Odcinek 61
Bobercik oddalił się, zniknął już z widoku zarówno Dae'mu, jak i Broly'emu. Dae został teraz sam na sam z legendą: Brolym, najpotężniejszym Saiyanem.
"Uda Ci się, musi!" - wmawiał sobie Dae
- No, na co czekasz? - zapytał Broly - A może obleciał Cie strach?
Dae jednak nie zawiódł. Uśmiechnął się pozornie i zaczął ładować. Broly przyglądał się, jak Dae się ładuje, nawet nie zmieniwszy się w SSJ...
- Żenada... To ma być ta wielka moc? - zapytał Broly
Dae nic nie odpowiedział, nie mógł, gdyż skupiał się na transformacji. Nagle na jego ciele pojawiły się rany, miliony małych cięć na skórze, z których zaczęła sączyć się krew. Saiyan krzyknął z bólu.
- AAAAAAAAAAAAAAAA!- krzyczał Dae
Nagle pokryła go biało-niebieska aura, która jaby pulsowała. Wytworzyły się fale, które dolatywały nawet do Brolyego. Legenda doceniła to, o czym mówił Dae. Patrzał teraz na dalszy przebieg przemiany.
Stała się dziwna rzecz: wokół Dae stworzyła się czarna poświata, a po chwili zaczęła wirować do środka wchłaniając wszystko. Nawet Broly z ledwością opierał się czarnej dziurze, a w pewnym momencie zmuszony był do cofania się. Dae jednak wciąż ładował się wrzeszcząc i chociaż zniknął z oczu Brolyego pod zasłoną czarnej płachty wciągającej wszystko kuli, to nie przestawał. Nagle z wnętrza zaczęły wylatywać ogromne wyładowania elektryczne, które niszczyły znajdujące się w pobliżu odłamki skał, tworząc drobinki pyłu. Przypominało to fajerwerki, dosyć efektowne, jakich jeszcze nie wiedział świat. Pojawiła się dziwna, fioletowo-granatowa, która zaczęła krążyć wokół Dae, coraz szybciej, szybciej i szybciej! Wkrótce stworzyła coś w rodzaju czarnej dziury, wciągającej wszystko do środka. Nawet legendarny super saiyan, Broly, miał problemy z utrzymaniem się w miejscu. Energia pobierana z otoczenia przez Dae wciągała wszystko, nawet oddalone o tysiące metrów, o setki kilometrów, planety znalazły się w jej mocy.
Broly był lekko zainteresowany.
- aaaaa - krzyczał dalej Dae, po czym zaczął krzyczeć jeszcze głośniej, jak nigdy wcześniej -a....A...a....A
TO już nie był zwykły krzyk, wszystko w pobliżu Dae zaczęło drgać, jak fale morskie podczas sztormu. Od wnętrza czarnej dziury wylatywały teraz co kilka sekund fale, rozmazując wszystko co jest wewnątrz. Nawet pioruny, wylatujące z wnętrza zaginały swój tor lotu pod wpływem dziwacznych fal.
Dae wisiał w powietrzu, czuł okropny ból, a raczej nie czuł - nic nie czuł. Ten ból był tak okropny, że uniemożliwiał wszystkie ruchy, Dae jednak używał swego jakże wypracowanego w ciągu długich lat nauki, mózgu, który teraz stał nad naprawde ciężkim zadaniem. Za jego pomocą kontrolował teraz całą energie, nie jak to zawsze robił, za pomocą mózgu, ale pośredniczo: przez inne części ciała. W pewnym momencie nieuwagi złamałby sobie prawą ręke w łokciu, jednak nie przerywał transformacji.
Broly zaczął strzelać kulami ki do środka czarnej dziury, nie wiedząc co dzieje się z nimi wewnątrz. Dae widział, jak kule wlatując do czarnej dziury są rozrywane na kawałki i przetwarzane na czystą energie, której tak brdzo potrzebował. Broly, wiedząc, że to był błąd, dać temu śmieciowi się zamienić, zrobił ogromną kule i strzelił w stronę czarnej dziury. Kula wybuchła przed czarną dziurą, powodując wielką eksplozje. Zakłóciła fale transformacyjne, roznosząc je w pył. Broly widział teraz Dae-go, wiszącego w powietrzu. A raczej jego noge, bo reszte wciąż pokrywała aura, która jednak po chwili znikła. Dae stał jak wryty, a jego włosy miały kolor niebieski. Nie ruszał się ani troszeczke, stał w bezruchu. Broly rzucił się na niego i zaczął bić, Dae jednak dalej się nie ruszał, nawet nie odsuwały go ciosy Brolyego, choć były potężne. Broly odleciał dalej, naładował się troche, nie wierząc w to, co widzi i zaczął formować fale. Dae wiedział, że musi coś zrobić, ale wiedział jednocześnie jaka potężna jest moc, którą teraz ma.
- DOSYĆ! - krzyknął Dae wyciągając prawą ręke do przodu
Mimo, że jeszcze nie chciał nic zrobić, to krzycząc wypuścił potężną fale we wszystkich kierunkach, a po wyciągnięciu ręki, wyleciał pocisk, jakby laser, jednak znacznie większych rozmiarów. Broly oberwał i był teraz strasznie porozcinany, "latające zwłoki". Dae zaś przestraszył się mocy jaką miał i skierował ręce w swoją strone. Przeszyły go miliony cieniutkich promieni i natychmiast się odmienił. Zaczął dryfować w kosmosie, bezwładnie, ale uśmiechnięty. Choć raz mógł pomóc, raz, miał nadzieje, że ostatecznie...
Mam nadzieje, że fajne







