nie odpowiedział na powitanie.
- Słyszałem- mruknął Ollivander, zajęty sznurowaniem buta. Montague warknął coś przez zaciśnięte zęby i zacisnął pięści. Barney wyprostował się i wbił swoje zielone gały, w oczy kapitana - Mów dalej.
Montague miał w oczach rządzę mordu. Resztki zdrowego rozsądku mówiły mu jednak, że nie powinien marnować treningu. Znów stanął na środku szatni, aby widzieć wszystkich zawodników.
- Najbliższy mecz to Gryfoni przeciwko Puchonom. Gryfoni ich zjadą... A następnie my ich dobijemy. Trening uważam za rozpoczęty.
- No to żeś, kurde, przemowę z puentą walnął - prychnął Ollivander, zarzucając sobie miotłę na bark. Wyszedł na stadion, mrużąc lekko oczy. Stanął na środku boiska i czekał, aż reszta drużyny wygramoli się z szatni. Kątem oka zauważył siedzącego na trybunach Bobercika.

Montague dał im w kość. Trening był ciężki, nawet wymarzona pogoda, nie zmniejszyła katuszy, jakie zapewnił im kapitan. Barney zauważył, że Bill posyła od czasu do czasu nienawistne spojrzenia zarówno w jego stronę, jak i w stronę Bobercika. W pewnym momencie Montague podleciał do Ollivandera.
- Nie spraszaj kumpli na nasze treningi, łaku - wycedził z nienawiścią w głosie.
- Nie spraszam - odparł Barney, po czym przywarł płasko do miotły i odleciał w zawrotnym tempie, gdyż właśnie jego oczom ukazał się złoty znicz, po przeciwnej stronie boiska.

Barney wychodził powoli z szatni, przebrany już w zwykły, szkolny strój. Szedł za resztą drużyny, wpatrując się w ich plecy. Nogi uginały się pod chłopakiem. Bobercik kroczył obok niego. Po chwili przyśpieszył.
- Ej Montague, jedna chwila, mam na ciebie dissa! - Kiedy Bill się odwrócił, zobaczył palce Bobercika 'wycelowane' w jego tors - Pu pu pu pu pu pu pu, kur.wa Bob aka armata z zaje.biście wielkimi kulami! - ryknął Krukon, przy każdym wystrzale podrygując ręką.

- Pytter – zwrócił się do przyjaciela Ac – co działamy?
- Nie wiem co ty działasz, ale ja idę sędziować walkę Drejka z Bobem. – odpowiedział blondyn, a Ac zrobił bardzo niewyraźną minę.
- Wkurza mnie już te wasze porduto, mam większą pałę, niż oni razem wzrostu. Dlaczego wybrałeś ich?
- Bo mi za to płacą, poza tym jak ci stanie to zrywasz baldachim z łóżka co jest bardzo niekomfortowe – powiedział Pytter z miną mędrca.
- Hooy ci w czoko – burknął Ac, po czym ruszył szukać Barneya.

Ace łaził korytarzami szukając wysoko osadzonej blond głowy, po dłuższym czasie udało mu się ją zobaczyć. Barney sunął wraz z tłumem z prędkością żółwia błotnego na lodzie. Ac zamachał do przyjaciela, by ten się pospieszył. Ślizgon wzruszył bezradnie ramionami, że nic nie poradzi na te tempo. Ac wykorzystał swój nieprzeciętny intelekt.
- Kładź się! – krzyknął.
- Co do... – mruknął Barney, jednak gdy zobaczył co Krukon wyciągnął zza pazuchy położył się czym prędzej na podłodze. Zaś Ac z miną świadczocą, że jest z siebie bardzo zadowolony, chwycił mocno Holy Hand Shitbombs.
- Raz, dwa, pięć!
Wtem Ac poczuł, że ktoś klepie go w ramię. Odwrócił się i zobaczył za sobą profesora Flittwicka
- Trzy.. – poprawił go profesor.
- Racja, trzy! - wyrzucił
Wybuch, smród i to co mieli na sobie uczniowie spowodowało ich bardzo szybki przemarsz i ucieczkę.
- No widzisz jak się przeżedziło? – zapytał uśmiechnięty Ac podeptanego Barneya.
_________________


.
Ostatnio zmieniony przez Barni Pon Wrz 08, 2008 9:21 pm, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1932
Wysłany: Pon Wrz 08, 2008 9:08 pm   

Ale jestem fajny dodalem pierwszego komenta xP.

