Niestety nigdzie nie ma, wysłałeś je, kiedy zajmował się tym wielki leniuch Tiger - i zgłoszenie przepadło...Musiałbyś jeszcze raz wysłać...Dae pisze:Heh, nie doceniałem waszego talentu, jeżeli chodzi o cRPG i teraz widze, że nie potrzebnie, bo naprawde świetne muszą być sesje na dbfuture. Sam kiedyś prowadziłem sesje w grach cRPG, do tego z wymyślanym tylko przeze Mnie systemem i było fajnie. Do dzisiaj jestem najbardziej lubianym GM-em, z tą różnicą, że... W pewnym momencie, jak Mi się zaczyna nudzić, to zaczynam mówić głupie rzeczy XD
Ale dobra, Mniejsza o to. Czekam na następny odcinek, heh, może będzie pisać tam nawet co się stało z moim zgłoszeniem na dbfuture, które jest tam gdzieś XD
Live free or die hard
Moderator: Moderatorzy
...::: Keep Calm & Follow your Joy :::...
Streszczenie odcinka 2
Segron wyjaśnił Rav’owi sytuację, w której się obecnie znajduje. Miasto Atria jest oblężone, a Twórca, niezidentyfikowany wódz wojsk, próbuje za wszelką cenę podbić metropolię i zdobyć niezwykle cenny pierwiastek Tymbar. Rav postanowił pomóc Segronowi i przeszkodzić nieznanemu napastnikowi. Sifilis przetransportował go w ubogie dzielnice miasta, gdzie Rav stanął twarzą w twarz z nieprzyjacielem…
Odcinek 3
„Tunel”
No…no…no na co czekacie? – wrzasnął oficer na widok swoich przerażonych żołnierzy – Strzelać! – krzyknął po czym pociągnął za spust swojej broni. Odgłos, jaki wydał jego pistolet nie różnił się zbytnio od dźwięku, które wydaje broń wieku XX. Rav przez chwilę czuł się jak w starych filmach, które miał okazję oglądać za młodu, gdy siedział bezpieczny w swoim domu. Teraz jednakże nie miał zbyt wiele czasu na myślenie. W jednej sekundzie skoncentrował całą swoją energię i szybkim ruchem zszedł z toru lotu pocisku. W tym samym czasie dwóch żołnierzy zaczęło oddawać strzały w kierunku Saiyana. Żaden jednak nie był celny. Niemniej jednak, Rav nie mógł wiecznie unikać strzałów. Pamiętał, co mówił Segron. Te kule potrafią przebić skórę nawet najsilniejszego Saiyana. „Czas działać…” pomyślał bohater. Wzleciał wysoko nad budynki, po czym zaczął wypuszczać z rąk setki małych pocisków. Była to technika Renzoku Energy Dan, której Rav nauczył się będąc jeszcze nastolatkiem. Żołnierze i oficer przez parę sekund wpatrywali się w nadlatujące kule energii, po czym każdy z nich, oprócz oficera, wykonał rozpaczliwy unik. Pierwszy z żołnierzy szybko wbiegł do klatki schodowej opuszczonego domu. Niefortunnie, bowiem pociski doleciały również tam. Część budynku runęła z hukiem wyzwalając ogromne ilości pyłu i piasku. Drugi z towarzyszy oficera został trafiony prosto w brzuch, podczas gdy próbował uciekać wzdłuż alejki. Padł na ziemię z krzykiem i z ogromnym bólem doczekał ostatnich sekund swojego życia. Oficer natomiast stał niewzruszony atakiem Rav’a. Roześmiał się głośno, po czym wzleciał na wysokość Saiyana.
- Widzę, że nasz wódz dobrze Cię opisał. Rzeczywiście coś potrafisz – powiedział z pogardą oficer. – Jednakże muszę Cię zmartwić. To koniec Twojej wędrówki. Natrafiłeś na lepszego przeciwnika – rzekł oficer, a następnie roześmiał się złowieszczo.
- Następny problem na drodze? – krzyknął nieco zdenerwowany Rav – Kim Ty w ogóle jesteś? Nie mam czasu na Ciebie!
- Hahaha, widzę, że jednak nie jesteś taki inteligentny. Nie mów, że nie słyszałeś o mnie, oficerze Cykadzie. Jest nas dziesięciu, ale Ty nie przeżyjesz nawet pierwszego.
Gdy Rav usłyszał o tym, że nie jest inteligentny wpadł w dziką furię. Pochodził z rodziny, w której wielu ludzi było znanymi lekarzami bądź profesorami. Ponad to był przewrażliwiony na punkcie swojego pochodzenia i łatwo można było go tym wyprowadzić z równowagi.
W tym momencie Saiyan zaczął szarżować na przeciwnika atakując go serią niezwykle silnych ciosów. Oficer z łatwością i uśmiechem na ustach wymijał wszystkie uderzenia. To tylko spowodowało dalsze postępowanie furii Rav’a. Korzystając ze zdobytych wcześniej mocy skoncentrował cała energię w sobie. Poczuł pustkę, a następnie żywe Ki, które przechodziło przez jego ciało. Włosy przybrały złoty kolor i podniosły się do góry, a z samego bohatera huknęła złota aura. Oficer nigdy przedtem nie widział transformacji SSJ. Wiedział o jej istnieniu, lecz nigdy przedtem nie widział jak ktoś ją stosuje. Nagle stracił Rav’a z oczu. Poczuł tylko silne ukłucie w tyle pleców i poczuł jak stróżka krwi leci mu z ust. Oficer Cykada bezwładnie opadł na ziemię. Spadając z ponad 20 metrów zrobił w podłożu małe wgłębienie. Rav powoli dochodził do siebie. Uspokoiwszy nerwy zleciał do ciała oficera i przeszukał kieszenie od munduru. Saiyan był obdarzony niespotykaną intuicją, która nigdy go nie zawiodła. W lewej kieszeni znalazł mały kawałek papieru. Otworzył go i przeczytał: „Już czas. Nowi rekruci już przybyli, kolejni są w drodze. Miejsce kolejnego spotkania to Niebieski Punkt, wtorek o 17:00. Podpisano S.”. Po przeczytaniu dziwnej wiadomości Saiyan został pewnych wątpliwości. „S…S…Segron? Sifilis? Nie…to nie to. Oni w końcu również są poszukiwani, co mieliby wspólnego z obcą armią?”, Skończywszy swoje przemyślenia Rav ruszył w dalszą drogę. Wprost do wschodniej bramy miasta, gdzie miał na niego czekać Sifilis…
Dotarcie do bramy zajęło Saiyanowi niecałą godzinę. Po drodze mijał zarówno slumsy jak i bogato zdobione budynki. „Dziwne miasto.” pomyślał sobie bohater. Rav był jakieś 200 metrów od bramy. Widok to był niesamowity. Wszędzie żołnierze biegnący w pośpiechu z amunicją i rannymi. Ogromne działa ustawione na murach, które bez przerwy strzelały z wielkim hukiem. Bohater zauważył również, że przy silnie strzeżonym baraku stoi trzech oficerów w białych mundurach. Zupełnie tak samo wyglądających jak jego niedawny przeciwnik. Rozmawiali oni z dwoma innymi żołnierzami w szarych mundurach. Rav podbiegł bliżej i zauważył na ich ramieniu literę „S”. Oficerowie i żołnierze rozejrzeli się nerwowo i weszli do baraku. „Dziwne.” pomyślał Rav. „Przecież ani ludzie w białych, ani w szarych mundurach nie przynależą do tego miasta. Co oni tutaj robią?” rozważania bohatera przerwał Sifilis, który niezauważenie podkradł się do Rav’a.
