[FanFick] Saiyan Power Forces
Moderator: Moderatorzy
W poprzednim odcinku:
Towarzysze znaleźli Saiyana, który siał spustoszenie na jednej z planet. Nie był On wyjątkowo silny, jednak czas mu sprzyjał - w pełni księżyca zaczął zamieniać się w gigantyczną małpe zwaną Oozaru. Bart stracił już większość swojej mocy i prosił przyjaciół, by uciekali, jednak nie pozwolili mu zostać tu samemu.
Rozdział VI - Bloodline limit* Saiyanów
Bitrix z daleka wyglądał na bardzo małego, w końcu dzieliło go od jego przciwników kilkadziesiąt metrów, jednak szybko urusł do ogromnych rozmiarów i zasłonił cały księżyc. Jako już w pełni przemieniony Oozaru zaczął wrzeszczeć i bić się po klacie. Nie umie jeszcze się kontrolować, lepiej dla Nas! - pomyślał Bart i zaczął zastanawiąc się nad planem walki... Za wolno. Promień energii ki wypuszczony z paszczy Oozaru w mgnieniu oka znalazł się przy Bartcie, który tylko z przerażenia patrzał jak się zbliża. Wydawało mu się, że trwa to całą wieczność, a jego serce momentalnie zacząło bić szybciej. Gdy miał zostać już trafiony, to nie wiedząc dlaczego odleciał prawo i po chwili widział promień tylko z boku. To Bobercik wypchnął Barta i przejął na siebie obrażenia. Promień był okropnie silny i napewno zabiłby Barta, który nie mógł się dobrze bronić, po straceniu swej energii. Nawet na Bobercika, który wcześniej nie stracił wiele energii zadziałał bardzo mocno - zmusił go do kompletnego zaniechania działań bitewnych. Bobercik chciał pomóc, ale nie mógł się ruszać. Z trudem oddychał, całe jego ubranie było w strzępach. Czuł się bezsilny i bezwładnie, wraz z podmuchem wiatru padł na ziemie.
Bart patrzał raz to na leżącego przyjaciela, raz to na Bitrixa, który nie mógł się sam kontrolować. nie czuł strachu, czuł nienawiść, złość, gniew...
W międzyczasie Rayman pokazał swoje umiejętności. Ten sam podmuch wiatru, który przewrócił Bobercika wleciał na pole walki między nim, a gigantyczną małpą. Natychmiast jego ciało pokryła lekko widoczna, zielona zbroja. Można było to uzasadnić tym, że wiatr też nie należał do najmocniejszych. Rayman biegł przez niego, gdy małpa spojrzała na niego swymi ślepiami. Próbowała zaatakować go rękami, jednak mały Rayman bezproblemowo unikał ataków, które były odrobine za wolne. Po chwili raczął wysyłać z rąk niewielkie tornada(mniej więcej jego wielkości - ok. 1,5 metra), które jednak po zetknięciu się z Bitrixem rozbijały. Ten atak był stanowczo za słaby - Rayman też szybko się zorientował, ale małpa zdążyła strzelić go swoją łapą, a ten poleciał przebijając się przez gruzy budynków.
Bart obrusił szybko głowe, gdy usłyszał huk wydany przez wbijającego się między gruzy Raymana. Czuł coraz większą złość i już miał ruszać do wali, gdy usłyszał od Bobercika kilka słów
- Zostaw... Go! - powiedział Bobercik
- Ale przecież On Was prawie zabił! Nie moge mu poz... - nie dokończył Bart
- Ray jeszcze tam walczy. Niech zmierzy się z potworem, który nie pozwolił mu normalnie żyć... Niech zrobi to, czego Ja teraz nie moge... - powiedział Bobercik, po czym zaczął rozglądać się na polu bitwy
Z dala było widać podnoszący się gruz, a po chwili stojącego Raymana. Stał On pewnie, jakby planując następny ruch. Nagle wypuścił salwade pociskó w stronę gigantycznej małpy, a ta w strone pocisków wypuściła promień z paszczy. Promień prawie natychmiast porwał wszystkie pociski i leciał dalej... Każdy myślał, że wszystkie, jednak pare pocisków przedostało się obok promienia, jakby wybite z obiegu i trafiły małpe. Ta momentalnie przestała wypuszczać promień, który już prawie sięgał Raymana. Bitrix Oozaru głośno ryknął i zasłonił twarz rękoma - musiał czuć wielki ból na twarzy.
Rayman popełnił jednak błąd, przyglądał się, myśląc, że już po wszystkim. Wtedy to Bitrix odsłonił twarz i wypuścił ogromny promień ki w strone Raymana. "Nie!" - zawrzeszczał Bart wystawiając prawą ręke do przodu. Po chwili Rayman dostał promieniem, który momentalnie eksplodował. Całe pole bitwy pokryła wielka chmura pyłu.
Bart widział wielką małpe w pryzmacie światła księżycowego. Był na nią wściekły i nie mógł już sobie pozwolić na bezczynne stanie. Rzucił się w strone małpy, by ją kompletnie zniszczyć, chociaż wiedział, że ma marne szanse.
- Zaczekaj! - zakrzyczał zza pleców Barta Bobercik. Bart się obrócił
- Na co!?! Aż i Nas zabije!?! - powiedział bart
Bobercik zaczął wstawać. Bart widział jakie to mu sprawia trudności, więc cofnął się i mu pomógł.
- Gra się dopiero rozkręca. Spójrz kto stoi w tej chmurze pyłu! - powiedział Bobercik
Nie mylił się, ktoś faktycznie tam stał, tylko kto? Dopiero po chwili Bart rozpoznał, że to Rayman. Jego ciało pokrywała niebieska zbroja, któa była już naprawde mocno zakrwawiona. Wydawałoby się, że na obkoło Raymana latają pioruny i błyskawice. Po chwili Rayman wypuścił kolejną salwe pocisków - tym razem elektrycznych. Małpa dostała całą salwą i padła na ziemie. Rayman wiedział, że nie może pozwolić sobie na drugi błąd. Bart też, dlatego zostawił Bobercika i poleciał by pomóc w walce Raymanowi.
Rayman szybko biegł do leżącej małpy, a gdy znalazł się tuż przy niej zadał jej potężny kop i uderzył pięścią. Był to naprawde mocny atak, dlatego gigantyczna małpa w wyniku oderzenia odleciała kilka metrów na bok. W międzyczasie Rayman zdążył na swojej dłoni naładować większą niż przedtem kule wystrzeliwane kule i wypuścił ją na małpe. Małpa dostała kulą ki i w wyniku eksplozji wyleciała wysoko w powietrze.
Rayman nic nie widział z pyłu, który został po eksplozji. Niebieska zbroja na nim zaczęła zanikać, a zaraz jej nie było. Usłyszał coś z góry, chociaż nie wiedział co to, obrusił głowe patrząc wysoko w góre. To Oozaru, który spadał z bardzo wielką prędkością na ziemie - w dodatku był już bardzo blisko. Rayman bezradnie patrzał i myślał o tym, jak zostanie zgnieciony. Wtedy zobaczył Barta lecącego w strone małpy, nie dodało mu to jednak nadzieji - w końcu nie miał energii, a do tego małpa była ogromna i ciężka, więc wiedział, że mu nie pomoże.
Bart tak lecąc przypomniał sobie coś... Wrócił do wczesnych czasów dzieciństwa.
- Braciszku, a czemu odciąłeś mi ogon? - Zapytał swoim milutkim głosikiem mały Bart
- To zapobiegnie Twoim transformacjom. Jeśli jeszcze się nie zamieniłeś, to zapeniam, nie radze. Nie miłe uczucie! - odpowiedział Daegurth
- W takim razie, czemu Ty masz mieć ogon? - trafnie zapytał Bart
- Co kolwiek teraz powiem uznasz za niesłuszne, więc lepiej zostawić Cie w niepewności - Powiedział Daegurth - Jednak pamiętaj, zniszcz, odetnij ogon małpie, a małpa straci swoją moc, a może nawet życie...
Bart wrócił już do rzeczywistości i zawrzeszczał: "PAMIĘTAM!!!!" lecąc w strone Oozaru. Rayman nie wiedział co się dzieje i dlaczego Bart zakrzyczał tak głośno "pamiętam".
Po chwili Bart był już prze samej małpie i wypuścił potężny pocisk ki w strone ogona małpy. To jednak nic nie dało, małpa tylko ryknęła głośno, a ogon troche się przytlił. Bart nie miał już siły i stracił całą nadzieje. Powiedział po cichu: "Przepraszam... Ray..."
W tym czasie usłyszał z bardzo daleka głos Bobercika: "Bart! Łap!", a po chwili zobaczył zbliżający się przedmiot. Był to miecz - najwyraźniej i to miasto miało jakąś obrone, bądź rozrywke - teraz jednak był to ich jedyny ratunek. Bart szybko złapał lecący w jego strone miecz i wykonał trzy, bardzo szybkie, jakby profesjonalne cięcia. Pierwsze nadcięło ogon, drugie nadcięło z drugiej strony, a trzecie odcięło go całkowicie. bart powiedział cicho: "Mam nadzieje, że to zadziała... Daegurth...". Po chwili Bart wylądował na ziemi i patrzał jak wielka małpa zaczyna isę przemieniać nie tracąc na dużo na prędkości spadania. Niefortunnie już odmieniony Bitrix wpadł na miecz, który podczas lądowania wypadł Bartowi z rąk.
Wszyscy wojownicy uważali, że było blisko - prawie umarli. Teraz jednak postanowili zostawić Saiyana na samotną śmierć i iść powiadomić mieszkańców planety o jego śmierci, jednak ów Saiyan Bitrix zawołał Ich.
- Hej! Chodźcie tu na chwile... - Powiedział Bitrix
- Tak, jasne, jeszcze Cie może opatrzymy? - Powiedział Bobercik
- A może chce byśmy go zabili szybko? - Zapytał Rawyman
Bart przysłuchiwał się nie podchodząc bliżej, zresztą tak jak jego towarzysze podróży.
- Ten... Dae.. Daegurth - Powiedział Bitrix
Bart wiedział od dawna, że Bitrix słyszał coś o jego bracie, a może nawet go spotkał. Nie dziwne więc dla niego było to, że podszedł pod umierającego Saiyana. Dziwiło to jednak Bobercika i Raymana, którzy nie wiedzieli o co chodzi Bartowi - w końcu też był Saiyanem i uważali, że chce zrobić coś głupiego.
- Nie idź tam! - Powiedział Rayman
- Nie pomagaj mu! - powiedział Bobercik
- A kto mówi, że to Ja pomoge jemu? - zapytał idąc Bart - Więć, co chciałeś Mi powiedzieć?
- Byliście bardzo dobry,mi przeciwnikami, dlatego moge Wam... Powiedzieć... - Powiedział Bitrix
- Powiedzieć co? - zapytał Bart
- Spotkałem Twojego brata, jak mu tam, Daegurtha raz w życu. Ocalił mi życie i za to chciałem Wam pozwolić odejść z tej planety przed naszą walką<ksztusi się wypluwając krew> Naprawde zawdzięczam życie Twojemu bratu, a Ty mi je odebrałeś... - Powiedział Bitrix
- Cóż za ironia! - powiedział z tyłu Bobercik
- Heh XD - zaśmiał się Rayman
- Jedno mnie wciąż dziwi - powiedział Bart - Jak pierwszy raz się zapytałem o brata, to chwyciłeś się za szyje. Dlaczego?
- Twój brat ocalił Mi życie... A zaraz potemkazał uciec. Nie chciałem, chciałem zostać z nim, a On chwycił mnie za szyje tak mocno, jak jeszcze nikt i rzucił daleko. Zatrzymałem się dopiero na skale 200 metrów dalej... - Powiedział Bitrix
- Wiesz może gdzie jest!?! - zadał najważniejsze pytanie Bart
- Zanim powiem, to coś wyjaśnie. To nie ja zabiłem<ksztusi się> rese tego małego, jak Wy tam go zwiecie, Ray-a? Rasy podobnej do tamtego też nie pamiętam... To musiał być ktoś inny - powiedział Bitrix
Bobercik i Rayman byli zdziwieni. Myśleli, że wreszcie pomścili swoje rodziny, jednak nagle okazało się, że to nie był zabójca ich rodzin.
- W takim razie kto!?! - zapytał Bobercik
- Właśnie! - potwierdził Rayman
- Nie wiem - odpowiedział Bitrix
- Odpowiedz na Moje pytanie, gdzie widziałeś Daegurth'a? - zapytał Bart
- Spotkałem się z nim... - jego wypowieć przerwał wielki krzyk i grymas bólu na twarzy. Najwyraźniej miał za chwile umrzeć - Planeta... Ge... Get...
Nie dokończając umarł, choć chciał przed śmiercią przekazać Im jak najwięcej informacji. Tak naprawde nie chciał dla nich źle, a nawet jeśli by z nimi wygrał w walce, to zostawiłby ich przy życiu. Oni jednak o tym nie wiedzieli... Skąd mogiby wiedzieć...
Bart, Rayman i Bobecik powoli, nieudolnie szli do jakiegoś schronienia. Jednak przedtem wyprawili grób Bitrixowi - mimo wszystko nie był aż taki zły. Zaraz po tym jak wypoczeli przekazali mieszkańcom planety, Rewanom, że nie amn już złego Saiyana, który ich gnębił. Na cześć bohaterów została wyprawiona huczna uczta i zaczęto prace nad odbudową miasta. Nie było jednak wielu rąk do pracy - większość mieszkańców umarła, więc Bart, Bobercik a potem i Rayman postanowili pomóc przy odbudowie miasta. Tak więc po kilku dniach, gdy wiedzieli, że sami mieszkańcy dadzą sobie rade, opóścili planete.
Mieli przynajmniej jedną wskazówke, planeta zaczynająca się na "Get". Jednak takich planet jest naprawde wiele. Wybrali jednak jedną, której nazwa była dziwna: "Getria" i zzaczęli zmierzać w jej strone, licząc na to, że to planeta, o której mówił Bitrix...
Bloodline limit* - Jest to dziedziczona cecha, specjalne właściwości należące tylko do danej rasy, rodu lub grupy osób. Ich obecność zależy od krwi ofiary - jest przekazywana z pokolenia na pokolenie
[UPDATE][17.06.2006r. - 08:10 AM]
OMG, tak szybko pisze odcinki, że to już triple post jest XD Zaraz po napisaniu tego posta połącze go z poprzednim.