Dobry ep xD. Najwazejsze, ze jest. Owni system ;]
_________________


I'll become The King of Pirates!
Ostatnio zmieniony przez Pitti Pon Wrz 08, 2008 9:20 pm, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Barni 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1891
Skąd: Golina City
Wysłany: Pon Wrz 08, 2008 9:19 pm   

Jak to jest komentarz, to ja jestem Pitti ==.
_________________


.
 
 
 
Kuku 
Silniejszy Saiya-jin


Wiek: 24
Posty: 15
Skąd: Kraków Wilidż xD
Wysłany: Pon Wrz 08, 2008 9:51 pm   

więc: komentuje.
przytulaśnie było, ale krótko, mimo że zajęło mi to z dziesieć minut xD
Co jest niebywałe, ale to nie moja wina, bo mnie ludzie osaczają, w związku z czym czuję się osaczona. Ale wracając do fyfa.
To ja się mogę podpisać pod Pittim xD Znaczy pod tą druga linijką...To ja może przepisze:
Dobry ep. xD. Najważejsze, że jest. Owni system ;]
Czyli, że: Barni, Ac - dalej piszcie ; D
_________________
Wygram, wygram...Cudów nie ma...
.
 
 
 
skibix 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 773
Skąd: Zduńska Wola
Wysłany: Wto Wrz 09, 2008 3:13 pm   

Ep słabszy od poprzednich ale i tak utrzymuje wysoki poziom xD Jak dla mnie to cenzura xd.
 
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1932
Wysłany: Pon Maj 03, 2010 12:02 pm   

Wtf? Wydawalo mi sie, ze byl ep konczacy rok szkolny. Nie bylo?

Kura ja chce czytac dalej! Wezcie cos naskrobci prosze. Moze jakis wakacyjny specjal?

Poza tym, ten fyf jest po prostu brutalny... Ace z bejzbolem rox XDDDD. Tylko jak to wyszlo, ze ja bije tylko Aca xD. W ogole to jak to czytalem to tak miche cieszylem, musimy sie spotkac i nayebac za jakis czas xD.

Kocham Boba i jego latarke, Barni wyslij mu link do tego postu xD.
Kocham Ace'a za to, ze jestesmy ninja.
Kocham Barniego za to ze jest gejem. Hoyu pisz dalej curva!
Kocham Krisa, bo go nikt z was nie lubi.

[ Dodano: Pon Maj 03, 2010 12:00 pm ]
hahahaha znalazlem nie publikowane 2 kawalki, ktore mi Barni wyslal kiedys



Wysłany: Pon Cze 01, 2009 9:45 pm

Barney rozsiadł się pod olbrzymim drzewem, rosnącym tuż przy jeziorze. Spojrzał na szkalną, nie zmąconą niczym taflę. Przez chwilę przyglądał jej się w milczeniu i ze stosunkową powagą, jednak po krótkim czasie jego myśli uciekły zupełnie gdzie indziej. Czerwcowy, ciepły dzień, jeden z ostatnich w Hogwarcie. Wakacje zbliżały się nieubłaganymi krokami, jednak Ślizgon z całego serca pragnął, aby nadeszły one chociaż odrobinę później, niż wskazywał na to kalendarz. Parsknął pod nosem, przypominajac sobie minę Pittiego, kiedy ten mozolnie próbował zaczarować swój zegarek i wysłać upływ czasu na urlop.
Przymknął oczy, górujące słońce raziło go nachalnie. Zdołał jeszcze dostrzec kątem oka zbliżających się towarzyszy.
- Joł, frycu - rozległo się już po upływie niespełna minuty. Acer rozsiadł się obok niego Ślizgona, pozwalając swoim plecom znaleźć oparcie w grubym konarze drzewa.
- Joł - Barney uniósł jedną powiekę. Zobaczył kucającego naprzeciwko Pittiego. Już chciał zamknąć oko, gdy dotarło do niego, że coś w wyglądzie blondyna w okularach jest nie tak. Po skrupulatnych oględzinach stwierdził, że pięć błyskawic na czole Krukona to swego rodzaju nowość. - Cóż to? - zapytał, łypając znacząco na blizny. Z odpowiedzią pospieszył Acer.
- Sprzeczka. Pięć razy próbowałem Avady Kedavry i zawodziła. Musiałem ograniczyć się do Pytosempry, rozumiesz.
Barney tylko mruknął coś w odpowiedzi i przymknął oczy, pozwalając myslom błądzić, gdzie tylko zapragnęły.