- Słuchaj, 50 metrów stąd jest okop. Jest strzeżony. Nie wiem jak tam wejdziesz, mam nadzieję, że coś wymyślisz. Po przejściu przez tunel znajdziesz się na głównej lini frontu także uważaj. Dostań się do głównego zewnętrznego sztabu dowodzenia. Stamtąd kolejnym okopem przejdź pod polem walki wprost do generatora. – wyszeptał szybko Sifilis.
- Eeeee….ale skąd Ty to wszystko wiesz? – spytał Rav.
Ale Sifilis już zniknął używając mocy teleportacji. Saiyan nie miał wyjścia. Starając się zachować spokój podszedł do wejścia do okopu pilnowanego przez dwóch strażników w barwach miasta. Sprawa okazała się prostsza niż sądził Sifilis…
- Szybko! Na co czekasz do cholery?! Biegnij i walcz za nasze miasto! – wrzasnął rozkazującym tonem jeden z pilnujących.
- Ee…no…Tak jest!!!! – krzyknął Rav. Żołnierz wyłączył pole siłowe otaczające wejście do tunelu, po czym wskazał ręką drogę. Trochę zdziwiony i zdezorientowany bohater wpadł do okopu. Szybki sprint, który dla Saiyana wydaję się być zaledwie truchtem, bardzo dziwił żołnierzy, obok których przebiegał Rav. W pewnym momencie natrafił on na rozstaje dróg biegnących parę metrów pod ziemią. Drogi były trzy, tak więc bohater miał około 30% szans na trafienie tej właściwej. Nagle usłyszał kroki i sapanie nadbiegającego żołnierza. Odwrócił się i zobaczył jednego z wielu ubranego w barwy miasta.
- Na co czekasz?! Za mną!!! Ginąć za kraj! – wrzasnął człowiek. Rav miał ochotę mu odpowiedzieć, że nie będzie za nic ginął, lecz powstrzymał się i biegł na żołnierzem. Saiyanowi to tempo wydawało się zaledwie truchtem, lecz mężczyzna, który biegł przed nim był na skraju wyczerpania. Ostatnie, co widział Rav to przerażone oczy żołnierza. Przez uszy, niczym przez bataliony wrogów, przedarł się niewiarygodnie głośny dźwięk. Potem nastała cisza…
Tymczasem na drugim końcu krainy, daleko poza tajemnymi portalami i ruinami dawnych miast. Wiele kilometrów za granicami armii Twórcy dwóch ludzi rozmawiało ze sobą w ciszy i skupieniu. Ubrani byli w białe tuniki pasujące do ich bladej cery. Siedzieli po turecku na podłodze, a oczy mieli zamknięte.
- Początki zawsze są łatwe – rzekł jeden z mężczyzn.
- Możliwe, że to początek końca… - rzekł drugi w głębokim zamyśleniu i koncentracji.
- Co robimy z pozostałymi dwoma?
- Czas wprowadzić ich do gry…czasu pozostało nie wiele…
Na planecie Atrix nastała noc…
Segron wyjaśnił Rav’owi sytuację, w której się obecnie znajduje. Miasto Atria jest oblężone, a Twórca, niezidentyfikowany wódz wojsk, próbuje za wszelką cenę podbić metropolię i zdobyć niezwykle cenny pierwiastek Tymbar. Rav postanowił pomóc Segronowi i przeszkodzić nieznanemu napastnikowi. Sifilis przetransportował go w ubogie dzielnice miasta, gdzie Rav stanął twarzą w twarz z nieprzyjacielem…
Odcinek 3
„Tunel”
No…no…no na co czekacie? – wrzasnął oficer na widok swoich przerażonych żołnierzy – Strzelać! – krzyknął po czym pociągnął za spust swojej broni. Odgłos, jaki wydał jego pistolet nie różnił się zbytnio od dźwięku, które wydaje broń wieku XX. Rav przez chwilę czuł się jak w starych filmach, które miał okazję oglądać za młodu, gdy siedział bezpieczny w swoim domu. Teraz jednakże nie miał zbyt wiele czasu na myślenie. W jednej sekundzie skoncentrował całą swoją energię i szybkim ruchem zszedł z toru lotu pocisku. W tym samym czasie dwóch żołnierzy zaczęło oddawać strzały w kierunku Saiyana. Żaden jednak nie był celny. Niemniej jednak, Rav nie mógł wiecznie unikać strzałów. Pamiętał, co mówił Segron. Te kule potrafią przebić skórę nawet najsilniejszego Saiyana. „Czas działać…” pomyślał bohater. Wzleciał wysoko nad budynki, po czym zaczął wypuszczać z rąk setki małych pocisków. Była to technika Renzoku Energy Dan, której Rav nauczył się będąc jeszcze nastolatkiem. Żołnierze i oficer przez parę sekund wpatrywali się w nadlatujące kule energii, po czym każdy z nich, oprócz oficera, wykonał rozpaczliwy unik. Pierwszy z żołnierzy szybko wbiegł do klatki schodowej opuszczonego domu. Niefortunnie, bowiem pociski doleciały również tam. Część budynku runęła z hukiem wyzwalając ogromne ilości pyłu i piasku. Drugi z towarzyszy oficera został trafiony prosto w brzuch, podczas gdy próbował uciekać wzdłuż alejki. Padł na ziemię z krzykiem i z ogromnym bólem doczekał ostatnich sekund swojego życia. Oficer natomiast stał niewzruszony atakiem Rav’a. Roześmiał się głośno, po czym wzleciał na wysokość Saiyana.
- Widzę, że nasz wódz dobrze Cię opisał. Rzeczywiście coś potrafisz – powiedział z pogardą oficer. – Jednakże muszę Cię zmartwić. To koniec Twojej wędrówki. Natrafiłeś na lepszego przeciwnika – rzekł oficer, a następnie roześmiał się złowieszczo.
