nie nie chciało, nie miałem pomysłu, napisałem tyle ile mogłemdae pisze:Musiałem poprawić pare rzeczy, a raczej wymyślić biografie Bobercika, bo mu się pisać nie chciało, a ja wreszcie chciałem napisać ten nast. odcinekBart Ototosan pisze:troche trzeba było czekać ale warto
[FanFick] Saiyan Power Forces
Moderator: Moderatorzy
Hehe, to nie ma sprawy,pokaże usserom ile napisałeś:bobercik pisze:nie nie chciało, nie miałem pomysłu, napisałem tyle ile mogłemdae pisze:Musiałem poprawić pare rzeczy, a raczej wymyślić biografie Bobercika, bo mu się pisać nie chciało, a ja wreszcie chciałem napisać ten nast. odcinekBart Ototosan pisze:troche trzeba było czekać ale warto
Heh, faktycznie, maksimum Siebie...Bobercik kun pisze:ok, to spotykam głównego bohatera
Dae kun pisze:Hehe, to nie ma sprawy,pokaże usserom ile napisałeś:
Heh, faktycznie, maksimum Siebie...Bobercik kun pisze:ok, to spotykam głównego bohatera
lol a myślałem że to ja mało napisałem w biografi
ćwoki! jak ktoś żyje na tym forum, to niech pisze na mail barts10@gmail.com
Bart, Twoja biografia była idealna: nie za krótka(uboga w treść), nie za długa(zbyt bogata w treść). Miałem możliwość lekko ją nagiąć i wszystko wyszło pięknie ^^Bart pisze:Dae kun pisze:Hehe, to nie ma sprawy,pokaże usserom ile napisałeś:
Heh, faktycznie, maksimum Siebie...Bobercik kun pisze:ok, to spotykam głównego bohatera
lol a myślałem że to ja mało napisałem w biografi
No dobra, niech Ci będzie XD
Wiecie co, jedno jest dziwne XD Wszystkie postacie, które zgłaszacie straciły w jakiś sposób rodziców XD Czy Wy im tak naprawde źle życzycie? XD
Nast. odcinek nie wiem kiedy, ale mam już pomysł i wiem, że będą tam pierwsze wzmianki o Mojej postaci. Znaczy... A przeczytacie później XD
Wiecie co, jedno jest dziwne XD Wszystkie postacie, które zgłaszacie straciły w jakiś sposób rodziców XD Czy Wy im tak naprawde źle życzycie? XD
Nast. odcinek nie wiem kiedy, ale mam już pomysł i wiem, że będą tam pierwsze wzmianki o Mojej postaci. Znaczy... A przeczytacie później XD
- BH Daimaouji
- SSJ 5
- Posty: 6009
- Rejestracja: czw gru 02, 2004 6:04 pm
Czy tylko ja i Tomek , mamy rodzicow w swiecie DB ktorzy zyja? Chyba tamci chca byc jak Kakarottodae pisze:Wiecie co, jedno jest dziwne , wszystkie postacie, które zgłaszacie straciły w jakiś sposób rodziców. Czy Wy im tak naprawde źle życzycie?
Chetnie bym sie zglosil , ale ataki nie z DB tylko z jakiegos Naruto i rola ktora mi dacie , nie podobaja mi sie
Piszcie do mnie BH , nie BH Daimaouji
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
1. Ataki z DB, Naruto i innych anime! Poprostu wszystkie, podajecie dokłądny opis ataku i go dodaje(no, chyba, że za mocny...)BH Daimaouji pisze:Czy tylko ja i Tomek , mamy rodzicow w swiecie DB ktorzy zyja? Chyba tamci chca byc jak Kakarottodae pisze:Wiecie co, jedno jest dziwne , wszystkie postacie, które zgłaszacie straciły w jakiś sposób rodziców. Czy Wy im tak naprawde źle życzycie?
Chetnie bym sie zglosil , ale ataki nie z DB tylko z jakiegos Naruto i rola ktora mi dacie , nie podobaja mi sie
2. Hmmm, rola faktycznie może Ci się nie spodobać... Ale przecież Ja robie tego fanficka XD Da się coś "wykombinować" XD Napiszesz Swoją biografie(przy zgłoszeniu), to zobacze co da się zrobić ^^
- BH Daimaouji
- SSJ 5
- Posty: 6009
- Rejestracja: czw gru 02, 2004 6:04 pm
1.No wiem , ale ataki z jakiegos tam anime Naruto mi sie zbytnio nie podobaja , choc promien z ust i oczne lasery w DB , tez nie sa oryginalne
2.Wiem ze TY , a ty dasz mi pewnie role pierwszoplanowa , jak ja dalem tobie , dobra moze potem napisze , a skoro obce fanfiki moge ignorowac piszac swoja historie , zbytnio mi to nie przeszkadza , jak "zginie" lub przegram
2.Wiem ze TY , a ty dasz mi pewnie role pierwszoplanowa , jak ja dalem tobie , dobra moze potem napisze , a skoro obce fanfiki moge ignorowac piszac swoja historie , zbytnio mi to nie przeszkadza , jak "zginie" lub przegram
Piszcie do mnie BH , nie BH Daimaouji
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
"100% JBH !!" - Nie wiem o co ci chodzi astarot , ale jesli to ma być obraza , to chyba miałeś SIEBIE na myśli
Angela Mioduńska Buga 2008-2014
Ayla Mioduńska 2003-2019
W poprzednim odcinku:
Planeta Eden stała się nowym domem dla Barta, domem, którego nigdy nie miał. Tymczasem jego życio-zbawca, Bobercik, stał się jego najlepszym przyjacielem. Bart pragnie jednak wyruszyć na poszukiwanie brata, a Bobercik chce mu towarzyszyć. Czy to jednak jedyny powód dla którego Bobercik wybiera się na taką wyprawe?
Rozdział IV - Droga zniszczeń...
- To już ostatnia skrzynia! - zawołał Bart niosąc wielką czarną skrzynie na pokład statku kosmicznego
- Uff, szybko się z tym uwinęliśmy! - powiedział Bobercik
- Szybko!?! - z oburzeniem powiedział Bart - Pakujemy się już 2 dni!
