Poprzedni temat «» Następny temat
[FanFiction] Reiatsu - by Treyu
Autor Wiadomość
Treyu 
USSJ


Posty: 85
Wysłany: Nie Lis 25, 2007 6:46 am   

Gomenasai, że tak długo to trwało :D Miałem pewne problemy, ponadto jestem również zajęty innym fickiem :P Ale o to trzecia część Reiatsu :D Czytajcie, wytykajcie błędy i oceniajcie moją pracę.
Chcę jeszcze podziękować Acerowi, który był łaskaw przejrzeć sporą część tego rozdziału i poprawić ;]
Miłej lektury xD

Reiatsu Rozdział 2


Walka. Czymże jest pojedynek bez celu? Zaledwie pustką wypełnianą przez bolesne emocje. Każda bitwa powinna mieć wartości, dla których podnosimy broń. Namiętność jest prawdziwą esencją walki.
Klęczący Iwate był zszokowany tym, czego doświadczył przed chwilą. Jego ciało drżało, a dłonie z trudnością trzymały miecz. Czuł strach, jeszcze moment temu sama śmierć zatrwożyła jego serce. Te niebieskie oczy, nie widać w nich było niczego poza rządzą krwi. Spojrzał w górę, na wysoką postać stojącą przed nim. Złapał młodzieńca za koniuszek dolnej szaty.
- Co ty do cholery robisz?! – powiedział oschle wyraźnie wściekły.
- Chcesz sole trzeźwiące? Ratuje ci tyłek, idioto. – odparł spokojnie Tsuchiro.
- Wynoś się, to nie twoja walka! – wydarł się Shun.
- Twoja też nie, kończymy zabawę na dzisiaj. – Rai rzekł stanowczo chowając miecz. Odwrócił się do przyjaciela i położył mu dłoń na ramieniu. Iwate otworzył usta by coś powiedzieć, lecz przerwano mu. – Zastanów się, czy w tym pojedynku widzisz jakikolwiek sens?
Po osłupiałej twarzy Shuna widać było, iż te słowa wywarły na nim wrażenie. Tsuchiro uśmiechnął się lekko, po czym szybkim ruchem złapał go za kołnierz i postawił na nogi.
- Jeśli klękniesz dzisiaj jeszcze raz, to Cię oskalpuje. – przysiągł ze śmiechem.
- Jesteś okrutny człowieku. – odparł Iwate, po raz pierwszy wyglądał na rozbawionego.
- Ej ptaszki, skończyliście miłosne ćwierkanie? – dobiegło ich wołanie. Mina niecierpliwego Lexina doskonale wyrażała niezadowolenie… Nie, on był wściekły. – Ty wysoki, przerwałeś mój pojedynek. Chyba nie sądzisz, że Ci to odpuszczę?
- Spadaj. Powiedziałem, że na dziś wystarczy. – odpowiedział Rai.
- Wystarczy? O czym ty do cholery mówisz? Zabawa dopiero się rozkręca, a ty będziesz żałował pierwszy.
Jennir nie miał zamiaru kontynuować rozmowy. Bez ostrzeżenia rzucił się w stronę młodych uczniów. Ostrze jego miecza wystrzeliło naprzód w śmiercionośnym pchnięciu. Tsuchiro odepchnął Shuna z linii ataku i w mgnieniu oka dobył broni. Rozległ się głośny szczęk stali, gdy klingi skrzyżowały się w potężnym starciu. Spojrzenia obu przeciwników napotkały się pomiędzy zaciekłymi Zanpakuto. Rai dopiero teraz zrozumiał reakcję Shuna. Błękitne oczy wręcz emanowały szaleńczą uciechą, dla kogoś takiego słowa nie miały żadnego znaczenia.
Lexin odsunął lewą nogę do tyłu rozluźniając napór. Podniósł rękojeść wysoko i pchnął nad ramieniem przeciwnika. W ostatniej chwili Tsuchiro uchylił się odbijając miecz i wyprowadził cięcie z góry. Wtedy Jennir odskoczył w prawo. Rai zatrzymał ostrze na poziomie klatki piersiowej i ciął w bok. Cios ledwo musnął Lexina żłobiąc mu na policzku cienką rysę. Obaj ponownie zatrzymali się w iskrzącym starciu.
- Do cholery, odpuść! – krzyknął ostro Rai. – Nie chcę z tobą walczyć.
- Powaliło Cię? Nie odpuszczę w środku tak cudownej walki. – na podkreślenie słów, zlizał z policzka kilka kropel krwi.
Pokonany w tej kwestii Tsuchiro, położył na klindze dłoń zwiększając tym samym napór. W odpowiedzi otrzymał cios w twarz. Siła uderzenia odrzuciła go do tyłu. Zachwiał się w próbie utrzymania równowagi. W ostatniej chwili ujrzał nadciągające ostrze, dosłownie o włos uniknął ataku. Ignorując ból pochylił się bliżej przeciwnika i złapał go za szatę. Potężnym pchnięciem cisnął nim w ścianę. Tynk posypał się wokoło, gdy plecy Lexina wbiły się w kamień. Rai odsunął się na parę kroków, by dojść do siebie. Jennir klęknął przed płytką dziurą w murze podziwiając nadzwyczajną siłę przeciwnika. Po raz pierwszy zdarzyło mu się widzieć taki pokaz energii.
Wykorzystując chwilową przewagę zaatakował. Zbliżywszy się do Raia rozpoczął śmiercionośny taniec ostrza. Zdawało się, że jego miecz był w kilku miejscach naraz. Śmigał to z jednego boku to z drugiego, a lekko zdezorientowany Tsuchiro nie był w stanie zablokować każdego ciosu. Po kilku dłużących się seriach, jego szata adepta była miejscami postrzępiona. Gdzieniegdzie wąskim strumyczkiem spływała krew. Rai musiał przyznać przed sobą, że gorzej włada bronią. Postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Gdy Lexin ciął przed siebie, Tsuchiro odbił miecz. W tym samym momencie umiejscowił swoją klingę pomiędzy Zanpakuto Jennira i jego ramieniem. Mając otwarty atak, wystawił prosto rękę.