W poprzednim odcinku:
Towarzyszom udało się pokonać złego Saiyana, ale czy był On naprawde taki zły? Przed śmiercią wyjawił kilka ważnych informacji, lecz umarł podczas przekazywania najważniejszej. Czy uda się wojownikom wykorzystać otrzymane wskazówki do znalezienia Daegurth'a?
Rozdział VII - Cel podróży!
Bobercik już lecąc myślał o wyznaczonej planecie. Jak dotąd zawsze mieli takiego pecha, że choćby najmniejsze informacje znajdowali w najodleglejszych zakątkach świata, a teraz na "chybił trafił" wybrali planete, licząc na szczęście.
Jeszcze nigdy nie byli tak blisko celu - nareszcie znaleźli kogoś, kto wiedział gdzie jest... A może gdzie był brat Bart'a.
Wojownicy leczyli się jeszcze z ran, które otrzymali w ostatniej bitwie. Bartowi dopiero teraz wydało się jasne - tamten Saiyan, Bitrix, sam ich nie zaatakował. To Oni zaatakowali jego, a On w formie Oozaru nie mógł się kontrolować - wychodzi więc na to, że Oni byli tak naprawde tymi złymi. Mógł zadawać Bitrixowi więcej pytań, teraz żałował.
W drodze do planety Getria napotkali mały deszcz meteorytów, który jednak udało im się bezproblemowo minąć. Z oddali widzieli już w miare zieloną planete - była to duża zmiana - wcześniej prawie zawsze widzieli piaszczyste, lub kamienne planety. Ta, widać już z daleka, taka nie jest.
Wojownicy zbliżając się do twardego gruntu podziwiali już flore okolicy. Nie było to nic nadzwyczajnego: niskie krzaczki, drzewka i troche trawy, ale nie spotykali nawet takich rzeczy na innych planetach.
Zbliżając się coraz bardziej statek Bobercika zaczął odbierać jakieś sygnały, Bobercik wyregulował radioodbiornik i usłyszał:
- Tutaj wieża kontrolna planety Getria - usłyszęli z aparatury
- Halo wieża, czy mamy zezwolenie na lądowanie? - zapytał Bobercik do mikrofonu
- Podać powód przybycia - powiedział ktoś z wieży kontrolnej
- Jesteśmy turystami, hciceliśmy zwiedzić Getrię - powiedział Bobercik
- Zezwalam na lądowanie, wysyłamy współrzędne Naszego lotniska. Życze udanego lądowania! - Powiedział ktoś z wieży kontrolnej
- Dobrze, dziękuje, włączam auto-pilota. Zostańmy w kontakcie - powiedział Bobercik, po czym obrócił się do przyjaciół - No, poszło głatko!
Przyjaciele tylko się uśmiechnęli. Po chwili widać było niewielkie lotnisko, wokół którego latało kilka samolotów. Dalej widać było miasto z dosyć wielkimi budynkami.
Gdy maszyna Bobercika znalazła się nad wyznaczonym pasem do lądowania, zaczęła się sekwencja lądowania, a po chwili statek leżał już na twardym gruncie. Tuż po tym, jak wyszli ze statku zobaczyli komitet powitalny.
- Witamy na planecie Getria! - powiedział stojący najbliżej osobnik. Musiał być to ktoś wysoki rangą, bo nosił dosyć długie, ozdobne szaty - Nazywam się Figel i jestem tutajszym konsulem do spraw międzyplanetarnych.
- Bardzo Nam miło - odpowiedzieli równo Bart, Bobercik i Rayman
- Mnie również. Nie mamy często tu gości, dlatego przeszedłem do Was osobiście. Mam nadzieje, że Wasze zamiary są naprawde pozytywne. Zostaniecie teraz odesłani do miasta, gdzie przydziele Wam kwatery - powiedział konsul Figel
- Dziękujemy - powiedział Bart - Spotkamy się jeszcze?
- Naturalnie! Tuż po tym jak się zakwaterujecie i zjecie coś, o ile potrzebujecie czegoś do jedzenia, to oprowadze Was osobiście po mieście, chyba, że chcecie się rozejrzeć sami - powiedział konsul
- Raczej skorzystamy z pańskiej pomocy. Nie znamy obowiązujących tu zasad, a nie chcemy niczego zepsuć - powiedział Bobercik
- Mam nadzieje, że Wam się spodoba. Narazie jednak musze Was opóścić. Do zobaczenia - powiedział konsul Figel
- Do zobaczenia - odpowiedział Bart, Bobercik i Rayman
- Fajny koleś! - powiedział Rayman
- Racja! Tak jeszcze nie zostaliśmy przyjęci na żadną planete! - powiedział Bobercik
I to mnie właśnie martwi - pomyślał Bart - może to jakiś podstęp. To za piękne, żeby było prawdziwe. Ale lepiej, żebyśmy narazie się radowali...
Zgodnie z tym, co powiedział konsul, towarzysze zostali przetransportowani do miasta specjalnym pojazdem, gdzie natychmiast przydzielono im zakwaterowanie w jednym z domków. Wszedli więc do środka domku i ich oczom ukazały się naprawde pięknie wystrojone pokoje. Odrazu wybrali sobie po jednym i nawet zostały dwa wolne. Podczas, gdy sprawdzali swoje pokoje, usłyszeli coś z salonu. To był przekaz video ze specjalnego transmitera. Ich oczom ukazał się konsul Figel.
- Witam, mam nadzieje, że nie przeszkadzam? - powiedział konsul Figel
- Oczywiście, że nie - powiedział Bart
- Dobrze. Prosze więc Was, byście założyli specjalne uniformy, które macie w swoich szafach. Nie wzbudzicie w nich zbyt wielkiego zainteresowania na ulicy - powiedział konsul
Bobercik odrazu poszedł sprawdzić co to za uniformy, a zaraz po nim Rayman i Bart. Były to 2-częściowe uniformy podobne do marynarki, ale ze znacznie lżejszego materiału - do tego nie były takie "sztywne". Założyli je bez problemu. Uznali nawet, że są wygodne. Po chwili wrócili do salonu.
- Dobrze, coś jeszcze? - zapytał Bobercik
- Więc, kiedy chcecie zwiedzać Naszą planete, od zaraz? - zapytał konsul
Bart się dobrze zastanowił zanim podał odpowiedź, ale uznał, że jedli nie dawno - na statku, więc nie potrzebują nic jeść, a nie mieli innego powodu by stać w miejscu, bo zmęczeni nie byli - odpoczęli już dość na statku.
- Jeśli to nie sprawi panu kłopotu, to... - powiedział Bart
- Prosze mi mówić na Ty, jak już mówiłem nazywam się Figel, a Wy... - powiedział Figel
- Ja jestem Bart. Ten po Mojej prawej to Bobercik, a ten malutki po lewej to Rayman - powiedział Bart
- Hej! Tylko nie malutki! - krzyknął cicho Rayman
- Miło Mi Was poznać. W takim razie zaraz po Was przyjade - powiedział konsul.
Cała trójka zastanawiała się, co ich czeka na zewnątrz. Do teraz nie mieli czasu, by się dokładniej rozejrzeć. Bart wciąż czekał na dobry moment, by zapytać o brata.
Nie musieli długo czekać, w kilka minut konsul Figel przybył pod ich dom, a Oni wyszli by się z nim spotkać. Poprosił, by wsiedli do jego samochodu i wyruszyli na zwiedzanie.
- Nasza planeta, Getria, jest małą planetą handlową, jednak nie otrzymujemy od dawna kontaku z wieloma pobliskimi planetami, więc sami zaczęliśmy dbać o siebie. Po wykryciu niewielkiego statku, czyli Was, pozwoliłem sobie na wpuszczenie Was na Naszą planete, zachowując środki bezpieczeństwa. Teraz moge zacząć opowiadać o Naszej planecie dokładniej. Chcecie, bym o Niej opowiedział, czy macie jakieś konkretne pytania? - zapytał konsul
Bobercik i Rayman spojrzeli na Barta, który lekko kiwnął głową na nie. Uważał, że to jeszcze nieodpowiedni moment, aby pytać o brata.
- Prosimy, byś opowiedział o planecie - powiedział Bobercik
- Dobrze. Historia planety Getria jest bardzo długa, jednak kilkadziesiąt lat temu dopiero staliśmy się znaczącą się planetą, gdy dużo cywilizacji zamieszkało na tej planecie. Wtedy też na planecie zostały wprowadzone rządy demokratyczne. Getrianie w większości są dobrymi, pracowitymi i spokojnymi obywatelami, jednak zdarzają się wyjątki. Tak więc kilkanaście lat temu odbyła się fala morderstw i buntów przeciw wszystkiemu, jednak udało się opanować sytuacje. Ok. 8 lat temu Getrianie musieli zmierzyć się z wielkim meteorytem, który zbliżał się w kierunku planety, za pomocą znajdujących się na planecie urządzeń udało się zniszczyć meteoryt. Kilka lat temu, dokładnie trzy zostałem wybrany na konsula i oto jestem tu z Wami. To chyba jest wystarczająca wersja historii Naszej planety. - powiedział Figel - O, właśnie dojeżdżamy na miejsce.
Za oknem pojawia się jakaś wielka willa lub coś podobnego. Turyści na tej planecie, tj. Bart, Bobercik i Rayman byli zaskoczeni nie tylko jej wielkością, ale też pięknem. Napewno ktoś musiał nad nią strasznie długo pracować.
- To jest budynek do narad w sprawach społecznych, w skrócie BNSS. Oprócz obrad i narad do spraw społecznych prowadzone są tam różnego rodzaju głosowania. Ten budynek pełni też inne funkcje, których jednak ze względu na stan ich ważności nie moge podać. - wyjaśnił konsul Figel - A teraz, o czym wolicie usłyszeć najpierw? O bohaterach i herosach planety, sile militarnej, sile gospodarczej, edukacji?
- O bohaterach! - powiedział głośno Rayman
- Godny wysłuchania temat! - powiedział Bobercik
-Dobrze więc. Pierwszym w historii planety bohaterem jest Echlion, który 80 lat temu zjednoczył wszystkie narody żyjące na tej planecie. Wraz ze swym oddziałem zabił też zamieszkujące planete monstra. Osiem lat później głośno było o Tridenie, architekcie, który wymyślił styl budowy prezentowany dziś na naszej planecie. 45 lat temu generał wojsk, Uden Fither, wymyślił skuteczny sposób obrony planety nie tylko przed najeźdźcami, ale też meteorytami. Był to też okres rozwoju medycyny, gdzie dr Hitz Gretzer udoskonalił medycyne i stała się ona dziedziną powszechną. Później przez wiele lat nie działo się nic nadzwyczajnego. 13 lat temu na planecie odbyła się fala morderstw, jednak kapitan straży Bedih Pidef, wraz ze swoimi podwładnymi opanował sytuacje. 8 lat temu na planete leciał ogromny meteoryt. Obecne systemy obronne nie mogły sobie poradzić ze zlikwidowaniem go, dlatego inżynier Kize Otheru, za pomocą prostych urządzeń sprowadzonych podczas wielu lat pokoju, ulepszył maszyny służące do obrony. Ostatnie wydarzenie, które ukazało nowego bohatera mogłem już widzieć na własne oczy. Było to rok temu, gdy na planete przyleciał dziwny młodzieniec. Po niedługim czasie na planete zawitał też tyran Rethir ze swoją armią, jednak młodzieniec pokonał całą armie i Rethira. Nazywał się Daegurth. - powiedział konsul
- Daegurth!?! - Zawołali Bobercik i Rayman, najbardziej jednak zdziwiony był Bart
- Znaliście go? - zapytał Figel
- Ja? Nie, Ray też, ale Bart go znał - powiedział Bobercik - A nawet więcej! Jest jego bratem!
Teraz konsul się bardzo zdziwił. W pierwszej chwili czuł się zaszczycony móc poznać brata wielkiego bohatera tej planety.
- Więc, gdzie On jest!?! - przełamał wreszcie zdziwienie Bart
- Jak to, nie wiesz? - Zapytał Konsul
To pytanie wprowadziło niepewny nastrój do rozmowy
- W takim razie pokaże Ci osobiście - powiedział Figel, po czym kazał kierowcy jechać w jakieś "Getrih".
Nie jechali tam długo. Wkrótce wysiedli z pojazdu i zobaczyli polanke z wielkimi białymi słupami, a gdzie niegdzie pomniki.
- Co to jest "Getrih"? - zapytał Rayman
- To "Miejsce Zasłużonych" - odpowiedział konsul
- "Miejsce zasłużonych"? Czy to jakiś lepszy dom? - zapytał Rayman
- Ray, to nie dom. To cmentarz... - odpowiedział Bobercik po cichu
Na środku stał gigantyczny pomnik. Bart odrazu rozpoznał na nim brata. Na nagrobku było napisane: "R. I. P. Daegurth - chłopiec, który ocalił całą planete, poświęcając własne życie...", jednak dla Barta to nie wystarczyło.
- Jak umarł? Podobno byłeś światkiem tych wydarzeń? - zapytał Bart
- Tak, byłem. Gdy tyran, Rethir, wysłał swoją armie sam został na statku, który latał wokół planety. Twój brat widąc nadlatujące kapsuły z armią stanął pewnie na gruncie, ustawił jakoś dziwnie ręce i powiedział coś w niezrozumiałym dla Mnie języku. Po chwili wokół niego pojawiły się jakby cztery jego klony i wszystkie robiły to samo - zrobiły jakąś dziwną świecącą kule na jednej ręce, a drugą zaczęły machać nad tą kulą, jakby ją napędzając. Po chwili wszystkie pięć kul kręciło się z niewiarygodną prędkością. Rethir zobaczył zagrożenie, nie był głupi, wysłał kilka salw najmocniejszych rakiet jakie miał inną drogą niż leciała armia. Po chwili Twój brat i jego klony wystrzeliły kule, jednak nie wszyscy. 2 klony wciąż miały kule, ale nie wiem po co. Wystrzelone kule lecąc utworzyły potężne tornado, a po dotknięciu statków z nadlatującą armią tyrana natychmiast je niszczyły i leciały dalej, jakby te statki nie sprawiały im żadnego oporu. Te kule zatrzymały się dopiero na głównym statku tyrana, gdzie wbiły się głęboko do środka i eksplodowały niszcząt cały statek. rakiety zaś wysłane w strone Twojego brata eksplodowały po zderzeniu się z nim. To wyglądało, jakby jeszcze dwa pozostałe klony wystrzeliły dziwne kule, ale i tak nie przeżył ekslozji. Jedyne co zostało w kraterze po eksplozji, to te szczępy ubrania, leżące obecnie na nagrobku. To wszystko co się tam wydarzyło. Ciała nie znaleziono, ale nie dziwie się, bo te rakiety były w stanie w takie ilości zniszczyć planete, co dopiero jedną osobe... - dokładnie opowiedział konsul - To wszystko. Po tym wydarzeniu wybudowaliśmy Mu pomnik. Znaleźliśmy też w kraterze jakieś szczępy kartki, na których pisało: "Nie lubie sławy...". Leżą one w szkatułce obok pomnika.