***

Ślizgon otworzył oczy. Zielony baldachim wisiał na swoim miejscu, zapewniając Barneyowi swoistą izolację. Tego dnia jednak samotność była ostatnią rzeczą, o jakiej Ollivander marzył. Niemal natychmiast po przebudzeniu usiadł na łóżku i zrzucił nogi na podłogę. Zerknął na posłanie obok, na którym spodziewał się ujrzeć Anima. Potężne ziewnięcie, które rozdarło jego usta, zniekształciło pełne niezrozumienia zdanie wypowiedzniane przez blondyna. Anima nie było. Dormitorium czwartoklasistów było zupełnie puste, Barney okazał się jedyną ezgystującą w nim osobą. Wzruszył ramionami, widocznie i największym śpiochom zdarza się czasem wstać skoro świt. Ostatnim, co Ślizgon uczynił przed powzięciem prób doprowadzenia się do stanu używalności, było schowanie otrzymanych od Pyttera Holy Hand Shitbombs kolejno pod poduszki wszystkich współlokatorów.

Chwilę po wejściu do pokoju wspólnego stało się jasne, dlaczego na górze było tak pusto. Kiedy tylko stopa Ollivandera stanęła na zimnych płytkach, a jego niespełna dwumetrowa osoba ukazała się za progiem, wszyscy znajdujący się w obszernej komnacie uczniowie wstali i zaczęli głośno wiwatować. Pod sufitem roiło się od zielono-srebrnych transparentów z napisami "Puchar jest nasz", czy "Obrócimy Krukonów w drobny mak". Szukający drużyny Slytherinu z uśmiechem przeszedł przez pokój wspólny, ściskjąc przy tym masę wyciągniętych w jego kierunku dłoni. Przy kominku siedziała reszta graczy; Lara z uśmiechem pomachała mu na powitanie, pozostali ograniczyli się do kiwnięcia głową. Montague tylko łypnął na niego spode łba.
- Wygrywamy. Szybko, pewnie, kolosalnie, z miażdżącą przewagą, jak przystało na Slytherin - Barney zaczął zastanawiać się, skąd kapitan drużyny zna tyle przymiotów. Chciał szepnąć tę uwagę do ucha siedzącej obok niego czarnowłosej Lary, jednak jego nagły ruch został przyuważony przez Montague'a. Ollivander nienawidził go z całego serca, jednak dziś nie chciał niczym mącić humoru obrońcy. Musieli wygrać, nawet kosztem jednego żartu mniej.

***

Barney, wciąż nieco zaspany, wkroczył do Wielkiej Sali, z zamiarem oddania się konsumpcji płatków kukurydzianych i mleka. Lub z mlekiem, są różne gusta. Rozsiadł się wygodnie na długiej ławie ciągnącej się wzdłuż stołu Ślizgonów i sięgnął pomiędzy wszelakiej maści daniami po interesujący go karton. Po chwili u boku szukającego znalazła się ścigająca tej samej drużyny, Lara. Pacnęła go w ramię, omal nie powodując tym powstania lawiny płatków. Wyszkolenie i wrodzony wdzięk pozwoliły jednak Barneyowi opanować sytuację i już na spokojnie zainteresować się, co też dziewczyna od niego chce. Ta jednak, zamiast cokolwiek powiedzieć, spojrzała tylko znacząco w kierunku drzwi Wielkiej Sali. Ollivander nie mógł powstrzymać wybuchu śmiechu. Pech w końcu dopadł rękę trzymającą karton z płatkami, zatrząsła się pod wpływem ataku niekontrolowanych drgawek i jedzenie wylądowało na podłodze. Ślizgon nie miał jednak teraz głowy do przejmowania się taką drobnostką.