- Następny problem na drodze? – krzyknął nieco zdenerwowany Rav – Kim Ty w ogóle jesteś? Nie mam czasu na Ciebie!
- Hahaha, widzę, że jednak nie jesteś taki inteligentny. Nie mów, że nie słyszałeś o mnie, oficerze Cykadzie. Jest nas dziesięciu, ale Ty nie przeżyjesz nawet pierwszego.
Gdy Rav usłyszał o tym, że nie jest inteligentny wpadł w dziką furię. Pochodził z rodziny, w której wielu ludzi było znanymi lekarzami bądź profesorami. Ponad to był przewrażliwiony na punkcie swojego pochodzenia i łatwo można było go tym wyprowadzić z równowagi.
W tym momencie Saiyan zaczął szarżować na przeciwnika atakując go serią niezwykle silnych ciosów. Oficer z łatwością i uśmiechem na ustach wymijał wszystkie uderzenia. To tylko spowodowało dalsze postępowanie furii Rav’a. Korzystając ze zdobytych wcześniej mocy skoncentrował cała energię w sobie. Poczuł pustkę, a następnie żywe Ki, które przechodziło przez jego ciało. Włosy przybrały złoty kolor i podniosły się do góry, a z samego bohatera huknęła złota aura. Oficer nigdy przedtem nie widział transformacji SSJ. Wiedział o jej istnieniu, lecz nigdy przedtem nie widział jak ktoś ją stosuje. Nagle stracił Rav’a z oczu. Poczuł tylko silne ukłucie w tyle pleców i poczuł jak stróżka krwi leci mu z ust. Oficer Cykada bezwładnie opadł na ziemię. Spadając z ponad 20 metrów zrobił w podłożu małe wgłębienie. Rav powoli dochodził do siebie. Uspokoiwszy nerwy zleciał do ciała oficera i przeszukał kieszenie od munduru. Saiyan był obdarzony niespotykaną intuicją, która nigdy go nie zawiodła. W lewej kieszeni znalazł mały kawałek papieru. Otworzył go i przeczytał: „Już czas. Nowi rekruci już przybyli, kolejni są w drodze. Miejsce kolejnego spotkania to Niebieski Punkt, wtorek o 17:00. Podpisano S.”. Po przeczytaniu dziwnej wiadomości Saiyan został pewnych wątpliwości. „S…S…Segron? Sifilis? Nie…to nie to. Oni w końcu również są poszukiwani, co mieliby wspólnego z obcą armią?”, Skończywszy swoje przemyślenia Rav ruszył w dalszą drogę. Wprost do wschodniej bramy miasta, gdzie miał na niego czekać Sifilis…
Dotarcie do bramy zajęło Saiyanowi niecałą godzinę. Po drodze mijał zarówno slumsy jak i bogato zdobione budynki. „Dziwne miasto.” pomyślał sobie bohater. Rav był jakieś 200 metrów od bramy. Widok to był niesamowity. Wszędzie żołnierze biegnący w pośpiechu z amunicją i rannymi. Ogromne działa ustawione na murach, które bez przerwy strzelały z wielkim hukiem. Bohater zauważył również, że przy silnie strzeżonym baraku stoi trzech oficerów w białych mundurach. Zupełnie tak samo wyglądających jak jego niedawny przeciwnik. Rozmawiali oni z dwoma innymi żołnierzami w szarych mundurach. Rav podbiegł bliżej i zauważył na ich ramieniu literę „S”. Oficerowie i żołnierze rozejrzeli się nerwowo i weszli do baraku. „Dziwne.” pomyślał Rav. „Przecież ani ludzie w białych, ani w szarych mundurach nie przynależą do tego miasta. Co oni tutaj robią?” rozważania bohatera przerwał Sifilis, który niezauważenie podkradł się do Rav’a.
- Słuchaj, 50 metrów stąd jest okop. Jest strzeżony. Nie wiem jak tam wejdziesz, mam nadzieję, że coś wymyślisz. Po przejściu przez tunel znajdziesz się na głównej lini frontu także uważaj. Dostań się do głównego zewnętrznego sztabu dowodzenia. Stamtąd kolejnym okopem przejdź pod polem walki wprost do generatora. – wyszeptał szybko Sifilis.
- Eeeee….ale skąd Ty to wszystko wiesz? – spytał Rav.
Ale Sifilis już zniknął używając mocy teleportacji. Saiyan nie miał wyjścia. Starając się zachować spokój podszedł do wejścia do okopu pilnowanego przez dwóch strażników w barwach miasta. Sprawa okazała się prostsza niż sądził Sifilis…
- Szybko! Na co czekasz do cholery?! Biegnij i walcz za nasze miasto! – wrzasnął rozkazującym tonem jeden z pilnujących.
- Ee…no…Tak jest!!!! – krzyknął Rav. Żołnierz wyłączył pole siłowe otaczające wejście do tunelu, po czym wskazał ręką drogę. Trochę zdziwiony i zdezorientowany bohater wpadł do okopu. Szybki sprint, który dla Saiyana wydaję się być zaledwie truchtem, bardzo dziwił żołnierzy, obok których przebiegał Rav. W pewnym momencie natrafił on na rozstaje dróg biegnących parę metrów pod ziemią. Drogi były trzy, tak więc bohater miał około 30% szans na trafienie tej właściwej. Nagle usłyszał kroki i sapanie nadbiegającego żołnierza. Odwrócił się i zobaczył jednego z wielu ubranego w barwy miasta.
- Na co czekasz?! Za mną!!! Ginąć za kraj! – wrzasnął człowiek. Rav miał ochotę mu odpowiedzieć, że nie będzie za nic ginął, lecz powstrzymał się i biegł na żołnierzem. Saiyanowi to tempo wydawało się zaledwie truchtem, lecz mężczyzna, który biegł przed nim był na skraju wyczerpania. Ostatnie, co widział Rav to przerażone oczy żołnierza. Przez uszy, niczym przez bataliony wrogów, przedarł się niewiarygodnie głośny dźwięk. Potem nastała cisza…
Tymczasem na drugim końcu krainy, daleko poza tajemnymi portalami i ruinami dawnych miast. Wiele kilometrów za granicami armii Twórcy dwóch ludzi rozmawiało ze sobą w ciszy i skupieniu. Ubrani byli w białe tuniki pasujące do ich bladej cery. Siedzieli po turecku na podłodze, a oczy mieli zamknięte.
- Początki zawsze są łatwe – rzekł jeden z mężczyzn.
- Możliwe, że to początek końca… - rzekł drugi w głębokim zamyśleniu i koncentracji.
- Co robimy z pozostałymi dwoma?