- Ehhh... Ja kiedyś ładowałem statek miesiąc... - powiedział Bobercik uśmiechając się - Dobra, wsiadaj i nie gadaj
- "Dwa razy nie trzeba powtarzać!" - powiedział Bart i ruszył w strone statku kosmicznego
Dwaj młodzieńcy zbliżyli się do statku. Bobercik dokonał sprawdzenia stanu technicznego statku, a Bart sprawdził inwentarz. Wszystko się zgadzało. Mogli bezproblemowo wędrować przez pół roku. Szczerze mówiąc, to cieszyli się, bo spakowali się w dwa dni.
Przyjaciele poszli pożegnać się z mieszkańcami planety. Dostali różne upominki i podczas wsiadania na statek usłyszeli słowa: "Żegnaj dziecko bohaterów...".
Po wejściu na statek usiedli w swoich miejscach i zapieli pasy. Spojrzeli na siebie i kiwnęli równo głową. Bobercik włączył silnik i powiedział: "Patrz się. Następnym razem Ty startujesz!". Bart zaczął silnie wytęrzać wzrok i patrzeć na szczególiki. Wsłuchiwał się też w głos Boberciika, który mówił dokładnie co robi i na co trzeba uważać. Po chwili statek ruszył. W ciągu minuty zniknęli z oczu mieszkańcą planety Eden.
- Więc, gdzie zmierzamy? Od czego zaczniemy? - zapytał Bart
- Patrz! - odpowiedział Bobercik po czym wskazał ręką na radar - My jesteśmy tutaj, a tu jest Eden. Widzisz coś dziwnego?
- Tak. Planeta Eden dziwnie miga... Zresztą my na radarze też! - szybko powiedział Bart
- Dobrze, że zauważyłeś. Migające obiekty pokazują lokalizacje żywych obiektów. W ten sposób miniemy niezamieszkane planety i meteoryty bez problemu! - Wyjaśnił Bobercik po czym wskazał palcem na jeden z migających obiektów na radarze - Tutaj. To jest nasz cel, lecimy na tą planete!
- Więc "Dawaj gazu"! - powiedział Bart i ruszyli pełną mocą
Lecąc w przestrzeni kosmicznej widzieli wiele meteorytów. Wśród tych meteorytów leżała planeta... Jednak była ona głęboko w środku. Coś tu niepasowało, czegoś brakowało.
Bart & Bobercik Team minęli pyły kosmiczne i meteoryty. Teraz widzieli tą planete bardzo dobrze. Była ona niczym Eden - jedna wielka masa koloru kwarcu z dużą ilością szarości. Zaczęli się zbierać do lądowania i odrazu ich wzrok przyciągły jakieś dziwne ruiny...
Przyjaciele wylądowali i ostrożnie wysiedli. Zabrali ze sobą najpotrzebniejszy ekwipunek, a statek zakamuflowali. Poszli do ruin, które bacznie obserwowali już z góry. Prawie nie wyglądało to jak ruiny - była to kupa gruzu, pare metalowych rur i troche śmieci. Z bliska jednak to wyglądało innaczej - przypominało to budynki, niegdyś piękne budynki. Bart i Bobercik weszli do środka pierwszego z brzegu budynku bacznie zwracając uwage na otoczenie. wchodząc przez małą szczelinie w ścianie widzieli już wnętrze tego budynku - pełne krwi i zwłok dziwnych stworzeń. Miały - jakby się wydawało poodcinane ręce, nogi, a nawet głowe. Przyjaciołom zrobiło się żal tych istot. Najwyraźniej musiały być bardzo inteligentne. Idąc Bobercik nagle sobie coś przypomniał...
- Gdzie Ja jestem? - mówi Bobercik, po czym się rozgląda. Widzi sale pełną trupów. Nie sale, raczej ruiny sali, całkiem podobne do tych, które widział przed chwilą naprawde
Mały Bobercik rozejrzał się. Widział krew, wszędzie krew. Krew i zwłoki, kamienie, rury przepełnione krwią. Nawet strumyk, który płynął obok był pełny krwi. Wtedy to przybliegli jego rodzice, zasłonili mu oczy i powiedzieli: "Nie patrz", a następnie do siebie: "On tu musiał być... Zostawmy małego w Eden i chodźmy tutaj"
- Nie idź tam! - krzyknął Bart i złapał Bobercika za ramie. Bobercik prawie nie wpadł w przepaść - Postradałeś zmysły?
Bobercik nie odpowiedział i szukali dalej, przecież radar wyczuł żywe istoty...
Po kilku godzinach szukania trafili na kogoś. Nie wiedzieli jak zmierzyć jego wzrost oczami, gdyż jego nogi, ręce i głowa były oddzielone od tułowia, co nie utrudniało mu poruszania się. Wyglądał zupełnie jak te martwe istoty, które widzieli kilka godzin temu. Podeszli bliżej, bezmyślnie Bobercik zapytał:
- Hej, cześć kim jesteś? - Powiedział Bobercik. Po tych słowach dziwna istota stanęła w pozycji bojowej
- To Wy Ich zabiliście!?! Teraz za to zapłacicie! - odpowiedziała dziwna istota, po czym jej ręce zmieniły kolor - jakby stały się ze stali i rzuciła się na Barta i Bobercika.
Istota, chociaż małą była okropnie szybka, po chwili znalazła się obok Barta i Bobercika, po czym udrzyła ich obu swoimi stalowymi rękoma. Bart i Bobercik odlecieli w różne strony - zatrzymali się dopiero na skałach. Nagle pojawił się ktoś obok dziwnej istoty, jakaś inna podobna niej, ale troche większa - najwyraźniej starsza.
- Co się tu dzieje!?! - zapytała starsza istota chwytając młodszą za ręke. Ręce młodszej osoby natychmiast stały się normalne
- Taicho... Ale to napewno Oni zabili ich wszystkich! - odpowiedziała młoda istota
- Rayman, Rayman... Musisz się nauczyć komunikować z innymi! - powiedział Taicho, po czym Rayman zaczerwienił się na twarzy
Dwie dziwne dla Barta i Bobercika osoby podszedły do nich i zapytały, czy wszystko wporzątku. Skończyło się na szczęście na siniakach na ciele obu. Po opatrzeniu ran zostali zaprowadzeni przez te dwie istoty do ich domu.
