Poprzedni temat «» Następny temat
[FanFick] Shoukyo Sanryoukyou
Autor Wiadomość
Kris 
Avanger


Wiek: 25
Posty: 1434
Skąd: Poznań
Wysłany: Pią Sty 04, 2008 6:10 pm   [FanFick] Shoukyo Sanryoukyou


Witam, postanowiłem zacząć pisać nowego FanFicka ^^ ofc Redline Life również będzie pisany, ale ten fan fick będzie miał raczej tylko jednego autora ^^.

W tym poście powinien znajdować się epizod jednakże. Daje wam możliwość samowolnego zapisania, gdyż i tak sam pozniej będe byle kogo brał nawet jeżeli sie nie zapisał ;p

Oto Formularz :
Kod:

Imie/Nazwisko/ Psuedonim :
Wiek :
Wzrost :
Charakter :
Wygląd :
Opis wydarzeń bohatera : nie trzeba ale mozna ^^


To jest najpotrzebniejsze. A ponieżej dam to co też jest potrzebne jednakże moge sam rozmaicić.
Kod:

Techniki : prosze narazie nie zadużo max 5 i to max ;p (wymyślone lub nie;p)
Klan : czy należało sie do jakiegoś klanu lub specjalnej szkoły walki etc.
Moc : czyli na czym opiera sie wasza moc?/ Na Reiatsu, Magi etc?. Narazie prosze o jedną specialnośc później moge dodawać;p


Ofc Zgloszenia na PW ;p
_________________



1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
 
 
Kris 
Avanger


Wiek: 25
Posty: 1434
Skąd: Poznań
Wysłany: Wto Sty 15, 2008 12:21 pm   I

Rozdział I : Dzień

Gwar i hałas, który miał zakończyć dzień radością i spokojem przerodził się w strach i nienawiść. Z cienia zaczęli wybiegać zakapturzeni mężczyźni, którzy w rękach trzymali widły oraz inną podobną broń, która miała im służyć do zabijania. Gdy tylko mieszkańcy miasteczka, zauważyli dziwnych osobników z bronią w charakterystycznych zielonych kapturach zakrywających twarz, ruszyli przed siebie w ucieczce porzucając wszystko co trzymali w rękach. W jednej chwili zapadł chaos, turlające się po ulicy jabłka, które przed chwilą zostały kupione. Płaczące dziecko stojące w miejscu, które zostaje po chwili zabite, biegające kobiety, a za nimi napastnicy, którzy w oczach posiadają jedynie chęć gwałtu i mordu. Co chwile na ziemię pada czyjeś ciało. Krew, która zalewa każdą szczelinę pogrąża w rozpaczy bezbronnych mieszkańców, którzy powoli poddają się śmierci. Kilku mężczyzn dobijało ostatnich mieszkańców, a w tym samym czasie reszta pojawiła się z pochodniami w rękach, po czym zaczęli rzucać je w kierunku budynków, domów, drewnianych stoisk. Po chwili całe miasto płonęło wielkim ogień, a napastnicy padli martwi. Ogień rozprzestrzeniał się po miasteczku, a dwie osoby zakryte jakby cieniem ruszyły na siebie. Pisk i tarcie stali o stal wywoływało iskry, które chociaż trochę odsłaniały twarze nieznajomych. Widać było, że walka toczy się między kobietą a mężczyzną, którzy byli uzbrojeni od nóg, aż po klatkę piersiową. Obydwoje trzymali wielkie i ciężkie miecze, a także nosili na sobie ciężkie zbroje, które ani trochę nie przeszkadzały im w walce. W pewnym momencie kobieta wykonała kilka cięć wytrącając przy tym przeciwnika z równowagi. Następnie uniosła wysoko miecz i poziomo wykonała cięcie, lekko raniąc mężczyznę, z rany wypłynęła się krew, która kroplami spadła na ziemię. Jednakże nic pod ich nogami się nie zmieniło, gdyż po brukach ulicy płynęła rzeka krwi. Mężczyzna odsunął się i niespodziewanie stanął w płomieniach, po czym zniknął. Po chwili znikła też kobieta. teraz pozostały tylko palące się doszczętnie zgliszcza.

Nie minęła nawet chwila, gdy ogień wystrzelił w górę zakrywając całe niebo. Gdzie nie spojrzeć wszędzie szalały płomienie, gdyby nie deszcz ogień paliłby się dalej. Jednak teraz nic nie pomoże. Z miasta pozostały jedynie ruiny i popiół. W powietrzu unosił się dym, a z oddali widać jedynie drobną sylwetkę, która powoli wychodziła z tej czarnej mgły. Bardzo wolnym krokiem, zbliżała się do centrum miasteczka, w którym jeszcze niedawno odbywała się walka. Na ulicę, po której jeszcze płynęła krew wyszedł chłopiec, o jasno brązowych włosach, cały zakrwawiony, w rozszarpanym ubraniu. Powoli stawiał kroki, z jego oczu nie spłynęła, ani jedna łza, lecz można było się pomylić, deszcz nadal padał. Po chwili chłopiec stanął w miejscu i upadł na kolana, aby zaraz wylądować twarzą w błocie. Chwile coś mamrotał, tylko jedno można było usłyszeć.

-Wszyscy zginęli, nikt nie przeżył – powiedział bardzo cicho po czym zasnął.

-Tristan-sama - rozległ się cichy, a zarazem słodki dziewczęcy krzyk, który momentalnie zerwał na nogi śpiącego chłopaka, opierającego głowę o biurko. Gdy tylko wstał i odsunął krzesło, leniwie otworzył oczy i obrócił się w stronę dziewczyny. Ujrzał osobę, którą widzi na co dzień , czyli dziewczynę o długich gładkich nogach, delikatnych rysach twarzy, śniadej cerze, błękitnych oczach oraz lśniących brązowych włosach, które swobodnie opadają na ramiona . Chłopak lekko się uśmiechnął i w ciszy czekał, aż ona coś powie

-Tristan-chan, znowu zasnąłeś na biurku, za dużo pracujesz. Ten policjant za bardzo Cię wykorzystuje, nie powinieneś brać tyle zleceń od niego – powiedziała młoda dziewczyna, wyraźnie w jej głosie było słyszeć zdenerwowanie.

Chłopak ponownie lekko się uśmiechnął i powiedział – Tak wiem, przepraszam Cię Kayu, ale zrozum, że chce pomóc policji oczyścić ten kraj – po czym zamknął oczy i podszedł do dziewczyny, poczym objął ją i przytulił do siebie. Po chwili szepnął – nie martw się o mnie. Mi nic nie, będzie – zrobił dość długą przerwę po czym ponownie pochylił się nad jej głową i powiedział – idź na dół niedługo przyjdę – Tristan puścił dziewczynę i odczekał, aż wyjdzie. Gdy drzwi się zamknęły obrócił się i podszedł do biurka.

- W wieku 6 lat się to zdarzyło, minęło 10, więc dlaczego mi się to ciągle śni? – pomyślał młody chłopak, który na twarzy miał grymas wściekłości. Tristan zacisnął pięść i położył ręce na biurko – Na dodatek jeszcze ten fałszerz.. Jeśli nie ucieknie do Europy, to będzie próbował zdobyć… właśnie... – przez chwilę chłopak stał w miejscu. Jednak nie trwało to długo, gdyż szybko posprzątał biurko i wrzucił papiery do segregatora, poczym podszedł do drzwi lekko ukucnął. Po chwili wyszedł, zamykając drzwi za sobą. Schodząc po schodach poprawiał sobie swoją błękitną koszulę i czekał, aż ktoś wyskoczy zza rogu i go opieprzy. Dużo się nie pomylił. Ledwo gdy zszedł, pojawiła się jego opiekunka, która zaczęła prawić mu kazania, jednak spływały one po nim jak po mydle. Gdy tylko Tristan wysłuchał wszystkich kazań, przywitał się ze swoją opiekunką i poszedł do kuchni. Gdy tylko otworzył drzwi zauważył Kayu, która trzymała w rękach jego plecak. Ten podchodząc najpierw do stołu, wziął i podrzucił do góry ładne, czerwone jabłko. Następnie wziął plecak od dziewczyny i wyszedł razem z nią z domu. Droga minęła im bardzo szybko, ponieważ w drodze do szkoły rozmawiali i podziwiali upojne lato, które już nie długo miało się skończyć. Gdy Kayu i Tristan stanęli przed wejściem do szkoły zauważyli ogromny tłok i wielką tablice z numerami, które kończyły się na tysiącu.