Cała drużyna Krukonów, zasilona osobą Pittiego, wtoczyła się do pomieszczenia. O ile wejście Barneya mogło świadczyć o jego średniej kondycji, o tyle wygląd tych, którzy właśnie przybyli, przywodził na myśl Hiroszimę na chwilę po wydarzeniach z '45. Dragon Fist sprawiał wrażenie tego, który trzyma się najlepiej. Koniec końców - był kapitanem, musiał dawać przykład. Tego dnia wyglądało jednak na to, że cała drużyna wolała wzorować się na wyglądającym jak siedem nieszczęść Acerze. No cóż, są takie dni, kiedy nawet ukryta pod szatą, w celu pomocy w łapaniu pionu, miotła nie wystarcza. Przetoczyli się przez salę, z trudem wyhamowując przed końcem stołu Ravenclawu. Kiedy siadali, cała sala zamilkła. Byłoby słychać lecącą muchę, gdyby nie histeryczny śmiech Barneya, który do tej pory nie dał rady się uspokoić. Lara zakryła mu dłonią usta, aby w ciszy móc przyglądać się dalszym poczynaniom skacowanych osobników. Na szczególną uwagę zasługiwały dwa momenty. Pierwszym było zszokowanie Acera, kiedy ten podczas kontemplacji leżącego na jego talerzu tosta nagle ze zgrozą odkrył, że tost ów bardzo dokładnie przylega do jego twarzy. O ile jednak to zajście można było skwitować wymownym milczeniem, o tyle powszechną sensację wzbudził fakt, że zamiast usmarzonego prosiaka na talerzu znajdował się Pytter, a w jego ustach zamiast przepisowego jabłka gościł korniszon. Pomimo tego wyglądał on jednak równie groźnie co dzik.


//popłakałem sie :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Wysłany: Pon Cze 01, 2009 10:00 pm

Po upływie kilku godzin Krukoni, którzy zeszłej nocy uczestniczyli w tęgiej libacji, mogli już zaczać szczycić się symptomami świadczącymi o ulatnianiu się kaca z ich organizmu. Co prawda doszło jeszcze do nieporozumienia pomiędzy Dragon Fistem a jednym ze ścigających, kiedy to kapitan nie zrozumiał, że ma iść przez błonia i zarzucał koledze z drużyny jakoby on sam był łoniakiem, jednak takie rzeczy zdarzają się i najbardziej zaprawionym w bojach z alkoholem. Barney, z miotłą opartą na ramieniu i uśmiechem debila na mordzie, szedł po błoniach w kierunku boiska do Quiditcha. U jego boku maszerowała dziarsko cała drużyna Ravenclawu, a za nimi, warcząc coś gniewnie, gracze Slitherynu. Pochód zatrzymał się na chwilę przed basztą, w której mieścił się pokój wspólny Krukonów.
- Niezłą balangę mieliście - Barney szturchnął Pyttera w żebro, wskazując ręką ku górze. Na wywieszonym przez okno sztandarze z godłem Ravenclawu wisiał, do dołu głową, Kris. Wrażenie, że prefekt jest pogrążony w głębokim śnie potęgował fakt, że nie robił on sobie nic z grupki pierwszo i drugoklasistów obrzucających go kamieniami. Ktoś krzyknął ponaglająco, kto inny zaczął wymachiwać ręką, na której nosił zegarek i już po chwili wędrówka ludów na stadion została kontynuowana.
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
Barni 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1891
Skąd: Golina City
Wysłany: Pią Lip 30, 2010 12:22 pm   

Chcieliśmy to dokończyć, ale się nie udało, więc wrzucamy takie cenzura, jak z kawału o Jasiu.