Dopiero w Ich domu zostali przeproszeni przez małego Raymana. Taicho usprawiedliwił go, dopiero jak wyszedł z pokoju spalany przez wstyd. Mówił o jego dzieciństwie. O niepowrotnej wycieczce jego rodziców, śmierci wója w jego obecności i wkońcu o przygarnięciu przez niego...
"Wszystko zaczęło się tak: kilka lat temu była tu ogromna małpa, która zniszczyła całą prawie całą naszą cywilizacje(...)". Po tych słowach zaczęły wracać Bobercikowi wspomnienia.
Ogromna małpa wybiegła na miasto niszcząc wszystko. Była jakby w szale, niszczyła wszystko, co jej się nie spodobałą. Szukała czegoś do zjedzenia najwyraźniej, bo wsadzała wiele rzeczy do ust. Później zniknęła. Bobercik się ocknął i nie wiedział co się dzieje, leżał w kałuży pełnej krwi... Nieswojej krwi...
"(...) i My jesteśmy ostatnimi, którzy przetrwali. Przeżyła jeszcze tylko Iinazuke, ale ona obecnie poszła szukać czegoś do jedzenia".
Bobercik odrazu skojarzył kataklizm tej planety ze swoją rodzimą. Opowiedział, że na jego planecie były identyczne wydarzenia: gigantyczna małpa, która w gniewie niszczyła wszystko co popadnie. Wtedy to rodzice zostawili go na Eden i polecieli do tej małpy, i już nie wrócili.
Bart wiedział już, że to jakiś Saiyan. Tylko Saiyanie zamieniają się w teki bestie. On nie mógł, bo sobie sam kiedyś uciął ogon i już mu nie odrosnął. Tylko myślał kto to mógł być, czy to jego brat?
Rayman okazał się bardzo sympatyczny, gdy nie działa nim nienawiść. Był miły, uprzejmy i zabawny, a gdy dowiedział się, że Bobercika spotkał ten sam los, co jego, to postanowił dołączyć do Bobercika i Barta. Taicho był temu przeciwny, a Iinazuke tuż po powrocie wyraziła zgode. W ten sposób Rayman, nazywany przez Barta i Bobercika Ray został dołączony do drużyny...
Dowiedzieli się także dlaczego tak wiele pustej przestrzeni jest wokół tej planety. Kiedyś były tam planety, ale eksplodowały. Wiele istot, które zdążyły uciec mówiły, że te planet zostałe zniszczone przez opce cywilizacje... Ale nie mówiły nic więcej.
Tak więc z kolejnym towarzyszem drużyna ruszyła na poszukiwanie nie tylko już brata Barta, ale także tego, który spowodował śmierć wielu osób, a nawet wyginięcie całych cywilizacji...
Planeta Eden stała się nowym domem dla Barta, domem, którego nigdy nie miał. Tymczasem jego życio-zbawca, Bobercik, stał się jego najlepszym przyjacielem. Bart pragnie jednak wyruszyć na poszukiwanie brata, a Bobercik chce mu towarzyszyć. Czy to jednak jedyny powód dla którego Bobercik wybiera się na taką wyprawe?
Rozdział IV - Droga zniszczeń...
- To już ostatnia skrzynia! - zawołał Bart niosąc wielką czarną skrzynie na pokład statku kosmicznego
- Uff, szybko się z tym uwinęliśmy! - powiedział Bobercik
- Szybko!?! - z oburzeniem powiedział Bart - Pakujemy się już 2 dni!
- Ehhh... Ja kiedyś ładowałem statek miesiąc... - powiedział Bobercik uśmiechając się - Dobra, wsiadaj i nie gadaj
- "Dwa razy nie trzeba powtarzać!" - powiedział Bart i ruszył w strone statku kosmicznego
Dwaj młodzieńcy zbliżyli się do statku. Bobercik dokonał sprawdzenia stanu technicznego statku, a Bart sprawdził inwentarz. Wszystko się zgadzało. Mogli bezproblemowo wędrować przez pół roku. Szczerze mówiąc, to cieszyli się, bo spakowali się w dwa dni.
Przyjaciele poszli pożegnać się z mieszkańcami planety. Dostali różne upominki i podczas wsiadania na statek usłyszeli słowa: "Żegnaj dziecko bohaterów...".
Po wejściu na statek usiedli w swoich miejscach i zapieli pasy. Spojrzeli na siebie i kiwnęli równo głową. Bobercik włączył silnik i powiedział: "Patrz się. Następnym razem Ty startujesz!". Bart zaczął silnie wytęrzać wzrok i patrzeć na szczególiki. Wsłuchiwał się też w głos Boberciika, który mówił dokładnie co robi i na co trzeba uważać. Po chwili statek ruszył. W ciągu minuty zniknęli z oczu mieszkańcą planety Eden.
- Więc, gdzie zmierzamy? Od czego zaczniemy? - zapytał Bart
- Patrz! - odpowiedział Bobercik po czym wskazał ręką na radar - My jesteśmy tutaj, a tu jest Eden. Widzisz coś dziwnego?
- Tak. Planeta Eden dziwnie miga... Zresztą my na radarze też! - szybko powiedział Bart
- Dobrze, że zauważyłeś. Migające obiekty pokazują lokalizacje żywych obiektów. W ten sposób miniemy niezamieszkane planety i meteoryty bez problemu! - Wyjaśnił Bobercik po czym wskazał palcem na jeden z migających obiektów na radarze - Tutaj. To jest nasz cel, lecimy na tą planete!
- Więc "Dawaj gazu"! - powiedział Bart i ruszyli pełną mocą
Lecąc w przestrzeni kosmicznej widzieli wiele meteorytów. Wśród tych meteorytów leżała planeta... Jednak była ona głęboko w środku. Coś tu niepasowało, czegoś brakowało.