Tristan lekko się skrzywił i powiedział – Proszę... powiedz mi, co za debil połączył technikum i liceum? – niestety nie doczekał się odpowiedzi, usłyszał jedynie cichy śmiech, który nie wywarł na nim, żadnej reakcji. Chłopak, który rozpoczynał pierwszy dzień w liceum, rzucił wzrokiem na tablicę i rzekł – jak zawsze – po czym ruszył przed siebie. Kayu pobiegła w stronę drugiego budynku, czyli do technikum, a Tristan podszedł do drzwi liceum, gdzie czekało kilku ochroniarzy. Szybkim ruchem ręki przyszły uczeń wyciągnął kartkę z numerem i wszedł do budynku, z tyłu słyszał tylko głos – nr. 4? Nie wygląda – Te słowa były dla niego tylko mobilizacją. Tristan w tym wieku miał ciemniejsze niż w dzieciństwie włosy, lekko uniesione do góry. Szare oczy, dość smukła sylwetka były łatwo zauważalne. W błękitnej koszuli i szaro-brązowych spodniach, nie zwracał specjalnie uwagi na to, że patrzą na niego jak na jakiegoś idiotę, który przypadkiem dostał się do szkoły. Po krótszej chwili, skręcił w przeciwległy korytarz i zauważył dziewczynę w stroju cheerleaderskim ze stosem ulotek w ręce. Gdy się mijali uśmiechnęli się do siebie, a chłopak wziął od niej ulotkę. Nigdy podobnych rzeczy nie czyta, bierze je tylko z uprzejmości i z szacunku, że to czyjaś praca. Jednakże teraz coś go zachęciło. Uniósł rękę w której trzymał ulotkę i przyjrzał się jej dokładnie.

- Hmm... – pomyślał – to może być ciekawe. Konkursy międzyszkolne – w tej chwili chłopak stanął i oparł się o ścianę – Sztuki walki ubiegłoroczny zwycięzca i mistrz Acer Risus, test na inteligencję Drake Hyuuga, test zwinności : Ares Magret, dalej, dalej, dalej... O test szpiegostwa i dedukcji. Nowość, brak laureata. Zapisy w sekretariacie. – chłopak w tej chwili dotknął ręką ściany i odbił się od niej. Na jego twarzy zagościł ironiczny uśmiech, który przyozdabiał jego intencje. Natychmiast wrócił się korytarzem i poszukał schodów, po których wbiegł i udał się do sekretariatu. O dziwo, jak na nowego ucznia, który kilka minut temu wszedł do szkoły, był bardzo dobrze rozpoznany w terenie. Stał przed drzwiami sekretariatu, a właściwie 10 metrów za, ponieważ była duża kolejka. Gdy minęło 20 minut Tristan podszedł do sekretarki.

-Formularz poproszę – powiedział spokojnie, poczym sekretarka wysunęła na stół kartkę i długopis. Uczeń wypisał wszystko i oddał z powrotem. Starsza kobieta spojrzała na kartkę, a następnie zmierzyła wzrokiem chłopca.

- Więc...- powiedziała – Pan Tristan Trewer? Dziedzina szpiegostwo. Dużych szans panu nie daje – powiedziała dość złośliwie sekretarka, która urodą nie dysponowała.

-Trewen..- poprawił chłopak poczym dodał równie złośliwie – na męża pani też dużych szans nie daje- kończąc zdanie obrócił się i wyszedł. –To teraz na lekcje – cicho szepnął i zbiegł po schodach.

***


- Risus! Dźwignie, dzwignie! Dalej! – na sali rozległ się głośny krzyk, chłopaków, którzy wyglądali już na pełnoletnich, jednak brakowało im jeszcze roku. Patrzyli na walkę dwóch innych uczniów, jak widać kibicowali tylko jednemu. Jeden walczących, mający całą koszulkę we krwi, ruszył na przeciwnika, wymachując rękami w serii zwodów, a następnie wyprowadzając lewy sierpowy, który wylądował na twarzy przeciwnika, który wypluł z ust ochraniacz oraz dużo śliny zmieszanej z krwią. Gdy tylko przestała lecieć krew, chłopak zachwiał się na nogach i runął na mate, podczas uderzenia rozległ się niesamowity huk, a osoba, która zadała cios przełożyła nogę przez liny i zeszła z maty.

- Dźwignię? Nie trzeba... – odpowiedział chłopak do którego słowa kolegów były kierowane – zabierzcie go do pielęgniarki – dokończył Risus, który szybko zdjął rękawice i chwycił w dłoń ręcznik. Przecierając sobie twarz wolnym krokiem zmierzał w kierunku szatni.

***


Cisza, która panowała na korytarzu miała właśnie się skończyć, po całej szkole rozbrzmiał odgłos dzwonka, który po raz kolejny wzywa uczniów na jakże męczące lekcje. Przepych w drzwiach wejściowych, żeby jak najszybciej wejść do klasy i usiąść na miejscu. Po chwili, rozpoczęło się sprawdzanie obecności przez nauczycielkę oraz rozpoczęcie lekcji, która od wieków przeprowadza się tak samo. Jedyne słowa, które się powtarzały to:

-Do odpowiedzi – powiedziała nauczycielka poprawiając swe koliste okulary i patrząc w dziennik – Drake Hyuuga- dokończywszy zdanie kobieta podniosła powoli głowę i skierowała swój wzrok w stronę leniwie wstającego ucznia. Był to chłopak o dość przeciętnym wzroście jak na swój wiek, dobrze zbudowanej sylwetce, krótkich, brązowych, lekko podniesionych włosach , a także o błękitnych, bystrych oczach. Ten oto uczeń wyszedł z ławki i podszedł do nauczycielki, która już myślała na czym zagiąć chłopca.

- Więc – zaczęła nauczycielka – w zeszłym roku skończyliśmy na drugiej wojnie światowej. Opowiedz mi chłopcze coś o kanclerzu Niemiec w tamtym czasie – kończąc zdanie, kobieta w okularach na nosie i siwych włosach, odsunęła lekko krzesło i oparła się o nie czekając na odpowiedz. W tym czasie chłopak zamknął oczy i zaczął mówić

-Adolf Hitler urodzony 20 kwietnia 1889 w Braunau am Inn, zmarły 30 kwietnia 1945 w Berlinie, w wyniku samobójstwa – polityk oraz kanclerz Niemiecki od 1993, führer i kanclerz Rzeszy od 1934, przywódca Narodowo-Socjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników, ideolog niemieckiego faszyzmu, twórca i dyktator III Rzeszy niemieckiej, zbrodniarz wojenny, odpowiedzialny za zbrodnie przeciw ludzkości. Po objęciu obu funkcji zmieniono nazwę jego stanowiska na "Führer und Reichskanzler". Uznawany jest przez większość historyków za osobiście odpowiedzialnego za politykę rasową nazistowskich Niemiec, Holocaust oraz za śmierć milionów ludzi zabitych podczas jego rządów. Agresywna polityka zagraniczna, którą stosował doprowadziła do rozpętania przez Niemcy II wojny światowej, w wyniku której zginęło około 45 milionów ludzi. – minął moment jak chłopak skończył swoje opowiadanie na temat niemieckiego dyktatora. Nauczycielka dobrze wiedziała o tym, że trudno będzie chłopakowi zadać pytanie na które on nie odpowie, jednakże widać było też jej zdenerwowanie .

- Nie kazałam ci mówić encyklopedii, ale niech ci będzie, dostaniesz 5. Siadaj na miejsce – powiedziała nauczycielka, która z żalem sięgała po pióro oraz dziennik. Gdy skończyła wpisywać ocenę, ponownie odsunęła krzesło, ale tym razem wstała z niego i podeszła do tablicy, po czym zaczęła pisać – zapiszcie sobie temat „Wojny izraelsko-arabskie” –

***


- Cruser! – krzyknął blond-włosy chłopak, który po woli osuwał się z kamieni na których trzymał obydwie ręce. Chłopak, wraz z Cruserem, byli na ścianie wspinaczkowej i na szczęście byli zabezpieczeni, jednak widać było, że zależy im na dodarcie na szczyt. Chłopak po chwili puścił jedną rękę a druga zsunęła się sama. Osoba nazwana Cruser’em lekko odgięła się do tyłu i złapała linę, która przez chwile ciągnęła go na dół. Pomimo, iż udało mu się złapać blondyna, na twarzy Crusera pojawił się grymas wściekłości. Obydwoje po chwili zostali ściągnięci do podłuż ściany wspinaczkowej. Gdy tylko dotknęli ziemi i zdjęli zabezpieczenia, odezwał się Cruser.