NiechToLichoNiePamiętamJakiegoRyjaJeszczeNieByło

Potężne ziewnięcie rozerwało usta Barneya. Ślizgon, popisując się nabytym podczas treningów Quiditcha refleksem, stłumił je dłonią. Był środek nocy, a on szlajał się po zamku. Trzeba było zachować ciszę, bez dwóch zdań.
- Szkoda, że oni nie są tego samego zdania, co ja – mruknął sam do siebie Olivander, słysząc niosący się korytarzem łoskot. Przyspieszył kroku, aby dotrzeć do holu zanim jego towarzysze postawią na nogi wszystkich profesorów.
- Co wy robicie? – przywitał się z towarzyszami. A raczej tylko z Acerem. Pittiego tu nie było. Ślizgon rozejrzał się uważnie, a potem posłał Krukonowy pytające spojrzenie. Ten ruchem głowy wskazał na zbroję leżącą pod ścianą. Ze sterty żelastwa, mieląc w ustach kolejne przekleństwa, gramolił się Pytter. Wyglądał zabawnie, w nagolenniku i z hełmem założonym tyłem do przodu. Spod blachy rozległ się jego przytłumiony głos:
- Chciałem tylko przymierzyć!
Barney wzruszył ramionami i podszedł do Pittiego. Chwycił mocno hełm, który więził jego kolegę, a jedną nogą zaparł się na brzuchu okularnika. Szarpnął mocno, bez skutku. Kolejne szarpnięcie oswobodziło głowę Crusera. Ten, nie spodziewając się tego, poleciał do tyłu. Łupnął na cztery litery, a brzęk stali i jego niewyraźna mina wskazywały, że musiał nabić się na rękojeść leżącego tam miecza. Wstał, rozmasowując obolałe miejsce.
- Daj mi to – poprosił, wyciągając rękę w stronę hełmu, który Barney cały czas trzymał w rękach. Ślizgon spojrzał na niego z niezrozumieniem, wtedy Pitti wytłumaczył:
- Nie myślisz chyba, że pójdę do Zakazanego Lasu bezbronny? Bob ma tę swoją latarkę, ja chcę hełm.
Blondyn zabrał przedmiot z rąk Barneya, nie czekając, aż ten zareaguje, i przytknął do niego różdżkę. Stał przez moment skupiony, a potem wymamrotał:
- Lumos. – Czubek różdżki młodego czarodzieja rozbłysnął jasnym światłem. Pytter wydukał jeszcze jakieś słowa, a błysk przeszedł na hełm. Kiedy chłopak schował różdżkę za pazuchę, nakrycie głowy dalej świeciło. Uśmiechnął się z satysfakcją, wkładając je na głowę.
- Dobrze, że nie na lewą stronę – zauważył Acer, przyglądając się poczynaniom towarzysza. – Od dzisiaj z czystym sumieniem mogę nazywać cię zakutą pałą, frycu.
Zaśmiał się, a potem zamaszystym ruchem opuścił przyłbicę na oczy Pittiego.
Usłyszeli kroki na schodach. Kiedy spojrzeli w tamtym kierunku, zobaczyli światło. Ktoś nadchodził.
- Chodźcie, Las nas wzywa – ponaglił Barney, szybkim krokiem kierując się do dużych drzwi wyjściowych.

Na zewnątrz było ciepło. Jedyne światło dawał święcący jasno hełm na głowie Pittiego.
- Jak nas przez to znajdą, to pójdę po ten miecz, na który wpadłeś i… - Acer przerwał wpół zdania. Wrota otwierały się powoli. Chłopcy spojrzeli po sobie i zgodnie, jak jeden mąż, rzucili się w okoliczne krzaki. Barney zaklął, kiedy zakuty łeb Pittiego uderzył go w łokieć.
- Chłopaki! – rozległ się głos spod frontowych drzwi. – To tylko ja.
Najpierw zobaczyli światło, takie samo jak wcześniej na schodach, a potem zorientowali się, że jego źródłem jest latarka przymocowana do kasku na głowie Boba. Acer machnął do niego ręką i Bobercik podszedł do nich szybko. Przyjrzał się uważnie Pittiemu. Ściągnął brwi.
- Wyglądasz jakoś inaczej… schudłeś?
- Nie. Poszedł w ślady swojego idola. – Barney w dwuznacznym geście popukał się w czoło. – Debile.