Po tym jak konsul dowiedział się o bracie wielkiego bohatera Getrii, zaprowadził Barta i jego przyjaciół w inne miejsca. Bart jednak był nie obecny, jakby był w innym świecie, reagował na polecenia, ale nie słuchał wogóle. Brat, którego szukał okazał się bohaterem... Ale martwym bohaterem. On wolał go gdy żył, a nie był nikim ważnym. Teraz jego wyprawa straciła sens...
Jednak w krótkim czasie uświadomił sobie, że ma inne rzezy do zrobienia. Ma świetną drużyne, która zawsze mu pomagała - teraz kolej na niego. Musi pmóc im szukać Saiyana, który zniszczył ich planety, a może kiedyś pomścić i swoją rase.
Bart odzyskał trzeźwość umysłu dużo później, gdy robiło się już ciemniej i chłodniej. Wtedy to konsul prowadził ich do jakiegoś znajomego.
- Kim jest Twój znajomy? - Zapytał Rayman
- Ja słabo go znam, ale Daegurth podobno się z nim znał - odpowiedział Figel
- W takim razie prowadź - powiedział Bart
Na twarzy konsula pojawił się uśmiech - wreszcie od długiego czasu Bart się odezwał.
Może opowie Mi coś więcej o życu brata - pomyślał Bart - ten znajomy konsula...
Towarzysze znaleźli Saiyana, który siał spustoszenie na jednej z planet. Nie był On wyjątkowo silny, jednak czas mu sprzyjał - w pełni księżyca zaczął zamieniać się w gigantyczną małpe zwaną Oozaru. Bart stracił już większość swojej mocy i prosił przyjaciół, by uciekali, jednak nie pozwolili mu zostać tu samemu.
Rozdział VI - Bloodline limit* Saiyanów
Bitrix z daleka wyglądał na bardzo małego, w końcu dzieliło go od jego przciwników kilkadziesiąt metrów, jednak szybko urusł do ogromnych rozmiarów i zasłonił cały księżyc. Jako już w pełni przemieniony Oozaru zaczął wrzeszczeć i bić się po klacie. Nie umie jeszcze się kontrolować, lepiej dla Nas! - pomyślał Bart i zaczął zastanawiąc się nad planem walki... Za wolno. Promień energii ki wypuszczony z paszczy Oozaru w mgnieniu oka znalazł się przy Bartcie, który tylko z przerażenia patrzał jak się zbliża. Wydawało mu się, że trwa to całą wieczność, a jego serce momentalnie zacząło bić szybciej. Gdy miał zostać już trafiony, to nie wiedząc dlaczego odleciał prawo i po chwili widział promień tylko z boku. To Bobercik wypchnął Barta i przejął na siebie obrażenia. Promień był okropnie silny i napewno zabiłby Barta, który nie mógł się dobrze bronić, po straceniu swej energii. Nawet na Bobercika, który wcześniej nie stracił wiele energii zadziałał bardzo mocno - zmusił go do kompletnego zaniechania działań bitewnych. Bobercik chciał pomóc, ale nie mógł się ruszać. Z trudem oddychał, całe jego ubranie było w strzępach. Czuł się bezsilny i bezwładnie, wraz z podmuchem wiatru padł na ziemie.
Bart patrzał raz to na leżącego przyjaciela, raz to na Bitrixa, który nie mógł się sam kontrolować. nie czuł strachu, czuł nienawiść, złość, gniew...
W międzyczasie Rayman pokazał swoje umiejętności. Ten sam podmuch wiatru, który przewrócił Bobercika wleciał na pole walki między nim, a gigantyczną małpą. Natychmiast jego ciało pokryła lekko widoczna, zielona zbroja. Można było to uzasadnić tym, że wiatr też nie należał do najmocniejszych. Rayman biegł przez niego, gdy małpa spojrzała na niego swymi ślepiami. Próbowała zaatakować go rękami, jednak mały Rayman bezproblemowo unikał ataków, które były odrobine za wolne. Po chwili raczął wysyłać z rąk niewielkie tornada(mniej więcej jego wielkości - ok. 1,5 metra), które jednak po zetknięciu się z Bitrixem rozbijały. Ten atak był stanowczo za słaby - Rayman też szybko się zorientował, ale małpa zdążyła strzelić go swoją łapą, a ten poleciał przebijając się przez gruzy budynków.
Bart obrusił szybko głowe, gdy usłyszał huk wydany przez wbijającego się między gruzy Raymana. Czuł coraz większą złość i już miał ruszać do wali, gdy usłyszał od Bobercika kilka słów
- Zostaw... Go! - powiedział Bobercik
- Ale przecież On Was prawie zabił! Nie moge mu poz... - nie dokończył Bart
- Ray jeszcze tam walczy. Niech zmierzy się z potworem, który nie pozwolił mu normalnie żyć... Niech zrobi to, czego Ja teraz nie moge... - powiedział Bobercik, po czym zaczął rozglądać się na polu bitwy
Z dala było widać podnoszący się gruz, a po chwili stojącego Raymana. Stał On pewnie, jakby planując następny ruch. Nagle wypuścił salwade pociskó w stronę gigantycznej małpy, a ta w strone pocisków wypuściła promień z paszczy. Promień prawie natychmiast porwał wszystkie pociski i leciał dalej... Każdy myślał, że wszystkie, jednak pare pocisków przedostało się obok promienia, jakby wybite z obiegu i trafiły małpe. Ta momentalnie przestała wypuszczać promień, który już prawie sięgał Raymana. Bitrix Oozaru głośno ryknął i zasłonił twarz rękoma - musiał czuć wielki ból na twarzy.
Rayman popełnił jednak błąd, przyglądał się, myśląc, że już po wszystkim. Wtedy to Bitrix odsłonił twarz i wypuścił ogromny promień ki w strone Raymana. "Nie!" - zawrzeszczał Bart wystawiając prawą ręke do przodu. Po chwili Rayman dostał promieniem, który momentalnie eksplodował. Całe pole bitwy pokryła wielka chmura pyłu.
Bart widział wielką małpe w pryzmacie światła księżycowego. Był na nią wściekły i nie mógł już sobie pozwolić na bezczynne stanie. Rzucił się w strone małpy, by ją kompletnie zniszczyć, chociaż wiedział, że ma marne szanse.
- Zaczekaj! - zakrzyczał zza pleców Barta Bobercik. Bart się obrócił
- Na co!?! Aż i Nas zabije!?! - powiedział bart
Bobercik zaczął wstawać. Bart widział jakie to mu sprawia trudności, więc cofnął się i mu pomógł.
- Gra się dopiero rozkręca. Spójrz kto stoi w tej chmurze pyłu! - powiedział Bobercik
Nie mylił się, ktoś faktycznie tam stał, tylko kto? Dopiero po chwili Bart rozpoznał, że to Rayman. Jego ciało pokrywała niebieska zbroja, któa była już naprawde mocno zakrwawiona. Wydawałoby się, że na obkoło Raymana latają pioruny i błyskawice. Po chwili Rayman wypuścił kolejną salwe pocisków - tym razem elektrycznych. Małpa dostała całą salwą i padła na ziemie. Rayman wiedział, że nie może pozwolić sobie na drugi błąd. Bart też, dlatego zostawił Bobercika i poleciał by pomóc w walce Raymanowi.
Rayman szybko biegł do leżącej małpy, a gdy znalazł się tuż przy niej zadał jej potężny kop i uderzył pięścią. Był to naprawde mocny atak, dlatego gigantyczna małpa w wyniku oderzenia odleciała kilka metrów na bok. W międzyczasie Rayman zdążył na swojej dłoni naładować większą niż przedtem kule wystrzeliwane kule i wypuścił ją na małpe. Małpa dostała kulą ki i w wyniku eksplozji wyleciała wysoko w powietrze.
Rayman nic nie widział z pyłu, który został po eksplozji. Niebieska zbroja na nim zaczęła zanikać, a zaraz jej nie było. Usłyszał coś z góry, chociaż nie wiedział co to, obrusił głowe patrząc wysoko w góre. To Oozaru, który spadał z bardzo wielką prędkością na ziemie - w dodatku był już bardzo blisko. Rayman bezradnie patrzał i myślał o tym, jak zostanie zgnieciony. Wtedy zobaczył Barta lecącego w strone małpy, nie dodało mu to jednak nadzieji - w końcu nie miał energii, a do tego małpa była ogromna i ciężka, więc wiedział, że mu nie pomoże.
Bart tak lecąc przypomniał sobie coś... Wrócił do wczesnych czasów dzieciństwa.
- Braciszku, a czemu odciąłeś mi ogon? - Zapytał swoim milutkim głosikiem mały Bart
- To zapobiegnie Twoim transformacjom. Jeśli jeszcze się nie zamieniłeś, to zapeniam, nie radze. Nie miłe uczucie! - odpowiedział Daegurth
- W takim razie, czemu Ty masz mieć ogon? - trafnie zapytał Bart
- Co kolwiek teraz powiem uznasz za niesłuszne, więc lepiej zostawić Cie w niepewności - Powiedział Daegurth - Jednak pamiętaj, zniszcz, odetnij ogon małpie, a małpa straci swoją moc, a może nawet życie...
Bart wrócił już do rzeczywistości i zawrzeszczał: "PAMIĘTAM!!!!" lecąc w strone Oozaru. Rayman nie wiedział co się dzieje i dlaczego Bart zakrzyczał tak głośno "pamiętam".
Po chwili Bart był już prze samej małpie i wypuścił potężny pocisk ki w strone ogona małpy. To jednak nic nie dało, małpa tylko ryknęła głośno, a ogon troche się przytlił. Bart nie miał już siły i stracił całą nadzieje. Powiedział po cichu: "Przepraszam... Ray..."
W tym czasie usłyszał z bardzo daleka głos Bobercika: "Bart! Łap!", a po chwili zobaczył zbliżający się przedmiot. Był to miecz - najwyraźniej i to miasto miało jakąś obrone, bądź rozrywke - teraz jednak był to ich jedyny ratunek. Bart szybko złapał lecący w jego strone miecz i wykonał trzy, bardzo szybkie, jakby profesjonalne cięcia. Pierwsze nadcięło ogon, drugie nadcięło z drugiej strony, a trzecie odcięło go całkowicie. bart powiedział cicho: "Mam nadzieje, że to zadziała... Daegurth...". Po chwili Bart wylądował na ziemi i patrzał jak wielka małpa zaczyna isę przemieniać nie tracąc na dużo na prędkości spadania. Niefortunnie już odmieniony Bitrix wpadł na miecz, który podczas lądowania wypadł Bartowi z rąk.
Wszyscy wojownicy uważali, że było blisko - prawie umarli. Teraz jednak postanowili zostawić Saiyana na samotną śmierć i iść powiadomić mieszkańców planety o jego śmierci, jednak ów Saiyan Bitrix zawołał Ich.
- Hej! Chodźcie tu na chwile... - Powiedział Bitrix
- Tak, jasne, jeszcze Cie może opatrzymy? - Powiedział Bobercik
- A może chce byśmy go zabili szybko? - Zapytał Rawyman
Bart przysłuchiwał się nie podchodząc bliżej, zresztą tak jak jego towarzysze podróży.
- Ten... Dae.. Daegurth - Powiedział Bitrix
Bart wiedział od dawna, że Bitrix słyszał coś o jego bracie, a może nawet go spotkał. Nie dziwne więc dla niego było to, że podszedł pod umierającego Saiyana. Dziwiło to jednak Bobercika i Raymana, którzy nie wiedzieli o co chodzi Bartowi - w końcu też był Saiyanem i uważali, że chce zrobić coś głupiego.
- Nie idź tam! - Powiedział Rayman
- Nie pomagaj mu! - powiedział Bobercik
- A kto mówi, że to Ja pomoge jemu? - zapytał idąc Bart - Więć, co chciałeś Mi powiedzieć?
- Byliście bardzo dobry,mi przeciwnikami, dlatego moge Wam... Powiedzieć... - Powiedział Bitrix
- Powiedzieć co? - zapytał Bart
- Spotkałem Twojego brata, jak mu tam, Daegurtha raz w życu. Ocalił mi życie i za to chciałem Wam pozwolić odejść z tej planety przed naszą walką<ksztusi się wypluwając krew> Naprawde zawdzięczam życie Twojemu bratu, a Ty mi je odebrałeś... - Powiedział Bitrix
- Cóż za ironia! - powiedział z tyłu Bobercik
- Heh XD - zaśmiał się Rayman
- Jedno mnie wciąż dziwi - powiedział Bart - Jak pierwszy raz się zapytałem o brata, to chwyciłeś się za szyje. Dlaczego?
- Twój brat ocalił Mi życie... A zaraz potemkazał uciec. Nie chciałem, chciałem zostać z nim, a On chwycił mnie za szyje tak mocno, jak jeszcze nikt i rzucił daleko. Zatrzymałem się dopiero na skale 200 metrów dalej... - Powiedział Bitrix
- Wiesz może gdzie jest!?! - zadał najważniejsze pytanie Bart
- Zanim powiem, to coś wyjaśnie. To nie ja zabiłem<ksztusi się> rese tego małego, jak Wy tam go zwiecie, Ray-a? Rasy podobnej do tamtego też nie pamiętam... To musiał być ktoś inny - powiedział Bitrix
Bobercik i Rayman byli zdziwieni. Myśleli, że wreszcie pomścili swoje rodziny, jednak nagle okazało się, że to nie był zabójca ich rodzin.
- W takim razie kto!?! - zapytał Bobercik
- Właśnie! - potwierdził Rayman
- Nie wiem - odpowiedział Bitrix
- Odpowiedz na Moje pytanie, gdzie widziałeś Daegurth'a? - zapytał Bart
- Spotkałem się z nim... - jego wypowieć przerwał wielki krzyk i grymas bólu na twarzy. Najwyraźniej miał za chwile umrzeć - Planeta... Ge... Get...