- Hadou no Sanjuuichi: Shakkahou!* - wypowiedział inkantację.
W jego dłoni pojawiła się czerwona kula energii, imitująca ogień. W mgnieniu oka pocisk wystrzelił, po czym nastąpił wybuch. Cała uliczka zapełniła się kurzem i smrodem spalenizny. Z wielkiego obłoku na środku drogi wypadły dwie postacie. Rai potoczył się po kamiennej posadzce bryzgając na kafelki krwią. Jego ciało zatrzymało się przy uderzeniu o mur. Ledwo mógł uwierzyć w to, co się stało. Dolna część ramienia wraz z dłonią były lekko osmalone. Ponadto od uderzenia jego ręka krwawiła w kilku miejscach.
- Kidou? – dobiegł go głos. – Nie jesteś w stanie mnie pokonać magią demonów na takim poziomie. – szyderczy uśmiech spełzł z twarzy Lexina, mimo bariery odczuł ból po wybuchu.
Rai podniósł się na kolana. Rozejrzał się wokoło, by sprawdzić czy Shun jest cały. Nie było go w pobliżu. Tsuchiro utkwił spojrzenie w przeciwniku. Był niemal pewien, że jeżeli teraz odpuści, to ten człowiek nie cofnie się. Przeklął w duchu moment, gdy skrzyżował miecze z Lexinem. Nie miał innego wyjścia, jak ostatkiem sił wydostać się z opresji. Ciągle dysząc stanął w rozkroku. Odsunął miecz w tył i położył dłoń na klindze. Jego reiatsu zaczęło wyzwalać się w niezwykłym tempie. Powietrze stało się ciężkie, wypełnione ciśnieniem duchowej energii.
- Wiesz, że to zaszło za daleko? – powiedział Rai z uśmiechem.
- Jakby mnie to obchodziło. Nie powiesz mi, że nadal chcesz wygrać z takimi obrażeniami? – odparł Jennir.
- Zacznijmy od tego, że w cale nie chciałem walczyć, lecz teraz nie dam ci tej satysfakcji.
Krzyknął przeciągle na podkreślenie wyzwolenia. Jego dłoń gładko przejechała po ostrzu, aż do samego czubka. Zanpakuto błysnął bladym płomieniem. Źrenice Lexina rozszerzyły się w niedowierzaniu, gdy patrzył na to zjawisko. Tsuchiro wyprostował się dając przeciwnikowi chwilę na przyjrzenie się płonącej broni. Jego postać rozpłynęła się w powietrzu.
- Shunpo?! – Lexin wychrypiał ze zdumienia. - To niemo...
Dalsze słowa ugrzęzły mu w gardle, gdy poczuł oddech Raia na swoich barkach. W ostatniej chwili udało mu się zablokować nadciągający atak, mocniejszy niż wszystkie inne wcześniej. Tsuchiro zniknął ponownie, by pojawić się nad przeciwnikiem. Zanpakuto błysnął w potężnym cięciu. Jennir kolejny raz cudem uniknął ścięcia, uchylił się skokiem bok. Rękaw jego białej koszuli opadł w strzępach, zbroczony kilkoma kroplami krwi. Lexin, przy lądowaniu odbił się w górę. Rai już na niego czekał, wykorzystując Shunpo zaatakował znowu. Błękitnooki chłopak zdążył jedynie ustawić miecz do bloku, lecz nawet to nie powstrzymało siły ciosu. Energia uderzyła w niego z całą swą wściekłością wystrzeliwując przeciwnika, niczym z procy, w dół.
W powietrze wzbiły się tumany kurzu oraz spore odłamki kamiennych kafelków, gdy ciało Lexina zetknęło się z ziemią. Tsuchiro opadł na posadzkę dysząc ciężko. Seria potężnych ataków wycisnęła z niego sporo reiatsu, przez co jego Zanpakuto począł tracić na blasku.
- Ty cenzura… - usłyszał głos Lexina spomiędzy mgły kurzu. – Zabiję Cię!
Niebieskie włosy wyłoniły się z szarego obłoku. Część jego stroju zbryzgana była krwią cieknącą strumieniem z ramienia, a twarz wyrażała czystą nienawiść. Nie czekając ani chwili Jennir zaczął wyzwalać energię, która rozwiała kompletnie matową zasłonę. Rai nie został w tyle. Mimo zmęczenia przelał ostatki reiatsu w miecz, który na powrót rozbłysł białym płomieniem. Obaj rzucili się do ataku w tym samym momencie. Ich kroki zdawały się dłużyć, gdy przemierzali ostatnie metry. Jednak zanim klingi się starły, przed nimi pojawiły się dwie postacie. Bez większego problemu, ostateczna szarża została zatrzymana.
- Co wy do cholery robicie? – spytał z krzywym uśmiechem czerwono-włosy mężczyzna stojący przed Raiem. – Tego typu walki są zabronione, ponadto nie jesteście jeszcze pełnoprawnymi shinigami.
- Oficer Abarai… - wychrypiał Tsuchiro. Znał tego człowieka, gdyż Renji przychodził kilka razy na inspekcję do akademii. Pospiesznie odsunął Zanpakuto i pochylił głowę. – Proszę o wybaczenie.
- To nie mnie masz prosić o wybaczenie. Tłumaczyć się będziesz przed Dyrektorem Akademii. Jednak… sądząc po waszym wyglądzie, niewiele wam to pomoże.


