Względne pojęcie miłości
Moderator: Moderatorzy
- Dragon Fist
- A True Dragon
- Posty: 856
- Rejestracja: czw paź 13, 2005 3:19 pm
- Lokalizacja: Złotów
Względne pojęcie miłości
Miłość - złożone, trudne do zdefiniowania zjawisko, często utożsamiane z uczuciem, które przejawia się w relacji do drugiej osoby (lub obiektu), połączonej z silnym pragnieniem stałego obcowania z nią, czemu może towarzyszyć pociąg fizyczny do osoby będącej obiektem uczucia. Zwykle jest okazywana przez próby uszczęśliwiania kochanej osoby.
Taką definicję miłości podaje Wikipedia. Mimo, że jest to pojęcie, którego nie da się dokładnie określić, uważam tą definicję za całkiem dobrą. Nie będę się wgryzał w jej szczegóły, ponieważ chodzi mi głównie o uczucie, nie zaś jego definicję. Zacznę tak:
W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, w którym się zakochuje. Jest to moment, który wiąże się z wielką radością. Samo uczucie jednak, może pójść w zupełnie różne strony.
Jest miłość niechciana- wtedy, gdy obiekt westchnień nie czuje nic do przykładowego Pana X. Nie jest to duże źródło problemów. O miłości, która nie pociąga za sobą różnorakich doświadczeń i nie pochłania dużej ilości czasu, można stosunkowo łatwo zapomnieć.
Gorszą sprawą jest to, co ma być tu głównym tematem dyskusji- dwa złamane serca.
Co dzieje się z ludźmi, którym nie układa się związek i rozstają się w pełnej bólu agonii? Załóżmy, że Pan X rozstaje się z Panią X, z jej inicjatywy i pragnienia. Wydawać się może, że smutek dotyka tylko Pana X. Jednak czy jest tak na prawdę? Czy tylko on cierpi? Wbrew pozorom, nie jest on jedyną osobą, która pije w takiej sytuacji z dzbanu cierpienia. Początkowo zdołowany Pan X, może się czasem nawet łatwiej obejść ze stratą partnerki, niż osoba, która pozbywa się partnera. Może sobie odpuścić, bo przecież skoro ktoś zostawia, to znaczy że mu nie zależy. Nie warto się więc smucić.
Już po kilku dniach dręczona wyrzutami Pani X uświadamia sobie, że popełniła błąd, że tak na prawdę bardzo kocha swoją utraconą połówkę i nie potrafi bez niej żyć. Co wtedy robi? Na ogół nie potrafi przyznać się do błędu- brnie dalej w kłamstwo, że jest dumna ze swojej decyzji i że jest ona prawidłowa. Jednak ból nie ustaje- z każdym dniem jest coraz większy. Co z nim zrobić? Nie da się upchnąć go w kąt, trzeba jakoś rozwiązać problem. Nie pomoże związek z inną osobą- może on tylko pogorszyć sprawę... Nigdy nie da się wyleczyć z wyrzutów sumienia.
Usłyszałem dziś bardzo trafne stwierdzenie: "Jeśli się kogoś kocha, to trzeba z nim być. Nie ma, że boli!"
Jaki jest jego sens? Chodzi dokładnie o to, że niezależnie od tego, czy występują w związku czasem kłótnie, czy nie, to jeżeli się go zakończyło, a miłość trwa nadal i nie ustaje, znaczy to, że i związek musi trwać dalej.
Nie będę przed nikim ukrywał prawdy- nie da się żyć bez niesłusznie utraconej połówki, lub z popełnionym błędem- w tym przypadku niesłuszną decyzją o rozstaniu.
Około 1,5 miesiąca temu rozstałem się z moją Dziewczyną. Zostawiła mnie, z mojej winy wprawdzie, ale uważam że nie do końca słusznie. Nie wiem, czy przemyślała tą decyzję, ale wiem na pewno, że jest ona dla mojej byłej Dziewczyny powodem wielu zmartwień i ogromnego smutku. Ja kocham Ją do dziś bardzo mocno i trwam w świadomości, że nie mogę żyć bez Niej. Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że Ona również nadal mnie kocha i boi się przyznać samej sobie, że popełniła błąd. Że brnie dalej w konsekwencje swojej nieprzemyślanej decyzji i nie wie, jak się wydostać. Co Wy byście zrobili? Mnie brakuje już pomysłów.
Mam nadzieję, że ten temat zmotywuje Was do wyrażenia swoich uczuć i podzielenia się swoimi doświadczeniami dotyczącymi miłości, przyjaźni i tym podobnych zjawisk, które mogą być czasem bolesne w skutkach.