- Czas wprowadzić ich do gry…czasu pozostało nie wiele…
Na planecie Atrix nastała noc…
Streszczenie odcinka 3
Rav i oficer Cykada stoczyli walkę, która była szybka i w efekcie wygrana dla naszego bohatera. W kieszeni munduru Saiyan znalazł ukrytą wiadomość o tajnym spotkaniu. Po tym wydarzeniu Rav dotarł do wschodniej bramy miasta i szedł tunelem wprost na pole bitwy. W pewnym momencie wszystko ucichło…
Odcinek 4
„Generator”
- Już wszystko w porządku, dobrze się spisałeś – powiedział z uśmiechem na twarzy Segron.
- Wiedzieliśmy, że jesteś odpowiednim człowiekiem do tego zadania, uratowałeś nas wszystkich. – rzekł szczęśliwy Sifilis.
Rav jak przez mgłę dostrzegał dwie postacie: Segrona i Sifilisa. W pewnym momencie dostrzegł również jak przez drzwi pokoju wchodzi…Cuber. Stary znajomy bohatera. Lecz…nasz Saiyan był teraz w swoim rodzinnym domu na planecie Vegeta. Czuł zapach jedzenia i ciepło domowego ogniska.
- To już koniec? – spytał się niepewnie Rav.
- Tak, przyjacielu. Już wszystko dobrze – powiedział rozradowany Cuber.
Nagle do pokoju wleciał mężczyzna ubrany w płaszcz i ciemne okulary. Jednym szybkim ruchem zabił Cubera, po czym wniknął w ciało Segrona. Sifilis zniknął. Rav usłyszał wyraźnie jedno słowo, które brzmiało jak głośny szept.
- Hologram… - rzekł nieznajomy Saiyanowi głos.
Potem nasz bohater czuł ból pleców oraz słyszał ciche nawoływanie o pomoc. Obraz, który widział, zaczął się rozmazywać…
Gdy Rav otworzył oczy, początkowo nie mógł skojarzyć, w jakim miejscu się znajduje. Wszędzie dookoła widział tylko kamienie, połamane deski i mnóstwo pyłu. Nie dalej niż 5 metrów od niego leżał żołnierz, za którym wcześniej biegł.
- Chy…chyba na górze był jakiś wielki wyb…ekchu…wybuch. – powiedział człowiek dławiąc się własną krwią. Rav ostatkiem sił wyciągnął z kieszeni sensu, które zabrał ze sobą z poprzedniej planety. Łykając je poczuł jak świeże siły ogarniają stopniowo jego ciało. Podniósł się osuwając na bok kamienie i deski, a następnie podszedł do rannego. To, co zobaczył przeraziło go, jednak szybko opanował swoje nerwy. Ujrzał zakrwawionego żołnierza, którego ostry koniec belki dosłownie przebił na pół na wysokości brzucha. „Co robić? Co robić” myślał nerwowo Saiyan. Był jednak i nie mógł patrzeć na cierpienie innych, zatem ostrożnie wyjął belkę z ciała mężczyzny, po czym wziął go na plecy i zaczął nieść w stronę wyjścia z tunelu. Na szczęście niewielka ilość tunelu się zawaliła. Rav biegł ile tylko miał sił w nogach. Po 3 minutowym sprincie, dotarł do wyjścia z długiego korytarza. Pierwszym widokiem Rav były 2 księżyce otaczające planetę Atria oraz miliony gwiazd, które rozświetlały ziemię. Jednakże nasz bohater przypomniał sobie gdzie się znajduje i ujrzał coś, czego z pewnością nie zapomni do końca życia. Wokół panował chaos, krzyk, strach i płacz. Setki kul przecinały powietrze i co chwilę ktoś padał martwy na ziemię. Do Saiyana podbiegł żołnierz.
- Co się mu stało?! – wrzasnął dobrze zbudowany mężczyzna.
- Część tunelu się zawaliła. On już długo nie pociągnie – odkrzyknął mu Rav.
- Co???!!! – ponownie wrzasnął żołnierz, bowiem hałas na polu bitwy był przeogromny. Słychać było potężne eksplozje i świst kul.
- Nieważne! – wrzasnął Rav – Gdzie jest wejście do okopów pod polem bitwy? – spytał się mężczyzny Saiyan.
- Oszalałeś?! Po cholerę chcesz tam isć?! Jeśli Ci naprawdę zależy to… - słowa żołnierza przerwała w jednej sekundzie przypadkowa kula, które dostał prosto w głowę. Padł martwy na ziemię, po której rozlała się niezwykle czerwona krew. Czasu na myślenie nie było. Rav biegł przez okopy, cudem wymijając przelatujące, śmiercionośne pociski, o których mówił Segron. Niosąc rannego towarzysza nie myślał o trudnościach, które go czekają ani o zadaniu. Jedyną myślą było wydostanie się z tego piekła wojny i nienawiści. Saiyana ogarnęło przerażenie. Zacisnął pięści i szedł dalej przeskakując ciała martwych żołnierzy. Nagle obok naszego wylądowała mała kulka wielkości pomarańczy. Nastąpił wybuch…
Przez kilka sekund Rav nie widział nic. Otworzył oczy, które przekazały mu rozmazany obraz tego, co się dzieje wokół niego. Twarz miał brudną od pyłu i piasku. Wszystko widział w zwolnionym tempie, jakby jego mózg nie do końca się pozbierał po wybuchu. Próbował krzyczeć, lecz słyszał tylko stłumione wrzaski rannych ludzi. W jednej chwili pozbierał się do kupy.
- Już niedaleko! Wytrzymaj! – krzyknął Rav do żołnierza, którego niósł na plecach. Po paru minutach biegu dotarł wreszcie do lekko przysypanego wejścia. Tunel, który prowadził wprost do generatora pól siłowych nie był bezpieczną drogą, lecz niestety jedyną. Saiyan położył martwego kompana na ziemi i spojrzał na jego twarz. Oczy miał przymknięte, a z kącików ust płynęła krew. Rav poklepał żołnierza po policzku.
- Hej! Obudź się jesteśmy! – powiedział bohater. Lecz żołnierz nie mógł go usłyszeć. Zginął w drodze do tunelu na plecach dzielnego Saiyana…
W drodze przez kolejny tunel Rav cały czas myślał o martwym żołnierzu. Nie poznał nawet jego imienia… Zdawał sobie sprawę, że to jest tylko jeden z kilkuset tysięcy mu podobnym, lecz to jemu pomagał i za niego wziął odpowiedzialność. Nie mógł jednak zbyt długo nad tym myśleć. W końcu był już blisko celu. Zaledwie parę metrów dzieliło go od wykonania swojego pierwszego zadania. Bohater dotarł do wielkiej sali, w którym stał otoczony polem siłowym generator, na którym znajdowało się 10 przełączników.