P.S Chciałem napisać ciut więcej, lecz skończyłem to dosyć późno i nie miałem już siły na dalsze scenki xD Obiecuję, że part 4 będzie dłuższy.

A tak Barni, dzięki zapomniało mi się xD
*Droga destrukcji nr 31 - (według tłumaczenia na angielski) Red Flame Cannon, czyli można przetłumaczyć na Wyrzutnię Czerwonego Płomienia xD
_________________
Ostatnio zmieniony przez Treyu Sob Sty 19, 2008 6:16 am, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Barni 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1891
Skąd: Golina City
Wysłany: Nie Lis 25, 2007 11:13 am   

Treyu napisał/a:
Hadou no Sanjuuichi: Shakkahou!*

Wytłumaczenie gdzieś wcięło xD

Imo odcinek jest cenzura. Nie ma co zarzucać ^^ Bomba ;]
_________________


.
 
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1932
Wysłany: Czw Lis 29, 2007 10:29 pm   

Super pro elo elo kox. Fajny odcinek, ale moglby byc ciut dluzszy i czasem moze bardziej trzymal w napieciu :> (wiem ze tak sie nie da od razu, ale mowie tylko ;) ). Z niecierpliowscia czekam na nastepny odcinek.

mniej przewidywalnosci ;p
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
Bobercik 
SSJ 5


Wiek: 25
Posty: 2215
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią Lis 30, 2007 1:25 pm   

Zgodnie z obietnicą przeczytałem i jestem pozytywnie zaskoczony. Mimo iż zupełnie nie znam się na Bleach'u, to fan fick jest świetny. Czekam na kolejny odcinek!
_________________

 
 
 
Treyu 
USSJ


Posty: 85
Wysłany: Sob Sty 19, 2008 6:15 am   

Nie bójcie się ;] Nie zapomniałem o was. Oto nowy rozdział ff, którego tak bardzo lubicie xD Reiatsu. Napisałem już więcej, lecz podzieliłem to ze względu na moment kulminacyjny, więc następna część możliwe, że pojawi się prędzej ;] Życzę miłego czytania.

Reiatsu

Rozdział 3
„Shikai?”*


Kara. Mówią, że kara idzie tylko w parze z winą. Widać, w niektórych przypadkach sprawiedliwość jest ślepa. Nieraz człowiek niewinny szedł na zatracenie i z czystym sumieniem odchodził ze świata żywych. Jednak ludzie nigdy nie nauczyli się ideologii płynącej z tego czynu.

- Ej, dlaczego ja… TEŻ TO MUSZĘ DŹWIGAĆ?! – Shun wydarł gardło i usiadł pod naporem ciężaru.
- Bo to ty byłeś niezłym sku*****nem, żeby donosić po złamaniu zakazu. – odparł łagodnie Lexin z niewinnym uśmiechem na twarzy. Zaparł się ponownie, by przeciągnąć wóz gruzu.
Iwate spojrzał na niego morderczym wzrokiem, lecz Jennir wydawał się tego nawet nie zauważać. Naprężył obolałe mięśnie w kolejnej próbie przeniesienia kamieni. Rai, któremu za karę zostało przyznane załadowywanie ciągników, spojrzał na niebo. Słońce zdawało się przebyć około czterdziestu stopni od zenitu odkąd zaczęli pracę.
- Jeszcze pół godziny. – stwierdził. – Potem wolne.
- Co za różnica. Tak czy inaczej zajmie to nam przynajmniej jeszcze dwa dni, żeby oczyścić te doły. – wydyszał Shun siadając sobie w cieniu wozu.
- Niekoniecznie. Zamieńmy się rolami. – zaproponował Tsuchiro.
- Ale twoje rany, przecież jeszcze się do końca nie wygoiły. Mogą się otworzyć.
- Kto nie ryzykuje ten nie pije. – powiedział Rai z lekkim uśmieszkiem. Lexin, który znajdował się już dosyć daleko, nie był w stanie usłyszeć ich rozmowy.
- Niech ci będzie, ale nie przesadzaj. – Iwate zgodził się zdejmując z siebie pasy z zaczepami.
Tsuchiro oddalił się od kupy kamieni, a następnie przyczepił się do ciągnika. Shun z powątpiewającym spojrzeniem usiadł na niskim murku przy drewnianym urządzeniu wykorzystywanym do ładowania. Rai dociągnął do końca regulator zapięć, po czym napiął mięśnie. Twarda podstawa wozu skrzypnęła w proteście, gdy ważący niemal trzysta kilogramów załadunek zaczął sunąć po gładkiej posadzce. Stawiał ciężkie kroki, a za każdym razem, gdy stopa odrywała się od podłogi ledwo widoczne strzępy reiatsu ulatywały w powietrze.
Rai ryknął z bólu, gdy świeże bandaże na jego ramieniu pokryły się szkarłatną plamą, lecz brnął dalej. Szedł coraz szybciej, aż za ciągnikiem się kurzyło niemiłosiernie. Prawie biegiem dotarł do końca ścieżki mijając Lexina i uskakując w bok, by ociężałe kamienie nie zwaliły go do przepaści. Pasy zatrzymały jego wybicie i przyciągnęły do bocznej ściany powozu. Przestraszony Shun zjawił się przy nim w mgnieniu oka i zaczął sprawdzać ranę.
- Widzisz idioto. – wystękał Rai. – Skróciłem czas twojej cholernej roboty o połowę… cholernie boli.
- Ta, dzięki. Tylko, że przez ten czas będziemy musieli założyć ci nowy opatrunek. – skarcił przyjaciela zmieniając mu bandaże. – Swoją drogą, ja nadal nie potrafię pojąć jak ty to robisz.
- Co takiego?
- No wiesz, masz na sobie parę kilo bandaży i przy każdym kroku broczysz krwią… - Iwate zaczął swoją ironiczną przemowę. – Ponadto masz zranione kości w obu rękach i prawdopodobnie naderwane ścięgna. Mimo to, cholera jasna, jakimś cudem przeciągniesz ważący pół tony wóz z kamieniami do samego zsypu. Może i jestem porąbany, ale to nie jest normalne!
- Uspokój się. Jak zwykle dramatyzujesz, po prostu lepiej się do tego przyłożyłem. – rzekł Rai krzywiąc się, gdy przyjaciel spiął mocno houtai*. – Poza tym to waży mniej niż pięćset kilogramów.
- Dobra, siedź cicho i nie wierć się. – powiedział stanowczo Shun dając do zrozumienia, że to koniec dyskusji. Zacieśnił bandaż po czym upewnił się, że wszystko zostało nałożone poprawnie. Podniósł się na nogi i szybkim ruchem dobył Zanpakuto kierując czubek ostrza pod brodę Raia. – Pamiętaj, że to nie liczy się jako „spłata długu.” – rzekł udając mroczny ton, lecz przez zaciśnięte zęby wylał się śmiech.
- Ej, pedały! Długo macie zamiar flirtować? Trzeba załadować następne wozy na jutro. – krzyknął Lexin siadając na murku przy kamieniołomie. Chwycił leżącą w cieniu butelkę wody i chlusnął się płynem po ciele.
- Nie uważasz, że podczas tych prac „Niebieski” stał się milszy dla nas? - na twarzy Shuna pojawił się szyderczy uśmiech. Rai przytaknął.