Taką definicję miłości podaje Wikipedia. Mimo, że jest to pojęcie, którego nie da się dokładnie określić, uważam tą definicję za całkiem dobrą. Nie będę się wgryzał w jej szczegóły, ponieważ chodzi mi głównie o uczucie, nie zaś jego definicję. Zacznę tak:
W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, w którym się zakochuje. Jest to moment, który wiąże się z wielką radością. Samo uczucie jednak, może pójść w zupełnie różne strony.
Jest miłość niechciana- wtedy, gdy obiekt westchnień nie czuje nic do przykładowego Pana X. Nie jest to duże źródło problemów. O miłości, która nie pociąga za sobą różnorakich doświadczeń i nie pochłania dużej ilości czasu, można stosunkowo łatwo zapomnieć.
Gorszą sprawą jest to, co ma być tu głównym tematem dyskusji- dwa złamane serca.
Co dzieje się z ludźmi, którym nie układa się związek i rozstają się w pełnej bólu agonii? Załóżmy, że Pan X rozstaje się z Panią X, z jej inicjatywy i pragnienia. Wydawać się może, że smutek dotyka tylko Pana X. Jednak czy jest tak na prawdę? Czy tylko on cierpi? Wbrew pozorom, nie jest on jedyną osobą, która pije w takiej sytuacji z dzbanu cierpienia. Początkowo zdołowany Pan X, może się czasem nawet łatwiej obejść ze stratą partnerki, niż osoba, która pozbywa się partnera. Może sobie odpuścić, bo przecież skoro ktoś zostawia, to znaczy że mu nie zależy. Nie warto się więc smucić.
Już po kilku dniach dręczona wyrzutami Pani X uświadamia sobie, że popełniła błąd, że tak na prawdę bardzo kocha swoją utraconą połówkę i nie potrafi bez niej żyć. Co wtedy robi? Na ogół nie potrafi przyznać się do błędu- brnie dalej w kłamstwo, że jest dumna ze swojej decyzji i że jest ona prawidłowa. Jednak ból nie ustaje- z każdym dniem jest coraz większy. Co z nim zrobić? Nie da się upchnąć go w kąt, trzeba jakoś rozwiązać problem. Nie pomoże związek z inną osobą- może on tylko pogorszyć sprawę... Nigdy nie da się wyleczyć z wyrzutów sumienia.
Usłyszałem dziś bardzo trafne stwierdzenie: "Jeśli się kogoś kocha, to trzeba z nim być. Nie ma, że boli!"
Jaki jest jego sens? Chodzi dokładnie o to, że niezależnie od tego, czy występują w związku czasem kłótnie, czy nie, to jeżeli się go zakończyło, a miłość trwa nadal i nie ustaje, znaczy to, że i związek musi trwać dalej.
Nie będę przed nikim ukrywał prawdy- nie da się żyć bez niesłusznie utraconej połówki, lub z popełnionym błędem- w tym przypadku niesłuszną decyzją o rozstaniu.
Około 1,5 miesiąca temu rozstałem się z moją Dziewczyną. Zostawiła mnie, z mojej winy wprawdzie, ale uważam że nie do końca słusznie. Nie wiem, czy przemyślała tą decyzję, ale wiem na pewno, że jest ona dla mojej byłej Dziewczyny powodem wielu zmartwień i ogromnego smutku. Ja kocham Ją do dziś bardzo mocno i trwam w świadomości, że nie mogę żyć bez Niej. Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że Ona również nadal mnie kocha i boi się przyznać samej sobie, że popełniła błąd. Że brnie dalej w konsekwencje swojej nieprzemyślanej decyzji i nie wie, jak się wydostać. Co Wy byście zrobili? Mnie brakuje już pomysłów.
Mam nadzieję, że ten temat zmotywuje Was do wyrażenia swoich uczuć i podzielenia się swoimi doświadczeniami dotyczącymi miłości, przyjaźni i tym podobnych zjawisk, które mogą być czasem bolesne w skutkach.
Po pierwsze przyjaźn to zjawisko straszliwie ulotne w ówczesnych czasach - W okresie gdy tani lans i próba ukrycia własnych kompleków, bądź dowartościowania się spycha na dalszy plan rzecz tak względna jak przyjaźń.