- No fajnie… - powiedział na głos Rav – Ale który odłączy pole siłowe armii wroga? Nikt mi nie powiedział… - rzekł zamyślony Saiyan.
- Żaden! – krzyknął znajomy głos. Rav odwrócił się gwałtownie. Z tunelu, którym szedł wolno spacerowała znajoma postać w ciemnym garniturze. To był Sester.
- Przecież Ty nie żyjesz! – powiedział zdenerwowanym głosem Saiyan.
- Hahahaha! Cały czas popełniasz błędy przyjacielu. – rzekł rozbawiony, siwy mężczyzna, który nie czekając na odpowiedź wykonał kilka szybkich zanzokenów w stronę Rav’a. Ten jednak wyczuł ten zamiar i uskoczył szybko do tyłu unikając tym samym ciosów przeciwnika. Sester cały czas napierał zasypując Saiyana gradem ciosów i kopnięć. Rav początkowo z łatwością wymijał wszystkie ciosy. Były jednak one tak szybkie, że z czasem coraz bardziej się męczył nie mogąc odpowiedzieć swoim atakiem. Sytuacja zaczęła się robić krytyczna. Nie wiedzieć, czemu przeciwnik naszego bohatera posiadał niespożyte siły i nie było widać, aby w ogóle się męczył. Wreszcie mężczyzna trafił, uderzył Rav’a prosto w brzuch. Saiyan wygiął się w ogromnym bólu. Wspomnienia powróciły…
Rav i oficer Cykada stoczyli walkę, która była szybka i w efekcie wygrana dla naszego bohatera. W kieszeni munduru Saiyan znalazł ukrytą wiadomość o tajnym spotkaniu. Po tym wydarzeniu Rav dotarł do wschodniej bramy miasta i szedł tunelem wprost na pole bitwy. W pewnym momencie wszystko ucichło…
Odcinek 4
„Generator”
- Już wszystko w porządku, dobrze się spisałeś – powiedział z uśmiechem na twarzy Segron.
- Wiedzieliśmy, że jesteś odpowiednim człowiekiem do tego zadania, uratowałeś nas wszystkich. – rzekł szczęśliwy Sifilis.
Rav jak przez mgłę dostrzegał dwie postacie: Segrona i Sifilisa. W pewnym momencie dostrzegł również jak przez drzwi pokoju wchodzi…Cuber. Stary znajomy bohatera. Lecz…nasz Saiyan był teraz w swoim rodzinnym domu na planecie Vegeta. Czuł zapach jedzenia i ciepło domowego ogniska.
- To już koniec? – spytał się niepewnie Rav.
- Tak, przyjacielu. Już wszystko dobrze – powiedział rozradowany Cuber.
Nagle do pokoju wleciał mężczyzna ubrany w płaszcz i ciemne okulary. Jednym szybkim ruchem zabił Cubera, po czym wniknął w ciało Segrona. Sifilis zniknął. Rav usłyszał wyraźnie jedno słowo, które brzmiało jak głośny szept.
- Hologram… - rzekł nieznajomy Saiyanowi głos.
Potem nasz bohater czuł ból pleców oraz słyszał ciche nawoływanie o pomoc. Obraz, który widział, zaczął się rozmazywać…
Gdy Rav otworzył oczy, początkowo nie mógł skojarzyć, w jakim miejscu się znajduje. Wszędzie dookoła widział tylko kamienie, połamane deski i mnóstwo pyłu. Nie dalej niż 5 metrów od niego leżał żołnierz, za którym wcześniej biegł.
- Chy…chyba na górze był jakiś wielki wyb…ekchu…wybuch. – powiedział człowiek dławiąc się własną krwią. Rav ostatkiem sił wyciągnął z kieszeni sensu, które zabrał ze sobą z poprzedniej planety. Łykając je poczuł jak świeże siły ogarniają stopniowo jego ciało. Podniósł się osuwając na bok kamienie i deski, a następnie podszedł do rannego. To, co zobaczył przeraziło go, jednak szybko opanował swoje nerwy. Ujrzał zakrwawionego żołnierza, którego ostry koniec belki dosłownie przebił na pół na wysokości brzucha. „Co robić? Co robić” myślał nerwowo Saiyan. Był jednak i nie mógł patrzeć na cierpienie innych, zatem ostrożnie wyjął belkę z ciała mężczyzny, po czym wziął go na plecy i zaczął nieść w stronę wyjścia z tunelu. Na szczęście niewielka ilość tunelu się zawaliła. Rav biegł ile tylko miał sił w nogach. Po 3 minutowym sprincie, dotarł do wyjścia z długiego korytarza. Pierwszym widokiem Rav były 2 księżyce otaczające planetę Atria oraz miliony gwiazd, które rozświetlały ziemię. Jednakże nasz bohater przypomniał sobie gdzie się znajduje i ujrzał coś, czego z pewnością nie zapomni do końca życia. Wokół panował chaos, krzyk, strach i płacz. Setki kul przecinały powietrze i co chwilę ktoś padał martwy na ziemię. Do Saiyana podbiegł żołnierz.
- Co się mu stało?! – wrzasnął dobrze zbudowany mężczyzna.
- Część tunelu się zawaliła. On już długo nie pociągnie – odkrzyknął mu Rav.
- Co???!!! – ponownie wrzasnął żołnierz, bowiem hałas na polu bitwy był przeogromny. Słychać było potężne eksplozje i świst kul.
- Nieważne! – wrzasnął Rav – Gdzie jest wejście do okopów pod polem bitwy? – spytał się mężczyzny Saiyan.
- Oszalałeś?! Po cholerę chcesz tam isć?! Jeśli Ci naprawdę zależy to… - słowa żołnierza przerwała w jednej sekundzie przypadkowa kula, które dostał prosto w głowę. Padł martwy na ziemię, po której rozlała się niezwykle czerwona krew. Czasu na myślenie nie było. Rav biegł przez okopy, cudem wymijając przelatujące, śmiercionośne pociski, o których mówił Segron. Niosąc rannego towarzysza nie myślał o trudnościach, które go czekają ani o zadaniu. Jedyną myślą było wydostanie się z tego piekła wojny i nienawiści. Saiyana ogarnęło przerażenie. Zacisnął pięści i szedł dalej przeskakując ciała martwych żołnierzy. Nagle obok naszego wylądowała mała kulka wielkości pomarańczy. Nastąpił wybuch…
Przez kilka sekund Rav nie widział nic. Otworzył oczy, które przekazały mu rozmazany obraz tego, co się dzieje wokół niego. Twarz miał brudną od pyłu i piasku. Wszystko widział w zwolnionym tempie, jakby jego mózg nie do końca się pozbierał po wybuchu. Próbował krzyczeć, lecz słyszał tylko stłumione wrzaski rannych ludzi. W jednej chwili pozbierał się do kupy.