Nie dokończając umarł, choć chciał przed śmiercią przekazać Im jak najwięcej informacji. Tak naprawde nie chciał dla nich źle, a nawet jeśli by z nimi wygrał w walce, to zostawiłby ich przy życiu. Oni jednak o tym nie wiedzieli... Skąd mogiby wiedzieć...
Bart, Rayman i Bobecik powoli, nieudolnie szli do jakiegoś schronienia. Jednak przedtem wyprawili grób Bitrixowi - mimo wszystko nie był aż taki zły. Zaraz po tym jak wypoczeli przekazali mieszkańcom planety, Rewanom, że nie amn już złego Saiyana, który ich gnębił. Na cześć bohaterów została wyprawiona huczna uczta i zaczęto prace nad odbudową miasta. Nie było jednak wielu rąk do pracy - większość mieszkańców umarła, więc Bart, Bobercik a potem i Rayman postanowili pomóc przy odbudowie miasta. Tak więc po kilku dniach, gdy wiedzieli, że sami mieszkańcy dadzą sobie rade, opóścili planete.
Mieli przynajmniej jedną wskazówke, planeta zaczynająca się na "Get". Jednak takich planet jest naprawde wiele. Wybrali jednak jedną, której nazwa była dziwna: "Getria" i zzaczęli zmierzać w jej strone, licząc na to, że to planeta, o której mówił Bitrix...
Bloodline limit* - Jest to dziedziczona cecha, specjalne właściwości należące tylko do danej rasy, rodu lub grupy osób. Ich obecność zależy od krwi ofiary - jest przekazywana z pokolenia na pokolenie
[UPDATE][17.06.2006r. - 08:10 AM]
OMG, tak szybko pisze odcinki, że to już triple post jest XD Zaraz po napisaniu tego posta połącze go z poprzednim.
W poprzednim odcinku:
Towarzyszom udało się pokonać złego Saiyana, ale czy był On naprawde taki zły? Przed śmiercią wyjawił kilka ważnych informacji, lecz umarł podczas przekazywania najważniejszej. Czy uda się wojownikom wykorzystać otrzymane wskazówki do znalezienia Daegurth'a?
Rozdział VII - Cel podróży!
Bobercik już lecąc myślał o wyznaczonej planecie. Jak dotąd zawsze mieli takiego pecha, że choćby najmniejsze informacje znajdowali w najodleglejszych zakątkach świata, a teraz na "chybił trafił" wybrali planete, licząc na szczęście.
Jeszcze nigdy nie byli tak blisko celu - nareszcie znaleźli kogoś, kto wiedział gdzie jest... A może gdzie był brat Bart'a.
Wojownicy leczyli się jeszcze z ran, które otrzymali w ostatniej bitwie. Bartowi dopiero teraz wydało się jasne - tamten Saiyan, Bitrix, sam ich nie zaatakował. To Oni zaatakowali jego, a On w formie Oozaru nie mógł się kontrolować - wychodzi więc na to, że Oni byli tak naprawde tymi złymi. Mógł zadawać Bitrixowi więcej pytań, teraz żałował.
W drodze do planety Getria napotkali mały deszcz meteorytów, który jednak udało im się bezproblemowo minąć. Z oddali widzieli już w miare zieloną planete - była to duża zmiana - wcześniej prawie zawsze widzieli piaszczyste, lub kamienne planety. Ta, widać już z daleka, taka nie jest.
Wojownicy zbliżając się do twardego gruntu podziwiali już flore okolicy. Nie było to nic nadzwyczajnego: niskie krzaczki, drzewka i troche trawy, ale nie spotykali nawet takich rzeczy na innych planetach.
Zbliżając się coraz bardziej statek Bobercika zaczął odbierać jakieś sygnały, Bobercik wyregulował radioodbiornik i usłyszał:
- Tutaj wieża kontrolna planety Getria - usłyszęli z aparatury
- Halo wieża, czy mamy zezwolenie na lądowanie? - zapytał Bobercik do mikrofonu
- Podać powód przybycia - powiedział ktoś z wieży kontrolnej
- Jesteśmy turystami, hciceliśmy zwiedzić Getrię - powiedział Bobercik
- Zezwalam na lądowanie, wysyłamy współrzędne Naszego lotniska. Życze udanego lądowania! - Powiedział ktoś z wieży kontrolnej
- Dobrze, dziękuje, włączam auto-pilota. Zostańmy w kontakcie - powiedział Bobercik, po czym obrócił się do przyjaciół - No, poszło głatko!
Przyjaciele tylko się uśmiechnęli. Po chwili widać było niewielkie lotnisko, wokół którego latało kilka samolotów. Dalej widać było miasto z dosyć wielkimi budynkami.
Gdy maszyna Bobercika znalazła się nad wyznaczonym pasem do lądowania, zaczęła się sekwencja lądowania, a po chwili statek leżał już na twardym gruncie. Tuż po tym, jak wyszli ze statku zobaczyli komitet powitalny.
- Witamy na planecie Getria! - powiedział stojący najbliżej osobnik. Musiał być to ktoś wysoki rangą, bo nosił dosyć długie, ozdobne szaty - Nazywam się Figel i jestem tutajszym konsulem do spraw międzyplanetarnych.
- Bardzo Nam miło - odpowiedzieli równo Bart, Bobercik i Rayman
- Mnie również. Nie mamy często tu gości, dlatego przeszedłem do Was osobiście. Mam nadzieje, że Wasze zamiary są naprawde pozytywne. Zostaniecie teraz odesłani do miasta, gdzie przydziele Wam kwatery - powiedział konsul Figel
- Dziękujemy - powiedział Bart - Spotkamy się jeszcze?
- Naturalnie! Tuż po tym jak się zakwaterujecie i zjecie coś, o ile potrzebujecie czegoś do jedzenia, to oprowadze Was osobiście po mieście, chyba, że chcecie się rozejrzeć sami - powiedział konsul
- Raczej skorzystamy z pańskiej pomocy. Nie znamy obowiązujących tu zasad, a nie chcemy niczego zepsuć - powiedział Bobercik
- Mam nadzieje, że Wam się spodoba. Narazie jednak musze Was opóścić. Do zobaczenia - powiedział konsul Figel
- Do zobaczenia - odpowiedział Bart, Bobercik i Rayman
- Fajny koleś! - powiedział Rayman
- Racja! Tak jeszcze nie zostaliśmy przyjęci na żadną planete! - powiedział Bobercik
I to mnie właśnie martwi - pomyślał Bart - może to jakiś podstęp. To za piękne, żeby było prawdziwe. Ale lepiej, żebyśmy narazie się radowali...
Zgodnie z tym, co powiedział konsul, towarzysze zostali przetransportowani do miasta specjalnym pojazdem, gdzie natychmiast przydzielono im zakwaterowanie w jednym z domków. Wszedli więc do środka domku i ich oczom ukazały się naprawde pięknie wystrojone pokoje. Odrazu wybrali sobie po jednym i nawet zostały dwa wolne. Podczas, gdy sprawdzali swoje pokoje, usłyszeli coś z salonu. To był przekaz video ze specjalnego transmitera. Ich oczom ukazał się konsul Figel.
- Witam, mam nadzieje, że nie przeszkadzam? - powiedział konsul Figel
- Oczywiście, że nie - powiedział Bart
- Dobrze. Prosze więc Was, byście założyli specjalne uniformy, które macie w swoich szafach. Nie wzbudzicie w nich zbyt wielkiego zainteresowania na ulicy - powiedział konsul
Bobercik odrazu poszedł sprawdzić co to za uniformy, a zaraz po nim Rayman i Bart. Były to 2-częściowe uniformy podobne do marynarki, ale ze znacznie lżejszego materiału - do tego nie były takie "sztywne". Założyli je bez problemu. Uznali nawet, że są wygodne. Po chwili wrócili do salonu.
- Dobrze, coś jeszcze? - zapytał Bobercik
- Więc, kiedy chcecie zwiedzać Naszą planete, od zaraz? - zapytał konsul
Bart się dobrze zastanowił zanim podał odpowiedź, ale uznał, że jedli nie dawno - na statku, więc nie potrzebują nic jeść, a nie mieli innego powodu by stać w miejscu, bo zmęczeni nie byli - odpoczęli już dość na statku.
- Jeśli to nie sprawi panu kłopotu, to... - powiedział Bart
- Prosze mi mówić na Ty, jak już mówiłem nazywam się Figel, a Wy... - powiedział Figel
- Ja jestem Bart. Ten po Mojej prawej to Bobercik, a ten malutki po lewej to Rayman - powiedział Bart
- Hej! Tylko nie malutki! - krzyknął cicho Rayman
- Miło Mi Was poznać. W takim razie zaraz po Was przyjade - powiedział konsul.
Cała trójka zastanawiała się, co ich czeka na zewnątrz. Do teraz nie mieli czasu, by się dokładniej rozejrzeć. Bart wciąż czekał na dobry moment, by zapytać o brata.
Nie musieli długo czekać, w kilka minut konsul Figel przybył pod ich dom, a Oni wyszli by się z nim spotkać. Poprosił, by wsiedli do jego samochodu i wyruszyli na zwiedzanie.
- Nasza planeta, Getria, jest małą planetą handlową, jednak nie otrzymujemy od dawna kontaku z wieloma pobliskimi planetami, więc sami zaczęliśmy dbać o siebie. Po wykryciu niewielkiego statku, czyli Was, pozwoliłem sobie na wpuszczenie Was na Naszą planete, zachowując środki bezpieczeństwa. Teraz moge zacząć opowiadać o Naszej planecie dokładniej. Chcecie, bym o Niej opowiedział, czy macie jakieś konkretne pytania? - zapytał konsul
Bobercik i Rayman spojrzeli na Barta, który lekko kiwnął głową na nie. Uważał, że to jeszcze nieodpowiedni moment, aby pytać o brata.
- Prosimy, byś opowiedział o planecie - powiedział Bobercik
- Dobrze. Historia planety Getria jest bardzo długa, jednak kilkadziesiąt lat temu dopiero staliśmy się znaczącą się planetą, gdy dużo cywilizacji zamieszkało na tej planecie. Wtedy też na planecie zostały wprowadzone rządy demokratyczne. Getrianie w większości są dobrymi, pracowitymi i spokojnymi obywatelami, jednak zdarzają się wyjątki. Tak więc kilkanaście lat temu odbyła się fala morderstw i buntów przeciw wszystkiemu, jednak udało się opanować sytuacje. Ok. 8 lat temu Getrianie musieli zmierzyć się z wielkim meteorytem, który zbliżał się w kierunku planety, za pomocą znajdujących się na planecie urządzeń udało się zniszczyć meteoryt. Kilka lat temu, dokładnie trzy zostałem wybrany na konsula i oto jestem tu z Wami. To chyba jest wystarczająca wersja historii Naszej planety. - powiedział Figel - O, właśnie dojeżdżamy na miejsce.
Za oknem pojawia się jakaś wielka willa lub coś podobnego. Turyści na tej planecie, tj. Bart, Bobercik i Rayman byli zaskoczeni nie tylko jej wielkością, ale też pięknem. Napewno ktoś musiał nad nią strasznie długo pracować.
- To jest budynek do narad w sprawach społecznych, w skrócie BNSS. Oprócz obrad i narad do spraw społecznych prowadzone są tam różnego rodzaju głosowania. Ten budynek pełni też inne funkcje, których jednak ze względu na stan ich ważności nie moge podać. - wyjaśnił konsul Figel - A teraz, o czym wolicie usłyszeć najpierw? O bohaterach i herosach planety, sile militarnej, sile gospodarczej, edukacji?
- O bohaterach! - powiedział głośno Rayman
- Godny wysłuchania temat! - powiedział Bobercik
-Dobrze więc. Pierwszym w historii planety bohaterem jest Echlion, który 80 lat temu zjednoczył wszystkie narody żyjące na tej planecie. Wraz ze swym oddziałem zabił też zamieszkujące planete monstra. Osiem lat później głośno było o Tridenie, architekcie, który wymyślił styl budowy prezentowany dziś na naszej planecie. 45 lat temu generał wojsk, Uden Fither, wymyślił skuteczny sposób obrony planety nie tylko przed najeźdźcami, ale też meteorytami. Był to też okres rozwoju medycyny, gdzie dr Hitz Gretzer udoskonalił medycyne i stała się ona dziedziną powszechną. Później przez wiele lat nie działo się nic nadzwyczajnego. 13 lat temu na planecie odbyła się fala morderstw, jednak kapitan straży Bedih Pidef, wraz ze swoimi podwładnymi opanował sytuacje. 8 lat temu na planete leciał ogromny meteoryt. Obecne systemy obronne nie mogły sobie poradzić ze zlikwidowaniem go, dlatego inżynier Kize Otheru, za pomocą prostych urządzeń sprowadzonych podczas wielu lat pokoju, ulepszył maszyny służące do obrony. Ostatnie wydarzenie, które ukazało nowego bohatera mogłem już widzieć na własne oczy. Było to rok temu, gdy na planete przyleciał dziwny młodzieniec. Po niedługim czasie na planete zawitał też tyran Rethir ze swoją armią, jednak młodzieniec pokonał całą armie i Rethira. Nazywał się Daegurth. - powiedział konsul
- Daegurth!?! - Zawołali Bobercik i Rayman, najbardziej jednak zdziwiony był Bart
- Znaliście go? - zapytał Figel
- Ja? Nie, Ray też, ale Bart go znał - powiedział Bobercik - A nawet więcej! Jest jego bratem!
Teraz konsul się bardzo zdziwił. W pierwszej chwili czuł się zaszczycony móc poznać brata wielkiego bohatera tej planety.
- Więc, gdzie On jest!?! - przełamał wreszcie zdziwienie Bart
- Jak to, nie wiesz? - Zapytał Konsul
To pytanie wprowadziło niepewny nastrój do rozmowy
- W takim razie pokaże Ci osobiście - powiedział Figel, po czym kazał kierowcy jechać w jakieś "Getrih".
Nie jechali tam długo. Wkrótce wysiedli z pojazdu i zobaczyli polanke z wielkimi białymi słupami, a gdzie niegdzie pomniki.
