Samobójstwo to kwestia wieloaspektowa i próba zawarcia jej sensu w ciasnych ramach kończy się niepowodzeniem. Jednym z aspektów jest osobowość potencjalnego przyszłego zabójcy. Persona o dużej uczuciowości i wrażliwości serca, melancholijna, ze skłonnościami do introspekcji, może na drodze refleksji dojść do gorzkiej konstatacji, iż ludzka egzystencja wyzuta jest z sensu. A wtedy rodzi się ból istnienia. Człowiek zagłębia się w refleksjach nad własnym istnieniem, jego celem, czyta stronice księgi jaką jest życie. Poczucie bezsensowności egzystencji może potęgowąć ból. Przeważnie rodzi się pamięć za poprzednimi latami, pełnymi ciepła i współczucia, latami dziecięcymi, kiedy wszystko było proste. Wiatr, księżyc, gwiazdy, szelest liści, wywołują tęsknotę za pięknym okresem. Coraz głębsze zanurzanie się w odmętach swej duszy, pozwala na wyciąganie coraz smutniejszych wniosków. Człowiek sobie zdaje sprawę, że nieważne, jaki jest, śmierć jest wobec wszystkich sprawiedliwa i równa. Brak w niej docenienia postaw hedonistycznych czy zachowań altruistycznych, po prostu nadchodzi. Staję się wobec niej obojętny.
Wygląda to trochę jak irracjonalny i abstrakcyjny obraz, czy słuszny moim zdaniem nie, ale z pewnością potrafię zrozumieć takich ludzi. Często sprawy mają drugie dno, które wypłeniają sprawy rodzinne, uczuciowe, czy miłosne. Ludzka dusza targana jest enigmatycznymi odczuciami, przynoszącymi coraz większy ból.
Samobójstwo ma znamiona egoizmu. Objawia się to tym, że samobójca nie zwraca uwagi na uczucia bliskich, po prostu przestają istnieć. Samobójca często nie chce i nie potrafi pojąć jak duża krzywdę wyrządza bliskim, jakie będą konsekwencje jego czynu, a być może nie potrafi tego zrobić. Samobójstwo to nie dramat jednej osoby.
Na pewno nie jest ono sposobem zakończenia sprawy adekwatnym, czyli takim, jakie powinno być. Nie oszukujmy się, gdyż jest ono najłatwiejszym wyjściem. Pogrążeni w melancholii staramy się tylko o ukojenie własnych żalów. Przeważnie jedynym świadomym tego tragizmu jest samobójca.
Widać, że nie stawiasz nigdy siebie w złym świetle podczas refleksji egzystencjonalnych. Uwierz, próbowałem, człowiek czuje nieprzenikniony żal. Upokorzenie. Smutek. Nostalgie. Strach. Nienawiść do siebie. Możesz mi wierzyć albo nie, ale to potrafi przytłoczyć.Boberciku. Zgadzam się z tobą. Chociaż mnie najbardziej ciekawi, czy Ci ludzie myślą w momencie samego czynu. Czy popełniają to z premedytacją czy mają jakąś zaćmę.
I to stanowisko jest mi najbardziej bliskie. Wydarzenie bez precedensu, nie Acer? Wspólna opinia.Acer pisze:A co wtedy kiedy ci ludzie rodziny nie mają? Kiedy nie mają nic? Mają tylko siebie i problemy, z którymi sami sobie nie poradzą. Dla nich to jest, upragniony koniec męki, oni uważają, że w ten sposób skończą nie tyko ze sobą ale i z problemami które niszczą ich życie. To jest ucieczka, tak, ale niektórzy innej drogi nie widzą. Ale ja samobójstwa nie toleruje, ale staram się tych ludzi zrozumieć co chcą lub chcieli umrzeć.
Tak to by była idealna śmierć, tyle, że tak się nie da. Chociaż myślę, że byś wtedy nie zasnął.mysle, ze wiele osob ma dni, kiedy poprostu ma dosc wszystkiego, i ma ochote polozyc sie do lozka i nie obudzic sie juz rano...
Może. Powinien. Musi. Działa tu efekt ochrony własnego tyłka. Efekt grupy. Wystarczy być odrębnym by być odrzuconym. Gardzę takimi ludźmi.Barni pisze:Nikt nie zabroni mi kogoś lubić lub nie. Więc ktoś, kto odtrącił samobójcę nie może czuć się w pełni winny.
Barni-dobra robota(temat).