Czwórka chłopców stała przed ogromną ścianą drzew Zakazanego Lasu. Na czarnym niebie oślepiająco błyszczał księżyc. Przeraźliwe wycie dobiegło ich uszu, aż po plecach przebiegł im dreszcz.
- Pitti, zawyj tak jeszcze raz, to własną różdżkę wsadzę ci w...
- Cicho, Ac – uciszył przyjaciela Barney.
- Co jest? – zaszeptał Bob zakrywając dłonią latarkę.
Coś zaszeleściło, wszyscy podskoczyli jakby na znak.
- Paranoja – mruknął Bobert – nie możemy bać się wiewiórek.
- Ence pence, w której ręce, Pitti schowa się w łazience! – zaśpiewał Pytter i zanim zdążyła zabrzmieć ostatnia sylaba kobiety lekkich obyczajów blondyn zniknął za drzewami.
Straszną ciszę przełamał Ace. Potok bluzgów potoczył się głośno i wyraźnie wśród nocnego milczenia.
- Spokojnie – odezwał się głos spod latarki. – Raz, dwa go znajdziemy po światełku na hełmie!
- Oho – mruknął Barney wskazując palcem porzucony żelazny kapelusz.
- No to wchodzimy.
- Mhm.
- To wchodźcie.
- Nie no, idziemy.
- Tak, idziemy.
- Dobra.
- To na trzy. Raz...
- Dwa...
- Dwa i pół...
- Dwa i trzy czwarte...
- Dwa i osiemnaście dwudziestych....
- Czy to zawsze ja muszę zaczynać? – odezwał się Ace. – Zawsze na mnie przypada brudna robota.
- Jesteś najstarszy powinieneś być pierwszy – powiedział Barney.
- Tak nakazuje dobre wychowanie – dodał Bob.
- No dobra – mruknął Ace. – Zawsze to ja muszę wszystko zaczynać, no zawsze... – zalamentował po czym szybkim ruchem kopnął Barneya w plecy, aż ten wpadł między drzewa.
- N-nie! – zdążył wydusić z siebie Bobert zanim następny kopniak posłał go w ślad za Barneyem.
Krzaki zaszeleściły, a do uszu Aca dobiegł przeraźliwy krzyk. Dwóch głosów.
- Wpadłem w pokrzywy! – wrzasnął Ślizgon.
- A ja w gówno! – pisnął Bob.
- No dobra – mruknął Ace pod nosem. – Żyjecie, wiec chyba jest ok...
Ostrożnie patrząc pod nogi ruszył za przyjaciółmi.

- Jesteś okropny – zajęczał Bobert.
Ace zbył go wzruszeniem ramion. Barney ostentacyjnie obrażony, wyniośle drapał się po poparzonych rękach. Szli tak jakąś podejrzaną ścieżką dobre kilka minut. Ślizgon przygarnął porzucony przez Pyttera hełm i świecił w oczy Acowi przy każdej okazji. Niestety perfidnie złośliwy uśmiech nie współgra z miną niewiniątka i Krukon bluzgając pod nosem jednym ruchem wyczarował sobie okulary przeciwsłoneczne. Po czwartym potknięciu się o konar, wyrzucił okulary w cholerę.
- Może go zostawimy w tym lesie, co? – zapytał w końcu Barney.
- Bardziej pasuje tutaj niż do ludzi – burknął Ace zwracając ku przyjacielowi przekrwione oczy. Ten chyba był dumny ze swojej dywersji, bo od tej pory szedł z szerokim uśmiechem na wąskiej twarzy.
Wtem usłyszeli tętent kopyt. W odpowiedzi po drugiej stronie lasu coś krzyknęło „Patatataj!”.
- Pitti! – przyjaciele już chcieli się rzucić w tamtym kierunku kiedy drogę zastąpił im dorodny centaur z łukiem w dłoni. Był ogromny. Skudlone włosy i broda sięgały mu prawie pasa.
- A ten co się wyrwał jak z łysą kobyłą na targ – burknął Bob na jego widok.
- Ej! – warknął centaur.
- Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda – zganił kolegę Ace.
- To jakieś końskie zaloty – dodał Ślizgon.
- Co?!
- Pańskie oko konia tuczy – stwierdził Bobert oglądając brzuszysko między czterema końskimi nogami.
- Co wy tu, do jasnej cholery robicie?!
- Koń ma dużą głowę, niech się martwi – odpowiedział Ace.
- Co ty pleciesz? Tam widziałem jeszcze jednego człowieka, idźcie za nim – doradził centaur z mętlikiem w głowie.
- I w sto koni nie dogoni – rzekł Bob.
- Jesteście przyjaciółmi?
- Znamy się jak łyse konie.
- Idźcie już! – zajęczał stwór i zszedł im z drogi.
- Szable w dłoń i na koń! – krzyknął Ślizgon.
Trójka przyjaciół pokłusowała dalej.