- Co to jest "Getrih"? - zapytał Rayman
- To "Miejsce Zasłużonych" - odpowiedział konsul
- "Miejsce zasłużonych"? Czy to jakiś lepszy dom? - zapytał Rayman
- Ray, to nie dom. To cmentarz... - odpowiedział Bobercik po cichu
Na środku stał gigantyczny pomnik. Bart odrazu rozpoznał na nim brata. Na nagrobku było napisane: "R. I. P. Daegurth - chłopiec, który ocalił całą planete, poświęcając własne życie...", jednak dla Barta to nie wystarczyło.
- Jak umarł? Podobno byłeś światkiem tych wydarzeń? - zapytał Bart
- Tak, byłem. Gdy tyran, Rethir, wysłał swoją armie sam został na statku, który latał wokół planety. Twój brat widąc nadlatujące kapsuły z armią stanął pewnie na gruncie, ustawił jakoś dziwnie ręce i powiedział coś w niezrozumiałym dla Mnie języku. Po chwili wokół niego pojawiły się jakby cztery jego klony i wszystkie robiły to samo - zrobiły jakąś dziwną świecącą kule na jednej ręce, a drugą zaczęły machać nad tą kulą, jakby ją napędzając. Po chwili wszystkie pięć kul kręciło się z niewiarygodną prędkością. Rethir zobaczył zagrożenie, nie był głupi, wysłał kilka salw najmocniejszych rakiet jakie miał inną drogą niż leciała armia. Po chwili Twój brat i jego klony wystrzeliły kule, jednak nie wszyscy. 2 klony wciąż miały kule, ale nie wiem po co. Wystrzelone kule lecąc utworzyły potężne tornado, a po dotknięciu statków z nadlatującą armią tyrana natychmiast je niszczyły i leciały dalej, jakby te statki nie sprawiały im żadnego oporu. Te kule zatrzymały się dopiero na głównym statku tyrana, gdzie wbiły się głęboko do środka i eksplodowały niszcząt cały statek. rakiety zaś wysłane w strone Twojego brata eksplodowały po zderzeniu się z nim. To wyglądało, jakby jeszcze dwa pozostałe klony wystrzeliły dziwne kule, ale i tak nie przeżył ekslozji. Jedyne co zostało w kraterze po eksplozji, to te szczępy ubrania, leżące obecnie na nagrobku. To wszystko co się tam wydarzyło. Ciała nie znaleziono, ale nie dziwie się, bo te rakiety były w stanie w takie ilości zniszczyć planete, co dopiero jedną osobe... - dokładnie opowiedział konsul - To wszystko. Po tym wydarzeniu wybudowaliśmy Mu pomnik. Znaleźliśmy też w kraterze jakieś szczępy kartki, na których pisało: "Nie lubie sławy...". Leżą one w szkatułce obok pomnika.
Po tym jak konsul dowiedział się o bracie wielkiego bohatera Getrii, zaprowadził Barta i jego przyjaciół w inne miejsca. Bart jednak był nie obecny, jakby był w innym świecie, reagował na polecenia, ale nie słuchał wogóle. Brat, którego szukał okazał się bohaterem... Ale martwym bohaterem. On wolał go gdy żył, a nie był nikim ważnym. Teraz jego wyprawa straciła sens...
Jednak w krótkim czasie uświadomił sobie, że ma inne rzezy do zrobienia. Ma świetną drużyne, która zawsze mu pomagała - teraz kolej na niego. Musi pmóc im szukać Saiyana, który zniszczył ich planety, a może kiedyś pomścić i swoją rase.
Bart odzyskał trzeźwość umysłu dużo później, gdy robiło się już ciemniej i chłodniej. Wtedy to konsul prowadził ich do jakiegoś znajomego.
- Kim jest Twój znajomy? - Zapytał Rayman
- Ja słabo go znam, ale Daegurth podobno się z nim znał - odpowiedział Figel
- W takim razie prowadź - powiedział Bart
Na twarzy konsula pojawił się uśmiech - wreszcie od długiego czasu Bart się odezwał.
Może opowie Mi coś więcej o życu brata - pomyślał Bart - ten znajomy konsula...
Ostatnio zmieniony sob cze 17, 2006 7:10 am przez Dae, łącznie zmieniany 1 raz.
- BH Daimaouji
- SSJ 5
- Posty: 6009
- Rejestracja: czw gru 02, 2004 6:04 pm
Co im odbilo ze chca zabijac siebie w wlasnych fanfikach?Robert pisze:Dae ty nie żyjesz?
BTW ta Robert kun , pojawienie sie Bio-Dae
Piszcie do mnie BH , nie BH Daimaouji
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
W poprzednim odcinku:
Towarzyszom nareszcie zaczęło sprzyjać szczęście - trafili na planete, której szukali, jednak Bart wolałby wogóle tam nie trafić. Dowiedział się, że jego brat, Daegurth umarł w obronie planety i czuł się winny jego śmierci. Wszystko straciło dla niego znaczenie, jednak opanował się i postanowił dalej wędrować z przyjaciółmi, by pomóc im. W ostatniej chwili konsul planety Getria zaprowadził towarzyszy do starego znajomego...
Rozdział VIII - Cień przeszłości
Konsul nareszcie doprowadził Barta, Bobercika i Raymana pod stary domek, w którym podobno przebywał stary przyjaciel Daegurth'a.
- Mam nadzieje, że jeszcze tu mieszka - powiedział Figel, po czym zapukał w stare drzwi.
Wydawałoby się, że w tym domu nikogo nie ma, jednak po kilku minutach było słychać jakieś dźwięki. Figel zapukał do drzwi jeszcze raz.
- Kto się tam znowu dobija!?! Nawet pospać nie można... - powiedział ktoś z wewnątrz
- Tu Figel... - powiedział konsul
Nie zdążył dokończyć przedstawiania się, gdy drzwi stanęły przed nimi otworem, a w nich stał ok. 28 letni mężczyzna. Był średni wzrostem. Miał krótkie włosy koloru czarnego. Nosił przewiewne ubranie - faktycznie na planecie było dosyć gorąco, więc to było raczej normalne.
- W jakiej sprawie przychodzisz Figel? - zapytał mężczyzna
- Nie uwierzysz. Wiesz kto to jest? - Figel spojrzał na Bart'a
- Nie mam pojęcia... Czekaj... On Mi kogoś przypomina... Nie, nie znam go - odpowiedział mężczyzna
- Mówi, że jest bratem Daegurth'a i przynajmniej Ja mu wierze - powiedział konsul
- Ciekawe, bardzo ciekawe... Nigdy nie wspominał, że ma brata! - powiedział mężczyzna - Jak masz na imię młodzieńcze?
- Nazywam się Bart - Odpowiedział Bart - I moi przyjaciele, Bobercik i Rayman.
- Miło Mi Was poznać. Nazywam się Kafushige. - powiedział mężczyzna - Więc, mówisz, że jesteś bratem Daegurtha, tak?
Bart pokiwał głową na tak.
- Więc opowiedz Mi coś o nim, a może uwierze - powiedział Kafushige
- Niestety nie pamiętam Go zbyt dobrze. Został wysłany na misje w wieku sześciu lat i od tamtej pory Go nie widziałem - powiedział Bart
- Interesujące... - powiedział Kafushige -Wejdźcie do Mojego domu i czujcie się jak u siebie!
Bart i Bobercik spojrzeli na siebie i kiwnęli głową, po czym wszyscy, wraz z konsulem, przeszli przez próg domu. W środku nie wyglądał brzydko, czuło się w nim jakby klimat żywej natury, a jednocześnie widziało się gdzie niegdzie urządzenia. Było to idealne połączenie natury z techniką.
- Usiądźcie - powiedział Kafushige, po czym wszyscy usiedli na fotelach - Po tym co powiedziałeś jestem prawie pewien, że nie jesteś jego bratem. W jakim więc celu się pod niego podszywasz?
To pytanie trochę zdenerwowało Barta.
- I co? Może podszywam się pod samego siebie!?! - powiedział głośno Bart
- Nie sądze, odpowiedz na moje pytanie - powiedział Kafushige
- Nie musze się podszywać pod brata Daegurtha, bo nim jestem naprawde! - powiedział Bart
- Więc powiedz Mi coś, co tylko On mógł wiedzieć! - powiedział lekko oburzony tym, że Bart wciąż trzyma się swojej wersji Kafushige
- Ma specyficzny tatuaż na ramieniu. Tak jak ja jest Saiyanem, co dziwne mamy inny kolor włosów i oczu niż inni Saiyanie.
Po tych słowach Kafushige otworzył oczy jakby się przeraził.
- Przepraszam, jestem pewien, że jesteś jego bratem... - Powiedział Kafushige - Ale nie wiedziałem, że Daegurth opuścił rodzine! Nie mówił nic takiego!
- Możliwe, że nie chciał pamiętać - powiedział Bobercik - Co Ty na to Bart?
- Niemożliwe. Napewno pamiętał... Tylko musiał mieć powód - powiedział Bart
- Więc, napewno nie przyszliście do mnie bez powodu. - powiedział Fushige
- Zostaliśmy zaprowadzeniu tutaj przez Figel'a i dobrze. Chciałbym się dowiedzieć czegoś o Moim bracie: co robił, skąd go znasz itp. - powiedział Bart
- Ufff, dobrze, powiem Ci wszystko... - powiedział Kafushige - Poznaliśmy się dawno temu. Właściwie to zawdzięczam Daegurthowi życie. Kilka lat temu ktoś chciał Mnie zabić, nie wiem za co. Tak więc leżąc już w kałuży własnej krwi zobaczyłem nad sobą postać chłopaka. Powiedział: "Nie ruszaj się proszę" i ustawił ręce nad Moimi ranami, kolejno od najbliższych ran do serca, do najdalszych. Po przyłożeniu rąk czułem dziwne mrowienie, a po kilkunastu minutach nie czułem w ogóle bólu. Co więcej byłem w pełni zdrowy!
- Wow, Twój brat jest naprawdę wielki - powiedział Rayman patrząc na Barta
- Dziwne... Dlaczego On Ci pomógł? - zapytał Bobercik
- Z początku nie wiedziałem, jednak tuż po tym zdarzeniu zapytałem go, czy czegoś nie potrzebuje. Nie chciał początkowo nic, jednak wreszcie się zdecydował, że musi gdzieś zamieszkać. Powiedział, że jest nowy na tej planecie i potrzebuje noclegu, jedzenia, na które mógłby zapracować. Oczywiście spełniłem te prośby. Pewnego dnia jednak zapytałem: "Dlaczego Mi tam pomogłeś? Przecież mogłeś Mnie zostawić, a nawet zabrać wszystko, co mam!". Daegurth odpowiedział: "To nie ty byłeś łowcą, byłeś ofiarą. Stawką było życie, a wg Mnie ta stawka jest zbyt wysoka. Przecież nie jesteś zły, nawet nie potrafiłeś nigdy wszcząć bójki.". Byłem szczerze zaskoczony. Nie wiem skąd, ale wiedział, że w całym życiu nie mogłem wszcząć bójki. za chwile powiedział: "Nie musisz już szukać Milvera. Został już dawno zabity". Czułem się strasznie dziwnie wtedy. Nie mówiłem nic nikomu o tym, że ścigam Milvera. Nikt nawet się nie domyślił! - powiedział Kafushige
- Więc skąd Daegurth to wiedział? - zapytał Rayman
- Zadałem mu to pytanie. Powiedział słowa, których znaczenia nie rozumiem do dziś. Brzmiały one tak: "Piękny umysł Twój i charakter. Aż łatwo było wszystko przeczytać". Prosiłem o wyjaśnienie, ale On powiedział, że dowiem się co to znaczy w odpowiednim czasie. Nie dowiedziałem się do dziś... - odpowiedział Kafushige
- A nie działo się z nim coś dziwnego? – zapytał Bart
- Hmmm… Czasem znikał, na kilka dni nawet. Nie mówił nigdy dokąd idzie, a jak go zapytałem, to powiedział: „Wolałbyś nie wiedzieć…”. Może zrobił coś złego… - powiedział Kafushige
- Nie, na pewno nie robił nic złego – powiedział Bart
- Tak? Wiesz może co więc robił wtedy? – zapytał Kafushige
- Prawdopodobnie. Czasem tak samo znikał z domu na kilka dni i wracał. Kilka razy zabrał Mnie na trening ze sobą – opowiedział Bart
- Trening? Uprawiacie jakiś sport? – zapytał Kafushige
- Nie nazwałbym tego sportem. Uczyliśmy się sztuk walk, często nawet byliśmy bliscy śmierci – powiedział Bart
- Sztuk walk? Bliscy śmierci? Kim Wy jesteście!?! – zapytał Figel
- Jesteśmy Saiyanami, rasą, która chciała zdominować wszechświat. Przynajmniej tak chciał nasz władca. Do niedawna też myślałem tylko o podbiciu wszechświata… - odpowiedział Bart – Ale się zmieniłem. Bardzo się zmieniłem.
- Każdy z nas uwielbia sztuki walki – wtrącił się Bobercik – Dlatego razem trenujemy. Parę razy się to przydało.
Później Bart wraz z przyjaciółmi opowiedział jak walczyli z Saiyanem Bitrixem i przygodach, które ich napotkały. Bart też zapowiedział, że mogą nadejść ciężkie czasy – rasa, która bezproblemowo opanowała planetę Vegeta mogła właśnie opanowywać inne.
- Możesz zabrać rzeczy, które należały do Twojego brata – powiedział Kafushige
- A masz coś takiego i Ja o tym nie wiem!?! – oburzył się Figel
- Mam, ale wiedziałem, że jak powiem, to na pewno to zabierzesz – powiedział Kafushige, po czym obrócił się do Barta – Może to nie dużo, ale to wszystko co po nim zostało…
Kafushige podszedł do jednej z szaf i otworzył ją, po czym zaczął wyciągać różne rzeczy. Były to: Medalion, jakiś chip komputerowy, jakiś elektryczny(zabezpieczony hasłem) sprzęt w kształcie graniastosłupa(10cm x 6cm x 1,5cm), jakaś fasolka i coś w stylu detonatora(urządzenie z atenką i jednym przyciskiem). Bart spojrzał na wszystko, a Kafushige opowiedział co wie o tych rzeczach.
- Ten medalion często nosił na szyi. Nigdy o nim nie mówił. – powiedział Kafushige
Bart wziął medalion w rękę i przyjrzał się uważnie. Oblamówką medalionu było zwykłe koło, w środku zaś znajdował się jakiś dziwny znak, jakby bestia, a pod spodem napis małymi literami – Daegurth.