Błędem jest was ciągły związek. Jak dla mnie jesteś zbyt uczuciowy i sentymentalny, aby marnować się w związku bez przyszłości. Zostawiała Cię wiele razy, kpiła sobie z Twojego uczucia, lecz ty nie potrafisz zapomnieć. Serce nie sługa, przyjacielu, ale moim zdaniem stagnacja może jeszcze bardziej Cię przybić. Gdyby była dojrzała, by wreszczcie przekazała Ci swoje stanowisko. Powodzenia mogę tylko rzec.
Ja z miłością nie mam żadnych przygód, poprostu wiem, że z takim wygladem i poziomem merytrycznym na nią niezasłguję. Zresztą po co łamać komuś serce i nerwy, a w konsekwencji życie. Smutna refleksja, aczkolwiek oddaje sedno mej opinii.
Wybacz DF, być może jestem dosadny i arogancki, ale moim zdaniem tkwisz w błędzie.Około 1,5 miesiąca temu roztsałem się z moją Dziewczyną. Zostawiła mnie, z mojej winy wprawdzie, ale uważam że nie do końca słusznie. Nie wiem, czy przemyślała tą decyzję, ale wiem na pewno, że jest ona dla mojej byłej Dziewczyny powodem wielu zmartwień i ogromneg smutku. Ja kocham Ją do dziś bardzo mocno i trwam w świadomości, że nie mogę żyć bez Niej. Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że Ona również nadal mnie kocha i boi się przyznać samej sobie, że popełniła błąd. Że brnie dalej w konsekwencje swojej nieprzemyślanej decyzji i nie wie, jak się wydostać. Co Wy byście zrobili? Mnie brakuje już pomysłów.
Błędem jest was ciągły związek. Jak dla mnie jesteś zbyt uczuciowy i sentymentalny, aby marnować się w związku bez przyszłości. Zostawiała Cię wiele razy, kpiła sobie z Twojego uczucia, lecz ty nie potrafisz zapomnieć. Serce nie sługa, przyjacielu, ale moim zdaniem stagnacja może jeszcze bardziej Cię przybić. Gdyby była dojrzała, by wreszczcie przekazała Ci swoje stanowisko. Powodzenia mogę tylko rzec.
Ja z miłością nie mam żadnych przygód, poprostu wiem, że z takim wygladem i poziomem merytrycznym na nią niezasłguję. Zresztą po co łamać komuś serce i nerwy, a w konsekwencji życie. Smutna refleksja, aczkolwiek oddaje sedno mej opinii.
Kris (18-07-2008 22:04)
Ja marzę, aby zobaczyć Pepsona bez koszuli *_*
Kocham Cię Patrycjo :*
Ja marzę, aby zobaczyć Pepsona bez koszuli *_*
Kocham Cię Patrycjo :*
DF, nie przedstawiłeś całej sytuacji. Pokazałeś tylko urywek, samą końcówkę tego jak było, więc nie mogę Ci nic powiedzieć. Zresztą: nigdy nikogo nie kochałem/w nikim nie byłem zakochany, to tutaj też nic powiedzieć nie mogę. Na miłości się nie znam.
Ja (1-09-2008 12:44)
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
kolumb wszedł na twoją starą i myślał że to ameryka
Pepek (1-09-2008 12:46)
A po Twojej doszedl do Indii i Antarktydy
Osobiście takie sprawy odkładam na bok. Zastanów się jeszcze nad tym, czy ta połówka jest ci naprawde potrzebna. Zapewne z nią sie czułeś lepiej. Ale czy lepiej być nie mogło ?. Z tego co wyczytałem to tylko osądy, że ona myśli iż popełniła błąd.
A może to było tylko chwilowe zadurzenie (W okresie dojrzewania bardzo często sie pojawia ;p)i ona zdała sobie z tego sprawe ?, Jeżeli ją nadal kochasz - powiedz jej to , lepiej zrobisz niż mówiąc to nam ....
A może to było tylko chwilowe zadurzenie (W okresie dojrzewania bardzo często sie pojawia ;p)i ona zdała sobie z tego sprawe ?, Jeżeli ją nadal kochasz - powiedz jej to , lepiej zrobisz niż mówiąc to nam ....
Arti pisze:Myślę, że DF nie chciał abyście mu dawali dobre rady, tylko żebyście podyskutowali na temat miłości. Chyba taki był główny cel tego tematu.
zależy jak to rozumieć. Ja powiedziałem co ja bym zrobił gdybym był na jego miejscu(w formie rad ;p)Dragon Fist pisze:Co Wy byście zrobili? Mnie brakuje już pomysłów.