- Ares idioto! Przez ciebie trening mam w plecy! – krzyknął, był porządnie zdenerwowany zaistniałą sytuacją i tylko czekał na wymówkę kolegi, aby ponownie go zbesztać.

- Pitti, nie czepiaj się, nie moja wina, że kamienie są mokre, poza tym zostałeś dopiero przeniesiony, a rok temu na ogólnonarodowych zawodach zaplątałeś się w linę, więc przymknij się z łaski swojej – z irytacją w głosie Ares uświadomił znajomemu jego miejsce w zespole, jednakże wiedział, że to on zawalił sprawę

- Wiesz co? wali mnie to, czy jestem nowy, stary czy ch.. cię wie, ale jak trener zapyta w ryj dostaniesz najpierw ty, a potem ja – mówiąc to chłopak, powoli obracał się w inną stronę. Kończąc zdanie zdjął bandaż z ręki i szybkim krokiem zmierzał w kierunku szatni.

***


Lekcje powoli dobiegają końca, na twarzach uczniów, pojawiły się już dawno oznaki znudzenia oraz zmęczenia. Nawet nauczyciel zauważył, że lekcja im dłużej będzie trwała tym uczniowie zaczną zasypiać na ławkach, a pobudzić ich zdoła tylko modelka wchodząca na sale w bikini lub nawet i bez niego. Mężczyzna prowadzący lekcję chciał skrócić cierpienia własne oraz uczniów i zastukał kilka razy w biurko, tylko garstka uczniów zwróciła na niego uwagę.

- Dobrze panowie, możecie iść do domu, zadań nie zadaje w końcu dziś wasz pierwszy dzień w liceum. – Po tym zdaniu mężczyzna wstał i wyszedł z sali nie czekając na to, aż uczniowie się spakują, obudzą oraz wyjdą. Po pięciu minutach od wyjścia profesora klasa stała pusta, a na korytarzu rozległ się głośny dźwięk zbieganie po schodach. Twarze uczniów były rozpromienione wszyscy już zastanawiali się co będą robić jutro, bardzo się cieszyli, że rok szkolny zaczął się w piątek i od razu będą mieli dwa dni wolnego. W śród tłumu wyróżniała się jedna twarz, która pomimo uśmiechu ukazywała zobojętnienie był to Tristan, który jeszcze nad czymś myślał. Po chwili droga była wolna chłopak wybiegł z liceum i zmierzał w kierunku technikum.

- No to teraz po Kayu i do domu – szepnął sobie pod nosem, chłopak który ciągle wolno, bo wolno ale biegł przed siebie. Nie zauważając, że z jego lewej strony również ktoś biegnie, obydwoje wpadli na siebie. Osoba uderzając w Tristana wywróciła go razem z sobą, była to dziewczyna, który po upadku wylądowała na ciele chłopaka. Dziewczyna unosząc lekko głowę swymi włosami całkowicie zakryła twarz swoją oraz Tristana.
_________________



1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
 
 
Barni 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1891
Skąd: Golina City
Wysłany: Wto Sty 15, 2008 2:51 pm   

Kris napisał/a:
w wyniku samobójstwa

Nie wiedzieć czemu, nie podoba mi się to.
_________________


.
 
 
 
Drake 
SSJ 3


Wiek: 27
Posty: 174
Skąd: Głuchołazy
Wysłany: Czw Sty 24, 2008 11:31 am   

Nie no Kris bardzo fajny fanfick.Podobał mi się zwłaszcza prolog który zachęcił mnie do czytania,reszta ficku również trzyma dobry poziom.Ale mam pewną uwage powinieneś troche bardzej skupić się na postaciach(szczególnie na drejku Hyuga:D:D)
_________________
http://www.mist-village.zobacz.com.pl/ fajna stronka anime(duży download)polecam
http://www.otwieramy.pl/?p=140130 kliknij to mi pomoże:Pp
 
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1932
Wysłany: Czw Sty 24, 2008 4:48 pm   

Zaglebiste! Zaluje ze olalem to na poczatku jak wyszlo xD, po prostu bomba narazie, czekam na next ep. =)
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
Kris 
Avanger


Wiek: 25
Posty: 1434
Skąd: Poznań
Wysłany: Sob Lut 02, 2008 7:16 pm   

Ep II : Subtelność


Zamęt, który panował dzisiaj w firmie był niesamowity, nikt nie wiedział gdzie co jest, sami nie wiedzieli dlaczego się tak gubią, przecież dzisiaj oddaje zapisy ostatnia szkoła w kraju, która miała swoje problemy. W rękach pracowników można było zauważyć dokumenty, akta ktoś mógłby nawet zauważyć pieniądze, chociaż w takim bałaganie na pewno by zginęły. Pomimo, iż telefon nie zadzwonił dziś ani razu dwie sekretarki były dziś bardzo zajęte. Jedna wciąż odbierała faksy i pisała w dokumentacji imiona i nazwiska uczestników. Druga segregowała według kolejności oraz wybranego kierunku, po pewnym czasie całe biurko było zasłonięte kartami. Teraz tylko pozostał nie pokój co mają z tym zrobić ? Nie minęła chwila, a w całym biurze rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu. Jedna z sekretarek powoli skierowała dłoń na słuchawkę, po czym podniosła ją i skierowała słuchawkę w kierunku ucha.

- Aoihoshi Central słucham? – powiedziała miłym tonem, po czym czekała na odpowiedź.

- Pani Veronico, będzie pani łaskawa i przyniesie pani z kimś karty uczestników do sali obrad, byle szybko, ponieważ za 15 minut zaczynamy zebranie, a wtedy jak pani wie nikt nie może wejść. – w słuchawce rozległ się donośny ton mężczyzny, który pomimo swej uprzejmości nie ukrywał pośpiechu

-Dobrze – odpowiedziała kobieta, po czym odłożyła słuchawkę na miejsce rozglądając się za kimś do pomocy. Po niecałej minucie znalazła kilku chętnych byli to mężczyźni, którzy nie umieli odmówić kokietowaniu Veronici. Dwieście akt wędrowało już w stronę sali obrad, przy której stało już dwóch mężczyzn w garniturach oraz ciemnych okularach, którzy zaczęli otwierać drzwi. Gdy wszyscy usłyszeli dźwięk wyjmującego się bolca z zamku, drzwi powoli same się otworzyły, a reakcja wszystkich była podobno. Wszyscy w jednej chwili zamknęli oczy, aby światło nie zraniło ich tęczówek. Gdy drzwi stały już szeroko otworzone, ku oczom zainteresowanych widniała wielka sala obradowa, która była wyposażona w kilka palmo-podobnych roślin, telewizor w kącie który stał na jakimś stoliku, wielki okrągły stół, a także 12 skórzanych krzeseł. Chociaż Veronica nie po raz pierwszy znajdowała się w tym gabinecie zawsze dziwił ją fakt, iż przy każdym stanowisku, zawsze jest służbowy laptop, nigdy nikt oprócz szefa nie brali ze sobą laptopów, tak jakby robili wszystko podczas spotkań, które ostatnio się nasilają. Podczas składania wszystkich dokumentacji na stole, słychać było jak ktoś zbliża się do gabinetu, dużo się pomylić nie dało. W krótkiej chwili do sali wbiegł młody człowiek ubrany w ciemny garnitur, czarne eleganckie buty krawat oraz beżową koszulę. Kilka osób przyglądało mu się, łatwo był zauważyć, że ma na tyle długie włosy, że musiał z tyłu związać je w kitkę.

- Nie spóźniłem się? – spytał zdezorientowany mężczyzna, który położył rękę na futrynie i złapał oddech. Odpowiedzi nie otrzymał , sam dobrze wiedział, że zadał on pytanie retoryczne i sam wysunął sobie odpowiedź. Po chwili zauważył akta leżące na stole, poczym podszedł do nich, gdy tylko musnął ręką o jedną z kart od razu na jego twarzy zagościł uśmiech. Po woli obracając się rzekł – Niech wszyscy wyjdą – po tych słowach prawie wszyscy wyszli, została tylko sekretarka i nieznany mężczyzna – a pani – powiedział cicho – niech poinformuje szefa, że może już przyjść –
- Dobrze – odpowiedziała kobieta, po czym szybkim krokiem wyszła z sali i udała się na 3 piętro budynku, gdzie znajdował się gabinet dyrektora. Po pięciu minutach doszła na miejsce, stanęła przed drzwiami z mahoniu uniosła rękę i delikatnie zapukała, jedyne co usłyszała to :

- Wejść – z głębi gabinetu wydobył się głośny ton mężczyzny, który zaprosił pracownika do środka. W pewnym momencie kobieta chwyciła klamkę i weszła do pokoju w którym stał średniego wzrostu mężczyzna o blond włosach, jasnym zaroście, a także ciemnym garniturze z rozwartą marynarką. Był sam więc można było się domyślić, iż to on jest szefem.