Bart & Bobercik Team minęli pyły kosmiczne i meteoryty. Teraz widzieli tą planete bardzo dobrze. Była ona niczym Eden - jedna wielka masa koloru kwarcu z dużą ilością szarości. Zaczęli się zbierać do lądowania i odrazu ich wzrok przyciągły jakieś dziwne ruiny...
Przyjaciele wylądowali i ostrożnie wysiedli. Zabrali ze sobą najpotrzebniejszy ekwipunek, a statek zakamuflowali. Poszli do ruin, które bacznie obserwowali już z góry. Prawie nie wyglądało to jak ruiny - była to kupa gruzu, pare metalowych rur i troche śmieci. Z bliska jednak to wyglądało innaczej - przypominało to budynki, niegdyś piękne budynki. Bart i Bobercik weszli do środka pierwszego z brzegu budynku bacznie zwracając uwage na otoczenie. wchodząc przez małą szczelinie w ścianie widzieli już wnętrze tego budynku - pełne krwi i zwłok dziwnych stworzeń. Miały - jakby się wydawało poodcinane ręce, nogi, a nawet głowe. Przyjaciołom zrobiło się żal tych istot. Najwyraźniej musiały być bardzo inteligentne. Idąc Bobercik nagle sobie coś przypomniał...
- Gdzie Ja jestem? - mówi Bobercik, po czym się rozgląda. Widzi sale pełną trupów. Nie sale, raczej ruiny sali, całkiem podobne do tych, które widział przed chwilą naprawde
Mały Bobercik rozejrzał się. Widział krew, wszędzie krew. Krew i zwłoki, kamienie, rury przepełnione krwią. Nawet strumyk, który płynął obok był pełny krwi. Wtedy to przybliegli jego rodzice, zasłonili mu oczy i powiedzieli: "Nie patrz", a następnie do siebie: "On tu musiał być... Zostawmy małego w Eden i chodźmy tutaj"
- Nie idź tam! - krzyknął Bart i złapał Bobercika za ramie. Bobercik prawie nie wpadł w przepaść - Postradałeś zmysły?
Bobercik nie odpowiedział i szukali dalej, przecież radar wyczuł żywe istoty...
Po kilku godzinach szukania trafili na kogoś. Nie wiedzieli jak zmierzyć jego wzrost oczami, gdyż jego nogi, ręce i głowa były oddzielone od tułowia, co nie utrudniało mu poruszania się. Wyglądał zupełnie jak te martwe istoty, które widzieli kilka godzin temu. Podeszli bliżej, bezmyślnie Bobercik zapytał:
- Hej, cześć kim jesteś? - Powiedział Bobercik. Po tych słowach dziwna istota stanęła w pozycji bojowej
- To Wy Ich zabiliście!?! Teraz za to zapłacicie! - odpowiedziała dziwna istota, po czym jej ręce zmieniły kolor - jakby stały się ze stali i rzuciła się na Barta i Bobercika.
Istota, chociaż małą była okropnie szybka, po chwili znalazła się obok Barta i Bobercika, po czym udrzyła ich obu swoimi stalowymi rękoma. Bart i Bobercik odlecieli w różne strony - zatrzymali się dopiero na skałach. Nagle pojawił się ktoś obok dziwnej istoty, jakaś inna podobna niej, ale troche większa - najwyraźniej starsza.
- Co się tu dzieje!?! - zapytała starsza istota chwytając młodszą za ręke. Ręce młodszej osoby natychmiast stały się normalne
- Taicho... Ale to napewno Oni zabili ich wszystkich! - odpowiedziała młoda istota
- Rayman, Rayman... Musisz się nauczyć komunikować z innymi! - powiedział Taicho, po czym Rayman zaczerwienił się na twarzy
Dwie dziwne dla Barta i Bobercika osoby podszedły do nich i zapytały, czy wszystko wporzątku. Skończyło się na szczęście na siniakach na ciele obu. Po opatrzeniu ran zostali zaprowadzeni przez te dwie istoty do ich domu.
Dopiero w Ich domu zostali przeproszeni przez małego Raymana. Taicho usprawiedliwił go, dopiero jak wyszedł z pokoju spalany przez wstyd. Mówił o jego dzieciństwie. O niepowrotnej wycieczce jego rodziców, śmierci wója w jego obecności i wkońcu o przygarnięciu przez niego...
"Wszystko zaczęło się tak: kilka lat temu była tu ogromna małpa, która zniszczyła całą prawie całą naszą cywilizacje(...)". Po tych słowach zaczęły wracać Bobercikowi wspomnienia.
Ogromna małpa wybiegła na miasto niszcząc wszystko. Była jakby w szale, niszczyła wszystko, co jej się nie spodobałą. Szukała czegoś do zjedzenia najwyraźniej, bo wsadzała wiele rzeczy do ust. Później zniknęła. Bobercik się ocknął i nie wiedział co się dzieje, leżał w kałuży pełnej krwi... Nieswojej krwi...
"(...) i My jesteśmy ostatnimi, którzy przetrwali. Przeżyła jeszcze tylko Iinazuke, ale ona obecnie poszła szukać czegoś do jedzenia".
Bobercik odrazu skojarzył kataklizm tej planety ze swoją rodzimą. Opowiedział, że na jego planecie były identyczne wydarzenia: gigantyczna małpa, która w gniewie niszczyła wszystko co popadnie. Wtedy to rodzice zostawili go na Eden i polecieli do tej małpy, i już nie wrócili.
Bart wiedział już, że to jakiś Saiyan. Tylko Saiyanie zamieniają się w teki bestie. On nie mógł, bo sobie sam kiedyś uciął ogon i już mu nie odrosnął. Tylko myślał kto to mógł być, czy to jego brat?
Rayman okazał się bardzo sympatyczny, gdy nie działa nim nienawiść. Był miły, uprzejmy i zabawny, a gdy dowiedział się, że Bobercika spotkał ten sam los, co jego, to postanowił dołączyć do Bobercika i Barta. Taicho był temu przeciwny, a Iinazuke tuż po powrocie wyraziła zgode. W ten sposób Rayman, nazywany przez Barta i Bobercika Ray został dołączony do drużyny...