- Chip komputerowy – kontynuował Kafushige – Daegurth robił sam. Często zasypiał jak go robił, w ogóle mało spał, więc się nie dziwię. Ten sprzęt w kształcie graniastosłupa zawsze trzymał przy sobie, jakby było to coś ważnego, jednak nigdy nie dowiedziałem się co to. Daegurth wciąż szukał miejsca na zasadzenie tej fasolki. Miał takie w sumie trzy, jedną dał mi raz do zjedzenia, na surowo. Nie wiedziałem o co mu chodzi, a byłem strasznie zmęczony. Upał był straszny, do tego wszędzie krzewy o które się tylko raniłem… Po zjedzeniu tej fasolki natychmiast poczułem się lepiej, właściwie nigdy, nawet do dziś nie czułem się tak dobrze, jak wtedy/. Ostatnie urządzenie, jak mi opowiadał, służyło do włączenia robota, który miał na statku. Jednak robot, jak mówił, został zniszczony, więc na razie zostawił to urządzenie.
Bart zabrał wszystko, a Bobercik natychmiast dobrał się do chipu. Chciał go sprawdzić i powiedział do Barta: „Nie wiedziałem, że Twój brat zna się na Elektronice!”. Postanowił więc sprawdzić chip jak wrócą na statek.
Oficjalnie Bart, Bobercik i Rayman pożegnali się z tą planetą, jak i z jej mieszkańcami. Chcieli ruszać w drogę – w końcu mieli rzeczy do zrobienia. Tak więc bardzo szybko znaleźli się na statku.
Na statku Bobercik sprawdził chip do komputera. Zawierał On dane różnych planet, nawet posiadał mapę galaktyki, jakiej Bobercik nigdy nie widział. Była ogromnie dokładna, nawet śledziła ruchy meteorytów. Bobercik nigdy nie widział takiej świetnej rzeczy.
Później wziął w ręce graniastosłup zabezpieczony hasłem i próbował go zhackować, jednak nic z tego nie wyszło. Faktycznie musiało być tam coś ważnego, skoro zostało tak dobrze zabezpieczone. A materiał z którego był przedmiot zrobiony był jednocześnie lekko elastyczny, a zarazem strasznie wytrzymały. Bobercik widział przez półprzezroczyste ścianki urządzenia jej wnętrze i wiedział, że nic nie da rozbrojenie go, bo jest zbyt skomplikowanie zbudowane nawet dla niego. Ale skoro mały chip zawierający informacje całego wszechświata nie był zabezpieczony hasłem, to co mogło znajdować się wewnątrz tego urządzenia?
Towarzyszom nareszcie zaczęło sprzyjać szczęście - trafili na planete, której szukali, jednak Bart wolałby wogóle tam nie trafić. Dowiedział się, że jego brat, Daegurth umarł w obronie planety i czuł się winny jego śmierci. Wszystko straciło dla niego znaczenie, jednak opanował się i postanowił dalej wędrować z przyjaciółmi, by pomóc im. W ostatniej chwili konsul planety Getria zaprowadził towarzyszy do starego znajomego...
Rozdział VIII - Cień przeszłości
Konsul nareszcie doprowadził Barta, Bobercika i Raymana pod stary domek, w którym podobno przebywał stary przyjaciel Daegurth'a.
- Mam nadzieje, że jeszcze tu mieszka - powiedział Figel, po czym zapukał w stare drzwi.
Wydawałoby się, że w tym domu nikogo nie ma, jednak po kilku minutach było słychać jakieś dźwięki. Figel zapukał do drzwi jeszcze raz.
- Kto się tam znowu dobija!?! Nawet pospać nie można... - powiedział ktoś z wewnątrz
- Tu Figel... - powiedział konsul
Nie zdążył dokończyć przedstawiania się, gdy drzwi stanęły przed nimi otworem, a w nich stał ok. 28 letni mężczyzna. Był średni wzrostem. Miał krótkie włosy koloru czarnego. Nosił przewiewne ubranie - faktycznie na planecie było dosyć gorąco, więc to było raczej normalne.
- W jakiej sprawie przychodzisz Figel? - zapytał mężczyzna
- Nie uwierzysz. Wiesz kto to jest? - Figel spojrzał na Bart'a
- Nie mam pojęcia... Czekaj... On Mi kogoś przypomina... Nie, nie znam go - odpowiedział mężczyzna
- Mówi, że jest bratem Daegurth'a i przynajmniej Ja mu wierze - powiedział konsul
- Ciekawe, bardzo ciekawe... Nigdy nie wspominał, że ma brata! - powiedział mężczyzna - Jak masz na imię młodzieńcze?
- Nazywam się Bart - Odpowiedział Bart - I moi przyjaciele, Bobercik i Rayman.
- Miło Mi Was poznać. Nazywam się Kafushige. - powiedział mężczyzna - Więc, mówisz, że jesteś bratem Daegurtha, tak?
Bart pokiwał głową na tak.
- Więc opowiedz Mi coś o nim, a może uwierze - powiedział Kafushige
- Niestety nie pamiętam Go zbyt dobrze. Został wysłany na misje w wieku sześciu lat i od tamtej pory Go nie widziałem - powiedział Bart
- Interesujące... - powiedział Kafushige -Wejdźcie do Mojego domu i czujcie się jak u siebie!
Bart i Bobercik spojrzeli na siebie i kiwnęli głową, po czym wszyscy, wraz z konsulem, przeszli przez próg domu. W środku nie wyglądał brzydko, czuło się w nim jakby klimat żywej natury, a jednocześnie widziało się gdzie niegdzie urządzenia. Było to idealne połączenie natury z techniką.
- Usiądźcie - powiedział Kafushige, po czym wszyscy usiedli na fotelach - Po tym co powiedziałeś jestem prawie pewien, że nie jesteś jego bratem. W jakim więc celu się pod niego podszywasz?
To pytanie trochę zdenerwowało Barta.
- I co? Może podszywam się pod samego siebie!?! - powiedział głośno Bart
- Nie sądze, odpowiedz na moje pytanie - powiedział Kafushige
- Nie musze się podszywać pod brata Daegurtha, bo nim jestem naprawde! - powiedział Bart
- Więc powiedz Mi coś, co tylko On mógł wiedzieć! - powiedział lekko oburzony tym, że Bart wciąż trzyma się swojej wersji Kafushige
- Ma specyficzny tatuaż na ramieniu. Tak jak ja jest Saiyanem, co dziwne mamy inny kolor włosów i oczu niż inni Saiyanie.
Po tych słowach Kafushige otworzył oczy jakby się przeraził.
- Przepraszam, jestem pewien, że jesteś jego bratem... - Powiedział Kafushige - Ale nie wiedziałem, że Daegurth opuścił rodzine! Nie mówił nic takiego!
- Możliwe, że nie chciał pamiętać - powiedział Bobercik - Co Ty na to Bart?
- Niemożliwe. Napewno pamiętał... Tylko musiał mieć powód - powiedział Bart
- Więc, napewno nie przyszliście do mnie bez powodu. - powiedział Fushige
- Zostaliśmy zaprowadzeniu tutaj przez Figel'a i dobrze. Chciałbym się dowiedzieć czegoś o Moim bracie: co robił, skąd go znasz itp. - powiedział Bart
- Ufff, dobrze, powiem Ci wszystko... - powiedział Kafushige - Poznaliśmy się dawno temu. Właściwie to zawdzięczam Daegurthowi życie. Kilka lat temu ktoś chciał Mnie zabić, nie wiem za co. Tak więc leżąc już w kałuży własnej krwi zobaczyłem nad sobą postać chłopaka. Powiedział: "Nie ruszaj się proszę" i ustawił ręce nad Moimi ranami, kolejno od najbliższych ran do serca, do najdalszych. Po przyłożeniu rąk czułem dziwne mrowienie, a po kilkunastu minutach nie czułem w ogóle bólu. Co więcej byłem w pełni zdrowy!
- Wow, Twój brat jest naprawdę wielki - powiedział Rayman patrząc na Barta
- Dziwne... Dlaczego On Ci pomógł? - zapytał Bobercik
- Z początku nie wiedziałem, jednak tuż po tym zdarzeniu zapytałem go, czy czegoś nie potrzebuje. Nie chciał początkowo nic, jednak wreszcie się zdecydował, że musi gdzieś zamieszkać. Powiedział, że jest nowy na tej planecie i potrzebuje noclegu, jedzenia, na które mógłby zapracować. Oczywiście spełniłem te prośby. Pewnego dnia jednak zapytałem: "Dlaczego Mi tam pomogłeś? Przecież mogłeś Mnie zostawić, a nawet zabrać wszystko, co mam!". Daegurth odpowiedział: "To nie ty byłeś łowcą, byłeś ofiarą. Stawką było życie, a wg Mnie ta stawka jest zbyt wysoka. Przecież nie jesteś zły, nawet nie potrafiłeś nigdy wszcząć bójki.". Byłem szczerze zaskoczony. Nie wiem skąd, ale wiedział, że w całym życiu nie mogłem wszcząć bójki. za chwile powiedział: "Nie musisz już szukać Milvera. Został już dawno zabity". Czułem się strasznie dziwnie wtedy. Nie mówiłem nic nikomu o tym, że ścigam Milvera. Nikt nawet się nie domyślił! - powiedział Kafushige
- Więc skąd Daegurth to wiedział? - zapytał Rayman
- Zadałem mu to pytanie. Powiedział słowa, których znaczenia nie rozumiem do dziś. Brzmiały one tak: "Piękny umysł Twój i charakter. Aż łatwo było wszystko przeczytać". Prosiłem o wyjaśnienie, ale On powiedział, że dowiem się co to znaczy w odpowiednim czasie. Nie dowiedziałem się do dziś... - odpowiedział Kafushige
- A nie działo się z nim coś dziwnego? – zapytał Bart
- Hmmm… Czasem znikał, na kilka dni nawet. Nie mówił nigdy dokąd idzie, a jak go zapytałem, to powiedział: „Wolałbyś nie wiedzieć…”. Może zrobił coś złego… - powiedział Kafushige
- Nie, na pewno nie robił nic złego – powiedział Bart
- Tak? Wiesz może co więc robił wtedy? – zapytał Kafushige
- Prawdopodobnie. Czasem tak samo znikał z domu na kilka dni i wracał. Kilka razy zabrał Mnie na trening ze sobą – opowiedział Bart
- Trening? Uprawiacie jakiś sport? – zapytał Kafushige
- Nie nazwałbym tego sportem. Uczyliśmy się sztuk walk, często nawet byliśmy bliscy śmierci – powiedział Bart
- Sztuk walk? Bliscy śmierci? Kim Wy jesteście!?! – zapytał Figel
- Jesteśmy Saiyanami, rasą, która chciała zdominować wszechświat. Przynajmniej tak chciał nasz władca. Do niedawna też myślałem tylko o podbiciu wszechświata… - odpowiedział Bart – Ale się zmieniłem. Bardzo się zmieniłem.
- Każdy z nas uwielbia sztuki walki – wtrącił się Bobercik – Dlatego razem trenujemy. Parę razy się to przydało.
Później Bart wraz z przyjaciółmi opowiedział jak walczyli z Saiyanem Bitrixem i przygodach, które ich napotkały. Bart też zapowiedział, że mogą nadejść ciężkie czasy – rasa, która bezproblemowo opanowała planetę Vegeta mogła właśnie opanowywać inne.
- Możesz zabrać rzeczy, które należały do Twojego brata – powiedział Kafushige
- A masz coś takiego i Ja o tym nie wiem!?! – oburzył się Figel
- Mam, ale wiedziałem, że jak powiem, to na pewno to zabierzesz – powiedział Kafushige, po czym obrócił się do Barta – Może to nie dużo, ale to wszystko co po nim zostało…
Kafushige podszedł do jednej z szaf i otworzył ją, po czym zaczął wyciągać różne rzeczy. Były to: Medalion, jakiś chip komputerowy, jakiś elektryczny(zabezpieczony hasłem) sprzęt w kształcie graniastosłupa(10cm x 6cm x 1,5cm), jakaś fasolka i coś w stylu detonatora(urządzenie z atenką i jednym przyciskiem). Bart spojrzał na wszystko, a Kafushige opowiedział co wie o tych rzeczach.
- Ten medalion często nosił na szyi. Nigdy o nim nie mówił. – powiedział Kafushige
Bart wziął medalion w rękę i przyjrzał się uważnie. Oblamówką medalionu było zwykłe koło, w środku zaś znajdował się jakiś dziwny znak, jakby bestia, a pod spodem napis małymi literami – Daegurth.
- Chip komputerowy – kontynuował Kafushige – Daegurth robił sam. Często zasypiał jak go robił, w ogóle mało spał, więc się nie dziwię. Ten sprzęt w kształcie graniastosłupa zawsze trzymał przy sobie, jakby było to coś ważnego, jednak nigdy nie dowiedziałem się co to. Daegurth wciąż szukał miejsca na zasadzenie tej fasolki. Miał takie w sumie trzy, jedną dał mi raz do zjedzenia, na surowo. Nie wiedziałem o co mu chodzi, a byłem strasznie zmęczony. Upał był straszny, do tego wszędzie krzewy o które się tylko raniłem… Po zjedzeniu tej fasolki natychmiast poczułem się lepiej, właściwie nigdy, nawet do dziś nie czułem się tak dobrze, jak wtedy/. Ostatnie urządzenie, jak mi opowiadał, służyło do włączenia robota, który miał na statku. Jednak robot, jak mówił, został zniszczony, więc na razie zostawił to urządzenie.
Bart zabrał wszystko, a Bobercik natychmiast dobrał się do chipu. Chciał go sprawdzić i powiedział do Barta: „Nie wiedziałem, że Twój brat zna się na Elektronice!”. Postanowił więc sprawdzić chip jak wrócą na statek.
Oficjalnie Bart, Bobercik i Rayman pożegnali się z tą planetą, jak i z jej mieszkańcami. Chcieli ruszać w drogę – w końcu mieli rzeczy do zrobienia. Tak więc bardzo szybko znaleźli się na statku.
Na statku Bobercik sprawdził chip do komputera. Zawierał On dane różnych planet, nawet posiadał mapę galaktyki, jakiej Bobercik nigdy nie widział. Była ogromnie dokładna, nawet śledziła ruchy meteorytów. Bobercik nigdy nie widział takiej świetnej rzeczy.