- Panie Senrai, dokumenty są na miejscu, a dyrektor reklamy pan Hitsuki kazał pana poinformować, że już jest i można zacząć spotkanie – Mówiąc to kobieta nie wyrażała żadnych emocji. Na jej twarzy nie pojawił się nawet najmniejszy uśmiech widać było, iż powoli jest znużona przekazywaniem informacji, które różnią się od siebie jedynie składnią zdania.

- Dziękuję zaraz zejdę – odpowiedział mężczyzna zwany Senrai – możesz odejść – kończąc zdanie i czekając, aż sekretarka wyjdzie Senrai patrzył w szybę za którą znajdowała się ruchliwa ulica oraz kilka wieżowców. Wreszcie drzwi się zamknęły, mężczyzna odczekał chwilę i obrócił się kładąc przy tym prawą rękę na biurku, przesuwając rękę chwycił w dłoń swój telefon komórkowy po czym schował go do kieszeni marynarki. Senrai wciąż stał w miejscu jakby coś go tam zatrzymywało lub na coś czekał, w końcu ruszył przed siebie.

- Nie, chodź ze mną – słowa które wyszły z ust mężczyzny nie miały kierunku, były skierowane wszędzie, a jednak do nikogo. Jeżeli ktoś w momencie jego wypowiedzi otwarł drzwi mógłby pomyśleć, że szefowi padło coś na mózg, jednakże on miał swoje powody. Mężczyzna otwierając drzwi wyszedł przez nie i skierował się w kierunku schodów. Po pewnej chwili wszedł na 5 piętro gdzie stała już grupka ludzi w garniturach, każdy z nich trzymał w ręce telefony komórkowe niektórzy nawet przez nie rozmawiali, jednakże po chwili wyłączyli. Senrai idąc środkiem korytarza przywitał wszystkich zgromadzonych i zaprosił ich do sali. Kiedy wszyscy przekroczyli próg sali zebraniowej, on wszedł ostatni poczym zamknął drzwi.

- Panowie proszę usiąść, zaraz zaczniemy - kiedy wszyscy usiedli na swoje miejsca blondyn otworzył drzwi i ruszył przed siebie kiedy ominął 3 osoby chwycił ręką oparcie fotela, poczym odsunął go i powoli na nim usiadł. – Więc.. oficjalnie uważam spotkanie za otwarte – mówiąc to na jego twarzy pojawił się dziwny uśmiech. Nagle zapanowała cisza, jedynie co było słychać to stukanie na klawiaturze oraz przekładanie kartek, przez całe zebranie nie padło ani jedno słowo jedynie jakieś chrząknięcia, kaszle. Po pewnym czasie Senrai zaczął mówić – Dobrze.. mamy wszystkich, a teraz wreszcie będziemy mogli przejść do naszego prawdziwego celu... zbierzmy tych ludzi... zróbmy to... otwórzmy ten PORTAL ! – po zakończeniu zdania wszyscy wpadli w szaleńczy śmiech, który nie miał końca.

***

Dziewczyna patrzyła w oczy Tristana, który nie zdołał ruszyć nawet ręką, był zafascynowany tym co widział. Jej twarz wydawała mu się przepiękna, a z oczu emanowało takie ciepłe światło jakby były one odzwierciedleniem marzeń chłopca. Sytuacja, która z punktu widzenia świadka mogła wyglądać bardzo dwuznacznie, jednakże oboje myśleli, że czas stanął dla nich w miejscu, a w głowie chłopaka plątała się tylko jedna myśl „ czy to aby nie sen ? czy ktoś mnie zaraz nie obudzi?” widać było, że widok który widział przed sobą mu starczył, jednakże wciąż obawiał się, że coś się stanie. Nie minęła chwila, ale wymarzoną sytuację chłopaka zepsuła pewna osoba… kiedy słychać było otwierane się drzwi, w progu stanęła znajoma sylwetka była to Kayu, która widząc rzekomą sytuacje utkwiła w miejscu, na jej twarzy można było zauważyć zaskoczenie. Jej wargi powoli się otwierały jednakże żadne słowo z niech nie wyszło, aż wreszcie się przełamała.

- T… Tristan-san ?- wypowiedziała bardzo niepewnie dziewczyna, która pomimo dobrych chęci i miłego nastawienia do sprawy, nie mogła powstrzymać się od nie czystych myśli. Kilka sekund potem, dziewczyna która wpadła na chłopaka obróciła głowę w kierunku Kayu, aby ujrzeć osobę która „ich nakryła”. Kiedy ujrzała, że jest to kobieta, szybko wstała z chłopaka i pobiegła w stronę wyjścia. Chłopak leżąc jeszcze chwilę spoglądał w bezchmurne niebo wydawało mu się, że to się nie stało, choć nie miał pewności, aż w końcu się otrząsnął i zmienił pozycję z leżącej na stojącą, kiedy stał już twardo na ziemi kilkukrotnie otrzepał swoje ubranie z kurzu i obrócił głowę w stronę swojej koleżanki.

- Heh, idziemy? – powiedział tak jakby nic się nie stało i jakby chciał ukryć to wydarzenie. Kiedy dziewczyna zeszła ze schodów chłopak wyciągnął rękę w jej kierunku i powiedział – daj plecak poniosę - po chwili biało różowy plecak był już w dłoni Tristana, który ani trochę nie przejmował się jego kolorem. Chłopak poczekał chwilę , aż dziewczyna ruszy pierwsza i powoli podążał za nią, jednakże on dziwnie się rozglądał jakby coś przeczuwał, przez chwilę zamknął nawet oczy – Kayu idź troszkę szybciej – te słowa zdziwiły dziewczynę jednakże ona nie protestowała. Kiedy Kayu przyspieszyła przed twarzą Tristana przeleciał kamień – znowu się zaczyna, przepraszam Cię weź oba plecaki i udaj się do domu, później wrócę – słowa z ust chłopaka wychodziły bardzo powoli i leniwie, jednakże jego ruchy były o wiele szybsze, w jednej chwili zdjął swój plecak i oddał go koleżance, po czym obrócił się w bok.

- Proszę, proszę gej lubi różowy – odezwał się dość basowy głos, który rozbrzmiał jakby echem i nigdzie nie było jego źródła. W krótkim czasie Tristan zauważył osobę siedzącą na drzewie i podrzucającą w ręce kamień, dla chłopaka nie było najgorsze to, że znowu w coś się wplątał a to, że za drzewa wyszły dwie inne osoby, które najwyraźniej były w przymierzu z tym kimś na drzewie. Wreszcie chłopak zeskoczył z drzewa i stąpając po ziemi powoli się wyprostował, Tristan mógł dokładnie zobaczyć jak wygląda ktoś kto w niego rzucił kamieniem. Chłopak o krótkich blond włosach i poszarpanej czarnej koszulce powoli podchodził do Tristana, który jak nigdy stał spokojnie – Na początek przedstawię się… jestem Chou .. a ty pierwszaczku masz mi się podporządkować – słowa Chou’a nie zrobiły na Tristanie żadnego wrażenia, z jego miny można było wyczytać jedynie to że jest znudzony w pewnej chwili nawet się obrócił i postąpił kilka kroków, jednakże dużo mu to nie dało, koledzy Chou’a przytrzymali go i obrócili twarzą do swojego lidera, który za karę uderzył Tristana w twarz. – Jeszcze raz się obrócisz gdy coś mówię złamię ci nos – podczas słów chłopaka, nastrój się zmieniał, widać, że był zdenerwowany i bez żadnych powodów i tak chciał pobić pierwszoklasistę.