- Już niedaleko! Wytrzymaj! – krzyknął Rav do żołnierza, którego niósł na plecach. Po paru minutach biegu dotarł wreszcie do lekko przysypanego wejścia. Tunel, który prowadził wprost do generatora pól siłowych nie był bezpieczną drogą, lecz niestety jedyną. Saiyan położył martwego kompana na ziemi i spojrzał na jego twarz. Oczy miał przymknięte, a z kącików ust płynęła krew. Rav poklepał żołnierza po policzku.
- Hej! Obudź się jesteśmy! – powiedział bohater. Lecz żołnierz nie mógł go usłyszeć. Zginął w drodze do tunelu na plecach dzielnego Saiyana…
W drodze przez kolejny tunel Rav cały czas myślał o martwym żołnierzu. Nie poznał nawet jego imienia… Zdawał sobie sprawę, że to jest tylko jeden z kilkuset tysięcy mu podobnym, lecz to jemu pomagał i za niego wziął odpowiedzialność. Nie mógł jednak zbyt długo nad tym myśleć. W końcu był już blisko celu. Zaledwie parę metrów dzieliło go od wykonania swojego pierwszego zadania. Bohater dotarł do wielkiej sali, w którym stał otoczony polem siłowym generator, na którym znajdowało się 10 przełączników.
- No fajnie… - powiedział na głos Rav – Ale który odłączy pole siłowe armii wroga? Nikt mi nie powiedział… - rzekł zamyślony Saiyan.
- Żaden! – krzyknął znajomy głos. Rav odwrócił się gwałtownie. Z tunelu, którym szedł wolno spacerowała znajoma postać w ciemnym garniturze. To był Sester.
- Przecież Ty nie żyjesz! – powiedział zdenerwowanym głosem Saiyan.
- Hahahaha! Cały czas popełniasz błędy przyjacielu. – rzekł rozbawiony, siwy mężczyzna, który nie czekając na odpowiedź wykonał kilka szybkich zanzokenów w stronę Rav’a. Ten jednak wyczuł ten zamiar i uskoczył szybko do tyłu unikając tym samym ciosów przeciwnika. Sester cały czas napierał zasypując Saiyana gradem ciosów i kopnięć. Rav początkowo z łatwością wymijał wszystkie ciosy. Były jednak one tak szybkie, że z czasem coraz bardziej się męczył nie mogąc odpowiedzieć swoim atakiem. Sytuacja zaczęła się robić krytyczna. Nie wiedzieć, czemu przeciwnik naszego bohatera posiadał niespożyte siły i nie było widać, aby w ogóle się męczył. Wreszcie mężczyzna trafił, uderzył Rav’a prosto w brzuch. Saiyan wygiął się w ogromnym bólu. Wspomnienia powróciły…
Świetnie pisany odcinek, zawierający dużą ilość szczegółów - do tego łatwy do zrozumienia. Zobaczyłem kilka błędów, jeżeli chodzi o styl, bo miesza się czasami, ale pomine je, ze względu na pełną możliwość zrozumienia tekstu. Jeżeli ja będe tak pisać za rok(gdy będe w twoim wieku), to byłoby extra ^^ Narazie jestem tylko "cieniem"(Dae="cień" XD) przy tobie ^^ Naprawde świetnie piszesz
Streszczenie odcinka 4
Rav ocknął się w zawalonym tunelu, razem z rannym żołnierzem, którego niósł na plecach dotarli do wejścia do okopów gdzie ranny kompan zmarł. Rav dotarł do generatora, w którym stoczył krótką walkę z Sesterem…
Odcinek 5
„Być jak Onier”
Klatka się zacieśnia. To już 45 dzień bez jedzenia… I tylko biała plama przed oczami.
- Myśl, myśl…Twój przyjaciel Twoim wrogiem, Twój wróg Twoim przyjacielem – usłyszał jak przez mgłę Rav.
- Król nowej planety… - ostatnie słowa, jakie zdołał usłyszeć Saiyan były głośniejsze i o wiele wyraźniejsze. Bohater nie widział nic, słyszał tylko dźwięki mocnych uderzeń i cichych rozmów… Sny Rav’a były coraz bardziej niepokojące…
Gdy otworzył oczy był w tym samym pomieszczeniu, w którym znajdował się, gdy dziwnym trafem, przybył na planetę. Tym razem jednak nie był sam. Razem z nim w białej klatce znajdowały się dwie, a właściwie 3 osoby. Saiyan przyglądał się teraz dwóm młodym chłopcom, którzy sądząc po ogonach i włosach również byli Saiyanami. Obaj wpatrywali się w róg sali. Rav odwrócił tam wzrok i nagle po plecach przeszedł mu zimny dreszcz przeszywający ciało niczym piorun. Ujrzał całkiem wyschnięte zwłoki ubrane w czerwony strój treningowy. Dojrzeć mógł również resztki ogona wijącego się po ziemi. Ciało leżało twarzą do podłogi, jedna ręka była pod tułowiem.
- C..co to? Kto to?........I kim Wy jesteście? – bardziej wyszeptał niż powiedział lekko przerażony Rav.
- Jak powiesz gdzie jesteśmy to zdradzimy Ci nasze imiona – rzekł nieufnie niższy chłopak.
- To jest…jakby więzienie, prawdopodobnie uda nam się stąd niedługo wyjść. – powiedział zrezygnowany Rav. Młodziutki Saiyan, z którym Rav rozmawiał był od niego niższy, jednak dobrze zbudowany i ostrymi rysami twarzy zdradzającymi determinację i męstwo. Drugi z Saiyan był wysoki, przewyższający znacznie Rav, jednak był szczupły. Ze sposobu patrzenia można było stwierdzić, że nie jest łatwym do pokonania przeciwnikiem.
- Jestem Bobercik… - powiedział najniższy Saiyan – A to jest Kris – wskazał na najwyższego – Nie wiemy jak się tutaj znaleźliśmy. Kim jest ten…trup?
- Nie mam pojęcia – odpowiedział Rav – Lecz możemy się przekonać. Może coś ma w kieszeniach? – zamyślił się bohater. Już miał wstać, lecz Kris bez namysłu podszedł do ciała pochylając się nad nim. W chwili, gdy Kris klęczał, Rav zobaczył na jego plecach dwa lekkie wybrzuszenia… Wysoki Saiyan wygrzebał z ręki martwiaka kartkę, po czym podał ją Bobercikowi. Rav’a ta sprawa zdziwiła.
- Czy Kris to Twój służący, Boberciku? – zagadnął Rav.