***

Trójka świeżo upieczonych studentów-shinigami uwinęła się z pracą w ciągu dwóch następnych dni. Zostali przeniesieni na szybki program rekonwalescencji, który zakończył się następnego ranka, gdy musieli wracać na zajęcia do Akademii. Raia i Shuna, którzy byli w jednej klasie, nie ominęło wiele. Zaledwie kilka lat ze średniowiecznej historii Soul Society oraz temat teorii podstawowej Bakudo*. Zdziwiło ich to, że po powrocie nie widywali Lexina na uczelni, tak naprawdę to nigdzie go nie było. Mimo to, przyjaciele nie zaprzątali tym sobie głowy.
Tego dnia również rozpoczęły się, być może najważniejsze w ich życiu, lekcje.

***

- Dziś, jako rozporządzenie z góry, przygotowałem dla was lekcję specjalną i możliwe, że będziemy ciągnąć ten temat do końca tygodnia. – powiedział głośno instruktor, gdy klasa wypełniła się ciszą. – Ktoś słyszał termin „Shikai?”
Z początku nikt się nie zgłosił. Paru uczniów popatrzyło po sobie oczekując jakiegoś wyjaśniania. W końcu spośród tłumu zdezorientowanych głów uniosła się jedna ręka.
- Shikai, czyli pierwsze wyzwolenie. Jest to potoczny termin określający początkową formę Zanpakuto po pieczętowaniu jego mocy. – dobiegł wszystkich głos chłopaka.
- Większość nazwałaby to bełkotem, ale poprawna odpowiedź. – rzekł sensei. Obrócił się na pięcie i zaczął dreptać po wolnej części sali. W końcu zatrzymał się przed Raiem. – Tsuchiro, zrozumiałeś coś?
- Tylko tyle, że Zanpakuto można wyzwolić i zapieczętować jego reiatsu w tej formie. – odparł pewnie.
- No i do cholery, więcej nie musisz rozumieć! – nauczyciel wybuchł głośnym śmiechem. – Do rzeczy. Osiągnięcie Shikai niektórym sprawia większe problemy niż pokonanie jednego z poruczników, innym zaś przychodzi łatwo jak załatwianie potrzeb w krzakach. – na te słowa klasa zaniosła się niepewnym śmiechem. – Pierwszą wymaganą i prawdopodobnie najważniejszą rzeczą jest dobra koncentracja, ponieważ Zanpakuto musi do nas przemówić. – Zrobił dłuższą przerwę, by studenci mogli to sobie przeanalizować. Większość z nich kompletnie nie rozumiała o co chodzi. - Pamiętajcie, że one są istotami żyjącymi w nas. Nie są jedynie narzędziami.