Grupie, poza szczytnym celem, jakim było ratowanie Pittiego, przyświecała także latarka na czole Boba. Krukon po długich namowach zgodził się iść na czele, jednak tylko pod warunkiem, że pozostali będą nieustannie o krok od niego. Barney, kilkanaście minut wcześniej, sprytnie zakamuflował hełm za pazuchą, żeby czasem to jego nie wystawiono na czele. Dlatego też szli teraz w zbitej gromadce, a co jakiś czas dało się słyszeć cichy syk, bądź jęk, Boba, kiedy któryś z towarzyszy nadepnął mu na piętę.
- Sam tego chciałeś. - Acer wyszczerzył zęby, kiedy omal nie ściągnął Bobercikowi buta. Nadepnięty warknął coś tylko i pomaszerował dalej, a Risus i Olivander ruszyli za nim.
- Teraz twoja kolej. Jak mu spadnie, to wygrałeś - mruknął ten pierwszy do Ślizgona. Barney wyszczerzył tylko zęby i skupił się na stopach prowadzącego.

Zatrzymali się na polanie. O ile polaną można nazwać niewielki obszar pozbawiony drzew, jednak pełny krzaków i wysokich traw. Bobercik obrócił się wokół własnej osi, oświetlając najbliższe tereny. Gdzieś nad nimi zahuczała sowa. Szukający Ślizgonów poczuł mrowienie na karku. Obrócił się przez ramię, pewien że ktoś ich obserwuje. Nikogo nie zobaczył.
- Przez was, tępe pały, zgubiłem buta. Poza tym tak bolą mnie stopy, że ledwo idę. Zachciało wam się gierek. No to macie za swoje! - Bobercik, trzęsąc się ze złości, sięgnął ręką do kasku, zdarł go sobie z głowy i cisnął w krzaki.
- Ciemność widzę, ciemność! - zakomunikował Barney.
- Nic się nie martw, ja też - odparł krzepiąco Acer.
- Uf, kamień z serca. - Ślizgon odetchnął z ulgą.
Bobercik popatrzył na towarzyszy jak na idiotów. Potem jednak pokręcił tylko głową. Przez te wszystkie lata zdążył już przywyknąć, że członkowie tej paczki czasami zachowują się zupełnie inaczej, niż by się człowiek spodziewał.
Zapadła cisza. I trwałaby pewnie długo, jednak została brutalnie przerwana przez coś wylatujące spomiędzy drzew. Pojawieniu się tego czegoś towarzyszył dziki pisk, warknięcie, jakiś okrzyk i tętent kopyt.
- Padnij! - Acer wydał tę komendę, samemu od dłuższego czasu leżąc już wśród traw.
- Tam, złoto! - krzyknął głosem Pittiego dosiadający centaura jeździec, który przed chwilą pojawił się na scenie.
- Puść mnie, idioto - zażądał centaur i wierzgnął, stając dęba. Krukon w okularach padł na ziemię, zaraz się jednak poderwał i ile sił w nogach pognał w krzaki. Krzątał się tam przez chwilę, a kiedy się wyprostował, w wysoko uniesionej ręce trzymał kask Bobercika. Wyraz jego twarzy, oświetlonej przez latarkę, wskazywał na olbrzymie rozczarowanie.
- Myślałem, że to skarb - mruknął sam do siebie.
Trójka poszukiwaczy popatrzyła po sobie, potem równocześnie łypnęli na Pittiego i znów spojrzeli na siebie.
- O, znalazł się.
- Znalazł, jak znalazł. Dziwne, że się zgubił.
- Ta... przecież podobno kto pyta nie błądzi.
Pitti podszedł do towarzyszy, smętnie wymachując kaskiem.
- Znaleźliście mnie, gnoje. Eh... - Nałożył kask na głowę i opuścił go sobie na oczy. - Szukajcie. Raz, dwa, trzy...
Trójka przyjaciół popatrzyła tylko po sobie i ile sił pognała w las.