Później wziął w ręce graniastosłup zabezpieczony hasłem i próbował go zhackować, jednak nic z tego nie wyszło. Faktycznie musiało być tam coś ważnego, skoro zostało tak dobrze zabezpieczone. A materiał z którego był przedmiot zrobiony był jednocześnie lekko elastyczny, a zarazem strasznie wytrzymały. Bobercik widział przez półprzezroczyste ścianki urządzenia jej wnętrze i wiedział, że nic nie da rozbrojenie go, bo jest zbyt skomplikowanie zbudowane nawet dla niego. Ale skoro mały chip zawierający informacje całego wszechświata nie był zabezpieczony hasłem, to co mogło znajdować się wewnątrz tego urządzenia?
- GokuSSJ = Dyninio
- SSJ 2
- Posty: 109
- Rejestracja: sob maja 28, 2005 5:28 pm
- Lokalizacja: Olsztynek
- Kontakt:
No Dae masz niesamowity talent , ja bym sie zgłosil ale niechce mi sie wypelniacv tych wszystkich pol bo jeszcze bym walnal jakas niesamowita gape jak siebie znam 
Ale super fan-ficki
Ale super fan-ficki
Zapraszam wszystkich fanow anime[a jest ich tutaj chyba duzo
] Na moje najnowsze forum o tematyce anime
www.ssjanime.fora.pl
www.ssjanime.fora.pl
Bez przesady, jestem mniej więej na poziomie przeciętnym w pisaniu...
Teraz moge troche mniej często pisać kolejne odcinki. Do tego nie tylko potrzebuje czasu, ale i spokoju, więc pisze je, gdy nie ma nikogo w domu, wszyscy śpią itp. W innym wypadku ktoś ciągle Mi przeszkadza, a jeśli przerwał mi w jakimś ciekawym momencie, to nie moge się skupić na pisaniu...
Co nie znaczy, że odcinki wogóle nie będą wychodzić XD Będą, co kilka dni(1-7)
Teraz moge troche mniej często pisać kolejne odcinki. Do tego nie tylko potrzebuje czasu, ale i spokoju, więc pisze je, gdy nie ma nikogo w domu, wszyscy śpią itp. W innym wypadku ktoś ciągle Mi przeszkadza, a jeśli przerwał mi w jakimś ciekawym momencie, to nie moge się skupić na pisaniu...
Co nie znaczy, że odcinki wogóle nie będą wychodzić XD Będą, co kilka dni(1-7)
Heh, to pomóż jej wypełnić pola formularza i napewno pojawi się w odcinkach ^^Bobercik pisze:Zapytam się siostry, może się zgłosi.
- GokuSSJ = Dyninio
- SSJ 2
- Posty: 109
- Rejestracja: sob maja 28, 2005 5:28 pm
- Lokalizacja: Olsztynek
- Kontakt:
No kiedy kolejny odcinek podobno sie tak rozpedziles
??
Zapraszam wszystkich fanow anime[a jest ich tutaj chyba duzo
] Na moje najnowsze forum o tematyce anime
www.ssjanime.fora.pl
www.ssjanime.fora.pl
- BH Daimaouji
- SSJ 5
- Posty: 6009
- Rejestracja: czw gru 02, 2004 6:04 pm
Jako postac drugoplanowa/epizoptyczna (Minor Character)dae pisze:Heh, to pomóż jej wypełnić pola formularza i napewno pojawi się w odcinkach ^^Robert pisze:Zapytam się siostry, może się zgłosi.
Piszcie do mnie BH , nie BH Daimaouji
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
W poprzednim odcinku:
„Przyjaciel” konsula jednak znał Daegurtha i Bartowi udało się wyciągnąć od niego bardzo dużo informacji. Kafushige podarował Bartowi pozostawione przez brata rzeczy. Bart zabrał je, wciąż nie mogąc uwierzyć, że brat, którego tak długo szukał zginął…
Rozdział IX - Uciekinierzy
Bobercik po otrzymaniu przedmiotów od razu obmyślił plan: za pomocą mapy wszechświata chciał znaleźć planetę z bardzo inteligentnymi istotami, by przełamać się przez zabezpieczenia nieznanego mu urządzenia.
Szukanie planety na mapie wszechświata nie trwało długo, jednak była bardzo daleko, więc wyznaczył też kilka innych planet na miejsca docelowe. Pierwszą z nich była Olimpia.
Olimpia to planeta, na której liczył się każdy rodzaj sportu i nauka, jednak jej poziom nie był wystarczająco wysoki, by zhackować nieznane Bobercikowi urządzenie.
Przygotowanie do lądowania nie trwało długo. W ciągu chwili Bobercik otrzymał pozwolenie na lądowanie i po paru sekundach znalazł się na ziemi.
Lotnisko na tej planecie wyglądało jak stadion, pewnie dlatego, bo mieszkańcy planety naprawdę byli maniakami sportu.
Bobercik wiedział, że nie mają czasu na zwiedzanie. Musieli tutaj tylko wypocząć i uzupełnić zapasy, jednak zdarzyło się coś co przyciągnęło ich uwagę. Bart idąc korytarzem zobaczył na ścianie obraz z Oozaru i wiedział, że ten obraz nie mógł się wziąć tu bez powodu. Zaczął wypytywać o to, skąd się wziął ten obraz, jednak nie dowiedział się zbyt dużo. Powiedziano mu, że to jeden z mieszkańców planety, po czym Bart zaczął się dziwić: Czy ta rasa też potrafi zamieniać się w Oczaru?
Po odpoczęciu i zakupie zapasów towarzysze zebrali się i razem poszli na statek, jednak zostali zatrzymani przez jakiegoś chłopca. Był dosyć wielki, miał prawie dwa metry i miał krótkie włosy koloru czarnego. Bart pomyślał: „Fajnie, Saipan”, ale po chwili zorientował się, że to nie możliwe – Saipan tutaj? Planeta cała? Nie możliwe…
- Zaczekajcie! – powiedział chłopak
- Kim jesteś? – zapytał Bart
- Nazywam się Dyninio – odpowiedział
- Hmmm, słyszałem już gdzieś o Tobie… Aha, przedstawia Cię jeden z obrazów! – powiedział Bobercik
- Przedstawia Mnie wiele obrazów, bo mam wysokie osiągnięcia sportowe – powiedział Dyninio
- Ja widziałem Cię na innym zdjęciu – powiedział Bart
- Tak? Na jakim? – zapytał Dyninio
- Na tym zdjęciu byłeś gigantyczną małpą, Oczaru! – powiedział Bart
- Skąd… Skąd wiesz jak nazywa się to stadium!?! – zapytał ze zdziwieniem Dyninio
- Jestem Saipanem, a każdy Saipan winien to wiedzieć… - odpowiedział Bart
- Więc, też jesteś Saipanem? – zapytał Dyninio
- Jak to „też”!?! – powiedział Rayman
- Więc też jesteś Saipanem, ale dlaczego ta planeta jest jeszcze cała? – zapytał Bart
- Uff, to długa historia… - powiedział Dyninio
- Niestety nie mamy zbyt wiele czasu, musimy lecieć – powiedział Bobercik
- I tak chciałem zapytać, czy mogę lecieć z Wami!?! – powiedział Dyninio
- Bart, co o tym sądzisz? – zapytał Bobercik
- Nie wiem, nie wiem… - odpowiedział Bart
- Weźmy go ze sobą! Im więcej osób, tym raźniej! – powiedział Rayman
- No dobrze, zabierz wszystkie potrzebne Ci rzeczy i śmigaj na statek – powiedział Bobercik
Bart z przyjaciółmi nie musiał na niego długo czekać. W ciągu kilku sekund zjawił się na statku już gotowy do lotu, więc po chwili odlecieli.
- Dyninio, powiedz coś o sobie! – powiedział Rayman
- Tak, miałem opowiedzieć o sobie, więc proszę bardzo. Jako mały brzdąc zostałem wysłany na misje… - powiedział Dyninio
Qrcze, czyżbym tylko ja nie został wysłany na misje!?! – pomyślał Bart
- Nie była to jednak zwykła misja. Miałem opanować planetę Olimpia, jednak mieszkańcy tej planety wcale nie byli tacy słabi i dali sobie ze mną rade. Próbowałem zamienić się w Oczaru, jednak odcięli Mi ogon i skończyło się na tym, że wykończony leżałem na ziemi. Myślałem, że mnie zabiją, jednak znalazła się rodzina, która mnie przyjęła i opiekowała się mną. To właśnie dzięki niej jestem teraz taki, jaki jestem. To chyba tyle – powiedział Dyninio
Bart i inni też opowiedzieli mu o sobie, tak więc miło spędzili lot na kolejną wyznaczoną planetę, a raczej małą, chyba bezludną planetkę.
Planeta ta była mała, jednak było już z daleka widać masę zieleni i pełen błękit oceanów. Z dala wyglądała na planetę idealną do życia, jednak nikt nie mógł tego określić z takiej odległości.
Po wylądowaniu w jakimś wolnym miejscu między drzewami towarzysze wyszli ze statku kosmicznego. Teraz ta planeta faktycznie wyglądała pięknie, nie było na niej jednak widać żadnych żywych istot. Dziwne – pomyślał Bobercik – Bardzo dziwne…
Bobercik znał to miejsce, często mu się śniło. Wydawało mu się też, że raz tutaj był, ale wtedy to miejsce tętniło życiem. Właśnie Bobercik zaczął oprowadzać przyjaciół po planecie.
Po przejściu kilkuset metrów zieleni zobaczyli pierwsze trupy. Były to już stare, kilkoletnie zwłoki i kości. Bobercik patrzał na zwłoki i jakby znał osoby tam leżące… Tak jakby to byli jego sąsiedzi, a niektórzy nawet dawni znajomi… Po chwili zorientował się, że to są Ci, którzy uciekli z jego rodzinnej planety… I są martwi. Stanął w bezruchu i stał tak przez dłuższą chwilę.
- Co się stało? – zapytał Bart
- Ja… Ich znam. To Ci, którzy zdołali uciec z Mojej planety! – powiedział Bobercik
Towarzysze zobaczyli jak coś się rusza w krzewie, a po chwili zaczęło uciekać. Podążyli więc za tym „czymś”. Wcale nie było im łatwo dogonić to „coś”, pierwszy jednak był Bobercik i złapał uciekiniera za ramię. Była to mała dziewczynka o zielonych oczach i czarnych włosach.
- Puszczaj mnie! – powiedziała dziewczynka
- Zaczekaj, nic Ci nie… - powiedział Bobercik
- PUŚĆ MNIE! – zakrzyczała dziewczynka
- Nie bój się, nic Ci nie zrobię – powiedział Bobercik, po czym dziewczynka rzuciła mu się w ramiona i rozpłakała
- On tu zaraz przyjdzie… Puść Mnie proszę, ja nie chcę umierać! – powiedziała dziewczynka
- Kto tu przyjdzie? – zapytał Bobercik
- On! Ten kto zabił ich wszystkich! – odpowiedział dziewczynka
- Nie bój się, z nami nie pójdzie mu tak łatwo – powiedział Bobercik – obronimy Cię
Dziewczynka początkowo była zaskoczona, a po chwili pojawił się mały uśmiech na jej twarzyczce.
Minęło kilka minut, jednak nikt nie przyszedł. Wtedy Bobercik zobaczył coś dziwnego na ręce dziewczynki.
- Co to jest? – zapytał Bobercik wskazując na bransoletkę
- Prezent od rodziców… - powiedziała dziewczynka
- Czy to ty… Roksia? – zapytał Bobercik
- Skąd znasz Moje imię? – zapytała dziewczynka
Bobercik jednak nie odpowiedział, tylko przytulił mocno Roksię i cicho się rozpłakał. Po chwili otarł łzy, obrócił się do przyjaciół i powiedział z dumą na twarzy.
- No, poznajcie Moją siostrzyczkę, Roksię! – powiedział Bobercik
- Siostrzyczkę!?! – powiedzieli Bart, Rayman i Dyninio
- Przecież nie mówiłeś, że miałeś siostrę! – powiedział Rayman
- Myślałem, że umarła… - powiedział Bobercik
- A więc Ty jesteś… Moim bratem? – zapytała Roksia Bobercika
- Tak, nazywam się Bobercik i jestem Twoim bratem – powiedział Bobercik
Rosika się uśmiechnęła, myślała, że cała jej rodzina nie żyje, jednak okazało się, że Bobercik to jej brat. Nie pamiętała chwili, w której była bardziej szczęśliwa.
- Czy przeżył ktoś jeszcze? – zapytał Bart
- Tylko jeszcze „On”, ale ja nie chce żeby zrobił Wam krzywdę – powiedziała Rosika
- Opowiedz o nim, Roksia – powiedział Bobercik
- Powiem wszystko jak pamiętam. Kiedy miałam -liczy sobie na palcach - pięć latek, to wszystko się wydarzyło – powiedziała Roksia
– Z nieba spadło coś dziwnego, jakby kapsuła i wyszedł z niej „On”. Był bardzo silny i zabił wszystkich, prócz mnie. Udało Mi się schować i przez to Mnie nie zabił – wypowiedź Roksi przerwały jakieś szmery
– To On! – Krzyknęła dziewczynka
Zza krzewu wybiegła nagle jakaś postać. Była dosyć wielka, tak jak jej zębiska. Miała długie czarne włosy i świecące na czerwono oczy. To „coś” ryknęło głośno i rzuciło się na Bobercika i Roksię.
Dyninio i Rayman chcieli pomóc im, ale Bart chwycił ich za ramiona i powiedział: „Patrzcie!”.
Gdy ta postać był już przy Roksi, ta krzyknęła. Nawet nie wiedziała kiedy Bobercik wziął ją na ręce i szybko zaniósł w bezpieczne miejsce – do przyjaciół i powiedział: „Przypilnujcie ją przez chwilę”. Teraz bez obaw mógł walczyć z potworem, więc rzucił stanął w pozycji bojowej i czekał aż przeciwnik znajdzie się bliżej niego. Potwór biegł, ryczał i wymachiwał łapskami. Gdy znalazł się przy Boberciku, ryknął tak mocno, że Bobercik odleciał do tyłu i zatrzymał się na drzewie. Potwór rycząc musiał wypuścić dużą wiązkę energii – może to nie był taki promień, jaki wypuszcza Oczaru, ale był i tak bardzo mocny. Bobercik teraz postanowił przeprowadzić atak. Zaczął więc biegnąć w stronę potwora. Potwór zrobił to samo. Bobercik podczas biegu wypuścił przed siebie kulę energii. Roksia pierwszy raz widziała taką kulę i po cichu powiedziała: „Łał!”. Bobercik przestał biegnąć za kulą, tylko przeskoczył trochę w prawo, a potwór obrócił się w jego stronę, nie zwracając uwagi na kulę ki. Było zupełnie tak jak przewidział Bobercik – to jest zwykła bestia i sama nie mogła dostać się na tą planetę. Ktoś musi być odpowiedzialny za śmierć wszystkich z tej planety.