- Tak, tak idź się utop… - powiedział Tristan, który wciąż próbował się wyrwać, w pewnej chwili gdy mocniej szarpnął ręką, dwóch chłopaków uwolniło go i popchnęło w stronę Chou’a, który już trzymał rękę w powietrzu, a kiedy Tristan był już kilka kroków przy nim chłopak uderzył go w twarz z całej siły. Trewen przez chwile zawisnął w powietrzu i w tym samym czasie z jego ust wyleciała ślina zmieszana z krwią, kiedy upadł na ziemię przeturlał się jeszcze kawałek. Kiedy poszkodowany zaczął powoli wstawać dobiegła do niego ta sama dwójka, która kilka sekund temu go przytrzymywała, w jednej chwili zaczęli go kopać tak mocno jak się da, po każdym uderzeniu było słychać cichy jęk chłopaka który wciąż próbował wstać. Napastnicy przestali go bić i pozwolili mu wstać wiedzieli że w tym stanie i tak nic nie zrobi, Tristan powoli wstał i wypluł z ust dużo krwi, poczym pobiegł na jednego z napastników i uderzył go w twarz, ku zdziwieniu wszystkim nic się nie stało, osoba która została uderzona nawet nie obróciła głowy, ale zaczęła się śmiać.

- Haha, co to ma być? Koleś jest tak silny jak dziecko z podstawówki – po tych słowach całą trójka się roześmiała, a Tristan padł na kolana i zwiesił głowę w dół. Kiedy napastnicy przestali się śmiać, obrócili się i powoli odchodzili. W tym samym czasie Tristan wstał jednakże wciąż miał zwieszoną głowę.

- I…- jęknął Trewen co spowodowało, że napastnicy ponownie się obrócili – I WILL KILL YOU ! – chłopak krzyknął, bo jego wyrazie twarzy było widać, że jest zdenerwowany, brwi oraz oczy opadły po wewnętrznej stronie i uniosły się po zewnętrznej, wszystko wyglądało jakby było po skosie, nawet wyraz twarzy. Szybkim ruchem Tristan machnął ręką w powietrze i spojrzał na trzecioklasistów z pogardą, ujrzał zdziwione miny.

- S.Sourg .. skąd on wiedział, że ktoś rzucił kamień ? – chłopak który wypowiadał te słowa, sam nie dowierzał w ich sens, chociaż myślał, że mu się to przewidziało. Cała trójka zrobiła krok w tył, a sam Tristan odbił się od ziemi i pobiegł w kierunku napastników, biegł bardzo szybko, wywołując chmury kurzu, nikt się nie spodziewał, że chłopak znajdzie się tak szybko przy trzecioklasistach, momentalnie Tristan stanął na ziemi i powoli odchylił się w prawo, uniósł się na palcach oraz podniósł lewą nogę, wziąwszy zamach, krew w ciele chłopaka zaczęła szybciej przepływać, a mięśnie coraz bardziej się napinały, po kilku sekundach nastąpiło uderzenie, które na nieszczęście atakującego nie trafiło nikogo, w ciągu kilku sekund chłopacy zdążyli uchylić się od ciosu. W tej chwili chłopak imieniem Sourg podniósł rękę i machnął nią w stronę Tristana, jednak coś go zatrzymało, ręka była w miejscu , a czyjeś palce zduszały jego nadgarstek.

- Yo … dzieciaki… - powiedział Acer, który niewiadomo skąd się wziął i trzymał rękę Scourg’a. Po jego wypowiedzi Chou i drugi chłopak odsunęli się i popatrzyli na Acera, który w tej chwili zdusił nadgarstek Scourg’a, usłyszał jedynie głośny krzyk, który zbudziłby umarłego, po tym incydencie Scourg padł na kolana i trzymał się za rękę.

- Płomyczek... masz wpier*** - powiedział spokojnie Chou – Ray chodź go skopiemy- dokończył.

- Spoko – Odpowiedział Acer poczym chwycił nadlatującą rękę Chou’a i przyciągnął go do siebie, następnie unosząc kolano uderzył go w brzuch, chłopak skulił się i padł na ziemię. Acer puszczając jego rękę jednocześnie unikał ciosów Raya, który atakował bez wytchnienia, niestety nadaremno, Risus złapał go za koszulkę i prawą nogą podciął jego nogi i przewrócił na ziemię, kiedy Ray leżał Acer uniósł dłoń do góry i kantem dłoni uderzył chłopaka między żołądek a przeponę, co skończyło się dla Ray’a odruchami wymiotnymi. Acer obracając się od miejsca zdarzenia podszedł do Tristana, który ledwo stał na nogach i patrzył z niedowierzaniem na chłopaka który bez kropli potu pobił trzech napastników. –Yo, nic ci nie jest? – spytał Acer , chwytając chłopaka za ramię, Tristan nie odpowiedział a pokiwał głową, że nic. Risus spojrzał jeszcze do tyłu aby upewnić się, że nie będą chcieli ich zaatakować, jedyne co widział to zwijających się z bólu trzecioklasistów. – Odprowadzę cię i pogadamy - rzekł drugoklasista który z uśmiechem na twarzy, opuścił teren szkolny.

***

- Shimata, znowu jest poniedziałek, co za głupi rok – głos rozbrzmiał po całym pokoju, w którym każde okno było zasłonięte, tak jakby od rana postać nie chciała się użerać z światłem, w końcu ktoś wstał, na głowie miał jeszcze kołdrę, kiedy człowiek był wyprostowany widać było, że jest on dużego wzrostu a kiedy zrzucił z siebie kołdrę za łóżka wystawała głowa z grzywą długich włosów, lekkim zarostem i szramą przechodzącą przez prawe oko. Mężczyzna schylił się i podniósł kołdrę, która leżała na ziemi, następnie odrzucił ja na łóżko. Kiedy pościel była już na łóżku podniósł lewą rękę i chwycił się za głowę, przecierając przy tym włosy, aż wreszcie ruszył się z miejsca i udał się do jakiegoś pomieszczenia, z którego wyszedł po kilku minutach. Nie zważając na nic poszedł szybko na korytarz i otworzył drzwi wejściowe poczym wyszedł.

Godzinę później

- Trewen! Gdzie lecisz?! Apel jest tutaj – krzyknął Acer, stojąc przy ścianie i rozmawiając z kilkoma osobami. Tristan kiedy usłyszał że ktoś go woła zatrzymał się i zaczął szukać wzrokiem znajomego, którego w krótkiej chwili znalazł. Podchodząc do niego przyglądał się reszcie. – Siema – powiedział Acer poczym wysunął rękę aby się przywitać – więc tak, to jest Drake, Pitti, Ares i Visier, - pokazał wszystkich po kolei po czym dodał – a to Tristan, który dziś przychodzi na salę, sprawdzimy jego siłę bo ostatnio ładne wciry dostał, ale już się wylizał, oczywiście Drake też przyjdziesz? – spytał się Risus, spoglądając na kolegę, który pokiwał głową.

- Uwaga, proszę wchodzić na salę- przez megafony rozległ się głos jakiejś kobiety.

- Wchodzimy młody – Powiedział Visier ruszając jako pierwszy z całej grupy
_________________



1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
 
 
Drake 
SSJ 3


Wiek: 27
Posty: 174
Skąd: Głuchołazy
Wysłany: Sob Lut 02, 2008 7:47 pm   

No bardzo fajnie akcja wprawdzie spowolniła ale się nie wlecze,stylistycznie również jest poprawnie tylko znowu jest tu za mało mnie ale i tak brawo
_________________
http://www.mist-village.zobacz.com.pl/ fajna stronka anime(duży download)polecam
http://www.otwieramy.pl/?p=140130 kliknij to mi pomoże:Pp
 
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1932
Wysłany: Sob Lut 02, 2008 8:24 pm   

Calkiem fajny fyf, aczkolwiek epik troszke przynudzac moze ;) , ale koncowka spowodowala, ze nie moge sie doczekac next epa ^^
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
Kris 
Avanger


Wiek: 25
Posty: 1434
Skąd: Poznań
Wysłany: Pią Lut 22, 2008 6:46 pm   

EP 3 : Zagranie

Przez wielkie drzwi wchodziła już ostatnia grupa pierwszoklasistów, którzy nie mieli nawet nadziei, że znajdą miejsca siedzące. Nie pomylili się wszystkie miejsca były zajęte, pomimo, iż sala była naprawdę wielka i mieściła wszystkich uczniów z liceum, to brakowały nawet krzesła. W pewnym momencie gwar, który z początku był bardzo cichy, urósł. Każdy debatował o tym, co będzie na apelu, niektórzy zmyślali historię, inni mówili o tym, że coś się stało, a jeszcze inni umawiali się na spotkania i randki. Była tylko jedna grupa, która siedziała spokojnie i patrzyła przed siebie. Ta chwila trwała, krótko, dla nich zdecydowanie za krótko. Na piedestał weszła kobieta, a wszyscy jakby dotknięci magiczną różdżką ucichli, a po sali rozbrzmiewał głos piszczącego mikrofonu .