Dowiedzieli się także dlaczego tak wiele pustej przestrzeni jest wokół tej planety. Kiedyś były tam planety, ale eksplodowały. Wiele istot, które zdążyły uciec mówiły, że te planet zostałe zniszczone przez opce cywilizacje... Ale nie mówiły nic więcej.
Tak więc z kolejnym towarzyszem drużyna ruszyła na poszukiwanie nie tylko już brata Barta, ale także tego, który spowodował śmierć wielu osób, a nawet wyginięcie całych cywilizacji...
Ostatnio zmieniony wt cze 13, 2006 4:29 am przez Dae, łącznie zmieniany 1 raz.
W poprzednim odcinku:
W poszukiwaniu Daegurtha przyjaciele Bart i Bobercik odwiedzili jedną z wielu planet. Widać było na niej ślady wojny, a nawet rzezi. Prawie wszyscy mieszkańcy umarli... Prawie. Młody Rayman i jego przyjaciele przeżyli.
Gdy młody Rayman, gdy dowiedział się o historii Barta i Bobercika, postanowił wyruszyć z nimi. Chciał wraz z Bobercikiem pomścić śmierć rodaków, w tym swoich rodziców...
Rozdział V - Saiyan znaleziony!
Towarzysze podróży: Bart, Bobercik i Rayman zdążyli się zaprzyjaźnić. Zwiedzili już bardzo wiele planet, w tym kilka niezamieszkałych. Najwyraźniej skaner do wykrywania życia czasem płatał figle, ale po każdej takiej wpadce zmniejszała się prawdopodobność błędu, bo Bobercik starał się dopracować ten mechanizm.
Nie na wszystkich planetach towarzysze byli dobrze przyjmowani. Z niektórych musieli uciekać ocierając się o śmierć. Wtedy to Bart pokazał swoje umiejętności strategiczne. Chociaż o tym nie wiedział posiadał to we krwi - jego pradziadek był generałem i po nim odziedziczył umiejętności przywódcze..
Bart, tak jak jego przyjaciele, zapomniał o celu jego podróży. Nie szukał już brata - liczył na to, że go znajdzie, ale wiedział, że szanse na to są znikome. Pokochał jednak podróże międzyplanetarne - poznawał nowe cywilizacje, technologie i techniki.
Wszystkie wyprawy skłoniły Ich do poznawania nowych limitów - w ten sposób nauczyli się kontrolować swoją siłe w większym stopniu. Każdy pomagał drugiemu i w ten sposób przyjaciele się uzupełniali.
Nie spodziewali się jednak tego co się stanie...
Bobercik wybrał kolejną planete, na cel podróży. Wpisał dokładnie jej współrzędne i włączył autopilota.
- Jak sądzicie, co dziś nas czeka? - zapytał Bobercik
- Nie wiem, po tym co nas spotkało na ostatniej planecie nie jestem pewien - odpowiedział Bart wspominając jak prawie zamarzli i ledwo uciekli z ostatnio odwiedzanej planety
- A Ja sądze, że nie będzie tak źle - powiedział Rayman
- Ray, Ja nawet sądze, że będzie tam coś co przyciągnie naszą uwage na dłużej - powiedział Bobercik
Po krótkiej konwersacji zaczęli się zbliżać do planety, aż wkońcu wylądowali. Była to wyjątkowo wielka planeta - jak zwykle pełna piasku i kamieni. Większość planet, które odwiedzali miała niedosyt w wode - to była jedna z nich. Ostrożnie wyszli i stanęli na twardym gruncie. Zakamuflowali statek za pomocą specjalnego urządenia i kompletnie zniknął z ich wzroku - oni jednak wiedzieli, gdzie jest, więc nie mieli się o co martwić.
Towarzysze zaczęli szukać jakiejś osady, bądź kogokolwiek żywego. Nie musieli szukać długo. Po kilkunastu minutach marszu zobaczyli na niebie chmure pyłu i płonące miasto.
Patrzyli z daleka, co się dzieje. Ich ciekawość była ogromna, jednak rozsądek wygrał i podeszli do miasta powoli, ostrożnie - niezauważeni.
Widzieli panike. Cywilizacja tej planety, Rewanie, biegali z miejsca na miejsce krzycząc z przerażenia. Wielu starało się uciec z osady, ale w miejscu w którym chcieli uciec nagle pojawiała się eksplozja i wszyscy byli martwi.
Mimo iż to był okropny widok, to było w nim coś pięknego. Płonące miasto wyglądało pięknie na tle zachodzącego słońca.
Bohaterowie postanowili podejść bliżej i dowiedzieć się o co chodzi. Podeszli pod same mury miasta i zobaczyli uciekających Rewanów. To byli jedni z niewielu, którym ucieczka się udała. Bart natychmiast podbiegł do nich.
- Co się tu dzieje? - pyta Bart
- To - wypowiedź jednego z mieszkańców przerywa eksplozja w mieście - On przyleciał tu przed chwilą i zaczął wszystko niszczyć! - wykrzyczał mieszkaniec, po czym zaczął uciekać - Wam też radze się stąd zbierać!
- Nie mam zamiaru patrzeć jak ktoś zabija w ten sposób niewinnych - powiedział Rayman - Nigdy więcej!
- Ray, jestem z Tobą! - Powiedział Bobercik
- W takim razie chodźmy! - Powiedział Bart
Raymana ręce stały się stalowe i zmienił się wyraz jego twarzy. Zawsze uśmiechnięty Rayman wyglądał teraz na wojownika. Cała trójka gotowych do walki wojowników wbiegła do środka miasta i płynęła pod prąd uciekających Rewanów.
Teraz już wiedzieli co powodowało eksplozje. Widzieli mijające ich kule energi, które wybuchały po zetknięciu się z czymkolwiek. Rozpoznali te techniki, bo sami często używali ich podczas walki. W końcu zobaczyli sprawce tego całego zamieszania.
Na dosyć wysokiej skale, a raczej części gruzów jednego z budynków, stał mężczysna średniego wzrostu. Pierwsze co rzucało się w oczy, to saiyańska zbroja i scouter na prawym oku.