***

Mimo to, że sensei ciągnął wykłady o pieczętowaniu Zanpakuto przez kilka dobrych dni, nie dowiedzieli się o żadnym konkretnym sposobie osiągnięcia Shikai. Rai i Shun często w wolnych chwilach siadali w ciszy, by móc zagłębić się w siebie, lecz bez większego skutku.
Pod koniec tygodnia, rozpoczęto wykłady szermiercze w praktyce.
Odbywały się one w specjalnie przygotowanej sali do pojedynków. Było to spore pomieszczenie z areną pośrodku oraz materacami dla widzów. Odosobniony budynek ze spiczastym dachem wyróżniał się spośród wszystkich części akademii. Ściany również były tu nader wysokie w przypadku rozległych manewrów w ataku, czy obronie.
Zasady dla dosyć licznej, gdyż ponad czterdziestu studentów, klasy były bardzo proste: pierwszego zawodnika wybiera sensei, a ten ma obowiązek walczyć z każdym kto stanie mu naprzeciw i tak długo, aż nie zostanie pokonany.
- Iwate Shun! – krzyknął sensei. – Zapraszam na matę. Który zechce walczyć przeciw niemu? – skierował pytanie do reszty, jednocześnie podając chłopakowi shinai*.
W pierwszej chwili uczniowie nie byli pewni co zrobić, a ci głupsi nie zdawali sobie sprawy czego się od nich oczekuje. Shun stanął na środku pola treningowego. Nagle pośród siedzących wystrzeliła w górę jedna dłoń. Zgłosił się barczysty mężczyzna, wyższy od Iwatego na długość ręki. Miał krótkie, schludnie uczesane, kruczoczarne włosy i zarazem nos wielkości sporego ziemniaka. Szczurze oczy podstępnie rozglądały się we wszystkie strony.
- No tak, Jiroubou. Niech będzie… - powiedział zrezygnowanym tonem nauczyciel. Według niego, wynik był przesądzony. To brutalne bydle siedziało w akademii już dobre pięć lat. Za każdym razem jego partnerzy sparingowi byli transportowani do Oddziału Medycznego Czwartej Dywizji. – Zająć pozycje! – zawodnicy posłusznie stanęli w pozie rozpoczynającej. – Start!
Shun od razu ruszył do ataku. Szybkimi krokami dotarł do przeciwnika i ciął z góry. Atak został odparty potężnym blokiem i zwrócony z ripostą. Iwate uskoczył momentalnie w bok, a drewniane ostrze olbrzyma głucho gruchnęło o matę. Zanim chłopak zdążył zareagować, Jiroubou przeciągnął shinai po posadzce szerokim zamachem od dołu. Shun został wyrzucony w górę pozostając w niewygodnej pozie defensywnej. Od razu spostrzegł korzyść ze swojej pozycji w powietrzu.
Zanim olbrzym cofnął rękę, Iwate chwycił się niej mocno i przeskoczył na ramiona przeciwnika. Ustawiwszy się wygodnie, ciął drewnianym mieczem w głowę Jiroubou. Jego atak jednak minął się z celem. Poczuł jak ogromne, niczym bochny chleba, palce zacieśniają się na jego kołnierzu i odciągają od celu. W ostatniej chwili zdążył uderzyć bruneta w dłoń, a ten odruchowo puścił. Wylądowawszy na ziemi, Shun odskoczył szybko do tyłu. Niestety Jiroubou nie czekał, zaatakował szeroko z prawej. Iwate uniknął ciosu przylegając nisko do posadzki, a gdy shinai świsnął mu nad głową wyskoczył prosto na przeciwnika.
Czubek drewnianego ostrza ugodził olbrzyma w brzuch.
Zapanowała niezręczna cisza. Część uczniów nie potrafiła pojąć, jak taki chudzielec był w stanie dosięgnąć ogromnego Ikkanzaka Jiroubou. Natomiast inni po prostu patrzyli z podziwem na senseia, który zastygł w niepewności. Pierwszy raz zdarzyło mu się widzieć olbrzyma przegranego na tych treningowych walkach. W końcu podniósł wysoko rękę i rzekł:
- Zwycięża Iwate Shun. – powiedział głośno senpai. – Ktoś jeszcze chce walczyć?
Jiroubou, chociaż wściekły, cofnął się powoli do szeregu. Jego twarz napłynęła krwią od złości i przybrała barwę dojrzałego pomidora. Pośród studentów zapanowały szepty i dało się słyszeć słowa: „To jest chore, nie idę!” Shun mimowolnie uśmiechnął się i wypiął dumnie klate, lecz mina mu nieco zrzędła, gdy jeszcze jedna dłoń powędrowała w powietrze. Zbladł dopiero wtedy, gdy dowiedział się kim będzie jego kolejny przeciwnik. Zapowiadało się ciekawie.
- O! Ktoś jeszcze? Rai-kun czyż nie? Zapraszam. – rzekł sensei rzucając następny drewniany miecz. – Jeśli wszystko to co mówią jest prawdą, to walka będzie wiele warta. – Mruknął pod nosem tak, by nikt go nie słyszał.
Tsuchiro bez słowa, jedynie ze skromnym uśmiechem na twarzy, zajął pozycję początkową. Iwate zrobił to samo, tak naprawdę zawsze chciał się zmierzyć ze swoim najlepszym przyjacielem.

*Tytuł – tak zacząłem tytułować rozdziały. Ponadto wyjaśnienie słowa „shikai” jest w tekście.
*Houtai – japońskie bandaże.
*Bakudo – w prostym tłumaczeniu z anime „Droga Wiązania” (Way of Binding) czyli magia demonów używana do zablokowania przeciwnika.
* Shinai – japoński drewniany miecz.
_________________
 
 
Barni 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1891
Skąd: Golina City
Wysłany: Sob Sty 19, 2008 10:44 am   

Wyyymiiooooottttt ziąąą !!
_________________


.
 