- Raz, dwa, trzy, próba – po całym pomieszczeniu rozległ się głos kobiety. Jak można było się domyślać była to dyrektorka szkoły, a to dziwiło nawet najstarszych licealistów – Witam wszystkich uczniów – rozpoczęła dyrektorka poczym wzięła głęboki wdech – niestety muszę zacząć od przykrego incydentu, jaki 3 dni temu się wydarzył – po tych słowach cisza, która trwałą przed chwilą jeszcze bardziej się pogrążyła, a Acer wraz z Tristanem spojrzeli na siebie – pierwszego dnia szkoły, pewien pierwszoklasista, sięgnął szczytu bezczelności i zaatakował trójkę trzecioklasistów, w wyniku tej bójki jeden z chłopaków ma złamaną rękę w nadgarstku – to co powiedziała dyrektorka, spowodowała, że Tristan, prawie wyskoczył z miejsca w którym siedział. Powstrzymał go Visier, który siedział obok chłopaka, po pewnej chwili kobieta uniosła lewą rękę i wskazała nią trzech chłopaków, których Tristan znał już dobrze – Ci o to chłopcy, dokładnie podali rysopis pierwszoklasisty, który ośmielił się ich zaatakować. Więc dobrze dla niego będzie, jeżeli w tej chwili ujawni się on publicznie, wtedy zostanie zmniejszona dla niego kara. Jeżeli nie ujawni on się dobrowolnie zostanie on wydalony ze szkoły.

- Co?! – powiedział półszeptem Tristan, który słysząc informacje na jego temat trochę się zdenerwował – a to, że oni mnie kur** zaatakowali pierwsi to pies? – zapytał, po tych słowach cała Grupa ‘Acera’ na niego patrzyła. – Chociaż… Tris spokojnie.. może mam pomysł … - te słowa były kierowane tylko w myślach, gdy chłopak skończył obmyślać plan, popatrzył przez chwilę w podłogę i przeszedł przez niego dreszcz, który ni stąd ni zowąd zniknął po przymknięciu oczu przez chłopaka. Kładąc obydwie ręce na kolana Tristan powoli uniósł się z krzesła i zaczął się wyprostowywać. Wszyscy w tym momencie włącznie z radą pedagogiczną patrzyli na chłopaka, który z uśmiechem na twarzy, powoli zmierzał w kierunku ściany i trzech napastników. Wychodząc z miejsca z krzesłami, Tristan włożył rękę do prawej kieszenie i wolnym krokiem zmierzał naprzeciw dyrektorce. Zatrzymał się przy trójce chłopaków – Ha, ładnie mnie chcecie wrobić, naprawdę myślicie, że zadziała, wszyscy wiemy jak to wyglądało – słowa Tristana były na tyle cicho wyprowadzone, że oprócz kręgu w którym się znajdował nikt inny nie mógł tego usłyszeć.

- Haha idioto, mamy lepsze argumenty niż ty. W ogóle nie rozumiem dlaczego się ruszasz skur***lu w piątek za słabo widocznie ci wpierd***, ale spoko jak tylko cię zawieszą zrobimy powtórkę co? Tym razem ten ch** nam nie przeszkodzi – słowa, które wypływały z ust Chou’a nie robiły na Tristanie żadnego wrażenia. W duchu był on tylko zażenowany, a jego uśmiech ciągle był na twarzy.

- Dziękuje, za wystąpienie w serii „idioci mówią publicznie prawdę” – po tych słowach Tristan obrócił się od nich i udał się w stronę piedestału na którym stała dyrektorka, zbliżając się do schodów powoli na nie wszedł i wyciągnął rękę z kieszenie. Gdy wyciągnął rękę Acer, Visier a także reszta zauważyła, że trzyma w niej komórkę. – Pani dyrektor, może pani odsłucha tego nagrania, a następnie zweryfikuję prawdę... – zdanie, które ułożył młody chłopak, usłyszała cała sala, ponieważ był on blisko mikrofonu. Najbardziej jednak chłopak był ciekawy reakcji napastników, nie był pewien czy wszystko pójdzie tak jak powinno, po kilku sekundach wszyscy trzej odbiegli od ściany i zmierzali w kierunku Tristana –brawo, wszystko tak jak myślałem, ale trzeba być idiotą żeby to zrobić – pomyślał chłopak, który patrzył na zbliżających się uczniów, którzy zostali zatrzymani przez dwóch innych trzecioklasistów.

- Dobrze, przesłucham – odparła kobieta, która przyłożyła telefon do ucha i zaczęła odsłuchiwać nagrania, na którym była cała rozmowa Tristana z trzema trzecioklasistami, nie minęła minuta, a dyrektorka oddała telefon chłopakowi i przeprosiła go, poczym dwukrotnie zastukała w mikrofon. – Bardzo przepraszam zaszła pomyłka, uczeń imieniem Tristan, został przeze mnie osobiście przeproszony za oskarżenia, które padły w jego kierunku. Natomiast trójka chłopców, którzy stoją niedaleko zostaną zawieszeni w prawach uczniów na trzy miesiące, a także zostaną wydaleni z konkursu, który niedługo się odbędzie.- po tych słowach rozległ się cichy chichot na sali, który został jednak powstrzymany. Po wygłoszeniu jeszcze kilku zdań, dyrektorka kazała prawie wszystkim wyjść z sali, na co wszyscy bardzo się ucieszyli. Kiedy wszyscy wyszli, Tristan zaczął rozglądać się za znajomymi, których po chwili znalazł.

- Nieźle Tricker… masz łeb, żeby coś takiego wymyślić – głos rozlegający się z tyłu, był już Tristanowi znany, głos należał do Visiera.
- Tricker ? Ee? Nie rozumiem – spytał się chłopak
- No wiesz, każdy powinien mieć jakąś ksywę, a tobie to najbardziej pasuje – odpowiedział Visier, który lekko się uśmiechnął i spojrzał w tył, aby zobaczyć co powie Acer, który zaczął ziewać
- Fryce.. może urwiemy się ze szkoły, bo i tak zostaje tylko W-F, a później pójdziemy na salę. – Acer był jak zwykle pełen entuzjazmu mówiąc słowo „Fryc”
- Cfeluch dobrze gada ! – krzyknął Pitti, który obracając się w przeciwną stronę podniósł rękę do góry i uniósł się na cały głos – Komu w drogę temu w nogę !– po czym rozległo się ciche –ała- i Pitti chwycił się za głowę – Temu czas idioto – poprawił go Ares, po czym wszyscy zaczęli się śmiać.

***

- Panie i panowie! – krzyknął jakiś chłopak trzymający butelkę piwa w ręce – jako dzisiejszy dzień i niesamowitą, ale też skromną imprezę, powinniśmy wszyscy podziękować naszemu kochanemu, płomienno włosemu i jakże – w tej chwili ktoś krzyknął z daleka „skończ pierdo**ć” i chłopak trochę się speszył, jednak po chwili odzyskał świadomość i skrócił swoją przemowę -Panie i panowie powitajmy gorąco naszego jubilata! Taryen wyjdź do nas osiemnastko! – po tych słowach, z gęstego tłumu ludzi, wyszedł jakiś chłopak, z uśmiechem na twarzy, długich do ramion rudych włosach, dość szczupłą sylwetką. Zmierzał w kierunku stolika na którym stał orator. Kiedy Taryen stanął przy stole rozległ się głośny huk, po którym wszyscy zebrani zaczęli się śmiać, huk spowodował orator, który schodząc ze stołu zaczepił nogawką o coś ostrego i przewrócił się. Po uciszeniu całego zgromadzenia jubilat odezwał się.