- Można tak powiedzieć, chociaż teraz to już bardziej przyjaciel. Służył mi wiele lat, mimo iż na tyle nie wyglądamy – odrzekł z uśmiechem Bobercik, po czym zaczął czytać kartkę papieru. Saiyan wytrzeszczył oczy ze zdumienia…
- Co to jest? Co to? – krzyknął Rav. Bobercik spokojnie podał mu kartkę, po czym wziął głęboki oddech. Nasz bohater przeczytał słowa napisane krwią:
„Tu już 45 dzień bez jedzenia…nie wiem jak tu trafiłem i nie wiem jak wyjdę…gdy tu się znalazłem pomieszczenie było 2 razy większe…nie wiem co się dzieje, lecz czuję, że to koniec. Jeśli ktoś mnie znajdzie proszę, aby spalił moje ciało z należytym szacunkiem.
Podpisano Onier
PS. Odkryłem, że ściany pod wpływem zmasowanego ataku robią się słabsze…słabsze jak ja sam…ile to zła wyrzą____”
W tym miejscu list się urwał. Rav pobladł z samego wrażenia.
- To niemożliwe! Przecież Onier to władca planety Vegeta, którą stworzył na nowo za pomocą Smoczych Kul. Jeśli on się stąd nie wydostał…to marne nasze szanse… - rzekł przerażony Rav.
- Nie znasz naszej siły… - powiedział Kris, po czym porozumiewawczo mrugnął do Bobercika. Obaj ustawili się po przeciwnych stronach pomieszczenia. Przyłożyli ręce do ścian i zaczęli mruczeć w niezrozumiałym języku. Białe jak śnieg ściany zaczęły falować, by za kilkanaście sekund zupełnie zniknąć…
Trójka bohaterów znalazła się w ciemnej alejce w mieście Atrix. Rav spojrzał na dwóch towarzyszy. Wyglądali teraz inaczej. Włosy mieli krótko ścięte, a po ogonach nie było śladu.
- Co to za metamorfoza? Kim dokładnie jesteście? – spytał zdziwiony bohater.
- Nie czas na wyjaśnienia – powiedział ironicznie Bobercik – Jeszcze się spotkamy.
Obaj mężczyźni (którzy teraz wyglądali nieco starzej) unieśli ręce do góry. W dłoniach pojawił się niebieski błysk. Gwałtownie opuścili ręce na dół, po czym zniknęli nie zostawiając po sobie żadnego śladu.
- Hmm…dziwne…chyba będę musiał o tym zakomunikować Segronowi… - rzekł do siebie Rav. Nagle straszliwa myśl przeszyła mu umysł niczym strzała. Bohater zaczął monolog:
- ZARAZ! Dlaczego Segron wysłał mnie do generatora? Musiał wiedzieć, że nic się nim nie da zrobić. I jeszcze ta wiadomość podpisana przez S. Hmmm… - zamyślił się Rav. Spróbował nawiązać kontakt telepatyczny z Segronem. Nic. Następnie spróbował z Sifilisem. Też nic. „Albo się ukrywają albo nie ma ich w moim zasięgu” pomyślał Saiyan. W jednej chwili poczuł znajome KI. „To musi być on!” powiedział w myślach Rav, po czym zaczął lecieć w stronę wyczutej mocy.
Po 10 minutach dotarł wreszcie do wysokiego na 33 piętra budynku. Nie bawiąc się w bieganie po schodach Rav doleciał do okna i, wybijając je, wpadł do środka. Zastał tam Sifilisa, Segrona i…Sestera. W trójkę rozmawiali o czymś, a w momencie, gdy wpadł Rav z przerażeniem wstali z miejsc.
- Przecież siedziałeś zamknięty! – wrzasnął Sester.
- Niedoczekanie Twoje! – odpowiedział Rav.
Sifilis i Sester zaczęli się śmiać, po czym zniknęli. Rav nie mógł już wyczuć KI Sifilisa. Co dziwne nie mógł też wyczuć KI Segrona, który siedział w spokoju obok niego.
- Wiem, że to Ty chcesz zdobyć Atrix, nie wiem tylko jeszcze dlaczego…ale zaraz to z Ciebie wyduszę – krzyknął ze złością Rav, po czym zaatakował Segrona. Pięść jednak przeszła przez ciało Segrona na wylot. Wysoki mężczyzna zamigotał i zaśmiał się szyderczo.
- Haha! Mimo, iż nie masz dowodów ośmielasz się mówić, że to ja jestem tym złym. Powiem Ci, że myślisz dobrze. Przed śmiercią powinieneś usłyszeć te kojące słowa. Jednak nie spodziewałem się, że mnie zaatakujesz. Czy myślisz, że naprawdę jestem taki głupi aby się z Tobą osobiście zmierzyć? Nie jesteś tego godny! Haha! Niemiło było Cię poznać. – powiedział Segron po czym zniknął. Na fotelu, na którym siedział, Rav zauważył małe okrągłe urządzenie. „Hologram. Cholera, jak ja go teraz znajdę” zaklął w duchu Saiyan…
Ciszę w pokoju zmąciło cichutkie pikanie…
Rav ocknął się w zawalonym tunelu, razem z rannym żołnierzem, którego niósł na plecach dotarli do wejścia do okopów gdzie ranny kompan zmarł. Rav dotarł do generatora, w którym stoczył krótką walkę z Sesterem…
Odcinek 5
„Być jak Onier”
Klatka się zacieśnia. To już 45 dzień bez jedzenia… I tylko biała plama przed oczami.
- Myśl, myśl…Twój przyjaciel Twoim wrogiem, Twój wróg Twoim przyjacielem – usłyszał jak przez mgłę Rav.
- Król nowej planety… - ostatnie słowa, jakie zdołał usłyszeć Saiyan były głośniejsze i o wiele wyraźniejsze. Bohater nie widział nic, słyszał tylko dźwięki mocnych uderzeń i cichych rozmów… Sny Rav’a były coraz bardziej niepokojące…
Gdy otworzył oczy był w tym samym pomieszczeniu, w którym znajdował się, gdy dziwnym trafem, przybył na planetę. Tym razem jednak nie był sam. Razem z nim w białej klatce znajdowały się dwie, a właściwie 3 osoby. Saiyan przyglądał się teraz dwóm młodym chłopcom, którzy sądząc po ogonach i włosach również byli Saiyanami. Obaj wpatrywali się w róg sali. Rav odwrócił tam wzrok i nagle po plecach przeszedł mu zimny dreszcz przeszywający ciało niczym piorun. Ujrzał całkiem wyschnięte zwłoki ubrane w czerwony strój treningowy. Dojrzeć mógł również resztki ogona wijącego się po ziemi. Ciało leżało twarzą do podłogi, jedna ręka była pod tułowiem.