Ja bym się z tym nie zgodził. Znam bardzo dobrze Dragona, ale także znam i jego dziewczynę z którą też mam dobre kontakty, więc mogę się wypowiedzieć. Otóż nie jest tak jak mówi PP. Dziewczyna Dragona (imienia nie użyję) zostawiła go pierwszy raz gdy nie mogła wytrzymać jego niektórych cech. Jednak potem znowu byli razem a DF tych "złych cech" się pozbył. A co do jej dojrzałości. Ona powiedziała co o tym myśli i że "chce być dla Niego bliska, ale nie chce związku". Czy tak można? Nie wiem. A czy dalej kocha DF'a? Nie wiem, ale myślę że raczej tak, jednak sama nie chce się do tego przyznać jak trafnie zauważył Borys.pp3088 pisze:Wybacz DF, być może jestem dosadny i arogancki, ale moim zdaniem tkwisz w błędzie.Około 1,5 miesiąca temu roztsałem się z moją Dziewczyną. Zostawiła mnie, z mojej winy wprawdzie, ale uważam że nie do końca słusznie. Nie wiem, czy przemyślała tą decyzję, ale wiem na pewno, że jest ona dla mojej byłej Dziewczyny powodem wielu zmartwień i ogromneg smutku. Ja kocham Ją do dziś bardzo mocno i trwam w świadomości, że nie mogę żyć bez Niej. Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że Ona również nadal mnie kocha i boi się przyznać samej sobie, że popełniła błąd. Że brnie dalej w konsekwencje swojej nieprzemyślanej decyzji i nie wie, jak się wydostać. Co Wy byście zrobili? Mnie brakuje już pomysłów.
Błędem jest was ciągły związek. Jak dla mnie jesteś zbyt uczuciowy i sentymentalny, aby marnować się w związku bez przyszłości. Zostawiała Cię wiele razy, kpiła sobie z Twojego uczucia, lecz ty nie potrafisz zapomnieć. Serce nie sługa, przyjacielu, ale moim zdaniem stagnacja może jeszcze bardziej Cię przybić. Gdyby była dojrzała, by wreszczcie przekazała Ci swoje stanowisko. Powodzenia mogę tylko rzec.
"...by wreszcie przekazała Ci swoje stanowisko" - oj z tym to było ciężko też u DF'a. Pamiętam gdy najpierw mówił że jej nienawidzi, ale jednak zrozumiał że ją kocha. Czy spróbują jeszcze raz? Nie wiem, ja do tego gorąco namawiam, bo znam oboje i wiem jakimi są wspaniałymi ludźmi.
A co do ogólnego pojęcia "miłość". Nie da siętego opisać. To się czuje i wie. Czy byłem zakochany? Nie wiem, trudno powiedzieć. Czy miłością można nazwać dwumiesięczny związek? Nie wiem, ale chyba nie. Półtorej roku zakochany byłem w jednej dziewczynie. To myślę że była miłość...
A w tym momencie? Czuję coś dużego do jednej dziewczyny, ale nie wypowiem się czy to zakochanie. Narazie sam tego nie wiem.

- Dragon Fist
- A True Dragon
- Posty: 856
- Rejestracja: czw paź 13, 2005 3:19 pm
- Lokalizacja: Złotów
Dokładnie... Chociaż parę dobrych rad też się przyda... Teraz zrozumiałem bardzo wiele rzeczy... Wiem że Jej potrzebuję... Jeszcze wczoraj napisała mi że mnie kocha- czy to prawda, nie wiem... Chciałbym wiedzieć, wtedy byłbym w stanie się ruszyć w którąś stronę.Arti pisze:Myślę, że DF nie chciał abyście mu dawali dobre rady, tylko żebyście podyskutowali na temat miłości. Chyba taki był główny cel tego tematu.
Okolo 3 mld to mezczyzni, w nich nie znajdziesz "tej jedynej" ewentualnie "tego jedynego z ktorym pojdziesz razem na parade". Zostaja 3 mld.
"Ta jedyna" nie musi mowic po polsku, ale zakladam, ze powinna (tak bym wolal): zostaje okolo 20 mln.
Dobrze by bylo, zeby znajdowala sie w przediale wiekowym +/- 3 lata roznicy: zostaja na oko 2 mln.
Tak, jest szansa. Ale to nie od liczb chyba zalezy?
"Ta jedyna" nie musi mowic po polsku, ale zakladam, ze powinna (tak bym wolal): zostaje okolo 20 mln.
Dobrze by bylo, zeby znajdowala sie w przediale wiekowym +/- 3 lata roznicy: zostaja na oko 2 mln.
Tak, jest szansa. Ale to nie od liczb chyba zalezy?

-Jest jakaś miara szczęścia?
-Tak, promile.