- Dziękuję, ale nie widzę prezentów, kiedy przyjdą? – słowa rozchodziły się razem z donośnym głosem chłopaka, któremu uśmiech z twarzy nie mógł zniknąć. Gdy tylko Taryen skończył swą kilku słowną wypowiedź, nagle zgasły światła, żadna panika nie wybuchła. Każdy stał w miejscu, wszyscy myśleli, że to po prostu było celowe lub najwyżej padły korki i ktoś je zaraz naprawi. Nikt z gości nie czekał zbyt długo, bo po kilku sekundach światło włączyło się same, ku zaskoczeniu wszystkim na stole stała małą paczuszka owinięta w zieloną kokardę, po chwili jednak nikt na to nie zwracał uwagi, gdyż z głębi pokoju zaczęła lecieć muzyka, która porwała prawie wszystkich do tańca. Stał jedynie Taryen, który spoglądał wciąż na paczkę, przełamując się chwycił ją w dłoń i wyszedł z pokoju. Zmierzając wolnym krokiem ku drzwiom, chwycił klamkę i pociągnął za nią. Jego oczom ukazała się sypialnia chłopaka, w której nie było nic zaskakującego. Nie minęła chwila, a chłopak usiadł na łóżku i zaczął rozpakowywać pudełko, w końcu osiemnastolatek zauważył małe drewniane pudełko, które przez moment bał się odtworzyć. Gdy przełamał strach chwycił wierzch pudełka i podniósł je, to co zauważył wystraszyło go trochę. W pudełku znajdowały się stare zwoje, metalowa linka, a także mały list. Pierwsze co chłopak chwycił, był to list, który tak naprawdę był już otworzony. Taryen zaczął go natychmiast czytać, pomimo, iż chciał przeczytać go w myślach, jednakże słowa same wychodziły mu z ust.
- Witaj. Jeżeli dostałeś tą paczkę, znaczy to, że zostałeś wybrany na ucznia, osoby, która jako jedyna zna tajemnice „Firmy” – to było jedyne co chłopak mógł odczytać, reszta były to same znaki, których nie znał, na dole znajdowała się jeszcze drobna informacja –Jeżeli zgadzasz się z tym wyborem podpisz się swoją krwią na odwrocie kartki, a wtedy znaki będą widoczne, jeżeli podpisze osoba nie upoważniona zginiesz ty oraz ona. Jeżeli nie zgadzasz się z tym, podrzyj kartkę i zamknij pudełko, a wtedy o wszystkim zapomnisz. – Chłopak był trochę zdziwiony tym co przeczytał i przez chwilę zamknął oczy i podniósł prawą rękę na wysokość swoich ust. Gdy otworzył oczy wsadził kciuka między zęby, a później przegryzł skórę na kciuku, z którego poleciała krew. Odwracając kartkę jubilat zauważył zakropkowane miejsce. W chwili gdy przyłożył kciuk do kartki, ręka sama zaczęła pisać jego nazwisko. Kiedy nazwisko było pełne, w pokoju rozbłysnęło światło, chłopak był oślepiony tym błyskiem i musiał przymrużyć oczy, a kiedy je otworzył kartka była już odwrócona, a znaki były już dla niego zrozumiałe. Jednak nie chciał on czytać ich na głos. Wreszcie schował kartkę do środka pudełka i zamknął go w szafce na klucz. Kiedy zamknął pudełko chwycił papier i wyrzucił do kosza, następnie wyszedł z pokoju pełen radości z uśmiechem na twarzy.

***

- Acer, czemu drzwi są zamknięte? – spytał wyraźnie zdziwiony Drake, który szarpał za klamkę do wielkiego budynku.
- Ha! Widzisz frycu, bo ja mam klucze! – słowa Acera, były trochę przeciągane, jednak nikogo to nie dziwiło, wszyscy oprócz Acera wiedzieli co mu jest. Ciągle widzieli moment w którym Pitti dolewa Tequili do piwa Acera, który nawet nie poczuł różnicy w smaku. – Fryce chyba te dwa piwa to było za dużo bo dziwnie się czuję. – teraz cała grupa z wyjątkiem poszkodowanego zaczęła się śmiać, jednak Acerowi nie było do śmiechu nie mógł znaleźć kluczy do budynku. – Eee... zgubiłem kluczę – rzekł chłopak.
- A może tak sprawdzisz tylne kieszenie? – powiedział nieco zażenowany Drake, który opierał się o mur sali treningowej. Nie mylił się kluczę były w tylniej kieszeni Acera, który z zapałem otwierał drzwi, kiedy drzwi zostały uchylone oczom wszystkich ukazał się długi drewniany korytarz.

- Ace, jak macie tu prysznic, weź zimny, a Drake mi pokażę gdzie się możemy przebrać. – tym razem przemówił Tristana, który przez cały dzień nie był specjalnie rozmowny. W chwili kiedy skończył swoje zdanie przeszedł przez wejście do budynku i zauważył jak Acer idzie lekkim slalomem w kierunku drugich drzwi na lewo. Kiedy reszta weszła do pomieszczenia, od razu udali się na sam koniec korytarza, gdzie znajdowały się dość duże drzwi. Pierwszy doszedł Visier i dlatego też on je odtworzył prawie wszystkim widok był znany, jednak Tristan bardzo się zdziwił, gdyż przed jego oczami pojawiła się wielka sala dużo ławek i jeszcze większa mata. Przypominało mu to salę bokserską, którą nieraz widział ale tylko w telewizji. W pewnej chwili chłopaka szturchnął Drake, aby ten powiedział mu gdzie może założyć jakieś bokserskie spodenki, bo w jeansach nie chciał walczyć. Drake nie odpowiedział mu, a zaprowadził go, gdyż sam chciał się przebrać, w końcu dotarli do szatni i obydwoje poszli do innych kabin.
-Tristan... wiesz, że tak naprawdę nie masz szans ze mną i tym bardziej z Acerem? – spytał Drake, który właśnie przecierał oczy.
- Wiem, że nie mam. Ważne żeby sprawdzić i się czegoś nauczyć prawda? - odpowiedział Tristan
- Heh – zaśmiał się - Acer mi mówił, że widział jak odbiłeś coś co leciało na ciebie, kamień? Jak to zrobiłeś? – spytał zaciekawiony chłopak.
- Jaki cholera kamień? O czym ty mówisz? – spytał równie zdziwiony jak jego rozmówca, pierwszoklasista.
- Nic nie pamiętasz? – powiedział Drake, któremu nie chciało się uwierzyć, że Tristan nie wie o co chodzi.
- Nie...- odpowiedział chłopak, który wyszedł z kabiny, w długich czarnych świecących spodniach i jasnej koszulce. Teraz czekał tylko na Drake, który już otwierał, drzwi, chłopak tak samo jak Tristan nie miał butów, miał jasną koszulkę, ale spodenki były krótkie, koloru czerwonego. Drake i Tristan zdążyli założyć jeszcze opaski uciskowe na dłoniach, po czym poszli w stronę sali, kiedy obydwoje pociągnęli za klamki, na macie zauważyli już stojącego Acera, który był podobnie ubrany do Drake’a. Tristan zaczął się rozglądać widział siedzącego Visiera, Aresa oraz Pittiego na ławkach, domyślał się, że oni nie będą walczyć, ale nie wiedział czemu i wolał nie pytać. W każdym razie długo się tym nie zamartwiał, gdyż zaczął powoli biec w kierunku maty, a następnie wszedł na nią i przerzucił nogi przez liny.
- Więc? – spytał się Tristan stojąc naprzeciw Acera, który z uśmiechem na twarzy przyglądał się pomieszczeniu.
- Więc... sprawdzimy twoją siłę, uderz mnie tak mocno jak potrafisz – odpowiedział pewnie drugoklasista. Gdy obrócił się równo w stronę „przeciwnika” zauważył, że ten już na niego biegnie, zdziwiło go jedno, nie widział kiedy wystartował, chłopak był gotów do przyjęcia ciosu, nie martwił się jak silny on będzie, wiedział jedynie, żeby chronić twarz. Tristan znalazł się już blisko swojego celu, który stał spokojnie. Nastąpiło uderzenie, ręka dotknęła klatki piersiowej, niestety reakcja Acera była zupełnie inna niż wszyscy przypuszczali,. Chłopak spokojnie odszedł w kierunku lin i oparł się o nie, poczym wybuchnął śmiechem.
-Hahaha, sorry... nie mogę, ale po prostu to co zrobiłeś nawet nie poczułem – mówiąc to chłopak wciąż się śmiał i coraz bardziej osuwał się z lin, jednakże nie upadł i po pewnym czasie stanął prosto – Tristan zaatakuj jeszcze raz tym razem będę się bronił bo chcę zobaczyć szybkość – Risus nie miał zamiaru się bronić, wiedział, że uniki tylko starczą, ale inaczej pogrążył by swojego kolegę. Po tych słowach, Tristan od razu wyruszył – Cholera? Gdzie on? – powiedział cicho Acer