- On chyba krzyczał, żebyśmy na niego poczekali – mruknął Bob.
- Nie – odpowiedział Ace przeciągle. – to brzmiało raczej „schowajcie się, a ja was poszukam!”
- Te zdania wcale nie brzmią podobnie – burknął Barney. – Ja też sądzę, że chodziło o to, żebyśmy na niego poczekali
- Widziałeś tego centaura?
- Niby tak
- A chcesz się spotkać oko w oko?
- Niby nie
- No to biegnij dalej – ponaglił Ace

- Chciałbym ci powiedzieć, geniuszu, że biegliśmy przez ten z piętnaście minut bez jakiegokolwiek oświetlenia! Cud, że jeszcze żyjemy!
- Barń, spokojnie. Przecież jesteśmy czarodziejami. Lumos!
Blady promień światła rozjaśnił twarze przyjaciół. Podkrążone oczy, podrapane policzki - Lamus, kurde... – dalszy słowa zostały zagłuszone serią bluzgów. Bobercik zaczynał być zły.

Pitti uniósł kask i zobaczył plecy swoich kompanów. Uciekali.
- Ej, czekajcie na mnie! - krzyknął za nimi, jednak oni nie posłuchali. Zauważył, że wymienili kilka uwag, po czym przyspieszyli bieg. - Hooye, ja tylko żartowałem z tym dalszym ciągiem zabawy - dodał pod nosem, spuszczając głowę.
Kiedy znów spojrzał przed siebie, zobaczył owłosioną klatę. Uniósł głowę i stanął twarzą w twarz z centaurem, którego jeszcze przed chwilą dosiadał.
- Siema, srałaś? - spróbował podrywu, ale zaraz zorientował się, że to nie klacz. - Tfu, tfu. Przepraszam. Srałeś?
Centaur spojrzał na niego dziwnym wzrokiem. Pitti odwzajemnił spojrzenie.
- Darowanemu koniowi się w zęby nie... Niech ich szlag! - zaklął, odwracając się od Pittiego i spoglądając w kierunku, w którym zniknęli Acer i spółka. Cruser tylko czekał na taką chwilę. Niewiele myśląc wsparł się rękoma na zadzie półkonia i wskoczył na niego.
- Wio koniku! - krzyknął. Uniósł różdżkę nad głową, a z jej czubka wyleciało świetliste lasso, które zawirowało kilka razy w powietrzu, po czym znikło. - A może by tak...
Łupnęło, strzeliło, zakotłowało się. Pitti poczuł, że wylądował w krzakach. Kiedy dym opadł, a on odnalazł kask, którym mógłby oświetlić centaura zobaczył, że z jego boków wyrastają dwa olbrzymie widelce.
- Skrzydła to to nie są - ocenił strapiony Krukon.
_________________


.
 
 
 
Kris 
Avanger


Wiek: 25
Posty: 1434
Skąd: Poznań
Wysłany: Pią Lip 30, 2010 12:40 pm   

Cytat:
i czemu znowu mnie nie ma!xd
Barney
12:27:05
bo cię nie lubimy
12:30:27
pamiętaj skomciać xD

Kris
12:34:04
nie skomciam bo mnie nie lubicie
12:34:04
xd

Barney
12:34:31
lubimy no
12:34:36
ty jesteś w tym odcinku narratorem przecież
12:34:36
xD

Kris
12:35:21
xdd
12:35:28
az tak glupi nie jestem
12:35:29
XD

Barney
12:35:32
no kurde
12:35:33
słuchaj
12:35:37
wiemy że o sobie nie mówisz lubić
12:35:40
więc zrobiliścmy cię narratorem

Kris
12:35:43
XDDDDDDDDDDDDDDD


Barney
12:35:45
ale usunęliśmy twoją postac żębyś nie musiał o sobie opowiadąc


Kris
12:36:05
za samo wymyslenie histori napisze posta
12:36:09
ale nie wiem czy wysle
12:36:10
XD

Barney
12:36:19
XDDDD
_________________



1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1932
Wysłany: Pią Lip 30, 2010 11:23 pm   

HAHAHHAHAAHHAHAHAHHA mógłbym to czytać bez końca :D :D:D:D:D:D:D, momentami troche moze zbyt idiotyczne, ale w sumie chyba wlasnie takie mi sie podoba :D :D.


NEXT!!! NEXT!!! NEXT!!!
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by razz & Saski