 
 
Acer 
SSJ 5

Wiek: 27
Posty: 531
Wysłany: Sob Sty 19, 2008 11:17 am   

Najlepszy odcinek (z trzech), naprawdę mi się podoba. Rady też wziąłeś do serca, więc miło mi. Dobry ep Trey-sama. ;]
_________________
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1932
Wysłany: Sob Sty 19, 2008 2:20 pm   

Świetne... zawaliste, spodobalo mi sie fch.., nie zaluje ze zaczelem czytac :)
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
Bobercik 
SSJ 5


Wiek: 25
Posty: 2215
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sob Sty 19, 2008 8:54 pm   

Nie będę Cię chwalił, bo jeszcze uznasz się za kogoś niezwykłego i przestaniesz pisać. A więc, marna imitacjo pisarza, czekam na kolejne odcinki tego genialnego ficka, który zdecydowanie zyskał już u mnie miano - "najlepszego na forum".
_________________

 
 
 
Treyu 
USSJ


Posty: 85
Wysłany: Nie Lut 24, 2008 8:13 am   

Witajcie. Jak leci? Fajnie? To dobrze... co tam będę pier**ielił, życzę przyjemnej lekturki ;]

Reiatsu
Rozdział 4
“Druga Połowa”



Emocje. Żaden człowiek, niezależnie od wieku, nie jest w stanie się ich wyzbyć. Wszyscy kiedyś uwielbiali, nienawidzili. Nawet ja, w kręgu bitew dojrzałem uczucie, które przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Pomimo obranej ścieżki shinigami, istoty bez skrupułów zabijającej potwory, doznałem miłości.

Spojrzeli sobie w oczy. Obaj zauważyli ten znajomy błysk, chęć walki. Rai uśmiechnął się zaciskając mocniej palce na rękojeści shinai. Widzowie wokoło czekali w napięciu na znak nauczyciela, a ci siedzący dalej wybałuszyli oczy, by dokładniej widzieć pojedynek. W ostatniej chwili Tsuchiro przejechał dłonią po swoich brązowych włosach i poszerzył uśmiech ukazując zęby. Shun pogładził się po brodzie, po czym przymknął oczy.
Rzucili do siebie krótkie spojrzenie.
- Rozpocznijcie! – krzyknął sensei.
Pierwszy ruch był szybki. Prawdopodobnie zbyt szybki, by ta przygłupia część klasy zdołała cokolwiek zauważyć. Zorientowali się w sytuacji, gdy shinai starły się skrzecząc w proteście. Przeciwnicy odskoczyli, lecz momentalnie znów byli przy sobie ścierając ostrza. Iwate zaparł się i odbił miecz Raia. Nie czekając zatoczył pół okrąg bronią, by nie stracić prędkości i ciął w bark. Tsuchiro odchylił się w bok i przełożył shinai nad ramieniem blokując atak. Shun rozpoczął długą sekwencję machając shinai ze wszystkich stron. Jego przeciwnik nie zostawał w tyle, drewniane miecze stukały o siebie w każdej sekundzie. W odgłosie ich ataków było coś specjalnego. Świst przecinanego powietrza zawierał w sobie pewność, a głuche uderzenia determinację.
Rai zablokował kolejne cięcie wyprowadzone z góry. Odchylił się lekko do tyłu, by ich ostrza stanęły na tej samej wysokości. Następnie odbił się od maty, jednocześnie zataczają salto wokół Iwatego. Wylądował za jego plecami i pchnął mieczem pod pachą w tył. Na jego nieszczęście Shun był już wystarczająco daleko, by uniknąć ataku. Zatrzymał się kawałek dalej szorując stopami po posadzce. Zgiął kolana i chwycił rękojeść oburącz. Niemal niczym lustro Tsuchiro przyjął tą samą postawę. Jakby na zawołanie uśmiechnęli się do siebie, obaj planowali to od początku. Reiatsu zaczęło powoli z nich ulatywać, bez pośpiechu płynęła w rękojeści drewnianych broni. Powietrze stało się nieco cięższe.
Nagle wybili się z maty całą siłą. Shinai zafurkotały, gdy gorąca energia przecięła prąd powietrza. Ryknęli głośno tnąc potężnie.
Ostrza pękły jednocześnie. W jednej chwili jakby wszystko ustało z wyjątkiem spadających, drewnianych resztek po shinai. Te proste bronie nie wytrzymały naporu siły jaki w nie wpłynął.

***

- Ze względu na wyłonienie licznej grupy niepełnoprawnych shinigami, którzy już w tym roku spełniają wymagania wykształcenia został przygotowany program specjalny. – ogłosił basowym głosem nauczyciel. – Ci, których nazwiska zostaną wymienione w poniższej liście proszeni są do pomieszczenia numer sto po dalsze informacje. Niech zjawią się: Satake Hana, Chiba Rokuro, Yoshioka Aiko, Kanesaka Seitaro, Jennir Lexin, Hiroyuki Ukyo, Iwate Shun, Tsuchiro Rai…
Sensei kontynuował listę, lecz dla dwójki przyjaciół lista zakończyła się w tym momencie. Popatrzyli po sobie, a potem rozejrzeli wokoło. Na apel przyszło wielu uczniów, cały dziedziniec akademii był zatłoczony. Wszędzie tłoczyli się następni z nadzieją usłyszenia swojego imienia. Rai i Shun dostrzegli grupę odchodzącą z tłumu, zapewne osoby wywołane. Niewiele się zastanawiając utorowali sobie drogę do drzwi uczelni i podążyli za resztą. Korytarze wydawały się przyjemnie ciche i chłodne, gdy wszyscy byli na zewnątrz. Maszerowali w milczeniu, co jakiś czas rzucając przelotne spojrzenia na dołączających do nich uczniów.
Nauczyciel miał rację, grupa była liczna. Zanim dotarli do pomieszczenia oznaczonego numerem sto, zebrało się około czterdziestu studentów. Na miejscu czekał na nich shinigami o ponurym wyrazie twarzy, który odliczywszy całą listę otworzył drzwi. W środku oczekiwało ich kilkanaście osób. Za ogromnym biurkiem, uwalonym masą przedmiotów, które zdawały się dobre do niczego, siedział osobiście dyrektor akademii, Ihara Natsuo. Wyglądał postarzale z długą, siwą brodą i śnieżnymi, krzaczastymi brwiami. Jego twarz zdobiły liczne pomniejsze blizny mieszające się na pomarszczonej skórze. Tym razem, zamiast czarnego smokingu, w którym zwykł się pokazywać, nosił kimono shinigami. Wszyscy wiedzieli, że kiedyś był kimś ważnym w Gotei 13. Wokoło niego, za długimi stołami siedziało trzynaście innych bogów śmierci. Na ramieniu każdego widniała insygnia porucznika.
- Ach, witam! Więc, to jest nasza czołówka? Pięknie, pię… - urwał zobaczywszy troję delikwentów, którym niedawno miał okazję wlepić karę oczyszczania kamieniołomu. – No proszę, nawet takie przypadki mogą dostać się na szczyt. – rzekł uśmiechając się przyjacielsko.
Grupa ustawiła się w rzędach, tak by shinigami mieli widok na każdego. Zapadła chwila milczenia, Rai czuł na sobie świdrujące spojrzenia zebranych. Wreszcie dyrektor podniósł się z fotela, a porucznicy zrobili to samo. Tsuchiro dopiero teraz dostrzegł Kaiena, który pustym wzrokiem patrzył przed siebie. Chciał mu pomachać, ale mężczyzna wydawał się nic nie widzieć.
- No to przejdźmy do rzeczy…