-Yo…- odpowiedział pierwszoklasista który był już obok przeciwnika, w momencie wypowiadania słów unosił się na palcach i podnosił prawą nogę w momencie kiedy Acer obrócił się naprzeciw niego, ten odruchowo wyprostował nogę, w czasie którym zbliżała się ona do twarzy drugoklasisty. Ten uginając kolana pochylił się do tyłu i złapał w tym samym czasie nadlatującą stopę. Pozwalając jej ominąć tułowie Acera, chłopak wyprostował się i pociągnął Tristana za nogę, który w tym momencie pod wpływem siły chłopaka przewrócił się.
– No ty kur**, wkurzasz mnie…- powiedział Tristan wstając z maty.
- I tak ci to nic nie pomoże – odparł wysoki chłopak o śniadej cerze. W tym momencie Acera zaczepił Drake, który coś szeptał. Widocznie podsuwał mu pomysł, który najwyraźniej mu się spodobał, ponieważ na jego twarzy pojawił się uśmiech. – Pitti rusz dupę! później Aresik, Drake, ja i na końcu Visier – po tych słowach wszyscy siedzący na ławkach oraz Tristan mocny się zdziwili, pierwsza trójka była bardziej zdziwiona, gdyż Acer nigdy o coś takiego nie prosił i to na dodatek w takiej kolejności.
- Chcesz mnie zabić…? – spytał Tristan, który i tak już dziwnie się czuł. Odpowiedzi nie usłyszał widział tylko schodzących ludzi z maty i wchodzącego Pittiego.
-Cfel.. – powiedział Pitti, który wciąż trzymał ręce w kieszeni
- je*aniec– odpowiedział Cicho Tristan, któremu tym razem nie chciało się zaczynać pierwszemu. Kiedy zachęcił chłopaka do walki ten ruszył w jego stronę, pierwszy cios był przewidywalny. Pitti machnął ręką wprost w twarz przeciwnika, który bez problemów to uniknął. Kiedy chłopak był gotowy do kontrataku Cruser z całej siły uderzył go w brzuch, po tym ciosie Trewen zgiął się i padł na matę. Na twarzy zwycięscy pojawił się mało błyskotliwy uśmiech, który najwyraźniej jemu nie przeszkadzał. Obracając się chłopak oddał dwa kroki, nie spodziewał się, że w tym momencie Tristan podłoży mu nogę. Pitti zahaczył o nią i wyprowadził się z równowagi, biegnąć przed siebie widział liny, miał nadzieję, że uda mu się o nie zatrzymać, mylił się chwytając ręką jedną z lin wyleciał poza matę, przez co po sali rozbiegł się głośny dźwięk, a na podłodze pojawiło się kilka kropel krwi.
-KEJ OŁ ! (K.O) – Krzyknął Acer, który pomimo zdziwienia nie krył śmiechu. Kiedy chłopak próbował podnieść się z zimnej podłogi na matę powoli wchodził Ares, który chcąc nie chcąc wysunął rękę w stronę Tristana, pierwszoklasista uśmiechnął się i uścisnął dłoń nowego przeciwnika po czym lekko się odsunął i zamknął oczy.
-Koncentracja – myśl, która pojawiła się w umyśle chłopaka wywołała obraz czegoś co przypominało procesor taki jaki znajduję się w komputerze, po chwili przeszedł po nim niebieski strumień – włączona – W tym momencie Tristan otworzył oczy, pierwsze co zauważył to stopy przeciwnika, które nacierały w jego stronę, następnie pięść, która jakby w zwolnieniu leci na jego twarz. Chłopak przerzucając cały ciężar swojego ciała na jedną nogę zrobił momentalnie piruet. Pięść przelatywała obok twarzy Tristana, reakcja Aresa była naturalna, na jego twarzy pojawiło się zdziwienie, gdyż w tym momencie ręka Tristana chwyciła przedramię chłopaka, a druga ręką wylądowała na jego twarzy…

***

- Ach cóż za piękna noc... A ja dopiero wracam z pracy…- spokojny głos odezwał się zza rogu, po chwili w blasku księżyca ukazała się postać w jasnym płaszczu i głową uniesioną wysoko. Był to człowiek średniego wieku ok. 35 lat, chociaż sprawiał pozory młodszego. Idąc wolnym krokiem mijał rozświetlone latarnie i puste ulice. Cisza była niespodziewana, nigdy nie przypuszczał, że w takim rejonie będzie tak spokojnie. Mężczyzna przystanął i włożył rękę do kieszeni, wyciągnął z niej paczkę papierosów. Jednak nie zdołał ich zapalić, w powietrzu rozległ się strzał. – Co to było?! – krzyknął w myślach mężczyzna, poczym pobiegł przed siebie, domyślał się, iż stamtąd dobiegł strzał. Przed jego oczami znajdował się wielki parking, który o dziwo powinien być strzeżony.
– Kur*a, jak zwykle nikogo nie ma – wyszeptała postać po czym odchyliła prawą rękę do tyłu. Szybkim ruchem mężczyzna wyjął za pasa pistolet, który z początku mógł oślepiać. Jednak po pewnym momencie każdy się przyzwyczajał. Mężczyzna wbiegł na parking, nie minąwszy pięć minut, człowiek w jasnym płaszczu znalazł osobę, która również dzierżyła w ręku pistolet.
– P… P08 Parabellum.. jakim cudem... takiej broni już nie ma- mężczyzna wychylając głowę za kolumny chciał się przekonać czy widzi dobrze. Kilka metrów przed nim stał wysoki mężczyzna o krótkim czarnym zaroście i krótkich czarnych włosach, głowa wraz z jego wzrokiem była skierowana na dół. Naprzeciw mężczyzny leżały dwa ciała, z których wypływała krew. W obydwu ciałach były dziury w głowach, krew wciąż tryskała. Jednak świadek najbardziej zwracał uwagę na pistolet, który trzymał morderca. Była to ciemna broń o krótkiej lufie oraz mocno pochylonej rękojeści.
– Nie ma czasu – mężczyzna szybko wyszedł za kolumny i wystawił przed siebie pistolet –POLICJA, RZUĆ BROŃ! – krzyk policjanta nie sprawił na mordercy wrażenia, wręcz przeciwnie. Mężczyzna uśmiechnął się i obrócił się w kierunku policjanta stawiając dwa kroki, policjant odbezpieczył pistolet – STÓJ ! BO CIĘ ZASZTRZELĘ ! – ponowny krzyk i reakcja ta sama. Jednak morderca zniknął, a policjant opuścił broń i nie wiedział co się stało.
-Good night…- stonowany mocny głos odezwał się za pleców policjanta, który w tym momencie czuł ucisk z tyłu głowy. Mężczyzna oddał strzał, ciało policjanta bezwładnie opadło na ziemię, a krew ponownie rozbryzgała się na parkingu…
_________________



1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
 
 
Acer 
SSJ 5

Wiek: 26
Posty: 531
Wysłany: Pią Lut 22, 2008 6:51 pm   

Spoko fyf, akcja jako tako się rozwija. No i ja kozak jestem ;] Dam ci 4+ za tego epa, z łaski oczywiście.
_________________
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
 
 
Kozak 
Silniejszy Saiya-jin


Wiek: 30
Posty: 14
Wysłany: Pią Lut 22, 2008 6:55 pm   

Acer napisał/a:
No i ja kozak jestem ;]


Zawsze myślałem, że to ja jestem kozak.

Wcześniej czytałem poprzednie i epizody i teraz ten, ogólnie miłe wrażenie. Można poczytać.
_________________
Quicquid Latine dictum sit, altum videtur.

 
 
 
Acer 
SSJ 5

Wiek: 26
Posty: 531
Wysłany: Pią Lut 22, 2008 6:57 pm   

Shit. xd To ty też jesteś kozak. xd
_________________
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1932
Wysłany: Sob Lut 23, 2008 8:54 pm   

A ja kox >< Ep Owni System Totalnie! Najlepszy ep, ołni nad innymi :D , podobal mi sie bardzo, czekalem na ten odcinek i sie nie zawiodlem :)
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
Kris 
Avanger


Wiek: 25
Posty: 1434
Skąd: Poznań
Wysłany: Pon Lip 07, 2008 6:08 pm   

Lejdis and ge.ge.ge.ge.ge. XD inne ziomki xD Reaktywuje ficka kto za niech pisze
_________________



1. Kris ma ZAWSZE racje
2. PP3088 ma prawie zawsze racje
3. : >
 
 
Barni 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1891
Skąd: Golina City
Wysłany: Pon Lip 07, 2008 6:12 pm   

Za.
_________________


.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by razz & Saski