- Stójcie! - zawołał Bart - Nie możemy tak poprostu na niego ruszyć!
- Dlaczego nie? - zapytał Rayman
- Ja odpowiem. Skąd mamy pewność, że On nie robi tego słusznie? - Powiedział Bobercik
- No, o coś innego mi chodziło - powiedział Bart - To napewno Saiyan!
- Ty też jesteś Saiyanem, więc to jest Twój brat!?! - Zapytał Bobercik
- Możliwe(chociaż nie chce w to wierzyć). - odpowiedział Bart
- A skąd wiecie, że to Saiyan? - zapytał Rayman - Może to tylko jakiś zbir w dziwnej zbroji!
- Przyjrzyj się uważnie. To co oplątuje jego pas, to ogon. Taki ogon mają TYLKO Saiyanie! - powiedział Bart, po czym podszedł bliżej. Saiyan przestał miatać kulami po całym mieście, gdy zobaczył Barta. "Swój swojego zawsze pozna", tylko, że Bart nie ma ogona. Brat mu kiedyś uciął nie mówiąc przyczyny
- Kogo to Ja widze! Saiyan! - powiedział wojownik z lekkim grymasem uśmiechu
- Witam. Nazywam się Bart... Czy Ty jesteś... Daegurth? - Zapytał niedowierzając Bart
- Dae, co? Nie znam takiego... Chociaż - na twarzy wojownika pojawia się grymas bólu i chwyta się za szyje - Nie, nie znam takiego
- W takim razie skieruje inne pytanie... - powiedział Bart
- Nie odzywaj się! To Ja tu zadaje pytanie i mówię co chce - przerwał Bartowi wojownik - Nazywam się Bidrix i jestem wojownikiem. Jeśli chcecie żyć, to pozwole Wam, bo wśród Was jest Saiyan, więc lepiej odejdźcie pókim dobry!
- Czy to Ty zniszczyłeś cywilizacje planety Raymanów w formie Oozaru!?! - zapytał Bart
- O czym Ty mówisz!?! - zapytał Bobercik
- Kto to... Co to Oozaru!?! - zapytał Rayman
- Nie pamiętam. Zniszczyłem wiele planet i chyba zaczyna Mnie to nudzić, ale tak, chyba to Ja - odpowiedział Bidrix - A teraz spadać!
Rayman nieźle się wkurzył - nareszcie znalazł odpowiedzialnego za zniszczenie swojej rasy. Bobercik był nieźle podekscytowany, a Bartowi coś nie pasowało do tej historii... Czemu jak pytał się o brata, to Bitrix chwycił się za szyje?
- Hej, Ty głupia małpo! Policze się z Tobą, za to co zrobiłeś Mojej rodzinie! - powiedział Rayman i rzucił się na Saiyana
- Zaczekaj! - powiedział Bobercik i ruszył by asystować Raymanowi
Tak więc Rayman i Bobercik szybko zbliżali się do przeciwnika, który wyskoczył tylko wysoko w góre i wypuścił w ich strone kule ki. Bobercik odbił ją i szybko doskoczył do Bitrixa. Rayman nie mógł tak wysoko skoczyć, ale Bart podrzucił go i zaraz sam tam skoczył.
Walka toczyła się w powietrzu. Każdy z wojowników jednocześnie szybko spadał w kierunku ziemi - musieli się pośpieszyć, by zdobyć przewage.
Pojedynek rozgrywał się na tle wznoszącego się wysoko nad horyzont księżyca. Rayman zaatakował całą siłą w Bitrixa, jednak ten bez problemu odbił się od jego pięści, gdyż znajdowali się w powietrzu, a zaraz potem wysłał w kierunku trójki towarzyszy promień ki. Bobercik uniknął, a Bart wypchnął Raymana z pola rażenia promienia ki i sam zaczął mierzyć się z nim. Przeciwnik zaczął się głośno śmiać i powiedział: "Już po Waszym koledze!". Bobercik gdy to usłyszał rzucił się na Bitrixa i gdy miał go już zacząć piąstować usłyszał: "Stój!" zza promienia. Po chwili w miejscu promienia stał Bart z rękoma wyciągniętymi do przodu.
- Niemożliwe! - powiedział Bitrix - Nikt tego nie może przeżyć!
- A jednak - powiedział Bart i wysłał wielką kule ki w strone Saiyana
Saiyan nie mógł uciec - Bobercik odcinał mu droge ucieczki. Wkońcu wielka kula zderzyła się z przeciwnikiem, a ten odleciał daleko
- Nie zadzieraj więcej z masterem! - powiedział Bart i klęknął, bo stracił bardzo dużo mocy
- To był świetny atak! - powiedział Rayman
- Tak, ale teraz spójrz na niego! - powiedział Bobercik - On włożył w ten atak strasznie dużo energii!
- Ehhh, przeżyje! - powidział Bart
Tymczasem dalej, wciąż żywy Saiyan Bitrix zaczyna się głośno śmiać.
- Powinienem Was zabić na początku! Jednak, nadrobie to teraz! - Wykrzyczał Bitrix
Ledwo żywy Saiyan Bitrix spojrzał w księżyc, któy był w pełni.
- O nie! - powiedział Bart - Jak mogłęm być tak głupi!?!
Towarzysze Barta nie wiedzą o co chodzi
- Słuchajcie Mnie uważnie! To koniec naszej podróży, uciekajcie, ja postaram się go powstrzymać! - powiedział Bart
- Ale przecież On tam leży prawie martwy? Co może Nam zrobić!?! - Zapytał Bobercik
- No właśnie! - Potwierdził Rayman
- Ray, Ty pewnie pamiętasz tą małpe, która zniszczyła wioske! On właśnie się w nią zamienia! - wykrzyczał Bart
Rayman się wystraszył. Przypomniał sobie wszystkie straszne rzeczy, jakie małpa zrobiła na jego planecie i chciał uciec. Ale po chwili się zatrzymał, obrócił i powiedział: "Nie wystraszy Mnie żadna małpa! Musze pomścić rase i pomóc przyjacielowi!"
- Nie pozbędziesz się Nas tak łątwo Bart - powiedział Bobercik
- Dziękuje... - odpowiedział Bart - Dajmy z siebie wszystko!