***

Wyróżnieni adepci. Pod każdym względem spełniający normy doświadczenia pełnoprawnego shinigami. Jednak z małym wyjątkiem. Żaden z nich nie był nigdy w świecie żywych, który ma ochraniać za cenę własnego życia. Żaden z nich nie splamił swych rąk krwią. I najważniejsze, żaden z nich nie spojrzał śmierci w oczy. Śmierci, którą sam ma się stać.
Grupa czterdziestu dwóch studentów akademii miała okazję przeskoczyć mozolne lata nauki o tym, jak to poprzedni kapitanowie dywizji rozporządzili reformy, czy też ocalili Gensei przed watahą hollowów. Chyba sami nauczyciele nie byli do końca pewni, po jaką ciężką cholerę wtłukują to ludziom do głowy. Cóż, do zdania całego programu dzielił ich co prawda jeden niewielki krok. Był jednak jeden warunek, osiemdziesiąt punktów. Nie takich zwykłych, które można było zdobyć na wykładach. Te miały być przyznane przez dowódców Gotei 13, na zawodach, a raczej teście sprawności bojowej. Za miesiąc, tylko trzydzieści dni, by przygotować się do osiągnięcia celu. Bardzo krótko, a czas nielitościwie ucieka z każdą sekundą.

***

- Wybacz Shun… - powiedział Rai. Zatrzymał się na środku korytarza i spojrzał w bok, na tablicę ogłoszeń. – „Adepcie, nie byłeś jeszcze w świecie żywych? Zdobądź polecenie od dowolnego nauczyciela i zabierz się z naszą grupą. Wyruszamy w każdym miesiącu na ćwiczenia z niby-hollowami. – przeczytał notkę w myślach. – „Co to cholery jest?! Wycieczka na boży plac zabaw, czy jak?!” – odwrócił spojrzenie od plakatu. – Nie będę mógł z tobą trenować. Przez ten miesiąc muszę naprawdę się wzmocnić, bo jeżeli znowu będę walczył z Lexinem… No, mniejsza.
- Poprosisz tego porucznika? Jak on tam miał… Nie patrz tak na mnie! Przecież dawno mi powiedziałeś, że się przyjaźnicie. Hm, Shiba Kanion-sama, tak? – spytał Iwate z głupawym uśmieszkiem.
- Kaien… A zresztą! – Rai machnął ręką. – Tak, sądzę, że tylko dzięki niemu stanę się wystarczająco mocny!
- Stawiam tysiąc yen, że opanuję shikai szybciej niż ty. – rzekł Shun wypinając klatkę piersiową.

***

- Ty… - Kuukaku nie kryła zdenerwowania. Wyglądała ładniej niż zwykle z rozpuszczonymi kruczoczarnymi włosami opadającymi przez ramiona na piersi. Na sobie miała jej regularny strój, lekka czerwona koszulka spleciona za karkiem i biała spódnica. – Mogłeś nas uprzedzić o przyjeździe, Rai.
- A byłem pewny, że mówiłem to twojemu bratu! – prawie krzyknął Tsuchiro sztucznie się śmiejąc. – Widać wyleciało mi z głowy. No, ale chyba mnie nie wyrzucisz?
- Jasne, że ta… - wydarł się Ganju zza pleców siostry, ale przerwał mu bolesny kontakt z jej łokciem.
- Nie wygłupiaj się. Jestem pewna, że Shiroganehiko przygotował coś do jedzenia.
Rai wkroczył powoli do sporego holu domu klanu Shiba. Spędził tu dużo czasu, ale za każdym razem pomieszczenia wydawały mu się inne, jakby nieco zmienione. Oprócz kolejnych kątów zawalonych olbrzymimi fajerwerkami, nie wiedział co jeszcze jest inaczej. Zrzucił tobół z ubraniami na posadzkę i odetchnął. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak piękne są kafle w całym budynku. Na większości wymalowane były różne okrągłe wzory i falbanki, symbole rodzinne. Znajdowały się tam też czasem pojedyncze przedmioty, takie jak katany, czy też wizerunki jeźdźców konnych. Z zamysłu wyrwało go klepnięcie w ramię.
- Ej, obiad gotowy. Chodź, albo wykopie cię własnoręcznie. – Ganju nigdy nie był miły względem Raia. Dlaczego? To wiedział chyba tylko on sam.