- C..co to? Kto to?........I kim Wy jesteście? – bardziej wyszeptał niż powiedział lekko przerażony Rav.
- Jak powiesz gdzie jesteśmy to zdradzimy Ci nasze imiona – rzekł nieufnie niższy chłopak.
- To jest…jakby więzienie, prawdopodobnie uda nam się stąd niedługo wyjść. – powiedział zrezygnowany Rav. Młodziutki Saiyan, z którym Rav rozmawiał był od niego niższy, jednak dobrze zbudowany i ostrymi rysami twarzy zdradzającymi determinację i męstwo. Drugi z Saiyan był wysoki, przewyższający znacznie Rav, jednak był szczupły. Ze sposobu patrzenia można było stwierdzić, że nie jest łatwym do pokonania przeciwnikiem.
- Jestem Bobercik… - powiedział najniższy Saiyan – A to jest Kris – wskazał na najwyższego – Nie wiemy jak się tutaj znaleźliśmy. Kim jest ten…trup?
- Nie mam pojęcia – odpowiedział Rav – Lecz możemy się przekonać. Może coś ma w kieszeniach? – zamyślił się bohater. Już miał wstać, lecz Kris bez namysłu podszedł do ciała pochylając się nad nim. W chwili, gdy Kris klęczał, Rav zobaczył na jego plecach dwa lekkie wybrzuszenia… Wysoki Saiyan wygrzebał z ręki martwiaka kartkę, po czym podał ją Bobercikowi. Rav’a ta sprawa zdziwiła.
- Czy Kris to Twój służący, Boberciku? – zagadnął Rav.
- Można tak powiedzieć, chociaż teraz to już bardziej przyjaciel. Służył mi wiele lat, mimo iż na tyle nie wyglądamy – odrzekł z uśmiechem Bobercik, po czym zaczął czytać kartkę papieru. Saiyan wytrzeszczył oczy ze zdumienia…
- Co to jest? Co to? – krzyknął Rav. Bobercik spokojnie podał mu kartkę, po czym wziął głęboki oddech. Nasz bohater przeczytał słowa napisane krwią:
„Tu już 45 dzień bez jedzenia…nie wiem jak tu trafiłem i nie wiem jak wyjdę…gdy tu się znalazłem pomieszczenie było 2 razy większe…nie wiem co się dzieje, lecz czuję, że to koniec. Jeśli ktoś mnie znajdzie proszę, aby spalił moje ciało z należytym szacunkiem.
Podpisano Onier
PS. Odkryłem, że ściany pod wpływem zmasowanego ataku robią się słabsze…słabsze jak ja sam…ile to zła wyrzą____”
W tym miejscu list się urwał. Rav pobladł z samego wrażenia.
- To niemożliwe! Przecież Onier to władca planety Vegeta, którą stworzył na nowo za pomocą Smoczych Kul. Jeśli on się stąd nie wydostał…to marne nasze szanse… - rzekł przerażony Rav.
- Nie znasz naszej siły… - powiedział Kris, po czym porozumiewawczo mrugnął do Bobercika. Obaj ustawili się po przeciwnych stronach pomieszczenia. Przyłożyli ręce do ścian i zaczęli mruczeć w niezrozumiałym języku. Białe jak śnieg ściany zaczęły falować, by za kilkanaście sekund zupełnie zniknąć…
Trójka bohaterów znalazła się w ciemnej alejce w mieście Atrix. Rav spojrzał na dwóch towarzyszy. Wyglądali teraz inaczej. Włosy mieli krótko ścięte, a po ogonach nie było śladu.
- Co to za metamorfoza? Kim dokładnie jesteście? – spytał zdziwiony bohater.
- Nie czas na wyjaśnienia – powiedział ironicznie Bobercik – Jeszcze się spotkamy.
Obaj mężczyźni (którzy teraz wyglądali nieco starzej) unieśli ręce do góry. W dłoniach pojawił się niebieski błysk. Gwałtownie opuścili ręce na dół, po czym zniknęli nie zostawiając po sobie żadnego śladu.
- Hmm…dziwne…chyba będę musiał o tym zakomunikować Segronowi… - rzekł do siebie Rav. Nagle straszliwa myśl przeszyła mu umysł niczym strzała. Bohater zaczął monolog:
- ZARAZ! Dlaczego Segron wysłał mnie do generatora? Musiał wiedzieć, że nic się nim nie da zrobić. I jeszcze ta wiadomość podpisana przez S. Hmmm… - zamyślił się Rav. Spróbował nawiązać kontakt telepatyczny z Segronem. Nic. Następnie spróbował z Sifilisem. Też nic. „Albo się ukrywają albo nie ma ich w moim zasięgu” pomyślał Saiyan. W jednej chwili poczuł znajome KI. „To musi być on!” powiedział w myślach Rav, po czym zaczął lecieć w stronę wyczutej mocy.
Po 10 minutach dotarł wreszcie do wysokiego na 33 piętra budynku. Nie bawiąc się w bieganie po schodach Rav doleciał do okna i, wybijając je, wpadł do środka. Zastał tam Sifilisa, Segrona i…Sestera. W trójkę rozmawiali o czymś, a w momencie, gdy wpadł Rav z przerażeniem wstali z miejsc.
- Przecież siedziałeś zamknięty! – wrzasnął Sester.
- Niedoczekanie Twoje! – odpowiedział Rav.
Sifilis i Sester zaczęli się śmiać, po czym zniknęli. Rav nie mógł już wyczuć KI Sifilisa. Co dziwne nie mógł też wyczuć KI Segrona, który siedział w spokoju obok niego.
- Wiem, że to Ty chcesz zdobyć Atrix, nie wiem tylko jeszcze dlaczego…ale zaraz to z Ciebie wyduszę – krzyknął ze złością Rav, po czym zaatakował Segrona. Pięść jednak przeszła przez ciało Segrona na wylot. Wysoki mężczyzna zamigotał i zaśmiał się szyderczo.
- Haha! Mimo, iż nie masz dowodów ośmielasz się mówić, że to ja jestem tym złym. Powiem Ci, że myślisz dobrze. Przed śmiercią powinieneś usłyszeć te kojące słowa. Jednak nie spodziewałem się, że mnie zaatakujesz. Czy myślisz, że naprawdę jestem taki głupi aby się z Tobą osobiście zmierzyć? Nie jesteś tego godny! Haha! Niemiło było Cię poznać. – powiedział Segron po czym zniknął. Na fotelu, na którym siedział, Rav zauważył małe okrągłe urządzenie. „Hologram. Cholera, jak ja go teraz znajdę” zaklął w duchu Saiyan…
Ciszę w pokoju zmąciło cichutkie pikanie…