I jak się podoba odcinek? Koniec walki zobaczycie w następnym^^
W poszukiwaniu Daegurtha przyjaciele Bart i Bobercik odwiedzili jedną z wielu planet. Widać było na niej ślady wojny, a nawet rzezi. Prawie wszyscy mieszkańcy umarli... Prawie. Młody Rayman i jego przyjaciele przeżyli.
Gdy młody Rayman, gdy dowiedział się o historii Barta i Bobercika, postanowił wyruszyć z nimi. Chciał wraz z Bobercikiem pomścić śmierć rodaków, w tym swoich rodziców...
Rozdział V - Saiyan znaleziony!
Towarzysze podróży: Bart, Bobercik i Rayman zdążyli się zaprzyjaźnić. Zwiedzili już bardzo wiele planet, w tym kilka niezamieszkałych. Najwyraźniej skaner do wykrywania życia czasem płatał figle, ale po każdej takiej wpadce zmniejszała się prawdopodobność błędu, bo Bobercik starał się dopracować ten mechanizm.
Nie na wszystkich planetach towarzysze byli dobrze przyjmowani. Z niektórych musieli uciekać ocierając się o śmierć. Wtedy to Bart pokazał swoje umiejętności strategiczne. Chociaż o tym nie wiedział posiadał to we krwi - jego pradziadek był generałem i po nim odziedziczył umiejętności przywódcze..
Bart, tak jak jego przyjaciele, zapomniał o celu jego podróży. Nie szukał już brata - liczył na to, że go znajdzie, ale wiedział, że szanse na to są znikome. Pokochał jednak podróże międzyplanetarne - poznawał nowe cywilizacje, technologie i techniki.
Wszystkie wyprawy skłoniły Ich do poznawania nowych limitów - w ten sposób nauczyli się kontrolować swoją siłe w większym stopniu. Każdy pomagał drugiemu i w ten sposób przyjaciele się uzupełniali.
Nie spodziewali się jednak tego co się stanie...
Bobercik wybrał kolejną planete, na cel podróży. Wpisał dokładnie jej współrzędne i włączył autopilota.
- Jak sądzicie, co dziś nas czeka? - zapytał Bobercik
- Nie wiem, po tym co nas spotkało na ostatniej planecie nie jestem pewien - odpowiedział Bart wspominając jak prawie zamarzli i ledwo uciekli z ostatnio odwiedzanej planety
- A Ja sądze, że nie będzie tak źle - powiedział Rayman
- Ray, Ja nawet sądze, że będzie tam coś co przyciągnie naszą uwage na dłużej - powiedział Bobercik
Po krótkiej konwersacji zaczęli się zbliżać do planety, aż wkońcu wylądowali. Była to wyjątkowo wielka planeta - jak zwykle pełna piasku i kamieni. Większość planet, które odwiedzali miała niedosyt w wode - to była jedna z nich. Ostrożnie wyszli i stanęli na twardym gruncie. Zakamuflowali statek za pomocą specjalnego urządenia i kompletnie zniknął z ich wzroku - oni jednak wiedzieli, gdzie jest, więc nie mieli się o co martwić.
Towarzysze zaczęli szukać jakiejś osady, bądź kogokolwiek żywego. Nie musieli szukać długo. Po kilkunastu minutach marszu zobaczyli na niebie chmure pyłu i płonące miasto.
Patrzyli z daleka, co się dzieje. Ich ciekawość była ogromna, jednak rozsądek wygrał i podeszli do miasta powoli, ostrożnie - niezauważeni.
Widzieli panike. Cywilizacja tej planety, Rewanie, biegali z miejsca na miejsce krzycząc z przerażenia. Wielu starało się uciec z osady, ale w miejscu w którym chcieli uciec nagle pojawiała się eksplozja i wszyscy byli martwi.
Mimo iż to był okropny widok, to było w nim coś pięknego. Płonące miasto wyglądało pięknie na tle zachodzącego słońca.
Bohaterowie postanowili podejść bliżej i dowiedzieć się o co chodzi. Podeszli pod same mury miasta i zobaczyli uciekających Rewanów. To byli jedni z niewielu, którym ucieczka się udała. Bart natychmiast podbiegł do nich.
- Co się tu dzieje? - pyta Bart
- To - wypowiedź jednego z mieszkańców przerywa eksplozja w mieście - On przyleciał tu przed chwilą i zaczął wszystko niszczyć! - wykrzyczał mieszkaniec, po czym zaczął uciekać - Wam też radze się stąd zbierać!
- Nie mam zamiaru patrzeć jak ktoś zabija w ten sposób niewinnych - powiedział Rayman - Nigdy więcej!
- Ray, jestem z Tobą! - Powiedział Bobercik
- W takim razie chodźmy! - Powiedział Bart
Raymana ręce stały się stalowe i zmienił się wyraz jego twarzy. Zawsze uśmiechnięty Rayman wyglądał teraz na wojownika. Cała trójka gotowych do walki wojowników wbiegła do środka miasta i płynęła pod prąd uciekających Rewanów.
Teraz już wiedzieli co powodowało eksplozje. Widzieli mijające ich kule energi, które wybuchały po zetknięciu się z czymkolwiek. Rozpoznali te techniki, bo sami często używali ich podczas walki. W końcu zobaczyli sprawce tego całego zamieszania.
Na dosyć wysokiej skale, a raczej części gruzów jednego z budynków, stał mężczysna średniego wzrostu. Pierwsze co rzucało się w oczy, to saiyańska zbroja i scouter na prawym oku.
- Stójcie! - zawołał Bart - Nie możemy tak poprostu na niego ruszyć!
- Dlaczego nie? - zapytał Rayman
- Ja odpowiem. Skąd mamy pewność, że On nie robi tego słusznie? - Powiedział Bobercik
- No, o coś innego mi chodziło - powiedział Bart - To napewno Saiyan!
- Ty też jesteś Saiyanem, więc to jest Twój brat!?! - Zapytał Bobercik
- Możliwe(chociaż nie chce w to wierzyć). - odpowiedział Bart
- A skąd wiecie, że to Saiyan? - zapytał Rayman - Może to tylko jakiś zbir w dziwnej zbroji!