Bobercik nie myślał więcej, tylko wysłał jeszcze dwie kule ki: Jedną przed siebie, prosto w potwora, a drugą trochę bardziej w prawo.
Pierwsza kula ki akurat dotarła do potwora i eksplodowała na nim. Potwór wleciał w drugą kulę, która też eksplodowała. Zaraz został też trafiony trzecią i poleciał do tyłu. Na drzewie leżały już tylko martwe zwłoki. Dobrze, że nie pozwoliłem mu pod siebie podejść – pomyślał Bobercik – Może ten potwór nie należał do najwytrzymalszych, ale kto wie, skoro jego atak tak mnie uderzył, to co by się stało, gdyby zadał ich więcej?
Roksia podbiegła do Bobercika i rzuciła mu się na ramiona, po czym powiedziała: „Chodźmy już stąd”. Bobercik kiwnął głową, po czym wrócili na statek i opuścili planetę…
„Przyjaciel” konsula jednak znał Daegurtha i Bartowi udało się wyciągnąć od niego bardzo dużo informacji. Kafushige podarował Bartowi pozostawione przez brata rzeczy. Bart zabrał je, wciąż nie mogąc uwierzyć, że brat, którego tak długo szukał zginął…
Rozdział IX - Uciekinierzy
Bobercik po otrzymaniu przedmiotów od razu obmyślił plan: za pomocą mapy wszechświata chciał znaleźć planetę z bardzo inteligentnymi istotami, by przełamać się przez zabezpieczenia nieznanego mu urządzenia.
Szukanie planety na mapie wszechświata nie trwało długo, jednak była bardzo daleko, więc wyznaczył też kilka innych planet na miejsca docelowe. Pierwszą z nich była Olimpia.
Olimpia to planeta, na której liczył się każdy rodzaj sportu i nauka, jednak jej poziom nie był wystarczająco wysoki, by zhackować nieznane Bobercikowi urządzenie.
Przygotowanie do lądowania nie trwało długo. W ciągu chwili Bobercik otrzymał pozwolenie na lądowanie i po paru sekundach znalazł się na ziemi.
Lotnisko na tej planecie wyglądało jak stadion, pewnie dlatego, bo mieszkańcy planety naprawdę byli maniakami sportu.
Bobercik wiedział, że nie mają czasu na zwiedzanie. Musieli tutaj tylko wypocząć i uzupełnić zapasy, jednak zdarzyło się coś co przyciągnęło ich uwagę. Bart idąc korytarzem zobaczył na ścianie obraz z Oozaru i wiedział, że ten obraz nie mógł się wziąć tu bez powodu. Zaczął wypytywać o to, skąd się wziął ten obraz, jednak nie dowiedział się zbyt dużo. Powiedziano mu, że to jeden z mieszkańców planety, po czym Bart zaczął się dziwić: Czy ta rasa też potrafi zamieniać się w Oczaru?
Po odpoczęciu i zakupie zapasów towarzysze zebrali się i razem poszli na statek, jednak zostali zatrzymani przez jakiegoś chłopca. Był dosyć wielki, miał prawie dwa metry i miał krótkie włosy koloru czarnego. Bart pomyślał: „Fajnie, Saipan”, ale po chwili zorientował się, że to nie możliwe – Saipan tutaj? Planeta cała? Nie możliwe…
- Zaczekajcie! – powiedział chłopak
- Kim jesteś? – zapytał Bart
- Nazywam się Dyninio – odpowiedział
- Hmmm, słyszałem już gdzieś o Tobie… Aha, przedstawia Cię jeden z obrazów! – powiedział Bobercik
- Przedstawia Mnie wiele obrazów, bo mam wysokie osiągnięcia sportowe – powiedział Dyninio
- Ja widziałem Cię na innym zdjęciu – powiedział Bart
- Tak? Na jakim? – zapytał Dyninio
- Na tym zdjęciu byłeś gigantyczną małpą, Oczaru! – powiedział Bart
- Skąd… Skąd wiesz jak nazywa się to stadium!?! – zapytał ze zdziwieniem Dyninio
- Jestem Saipanem, a każdy Saipan winien to wiedzieć… - odpowiedział Bart
- Więc, też jesteś Saipanem? – zapytał Dyninio
- Jak to „też”!?! – powiedział Rayman
- Więc też jesteś Saipanem, ale dlaczego ta planeta jest jeszcze cała? – zapytał Bart
- Uff, to długa historia… - powiedział Dyninio
- Niestety nie mamy zbyt wiele czasu, musimy lecieć – powiedział Bobercik
- I tak chciałem zapytać, czy mogę lecieć z Wami!?! – powiedział Dyninio
- Bart, co o tym sądzisz? – zapytał Bobercik
- Nie wiem, nie wiem… - odpowiedział Bart
- Weźmy go ze sobą! Im więcej osób, tym raźniej! – powiedział Rayman
- No dobrze, zabierz wszystkie potrzebne Ci rzeczy i śmigaj na statek – powiedział Bobercik
Bart z przyjaciółmi nie musiał na niego długo czekać. W ciągu kilku sekund zjawił się na statku już gotowy do lotu, więc po chwili odlecieli.
- Dyninio, powiedz coś o sobie! – powiedział Rayman
- Tak, miałem opowiedzieć o sobie, więc proszę bardzo. Jako mały brzdąc zostałem wysłany na misje… - powiedział Dyninio
Qrcze, czyżbym tylko ja nie został wysłany na misje!?! – pomyślał Bart
- Nie była to jednak zwykła misja. Miałem opanować planetę Olimpia, jednak mieszkańcy tej planety wcale nie byli tacy słabi i dali sobie ze mną rade. Próbowałem zamienić się w Oczaru, jednak odcięli Mi ogon i skończyło się na tym, że wykończony leżałem na ziemi. Myślałem, że mnie zabiją, jednak znalazła się rodzina, która mnie przyjęła i opiekowała się mną. To właśnie dzięki niej jestem teraz taki, jaki jestem. To chyba tyle – powiedział Dyninio
Bart i inni też opowiedzieli mu o sobie, tak więc miło spędzili lot na kolejną wyznaczoną planetę, a raczej małą, chyba bezludną planetkę.
Planeta ta była mała, jednak było już z daleka widać masę zieleni i pełen błękit oceanów. Z dala wyglądała na planetę idealną do życia, jednak nikt nie mógł tego określić z takiej odległości.
Po wylądowaniu w jakimś wolnym miejscu między drzewami towarzysze wyszli ze statku kosmicznego. Teraz ta planeta faktycznie wyglądała pięknie, nie było na niej jednak widać żadnych żywych istot. Dziwne – pomyślał Bobercik – Bardzo dziwne…
Bobercik znał to miejsce, często mu się śniło. Wydawało mu się też, że raz tutaj był, ale wtedy to miejsce tętniło życiem. Właśnie Bobercik zaczął oprowadzać przyjaciół po planecie.
Po przejściu kilkuset metrów zieleni zobaczyli pierwsze trupy. Były to już stare, kilkoletnie zwłoki i kości. Bobercik patrzał na zwłoki i jakby znał osoby tam leżące… Tak jakby to byli jego sąsiedzi, a niektórzy nawet dawni znajomi… Po chwili zorientował się, że to są Ci, którzy uciekli z jego rodzinnej planety… I są martwi. Stanął w bezruchu i stał tak przez dłuższą chwilę.
- Co się stało? – zapytał Bart
- Ja… Ich znam. To Ci, którzy zdołali uciec z Mojej planety! – powiedział Bobercik
Towarzysze zobaczyli jak coś się rusza w krzewie, a po chwili zaczęło uciekać. Podążyli więc za tym „czymś”. Wcale nie było im łatwo dogonić to „coś”, pierwszy jednak był Bobercik i złapał uciekiniera za ramię. Była to mała dziewczynka o zielonych oczach i czarnych włosach.
- Puszczaj mnie! – powiedziała dziewczynka
- Zaczekaj, nic Ci nie… - powiedział Bobercik
- PUŚĆ MNIE! – zakrzyczała dziewczynka
- Nie bój się, nic Ci nie zrobię – powiedział Bobercik, po czym dziewczynka rzuciła mu się w ramiona i rozpłakała
- On tu zaraz przyjdzie… Puść Mnie proszę, ja nie chcę umierać! – powiedziała dziewczynka
- Kto tu przyjdzie? – zapytał Bobercik
- On! Ten kto zabił ich wszystkich! – odpowiedział dziewczynka
- Nie bój się, z nami nie pójdzie mu tak łatwo – powiedział Bobercik – obronimy Cię
Dziewczynka początkowo była zaskoczona, a po chwili pojawił się mały uśmiech na jej twarzyczce.
Minęło kilka minut, jednak nikt nie przyszedł. Wtedy Bobercik zobaczył coś dziwnego na ręce dziewczynki.
- Co to jest? – zapytał Bobercik wskazując na bransoletkę
- Prezent od rodziców… - powiedziała dziewczynka
- Czy to ty… Roksia? – zapytał Bobercik
- Skąd znasz Moje imię? – zapytała dziewczynka
Bobercik jednak nie odpowiedział, tylko przytulił mocno Roksię i cicho się rozpłakał. Po chwili otarł łzy, obrócił się do przyjaciół i powiedział z dumą na twarzy.
- No, poznajcie Moją siostrzyczkę, Roksię! – powiedział Bobercik
- Siostrzyczkę!?! – powiedzieli Bart, Rayman i Dyninio
- Przecież nie mówiłeś, że miałeś siostrę! – powiedział Rayman
- Myślałem, że umarła… - powiedział Bobercik
- A więc Ty jesteś… Moim bratem? – zapytała Roksia Bobercika
- Tak, nazywam się Bobercik i jestem Twoim bratem – powiedział Bobercik
Rosika się uśmiechnęła, myślała, że cała jej rodzina nie żyje, jednak okazało się, że Bobercik to jej brat. Nie pamiętała chwili, w której była bardziej szczęśliwa.
- Czy przeżył ktoś jeszcze? – zapytał Bart
- Tylko jeszcze „On”, ale ja nie chce żeby zrobił Wam krzywdę – powiedziała Rosika
- Opowiedz o nim, Roksia – powiedział Bobercik
- Powiem wszystko jak pamiętam. Kiedy miałam -liczy sobie na palcach - pięć latek, to wszystko się wydarzyło – powiedziała Roksia
– Z nieba spadło coś dziwnego, jakby kapsuła i wyszedł z niej „On”. Był bardzo silny i zabił wszystkich, prócz mnie. Udało Mi się schować i przez to Mnie nie zabił – wypowiedź Roksi przerwały jakieś szmery
– To On! – Krzyknęła dziewczynka
Zza krzewu wybiegła nagle jakaś postać. Była dosyć wielka, tak jak jej zębiska. Miała długie czarne włosy i świecące na czerwono oczy. To „coś” ryknęło głośno i rzuciło się na Bobercika i Roksię.
Dyninio i Rayman chcieli pomóc im, ale Bart chwycił ich za ramiona i powiedział: „Patrzcie!”.
Gdy ta postać był już przy Roksi, ta krzyknęła. Nawet nie wiedziała kiedy Bobercik wziął ją na ręce i szybko zaniósł w bezpieczne miejsce – do przyjaciół i powiedział: „Przypilnujcie ją przez chwilę”. Teraz bez obaw mógł walczyć z potworem, więc rzucił stanął w pozycji bojowej i czekał aż przeciwnik znajdzie się bliżej niego. Potwór biegł, ryczał i wymachiwał łapskami. Gdy znalazł się przy Boberciku, ryknął tak mocno, że Bobercik odleciał do tyłu i zatrzymał się na drzewie. Potwór rycząc musiał wypuścić dużą wiązkę energii – może to nie był taki promień, jaki wypuszcza Oczaru, ale był i tak bardzo mocny. Bobercik teraz postanowił przeprowadzić atak. Zaczął więc biegnąć w stronę potwora. Potwór zrobił to samo. Bobercik podczas biegu wypuścił przed siebie kulę energii. Roksia pierwszy raz widziała taką kulę i po cichu powiedziała: „Łał!”. Bobercik przestał biegnąć za kulą, tylko przeskoczył trochę w prawo, a potwór obrócił się w jego stronę, nie zwracając uwagi na kulę ki. Było zupełnie tak jak przewidział Bobercik – to jest zwykła bestia i sama nie mogła dostać się na tą planetę. Ktoś musi być odpowiedzialny za śmierć wszystkich z tej planety.
Bobercik nie myślał więcej, tylko wysłał jeszcze dwie kule ki: Jedną przed siebie, prosto w potwora, a drugą trochę bardziej w prawo.
Pierwsza kula ki akurat dotarła do potwora i eksplodowała na nim. Potwór wleciał w drugą kulę, która też eksplodowała. Zaraz został też trafiony trzecią i poleciał do tyłu. Na drzewie leżały już tylko martwe zwłoki. Dobrze, że nie pozwoliłem mu pod siebie podejść – pomyślał Bobercik – Może ten potwór nie należał do najwytrzymalszych, ale kto wie, skoro jego atak tak mnie uderzył, to co by się stało, gdyby zadał ich więcej?
Roksia podbiegła do Bobercika i rzuciła mu się na ramiona, po czym powiedziała: „Chodźmy już stąd”. Bobercik kiwnął głową, po czym wrócili na statek i opuścili planetę…
- GokuSSJ = Dyninio
- SSJ 2
- Posty: 109
- Rejestracja: sob maja 28, 2005 5:28 pm
- Lokalizacja: Olsztynek
- Kontakt:
No fajnie i wreszcie ja sie pojawiłem 
A specjalnie dales takie nazwy :

A specjalnie dales takie nazwy :
Saipan
Bo wczesniej bylo chyba OzaruOczaru
Zapraszam wszystkich fanow anime[a jest ich tutaj chyba duzo
] Na moje najnowsze forum o tematyce anime
www.ssjanime.fora.pl
www.ssjanime.fora.pl