***

- Ganju. – Tsuchiro zatrzymał młodszego Shibę. Obaj zatrzymali się w jednym z korytarzy prowadzących do jadalni. – Powiedz mi, dlaczego zachowujesz się…
- … jak kawał skur**syna? – przerwał mu. Odwrócił się do niego i spojrzał mu w oczy. – Nikt ci jeszcze nie powiedział? To przez…
- Co wy tu jeszcze robicie?! –dobiegł ich głos Kuukaku zza pleców Raia. – No, szybciutko na obiad. – Kobieta pchnęła go zanim zdążył się sprzeciwić. Wydało mu się, że warknęła coś cicho do brata, lecz nie zrozumiał słów.
Kuukaku pospiesznie zaprowadziła ich do jadalni, co chwila mówiąc coś zupełnie bez sensu. Tak, by nie mogli dokończyć rozmowy. Pomieszczenie było naprawdę duże, jak na zwykłą jadalnię. Jedynymi meblami były trzy niskie stoły już zastawione pięknie pachnącymi przysmakami. Jedzenia było naprawdę dużo, zacząwszy od zwykłego sushi w sosie sojowym, przez kurczaka fukuokę, a skończywszy na krewetkach zapiekanych w cieście. Wokoło stołów rozłożone były poduszki do siedzenia. Już ktoś na nich czekał.
W stroju shinigami i insygnia porucznika trzynastej dywizji stał Kaien. Obok niego, po przeciwnej stronie od wejścia siedziała niska kobieta o czarnych włosach, które w dziwny sposób okalały jej twarz dając wyobrażenie bardziej okrągłej. Miała drobny nosek pod dużymi, błyszczącymi oczyma o przyjemnym spojrzeniu.
- Ho! No proszę, kto do nas zawitał! Oto wielki Rai-sama, mój młody przyjaciel. – Kaien pospiesznie podszedł do chłopaka i uścisnął przyjaźnie. – Rai, to jest Kuchiki Rukia z trzynastej dywizji, również moja przyjaciółka.
„Kuchiki?!” – uświadomił sobie Tsuchiro. – „To jest naprawdę… kobieta z tego klanu? Wygląda tak niewinnie…”
- Jestem zaszczycony! – powiedział kłaniając się nisko.
- Co ty robisz? – spytał z nieukrywanym zdziwieniem Kaien.
- Jak to? Sam powiedziałeś, że to Ku…
- Proszę nie przejmuj się moim nazwiskiem. – Rukia odezwała się w końcu. Miała niepewny, miły głos. – Tutaj jestem tylko Rukia.
- Ach, przepraszam. – odparł Rai z uśmiechem. – A więc, Rukia-san… jestem Tsuchiro Rai, miło mi.
- Shiba Miyako. – dobiegł ich cichutki głos zza pleców. Wszyscy odwrócili się jak na zawołanie. – Jestem Shiba Miyako, żona Kaiena.

***

- Więc przyjechałeś na trening, tak? – rzekł Kaien w zamyśleniu przeżuwając ryż.
- Nie zmieniaj tematu! – wrzasnął Tsuchiro. – Dlaczego nigdy wcześniej nie powiedziałeś, że masz żonę?!
- Czy to takie ważne dla ciebie? Irytujący jesteś, przecież ją poznałeś, czego jeszcze chcesz?
- Jest jeszcze coś, czego mi nie powiedziałeś, a o czym powinienem wiedzieć? – powiedział Rai wbijając wzrok w mężczyznę. Kaien milczał chwilę.
- Nie. Wróćmy do twojego treningu. – powiedział z chłodnym tonem. – To dobrze się składa, bo w sumie to Rukia też po to przyjechała. Możemy to wykorzystać. – wyjaśnił z uśmiechem.

No cóż, jak zwykle długo mi to zajęło i znowu nie ma dużo tekstu, ale mam nadzieję, że póki co wystarczyło ;] Dziękuję za czytanie.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Treyu Nie Lut 24, 2008 5:45 pm, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Barni 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1891
Skąd: Golina City
Wysłany: Nie Lut 24, 2008 10:30 am   

Świetne, ale kurcze krótkie ;(
_________________


.
 
 
 
Acer 
SSJ 5

Wiek: 27
Posty: 531
Wysłany: Nie Lut 24, 2008 11:35 am   

Jak dla mnie lepiej z epa na ep :>
_________________
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
 
 
Pitti 
SSJ 5


Wiek: 24
Posty: 1932
Wysłany: Nie Lut 24, 2008 1:37 pm   

Barni napisał/a:
Świetne, ale kurcze krótkie ;(


Dokladnie ;] ;[
_________________


I'll become The King of Pirates!
 
 
 
Bobercik 
SSJ 5


Wiek: 25
Posty: 2215
Skąd: Wrocław
Wysłany: Czw Lut 28, 2008 7:15 pm   

Ładne, naprawdę bardzo ładne, ale jest kilka minusów:

- przez tempo "wydawania" odcinków, zapomniałem co działo się w poprzednich

I to koniec tych kilku minusów. Ocena jak zwykle największa z możliwych.
_________________

Ostatnio zmieniony przez Bobercik Sob Mar 01, 2008 1:47 pm, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
krova 
SSJ 5


Posty: 1188
Skąd: szczytno
Wysłany: Sob Mar 01, 2008 11:23 am   

Bobercik napisał/a:
- przez tępo "wydawania" odcinków, zapomniałem co działo się w poprzednich


"Tępo wydawane odcinki"

lub

"Tempo wydawania odcinkow"

:}
_________________


-Jest jakaś miara szczęścia?
-Tak, promile.

 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by razz & Saski