- Przyjrzyj się uważnie. To co oplątuje jego pas, to ogon. Taki ogon mają TYLKO Saiyanie! - powiedział Bart, po czym podszedł bliżej. Saiyan przestał miatać kulami po całym mieście, gdy zobaczył Barta. "Swój swojego zawsze pozna", tylko, że Bart nie ma ogona. Brat mu kiedyś uciął nie mówiąc przyczyny
- Kogo to Ja widze! Saiyan! - powiedział wojownik z lekkim grymasem uśmiechu
- Witam. Nazywam się Bart... Czy Ty jesteś... Daegurth? - Zapytał niedowierzając Bart
- Dae, co? Nie znam takiego... Chociaż - na twarzy wojownika pojawia się grymas bólu i chwyta się za szyje - Nie, nie znam takiego
- W takim razie skieruje inne pytanie... - powiedział Bart
- Nie odzywaj się! To Ja tu zadaje pytanie i mówię co chce - przerwał Bartowi wojownik - Nazywam się Bidrix i jestem wojownikiem. Jeśli chcecie żyć, to pozwole Wam, bo wśród Was jest Saiyan, więc lepiej odejdźcie pókim dobry!
- Czy to Ty zniszczyłeś cywilizacje planety Raymanów w formie Oozaru!?! - zapytał Bart
- O czym Ty mówisz!?! - zapytał Bobercik
- Kto to... Co to Oozaru!?! - zapytał Rayman
- Nie pamiętam. Zniszczyłem wiele planet i chyba zaczyna Mnie to nudzić, ale tak, chyba to Ja - odpowiedział Bidrix - A teraz spadać!
Rayman nieźle się wkurzył - nareszcie znalazł odpowiedzialnego za zniszczenie swojej rasy. Bobercik był nieźle podekscytowany, a Bartowi coś nie pasowało do tej historii... Czemu jak pytał się o brata, to Bitrix chwycił się za szyje?
- Hej, Ty głupia małpo! Policze się z Tobą, za to co zrobiłeś Mojej rodzinie! - powiedział Rayman i rzucił się na Saiyana
- Zaczekaj! - powiedział Bobercik i ruszył by asystować Raymanowi
Tak więc Rayman i Bobercik szybko zbliżali się do przeciwnika, który wyskoczył tylko wysoko w góre i wypuścił w ich strone kule ki. Bobercik odbił ją i szybko doskoczył do Bitrixa. Rayman nie mógł tak wysoko skoczyć, ale Bart podrzucił go i zaraz sam tam skoczył.
Walka toczyła się w powietrzu. Każdy z wojowników jednocześnie szybko spadał w kierunku ziemi - musieli się pośpieszyć, by zdobyć przewage.
Pojedynek rozgrywał się na tle wznoszącego się wysoko nad horyzont księżyca. Rayman zaatakował całą siłą w Bitrixa, jednak ten bez problemu odbił się od jego pięści, gdyż znajdowali się w powietrzu, a zaraz potem wysłał w kierunku trójki towarzyszy promień ki. Bobercik uniknął, a Bart wypchnął Raymana z pola rażenia promienia ki i sam zaczął mierzyć się z nim. Przeciwnik zaczął się głośno śmiać i powiedział: "Już po Waszym koledze!". Bobercik gdy to usłyszał rzucił się na Bitrixa i gdy miał go już zacząć piąstować usłyszał: "Stój!" zza promienia. Po chwili w miejscu promienia stał Bart z rękoma wyciągniętymi do przodu.
- Niemożliwe! - powiedział Bitrix - Nikt tego nie może przeżyć!
- A jednak - powiedział Bart i wysłał wielką kule ki w strone Saiyana
Saiyan nie mógł uciec - Bobercik odcinał mu droge ucieczki. Wkońcu wielka kula zderzyła się z przeciwnikiem, a ten odleciał daleko
- Nie zadzieraj więcej z masterem! - powiedział Bart i klęknął, bo stracił bardzo dużo mocy
- To był świetny atak! - powiedział Rayman
- Tak, ale teraz spójrz na niego! - powiedział Bobercik - On włożył w ten atak strasznie dużo energii!
- Ehhh, przeżyje! - powidział Bart
Tymczasem dalej, wciąż żywy Saiyan Bitrix zaczyna się głośno śmiać.
- Powinienem Was zabić na początku! Jednak, nadrobie to teraz! - Wykrzyczał Bitrix
Ledwo żywy Saiyan Bitrix spojrzał w księżyc, któy był w pełni.
- O nie! - powiedział Bart - Jak mogłęm być tak głupi!?!
Towarzysze Barta nie wiedzą o co chodzi
- Słuchajcie Mnie uważnie! To koniec naszej podróży, uciekajcie, ja postaram się go powstrzymać! - powiedział Bart
- Ale przecież On tam leży prawie martwy? Co może Nam zrobić!?! - Zapytał Bobercik
- No właśnie! - Potwierdził Rayman
- Ray, Ty pewnie pamiętasz tą małpe, która zniszczyła wioske! On właśnie się w nią zamienia! - wykrzyczał Bart
Rayman się wystraszył. Przypomniał sobie wszystkie straszne rzeczy, jakie małpa zrobiła na jego planecie i chciał uciec. Ale po chwili się zatrzymał, obrócił i powiedział: "Nie wystraszy Mnie żadna małpa! Musze pomścić rase i pomóc przyjacielowi!"
- Nie pozbędziesz się Nas tak łątwo Bart - powiedział Bobercik
- Dziękuje... - odpowiedział Bart - Dajmy z siebie wszystko!
I jak się podoba odcinek? Koniec walki zobaczycie w następnym^^
zupełnie jak w dobrym serialu lub w DB
zawsze kończą odcinek w najbardziej emocjonującym momencie
niemoge sie doczekać kolejnego odcinka ^^
niemoge sie doczekać kolejnego odcinka ^^
ćwoki! jak ktoś żyje na tym forum, to niech pisze na mail barts10@gmail.com



